Lifestyle

Zakochujesz się w niewłaściwych facetach? Życie to lekcja za lekcją, ważne, by uczyć się na własnych błędach

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
14 stycznia 2016
iStock/DragonImages
 

Rozmawiałam ostatnio z Melą. Życie to lekcja za lekcją, tak mi powiedziała, myśląc o swoich jakże toksycznych związkach. Spojrzałam na nią i pomyślałam… rację ma dziewczyna. Człowiek sobie bowiem myśli, że jak skończy szkołę, to dorosłość winna już pójść mu jak z płatka. Tymczasem wtedy dopiero zaczyna się prawdziwe szkolenie. Życie bierze dyscyplinę i zabiera się za nasz trening. Różne lekcje nas czekają… lekcja partnerstwa, małżeństwa, rodzicielstwa, lekcja kariery i przyjaźni. Jest tego cały wachlarz w Wyższej Szkole Nauczania Życia. A i studenci bywają różni. Jedni celująco sobie radzą, inni zaledwie przyzwoicie, większość niestety raczej cienko przędzie.

Najtrudniej zawsze mają pierwszaki…

… Zaskoczeni, że jednak w szkole znowu wylądowali, pierwsze lekcje odbierają jako swoistą torturę. Tym bardziej bolesną, im większy w niej element zaskoczenia, a w nich samych brak zgody na to, co i tak nieuniknione. Mela dla przykładu, zakochała się w facecie, który wymaga nieustającej atencji. Ona uwagę tę daje, bo naturę ma empatyczną. Potrafi wyczuć nawet co czuje drzewo, gdy szumi sobie niby to niezobowiązująco w ogrodzie. Taka już jest. Wrażliwa na byle emocję. Jej facet tymczasem przechodzi katusze, bo choć przyznaje, że Mela uważna jest na wszystko i wszystkich, to jednak na niego, jakby złośliwie, nie. Taki ma program ów facet  i podług niego cierpi szczerze, gdy tak w jego głowie Mela uwagi mu nie daje. A nawet jak już daje, to on też ciągle cierpi, bo czego nie dostanie, to jest mu wiecznie za mało. Taki to typ po prostu.

Za owo cierpienie, które notabene naprawdę na szczere wygląda, Mela karana jest surowo przemocą słowną, która układa się w mantrę na przyszłość: jesteś beznadziejna, głupia i co gorsza jesteś złym człowiekiem Melu. Matką też nie jesteś celującą, a wszystko to dlatego, że się nie słuchasz, nie reagujesz, nie zauważasz, nie odgadujesz moich pragnień i potrzeb. Jesteś zimną, złą kobietą, gardzę tobą, fe! Kiedy przemocy owej gadanej jest ilościowo tyle, że więcej już znieść się nie da (mimo że da się dużo przecież) wtedy to Mela w akcie kompletnej desperacji wychodzi  pospiesznie z klasy szarpana szlochem i na dni kilka zamyka się w smutnym pokoju bez okien z tabliczką  „WINA” na drzwiach. Spędza tam czas oglądając wyświetlane na ścianach projekcje o Meli beznadziejnej, niewiele wartej i durnej po prostu. Facet tymczasem załącza szósty zmysł i nagle widzi, że chyba przesadził. Uzbrojony tym razem już tylko w bukiet róż puka do pokoju winy i przez łzy wyznaje: Melu najdroższa, jakże głupi byłem. Cudem moim jesteś, moją boginią, życie bez Ciebie sensu nie ma, I love you Melu teraz i  forever. Wróć w ramiona moje, będziemy kochać się wiecznie… tak jej mówi.

Trzeba przy tym jeszcze dodać, że w szkole życia starannie dobierają nam towarzyszy niedoli, z którymi lekcje przyjdzie nam odrabiać. Kolega z ławki nie jest więc przypadkowy, ale dokładnie taki, jaki ma być. No i aktywuje się na nasz komunikat zewnętrzny. Rzecz jasna my również reagujemy na kolegę bo się nam wydaje, że jest jak puzzel. Dopasowany na styk. I w zasadzie jest. W tym konkretnym układzie sił w jakim akurat się znajdujemy w danej chwili, jest to najlepiej dopasowany puzzel spośród puzzli wszelakich. Razem tworzymy obrazek, na miarę pierwszej klasy.

