Lifestyle Zdrowie

Te zdjęcia raz na zawsze zmienią twoje podejście do diety, odchudzania i kalorii

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
26 września 2017
Fot. Screen z Instagrama /thefashionfitnessfoodie
 

Powszechnie uważa się, że w trakcie odchudzania najważniejsza jest liczba kalorii, którą spożywamy. Dlatego też ogromną popularnością cieszą się wszelkie diety typu „1000 kcal” czy „1500 kcal”. Rzadko jednak zastanawiamy się, na jakich produktach są one oparte i jakie składniki odżywcze zawierają. To duży błąd.

Lucy Mountain, amerykańska blogerka i miłośniczka świadomego odżywiania, postanowiła pokazać, co tak naprawdę trafia do naszego żołądka. Kobieta porównuje wartości kaloryczne popularnych dań i przekąsek, by uzmysłowić swoim fanom, że nie kalorie się liczą, a jakość i ilość, spożywanych produktów. Można przecież prowadzić dietę, zawierającą 1000 kalorii, ale złożoną wyłącznie z chipsów i czekolady. Jaki to problem? Cała sztuka polega na tym, by odżywiać się zdrowo.

Salt and Vinegar Crisps vs Vegetable Crisps 🥔⠀ ⠀ Each of these bowls contain 1 bag (40g) of crisps. The bowl on the left are salt and vinegar, the bowl on the right are mixed root vegetable.⠀ ⠀ Although the difference in calories is pretty minuscule, you’d expect the vegetable crisps to be considerably less calories right? This is just another little reminder that often there’s not much difference between the product marketed as the ‘healthy alternative’ and the real thing. So go for the thing you actually WANT to eat 🙌⠀ ⠀ Although there are many different aspects that describe ‘healthy’ (yes – it IS subjective), such as salt content, micro-nutrient value and how that food makes them feel, calories play a fundamental part in weight management. This post isn’t to say ‚TRACK EVERYTHANG, TRACK THAT DAMN CUCUMBER’, it’s more about looking at your diet within the context of a whole day – and eating the damn salt and vinegar crisps if that’s want you actually want.⠀ ⠀ I want this and all my comparison posts to give encourage freedom with your food choices, not restriction. When 80% of my diet within a day is full of adequate micros and macros, i will ALWAYS eat food I love purely for taste. Because life. Ygm. 💁🏼⠀ ⠀ (All crisps are vegetable crisps 🌝)⠀ ⠀ Which side are you guys going for?⠀ ⠀ ⠀ *Crisps from Co-Op Irresistible range* – #theFFF #theFFFeed @thefffeed

Post udostępniony przez LUCY MOUNTAIN (@thefashionfitnessfoodie)

W obu miseczkach znajduje się tyle samo produktu – 40 g solonych chipsów i 40 g warzywnych chipsów. Pierwsze zawierają 94 kalorie, drugie 217 kalorii. Które powinnaś wybrać? Te, które mają mniej kalorii? Nie. W tym przypadku lepiej postawić na drugą opcję – zawiera mniej soli, utwardzaczy i konserwantów, a więcej składników odżywczych. Twój organizm z pewnością lepiej spożytkuje kalorie, pochodzące z chipsów warzywnych.

