Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Chciałabym móc normalnie oddychać. Chciałabym już się obudzić.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 października 2015
 

36 dzień

Jestem chora. Całkiem przepełnioma bólem. Totalnie roztrzaskana. Gorączka. Ból gadła. To nic w porównaniu z tym co się dzieje we mnie. Płaczę. łzy są wszędzie.
Brak Ciebie, to odrzucenie całkowicie mnie unieruchomiło. Zrobiłam wszystko, żebyś mógł uwierzyć, wybaczyć, zaufać…
Tylko Ciebie kochałam prawdziwie, wszystko dla Ciebie, każda myśl, każdy oddech…
Okropny stan ducha. Nie potrafię tego poukładać w głowie. Nie umię się odnalezć. Nie mogę się z tym pogodzić, bo kochałeś tak samo prawdziwie jak ja. Codziennie zapewniałeś mnie o swojej miłości, czułam to każdym słowem, gestem. Nie mogłeś kłamać!

Chciałabym móc normalnie oddychać.
Chciałabym już się obudzić.

M.


 

 

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Listy do redakcji

„Bałam się wyjść do urzędu, zawalałam pracę, nie odbierałam telefonów. To jesień, myślałam”. Trzydziestolatka szczerze o depresji

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
20 października 2015
Fot. iStock / kieferpix
 

„To słabość, to foch na życie frustratek, albo widzi-mi-się znanych” – tak myślałam o depresji. Ale zrozumiałam – jedno wydarzenie, jedna porażka może popchnąć cię tam, gdzie myślałaś, że lądują tylko słabi” mówi Karolina, 34 lata.

Karolina jest ładna. Kolorowa spódnica, zupełnie niejesienna, kolorowe paznokcie– każdy w innym kolorze. „Nie patrz tak na mnie. Kolory to życie. Za szaro jesteś ubrana. Obudziłaś się w dobrym humorze? Na pewno?! Wiesz, ja też udawałam”.

Karolina ma: 10-letniej córki, kota, mieszkanie. I marzenia. Podobno z tymi marzeniami, to nie do końca tak prosto, bo są momenty, gdy ich nie ma.

A to powinien być sygnał alarmowy.

Karolina nie ma: męża (każe mi napisać, że już, i że uff) i pieniędzy.

I nie ma już (każe napisać słowo „chyba”) depresji. Choć rok temu siedziała na krześle w rejonowej przychodni.  Psychiatrze powiedziała, że nie może spać, jeść nie może i żyć jej się nie chce. Czuła wstyd (chyba).  „Nie mam wyjścia, muszę pana prosić o jakieś leki, ale nawet nie wiem czy pan jest dobry”. To było tuż po tym jak zawaliła swój największy i wymarzony projekt. Więc kiedy lekarz zrobił się ostrzejszy („Nie musi pani u mnie siedzieć”) ona zrobiła się milsza. Potrzebowała pomocy.

Ponad miesiąc temu (bo jeszcze było tak ciepło i tak miło) Karolina napisała krótki przewodnik depresji. Chce go wydać. W notatniku zapisała  „Sześć twarzy depresji”.

Pęd

Na początku jest życie pożądane. Szybkie. Masz dwadzieścia parę lat , urodę, możliwości i pewne rzeczy wydają się oczywiste. Szczególnie, jeśli pochodzisz z domu, gdzie rodzice są lekarzami. Ale przecież  nie muszą być lekarzami. W każdym z domów, gdzie nikt nie choruje na depresje. I nikt nigdy nie narzeka. Mama, gdy jest smutna sprząta albo pracuje. Tata…. tata mówi często: „Rób coś,  a smutna nie będziesz”.

