Lifestyle

Wi-Fi w domu wciąż zawodzi? Jest sposób na poprawę jakości sygnału

Pani Mądrala
Pani Mądrala
27 listopada 2017
Fot. iStock/Eva Katalin Kondoros
 

Ponieważ pracuję z domu, niezmierni ważne są dla mnie dwie rzeczy: sprawny komputer i szybki internet. Najlepiej, żeby za laptopem nie ciągnął się kabel, więc stawiam na router z Wi-Fi. Niestety jednak zaliczam się do tego typu ludzi, którzy nieszczególnie interesują się, jak działają niektóre sprzęty, a w dodatku jestem niecierpliwa. Pewnie dlatego pracownicy infolinii mojego dostawcy internetu już znają mnie po głosie. Bo gdy tylko nie działa mi internet, dzwonię. 

Jakaż była moja radość, gdy trafiła ostatnio na wyniki badań naukowców z Dartmouth College w Hanowerze (New Hampshire, USA). Przypadkiem odkryli oni, jak w domowych warunkach poprawić sygnał Wi-Fi. Choć brzmi to nieco irracjonalnie (ale podobno jak coś jest głupie i działa, to przestaje być głupie), wystarczy puszka po napoju lub folia aluminiowa.

Zdaniem naukowców, aluminium może działać jak reflektor, który odbija sygnał z routera w jednym kierunku. Skoro nie rozprasza się na wszystkie strony, sygnał jest silniejszy. Ponoć dobry efekt daje samo postawienie pustej puszki po napoju przy urządzeniu. Można jednak wysilić się bardziej i postawić na nim ryzę folii aluminiowej, wygiętej w falę. Jeśli postawimy ją pionowo, będzie działała na sygnał trochę jak lustro.

Naukowcy wypuścili już nawet na rynek pierwszy tego typu „wspomagacz”, jednak kosztuje on aż 35 dolarów. Ja póki co postanowiłam umieścić obok routera puszkę. W razie czego folii aluminiowej też ci u mnie dostatek. Na szczęście urządzenie stoi w takim miejscu, że nie będzie obciachu.

Źródło: EurekAlert!/Gazeta.pl


Lifestyle

Każda perfekcyjna pani domu powinna mieć w domu WD-40

Pani Mądrala
Pani Mądrala
28 listopada 2017
Fot. iStock/hallopino
 

Każdy facet ma w swojej skrzynce z narzędziami (wiem, zabrzmiało dumnie, a w rzeczywistości chodzi o szafkę, w której trzymają różne graty i zawsze panuje tam „pierdolnik”) dwa przedmioty: szarą taśmę i WD-40. Większość z nich uważa, że z pomocą tych dwóch rzeczy mogą poradzić sobie z każdą usterką i stają się bohaterami domu. Bawiło mnie to zawsze, ilekroć obserwowałam mojego męża, naprawiającego cokolwiek. Śmieszkowanie skończyło się, gdy poczytałam co nieco o zastosowaniu tego drugiego. Teraz każde z nas ma swoje opakowanie WD-40. On w skrzynce z narzędziami, ja pod zlewem. 

Jak brzmi pierwsza zasada Złotej Rączki? „Gdy coś skrzypi lub się zacina, psiknij WD-40”. Jak brzmi moja zasada? „Gdy dzieciaki zrobią syf, sięgnij po WD-40”. Serio, nic tak nie pomaga usunąć zabrudzeń ze ścian czy mebli, jak ten preparat. Jest też niezawodny do wycierania zaschniętego kleju ze stołu czy zrywania różnych naklejek, które dzieciaki uwielbiają przyklejać w różnych, dziwnych miejscach. Co więcej, sprawdza się przy wywabianiu trudnych plam (znowu dzieci). Wystarczy psiknąć na zabrudzony materiał, potrzeć gąbką i uprać tak, jak zazwyczaj.