Avocado Salad vs Avocado Salad 🥑⠀ ⠀ Both are the same size, both come with avocado, cheese, croutons and dressing. However the bowl on the right is almost 300 calories more than the bowl on the left.⠀ ⠀ It’s easy to look at a salad and just think ‚it’s just a salad’ -⠀ but small variations in the toppings and dressings can dramatically change the nutritional value.⠀ ⠀ Just look at your standard supermarket salad bar like Morrisons – I’d say only 50% of the offering is made up of greens and veggies. The rest is different types of pasta, potato salad, oily dressings and crunchy bacon bits.⠀ ⠀ This, OF COURSE, is absolutely fine. Some days I’ll dowse mine in those bacon bits to the point it’s actually bacon bits with lettuce on top. But atleast I know where I’m at 💪⠀ ⠀ Anyway my point is, salads are a fantastic way to pack in lots of lavly micros but not all salads are the same. Being aware of the individual components of the meal you’re eating AND how it sits in context to the rest of your day will massively help if weight-loss/weight-gain is your goal 💕⠀ ⠀ Here’s my tweakz:⠀ ⠀ Left Bowl:⠀ – Mixed salad leaves (100g)⠀ – Avocado (Half)⠀ – Leerdamer Light (20g)⠀ – Sliced Toast (Half piece)⠀ – Homemade Dressing (yoghurt + mustard)⠀ – Toasted Oats (5g)⠀ ⠀ Right Bowl:⠀ – Mixed salad leaves (100g)⠀ – Avocado (Half)⠀ – Parmesan (20g)⠀ – Croutons (25g)⠀ – Caesar Dressing (2 tbsp)⠀ – Sunflower Seeds (15g)⠀ ⠀ ⠀ (Lil tip: Most of the Pret salads are higher in calories than the sandwiches. F. Y. I.) 🌝🌝🌝 ⠀ ⠀ #theFFF #theFFFeed @thefffeed Post udostępniony przez LUCY MOUNTAIN (@thefashionfitnessfoodie)

Te dwie sałatki z awokado wyglądają niemal identycznie, prawda? Dlaczego więc ich wartość kaloryczna tak bardzo się różni? Sekret tkwi w szczegółach, niewidocznych na pierwszy rzut oka. W sałatce po lewej znajdziemy ser leerdammer (light), pokrojony tost, domowy dressing z jogurtu i musztardy oraz uprażony owies, natomiast w tej z prawej strony mamy parmezan, grzanki, gotowy dressing Cesar i pestki słonecznika. Co więcej, wszystkich składników jest tyle samo.

Peanut butter on Toast vs Peanut Butter on Toast 🍞⠀ ⠀ Both are made from one slice of the same bread, both have a spread of the same peanut butter on top. However one side is roughly 150 calories more than to the other.⠀ ⠀ I bladdy love a bit of PB but it can be super easy to accidentally-on-purpose spread half a jar on a piece of toast lol (I’ve been there 🌝) Because nut butters are high fat, they tend to be high in calories. WHICH IS ABSOLUTELY FINE GUYS. It’s just something to bare in mind if weight-loss (or weight-gain) is your goal. Weighing out yo PB is a good method of managing this.⠀ ⠀ Left Slice:⠀ – 1 slice of Hovis Wholemeal Bread (88 kcal)⠀ – 15g Peanut Butter (94 kcal)⠀ ⠀ Right Slice:⠀ – 1 slice of Hovis Wholemeal Bread (88 kcal)⠀ – 40g Peanut Butter (250 kcal)⠀ ⠀ As you know from my recent posts, I’m about enjoying ALL ze food and there is nothing I cut out of my diet that I like the taste of – no matter my goal. Learning how to manage portion sizes has allowed me to achieve this! I hope this helps my fellow PB addicts out there. I got chu. 😏😏😏⠀ ⠀ #theFFF #theFFFeed @thefffeed

Post udostępniony przez LUCY MOUNTAIN (@thefashionfitnessfoodie)


Na tych talerzykach znajdują się kromki tego samego pieczywa, posmarowane dokładnie takim samym masłem orzechowym. Skąd różnica? Na posmarowanie pierwszej blogerka użyła 15 g masła, na drugiej znajduje się natomiast 40 g masła orzechowego. To porównanie ma uzmysłowić, że ważna jest także porcja, którą spożywamy. Bo jak wiadomo, wszystko jest dla ludzi. Byle w rozsądnych ilościach.


