Uroda

Pielęgnacja okolic oczu – w domu i w gabinecie kosmetycznym

Joanna Fizia
Joanna Fizia
14 lipca 2016
Pielęgnacja okolic oczu
Fot. iStock / fotostorm
 

Skóra wokół oczu jest bardzo delikatna i wrażliwa. Jest również bardzo cienka i pozbawiona tkanki tłuszczowej, która w innych partiach twarzy stanowi „rusztowanie”, zabezpieczające w pewnym stopniu przed powstawaniem zmarszczek. Ponadto skóra ta każdego dnia „ciężko pracuje” za sprawą mięśni mimicznych, a do tego ciągle narażona jest na działanie szkodliwych czynników, takich jak słońce czy makijaż.

Wszystko to niekorzystnie wpływa na kondycję oczu i ich okolic, przyczyniając się do przyspieszenia procesów starzenia, a także do powstawania różnych dolegliwości. Dlatego pielęgnacja tej części twarzy jest wyjątkowo ważna, o ile chcemy długo cieszyć się pięknym spojrzeniem.

Najczęściej spotykane dolegliwości oczu

Zaczerwienienie

Przyczyn może być wiele – długotrwałe oglądanie telewizji, praca przy komputerze, alergie, noszenie soczewek kontaktowych, brak snu, wiatr, działanie promieni UV, czy przebywanie w zakurzonych lub zadymionych pomieszczeniach.
Aby zlikwidować zaczerwienienie i towarzyszące mu pieczenie lub swędzenie, należy w pierwszej kolejności wyeliminować czynniki podrażniające. Następnie zaleca się stosowanie kompresów. Najprostsze w użyciu są gotowe ziołowe herbaty, m. in. z rumianku, kopru włoskiego, szałwii czy świetlika lekarskiego.

Opuchlizna powiek

Jej przyczyną jest gromadzenie się wody w tkankach, spowodowane przemęczeniem lub nadmiarem spożywanej soli. Stale opuchnięte powieki mogą jednak być oznaką zaburzeń krążenia lub schorzeń nerek. Nie warto więc bagatelizować sprawy i w razie wątpliwości skontaktować się z lekarzem.

Doraźnie można pomagać sobie stosowaniem zimnych okładów z kostki lodu lub z plasterka ogórka zielonego czy awokado. Można również stosować preparaty zawierające wyciągi z przywrotnika, bluszczu i skrzypu. Do stosowania zewnętrznego zaś, zaleca się kompresy z kwiatów lipy i świetlika lekarskiego.

Z kolei w  gabinecie kosmetycznym zaleca się wykonanie drenażu limfatycznego lub serię zabiegów mezoterapii igłowej.

Sińce pod oczami

Mogą one wynikać z braku snu, przemęczenia, niewłaściwej diety, braku witamin i żelaza, zakłóceń procesu usuwania zanieczyszczeń z organizmu lub mogą być też dziedziczne. Ciemne obwódki mogą również towarzyszyć bardzo cienkiej skórze, przez którą prześwituje sieć naczyń krwionośnych.

W celu likwidacji sińców pod oczami, zaleca się większą ilość snu i wypoczynku, spacery na świeżym powietrzu, zmianę diety, codzienne picie soku z cytryny z miodem, a także stosowanie kompresów z czarnej herbaty oraz kremów zawierających arnikę, nagietek, bluszcz zwyczajny, wyciągi z kasztanowca zwyczajnego lub miłorzębu japońskiego.

Opadające górne powieki

Główną przyczyną opadania powiek jest starzenie się organizmu, które powoduje zanikanie włókien kolagenowych oraz wiotczenie skóry i mięśni. By odpowiednio wcześnie zapobiec utracie kolagenu warto zdecydować się na zabieg liftingujący, np. metodą radiofrekwencji mikroigłowej. Opadające powieki można również delikatnie podnieść za pomocą toksyny botulinowej – jest to niewielki i bezbolesny zabieg.

