Lifestyle Macierzyństwo

Uspokaja i zapewnia poczucie bezpieczeństwa niejednemu maluszkowi. O czym mowa?

Redakcja
Redakcja
16 listopada 2021
smoczek dynamiczny z kolekcji Hey marki LOVI
 

Narodziny dziecka to jedno z piękniejszych i przepełnionych mnóstwem emocji wydarzeń. To moment, w którym stajemy się odpowiedzialni za drugiego człowieka. Chcemy dla swojego dziecka jak najlepiej. Staramy się spełnić wszystkie jego potrzeby, pragnienia i marzenia. W początkowym etapie życia najistotniejsze jest, by zapewnić maluszkowi poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Jednym z ważniejszych i jednocześnie trudniejszych wyzwań przed jakim stają młodzi rodzice jest wybór smoczka. O czym warto wiedzieć przed jego zakupem? Na co zwrócić uwagę?

Wszystko ma znaczenie!

Odruch ssania jest jedną z podstawowych potrzeb niemowląt, z którą przychodzą na świat. Choć ssanie piersi wiąże się z bliskością i poczuciem bezpieczeństwa, to nie zawsze może służyć za „uspokajacz”. Każda mama potrzebuje chwili dla siebie, odpoczynku i wytchnienia, o czym przekonała się Natalia, mama 4 miesięcznej Hani. Malutka już od pierwszych dni życia uwielbiała spędzać czas przy piersi. To przy niej się uspokajała, usypiała i czuła się bezpiecznie. I o ile początkowo, nieustanne przytulanie i trzymanie Hani na rękach było dla Natalii spełnieniem marzeń, to z upływem tygodni coraz bardziej ograniczało i stawało się męczące. Natalia coraz częściej odczuwała potrzebę odpoczynku i chwili wytchnienia. Była zmęczona, niewyspana i rozdrażniona. Młoda mama w obawie o nieprawidłowy rozwój zgryzu i zaburzenie naturalnego odruchu ssania, nie chciała podać malutkiej smoczka, który może zaspokoić pierwotny instynkt ssania. Jednak kiedy już nawet odłożenie Hani do wózeczka i wyjście z domu na spacer wiązało się z nieustannym płaczem i niepotrzebnym stresem, Natalia skonsultowała się z neurologopedą, który rozwiał wszelkie wątpliwości.
Uspokoił i przekonał, że dobrze dobrany smoczek jest w pełni bezpieczny. Koniec końców, młoda mama postanowiła kupić malutkiej pierwszy smoczek w życiu! Jednak ku zaskoczeniu Natalii, wybór nie był wcale taki prosty.

Na rynku dostępne są smoczki symetryczne, okrągłe, ortodontyczne oraz dynamiczne. Największą popularnością cieszą się te ostatnie. Już wyjaśniamy dlaczego. To właśnie gumka smoczka dynamicznego ma różną grubość silikonu, co sprawia, że tak zaawansowana technologia pozwala na rozciąganie i kurczenie się smoczka w rytm ssania dziecka. Co ważne, to właśnie ten rodzaj smoczka nie zaburza naturalnego odruchu ssania, przez co polecany jest maluszkom karmionym piersią. Dzięki temu, Natalia bez żadnych obaw mogła przystawiać córeczkę do piersi, a kiedy tego potrzebowała – dać jej smoczek.

smoczek dynamiczny Wild Soul marki LOVI

Jaki smoczek wybrać?

Wybierając smoczek do ssania, szczególną uwagę należy zwrócić na materiał z jakiego został wykonany. I tutaj pojawia się pytanie – silikon, a może kauczuk? Smoczki kauczukowe wyróżniają się brązową barwą, specyficznym zapachem i smakiem. Są stosunkowo miękkie, przez co szybciej się zużywają. Warto pamiętać, że naturalny kauczuk może przyczynić się do powstania reakcji alergicznej. Smoczki silikonowe są zdecydowanie lepszym i bezpieczniejszym wyborem. Wyróżniają się wytrzymałą, nie odkształcającą się, bezwonną i bezsmakową gumką z silikonu. Są znacznie twardsze, przez co maluszek musi włożyć większy wysiłek w ssanie, co wpływa korzystnie na rozwój jamy ustnej i języka. Dla Natalii najważniejsze były rekomendacje rodziców i neurologopedów, dopiero później zwracała uwagę na wygląd smoczka. Na jaki smoczek się zdecydowała? Wybór padł na markę LOVI, która by sprostać oczekiwaniom rodziców i dzieci, stworzyła dynamiczne smoczki uspokajające, wykonane z najlepszej jakości silikonu obojętnego chemicznie, w pełni bezpiecznego dla dziecka. Silikon jest twardszym od innych tworzyw materiałem, co zapobiega odruchowi gryzienia smoczka. Dynamiczna budowa smoczka uspokajającego LOVI zapewnia maluszkowi swobodne połykanie śliny i oddychanie. Dzięki unikalnej konstrukcji gumki z niejednorodnych warstw silikonu, smoczek kurczy się i rozciąga zgodnie z rytmem ssania dziecka.