Najczęściej jednak używam WD-40 do sprzątania. Rewelacyjnie pozwala usunąć wszystko, co zaschnięte – od resztek jedzenia, przez kamień na umywalce, aż do brud, który zebrał się w okiennej framudze. Następnym razem spróbuj go użyć, gdy będziesz walczyła z brudną kuchenką. Będziesz w szoku, jak lekko, łatwo i przyjemnie można doprowadzić ją do kultury.

Nie wiem, czy WD-40 nadaje się do wszystkich butów, ale popsikałam już nim zamszowe (ale czarne) kozaki na zimę i wiosenne trampki. W obu przypadkach nic się nie stało. Myślisz – po co? Ten smar w sprayu rewelacyjnie wypiera wodę, dzięki czemu idealnie zabezpiecza obuwie, gdy za oknem deszcz i chlapa.

I najważniejsze! (Uwaga, za to będziesz mi naprawdę wdzięczna!) WD-40 jest niezastąpiony do usuwania psiej kupy z podeszwy buta. Koniec skrobania patyczkami i przeklinania pod nosem.


Lifestyle

Masz w łazience rybiki? Powiem ci, jak pozbyć się tych obrzydliwych robali

Pani Mądrala
Pani Mądrala
24 listopada 2017
Masz w łazience rybiki? Powiem ci, jak pozbyć się tych obrzydliwych robali
Fot. iStock/olaser

Pamiętam te małe żyjątka z mojego dzieciństwa. Swojego czasu bałam się w nocy wejść do łazienki, bo zawsze kilka siedziało w wannie. Gdy zapalałam światło, biegały jak oszalałe. Mam powtarzała mi wtedy, że są to niegroźne rybiki i wychodzą tylko nocą. Że nie gryzą i nie powinnam się ich bać. A ja się pytam – co z tego, że nie gryzą, skoro są po prostu obrzydliwe? Tyle wystarczy. Możesz sobie wyobrazić, jak się wściekłam, gdy dwadzieścia lat później zobaczyłam je w mojej łazience w mieszkaniu w bloku z dużej płyty.

Nie zamierzałam tolerować ich obecności, a już na pewno nie planowałam się z nimi zaprzyjaźniać. Nawet jeśli miałyby wyłazić tylko nocą, gdy smacznie sobie śpię. Postanowiłam się z nimi rozprawić. Niestety nie da się tego zrobić raz, a dobrze. Szczególnie, jeśli mieszkamy w bloku i robale swobodnie przemieszczają się w rurach. Ale można zrobić coś, co spowoduje, że chociaż przez jakiś czas będziemy mieć święty spokój.

Czystość

Przede wszystkim musisz zadbać o czystość w łazience. Rybiki lubią ciemność, brud, wszelkie szczeliny i wilgoć. Wietrz łazienkę, zaopatrz się w osuszacz powietrza i dbaj, żeby w pomieszczeniu nie znajdowało się mokre pranie czy wilgotne ręczniki. Te drobne robaczki nie lubią też ciepła, dlatego warto raz na jakiś czas podkręcić nieco temperaturę w łazience do około 26 stopni. Jeżeli będzie sucho i czysto, rybiki nie będą miały komfortowych warunków do dalszego bytowania w twojej łazience.

Chemia

Choć w sklepach dostępne są różne preparaty i pułapki do walki z insektami, lepiej nie stosować ich, jeśli w domu są zwierzęta i małe dzieci. Można również przygotować mieszankę cukru pudru i boraksu. Trzeba wysypać ją w miejscach, gdzie najczęściej pojawiają się rybiki.

Naturalne metody

Skutecznym, acz nieco obrzydliwym sposobem walki z rybikami jest użycie tektury i miodu. Żyjątka, zwabione zapachem przykleją się do miodu i przestaną maszerować po łazience. Niestety taką tekturę trzeba później spalić lub zalać wrzątkiem, żeby zabić rybiki.

Cóż, mało to humanitarne, ale jednak skuteczne…