Kurze łapki

Tak określa się zmarszczki wokół oczu, których powstawanie jest niestety nieuniknione gdyż wynika z codziennego działania mięśni mimicznych.  Kurze łapki uwidaczniają się u każdego, lecz w różnym tempie, na co wpływ ma wiele czynników – ekspresja twarzy, tryb życia, sposób pielęgnacji okolic oczu, promieniowanie UV czy palenie papierosów.

Na pierwsze zmarszczki wystarczy toksyna botulinowa, natomiast na głębsze konieczne są zabiegi z użyciem m. in. lasera frakcyjnego.

Fot. iStock / IS_ImageSource

Fot. iStock / IS_ImageSource

Pielęgnacja oczu w domowym zaciszu

Jak już wspomniałam na początku, skóra wokół oczu jest bardzo cienka i wrażliwa, dlatego wszelkie czynności należy wykonywać delikatnie, tak aby nie rozciągać skóry.

W codziennej pielęgnacji warto pamiętać o trzech ważnych rzeczach:

Demakijaż to absolutna podstawa! Przed pójściem spać należy koniecznie zmyć z oczu tusz do rzęs, cienie i wszelkie inne kosmetyki, które nie pozostają obojętne dla wrażliwej skóry wokół oczu.
Podczas usuwania makijażu należy unikać pocierania. Najlepiej wacik nasączony preparatem do demakijażu, przyłożyć do zamkniętych powiek i delikatnie przesunąć od zewnętrznego kącika oka do wewnętrznego. Czynność tę powtarza się tak długo, aż płatek kosmetyczny będzie czysty. Z kolei tusz do rzęs powinno zmywać się ruchami pionowymi, od góry do dołu. 

Kompres po demakijażu warto nałożyć na oczy kompres z naparu herbaty, rumianku, świetlika lekarskiego lub bławatka. Dzięki temu oczy odpoczną i zniknie opuchlizna.

Krem pod oczy lub serum na zakończenie każdej, codziennej pielęgnacji. Kosmetyki te powinny zawierać witaminy, wyciągi roślinne, biologicznie czynne proteiny, fitosterole, ceramidy, lipidy, liposomy oraz wyciągi ziołowe.

Pielęgnacja okolic oczu w gabinecie kosmetycznym

Zabiegi na powieki i pod oczy można łączyć z zabiegami na całą twarz i szyję lub wykonywać je osobno. Ich celem jest: opóźnianie procesów starzenia, zmniejszanie obrzęków, obkurczanie naczyń limfatycznych, odżywianie i nawilżanie naskórka, a także zmniejszenie cieni pod oczami. Aby osiągnąć takie efekty stosuje się:

Kwas hialurownowystanowi naturalny składnik naszej skóry.  Podawany w iniekcji pozwala na uzyskanie natychmiastowego efektu wypełnienia zmarszczek, który utrzymuje się od 6 do 12 miesięcy. 

Toksyna botulinowadziałanie polega na zahamowaniu przewodzenia impulsu nerwowego do komórki mięśniowej, przez co następuje rozluźnienie mięśni i znajdującej się nad nimi skóry.

Toksynę botulinową wstrzykuje się w celu usunięcia kurzych łapek oraz zmarszczek na czole i między brwiami. Efekt utrzymuje się około 6 miesięcy. 

Pielęgnacja okolic oczu - w gabinecie, botoks

Fot. iStock / coloroftime

Mezoterapia igłowa – polega na podaniu za pomocą zastrzyków bardzo małych ilości substancji nawilżających, odżywczych i rewitalizujących. Najczęściej są to kompozycje kwasu hialuronowego, minerałów, enzymy, peptydy, osocze bogato płytkowe i wyciągi roślinne. Zabieg ujędrnia i wygładza skórę, stymuluje komórki do odnowy, likwiduje obrzęki i cienie pod oczami.

Radiofrekwencja mikroigłowazabieg łączący w sobie działanie fal radiowych i mikronakłuwanie. Skuteczność tego zabiegu opiera się na bezpośrednim działaniu na skórę właściwą, bez wywołania długo utrzymującego się podrażnienia. Zabiegi z użyciem frakcyjnych fal radiowych są idealnym rozwiązaniem przy zabiegach: likwidacji zmarszczek, wyrównania powierzchni i kolorytu skóry oraz poprawy jej napięcia. 

