Lifestyle Uroda

Jak zawsze wyglądać pięknie i zdrowo? Francuzki mają na to swoje sposoby

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
24 sierpnia 2017
Fot. iStock/encrier
 

Francuzki wpędzają w kompleksy kobiety na całym świecie. Zawsze wyglądają bez zarzutu i są naturalnie piękne. Mają zdrową, świetlistą cerę, zadbane włosy i nie zdarzają się im urodowe wpadki. Jak one to robią?! Jeśli jesteś ciekawa, co za tym stoi, zobacz, jakich błędów nie popełniają. To dużo ważniejsze niż to, w jaki sposób dbają o swoją urodę.

Poznaj ich tajemnice i śmiało z nich korzystaj. Są naprawdę proste, a przy tym przynoszą świetne efekty.

Szminka na zębach

Francuzki uwielbiają czerwoną szminkę. Ale nigdy nie dopuszczają do tego, by znalazła się ona na zębach – pamiętaj, że to prawdziwe urodowe faux paus. W jaki sposób temu zapobiegają? Po pomalowaniu ust umieszczają palec wskazujący między wargami, zaciskają i energicznie wysuwają palec. Dzięki temu usuwają nadmiar produktu.

Delikatne płyny oczyszczające

Kobiety we Francji unikają silnych środków do oczyszczania twarzy. Rezygnują z mocnych peelingów oraz płynów zawierających mydło, które wysusza. Zastępują je delikatnymi środkami, które nie podrażniają ich skóry.

demakijaż

Fot. iStock / PeopleImages

No make-up

Nie zdarza się im zaliczać wpadki, jaką jest źle dobrany podkład i odznaczająca się linia na szyi. Zamiast mocno kryjących produktów wybierają lżejsze kremy BB. W ten sposób dodatkowo odżywiają skórę i nie obciążają jej.

Szampony tylko naturalne

Bujne i zdrowe włosy są wizytówką Francuzek. Najczęściej noszą zmierzwioną fryzurę, pozornie niedbałą. Jak dbają o swoje pasma? Używają tylko naturalnych szamponów i nie kupują tych mocno perfumowanych i z chemią.

Konturowanie twarzy

Nie bawią się w konturowanie twarzy wieloma kosmetykami. Za to stosują wazelinę lub olejek, który nakładają na te części twarzy, które chcą podkreślić. Wygląda to naturalnie i nadaje im promienny, dziewczęcy wygląd.

Nigdy nie chodzą spać w makijażu

Wiedzą, że spanie w makijażu to koszmar dla skóry. Dlatego zawsze przed snem oczyszczają twarz, dzięki czemu jest ona promienista i zadbana.

Jak widzisz nie stosują one cudownych sztuczek. Wszystko, co robią jest bardzo proste i nie wymaga wysiłku. Warto brać z nich przykład i cieszyć się pięknym wyglądem.


 

Źródło: thezoereport


Lifestyle Uroda

Picie wina sprawi, że będziesz bardziej kreatywna

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
24 sierpnia 2017
Fot. iStock/sophia_yartseva
 

Wino towarzyszy nam od wieków. Wielcy pisarze nie kryją, że pomaga im w pracy i chętnie po nie sięgają. Poza tym to nieodłączny element babskich spotkań. O jego cudownych właściwościach słyszałyśmy już wiele. Że odchudza, że opóźnia proces starzenia się. Teraz naukowcy odkryli, że dzięki niemu dodatkowo będziesz bardziej pomysłowa. „Alkohol jest związany z kreatywnością” – twierdzą. Brzmi nieźle, prawda?

Co jednak, gdy nie lubisz wina, a chciałabyś pobudzić swoją kreatywność? Możesz zastąpić je piwem, które ma takie samo działanie. Oczywiście pite z umiarem.

drink

Fot. Pixabay / Didgeman / CC0 Public Domain

Naukowcy wysnuli takie wnioski na podstawie przeprowadzonego eksperymentu. Uczestnikom rozdali piwo i piwo bezalkoholowe, których nie mogli rozróżnić. Następnie otrzymali serie zadań związanych ze skojarzeniami.

Znacznie lepiej poradzili sobie ci, którzy pili normalne piwo. Przekroczyli oni także granice kreatywności. Mieli zaproponować alternatywne zastosowanie opon – ich wyobraźnia potrafiła zaskoczyć naukowców.

Dlaczego tak się dzieje? Autorzy badania wyjaśniają to w ten sposób, że alkohol, który nie sprzyja skupieniu się na głównym zadaniu, pozwala „włamać się” do umysłu i znaleźć alternatywne rozwiązanie.

Co o tym sądzicie?

(Według mnie dzisiejszy wieczór jest idealny, żeby zwiększyć swoją kreatywność:))


 

Źródło: independent


Lifestyle Uroda

Jesteś o wiele ode mnie lepsza, mądrzejsza… i prawdziwa. List do przyjaciółki z dzieciństwa

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 sierpnia 2017
Fot. iStock/oneinchpunch

Kochana Przyjaciółko!

Minęło dziesięć lat, odkąd rozmawiałyśmy. Tak naprawdę, szczerze. Ale wydaje mi się, że gdybyśmy stanęły dziś przed sobą objęłybyśmy się serdecznie i jak dawniej zrozumiały bez słów. Czy to się jeszcze nam przydarzy? Nie wiem. Mamy swoje życia. Twoje – dokładnie takie, jak je sobie wymarzyłaś. I moje, niczym nieprzypominające dziewczęcych marzeń. Tak wiele się wydarzyło…

Oglądałam niedawno zdjęcia z mojego ślubu. Przyszłaś z mężem, byłaś blada i zmęczona. Taka inna niż zawsze. Jedynie dobry, ciepły blask twoich oczu pozostał ten sam. Dlaczego zauważyłam to dopiero wtedy, gdy dostałam do ręki ślubny album? Taka byłam zajęta sobą i swoim szczęściem… Tam, po ceremonii, podeszłaś, uścisnęłaś mnie mocno i powiedziałaś „wyglądasz dokładnie tak, jak sobie ciebie wyobrażałam”. Wzruszyłaś mnie. Właściwie nadal mnie wzruszasz tymi słowami. Bo jesteś w nich cała Ty.

