Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Dlaczego na to pozwoliłaś?”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 października 2015
fot. iStock/ DusanManic
 

Moja droga „prawie” przyjaciółko,

„Prawie” tylko dlatego, że nasze relacje odnowiły się dzięki pracy całkiem niedawno, a wiesz, że ja na wszystko potrzebuję więcej czasu. Ty jesteś moim przeciwieństwem i za to tak Cię lubię. Masz sto pomysłów na minutę i  energii za cały pułk, jesteś duszą towarzystwa i nieprzeciętną gadułą. Ja zwykle działam w ciszy i czasem wolę być niewidzialna.

Czasem chciałabym mieć „coś” z Ciebie, chociaż jedną z Twoich wielu zalet. Mimo że tak się różnimy, dobrze się rozumiemy. Ale moja kochana, wiesz doskonale, czego ja pojąć nie mogę… Dlaczego tkwisz w małżeństwie, które Cię niszczy? Dlaczego w pracy jesteś skarbnicą pomysłów i wulkanem dobrej energii a w domu pozwalasz tak się traktować? I pozwalasz na to, żeby mała dorastała w toksycznej rodzinie? Dlaczego tak bardzo w siebie nie wierzysz? Poradzisz sobie bez niego. Skoro w tej chorej sytuacji żyjesz tak długo i dajesz radę, pracujesz, nic nie zawalasz, jesteś fajną mamą, to bez niego będzie Ci tylko lepiej. Jesteś mądra, kreatywna, zaradna, pracowita i po prostu dobra. Wiele sama osiągnęłaś a on poza dzieckiem nic Ci nie dał. Przeciwnie. Wszystko Ci zabiera, chęć do życia i naturalną radość, którą w sobie masz.

Wiem, że ja bez męża i dzieci, mogę tego nie rozumieć, że chcesz, żeby Twoje dziecko miało pełną rodzinę i ojca w domu. Ale proszę Cię, pomyśl właśnie o małej. Czy chcesz, żeby była dzieckiem, dla którego dom to miejsce, gdzie są kłótnie i awantury, złośliwości i smutek w oczach. Chcesz, żeby kiedyś jako dorosła kobieta, zadała Ci takie samo pytanie jak ja teraz… „Dlaczego na to pozwoliłaś, mamo?”

A teraz pomyśl o sobie. O spokoju, którego Ci brak. O radości, której jest w Tobie coraz mniej. I nadziei, którą uchodzi z Ciebie dzień po dniu. I o tym, czego jeszcze dobrego mogłabyś w życiu doświadczyć… Zasługujesz na wszystko co w życiu najlepsze.

Wiem, że nie masz wsparcia w bliskich. Masz wsparcie we mnie. Cokolwiek postanowisz i to, czego nie postanowisz, zrozumiem i nie będę oceniać. Ale wiedz, że masz „prawie” przyjaciółkę, która słucha z uwagą i życzliwością. I modli się o lepsze jutro dla Ciebie, które może nadejść, jeśli tak w siebie uwierzysz, jak ja w Ciebie wierzę.

 Twoja A.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Twoje były prawa, a moje obowiązki. Chciałam Ci podziękować za codzienność, w której nie było szczerości, bliskości, seksu”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 października 2015
Fot. iStock/epicurean
 

Mój Drogi Były Mężu, nie znalazłam w sobie odwagi by wysłać do Ciebie ten list…zresztą pewnie i tak byś go nie przeczytał, a już na pewno nie zrozumiał. Tak, jak przez lata naszego małżeństwa nie rozumiałeś dlaczego nie byłam z Tobą szczęśliwa, przecież nie biłeś, zarabiałeś pieniądze, które przynosiłeś do domu, nie zdradzałeś (a przynajmniej dobrze się z tym kryłeś!), a w piciu nie odbiegałeś od średniej krajowej.