Nie kupujemy „na dłużej”

Młodzi rodzice, najczęściej nieświadomie, wybierają nieodpowiedni rodzaj smoczka. Zazwyczaj decydują się na ten zbyt duży, który starczy „na dłużej”, czym wyrządzają maluszkowi krzywdę. Bardzo ważne, by smoczek był dopasowany do wieku maluszka. Szczególną uwagę należy zwrócić również na kształt tarczki i rozmiar gumki. Tarczka smoczka uspokajającego powinna być odpowiednio wyprofilowana, tak by nie uciskała noska i zapewniała maluszkowi swobodne oddychanie. Tarczki w smoczkach LOVI, które wykonane są z bezpiecznego surowca (nie zawierają bisfenolu A) umożliwiają dziecku swobodne oddychanie przez nos. Otwory w tarczce gwarantują swobodny przepływ powietrza i zapobiegają podrażnieniu delikatnej skóry maluszka.

smoczek dynamiczny Salt&Pepper marki LOVI

#WybieramBezpieczeństwo – nie zapomnij o tym!

Zapewnienie bezpieczeństwa maluszkowi jest priorytetem dla każdego rodzica, podobnie jak dla marki LOVI, która w kampanii #wybierambezpieczeństwo podkreśla, jak ważne jest zwrócenie uwagi na kształt, surowce i opinie ekspertów. Dlatego też smoczki marki LOVI, które wykonane są z najwyższej jakości niejednorodnego silikonu, zostały stworzone we współpracy z neurologopedami. Rozciągają się i kurczą zgodnie z rytmem ssania dziecka, a tym samym nie zaburzają odruchu ssania, naturalnego rozwoju mowy i zgryzu dziecka, co potwierdzają badania – smoczki dla noworodków i niemowląt LOVI zostały przebadane pod
nadzorem medycznym w grupie 150 dzieci w wieku od 0 do 18 miesięcy. Wszystko to sprawia, że zostały one uznane za nr 1 wśród smoczków uspokajających*. Polecane są również aż przez 90 proc. położnych i rodziców.**


*Potwierdzone w badaniu konsumenckim przeprowadzonym na grupie 700 matek w wieku 0-24 miesiące, GfK, listopad 2018
**Badanie użyteczności produktu pod nadzorem medycznym w trybie ambulatoryjnym przeprowadzone na grupie 150 niemowląt w wieku 0-18 miesięcy na terenie polskich poradni specjalistycznych, rejonowych o profilu pediatrycznym i w poradniach neurologicznych NFZ w Katowicach, Rzeszowie i Bydgoszczy z udziałem położnych i rodziców.


Lifestyle Macierzyństwo

„Spotkałam na granicy w lesie kucharza, tatuażystę, dentystę, operatora dźwigu. Uchodźcy to normalni ludzie!”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 listopada 2021
fot. archiwum prywatne
 

 – Wielu opowiadało mi swoje historie. Facet, który miał salon tatuażu z Iraku mówił mi, że jak przyszli do niego fundamentaliści, to powiedzieli, że jak nie przestanie tatuować, obetną mu rękę. Operator koparki pracował natomiast dla amerykańskiej firmy, więc fundamentaliści uznali, że jest zdrajcą. Ich ucieczka to nie fanaberia. Część Polaków ma obawę, że oni po prostu szukają teraz u nas wygodnego życia. Nie wyobrażam sobie, by chcieli siedzieć w tych lasach, gdyby nie bali się o swoje życie w ojczyźnie – mówi Mayra Wojciechowicz, aktywistka. Rozmawiamy o tym, co dzieje się na granicy polsko – białoruskiej, gdzie pojechała z pomocą humanitarną. Wojciechowicz mówi, że nie zna się na dużej polityce, ale w sytuacji, gdy w lesie marzną ludzie, gdy są tam głodne dzieci, trzeba ich ogrzać, nakarmić i sprawić, by nie umarli. „Koniec! Kropka!”

