Listy do redakcji

„Wyleciałaś z gniazda, które Tobie wiłam odkąd tylko pod koniec pewnego słonecznego czerwca odkryłam, że moje marzenie – Ty – jesteś we mnie”. Akcja „List do dziecka”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 czerwca 2016
Fotomontaż istock / Pixabay CC0
 

Kochana Lileczko,

Dzisiaj wychodzisz za mąż. Z jednej strony jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, bo Twoje szczęście jest moim szczęściem, z drugiej strony cała drże i ściska mi się gardło. Wyleciałaś z gniazda, które Tobie wiłam odkąd tylko pod koniec pewnego słonecznego czerwca odkryłam, że moje marzenie – Ty – jesteś we mnie. Teraz sama zakładasz rodzinę. Chcę żebyś wiedziała, ze zawsze będziesz dla mnie tą malutką Lilutką, jaką jesteś w dniu pisania tego listu ( masz teraz rok i trzy miesiące), że zawsze o dowolnej porze dnia i nocy mogę przybiec do Ciebie, aby Cie mocno przytulić, wesprzeć, śmiać się i płakać, obżerać czekoladą, oglądać głupawe komedie, tańczyć i śpiewać. Moja miłość do Cienie jest nieskończona, bezgraniczna i oddana, już nie mogę się doczekać aż sama będziesz mogła poczuć tak wyjątkową miłość i więź z własnym maleńkim skarbem. Życzę Ci wszystkiego czego pragniesz, a także tego o czym nawet nie odważysz się zamarzyć, spełnienia, wiecznej miłości, oddanych przyjaciół, zdrowia, abyś kochała swoje życie i aby było mi dane zestarzeć się u Twego boku, nie dosłownie 😉 ale pragnę być przy Tobie tak długo jak tylko jest mi dane. Jesteś częścią mnie, większością mojego życia. Kocham Cię, bądź szczęśliwa na nowej drodze życia. Jestem z Ciebie taaaaka dumna.,

Ściskam, całuje

 


„Kochana córeczko, najdroższy synku, chcę ci powiedzieć, że…”.
„List do dziecka” – nasza nowa akcja na Dzień Dziecka z super nagrodami

AKCJA DD BANER DO LISTOW

Co trzeba zrobić?

„Napisz list do swojego dziecka (dzieci) i prześlij go do nas. To może być podziękowanie, dobra rada, a może powiedzenie tego, co nie przechodzi przez gardło ze wzruszenia w ważnych dla was momentach. Wszystko co tylko chcesz i czujesz. Miłość rodzica bywa trudna, a rodzicielstwo to jedno z najbardziej bogatych (i w upadki i wzloty) doświadczeń w życiu. To może być list „na tu i teraz” lub taki, który chciał(a)byś, żeby twoje dziecko przeczytało w przyszłości. Czasem taki list do bliskiej osoby pomoże nie tylko jej, ale też tobie.Wszystkie listy opublikujemy. Wybrane nagrodzimy!”. ♥WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ ♥

Zobacz wszystkie listy biorące udział w akcji


Listy do redakcji

„Bardzo proszę, drogi Google”, czyli jak babcia w Internecie odpowiedzi szukała

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 czerwca 2016
Fot. iStock/ukrainec
 

To historia w sam raz na ciepłe, letnie popołudnie. Pewnie w ogóle nie wyszłaby na jaw gdyby nie zamieszczony na Twitterze wpis Bena, wnuczka pewnej 86-letniej Brytyjki. Post stał się w rekordowym tempie bardzo popularny, a babcią Bena zainteresowały się media na całym świecie. Dlaczego?  

Któregoś popołudnia, kiedy Ben odwiedził swoją babcię May Ashworth, zobaczył na ekranie jej komputera otwartą wyszukiwarkę Google. Seniorka wpisała w niej zapytanie o następującej treści: „proszę przetłumacz te rzymskie cyfry mcmxcviii, dziękuję”. Z czego wynikała ta niecodzienna uprzejmość? Okazuje się, że May, która z Internetu korzysta raczej sporadycznie (tym razem chciała sprawdzić w którym roku wyprodukowano pewien film) sądziła, że na jej pytanie odpowiadają jej prawdziwe osoby, siedzące gdzieś przy komputerze, w centrali firmy Google.