Napisałam do Ciebie ten list bo teraz, ponad dwa lata po rozwodzie, chciałam Ci podziękować za wiele rzeczy, dzięki którym dziś żyję tak, jak żyję i jestem, jaka jestem.

Dziękuję Ci więc za Twój chłód, Twoją obojętność, Twój brak zainteresowania mną, moją pracą, moimi zainteresowaniami, pragnieniami i marzeniami. Dziękuję za to, że nasz dom traktowałeś jak hotel, a równy podział małżeńskich obowiązków tak „niezwykle sprawiedliwie” – Twoje były prawa, a moje obowiązki. Chciałam Ci podziękować za codzienność, w której nie było szczerości, bliskości, seksu. Za życie obok siebie, za samotność we dwoje, za to, że nawet siedząc obok siebie na jednej kanapie każde z nas tak naprawdę było gdzieś bardzo daleko, gdzieś w swoim świecie.

Dziękuję Ci za te filmy, których razem nie obejrzeliśmy, za zakupy, których razem nie robiliśmy, za spacery, na które nigdy nie chodziliśmy razem.

Dziękuję Ci za Twoje przekonanie, że dbanie o mój samochód jest jedynym i wystarczającym dowodem tego, że Ci na mnie zależy.

Dziękuję Ci za każdą moją łzę, za każdą samotną noc, za każde „kocham cię”, „dziękuję”, „przepraszam”, każde „jesteś piękna”, „jesteś wspaniała”, „jesteś wyjątkowa”, które tak bardzo chciałam od Ciebie usłyszeć, a którego Ty nie umiałeś lub nie chciałeś wypowiedzieć.

Dziękuję Ci za to, że przestałam czuć się przy Tobie młoda, atrakcyjna, mądra, pożądana; za to, że przestałeś mnie zauważać, przytulać, całować, za to, że przestaliśmy się kochać. Dziękuję Ci również za to, że zawsze mówiłeś, że mamy jeszcze czas na rodzicielstwo, a tak naprawdę po prostu nie chciałeś mieć ze mną dziecka.

Bardzo dziękuję Ci za to, że byliśmy piękną parą, że stworzyliśmy razem małżeństwo, któremu na pozór nie można było zarzucić niczego, niczego prócz braku miłości.

Dziękuję Ci nawet za tę Kobietę w Twoim życiu, o której istnieniu wtedy jeszcze nie wiedziałam (bo przecież podejrzenia to jeszcze nie pewność!) – dzięki  Niej nie miałeś dla mnie czasu, a ja miałam go aż nadto – wystarczająco dużo by dojrzeć do decyzji o rozstaniu, by zrozumieć, że zasługuję na lepsze życie.

Dziękuję Ci za to wszystko, o czym napisałam. Gdyby nie to wszystko dziś może nadal byłabym Twoją żoną, nieszczęśliwą, sfrustrowaną, smutną.

Na szczęście nie jestem… Każdy koniec jest nowym początkiem. Dla mnie nasz rozwód stał się początkiem czegoś naprawdę dobrego. Jestem dziś szczęśliwą, spełnioną, kochaną i kochającą kobietą. Zostałam mamą 🙂 Znów jestem żoną i każdego dnia bardziej, przez pryzmat tego drugiego małżeństwa, widzę jak bardzo nieudane było to nasze wspólne życie…

Nie mniej zachowuję w pamięci to, co było dobre. Dziękuję Ci za wspólne lata i za to, że pozwoliłeś mi odejść.

