Lifestyle

Uwaga! Tata wraca!!! Idealny sposób, by odpocząć w weekend. Obejrzyj

Redakcja
Redakcja
29 stycznia 2016
Fot. Screen z Facebooka
 

Piątek – w końcu weekend. A ty po całym tygodniu z dziećmi padasz na twarz i marzysz o tym, by w końcu odpocząć. Oczywiście twoi najbliżsi nie widzą, ile energii wkładasz, by dom wyglądał tak, jak wygląda, a dzieci były nakarmione i szczęśliwe. 

„Świetnie sobie radzisz” – jeśli jeszcze raz to usłyszysz to oszalejesz? Jest na to naprawdę bardzo prosty sposób. Zobaczcie koniecznie i już umówcie się do kosmetyczki albo na masaż 😉

o Boże , tata idzie!!!

Posted by Ewa Dreibrodt on 24 wrzesień 2015


Lifestyle

6 rzeczy, których możesz nauczyć się od optymistów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube / Ibarnard86
 

Jak oni to robią? O wiele lepiej radzą sobie ze stresem, a wyzwania codzienności traktują jak przygodę życia, a nie wieczną walkę dobra ze złem :). Optymiści. Szczęśliwi posiadacze szklanek, które zawsze są w połowie pełne. Ci, dla których życie jest ogromną, pięknie zapakowaną bombonierką. Nawet jeśli wyciągną z niej gorzką czekoladkę, powiedzą: mogłem trafić gorzej. Czego jeszcze możemy się od nich nauczyć, by i nam żyło się łatwiej?

1. Odpuszczanie

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Nie roztrząsaj setny raz tego, co mogło być zrobione lepiej, co poszłoby inaczej, „gdyby tylko”. Ktoś cię zranił, zawiódł, trudno. Przestań przeżywać w nieskończoność tę samą historię. Są rzeczy ważne i … ważniejsze. Niektórzy nas są mistrzami w zadręczaniu się wspominaniem różnych „wpadek” w swoim życiu. Po co to wszystko? Co w tym dobrego? Wyciągnij lekcję, wnioski zapamiętaj, a resztę puść w niepamięć. To zdrowo!

2. Wykorzystywanie szans

To nie tak, że ONI mają więcej szczęścia i dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze zdarza im się więcej dobrego. Człowiek pozytywnie nastawiony do życia patrzy na nie pod kątem tego, „co by tu jeszcze”. Z opuszczoną głową nie zauważysz tych wszystkich możliwości, które oferuje ci życie. Zobaczysz je wtedy, gdy będziesz patrzeć przed siebie.

3. Porażka to też szansa

Przecież wszyscy popełniamy błędy. Ale można mieć do tych błędów różne podejście. Albo martwić się i generalizować, że nic nam w życiu nie wychodzi, albo pokornie przyznać, że coś zawaliliśmy, ale – ileż ta klęska dała nam wiedzy! Dawno się tak nie nagłowiliśmy, żeby wyjść z kłopotów;).  A poza tym, wypadałoby w końcu zrozumieć, że życie nie jest ciągłym pasmem sukcesów i szczęśliwych wydarzeń. To by było dopiero nudne…

4. Docenianie

Tego, co już jest. Że w ogóle (tak, tak!), że tak, a nie inaczej. To jest podejście, do którego niektórzy dochodzą latami. Umiejętność odczuwania wdzięczności za to, co już mamy, za to kim jesteśmy, za to kogo mamy tuż obok jest bardzo istotna, ale i trudna. O wiele prościej jest skoncentrować się na tym, co negatywne, odpuścić. A badania naukowe wykazały, że ci, którzy potrafią być wdzięczni losowi dużo częściej i pełniej odczuwają szczęście, są zdrowsi i o wiele bardziej efektywni… Należy więc ćwiczyć wdzięczność, zaczynając od małego bilansu na koniec dnia. Bilansu pozytywów.

5. Zdolność dopasowywania się do okoliczności

Kiedy plany trzeba gwałtownie zmienić, optymiści częściej zachowają zimną krew i trzeźwy osąd sytuacji. Powiedzą po prostu: No dobrze, to co robimy teraz? To olbrzymia zaleta, czy to w pracy zespołowej, czy w trudnych sytuacjach rodzinnych. W ciężkich chwilach zawsze potrzebna nam jest osoba, która rzuci: „Będzie dobrze, działamy!.”.

