Lifestyle

Wiara, że wraz z nadejściem stycznia będziemy mieć czystą kartę, pomaga nam znaleźć motywację, ale… Jak się przygotować do 2022?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
27 grudnia 2021
Fot. Materiały prasowe
 

Przyszedł koniec roku, a razem z nim czas na podsumowania. Poświąteczna atmosfera, która szczególnie sprzyja refleksjom, rozgościła się w naszych domach. Temat przewija się nie tylko przez media, ale też wśród codziennych rozmów z rodziną i przyjaciółmi. Co osiągnęliśmy przez ostatni rok? Co się zmieniło? Co właściwie żegnamy? Czego się nauczyliśmy, co pomoże nam podjąć wyzwania, które czekają w kolejnym roku?

Noworoczne podsumowania i postanowienia to stały element zimy. Wiara, że wraz z nadejściem stycznia będziemy mieć czystą kartę, pomaga nam znaleźć motywację, ale… na dłuższą metę nic nam tak naprawdę nie daje. Czy na pewno warto podsumowywać mijający rok? Co możemy dzięki temu osiągnąć?

Pamięć jest zawodna

Osiągnięcia nauki w tym zakresie są jednoznacznie – nie możemy ufać swoim wspomnieniom. Ludzki mózg to bardzo niepewny nośnik danych, który na ogół świetnie sprawdza się do bieżących, codziennych zadań, ale któremu nie można ufać, jeśli chodzi o dłuższą metę. Czas zmienia więcej niż tylko perspektywę: po kilku miesiącach umykają nam szczegóły sytuacji, przez co wspominamy ją albo w coraz bardziej pozytywnym, albo w coraz bardziej negatywnym świetle. Tymczasem świat wcale nie jest czarno-biały. Nawet wydarzenia, które w danej chwili wydają się straszne – na przykład strata pracy – zazwyczaj są wynikiem wielu czynników i nie zawsze ostatecznie dają negatywne efekty. Osądzanie ich jako pojedynczych wydarzeń jedynie spłyca ważne doświadczenie. Istotnych w życiu rzeczy często nie da się zaklasyfikować jako jednoznacznie „dobrych” lub „złych”. Natomiast ich wpływ na nasze samopoczucie pozostaje niezaprzeczalny.

Social media na pewno pomagają rejestrować wspomnienia na bieżąco, ale też nie jesteśmy w stanie zapisać w ten sposób wszystkiego. Często przed wrzuceniem treści na Facebooka czy Instagram sami się cenzurujemy, co w rezultacie daje nam relację, której sami nie możemy ufać. Rozwiązanie? Sporządzanie zapisków dla siebie, bez względu na to, czy chodzi o staromodne, ale nieśmiertelne prowadzenie dziennika, czy robienie codziennie zdjęć, nie tylko świetnie ćwiczy pamięć, ale w przyszłości może się okazać najlepszą pamiątką.

Zima sprzyja melancholii

Zima i przełom roku to czas wyjątkowo depresyjny, a to wpływa na nasz sposób myślenia. Presja, by robić podsumowanie i zamknąć za sobą kolejny rozdział życia, jest wysoka, zwłaszcza że okładki wszystkich magazynów i programy w telewizji przeprowadzają podobne analizy. Tymczasem badania wykazują, że w Polsce nastroje po Świętach gwałtownie spadają. I nic dziwnego: właśnie skończyło się wolne, na które czekaliśmy od urlopu, na koncie tradycyjnie wieje pustką, a do tego pogoda daje się we znaki. To warunki, w których bardzo łatwo o pesymizm, przez co oczywiście zaczynamy postrzegać nawet pozytywne doświadczenia w czarnym świetle. Mamy większą skłonność do bojkotowania własnych osiągnięć. „Co z tego, że dobrze się bawiłam, skoro nic mi po tym nie zostało poza paroma zdjęciami?”, „Zacząłem się uczyć języka, ale nie idzie mi tak dobrze, jak bym chciał.” Nie trzeba dodawać, że w rezultacie czujemy się jeszcze gorzej, bez względu na to, czy rzeczywiście mieliśmy zły rok.