Nie zastanawiasz się nad relacjami rodzinnymi. Masz brata, sześć lat młodszego. Tak, kiedyś w gabinecie lekarskim poczujesz, że byłaś o niego zazdrosna. Wcześniej nie masz na takie myślenie czasu. Kończysz studia, wychodzisz za mąż za chłopaka, w którym kochasz się od liceum. Tworzycie dom, rodzisz dziecko. Masz poczucie kontroli. „Ciężka praca w życiu wystarczy”, mówisz sobie. Masz dobrą pracę, dziecko ogarnięte, męża kochanego. Ładny ten obrazek. W domu kwiaty i porządek. Bez chaosu i kurzu. Nie, nikomu nie mówisz, że o drugiej w nocy szorujesz zmywarkę, bo nie zaśniesz bez braku pewności, że lśni. Nikomu (sobie też) nie mówisz, że mąż jednak za dużo piw wypija do kolacji i za dużo siedzi przed komputerem. Jakbyś zaczęła myśleć, to byś przestała biec. A jest tyle rzeczy do zrobienia.

Moja historia nie musi być twoja. Może różnią się szczegóły, ale pamiętaj, jeśli pędzisz zanadto: uważaj. Możesz szybko zderzyć się ze ścianą.

Niepokój

Między tobą i mężem gorzej. Nie, nie ma jakiegoś konfliktu. Jesteście zgodnym małżeństwem. No tak, on za dużo pije. Ale przecież nie upija się. No dobrze, upija się, ale nikomu nie robi krzywdy. Wolisz udawać, że nie widzisz. Wow, grasz w tę grę: „każdy czasem musi się napić” (to o jego alkoholu), „każdy musi pracować”  (o jego pracy), każdy czasem się nie zgadza (o waszej relacji). Tak, rozumiesz, że słowo „zgodne” jest jednak trochę pejoratywne.

W pracy trochę gorzej. Ale naprawdę tylko kapeczkę. Tyci, tyci. Nie nadążasz, jesteś zmęczona. Tyle tego. I mniej pieniędzy. Zupełnie nie wiesz, jak kilka lat wcześniej ogarniałaś tak dużo więcej rzeczy. Unikasz słowa: „wypalenie zawodowe”. Tuż za nim podąża przecież słowo: „przegrana”. O nie, okropne.

Czasem tylko TO  czujesz. To dziwne coś. Zalega w sercu. Albo w żołądku. Albo w brzuchu. Budzi cię w nocy, o ile w ogóle śpisz, wibruje w sklepie, podczas rozmowy telefonicznej. Takie niby nic. A jednak czujesz, że COŚ nie tak. To coś jest zaprzeczeniem spokoju.

Moja historia nie musi być twoja. Ale jeśli za często czujesz niepokój – to nie jest dobrze.

Złość

Za to co wyżej. Okropnie złoszczą cię inni. O nie, nikomu o tym nie mówisz. Czujesz jednak, że za często zaciskasz pięści. W korku, w sklepie, na ulicy. Masz ochotę, żeby wszyscy się odczepili. Telefon brzęczy, zadania się piętrzą, każdy czegoś chce. Jeśli w domu nauczyli cię, że jedną z największych wartości jest opanowanie, nikt nie wie, że tak reagujesz na świat. Ale reagujesz. Za bardzo.  Wybuchasz na męża, na dziecko, koleżankę. Słyszysz: „zmieniłaś się”, „co ci jest?”. A tobie jest wszystko. Drażni cię świat. „Masz problemy?”, pyta przyjaciółka.

Nie, ty nie masz problemów. Mąż nie pije za dużo, dziecko jest wspaniałe, praca cudowna. Przerabiałyśmy to, prawda?

Moja historia nie musi być twoja. Ale nadmierna złość nigdy nie jest normalna. Ludzie szczęśliwi nie są źli.