Mayra, dlaczego pojechałaś na granicę Białoruską?

Jak wiele osób teraz i ja nie byłam w stanie spać, pracować, normalnie funkcjonować, bo ciągle zastanawiałam się, że tam w puszczy marzną i głodują ludzie, zastanawiałam się jak mogę pomóc, nie tylko wpłacając pieniądze dla różnych organizacji, co oczywiście zrobiłam, ale chciałam na własne oczy sprawdzić, co tam na miejscu jest naprawdę potrzebne. Wtedy zadzwoniła do mnie przyjaciółka Maja, z którą w 2011 roku przy ustawie o nasiennictwie udało nam się zablokować wprowadzenie upraw genetycznych w Polsce. Ona ogłosiła zbiórkę w przedszkolu swoich dzieci. Ja założyłam zbiórkę na „pomagam.pl”, gdzie zebrałam 5 tysięcy złotych i postanowiłyśmy razem pojechać na Podlasie.

Pojechałyście w ciemno?

Zaczęłyśmy od ogrzewalni w Michałowie, którą stworzył samorząd lokalny, bo wiedziałyśmy, że to miejsce powstało z myślą o uchodźcach, by mogli się tam ogrzać, najeść, napić ciepłej herbaty. Dziś działa tam między innymi magazyn, w którym składane są rzeczy dla uchodźców. Potem pojechałyśmy do Gminy Tatarskiej w Bohonikach. Spotykałyśmy się z różnymi lokalnymi mieszkańcami, którzy mieszkają poza strefą stanu wyjątkowego, ale są w kontakcie z ludźmi, którzy pomagają uchodźcom. Aż w końcu trafiłyśmy do Grupy Granica i dla nich zrobiliśmy duże zakupy produktów spożywczych, z których oni gotują ciepłe posiłki dla ludzi do lasu.

Na koniec trafiłyśmy do Bazy Fundacji Ocalenie, gdzie segregowałyśmy rzeczy w magazynie. Oni nie mieli czasu tego zrobić, ponieważ ciągle jeździli na akcje do lasu. Napaliłam im więc w piecu, zadbałam o to, żeby mieli przyjemnie i ciepło. Tak wyglądał mój pierwszy wyjazd na granicę, ale dzięki niemu zorientowałam się, co jest tam naprawdę potrzebne.

Zorganizowałyście kolejną zrzutkę?

Wróciłyśmy do Gdańska i już wiedziałyśmy, że największą potrzebą na tamtą chwilę były tarpy, czyli wielkie płachty, pod którymi może się schronić nawet 10 osób. Jeden tarp kosztuje około 130 złotych. Udało nam się jednak wynegocjować niższe ceny, bo kupowałyśmy je hurtowo (100 szt.) i wysłałyśmy je do strefy stanu wyjątkowego. Regularnie wysyłamy już teraz konkretnym organizacjom lekarstwa, powerbanki, materace, śpiwory – robimy tylko sprecyzowane wysyłki, gdy dostajemy informację, że czegoś im brakuje.

Kiedy drugi raz pojechałaś na granicę, zaczęłaś już chodzić do lasu pomagać ludziom. Jak to wygląda?

Kiedy przychodzi informacja, wstajesz, pakujesz ciężki plecak z jedzeniem, piciem i lekarstwami i przedzierasz się przez puszczę, czasem nocą bez latarek, by na siebie nie zwracać uwagi. To są naprawdę trudne mozolne wyprawy. Ci ludzie mają telefony i znajomych za granicą, którzy pomagają im znaleźć numer telefonu do wolontariuszy, którzy udzielają pomocy. Miałam to szczęście, że trafiałam tylko na uchodźców głodnych i zziębniętych, nikt nie wymagał odwiezienia do szpitala. A to jest sytuacja, której oni teraz najbardziej się boją.

Znają przypadki, że jak ktoś trafi do szpitala np. w Hajnówce, to straż graniczna po kilku godzinach go stamtąd wyciągała i odwiozła do lasu na Białoruś. Zauważ, że ja celowo nie mówię „push back”, bo dla mnie to jest pudrowanie tego, co tam się dzieje. Tu chodzi zwyczajnie o siłowe, brutalne łapanki i wywózki. Dlatego dziś uchodźcy wolą otrzymać doraźną pomoc w lesie.

Na czym ta pomoc polega?