Pamiętasz? W szkole od razu usiadłyśmy obok siebie, w jednej ławce. I tak zostało na długie, osiem lat. Ani razu się nie pokłóciłyśmy, choć byłyśmy tak bardzo różne…

Twój spokój i mój wieczny niepokój. Twój uśmiech i mój smutek. Twoje uczucia: jasne, proste, widoczne jak na dłoni. I moja skrytość, introwertyzm. Twoja lojalność. Zawsze, bez względu na wszystko. I ręka, wyciągnięta po to, by pomóc, wesprzeć, ale nigdy nie skrytykować. Stałyśmy za sobą murem. I choć nasza więź była wyjątkowa, nigdy nie musiałyśmy mieć siebie „na własność”. Były przecież też inne przyjaźnie, a między nami ani grama zazdrości.

Twoje pierwsze miłości… Było ich tak dużo! Śmiałyśmy się obie, jak wielkie i pojemne masz serce. Chłopcy… zakochiwałaś się w nich na zabój. Każdy z nich miał być „na zawsze”. A potem cierpiałaś, płakałaś, a ja pocieszałam cię tak, jak umiałam, w Twoim pokoju z sufitem oblepionym gwiazdkami. Takimi, które świecą, kiedy zgasi się światło. Odtwarzałaś mi z kaset swoje ulubione piosenki, tak różne od moich ulubionych. Ale wtedy to nie było ważne. W tamtym pokoju, one stawały się na trochę NASZYMI piosenkami.

Pamiętasz jeszcze karteczki, które pisałyśmy do siebie na lekcjach? Znalazłam kilka z nich w domu moich rodziców. I zdjęcia, ze szkolnych bali karnawałowych. Ty zawsze przebierałaś się za królewnę, ja – za dobrą wróżkę… I to kiczowate, metalowe serduszko z napisem „best friend”, które przedzieliłyśmy na pół i nosiłyśmy na srebrnych łańcuszkach jego dwie połówki, pamiętasz? Oczywiście, że ciągle je mam.

A twoje zeszyty? Pożyczałam je od ciebie, kiedy chorowałam, żeby przepisać lekcje. I odnosząc, zostawałam u ciebie na godzinę, dwie. Moja mama, wiedząc o tym, prosiła mnie zawsze wtedy „tylko nie na pół dnia”… To były takie dobre, jasne czasy.

Już wtedy zastanawiała mnie twoja pewność. Wiedziałaś zawsze, jak chcesz żyć. Ja mówiłam, że nie wiem, że mam czas, że chcę wszystkiego spróbować. Wierzyłaś we mnie, mówiłaś, że mogę wszystko…  Minęło tyle lat. Nie spróbowałam „wszystkiego”. Czas przeciekał mi przez palce. To ja miotałam się od celu do celu. Jedne studia, drugie, trzecie… Nieudany związek, dziecko… I w końcu małżeństwo, które okazało się porażką.

Ale Ty? Zobacz, jak to się poukładało. Tak szybko wyszłaś za mąż, masz dwie, wspaniałe córki. I to jest twój świat, ten, o którym marzyłaś, do którego dążyłaś.

Jesteś, Droga Przyjaciółko, o wiele ode mnie mądrzejsza życiowo. Jesteś o wiele prawdziwsza, lepsza. Zazdroszczę Ci trochę życia, które choć może bywa monotonne, jest poukładane, dobre.

Nasze drogi rozchodziły się powoli, bo dokonywałyśmy innych wyborów. Najpierw inne liceum, potem studia… Ale ścieżkę prowadzącą od mojego domu do Ciebie mam wyrytą w pamięci. I tę szybszą, na skróty, przed dwa pagórki – też.

Życie… Tak wiele się zmieniło. Pamiętam nasze obietnice. Że zawsze będziemy o sobie myśleć dobrze. Wiesz, czasem myśl o tobie jest tym, co ratuje mnie od smutku.

Wiem, że jesteś szczęśliwa, że zrealizowałaś to, o czym zawsze marzyłaś. Marzenia… Przysięgałyśmy sobie, jeszcze jako nastolatki, idąc do innych szkół, że je spełnimy. Zwierzałyśmy się sobie z tych najskrytszych, zapisywanych w pamiętnikach. Tak bardzo mi dziś brak tej naszej naiwnej, szczerej wiary w to, że się uda.

Oddaliłyśmy się od siebie tak bardzo… Nie dzwonimy, nie odwiedzamy się. Wyjechałaś do innego miasta. Nie wysyłam już nawet do Ciebie SMS-ów z życzeniami na urodziny, choć tę datę mam głęboko w sercu, odkąd pamiętam. Tak, jak twój numer telefonu, od lat ten sam.

Wiem, że nie będziemy już, jak dawniej, częścią swojego życia. Ale marzę sobie czasem o naszej rozmowie w twoim pokoju z sufitem w gwiazdki. Straciłam Cię z oczu, ale nie z serca.

 


Zobacz także

Podobno zdrowia nie da się kupić, ale z pewnością można je podarować. Akcja „A co ty byś sobie podarowała w prezencie?”

Konkurs „Eko, to się dziedziczy”

Oni z pewnością zasługują na miano super ludzi!!! Obejrzyj koniecznie