Rozwiązaniem tego problemu może być robienie regularnych podsumowań. W ciągu dwunastu miesięcy rzeczy mogą się wielokrotnie zmienić – nie ma sensu próba ogarnięcia wszystkiego naraz. O wiele lepiej jest zatrzymywać się co jakiś czas, by rozważyć, czy kierunek, w którym idziemy, na pewno jest tym właściwym. W XXI wieku pośpiech dominuje nasze życie; warto wyrobić sobie nawyk spokojnych refleksji nad własnym życiem. Warto pomyśleć, co miało dla nas duże znaczenie w trakcie roku, a co może wydawać się mniej ważne teraz, w grudniu?

Liczy się „teraz”

Przede wszystkim jednak trzeba sobie zadać jedno kluczowe pytanie: po co nam to podsumowanie? Czy dzięki temu zrobimy się mądrzejsi albo podejmiemy lepsze decyzje w nadchodzącym roku? Oczywiście warto zachowywać wspomnienia, szczególnie jeśli w tym roku wiele się wydarzyło, jednak zbyt często traktujemy tego rodzaju podsumowania jako sprawdzian. Jeśli tylko nie spełniamy wyznaczonych sobie standardów – a w dobie perfekcjonizmu spełniamy je nader rzadko – to czujemy irytację, złość i zawód wobec siebie samych. Stąd bierze się fala noworocznych postanowień – myśl, że styczeń przyniesie czyste konto i świeży start, pomaga nam wierzyć, że tym razem damy radę, nie zawiedziemy, będziemy dokładnie tacy, jacy chcielibyśmy być.

Sama idea „świeżego startu” zakłada, że od przeszłości należy się oderwać, a to, co ma się stać w przyszłości, jest ważniejsze niż chwila obecna. Jednocześnie przybywa dowodów na to, że prawdziwe szczęście można osiągnąć jedynie przez naukę cieszenia się chwilą. Bycie „tu i teraz” i czerpanie przyjemności z drobnych rzeczy to najlepszy sposób na lepszy nastrój, a to przekłada się na inne aspekty życia: satysfakcję z siebie i motywację do osiągania nowych celów. Dlatego wśród noworocznych postanowień warto zapisać jeszcze jedno: cieszyć się drobnymi, codziennymi przyjemnościami.

linia 2px


Lifestyle

Niezbędne kroki w pielęgnacji – nie możesz ich pomijać!

Redakcja
Redakcja
27 grudnia 2021
 

To, jakich kosmetyków używasz, jest niezwykle istotne w prawidłowej pielęgnacji. Liczy się także, JAK i w jakiej kolejności je stosujesz! Przeczytaj artykuł o etapach pielęgnacji i upewnij się, że na ten temat wiesz już wszystko.

Czy pielęgnacja poranna i wieczorna powinny się od siebie różnić? Jak najbardziej. Rano Twoja skóra potrzebuje lekkich, choć nadal odżywczych formuł, które będą dobrze trzymały się pod makijażem. Zaopatrz się też w dobry krem z filtrem SPF. Uwaga! Ochronę przeciwsłoneczną należy stosować każdego dnia, także zimą – to najskuteczniejsze działanie anti-ageing. Wieczorem Twoim priorytetem powinien być zaś demakijaż i oczyszczanie, a także nawilżanie.

Cztery filary i najważniejsze etapy pielęgnacji wyglądają zatem następująco:

  • demakijaż (wieczorem),
  • oczyszczanie (rano i wieczorem),
  • tonizowanie (rano i wieczorem),
  • nawilżanie (rano i wieczorem).

Demakijaż

Bez dokładnego demakijażu nie ma mowy o zdrowej skórze! Nawet jeśli się nie malowałaś, to i tak powinnaś oczyścić twarz. Na skórze zbiera się kurz, zabrudzenia, sebum itd. Niektórzy kosmetolodzy zalecają wręcz, aby demakijaż robić zaraz po powrocie z pracy czy zajęć, inni – że spokojnie można poczekać z tym do wieczora.

Jakich kosmetyków do tego potrzebujesz? To zależy od Twoich preferencji. Na pewno warto sięgnąć po olejki i mleczka. Jeżeli szukasz produktów do demakijażu, sprawdź dobrych sklep z kosmetykami, np. https://lavandin.pl/.

Oczyszczanie

Demakijaż służy „rozpuszczeniu” makijażu i zanieczyszczeń. Kolejny etap to oczyszczenie skóry. Dlatego mówimy o oczyszczaniu dwuetapowym. Pierwszym krokiem jest tu właśnie demakijaż, drugim – dokładne domywanie skóry. Dzięki temu mniejsze będzie ryzyko powstawania zaskórników i wyprysków. Używaj do tego łagodnych żeli lub pianek myjących. Odstaw za to mocne detergenty, które mogą podrażnić skórę.

