Lifestyle

Wiesz, gdzie w lodówce trzymać jajka? Ja do tej pory robiłam to źle

Pani Mądrala
Pani Mądrala
11 grudnia 2017
Fot. iStock/lovro77
 

Wszystkie wiemy, że z jajkami nie ma żartów. Szczególnie, jeśli komuś zdarzyło się zatrucie salmonellą. Nic przyjemnego. Dlatego też zawsze należy kupować jajka z dobrego źródła i sprawdzać datę ważności. Dzięki temu można znacznie zminimalizować ryzyko zjedzenia zepsutego jajka. Problem tkwi jednak dodatkowo w tym, w jaki sposób przechowujemy je później w domu. Okazuje się, że do tej pory robiłam to źle. Być może ty również.

W większości lodówek, na najwyższej półce na drzwiach znajduje się specjalne miejsce na jajka – w mojej są specjalne przegródki. Jeśli miałam czas, przekładałam tam jajka z wytłoczki lub wstawiałam z całym opakowaniem (teraz, jak pomyślę sobie, ile zarazków musi być być na takiej wytłoczce, to aż mi wstyd). Bywało jednak, że kładłam jajka byle gdzie – tam, gdzie akurat znajdowało się miejsce.

Okazuje się, że ta druga opcja była nawet lepsza, ponieważ jajka powinny zawsze znajdować się na środkowej półce w lodówce, ponieważ właśnie tam skoki temperatur są najmniejsze. Układanie ich na najwyższej półce na drzwiach powoduje, że przy każdym otwarciu lodówki (a na przykład u mnie domownicy otwierają ją bardzo często) jajka mają styczność z ciepłym powietrzem.

Częste wahania temperatur mogą spowodować, że jajka się zepsują. Ich zjedzenie może skutkować przykrym zatruciem pokarmowym. Niezależnie od tego, jak długo trzymasz jajka w lodówce i w którym miejscu je układasz, zawsze przed użyciem warto ocenić wygląd i zapach białka i żółtka. Jeżeli cokolwiek wzbudza nasz niepokój, lepiej jajko wyrzucić.


 

Źródło: Radio Zet


Lifestyle

Pakowanie prezentów przestanie być udręką. Prosty i szybki sposób dla osób, którym nigdy nie wychodzi

Pani Mądrala
Pani Mądrala
12 grudnia 2017
Fot. iStock/franckreporter
 

Istnieją ludzie, którzy na samą myśl o pakowaniu prezentów, dostają dreszczy. I ja do nich należę. Nie mam żadnych zdolności artystycznych, więc na ogół ograniczam się do zapakowania upominków w torby prezentowe. Nawet to wychodzi mi różnie – często coś się nie mieści, coś trzeba upchnąć i prezent koniec końców wygląda jak psu z gardła wyciągnięty. 

Wiem, wiem, można przecież zapakować w ozdobny papier. Tak, pod warunkiem, że opakowanie prezentu jest kwadratowe lub prostokątne. Naprawdę nie mam pojęcia, jak inni ludzie sobie z tym radzą, ale mi zawsze wychodzi krzywo, źle przykleję taśmę, a przy zawijaniu rogów zawsze coś nie pasuje, papier się zagina i w ostateczności drze. Jednym słowem – porażka.

A jednak chciałoby się zobaczyć pod choinką stertę pięknie zapakowanych i podpisanych prezentów, prawda? Postanowiłam więc, że w tym roku naprawdę przyłożę się do sprawy. Nie, żeby zaraz własnoręcznie robić prezenty i opakowania, ale chociaż opanuję sztukę szybkiego i sprawnego pakowania prezentów.

Tak oto trafiłam na pewien filmik z Japonii. No same powiedzcie, czy to nie jest genialne?!


Lifestyle

Jak uniknąć oczek w rajstopach? Ten pomysł wprowadził mnie w konsternację

Pani Mądrala
Pani Mądrala
7 grudnia 2017
Fot. iStock/artursfoto

Oczko w rajstopach – niby nic, a potrafi wywołać uczucie wstydu i zażenowania. Szczególnie, jeśli o fakcie dowiadujesz się dopiero po powrocie i do domu i zastanawiasz się, jak długo paradujesz z tą dziurą i ile osób się z ciebie śmiało. Tak, tego nie zrozumie żaden facet. 

Przypomniała mi się pewna historia, która doprowadziła u mnie do prawdziwej „rajstopowej traumy”. Miałam tego dnia bardzo ważne spotkanie biznesowe. Ubrałam się najlepiej jak mogłam – elegancka sukienka, szpilki i czarne rajstopy. O tym, że na łydce poszło mi oczko (sądzę, że zrobione bransoletką) zorientowałam się jakieś 10 minut przed spotkaniem. Koleżanka z pracy poratowała mnie lakierem do paznokci – stary dobry sposób. Szkoda tylko, że w magiczny sposób nie łata dziury. Musiałam więc poratować się… biurowym markerem. Tak, pomalowałam sobie skórę 😉

Od tamtej pory, zawsze, gdy mam na sobie rajstopy, w torebce noszę zapasową parę i dodatkowo lakier do paznokci. Okazuje się jednak, że istnieje prosty sposób, żeby w ogóle uniknąć tej przykrej sytuacji. Denise Caldwell, stylistka gwiazd, twierdzi, że wystarczy wcześniej… zamrozić rajstopy. Zawsze wydawało mi się, że zamrażanie ubrań uszkadza materiał, więc z lekką niepewnością podjęłam się tego zadania.

Chodzi o to, żeby jeszcze przed pierwszym założeniem włożyć rajstopy do torebki śniadaniowej i taki pakuneczek umieścić w zamrażalniku. Ponoć włókna stają się bardziej wytrzymałe i mniej podatne na zaciąganie. Co więcej, procedurę należy przeprowadzić tylko raz. Podobno zamrożenie pozwala cząsteczkom w materiale na nowo się przeorganizować. Hmmm…

Zrobiłam. Działa. Ale nie wiem, czy to faktycznie kwestia zamrażania czy ceny rajstop, bo ta niestety również ma znaczenie.


 

Na podstawie: kobieta.gazeta.pl