Bądź spełniony, gdziekolwiek i z kimkolwiek dziś jesteś. Bądź szczęśliwy, cokolwiek dziś owo szczęście dla Ciebie znaczy. Bądź zdrowy…i nie myśl o mnie źle, dobrze wiem, że pewnie też nie byłam żoną idealną…


Listy do redakcji

Kobieca rywalizacja potrafi zaskoczyć. „W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2015
Fot. iStock

Zdarzyło się wam spotkać na swojej drodze kobietę, która w pracy zawodowej kierowała się zasadą „po trupach (damskich) do celu”? Rywalizacja między kobietami to morze inspiracji dla scenarzystów i powieściopisarzy, ale w normalnym życiu ciągle temat tabu. Mało mówimy o niej otwarcie, dużo częściej podziwiamy kobiecą „solidarność jajników” i narzekamy na niesprawiedliwości, jakie spotykają przedstawicielki płci pięknej ze strony mężczyzn. A przecież i kobiety mogą być we wzajemnych kontaktach okrutne.

Robię prywatny sondaż i wysyłam maile do kilku znajomych dziewczyn. Pytam o ich doświadczenia z kobiecą rywalizacją. Wszystkie odpisują dość szybko. Czytam i dochodzę do wniosku, że właśnie otworzyłam puszkę Pandory…

Marysia pisze:

– W mojej pracy na 27 pań mamy tylko 5 panów. Rywalizacja jest bardzo widoczna, szczególnie między młodszymi a starszymi koleżankami. Starsze zamiast pomóc, wprowadzić nowe koleżanki w nieznane środowisko i obowiązki, obgadują je za plecami. Nie daj Boże, jak jeszcze są atrakcyjne, wtedy to już nikt im nie pomoże.

Marysia swoje środowisko pracy opisuje jako pole walki: spiski, poniżanie, obrażanie się na siebie i… podbieranie biurowych spinaczy. Dlatego właśnie, ledwie pół roku po rozpoczęciu stażu księgowej w tej firmie, rozesłała CV w odpowiedzi na oferty innych pracodawców. – Mam dość babińca. – napisała mi.

Wiadomość Ewy napawa jednak optymizmem – Kobieca rywalizacja? Nie kojarzę, ze strony kobiet spotykałam się raczej ze wsparciem. Ale myślę, że to kwestia farta.

Zdaniem socjologów współczesny świat jest zdominowany przez mężczyzn do tego stopnia, że kobiety, jakby „w obronie” nauczyły się same umniejszać zasługi i sukcesy swoich koleżanek. W społeczeństwie, w którym większość pań otrzymuje niższe zarobki niż panowie na podobnych stanowiskach, a ich praca w domu jest ciągle niedoceniania, oskarżanie koleżanek o niekompetencję i utrudnianie współpracy ma na celu pokazanie, że się z tą niedocenianą grupą społeczną nie identyfikują.

Sama szybko przypominam sobie sytuację, która wydarzyła się na gruncie zawodowym. Koleżanka z pracy, współtworząca zespół (jej funkcja wymagała między innymi koordynacji obowiązków pozostałych członków zespołu) pokazała „podwójną twarz”. Uzgodnione z nią wcześniej i zaakceptowane z uśmiechem „na papierosku” moje nowe pomysły przedstawiła przełożonemu jako samowolkę. W oczach szefa ja okazałam się niekompetentna, a ona zatroskana o dobro firmy. Po pewnym czasie, do „mojego” projektu powrócono i zrealizowano go z sukcesem, ale już bez mojego udziału. Po trupach do celu albo, jak kto woli, do „kariery”…

Kobieta liderka

Kasia pracuje w firmie kierowanej przez kobietę. Jej szefowa poświęciła wiele, by znaleźć się na tym stanowisku. Nie ma dzieci i otwarcie utrudnia awans pracownicom, które mogą pochwalić się udanym życiem rodzinnym. Inne też nie mają lekko. – Dziewczyny boją się zajść w ciążę, nie przyznają się też, że po pracy czeka na nich pod biurem chłopak czy mąż. Prywatnie często rozmawiamy z koleżankami o zachowaniu szefowej, naszym zdaniem jest po prostu zazdrosna, to się wyczuwa. Każdą chorobę mojego dziecka komentuje w chłodny, opryskliwy sposób – pisze Kasia.