Ciekawostka: z twarzy trzeba zmyć również płyn miceralny!

Tonizowanie

Podczas mycia, a właściwie wskutek każdego kontaktu skóry z wodą, zaburzony zostaje jej kwasowy odczyn pH. W konsekwencji skóra traci naturalną barierę ochronną, jest bardziej podatna na podrażnienia, a także działanie drobnoustrojów oraz czynników środowiskowych. Tonik ma za zadanie przywrócić skórze odpowiednie pH. Dzięki temu skóra pełniej skorzysta z kosmetyków nawilżających.

Nawilżanie

Każda cera potrzebuje nawilżania – nawet tłusta! Jeżeli nie dostarczysz jej składników nawilżających, będzie produkować jeszcze więcej sebum. Wybierz zatem dobry krem nawilżający dostosowany do potrzeb skóry (tzn. taki, który pełni dodatkowe funkcje, np. odżywczą, regeneracyjną itd.) Rano możesz stosować dwa kremy, np. nawilżający i z filtrem, lub jeden krem – SPF, jeśli jest odpowiednio odżywczy. Pamiętaj o kremie do delikatnej skóry pod oczami.

Dodatkowe kroki

Gorąco zachęcamy do używania serum, np. 2-3 razy w tygodniu. Serum da skórze to, czego nie ma krem do twarzy oraz podkręci pielęgnację. Może działać nawilżająco, regenerująco, przeciwstarzeniowo, ujędrniająco itd.

Poza tym nie zapominaj o regularnym złuszczaniu naskórka, czyli peelingach. Po zmyciu peelingu nałóż maseczkę – teraz zadziała jeszcze lepiej! – a następnie stonizuj twarz i w razie potrzeby użyj kremu.

Dobry krem potrafi zdziałać cuda. Zadziała jednak jeszcze lepiej, jeżeli nałożysz go na dokładnie oczyszczoną twarz. Dodaj do tego jeszcze serum – ukierunkowane na potrzeby swojej skóry – i nie zapominaj o peelingach. Twoja skóra na pewno Ci za to podziękuje.

Artykuł partnera


Lifestyle

„Rozmawiałam z kobietą, którą zostawił mąż. Opisywała te same symptomy, jak ta, której umarło dziecko”. Przeżyć po stracie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
25 grudnia 2021
Fot. iStock/lolostock

– Pacjentów w moim gabinecie wciąż przybywa i to nie chodzi tylko o czas przedświąteczny, który zwykle jest momentem, gdy mamy szczególną potrzebę rozmowy. Trudny jest cały czas pandemii, gdy na co dzień zmagamy się z konsekwencjami izolacji, czy samej choroby– mówi psychotraumatolog Iwona Kuźlik.

Przybywa pacjentów w żałobie, którzy w święta, Sylwestra muszą zmierzyć się z tym, że kogoś stracili?

Cały świat jest w trudnym momencie, bo ludzie umierają nie tylko z powodów, z których umierali zawsze: znanych nam chorób, wypadków. Śmierć z powodu koronawirusa jest nagła, dotyka często osób, które jeszcze wczoraj normalnie funkcjonowały. Ktoś idzie do szpitala i już z niego nie wraca.

I to się, na przykład, dzieje dwa tygodnie przed świętami…

Dla osób, które doświadczyły straty tuż przed świętami nie ma znaczenia, że to są święta. Ich ból jest tak silny, wręcz fizyczny, że to, co wokół się dzieje, przestaje mieć większe znaczenie. Żaden moment nie jest dobry na śmierć bliskiego. Kiedy umiera ktoś ważny, pierwszą reakcją jest szok, niedowierzanie, że to się wydarzyło. To forma obrony, ponieważ ból jest tak mocny, tak bardzo nie do zniesienia, że odcinamy się od niego.

Ci którzy doświadczyli straty tuż przed świętami, najprawdopodobniej wsparcia psychicznego będą potrzebować najbardziej w pierwszej połowie przyszłego roku, bo jeśli doświadczyli straty teraz, to ona najmocniej odbije się na ich życiu za jakiś czas.
Codzienne zajęcia, obowiązki bez kochanej osoby, telefon do mamy, do przyjaciela, których nie ma wymagają nauczenia się nowego funkcjonowania bez osoby, którą stracili.
Jeśli my wspieramy taką osobę, musimy być czujni i delikatni.