Laser frakcyjnymożna używać go już do pierwszych oznak starzenia, jak i u osób starszych, które potrzebują wyraźnego efektu liftingującego. Wyróżnia się laser frakcyjny nieablacyjny, który podgrzewa skórę oraz ablacyjny, który niszczy powierzchnię skóry, dając efekt mocnego peelingu – zdecydowanie bardziej polecany, pomimo dłuższego okresu rekonwalescencji.


Uroda

Bo Polak nie powinien przed szereg wychodzić… to takie jest polskie, bo niestety amerykańskie to nie jest

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
14 lipca 2016
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

– Piękny naszyjnik – skomplementował John – czy to kryształy Swarovskiego?
– Taaa – odparłam ze śmiechem – za siedem dolarów ze sklepu dla młodzieży – kontynuowałam sarkastyczny uśmiech. John tymczasem spojrzał lekko zdziwiony i dodał:
– Zawsze jesteś taka elegancka. Po prostu założyłem, że to Swarovski.

Tak oto uczucie porażki uderzyło mnie z siłą wodospadu. Z fizycznym wręcz bólem patrzyłam jak cudowny efekt kryształów Swarovskiego, wykreowany magicznie przez Johna, umiera w mękach zabity jednym niepotrzebnym zdaniem, które początkowo wydało mi się nawet zabawne, ale które po drugim komentarzu Johna pokazało swoją prawdziwą twarz. Albo kilka twarzy z tego jednego, podłego wora: twarz „przesadzona skromność”, twarz „brak poczucia własnej wartości”, twarz „nie wierzę że jawię się światu jako piękny diament”. Mogłabym tych twarzy tu wymieniać wiele, taki to obszerny, podły wór. John tymczasem wysiadł z windy na 11 piętrze, a ja zostałam w niej sama  z miną jakbym wlazła w kupę. Jak to się stało? Zapytywałam siebie. Skoro przecież potencjał był na minę w kryształ oszlifowaną? Więc czemu kupa? Ja się pytam?

Sytuacja z wczoraj. Spotykamy się w knajpce, by celebrować urodziny znajomego. Siedzimy już przy stole gdy przychodzi Caro z Erykiem. Jej wzrok zatrzymuje się cudownie zachwycony na Agacie i usta składają się w słowa: Wyglądasz nieziemsko! Jakbyś miała siedemnaście lat!
– Ty? Caro? Ty coś piłaś? – odpaliła Agata i nawet w sumie zabrzmiała jak siedemnastka.

No więc o co chodzi z tym: nie potrafię przyjąć komplementu? Znowu powiem, że to takie jest polskie, bo niestety amerykańskie to nie jest. Tutaj jak człowiek człowiekowi komplement powie, to wiecie jak ten skomplementowany reaguje? Specjalnie zrobię tu malutką pauzę, żebyście mogli się dobrze zastanowić nad właściwą odpowiedzią…. No więc? Jak reaguje Amerykanin na komplement? A więc najpierw pokazuje te swoje nieziemsko białe, filmowe zęby w szerokim uśmiechu, po czym odpowiada: dziękuję. Żaden dalszy komentarz nie następuje, a już w żadnym razie nikt się nie tłumaczy z tej pięknej cechy albo niewyobrażalnie zbytkowej rzeczy, które w sposób całkowicie naturalny jawią się światu właśnie jako piękne i pożądane. Mało tego! Świat myśli, że wszystko jest w porządku i że zarówno piękna cecha jak i pożądana rzecz są całkowicie na swoim miejscu. Nikt nie ma pytań, życie toczy się jak się toczyć miało. A jeśli już ktoś zrobi wysiłek i zastanowi się nad tym skąd ten dobrobyt u delikwenta, odpowiedź jaka mu się nasunie będzie mniej więcej taka: pracuje to ma, ćwiczy to wygląda, a więc jedno i drugie mu się należy. Kropka. Teraz to już naprawdę nie ma dalszych pytań.