6. Kula dobrej energii

Pozytywne podejście ma moc sprawczą. I jest zaraźliwe. Optymiści dają nam nadzieje w chwilach zwątpienia, podnoszą na duchu. Rozumieją, że negatywna i wycofana postawa nie może przynieść nic dobrego, że wspólne dołowanie się niszczy, łamie człowieka.

Jeśli macie wśród bliskich osób wiecznych optymistów, nie sprowadzajcie ich na ziemię, nie wyśmiewajcie ich entuzjazmu. Oni mogą dać wam więcej, niż podejrzewacie.


Lifestyle

„Zobacz co za ludzie, jeszcze zwieją i nie przeproszą, że zarysowali nam auto”. 10 bardzo kobiecych kłamstewek

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 stycznia 2016
Fot. iStock / tarasov_vl

No dobra, może strzelimy sobie właśnie w kolano, a może żaden facet po prostu tego nie przeczyta. Ale popłakałam się ze śmiechu, kiedy koleżanka próbowała przekonać swojego męża, że wcale nie była u fryzjera, a jej włosy to efekt dzisiejszej pogody – deszczowej. Jak to jest, że normalnie mężczyźni nie zauważają zmiany naszej fryzury, a kiedy tak bardzo nam zależy, żeby jej nie zauważyli, bo przecież byłyśmy dłużej w pracy, a nie u naszej ulubionej fryzjerki – to dostrzegają najmniejsze cięcia.

Możemy teraz dyskutować, że szczerość wobec partnera jest najważniejsze, że nawet najdrobniejsze kłamstwa mogą zniszczyć związek. Ok., wszystko się zgadza. Ale przyjrzymy się sobie szczerze – która z nas choć raz nie skłamała.

„Wychodzę ze sklepu patrzę – zarysowane auto”

To nic, że szrama ciągnie się na pół drzwi albo, że zderzak połamany. Idziemy w zaparte. W życiu się nie przyznamy, że dawaliśmy facetowi na parkingu kasę w rękę dla świętego spokoju, żeby mógł sobie podlakierować bok  auta po tym, jak go nie zauważyłyśmy wyjeżdżając z parkingu. Albo, że rozmawiałyśmy z przyjaciółką przez telefon i nie zdążyłyśmy zauważyć we wstecznym lusterku lampy… Albo, że wózek nam „uciekł” i uderzył w samochód: „Zobacz co za ludzie, jeszcze zwieją i nie przeproszą, że zarysowali nam auto”. A lusterko urwał nam „jakiś palant” pod sklepem i jeszcze podał zły numer telefonu, więc nie ma jak ściągnąć kasy z ubezpieczenia.

„Kochanie pyszny ten gulasz” – „Dziękuję, cieszę się, że ci smakuje”

I nawet się nie zająkniemy w myślach prosząc, żeby nasza mama nie spytała przy jakieś okazji: „I jak gulasz smakował, zrobiłam wielki gar, to wam podrzuciłam na obiad”. I przysięgasz sobie, że dopytasz jej dokładnie, jak go robi. Bo tobie nigdy nie wychodzi, aż tak dobry. Ale on – a niech sobie myśli, że to ty. W końcu przedwczoraj zrobiłaś pyszną fasolową, to nawet nie skomentował, choć zjadł dwa talerze.

„Za słone? No co ty, wsypałam tylko pół łyżeczki”

To także z naszych kulinarnych wpadek. Tyle, że to pół łyżeczki było razy trzy, bo zapomniałaś, że soliłaś. „Ta sól chyba jakaś inna”, brniesz i dolewa wody do szklanki, żeby miał czym popić. Po soli chce się w końcu pić.

„Jestem na diecie”

Hahahaha, aż się sama rozśmieszyłam, choć kiedy tak mówimy jesteśmy święcie przekonane, że na tej diecie jesteśmy. Choćby miała ona trwać dwie godziny. Odmawiamy sobie ziemniaków, mówimy, że słone paluszki wieczorem, to zło. Ale kiedy nikt nie widzi podjadamy z lodówki kawałek szynki, a później ogórka, aż kończymy na kanapce robionej po kryjomu w nocy. Nasz partner rano widząc jak wciągamy białą bułkę z dżemem – milczy. On udaje, że nie pamięta o diecie, a my jesteśmy mu wdzięczne, że nie komentuje.