Poczucie winy

No cóż, prawda jest brutalna. Królowa organizacji przestaje ogarniać. „Zrobiłaś to dla mnie?” „Przygotowałaś?”, toniesz w papierach. Maile zapychają ci skrzynkę, połowy jeszcze nie odczytałaś. Masz tyle do zrobienia, że w końcu boisz się otworzyć komputer. W głowie huczy ci zwrot: „powinnaś”. Nie potrafisz się skupić na zebraniu w szkole, a przecież nie tak dawno byłaś w trójce klasowej i organizowałaś wycieczkę dla wszystkich uczniów. Miałaś w skrzynce setki maili. I ogarniałaś. Czytałaś dziecku bajki, piekłaś ciasto i rysowałaś. Już nie potrafisz rysować. Myślisz za to: „Czy ona nie mogłaby pójść spać”. Sama też myślisz o śnie, dużo myślisz. Ciepła kołdra, w której się zaszyjesz, bez dostępu do nikogo. Tak, nikogo. Seksu też nie pragniesz jak kiedyś. W ogóle go nie chcesz. W bluzie z kapturem zrobisz sobie z kołdry kokon. „Jestem straszna”, myślisz. „Straszna” .

Moja historia nie musi być twoja. Ale poczucie winy jest niszczące. Jeśli czujesz je zbyt często – powinnaś zwrócić się po pomoc.

Strach

Już nie niepokój tylko strach cię budzi. I rzadziej ci pozwala zasnąć. Dwie godziny spania, potem czuwanie, woda w kuchni, telewizja, książka i znów próba. Boisz się. Tak, to dziwne, twoje noce zbudowane są ze strachu. Snujesz wizję dramatów w pracy, w życiu, z dzieckiem, o mężu już nie mówiąc, bo wciąż nie zauważasz, że on za dużo pije.  Boisz się, że już  nie umiesz podjąć decyzji, że musisz pójść jutro do urzędu, zrobić prezentację. Czasem odwołujesz, innym razem wstajesz, kąpiesz się i idziesz robić to, czego tak się bałaś w nocy. W końcu od czego jest nervosol i  ziołowe tabletki na uspokojenie.

Moja historia nie musi być twoja.  Ale strach nie jest wpisany w nasze istnienie. Nie tyle, nie tak często.

Niemoc

Pewnego dnia odprowadzasz córkę do przedszkola, w pracy mówisz, że masz grypę, znów wchodzisz do łóżka. Każda czynność jest trudna. To się ciągnie tygodniami. Nie chce ci się umyć głowy, kupić nowych ciuchów. Po co? Anhedonia– dziwny stan bez emocji. I tych i dobrych, i złych. Już się nie boisz, że jesteś nieodpowiedzialna, nie czujesz, że masz idealne życie. Jest wielkie nic. Twoim jedynym sprzymierzeńcem jest łóżko. Bliscy mówią, że zwariowałaś.

Moja historia nie musi być twoja.  Ale jeśli nie chcesz znaleźć się w punkcie 5 – nie zaniedbuj wyżej wymienionych objawów. Potrzebujesz pomocy.

PS. Karolina. Rok ciężkiej depresji. Proszki, proszeczki, tabletki, amnezje.

Fajna żona, matka, koleżanka. Tylko siebie gdzieś zgubiła. O, znalazła. W łóżku. U psychiatry, w rejonowej przychodni, której kiedyś się tak bała.


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Twoje były prawa, a moje obowiązki. Chciałam Ci podziękować za codzienność, w której nie było szczerości, bliskości, seksu”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 października 2015
Fot. iStock/epicurean

Mój Drogi Były Mężu, nie znalazłam w sobie odwagi by wysłać do Ciebie ten list…zresztą pewnie i tak byś go nie przeczytał, a już na pewno nie zrozumiał. Tak, jak przez lata naszego małżeństwa nie rozumiałeś dlaczego nie byłam z Tobą szczęśliwa, przecież nie biłeś, zarabiałeś pieniądze, które przynosiłeś do domu, nie zdradzałeś (a przynajmniej dobrze się z tym kryłeś!), a w piciu nie odbiegałeś od średniej krajowej.

Napisałam do Ciebie ten list bo teraz, ponad dwa lata po rozwodzie, chciałam Ci podziękować za wiele rzeczy, dzięki którym dziś żyję tak, jak żyję i jestem, jaka jestem.