Psycholodzy podkreślają, że kobieta – szef często przywołuje skojarzenia z funkcją statecznej matrony, z jej autorytetem macierzyńskim i nieograniczoną władzą. Panie często dużo trudniej akceptują kobietę – szefa, która przejmuje w firmie rolę „matki – kwoki”. Wolą przełożonego mężczyznę i do niego częściej zwracają się w przypadku problemów czy sytuacji konfliktowych.
Mówiąc o kobiecej rywalizacji nie sposób nie wspomnieć relacji między matką a córką. Choć wydaje nam się niemożliwe, by móc konkurować z własnym dzieckiem, takie sytuacje zdarzają się nierzadko. Stosunki na linii mama – córka są kluczowe dla kobiecych relacji w dorosłym życiu. Jeśli mama z jakiegoś powodu nie okazuje swojej córce miłości i wsparcia, dziewczynka zwraca się z należnymi matce uczuciami ku ojcu. Powoli staje się emocjonalną rywalką matki, którą jednak nadal bardzo kocha. Jak to się przekłada na dorosłe życie? W relacjach z innymi paniami może zaowocować podświadomą wrogością i faworyzowaniem mężczyzn. W związku z mężczyzną, w przypadku zdrady, kobieta odrzucona w dzieciństwie przez matkę za całą sytuację obwini kochankę, a partnera rozgrzeszy, jako zmanipulowanego.

Czytam jeszcze mail od Agaty: 

Napisz koniecznie o tym, że kiedy dobrze wyglądam, w pracy wyłapuje zawistne spojrzenia niektórych koleżanek. One widzą wszystko. A jak wyglądam tragicznie, to te same koleżanki mnie natychmiast o tym poinformują. Znam też dziewczyny, które kumplują się tylko z mężczyznami, bo muszą mieć pewność, że nie mają konkurencji.

A czy rywalizacja między kobietami może przynieść jakieś korzyści?

– Jak jest zdrowa, to mobilizuje i inspiruje. Świetne pomysły mojej koleżanki poruszają moją wyobraźnię i zaraz mam tysiąc innych (lepszych:) – pisze Beata z agencji reklamowej. Rywalizacja z siostrą też była dla mnie motywująca. Obie w dzieciństwie uprawiałyśmy sport. Jej sukcesy w pływaniu dodawały mi skrzydeł. A ona kibicowała mi, kiedy zdobywałam medale na mistrzostwach juniorów w lekkiej atletyce.

„W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet” powiedziała kiedyś Madeleine Albright. Drogie panie, bądźmy dla siebie lepsze! Temat niezdrowej, kobiecej rywalizacji towarzyszy nam od dzieciństwa (przypomnijcie sobie zawistne siostry Kopciuszka albo macochę Śnieżki, która nie mogła znieść tego, że pasierbica jest młodsza i piękniejsza). Oczywiście, mężczyźni również rywalizują, kładą nam kłody po nogi, blokują awans, a jeszcze częściej zajmują stanowiska, na które się nie nadają uniemożliwiając możliwość wykazania się kobietom często bardziej kompetentnym. Dbajmy więc o siebie wzajemnie, podwójnie, bo przecież tylko my same jesteśmy w stanie zrozumieć swoje problemy, a w potrzebie – posłużyć prawdziwym wsparciem i zrozumieniem.


Zobacz także

Moja pewność siebie jest mała, tak mała, że boję się, że wszystko co do tej pory zbudowałam nie przetrwa. Akcja List do Mikołaja

„Książka jest jak kobieta, o którą trzeba dbać, pieścić, dotykać, czuć”. Założę się, że takich nauczycieli jak on już nie ma

Sprytne rady i przedświąteczne szaleństwo. 🎅Bierzemy TK Maxx na celownik

Pamiętasz, jak podarowałeś mi ten wielki kilkupiętrowy domek dla lalek? ⛄ Akcja „A co ty byś sobie podarowała w prezencie”