Jak długo trwa ten szok?

Znów trudno powiedzieć, bo to jest proces i pewien sposób reakcji indywidualnej. Ktoś się odcina, czasem nawet normalnie funkcjonuje i to też jest naturalne, bo to uwalnia głowę i ciało ze strasznego bólu. Ktoś inny izoluje się i zatapia w cierpieniu, jeszcze inna osoba będzie potrzebowała atencji i obecności innych.

Śmierć bliskiej osoby jest zdarzeniem traumatycznym. Badania pokazują, że osoby opisują stratę jako ból, taki którego nie da się wytrzymać, czasem brakuje im słów, żeby go wyrazić. Nie mogą skupić na niczym uwagi, mówią o jednym wielkim wręcz fizycznym cierpieniu.

Najtrudniejsza według badań jest śmierć dziecka i współmałżonka. Ale tak naprawdę, jakbyśmy na to nie patrzyły, każda strata jest trudna.

Jak towarzyszyć komuś po stracie? Ostatnio na jednym z forum czytałam dyskusje, czy można pytać, jak ktoś się czuje, czy nie można.

To bardzo indywidualne, bo każdy z nas będzie inaczej przeżywał żałobę. Jedni potrzebują towarzyszenia, bycia i powiedzą: „Przyjedź do mnie, śpij ze mną, bo nie jestem w stanie być teraz sama”. A niektórzy potrzebują się tylko odizolować.
W fazie szoku ludzie mogą mieć tendencje do izolacji, nie dociera do nich to, co się wydarzyło, a izolacja pozwala im podtrzymywać iluzję. Czasem słyszę w gabinecie: „Bo ja czułam tak jakby on wyjechał, było mi lepiej. Ale to sprawiało, że nie mogłam wychodzić, spotykać się z innymi, bo oni przypominali, że on jednak nie wyjechał a umarł”.

I rzeczywiście pytanie: „jak się czujesz” nie jest najbardziej zręczne, bo jakże może czuć się taka osoba? To może wywołać u niej atak złości. Dobór słów jest niezwykle ważny. Lepiej spytać:

„Czy mogę cię jakoś wesprzeć?” Albo: „Przyjadę do ciebie z ciepłą herbatą, ciastem”, „Chciałabym napić się z tobą kawy, pozwól, że wpadnę do ciebie”.

Jeśli wysyłamy sms, przeczytajmy dwa razy i sprawdźmy, jak sformułowaliśmy zdanie.
Jeśli ktoś przeżywa stratę sam, możemy spytać: „Czy chcesz, żebym z tobą pomieszkała?”. Natomiast jeśli mówi „nie”, uszanujmy to, nie bądźmy natrętnie wspierający. To tak jakby to była otwarta rana, którą ktoś nachalnie nam chce opatrywać.
Sami zbierajmy siły na później.

W fazie szoku często mobilizuje się środowisko, grupy przyjaciół, znajomych. Ale przychodzi taki moment, że człowiek po stracie się otwiera, zaczyna dużo mówić o osobie, którą stracił. I wtedy znajomi i przyjaciele myślą: „Mam już dość”. Albo oceniają: „ Ona dzień w dzień chodzi na ten cmentarz, to już przesada”. Nie robią tego ze złośliwości, ale potrzeby porządku. Przecież żałobna powinna wyglądać tak i tak – ta chęć stworzenia procedury wynika z lęku i chęci skontrolowania niepokoju, który w nas wzbudza cierpienie drugiej osoby.

Musimy jednak pamiętać, że po śmierci ważnej osoby żałobnicy mogą przez rok, dwa bardzo dziwnie się zachowywać. Jedni będą nieprzytomni z żalu, wściekli, drudzy odizolowani, za szybą. Ktoś będzie chodził na cmentarz codziennie, ktoś w ogóle. To jest okej.

Po co nam porządek w czyjejś żałobie?

Bo to uspokaja. Śmierć bliskich wokół nas uświadamia, że jesteśmy śmiertelni, że nasi ukochani są śmiertelni. Chcemy zagłuszyć ból, chcemy, aby osoba, która cierpi z powodu żałoby i jest nam bliska wróciła, żeby było tak jak kiedyś. Chcemy mieć wpływ a tu doświadczamy bezradności.