 

Źródło: Instagram


Lifestyle Zdrowie

Dlaczego nie powinniśmy mówić: „wiem, co czujesz”. Jeśli chcesz pomóc, porzuć narcyzm

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 września 2017
Fot. iStock/EmirMemedovski
 

Na pewno byliście już w takiej sytuacji. Ktoś bliski przeżywał trudny okres, może żałobę, jakiś głęboki smutek. Nie radził sobie z emocjami, potrzebował wsparcia. Co się mówi w takiej sytuacji? Najczęściej pewnie „wiem, co czujesz”. Problem w tym, że za tymi słowami rzadko kryje się coś więcej, bo tak naprawdę nie wiemy, co czuje druga strona – nie jesteśmy nią, mamy za sobą inne doświadczenia, inną historię. Czy mamy więc prawo tak mówić?

Niekoniecznie. Przede wszystkim dlatego, że nawet jeśli wydaje ci się, że pomagasz, że twoim celem jest sprawienie, by ta druga osoba poczuła się lepiej, żeby nie była sama ze swoimi problemami, nieświadomie skupiasz całą uwagę na sobie. Na opowieść o utracie i cierpieniu odpowiadasz opowieścią o własnych doświadczeniach. Zamiast wysłuchać drugiej osoby, zmuszasz ją do wysłuchania ciebie.

Socjolog Charles Derber opisuje tę naszą tendencję jako „rozmowny narcyzm” i zaznacza, że nasza chęć przejęcia rozmowy i dominacji wypływa z nieumiejętności radzenia sobie z emocjami rozmówcy – osoby, której wcale nie umiemy pomóc. Mamy dwie możliwości odpowiedzi:

Odpowiedź na zmianę

Kasia: Jestem teraz bardzo zajęta i okropnie zmęczona.

Tomek: Ja też. Jestem całkowicie przybity natłokiem obowiązków.

Odpowiedź niosąca wsparcie

Kasia: Jestem teraz bardzo zajęta i okropnie zmęczona.

Tomek: Dlaczego? Co musisz zrobić?

Widzicie różnicę?

Odpowiedź na zmianę ma na celu skupienie uwagi na Tobie. Odpowiedź niosąca wsparcie zachęca drugą osobę do kontynuowania jej historii. Pozwala jej zobaczyć, że słuchasz i naprawdę interesujesz się jej uczuciami. Bo przecież, tak naprawdę, najważniejszą pomocą, taką konkretną i potrzebną, jest jedynie twoja obecność.


Na podstawie: ideas.ted.com

 


Lifestyle Zdrowie

Cztery nieoczywiste sprawy, na które nie powinnaś pozwalać facetowi

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
26 września 2017
Fot. iStock/Jacob Ammentorp Lund

My, kobiety, uwielbiamy, gdy mężczyźni robią nam dobrze. Tak ogólnie, w życiu. Gdy nas wyręczają w różnych sytuacjach, które albo nas przerastają, albo ich nie lubimy. Chętnie korzystamy z ich pomocy i często zapominamy o tym, jak cienka jest granica między wsparciem, a uzależnieniem. Katarzyna, Joanna, Karolina i Patrycja dostrzegły to w wyjątkowo nieoczywistych kwestiach. 

On wszystko naprawi

Katarzyna bardzo ceniła swojego męża za to, że wszystko potrafił naprawić i na wszystkim się znał. Gdy komputer się zawieszał, on przy nim podłubał i już działał jak wcześniej. Gdy spłuczka się popsuła, wiedział jak ją naprawić. Gdy trzeba było powiesić półkę, natychmiast sięgał po właściwe narzędzia.

– Przyznaję, że czasem musiałam mu o czymś przypomnieć, ale w sumie zawsze ogarniał to, o co go poprosiłam. Robił w domu tak wiele rzeczy, a ja widziałam zaledwie część. Koleżanki mi zazdrościły, że taka z niego złota rączka. Nie zdawałam sobie sprawy, że przez 17 lat trwania naszego małżeństwa stanę się przy nim ofiarą losu – opowiada. Gdy się rozwiedli, nie radziła sobie z najprostszymi sprawami.