Wracając jednak do Meli zamkniętej w pokoju winy. Jeżeli Mela posłucha kuszących zapewnień faceta, których notabene pragnie najbardziej na świecie, tak zaraz potem wyląduje z dwóją na świadectwie i z zaleceniem do powtarzania klasy. Czasami jest to zjawisko, z serii ” never ending story”. Do tak zwanego skutku. Bo w szkole życia nie ma przepychania z klasy do klasy, nie ma też oszukiwania na klasówkach. Nie nauczysz się, nie zdajesz. Repetujesz raz, dwa, piętnaście razy, aż wreszcie pojmiesz co takiego dana lekcja ci niesie. Albo i nie. Wtedy głupi umierasz, niewyedukowany i taki jakiś życiowo, całkiem zmarnowany.

Jeżeli więc nasza Mela, zamiast facetowi dać się zbałamucić zbierze się w sobie i obetrze łzy, wyłączy film o złej, nieudanej, niewartej miłości kobiecie i wyjdzie z pokoju winy prosto w nowy szkolny rok, wtedy taka Mela przejdzie do klasy wyżej gdzie nową lekcję będzie musiała odrobić. Znów dostanie partnera, który jak puzzel wpisze się w jej świat, choć na tym obrazku, dla przykładu, przemocy złożonej ze słów już nie będzie. Może nowa Mela będzie silna, uważna i dobra dla siebie. I może nowy facet będzie kochał ją na zasadzie lustrzanego odbicia… silną, uważną i dobrą miłością. A może nie. Może jeszcze nie będzie to czas dla Meli by prymuską w klasie została. I może zaledwie na trójkach przejdzie przez ten szkolny rok. Grunt, że będzie parła do przodu, otwarta i ufna, gotowa na kolejną lekcję.

Tak bowiem życie nas szkoli i szkolić będzie nieustannie…

… Zdaje się, że aż po sam grób. Są tacy co mówią, że nie ma się co opierać takiej nauce z życia wyssanej. Im szybciej przyjmiemy lekcję tym szybciej dane nam będzie zrobić do przodu krok. Jedno jest bowiem pewne, że co jak co, ale życie nam nie odpuści. Lekcję za lekcją będzie nam zadawać, a jak się wyuczymy i na pamięć,  i ze zrozumieniem, tak w chwilę potem następny przedmiot dostaniemy do przerobienia.

Ze szkoły życia nie ma bowiem ucieczki. Fakt, pewnie na wagary da się czmychnać czasem, ale tam się dopiero lekcję od życia dostaje! Nie ma. Nie ma ucieczki powtarzam. Życie to lekcja za lekcją. Nawet Mela to wie. Im szybciej się z myślą tą oswoimy, im szybciej do nauki pilnie się przyłożymy tym większe szanse na dobre życie mamy. Na promocje, wyróżnienia i na życiowy sukces. Bo życie też ma swoją małą słabość. Jak każdy belfer tak i ono wyszuka sobie zawsze jakiegoś  pupila. Takiego ucznia ulubionego, który swoją mądrością, wiedzą i mistrzostwem zachwyca życie dając mu do dumy powód. Taki człowiek odbiera nagrodę od życia…. za życia. I ma zdecydowanie łatwiej. Nie dlatego jednak, że ktoś mu coś ułatwi, podsunie, podpowie. Nic z tych rzeczy oczywiście. Ma łatwiej bo wie jak to zrobić. Bo się dobrze nauczył w życiowej szkole i teraz odcina kupony aż miło. A życie przygląda się z boku z łagodnym uśmiechem wszechmędrca, zadowolone, że oto człowiek wreszcie zrozumiał jak byc człowiekiem. Spełnionym, szczęśliwym, ludzkim, z krwi i kości człowiekiem.


Lifestyle

Śpiewamy dla niej – Koncert charytatywny dla Pauliny Hebel

Redakcja
Redakcja
14 stycznia 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Portal Kulturalnie.waw.pl razem z Zespołem Państwowych Szkół Muzycznych im. F. Chopina w Warszawie i Fundacja Bednarska zapraszają na koncert charytatywny dla Pauliny Hebel.