Nasza niepewność wynika również z tego, że w obecnych społeczeństwach nie mówimy o śmierci, odsunęliśmy rytuały związane z żałobą. 
Na covid umarł sąsiad, daleki znajomy, ktoś z pracy, aktor.

Nawet w gabinecie często słyszałam: jestem zdrowa, nigdy na nic nie chorowałam, nic mi się nie przydarzy. Te przekonania są chroniące, bo gdybym ja wiedziała, że jestem śmiertelna, byłoby mi trudno żyć. To też mechanizm pułapka. Chroni i zarazem mocno ogranicza. Proszę popatrzeć na argumenty przeciw szczepieniu. W dużej mierze wynikają z lęku i niewiedzy.

To sprawia, że nasilają się nasze lęki?

W ostatnim roku trafiają do nas osoby między 30 a 40 rokiem życia, które kiedyś funkcjonały bardzo dobrze, nastąpiła izolacja, pierwsza, druga fala pandemii i nagle te osoby nie są w stanie wyjść na zewnątrz.

Po wyjściu do sklepu, na spacer odczuwają przyspieszone bicie serca, nie mogą złapać oddechu, boją się, że za chwilę zemdleją – może wręcz umrą nagle. To nic innego, jak objawy lęku.

Pacjent mówi: „Ale ja nie wiem dlaczego tak się dzieje, nie rozumiem”. A jego stan jest najczęściej związany ze stratami, życiem w napięciu, że ktoś bliski jest zagrożony. Że go stracimy, że on zniknie, będziemy sami. Takie osoby często nie potrafią racjonalnie wytłumaczyć tego dlaczego tak nagle zaczyna się dziać.

Słyszy Pani w gabinecie: ja nie boję się śmierci ?

Tak słyszę, ale nie sądzę, żeby jakakolwiek zdrowo funkcjonująca osoba nie bała się śmierci, ten lęk nie jest tylko uświadomiony. Łatwiej też bać się o kogoś niżeli o siebie.

Jak przetrwać taki czas, jak święta, Sylwester po stracie?

To bardzo trudne pytanie, choć często je słyszę. Zwykle mówię: przetrwać, być dla siebie dobrym.
My czasem wiele miesięcy czy lat po stracie, mamy momenty spadku nastroju, które przywołują niepohamowaną tęsknotę i żal, że kogoś już nie ma. Nie możemy z nim usiąść przy kominku, przy stole, nie możemy powiedzieć tacie, jak fantastycznie rozwija się nasz syn, jakim jest dobrym człowiekiem albo mamie o tym, że wychodzimy za mąż. To też są babcie, które wspominają swoje babcie.

Nie ma recepty na żałobę, nie ma recepty na święta po stracie. Bo po prostu trzeba przeżyć Wigilię bez mamy, bez taty, bez dziecka.

A jak ktoś od nas odchodzi? Mamy prawo czuć taki sam ból, jak po śmierci bliskiej osoby?

Wczoraj rozmawiałam z kobietą, z którą rozstał się mąż. Opisywała te same symptomy, jak ta, która straciła dziecko. Obie mówiły o bólu, cierpieniu. Kobieta, której mąż odszedł, wręcz powiedziała: „bolało mnie serce, czułam się jakbym miała dostać zawału, poszłam do lekarza, ale po zbadaniu stwierdził: nic pani nie jest, musi pani iść do psychologa”. Nie możemy wartościować straty, nawet jeśli nas kusi.

Są, oczywiście, różne rozstania, ale jeśli byliśmy bardzo związani z daną osobą, długo związku to odejście jest trudne. W każdym wypadku musimy przeżyć rok bez tej osoby, jeśli byliśmy z nią długo, przeżywaliśmy wspólne rytuały, to teraz musimy przeżyć je bez niej.

Rok jest symboliczny, lubię odwoływać się do tradycji, którą kiedyś pielęgnowaliśmy, która jeszcze jest na wsiach. To jest pożegnanie i danie wolności człowiekowi, który doznał straty. Sygnałem, że mamy do czynienia z kimś cierpiącym był czarny strój albo opaski przełożone przez ramię. Społeczny nakaz noszenia czarnych ubrań, dawał nam prawo do niewracania przez jakiś czas do normalności, rytm był zachowany, rok przeżycia wszystkiego samemu, imienin, urodzin, świąt jednych, drugich. Czas na przepłakanie, rozpacz.