Te osoby, które spotkałam, długo nie jadły, od kilku dni piły wodę z kałuż, z bagien i dlatego cierpiały na choroby jelitowe. Wiły się z bólu. Opatrywałam młodemu chłopakowi skręconą kostkę. Był bardzo wyziębiony, próbowaliśmy go ogrzać. Obok jego kolega też wyglądał na zziębniętego, więc poprosiłam, by zdjął skarpetki. Ten zarzekał się, że z jego nogami wszystko jest w porządku, ale kiedy w końcu pokazał mi stopy, byłam przerażona. Ten człowiek od 10 dni był w przemoczonych butach w dzień i w noc. Ja takich stóp nie widziałam nigdy. Schodziły z niej płaty skóry.

Co cię najbardziej poruszyło podczas tych interwencji w lesie?

Nieprawdopodobny spokój i wdzięczność tych ludzi. Jak już dostali jeść i pić i zaczęliśmy rozmawiać, to oni nie pomstowali, nie krzyczeli, nie było w nich ani źdźbła agresji. To było absolutnie niesamowite i do dziś ten obraz sprawia, że szklą mi się oczy. Nie chciałabym w tym zimnym lesie spać ani godziny, a w nich był spokój, choć nie miałam dla nich jednego słowa na pocieszenie. Bo czy jest szansa, że na granicę wejdzie Frontex, albo Polski Czerwony Krzyż, by im pomóc? Czy jest szansa na stworzenie korytarza humanitarnego? Polski rząd buduje na granicy zasieki, a za te pieniądze przez wiele lat można by wspierać ośrodki dla uchodźców. Ja tej logiki nie pojmuję! W strefie jest wojsko.

Ludzie, którzy mieszkają tam mieszkają, twierdzą, że te chłopaki chodzą pijane, by odreagować wykonywanie rozkazów. To nie są dla mnie dzielni polscy żołnierze, którzy strzegą granic. To jest jakaś makabra! Oni jeżdżą po lesie i puszczają z głośników ujadanie psów, by dodatkowo nastraszyć ludzi w lesie. Dzień i noc latają helikoptery.

Co myślisz o straży granicznej? Widziałaś tych ludzi i na pewno masz na ten temat wyrobione danie. Dlaczego oni nie rezygnują z pracy?

W straży granicznej jest wiele osób, które serca nie mają. Ale jest też sporo takich, które to serce mają. Rozmawiałam z dwójka strażników, którzy nas zatrzymali w lesie i oni opowiadali, że często są pierwszymi i jedynymi, którzy mogą dotrzeć do tych ludzi i dać im jeść, ciepłe skarpety i zapas wody. Robią zbiórki na te rzeczy wśród swoich znajomych, wśród rodziny, mają je w bagażniku, starają się zachowywać po ludzku. Jakoś pomagać. Natomiast wielu strażników i wojsko działa inaczej, brutalnie i bez cienia empatii.

Spotkałam uchodźców, którzy opowiadali mi, że od kilku dni nie pili wody i byli już tak zdesperowani, że postanowili wyjść z lasu i iść do sklepu, by ją kupić w sklepie. We wsi złapała ich oczywiście natychmiast straż graniczna i powiedzieli im: „Chodźcie, zawieziemy was do ośrodka, tam się wyśpicie, napijecie, ogrzejecie”. Wsadzili ich do samochodu i bez łyka wody, o którą błagali, wywieźli ich na Białoruś.

Bierzesz udział w dyskusjach z osobami, które boją się przyjęcia przez Polskę uchodźców?

Ludzie dziś nie rozumieją wielu rzeczy. Dziwią się, skąd uchodźcy mają smartfony, dobre ubrania i pieniądze, by opłacić przemytników. Wtedy tłumaczę, że to jest tak, jakbyś ty uciekła, przecież zabrałabyś ze sobą telefon, sprzedałabyś wszystko. Mam wrażenie, że Polacy cały czas mają wyobrażenie, że uchodźcy to jacyś średniowieczni pasterze, którzy z kosturami przemierzają nasze puszcze. A to są ludzie! Normalni, jak my! Wielu z nich mówi po angielsku. Ostatnio wdałam się w internetową rozmowę z dziewczyną, która napisała: „Przecież na gołe oko widać, że oni nie pójdą do pracy, a będą pod moim blokiem koczować.” A ja w tym lesie spotkałam kucharza, tatuażystę, informatyka, oświetleniowca planów filmowych, operatora koparki i dentystę.