„Ta kiecka – no co ty stara, nie pamiętam, kiedy ją kupiłam”

Klasyka. Metki od nowej bluzki jeszcze w śmietniku, ale my twardo twierdzimy, że to bluzka, którą kupiłaś dwa miesiące temu na urodziny teściowej, tylko ostatecznie założyłaś coś innego. A jeśli już musisz przyznać, ze to coś nowego mówisz: „Kochanie nie uwierzysz, jakie są teraz wyprzedaże. Zobacz to wszystko – koszulkę, sukienkę, pasek, korale i okulary przeciwsłoneczne kupiłam za 120 złotych. O i tobie kupiłam jeszcze majtki”.

„Kochanie, wrócę później, szef oszalał i na jutro muszę przygotować raport. Poradzisz sobie”.

Ostatnią część kłamstwa dodajemy z taką troską, że nie ulega wątpliwości, że wolałybyśmy być już dawno w domu. O raporcie zapominamy zaraz po odłożeniu telefonu, bo przecież ten spokojnie zdążymy zrobić jutro, a teraz mamy czas na pyszną kawę w ulubionej kawiarni z przyjaciółką i na plotki. Taaak, takie popołudnia bez wyrzutów sumienia (bo przecież ciężko pracowałyśmy) – bezcenne.

„Widziałaś mój sweter?” „Nie, może w praniu?”

Tymczasem sweter – przez nas znienawidzony, bo źle mu w tym kolorze i w ogóle wygląda w nim kiepsko i przytulić się nie możesz, bo gryzie, już kilka dni temu wylądował w śmietniku. „Pewnie nie zauważy, a w końcu o nim zapomni” – usprawiedliwiamy się w myślach i oddychamy z ulgą, kiedy on zakłada w końcu coś innego i przestaję drążyć temat „tego” swetra.

„Nie słyszałam, że dzwoniłeś”

Mówimy, gdy w końcu on się dodzwonił i pyta: „Dlaczego nie odbierasz”. Jasne – nie słyszałam. A masz – też się trochę o mnie pomartw. Zobacz jak to jest, kiedy ty nie odbierasz telefonu, bo spotkałeś się z kumplami, miałeś wrócić godzinę temu i zero – ani telefonu ani SMS-a, a ja umierałam ze strachu.

„Nie, nie śpię, tylko oczy na chwilę zamknęłam”

Tłumaczymy, gdy przysypiamy na kanapie, a on opowiada nam co wydarzyło się dziś w pracy. Owszem – bardzo interesujące, ale dziś marzymy tylko o drzemce, wiec na pytanie: „Czy ty w ogóle mnie słuchasz?”, odpowiadamy: „Kochanie, ależ oczywiście, naprawdę rozumiem cię” – wystarczy, by móc znowu zmrużyć oko.

„Wiesz co, Anka właśnie wysłała mi SMS-a. Coś się dzieje, muszę do niej jechać. Ok?”

To nic, że już wczoraj umówiłyście się na wspólny wieczór, tylko ty zupełnie o tym zapomniałaś i nie powiedziałaś, że masz wieczorne plany. By wyjść z twarzą i oczywiście bez poczucia winy, że nagle zostawiasz mu cały dom na głowie – biegniesz ratować przyjaciółkę. A kiedy rano on pyta: „I co tam u Anki się stało” mówisz: „A znasz ją, znowu przejaskrawiła”.

U mnie w domu klasyką jest, gdy mąż robiąc sobie wieczorem kanapki pyta, czy też mam ochotę. Zawsze zaprzeczam, a on zawsze robi jedną lub dwie więcej, bo wie, że i tak po nie sięgnę 🙂

A wy – macie jakieś swoje małe kłamstwa? Coś byście dodały?

P.S. Tekst skonsultowałam z mężem, który tylko pobłażliwie się uśmiechnął mówiąc: „Sama prawda” 😉


Zobacz także

PRZEMYŚLENIA Z ŁÓŻKA

Czym naprawdę nie powinnaś się martwić, czyli odrzuć zbędny ciężar i ciesz się ty, co masz

Między nami samicami. O kobietach, mężczyznach i życiu… Poświęcenie [fragment książki]