Paulina jest młodą i utalentowaną dziewczyną, której głos mogliśmy podziwiać w programie ‚Bitwa na Głosy’. Niestety, w jej głowie pojawił się guz, który diametralnie zmienił jej dotychczasowe życie. Guz położony jest w bardzo niefortunnym miejscu, w lewej półkuli mózgu, która odpowiada za wszystkie zmysły – wzrok, węch, dotyk. Każda operacyjna ingerencja grozi ich trwałym uszkodzeniem. Do tej pory Paulina została poddana kilku skomplikowanym operacjom, kolejne są niemożliwe ze względu na zbyt duże ryzyko utraty wzroku. Czas odgrywa szczególną rolę! Metody dalszego, proponowanego przez lekarzy skutecznego leczenia nie są refundowane przez NFZ, a każda z nich jest bardzo kosztowna.

Podczas koncertu będziemy zbierać pieniądze na specjalistyczne leczenie Pauliny – koszty to minimum 100 tys. zł.

Koncert odbędzie się 26 stycznia o godz. 20.00 w klubie Bank, przy ul. Mazowieckiej 14 w Warszawie. 

Swój udział w koncercie zapowiedziały takie gwiazdy jak: Sound’n’Grace, Aga Zaryan, Ryszard Rynkowski, Mariusz Totoszko, Anna Serafińska oraz Rafał Brzozowski.

Podczas koncertu wystąpią także absolwenci i uczniowie wydziału Wokalno-Estradowego ZPSM im. F. Chopina w Warszawie m.in.: Agnieszka Konarska, BRZÓZKA, Martyna Ciok oraz Ewa Szlachcic. Po koncercie zagra DJ: Dave Dudson. Koncert poprowadzi Tomasz Kammel.

Koncertowi towarzyszyć będzie aukcja charytatywna.  Do wylicytowania będą płyty, książki z autografami oraz kolacje z udziałem gwiazd.

Wejściówki na koncert będą sprzedawane w formie cegiełek w cenie 25 zł, 50 zł, 100 zł – każdy sam zadecyduje, jaką kwotę chce przeznaczyć na cel, a cały dochód zostanie przekazany na specjalistyczne leczenie Pauliny.

Kulturalnie.waw.pl – warszawski serwis rozrywkowo – kulturalny istniejący od 2007 roku. Informuje o szeroko pojętej kulturze, recenzuje stołeczne nowości, angażuje czytelników. Miejsce przyjazne Warszawiakom, instytucjom kulturalnym, działaniom lokalnym, otwarte na współpracę i zawsze w centrum wydarzeń. Patron medialny wielu inicjatyw. Od stycznia 2016 roku, po zebranych doświadczeniach osób tworzących portal, kulturalnie.waw.pl rozszerzyło swoją działalność. Obecnie organizujemy również eventy, wykłady, koncerty oraz warsztaty.

Partnerem koncertu jest Salon Muzyczny Pasja.

Patroni medialni: Radio Eska, Metrocafe, Informator Stolicy, naszemiasto.pl, ohme.pl, halo-wawa.pl

Materiały dotyczące wydarzenia drukuje Manufaktura Druku. Projekt materiałów graficznych DSN Studio graficzne.

plakat_charytat1


Lifestyle

Jeszcze o tym nie wiesz, ale prawdopodobnie nie jesteś prawdziwą kobietą…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 stycznia 2016
Fot. iStock / gpointstudio

Hej, siostro!

„Prawdziwe kobiety mają krągłości” – czytam, a brwi marszczą się same. Przeglądam fotografie zmysłowych, pełnych kobiet. Niektóre ledwie puszyste inne z wyraźną nadwagą. Piękne. Piękno, seksapil i kobiecość nie zależą przecież od tuszy. Dlaczego więc marszczę brwi? Bo znów wyrzucono mnie poza nawias. Znów nie mieszczę się w kategorii „prawdziwe kobiety”. Ja i miliony innych drobnych i szczupłych. Nic to, pocieszam się myślą, że przecież jestem matką. To też jakiś rodzaj kobiety.

Niestety, tu również spotyka mnie rozczarowanie. Prawdziwe matki mają bowiem brzuchy naznaczone pręgami rozstępów, mają piersi wylewające się z potężnych miseczek, mają okrągłe uda. Znów nie o mnie. Prawdziwą matką zatem też nie jestem, łaskawe geny przesądziły. Prowokacja – powiecie? Niezupełnie.