Dziękuję Ci więc za Twój chłód, Twoją obojętność, Twój brak zainteresowania mną, moją pracą, moimi zainteresowaniami, pragnieniami i marzeniami. Dziękuję za to, że nasz dom traktowałeś jak hotel, a równy podział małżeńskich obowiązków tak „niezwykle sprawiedliwie” – Twoje były prawa, a moje obowiązki. Chciałam Ci podziękować za codzienność, w której nie było szczerości, bliskości, seksu. Za życie obok siebie, za samotność we dwoje, za to, że nawet siedząc obok siebie na jednej kanapie każde z nas tak naprawdę było gdzieś bardzo daleko, gdzieś w swoim świecie.

Dziękuję Ci za te filmy, których razem nie obejrzeliśmy, za zakupy, których razem nie robiliśmy, za spacery, na które nigdy nie chodziliśmy razem.

Dziękuję Ci za Twoje przekonanie, że dbanie o mój samochód jest jedynym i wystarczającym dowodem tego, że Ci na mnie zależy.

Dziękuję Ci za każdą moją łzę, za każdą samotną noc, za każde „kocham cię”, „dziękuję”, „przepraszam”, każde „jesteś piękna”, „jesteś wspaniała”, „jesteś wyjątkowa”, które tak bardzo chciałam od Ciebie usłyszeć, a którego Ty nie umiałeś lub nie chciałeś wypowiedzieć.

Dziękuję Ci za to, że przestałam czuć się przy Tobie młoda, atrakcyjna, mądra, pożądana; za to, że przestałeś mnie zauważać, przytulać, całować, za to, że przestaliśmy się kochać. Dziękuję Ci również za to, że zawsze mówiłeś, że mamy jeszcze czas na rodzicielstwo, a tak naprawdę po prostu nie chciałeś mieć ze mną dziecka.

Bardzo dziękuję Ci za to, że byliśmy piękną parą, że stworzyliśmy razem małżeństwo, któremu na pozór nie można było zarzucić niczego, niczego prócz braku miłości.

Dziękuję Ci nawet za tę Kobietę w Twoim życiu, o której istnieniu wtedy jeszcze nie wiedziałam (bo przecież podejrzenia to jeszcze nie pewność!) – dzięki  Niej nie miałeś dla mnie czasu, a ja miałam go aż nadto – wystarczająco dużo by dojrzeć do decyzji o rozstaniu, by zrozumieć, że zasługuję na lepsze życie.

Dziękuję Ci za to wszystko, o czym napisałam. Gdyby nie to wszystko dziś może nadal byłabym Twoją żoną, nieszczęśliwą, sfrustrowaną, smutną.

Na szczęście nie jestem… Każdy koniec jest nowym początkiem. Dla mnie nasz rozwód stał się początkiem czegoś naprawdę dobrego. Jestem dziś szczęśliwą, spełnioną, kochaną i kochającą kobietą. Zostałam mamą 🙂 Znów jestem żoną i każdego dnia bardziej, przez pryzmat tego drugiego małżeństwa, widzę jak bardzo nieudane było to nasze wspólne życie…

Nie mniej zachowuję w pamięci to, co było dobre. Dziękuję Ci za wspólne lata i za to, że pozwoliłeś mi odejść.

Bądź spełniony, gdziekolwiek i z kimkolwiek dziś jesteś. Bądź szczęśliwy, cokolwiek dziś owo szczęście dla Ciebie znaczy. Bądź zdrowy…i nie myśl o mnie źle, dobrze wiem, że pewnie też nie byłam żoną idealną…


Zobacz także

Mówią, że każda miłość jest pierwsza…

„Kimkolwiek będziesz w moich oczach zawsze pozostaniesz magikiem”. Akcja „List do dziecka”

„Dla mnie jesteś Największym Cudem, który za kilkadziesiąt dni wezmę w swoje ramiona”. Akcja „List do dziecka”