Wzruszony i rozbawiony Ben zrobił zdjęcie ekranu laptopa May i umieścił je w Internecie. W ten sposób jego babcia stała się sławna na całym świecie, a do wnuczka odezwały się media z wielu krajów. Brytyjski Google zaś stanął na wysokości zadania i na tweeta Bena zareagował również na Twitterze wpisem: „Kochana Babciu! Mamy nadzieję, że masz się dobrze. W świecie miliardów wyszukiwanych fraz sprawiłaś, że się uśmiechnęliśmy. Och, i to, czego szukałaś, znaczy 1998. Dziękujemy”.

Uprzejmość popłaca, a dobre maniery są zawsze w cenie, pamiętajcie o tym ;).

Źródło: theguardian.com.uk


Listy do redakcji

Nie rozpamiętuję, nie płaczę, bawię się. Dziękuję moim byłym za lekcje, które mi dali. A ty za co podziękujesz swoim?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 czerwca 2016
Fot. iStock / teksomolika

Na jednym z forum internetowych (netkobiety.pl) znalazłam dzisiaj wpis jednej z internautek. „Dwa lata po końcu związku, a ja wciąż nie daję rady”. Zaczynał się tak:„Hej, może to głupie, że nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem, jestem zrozpaczona. Zacznę od tego, że ponad dwa lata temu byłam z chłopakiem, związek trwał krótko, niecałe pół roku. Zamieszkaliśmy razem, zadurzyłam się jak nigdy…”. Potem nastąpił opis zalet byłego i relacja z gwałtownego zwrotu. Rozstanie i dramatyczne cierpienie. Depresja, psycholodzy, alkohol. Gdy autorka listu dowiedziała się, że z kimś jest, napisała mu wiadomość, że wciąż go kocha (????), odpisał, że nigdy nic do niej nie czuł i żeby dać mu święty spokój”.  Myślałam, że list pisze nastolatka. Studentka może. Ale nie, to była kobieta przed trzydziestką.

Aaaaaaaa. Miałam ochotę odpisać: „To nie chodzi o jakiegoś gościa, chodzi o ciebie, rozpaczliwą potrzebę bycia kochaną, nieumiejętnością zgodzenia się na to, że ktoś nie”. Bo z jakiegoż to innego powodu pamiętamy dwa lata związek, który trwał kilka miesięcy.

Może ja jestem męska, wiem, że jestem. Po prostu nie rozumiem czemuż to kobiety mają taką tendencję do umartwiania się i rozpamiętywania. Czemuż to miesiącami, latami wieszają psy na swoich eks, zamiast ich pobłogosławić i życzyć szczęścia. Oraz dobrze zapamiętać zacne lekcje, które dostają. Po kiego człowiek wyciąga pudła z pamiątkami, grzebie w tym, wypytuje znajomych. Bo lubi cierpieć? Lubi uwiesić się w przeszłości?

Pewna moja koleżanka zostawiła narzeczonego. Zrobiła to tuż przed ślubem. No szczerze mówiąc po prostu zdezerterowała sprzed ołtarza. Rodzinny dramat, podział przyjaciół. Po roku ona NAGLE zrozumiała, że kocha eks.

– Sorry, miła moja. Rzuciłaś go dość spektakularnie, upokorzyłaś, on ma teraz inną. Nie ma szans.

Aaaaaa. Rozpacz, płacz, ból, darcie szat. Ale przecież go zostawiła. Jak może myśleć, że w miarę stabilny psychicznie gość wróci do niej po wywinięciu takiego numeru. I dlaczego, na przykład, my wracamy do kogoś, gdy nam wywinie jakiś straszny numer?

Walcz o coś, jeśli możesz, jeśli nie możesz, odwróć się i do przodu. A oto lekcje, które odebrałam.

Kotku, ja nie wiem

Byłam na studiach, gdy zostawił mnie facet, z którym byłam siedem lat. Hmm, on mnie nie zostawił, zakomunikował tylko: „Nie wiem czy chcę z tobą być”. Byłam, oczywiście, w szoku, w końcu planowaliśmy ślub. „Cholernie mi przykro, czy mogę coś zrobić?” spytałam. Przez pół wieczoru prosiłam go, żeby został, pytałam wcześniej dlaczego nic mi nie mówił. On, że nie wie i koniec.

„Jeśli wyjdziesz, nie masz po co wracać” odrzekłam. Ale wyszedł. Po dwóch tygodniach jednak wrócił i wyznał, że on jednak zrozumiał. Że mnie kocha.