Wy wszystkie, które ochoczo wykrzykujecie hasła typu: prawdziwa kobieta ma/wygląda/jest nie różnicie się niczym od tych, którzy odmawiają Wam kobiecości i urody, bo nie macie brzuchów jak Chodakowska. Piętnujecie inne kobiety z równym zaangażowaniem, co natrętne wielbicielki wyrzeźbionych bicepsów twierdzące, iż kobietą jest się jedynie do pięcioprocentowej zawartości tłuszczu w organizmie, powyżej to już tylko orki i walenie.

Za każdym razem, kiedy kościstej koleżance mówicie: weź coś zjedz, bo jesteś już za chuda, zastanówcie się, czy przełknęłybyście: weź już nic nie jedz, bo jesteś za gruba. To w gruncie rzeczy to samo.

Z jednej strony borykamy się z lansowanym przez media wizerunkiem super smukłych barbiepodobnych ideałów, a z drugiej same bierzemy udział w piętnowaniu kobiet, które wyglądają inaczej niż my. Mało tego, o ile piętnowanie pań plus size witane jest ogólnym oburzeniem, o tyle „patyczaki” można obrażać bezkarnie. W końcu bycie za chudą to nie problem. Wystarczy przecież dojeść!

W ciągu przeszło trzydziestu lat mojego życia przerobiłam obie strony „barykady”. Byłam więc za gruba i zbyt leniwa, aby kwalifikować się do elitarnego grona prawdziwych kobiet, bywałam za chuda, aby ktokolwiek o kobiecość mnie podejrzewał. Byłam „świnią” i „szczapą”.  Za każdym razem jakaś część „prawdziwych kobiet” odmawiała mi wstępu do swojego klubu. Bo przecież prawdziwe kobiety ważą do 55 kilogramów. Prawdziwe kobiety zaczynają się od miseczki D.

Prawdziwe matki nie mają czasu na siłownie, wolą poświęcić czas dzieciom. Prawdziwe matki muszą mieć czas na siłownie, mają być w formie – dla dobra dzieci.

Prawdziwe matki karmią piersią.

Prawdziwe kobiety to te w szpilkach i makijażu. Prawdziwe kobiety nie potrzebują szpilek i makijażu.

Prawdziwe kobiety nie mają cellulitu. Prawdziwe kobiety mają cellulit.

Prawdziwe kobiety stawiają dom na pierwszym miejscu. Prawdziwe kobiety robią karierę zawodową.

Skąd to się bierze? Nie jestem psychologiem, myślę jednak że to taka nasza próba sprostania stawianym przed nami sprzecznym wymaganiom. Wiemy, że się nie da, dyskredytujemy zatem to, co nas nie dotyczy. Prawdziwe kobiety mają krągłości. Ja mam, więc jestem  prawdziwą kobietą, TY NIE.

Prawdziwe kobiety mają płaskie brzuchy i wysportowane ciała. Ja mam, więc jestem prawdziwa. TY NIE. Owo TY NIE, niedopowiedziane, wiszące w powietrzu pokazuje jaki jest nasz stosunek do siebie nawzajem.

Jesteśmy rywalkami. Wciąż się porównujemy, zazdrościmy, własne niedoskonałości usprawiedliwiamy kosztem innych. Tylko po co? Czy dzięki temu stajemy się mądrzejsze, lepsze, piękniejsze? Przeciwnie, nie dostrzegamy ile warta jest nasza różnorodność, ile piękna tkwi w różnicach, ile mogłybyśmy nauczyć się od siebie nawzajem, gdybyśmy patrzyły na siebie jak siostry, nie jak rywalki.

Potrafimy walczyć o równość dla kobiet, zawalczmy więc o równość wśród kobiet. Czas najwyższy! A zatem zacznę. Do nowego klubu PRAWDZIWYCH KOBIET przyjmuję siebie i ciebie. Podaj dalej.


 

Autorka: Żaneta Rakowiec


Zobacz także

Marta Dyks

Marta Dyks: „Gdy dopada mnie kryzys to, staram się nie nakręcać, odciąć, zdystansować”

Akcja „Zęby na 6-tkę!”. Tydzień I, wyzwanie #5

Żyjesz na pokaz? Nic tak nie oddala od szczęścia, jak jego udawanie. Zwłaszcza przed sobą