Dla odmiany, w polskiej głowie, te wszystkie piękne rzeczy to straszne jest obciążenie. Niby wszyscy chcemy je mieć. Chcemy być piękni, młodzi, szczupli, super uczesani, w butach od Manola, ubrani u Prady, w Mercedesie albo w Tesli z rezydencją że ała!… Tyramy na to jak zwariowani, pieniędzy nam przybywa, sukcesu mamy w bród i tylko problem się robi jak ktoś zauważa. Nawet bardzo przyjazny ktoś. Taki życzący nam ze szczerego serca. Jeden komplement, jeden komentarz, a umniejszamy to wszystko, na co z takim wysiłkiem pracowaliśmy, zawstydzeni że fakt…. no piękni jesteśmy i bogaci. Daaa!!???

Bo Polak powinien się wstydzić bogactwa. Bo Polak nie powinien przed szereg wychodzić. Bo polska cecha to skromność i szaroburość mysia. Więc jak kryształy od Swarovskiego to ze sklepu za siedem dolarów. U Amerykanina ten sam naszyjnik, za tę samą siódemkę, to prawdziwy kryształ w złotej oprawie. Ale u Polaka, nawet prawdziwy Swarovski w prawdziwym złocie, to naszyjnik za siódemkę. Dwie skrajności, dwa światy i wszystko do góry nogami. Polak całe życie z poczuciem winy za sukces walczy, a Amerykanin nawet bez realnego sukcesu czuje się jak Król. Jest różnica? No ba.

Znowu to pewnie kwestia jest społecznych reguł, tej naszej społecznej matrycy, którą zainstalowali nam rodzice, szkoła, świat dookoła. Ktoś nam przecież wpoił do tych naszych głów, to poczucie wstydu za dobre rzeczy w naszym życiu. Jakby naprawdę nam się nie należało, bez względu na to czy ciężko pracujemy na sukces i dobrobyt czy nie. I tak skwitują nas sąsiedzi, że pewnie gdzieś kradniemy, albo z szefem sypiamy, albo ktoś nam dał, bo w Polsce mało kto wierzy, że dobre i dostatnie życie można sobie samemu stworzyć. To dlatego zapewne jeśli już się nam to udaje ukrywamy ten fakt najlepiej jak się da, poniekąd sami nie dowierzając czy to aby na pewno nasza jest sprawka.

Głupie to strasznie, tak się sukcesu wstydzić. Jakikolwiek by on nie był. To że się ubrać potrafię z gustem to przecież dobra jest rzecz. To, że wyglądam świetnie na swój wiek, to tym lepiej dla mnie. To że jeżdżę na super wakacje, to dlatego, że pozostałą część roku ciężko na to pracuję. Więc gdzie tu jest powód do wstydu kochani? Raczej do dumy, do radości, do poczucia, że życie jest fajne, bo takie je sobie stworzyłam. A że inni to widzą i komplementują, to przecież nic innego jak potwierdzenie, że jestem na właściwej drodze. Że moje wysiłki widać, że są zauważalne. Więc przepraszać za sukces już nie będę.

– Piękny naszyjnik – skomplementował John – czy to kryształy Swarovskiego?
– Dziękuję John – uśmiechnęłam się – też go bardzo lubię.

Uśmiech. Stop klatka. Kurtyna w dół.


Uroda

Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości…

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 lipca 2016
Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości...
Fot. iStock / Olga Altunina

Wiesz, że podobno o dobrej, szczęśliwej miłości najlepiej rozmawia się przy zimnej wodzie z cytryną, a o miłości niespełnionej czy trudnej, przy kieliszku czerwonego wina? Ale ta twoja kawa parzona, też dobra. I ciasto kruche, z jagodami. Jak ja dawno nie jadłam domowego ciasta… Robert ze słodyczy to jada tylko pączki z tej cukierni, koło nas. W każdy piątek je kupuję dla niego, zawsze cztery, w takim pudełku przewiązanym sznureczkiem. Chyba już od czterech lat.

Wiem, nie przepadasz za nim. Mało kto przepada. Ludzie myślą, że jest zimny, że kpiący, że potrafi być cholernie przykry. Dużo w tym prawdy. Ale wiesz, ja go kocham. Biorę go takim, jaki jest. Choć na początku próbowałam walczyć.