Uchodźcy to są normalni ludzie, z zawodami! Wielu opowiadało mi swoje historie. Facet, który miał salon tatuażu z Iraku mówił mi, że jak przyszli do niego fundamentaliści, to powiedzieli, że jak nie przestanie tatuować, obetną mu rękę. Operator koparki pracował natomiast dla amerykańskiej firmy, więc fundamentaliści uznali, że jest zdrajcą. Ich ucieczka to nie fanaberia. Część Polaków ma obawę, że oni po prostu szukają teraz u nas wygodnego życia. Nie wyobrażam sobie, by chcieli siedzieć w tych lasach, gdyby nie bali się o swoje życie w ojczyźnie.

Widziałaś wśród nich kobiety, dzieci?

Widziałam niewiele kobiet. Ale posłuchaj, co to ma za znaczenie? My chrześcijanie mówimy, że każde życie ludzkie ma wartość. Ale jednak segregujemy. Kobiety – ok! Dzieci – ok! Ale już arabscy młodzi chłopcy – nie ok! Co to jest za arogancja, żeby komuś powiedzieć, że jak jesteś młodym mężczyzną, to powinieneś zostać w swoim kraju i ginąć za swoją ojczyznę. Ja tego nie pojmuję!

Co my zwykli ludzie możemy teraz zrobić?

Organizacje potrzebują pieniędzy, by kupować ocieplane kalosze, lekarstwa i inne rzeczy. Szukajmy zbiórek i wpłacajmy pieniądze. Edukujmy młode pokolenie. Na Netflixie jest taki film rysunkowy „Żywiciel”, który można pokazać dzieciom i z nimi o tym porozmawiać. Można wywierać naciski za pomocą listów i petycji do zarządu głównego PCK, bo oni powinni tam być od początku, by pomagać. Możemy wiele zrobić. Z całą pewnością nie wolno przestać o tym, co dzieje się a granicy polsko-białoruskiej rozmawiać.

Znam cię od lat, jesteś osoba żywiołową. Dlaczego teraz opowiadasz o tym, co widziałaś na własne oczy bez wielkich emocji?

Posłuchaj, ja musiałam swoje emocje schować głęboko w sobie. Inaczej bym płakała i być może się rozpadła. Ja je zapchnęłam gdzieś bardzo daleko, żeby mieć umysł klarowny. Bym mogła dalej pomagać. Jeśli i wy macie ochotę pomóc, klikajcie i wpłacajcie, każda pomoc się teraz liczy: https://zrzutka.pl/nhy8ge


Lifestyle Macierzyństwo

„Jakim cudem on jej jeszcze nie rzucił?” Dlaczego faceci wybierają zołzy? Podają pięć powodów

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 listopada 2021
fot. Vagengeym_Elena/iStock

Wiele razy to widziałaś. Dziewczyna jest grymaśna, jędzowata, złości się z byle powodu i nie chce się zgodzić na coś, na co już wszyscy kumple powiedzieli „tak”, bo ona ma inny pomysł i tupie nogą. Jest tak samo ładna jak inne z twojego towarzystwa, nie ma jakiejś specjalnej figury czy urody, a jednak faceci za nią szaleją. To z nią chcą rozmawiać. To do niej wzdychają.

Albo inaczej… znasz kobietę, która ma świetnego partnera i od lat zastanawiasz się, jakim cudem on jej jeszcze nie rzucił. Laska ma bowiem zmienne nastroje, nie gotuje mu obiadów, robi totalny bałagan w mieszkaniu i karczemne awantury o głupoty. Przecież ten facet mógłby mieć zrównoważaną, spokojną, gospodarną i równie ładną dziewczynę. Zatem dlaczego woli być z szurniętą zołzą? Redakcja Oh!Me spytała o to zaprzyjaźnionych mężczyzn i oto, czego się dowiedzieliśmy:

1. Nie lubimy by od razu dostawać wszystkiego na tacy

Jeśli kobieta wspaniałomyślnie wszystko oddaje z miłości, szybko tracimy nią zainteresowanie. Jeśli dostajemy to, czego pragniemy pod sam nos, zaczynamy się nudzić. Nawet jeśli na tej tacy leżą same rarytasy, takie o których całe życie marzyliśmy i o których słyszeliśmy, że są najlepszym wyborem pod słońcem. Jeśli kobieta stara się ze wszystkich sił nas zadowolić, przypodobać się i spełniać nasze zachcianki, przestaje być wyzwaniem. Gdy wszystko jest jasne i oczywiste, nie chce nam się poznawać takiej dziewczyny.