– Wiem, że to może zabrzmieć śmiesznie, ale od dwóch lat nie działa mi oświetlenie przy kuchennym okapie. Nie wiem, jak wyjąć te maleńkie żaróweczki. Raz nawet dłubałam śrubokrętem, chciałam podważyć nieco i zdjąć osłonkę, ale się nie udało. Już się przyzwyczaiłam i zapalam górne światło – mówi. Takich przykładów może podać wiele. Do „większych spraw” wzywa specjalistów – a to hydraulika, a to malarza. O pierdoły nie ma kogo poprosić. W ich domu po prostu podział był bardzo jasny – ona zajmowała się czynnościami typowo kobiecymi, on męskimi. W efekcie Katarzyna nie posiada nawet młotka, bo wraz z Krzysztofem z mieszkania zniknęły także wszystkie, podstawowe narzędzia. Teraz uczy się majsterkowania od podstaw. Póki co, korzysta ze srebrnej taśmy.

On zawsze zawiezie

Joannę do szału doprowadza kwestia prowadzenia auta. Zanim związała się z Adamem, była kobietą niezależną – miała dobrą pracę i własny samochód. Za kierownicą spędzała bardzo dużo czasu, ponieważ musiała codziennie dojeżdżać do biura na drugim końcu miasta. Poza tym kochała to. – Mam bzika na punkcie samochodów odkąd pamiętam. Zrobiłam prawko, gdy miałam 18 lat. Był to dla mnie symbol niezależności, ponieważ moja matka nie miała prawa jazdy i zawsze musiała prosić ojca, żeby gdziekolwiek ją zabrał. Nie wiem, dlaczego tak bardzo utkwiło mi to w pamięci – opowiada. Po ślubie Joanna i Adam przenieśli się do centrum Warszawy, szybko pojawiło się dziecko. Jej mąż dojeżdżał do pracy autobusem, więc postanowili sprzedać jedno auto – jej, ponieważ i tak nie mieścił się w nim wózek. – W ciągu dnia nie korzystałam z samochodu, bo wszędzie miałam z synkiem blisko. Chodziłam pieszo, mały zaliczał spacer na świeżym powietrzu – mówi.

Popołudniami i w weekendy często jednak jeździli gdzieś całą rodziną. A to do dziadków, a to na zakupy. Za kierownicą zawsze był on. Na początku jej się to podobało, bo czuła się jak księżniczka. Widziała też pewne plusy – mogła napić się wina do kolacji u znajomych czy zdrzemnąć w czasie jazdy. Szybko jednak stwierdziła, że są i minusy. Po pierwsze, nie miała już takiej wprawy i pewności w czasie prowadzenia auta. Po drugie, czuła się trochę jak taka nieporadna żonka, którą to trzeba zawieźć z punktu A do punktu B. – Kiedyś, gdy zaproponowałam, żebyśmy inaczej pojechali, bo tu utkniemy w korku, powiedział mi, żebym się nie odzywała, bo to on kieruje i wie, jak ma jechać. Poczułam wtedy, że decydowanie o tym, o której pojedziemy, którędy pojedziemy i gdzie pojedziemy, sprawiało mu przyjemność i dawało poczucie władzy nade mną – mówi Joanna. Potem zrobiła awanturę i od tamtej pory prowadzą na zmianę.

On zawsze załatwi

– Nigdy nie lubiłam załatwiać niczego w urzędach, dlatego bardzo się cieszyłam, że robi to za mnie Andrzej. Miał wszelkie, stosowne upoważnienia, więc moja obecność potrzebna była sporadycznie – opowiada Karolina. Nie znosiła wypełniać druczków, pobierać numerków i czekać. Z resztą kiepsko też rozumiała te wszystkie sprawy administracyjne, przepisy, swoje prawa i obowiązki. On natomiast czuł się w urzędzie jak ryba w wodzie. W dodatku był bardzo skrupulatny – zawsze czytał to, co zapisano drobnym maczkiem. Karolina nie miała do tego głowy i zdawała się na niego.

