Go to content

Zanim rozstaniecie się z powodu tych rzeczy, zastanówcie się czy nie szkoda wam czasu! Inteligencja i fakultety mają się nijak do tych argumentów…

Fot. iStock/Astarot

Nikt nie powiedział, że dorosłość będzie łatwa, a już ta we dwoje to w ogóle paaanie kochany, kto to wymyślił? Staramy się być poważni, używamy trudnych słów zaczynających się od trudnych liter, ale kiedy po raz kolejny brzdękamy o te same nienastrojone struny, zaczynamy zgrzytać zębami na samą myśl o nieznośnych dźwiękach.  Dorosłość dorosłością, ale dlaczego, kiedy startujemy z kolejną sromotną awanturą, przepoczwarzamy się w gimnazjalistów, a przydomowy ring przenosimy w czasie do szkolnej toalety? Idąc dalej – do osiedlowej piaskownicy? Kiedy dorosłość i wysublimowany język odpuszczają na rzecz kłótni o nic i dlaczego w pewnym momencie każda dyskusja z płynnego, dorosłego mówienia przeskakuje na etap niemowlęcego głużenia?

Inteligencja, fakultety, dwa języki, staż w Białym Domu i misja na Marsie ma się nijak, NIJAK do problemu keczupu na kanapce z pomidorem. – No i po co on tak leje – myślisz sobie przeżuwając ziarnisty ciemny podczas sobotniego śniadania, skoro pomidor dorodny, polny, polski co ważne i drogi jak zdrowa nerka? Na cholerę niszczy dzieło rąk twoich i matki natury. Przecież tak starannie układałaś pod szynką sałatę rzymską, a to tu o, na talerzyku z drogiego sklepu wnętrzarskiego to późny Picasso artykułu spożywczego. Rzodkiewka figlarnie wycięta w koronę buja się nostalgicznie na podsuszanej krakowskiej, zielony ogórek jędrnie pręży pestkę, a przyjdzie ci taki, dziadu jeden,  dosiądzie do stołu i jeszcze nie spróbuje, a już łapy do lodówki po ulepszacze wyciąga. No co on?! OSZALAŁ?

– Nie wytrzymam Piotrek! Krzyczysz wychodząc z pokoju. Ja to śniadanie od tygodnia planowałam, a ty mi tu keczup?! – Ale ja kocham keczup, nic nie poradzę Mariola! – odpowiada mężczyzna przeżuwając tę kanapkę jak buldożer przejeżdżający przez świeże, miejskie rabaty. Szlag cię trafia, miłe śniadanko kończy podboje. Nastaje ciche przedpołudnie. Cichy dzień. Tydzień. Znajome?

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Zacznijmy od początku i wyjaśnijmy kwestie oczywiste. Kłótnie w związkach to dobry sygnał i nie powinniśmy się ich bać, o ile nie kończą się dzikimi wrzaskami w środku nocy, rwaniem włosów na żywca  i rozbitą szybą najnowszego Audi A8, kolor srebrny metalik. Dają emocjonalnego kopa, zmuszają do przemyśleń, a jak sprzyjają godzeniu, sami przecież wiecie.  Prawdopodobnie to właśnie w tych okolicznościach doczekałam się z mężem dwójki najlepszych na planecie Ziemia dzieci. O ile w „kłótniarskich” relacjach zachowacie zdrowy rozsądek i obowiązkową granicę wzajemnego szacunku – nic wam nie grozi, a nawet możecie sobie wiele udowodnić. Że wam się chce. Że jest o co walczyć i mimo różnic nadal bawicie się w parę na poważnie.

Zanim jednak po raz kolejny pokłócicie się o zmaltretowaną tubę pasty do zębów, której z uporem maniaka on nie wyciska od dołu do góry, jak nakazuje twoja łazienkowa etykieta, tylko jak mało skoordynowany szympans bonobo jednym walnięciem pięści w korek, zastanówcie się czy nie szkoda wam życia na takie doczesne paproszki. Czy twoja drama podczas przekonywania o kolorze nowych drzwi wejściowych do kuchni, połączona z suchym płaczem (trochę kwilisz, ale z oczu nadal nic nie leci) ma jakieś znaczenie w zestawieniu z brakiem rzeczonego za pięćdziesiąt lat i pustką, która po nim pozostanie.

Serdeczna dusza podzieliła się ze mną przemawiającą historią. Pewna para starszych ludzi nieustannie kłóciła się o zasłony. To znaczy ona się kłóciła, że on tak zamaszyście je szarpie i hałasuje, a ten ani myślał się zmieniać. Kiedy denerwowała go czymś błahym w ciągu dnia, marudzeniem o niepoukładane buty w przedpokoju albo brudną wannę  podchodził wieczorem do okna i bystro zasłaniał okno dzieląc się z żoną irytującym hukiem. Stare metalowe żabki i welurowe zasłony – tyle im było trzeba, żeby wyprowadzić się na manowce. Później umarł, jak każdy człowiek w jego wieku, a ona stała pod oknem i płakała do tych zasłon. Do hałasu, którego już nie było.

Zostawiam was z tą historią i gromem aluminiowego karnisza. Zanim jeszcze raz wywołacie trzecią wojnę światową przecinkiem w zdaniu, wróćcie tu i przy okazji po rozum do głowy. Nie traćcie czasu. Nie bądźcie tą starszą panią tęskniącą za złośliwym mężem. Obiecajcie mi, dobra?