2. Polowanie jest super!

Lubimy zdobywać. Jeśli trzeba wyprzedzić w walce o zołzę kilku kolegów, to potem czujemy się jak prawdziwi zwycięzcy. Dla nas już sam fakt pogoni za taką kobietą może być ekscytującą przygodą. A zołzy przecież kochają, by się o nie starać. Nie martwi ich fakt, że spóźnią się na randkę, albo że wybierają w knajpie najdroższą wersję posiłku, która nadszarpnie nasz budżet. Może to brutalnie brzmi, ale szaleństwo z powodu dziewczyny, która jest pewna siebie i sprawia wrażenie, że wie, jak wiele jest warta, tylko nas w wyścigu o nią nakręca.

3. Niegrzeczne i złe kojarzy się z więcej wartym

Grymaśna, zmieniająca zdanie bez powodu, zaskakująca pomysłami, emocjonalna, ale też otwarcie egzekwująca swoje potrzeby i potrafiąca o siebie zadbać – to właśnie naszym męskim zdaniem najlepszy opis zołzy. Dlaczego taka kobieta nas fascynuje bardziej niż ta stabilna, niewymagająca i przewidywalna. Przecież życie z tą drugą byłoby bardziej spokojne i przyjemne. Otóż chodzi o to, że kiedy udam nam się zadowolić swoją królewnę, czujemy się jak prawdziwi zdobywcy. Nie rozumiesz? Wyobraź sobie, jak czujesz się po trzykilometrowym spacerze przy umiarkowanym zachmurzeniu, a jak po wejściu na Giewont, kiedy wiatr świstał ci w oczy? Kiedy masz większą satysfakcję?! A my jednak lubimy rywalizować i wszelkie wyzwania nas podniecają. Szczerze, to zwłaszcza takie, którymi można pochwalić się przed kumplami. A zołzy mają opinie dynamitów w łóżku.

4. Nie zdrowie, ale zabawa

Zołza jest obietnicą dobrej zabawy, przygód, pikanterii i wyzwań! Gdybyś dziś zaoferowała facetowi krwisty befsztyk lub dietetyczną sałatę pełną antyoksydantów, jestem więcej niż przekonany, że znakomita większość z nas wybierze to pierwsze. Co z tego, że sałatka pewnie sprawi, że będziemy żyli dłużej? Tak samo jest z kobietami! Wolimy takie, które być może złamią nam serce, ale na daną chwilę wydają się zagadką, niż te miłe, oczywiste, spolegliwe, dbające podczas gotowania o pozom naszego cholesterolu. My jesteśmy mało perspektywiczni i lubimy żyć chwilą, a najbardziej lubimy przyjemności.

5. Bo liczy się tylko to, co tu i teraz

My naprawdę kierujemy się zmysłem estetycznym i emocjami. Rzadko szukamy kobiety ze zdrowym rozsądkiem. Nie pytamy siebie, czy to będzie dobry materiał na żonę. Takie cechy jak wyrozumiałość, spokój, zaradność obchodzą nas tyle co zeszłoroczny śnieg, albo gdy jesteśmy już po czterdziestce. Przynajmniej na początku związku. Może to głupie i mało praktyczne, ale jednak w znakomitej większości tacy jesteśmy. Szukamy kobiety, która nas fascynuje dokładnie tu i teraz. Nie myślimy o tym, czy polubi ją nasza mama i czy fajnie będzie się z nią wychowywało dzieci.

***

To tak po krótce, dlaczego w pierwszym odruchu wolimy zołzy od tych miłych dziewczyn. Ba czasem wybieramy je na całe życie, bo to jednak obietnica wyzwań i nieustannej przygody. Oczywiście nie jest prawdą, że tej miłej nigdy nie wybierzemy, bo jednak ten typ kobiet też ma swoich entuzjastów. Ale już przesadnie miła i układna może mieć kłopot w zalezieniu partnera. Taka dziewczyna poddającą szybko wszystko na tacy, nudzi i trochę przeraża, bo a nuż będzie od partnera wymagać podobnych zachowań. Nie chodzi o to, że my lubimy być dręczeni przez zołzy. Ale nie przepadamy też za ofiarami losu i zapatrzonymi w nas dziewczynami, które by nieba chciały uchylić, bo one kojarzą nam się bardziej z matkami. A w miłości przecież facetom nie o to chodzi!


Zobacz także

7 zaskakujących oznak twojej inteligencji

Niezwykłe życzenia na Dzień Matki. „Może ktoś ma samotnego tatę?”

„Lubię starszych ludzi. Zachwycam się zmarszczkami, ich zwolnionym tempem i… radością życia”