Miłość szalona… moja miłość

Poznaliśmy się w pracy, reprezentował klienta mojej firmy. Po spotkaniu w biurze chwilę rozmawialiśmy i tyle. Był rzeczowy, ironiczny, zabawny… Czyste, jasne zasady, żadnego flirtu, żadnych podtekstów. On – pełen kontrastów. Niby chłodny, ale jednocześnie bezpośredni. Poczułam, jakbym go znała od lat. Zapadł we mnie tak mocno, myślałam o nim intensywnie od tamtego momentu. Kiedy następnego dnia rano odczytałam wiadomość z propozycją spotkania, czułam, że latam nad ziemią. A zawsze podśmiewałam się z moich przyjaciółek, nerwowo odliczających godziny do tych ich randek.

Długo trzymał mnie na dystans. Chodziliśmy na kawę, Robert kpił sobie ze swoich współpracowników, z ludzi w kawiarni, z całego świata. Ja byłam jego wierną publicznością. I powiem ci, długo wierzyłam, że jest po prostu lepszy od innych, więc ma prawo być aż tak krytyczny. Głupie, co?

Ze mnie też sobie żartował. – Jak ty chcesz coś osiągnąć z takim podejściem do życia – beształ mnie często. I bezlitośnie komentował sukcesy moich przyjaciół. – Ja bym to zrobił lepiej, ja bym z tego biznesu wycisnął o wiele więcej… – taki ma stosunek do ludzi.

Kiedy on obejmował mnie na pożegnanie pierwszy raz, ja już kochałam. Zresztą, pierwsza wyznałam mu miłość, pierwsza go pocałowałam. Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy u niego. Byłam szczęśliwa. Moi znajomi i rodzice już mniej. Chyba przejrzeli go wcześniej.

Gesty? Czasem przynosił mi jakiś kwiatek, raz na kilka miesięcy powiedział do mnie zdrabniając moje imię, kilka razy pogłaskał mnie po policzku. Każdą z tych sytuacji pamiętam dokładnie. Pomagają mi przetrwać trudne momenty. Seksu nie liczę. Dziś wiem, że to, co dostaję, to wszystko na co go stać.

Jaki jest?

Jest niedostępny, nawet dla bliskich. Nigdy nie usłyszałam od niego, że się o mnie martwi, że chciałby mi pomóc. Masz problemy w pracy – twoja sprawa, poradź sobie jakoś. Twoja mama choruje – zdarza się, od czego w właściwie mamy lekarzy? Chcesz wyjechać z przyjaciółką na tydzień – jedź nawet na trzy, tylko nie bierz samochodu, ja potrzebuję.

Zazdrość? Nigdy nie poczułam, żeby był o mnie zazdrosny. Ja, owszem, często umierałam z zazdrości. Nie lubiłam jego nowych znajomych, koleżanek z pracy… Wyobrażałam sobie, że spotka w końcu kogoś, dla kogo zapragnie być inny: czuły, uważny. I jeszcze bardziej chciałam o niego walczyć. Totalne szaleństwo. Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości.

Kiedyś mieliśmy taką rozmowę. Spytałam go, czy jestem dla niego ważna. Odpowiedział, że tak, ale nie wolno mi wymagać, żeby mi to ciągle udowadniał.

Kiedy chorowałam, nie mogłam liczyć na jego pomoc. Raz  miałam anginę. Dostałam wysokiej gorączki, nie mogłam o własnych siłach wstać z łóżka. – Zadzwoń do mamy – powiedział i wyszedł z domu. Na łóżku zostawił mi 100zł na taksówkę. Ale on tak rozumie troskę o drugą osobę. Nie zadzwonił potem z pracy, nie pisał. Z biura pojechał prosto na jakieś spotkanie. Bolało jak cholera.

Po tej sytuacji zaczęłam mu robić wyrzuty. Że inni faceci potrafią sprawić, żeby ich kobieta czuła się pewnie. A bycie z nim to taka ciągła niepewność: właściwie kocha, czy nie? Zależy mu? Że mógłby mieszkać z byle kim i nie czułby różnicy. Że moje samopoczucie, moje uczucia nie są dla niego ważne. Że ta samotność pod jednym dachem strasznie boli. Że właściwie jest mu chyba obojętne, czy jesteśmy razem, czy nie. Stopniowo docierało do mnie, że mamy zupełnie inne definicje miłości i związku. Co dla mnie i pewnie dla większości normalnych par jest obojętnością, dla niego było dbaniem, żebym nie przekraczała granic jego wolności.