Przeczytałam ostatnio wywiad z Filipem Łobodzińskim, powiedział, że po stracie córki pomogła mu praca, że on nią żył. Święta są czasem, ze wszystko zwalnia? Jest trudniej?

W jakimś sensie społecznie jest to trudniejsze, bo to czas, kiedy spędzamy święta w domach, rodzinnie.. Mniej zadań, więcej refleksji. Wspomnienia, myśli jakby mogło być, gdyby tu była z nami. Zatrzymanie się.

Jeśli znamy osobę samotną, po stracie, powinniśmy ją do siebie zaprosić?

„Powinniśmy” to złe słowo, możemy ją zaprosić, jeśli ona jest na to gotowa i jeśli my jesteśmy na to gotowi, bo przecież towarzyszenie komuś, kto cierpi jest trudne. Musimy też mieć w sobie gotowość, żeby to dźwignąć spójnie ze sobą. Trzeba być przygotowanym, że wesoło nie będzie, że radosne kolędy nie muszą być czymś wspierającym.

Jeśli nie jesteśmy na to gotowi, nie róbmy tego, bo to jest niespójne z tym, co myślimy i to nie służy ani osobie w żałobie, ani nam. To co jest ważne to naturalność w towarzyszeniu i otwartość na drugą osobę.

A gdy pojawia się poczucie winy, że nie dość wspieram przyjaciółkę w cierpieniu?

Nasze granice w pomaganiu są niezwykle istotne, bo gdy ich nie mamy, nie jesteśmy skuteczni. Jeśli wspieramy przyjaciółkę, którą jesteśmy zmęczeni i padamy z wyczerpania emocjonalnego to nie jest dobre dla tej relacji.

A kiedy ona mówi: Ty masz wszystko, ja nie mam nic?

Gniew jest jednym elementów żałoby, podobnie, jak żal, rozgoryczenie. Wtedy tak właśnie się myśli: inni mają lepiej, dlaczego mnie to spotkało. To jest trudne, bo wywołuje poczucie winy u osób, które towarzyszą. Przestajemy opowiadać o sobie, o czymś dobrym, co nam się przytrafiło. Wchodzenie w licytację nie ma sensu, pocieszanie: „ ja też miałam kiedyś tak źle, jak ty, ale teraz jest lepiej”. Albo mówienie: „Rozumiem, co czujesz”, choć nigdy nie straciliśmy męża, dziecka, mamy.

Pamiętam kiedyś pracowałam w gabinecie z panem, który stracił dziecko. To było nasze szóste spotkanie, powiedział do mnie: „Przecież ty wiesz, jak to jest, jak się straci syna”. Poczułam niepokój, powiedziałam tylko: „Nie wiem, nie wyobrażam sobie, jak to jest”. Jemu chodziło o to, że rozumiem, bo sama mam syna. Ale to tak nie działa. Nie mam pojęcia, jak może się czuć ktoś, kto stracił dziecko, bo nigdy tego nie doświadczyłam. To były dla niego ważne słowa.

Rozmawialiśmy o tym, że ludzie czasem zachowują się różnie, bo nie rozumieją, nie wiedzą, a strata której doświadczył uruchamia w nich lęk o własne dzieci.

Tylko o dzieci? Gdy koleżanka mówi o śmierci mamy, nie boimy się o swoją mamę?

Boimy się. I to nie jest egocentryzm, to jest naturalne. Znów wracamy do naszego lęku przed śmiercią. Poza tym jeśli chcemy być z drugą osobą empatycznie, to dobrze, że odnosimy to do siebie. Wyobrażamy sobie te emocje i przez to jesteśmy bliżej niej. Ale to jest wciąż tylko wyobrażanie sobie i jedyne, co możemy powiedzieć autentycznie to „nie wyobrażam sobie co teraz czujesz, to musi być straszne”. W momencie, kiedy taka osoba mówi: „Ty masz wszystko, nic nie rozumiesz”, można powiedzieć: „Tak, nie rozumiem, masz rację. Nie wiem jak to jest”.

Natomiast czasem spotykam się z tym, że dzwonią do mnie ludzie i proszą, bym pomogła ich bliskim po stracie: „Czy ty możesz coś zrobić?” pytają. „Ale co mam zrobić konkretnie?” odpowiadam. Mogę się spotkać z tą osobą, wysłuchać, ale nie powiem jej co ma zrobić.