Słucham? Żarty sobie pan robisz? Prosiłam tylko, żebyś nie wychodził, żebyśmy rozwiązali to razem. Wolałeś wyjść– okej, ale nie ma powrotu.

Czego mnie nauczył? Że nic nie jest na zawsze. I że to wcale nie taki dramat, bo jest na świecie mnóstwo boskich facetów. A przecież mogłabym wyć za nim do tej pory. Bo jak to on, chlip chlip, może nie wiedzieć.

Ty lepiej poukładaj te ubrania

Kolejny mężczyzna to pan porządnicki. Starałam się, przyznaję. Buciki to musiały poukładane być równiutko, porządek w szafkach, sterylnie i klar. „On ma nierówno pod kopułą” myślałam czasem. Ale zależało mi na nim. Tańczyłam więc z mopem częściej niż z nim. I szorowałam prysznic za każdym razem. Choć i tak słyszałam: „ O jejku, ale robisz bałagan”, „Mogłabyś te rzeczy sprzątać dokładniej?”. Obudziłam się więc pewnego dnia i stwierdziłam, że basta, że koniec. Chcę mieć swój nieładzik, swoje bibeloty porozstawiane. Dosyć tych tańców kuriozalnych. I co? On w szoku. Ale jak to, dlaczego? Że mnie kocha. Mam się nie pakować.

Słucham? Świetnie, że kochasz. Ale chyba najbardziej rzeczy poukładane. I proszę bardzo, nie że ci zabronię, ale ja nie chcę brać udziału w tym cyrku.

Czego mnie nauczył? Żeby nigdy nie zmieniać się na siłę, nie dopasowywać. Nie tańcować jak głupek. I że jest cienka granica między kompromisem, a zapomnieniem o sobie. Przekroczenie jej zapewnia choroby somatyczne, nerwice, lęki i tak dalej. No prosz! Dlaczego osoba w miarę normalna ma sobie to robić.

Nie mogę ci nic obiecać, sorry, ale może kiedyś

O, to mój ulubiony typ. Pan moje czekanie i nadzieja. Co już chciałam odejść, to on miał przypływ uczuć.

A największy przypływ uczuć miał wtedy, gdy napisałam, że to koniec. Wtedy przejechał całe miasto, w piątek, w korkach. Wszystko po to, żeby wręczyć mi pierścionek zaręczynowy swojej mamy.

Słucham? Człowiek nie jest gotowy, by z kimś zamieszkać, a nagle zmienia zdanie, bo traci? To co to za chęć?

Czego mnie nauczył? Że jeśli ktoś mówi: „Nie mogę nic obiecać, to raczej wie co mówi”.

Kochana, zostań

No i ostatni mój mężczyzna. Flirtowałam z nim, obiecywałam mu, uwodziłam. Wierzyłam, że to coś na dłużej. A podczas jednej rozmowy z nim pomyślałam: ratunku, nie. Nie chcę. Dzwonił, pytał, nie rozumiał. Chciałam mu wytłumaczyć, ale nie potrafiłam, więc unikałam telefonów.

Czego mnie to nauczyło? Że ja też mogę być żmiją, mogę zmienić zdanie, zachować się nieracjonalnie. To dlaczegóż mam mieć żal do innych?

Zresztą szkoda mi życia. Czy cierpiałam z powodu wyżej opisanych sytuacji? Pewnie, że tak. Mega boli, gdy ktoś nas zrani, czy jakieś nasze oczekiwania są niespełnione. Ale po co to analizować, zastanawiać się, rozpaczać, dręczyć, biczować? Zawsze w takiej sytuacji mówiłam sobie: Hej, droga przyszłości, co dla mnie masz?

Weźmy się dziewczyny w garść. Rozpamiętywanie to PRZEKLEŃSTWO. Blokuje, męczy, katuje. Wróćmy do listu. Co myśli facet o kobiecie, z którą był dwa lata temu? „Hmm, no tak, była taka Anka” Albo: „O Anka, ale ją kochałem”.  Albo: „Brrr”. Koniec. Kropka. Nawet jeśli kiedyś cierpiał z miłości, teraz śpi spokojnie.


Zobacz także

Bardzo chciałabym, aby mój Synek doświadczył magii Świąt

Jesteś wyjątkowy i serdecznie Ci dziękuję, że o mnie nie zapominasz. Akcja List do Mikołaja

Co zrobiłabym z przysłowiowymi pięcioma dodatkowymi minutami dziennie…