Rozmowy zawsze kończyły się tak samo: moimi łzami, ocieranymi ukradkiem w łazience. Bo przecież on nie lubi łez. – Jeśli jesteś taka nieszczęśliwa, odejdź – namawiał mnie całkiem poważnie.

A ja byłam nieszczęśliwa i chciałam, żeby on mnie zatrzymywał, żeby obiecał, że będzie się starał być inny: ciepły, wrażliwy. Myślałam, że uleczę go moją miłością. Starałam się, żeby ją czuł na każdym kroku, chciałam go jej uczyć, pokazywać mu na czym polega związek. Chudłam i brzydłam. Moje przyjaciółki mówiły, że to żenujące, że straszne, że powinnam go rzucić, że zasługuję na prawdziwą miłość. Ja wierzyłam, że jego miłość jest prawdziwa i że może być doskonała. Wierzyłam, że to w ogóle jest miłość.

Potem zaczęłam go karać. Próbowałam być taka sama, obojętna, zimna. Przestałam witać w progu z uśmiechem, planować wspólne weekendy. Szybko mnie rozszyfrował. Głupi żart, jakaś namiastka czułości rzucona jak wygłodzonemu psu i łamałam się. Wiesz, ciągle jeszcze byłam pewna, że go zmienię. Myślałam jak tysiące innych, zakochanych dziewczyn.

Próbowałam nawet mieć romans. Umówiłam się wieczorem z kolegą z pracy, poszliśmy na kolację. Uciekłam. Nie potrafiłam nawet zjeść z innym facetem cholernej kolacji.

Mówi, że kocha…

Słowa miłości padały. Równie rzadko, jak zdarzały się te „czułe” gesty. Za każdym razem miałam łzy w oczach. To były momenty, w których znowu zaczynałam żyć nadzieją, że on się jeszcze zmieni.

Po trzech latach przyszedł kryzys. Wróciłam kiedyś z pracy, wykończona, pół miesiąca zamykałam trudny projekt, a moja mama umierała na raka, w szpitalu, dwie przecznice od nas. Poczułam się tak bardzo samotna, że usiadłam w fotelu i łzy same zaczęły kapać. Ryczałam pół godziny, wyłam prawie. Przyszedł z drugiego pokoju, rzucił coś tym swoim sarkastycznym tonem. Zrozumiałam, że muszę natychmiast wyjść. Pamiętam, jak do torby wrzuciłam szybko ulubione dżinsy, kilka płyt, laptopa.

Zadzwonił wieczorem, skłamałam, że chcę pobyć trochę z ojcem. Tydzień później odeszła moja mama. Wysłałam mu SMS. Zadzwonił zapytać jak się czuję ja i jak się trzyma mój tata. Rozmowa trwała może 30 sekund. Na pogrzeb przysłał kwiaty, ale nie przyszedł.

Wróciłam, bo zadzwonił, że pusto w domu. Dla mnie to było jak najpiękniejsze wyznanie miłości. Otworzyłam drzwi kluczem, wyjrzał z salonu, podszedł. Nie oczekiwałam więcej.

Jestem w trzecim miesiącu ciąży. Chcę wychować to dziecko w poczuciu, że jest kochane, ważne, wspaniałe. Wierzę, że kiedy on je zobaczy, coś w nim pęknie. Ale ciągle nie wiem tego na pewno. Czy będzie umiał kochać?

Lubię zbierać palcami okruszki ciasta z talerzyka. Naprawdę dobre ci wyszło to kruche z jagodami.

Wysłuchała: Anna Frydrychewicz


Zobacz także

Leczenie nadpotliwości. Skutecznie pomoże tylko lekarz

Trening ze skakanką. Ćwiczenie kardio i dziecięca radość w jednym

Nitkowanie brwi - absolutny kosmetyczny hit!

Nitkowanie brwi – absolutny kosmetyczny hit!