Uważam również, że podawania zaraz i bezwzględnie każdemu, kto doświadczył straty, leków nie jest właściwym postępowaniem. Leki nie leczą a izolują, leki nie przywołają osoby, która umarła, nie zrobią magicznego klik i ból przejdzie. Tłumimy to, co i tak trzeba przeżyć, zachęcenie do brania leków w tej pierwszej fazie to jest problem osób, które towarzyszą, a nie tych, które doświadczają straty.

Bo się boimy sami i chcemy komuś natychmiast ulżyć?

Dokładnie. Jesteśmy sami bezradni.

A może chcemy jej pomóc, żeby nie czuła tak strasznego bólu?

A czy za pół roku nie będzie tego bólu, za rok. Myśli pani, że da się go odciąć na zawsze? Nie. I nie chodzi o to, że jestem przeciwniczką leków, one nas wspierają. Ale żałoba to część życia i powinniśmy jej doświadczyć. I uciekanie w leki od razu może źle wpłynąć na żałobę i znacznie ją przedłużyć.

Załóżmy, że umiera ojciec rodziny, mama jest w rozpaczy, pragnie być blisko z dorosłymi dziećmi, potrzebuje ich wsparcia, a oni chcą na święta uciec…Robimy, co czujemy, czy poświęcamy się dla mamy?

Już sama pani odpowiedziała: poświęcamy się, chcemy uciec… każda osoba w tym rodzinnym systemie doświadczyła straty. Pytanie co to jest za system, czego potrzebuje, jak funkcjonował dotychczas. W sytuacji ciężkiej choroby, kiedy wiemy, że jedna z osób w naszej rodzinie umrze, ujawniają się wszystkie kryzysy, które do tej pory były ukryte. Śmierć jest wyzwalaczem, uwidacznia. Będą dzieci, które powiedzą: najchętniej bym uciekła, ale to też pytanie, jaki był ten dom, że chcę z niego uciekać, jakie były relacje. Ale są też tacy, którzy powiedzą: „Nie, to jest jednak taki moment, że chcę być z mama, chce jej towarzyszyć”.

Powinnyśmy robić to, co czujemy?

Jeśli sami doświadczamy żałoby powinniśmy o siebie zadbać. Mamę możemy zapytać „co mogę zrobić dla ciebie”, ale nic na siłę. W każdym wspieraniu tak jest.

Moja przyjaciółka mówi: „Nieważne, że ona mówi nie, jedź do niej”, a  ja czuję opór.

Jestem przeciwna interpretacji „nie” jako tak, bo wiemy z innych obszarów naszego życia, że to nie ma uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi: „nie” pytamy: „ Jak chciałabyś spędzić ten czas?” Wyrażamy gotowość wsparcia: „Słuchaj, ale jeżeli będziesz chciała jestem gotowa przyjechać i być z tobą”. Sprawdzamy ten obszar, który może być trudny (dzieci, jedzenie). Możemy przyjechać z bigosem i zostawić pod drzwiami, sama tak wspierałam przyjaciółkę, nie siedziałam przy niej, bo sobie tego nie życzyła, ale przecież wiedziałam, ze musi jeść. Przywoziłam jej posiłki, bo wiedziałam, że ma dzieci, a nie ma siły gotować, w taki sposób chciałam dać jej do zrozumienia, że jestem. Sprawdzałam pytając tych, którzy byli przy niej.

A jeśli to my cierpimy, możemy spędzić ten czas, jak chcemy?

Tak, jesteśmy zwolnieni ze wszystkiego, świat się zatrzymał i możemy przeżyć ten moment tak jak chcemy, nawet powinniśmy to zrobić (jeśli mamy warunki na to oczywiście). Mamy prawo wprost mówić czego oczekujemy, krzyczeć, płakać, spać, czuć różne, trudne rzeczy. 
Warto jednak pamiętać, że i żałoba ma swój koniec. Niepokoić należy się wtedy jeśli poziom odczuć po dwóch latach jest taki sam, jak w pierwszym pół roku po stracie. Bo wtedy nie żyjemy, świat się zatrzymał, utknęliśmy.

Iwona Kuźlik

 


Zobacz także

„Podróż życia to chyba ta w głąb siebie. Będąc w drodze możemy poszukać odpowiedzi, co w życiu jest nasze”

7 powodów, przez które ludzie zapadają na depresję

Najciemniej pod latarnią, czyli dlaczego rodzina i najbliżsi mogą nas doprowadzić do depresji