Kiedyś w jakiejś kłótni wytknął jej, że ona bez niego to by chyba zginęła. A jakby zamarzył jej się rozwód, to nawet by pozwu do sądu napisać nie potrafiła. Wtedy zrozumiała, że w jakimś stopniu jest od męża uzależniona. A uzależniła się przez własną głupotę i lenistwo. – Takie niby nic, prawda? Ale do mnie dotarło wówczas, że nie potrafię walczyć o swoje. Że stałam się taką cichą myszką, która unika sytuacji trudnych i konfliktowych. Bo przecież to również on wykłócał się na infolinii w biurze obsługi klienta, gdy dostałam za wysoki rachunek za telefon i to on nawrzucał majstrowi, który źle położył nam płytki w łazience – mówi Karolina. Dziś nie chce już chować się za plecami swojego księcia.

On zawsze zapłaci

Patrycja nie pracuje, zajmuje się domem. Tak wspólnie zdecydowali. On zarabia, ona wychowuje dzieci. – Owszem, moi rodzice pukali się w czoło, że pozwoliłam się postawić w roli kury domowej, której mąż wydziela pieniądze. Ale u nas to tak nie funkcjonowało. Mąż nigdy mi niczego nie odmówił. Było nas stać także na moje fanaberie i zachcianki – opowiada. I faktycznie zawsze tak było. Poza przynoszeniem do domu pieniędzy, Karol zajmował się także wszystkimi płatnościami i rachunkami. Przelewał na konto Patrycji pieniądze na bieżące sprawy, a sam ze swojego konta płacił rachunki, czynsz, ratę kredytu, opłacał również prywatną opiekę medyczną, zajęcia dodatkowe dzieci i prywatną szkołę. Wydatków mieli naprawdę sporo, więc Patrycja cieszyła się, że w ogóle nie musi się tym przejmować. Nigdy nie była dobra z matematyki.

Problem powstał, gdy Karol uległ wypadkowi samochodowemu i trafił do szpitala w stanie ciężkim. Lekarze nie wiedzieli, czy przeżyje. Przez wiele tygodni był w śpiączce. Wtedy Patrycja zdała sobie sprawę z tego, że nie ma za co żyć. Nie była upoważniona do konta męża, nie miała swojej karty do jego konta, nie znała PINu. W domu nie było gotówki. – Ja się wtedy naprawdę załamałam. Wiem, że powinnam przede wszystkim martwić się o to, by Karol z tego wyszedł. Ale ja martwiłam się o pieniądze. Nie wiedziałam nawet, ile wynoszą nasze rachunki, na jakie konta on robi przelewy, w jakim banku jest lokata, w jakim konta oszczędnościowe dzieci, gdzie spływa rata kredytu. Nie rejestrowałam wcześniej tych informacji, bo nie były mi do niczego potrzebne – opowiada. Właśnie wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo była nierozsądna.  Dziś już płatności robią wspólnie. Tuż po wyjściu ze szpitala Karol upoważnił ją też do konta.

Uzależniamy się od facetów na różnych płaszczyznach i z różnych powodów. Czasem dlatego, że w podobnym modelu rodziny zostałyśmy wychowane. Czasem z lenistwa. Czasem z chęci bycia księżniczką. Lubimy, gdy mężczyźni się nami opiekują i zdejmują problemy z naszych ślicznych główek. Stajemy się przez to nieporadne na własne życzenie.

A ty, czego byś dziś nie ogarnęła, gdyby nie ON?


Zobacz także

Piękny brzuch po ciąży? Nie zawsze wystarczy ciężka praca na siłowni…

8 zaskakujących faktów o śnie

O czym śnisz najczęściej? Obrazy z marzeń sennych mają znaczenie

Masz dosyć nudnych urlopów? Czas na wakacyjne rewolucje! Weź udział w konkursie