Lifestyle

„Dzięki tobie umiem kochać i jestem silna”. A ty co zawdzięczasz swojej babci?

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
21 stycznia 2016
Fot. iStock / Redrockschool
 

Kochana Babciu,

Od kiedy zajmuję się trochę psychologią wiem, że babcia może być najważniejszą kobietą w życiu, poza matką. Jest równie silnym punktem odniesienia, też lekcją kobiecości. Śmierć babci jest też często pierwszym naszym kontaktem ze śmiercią. Jest lekcją utraty.

Babcia bywa też pierwszym doświadczeniem starości, chorób i przemijania. Jak byłyśmy małe ogarniała całą przestrzeń, potem powoli znika, coraz bardziej krucha, delikatna, niedołężna.

– To babcia opiekowała się mną, gdy byłam mała. Dała mi miłość, które nie dała mi matka.

– Pamiętam jej ciepło i czułość, zapach ciasta.

– Była bardzo chora, mimo to czytała mi książki.

Kilka urywków opowieści innych kobiet. O babci. Częściej analizujemy własne matki. Wytykamy im błędy, kochamy trudną miłością, czujemy żal albo wdzięczność. A przecież gdybyśmy pomyślały nad swoimi babciami mogłybyśmy znaleźć moc. Inny rodzaj kobiecości, inne cechy, bo na przykład wzmocnione przez historyczne wydarzenia. Szczęście mają te kobiety, które mogą być jeszcze blisko swoich babć. Pytać o życie, miłość, związki, rodzinę, doświadczać tej miłości, czułości, choć nie zawsze oczywistej. Rozumieć wpływ tego wszystkiego na siebie.

Ty już jesteś dla mnie przeszłością…

To smutne i bardzo boli, gdy o tym myślę mam dwa najważniejsze wspomnienia. To ostatnie, gdy przyjechałam dzień przed twoją śmiercią. Wiedziałam, że na mnie poczekasz. Ale już nie łapałaś mnie za rękę, nie mówiłaś mojego imienia tylko taka drobna szamotałaś się po łóżku, ciężko i płytko oddychając. To był jedyny moment w życiu, gdy widziałam cię taką rozdygotaną, choć to przecież było rozdygotanie fizyczne, wynikające tylko z odchodzenia.

Jeszcze parę dni wcześniej byłaś po prostu silna jak zawsze. Odmówiłaś transfuzji, męczyło cię to przedłużanie życia, o czym zresztą twardo powiedziałaś. Jak zawsze: „Nie męczcie mnie”. Zachorowałaś zaraz po Wielkanocy. W święta czułaś się źle, głaskałaś mnie po ręku taka zrezygnowana, ale i tak upiekłaś wszystkie ciasta, pasztety, wyszorowałaś okna, dom i ani razu nie powiedziałaś: „nie mam siły”.

Chciałabym być choć w połowie tak silna jak ty…

… choć wiem, że tę część silną, którą w sobie mam zawdzięczam tobie.

Drugie wspomnienie to z wakacji w waszym domku, nad jeziorem. Najstabilniejszy moment mojego dzieciństwa. Posiłki zawsze o tej samej porze, stały rytm dnia, gdzie wiedziałam co się wydarzy wieczorem i rano. I spokój, którym z dziadkiem emanowaliście.

Chciałabym choć w połowie mieć tak pewny i zorganizowany dom, jak ty miałaś…

… choć wiem, że to, że  go w ogóle  stworzyłam zawdzięczam właśnie tobie. Pamiętam, jak pocieszałaś mnie, gdy byłam nastolatką. A potem po każdym rozstaniu nieustannie powtarzałaś, że jak spotkam właściwego mężczyznę nie będę przez niego nigdy płakać, bo miłość nie rani.

Chciałabym choć w połowie być tak mądra w miłości…

… ale to, że w ogóle jestem jakoś mądra  i wiedziałam jakiego mężczyznę wybrać na życie zawdzięczam właśnie tobie. Lubiłaś inne kobiety, mówiłaś o nich ciepło, z szacunkiem. Nawet byłaś zdziwiona ciut, gdy zaszłam w ciążę i okazało się, że to będzie syn. „Pierwszy chłopiec w naszym kobiecym gronie” zaśmiałaś się.

Też dzięki tobie tak lubię kobiety i umiem być z nimi blisko.

Gdy myślę o tobie wiem, ile pięknych rzeczy mam dzięki tobie, więc może wcale nie jesteś moją przeszłością tylko teraźniejszością. Bo to dzięki tobie się rozwijam, mam wspaniały punkt odniesienia. I powinnam sobie częściej przypominać, jak mówisz, że w życiu nie wolno się bać, za wiele histeryzować i podchodzić do wszystkiego tak emocjonalnie.

Brakuje mi tej twojej siły i pewności. I twardości też. Zawsze powtarzałaś, że moje pokolenie ma za łatwo, nie musimy walczyć o życie, wszystko nas boli i szukamy najprostszych rozwiązań, zupełnie jak w wierszu Szymborskiej „Prospekt” o tabletce na uspokojenie, weź mnie, kto powiedział, że życie ma być odważnie przeżyte.

Życzyłabym każdej kobiecie takiej babci, choć wiem, że każda z nas w swojej znajdzie coś innego. Dobrego. I na tym też będzie mogła budować swoją kobiecość, pewność i siłę. Bo bliskie, starsze kobiety są w życiu największą wartością.

Wszystkiego najlepszego 🙂


Lifestyle

Jak zachować spokój w czasie kryzysu? Przewodnik minimalistki

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
24 stycznia 2016
Fot. Unsplash / James Marcom / CC0 Public Domain
 

Jest taki moment w życiu człowieka, gdy czuje, że otacza go chaos. Chaos nie musi być koniecznie widoczny na zewnątrz. Ale z całą siłą czuje go osoba zainteresowana. Wynika z różnych rzeczy: trudnych relacji z bliskimi (wystarczy jedna taka relacja), z dalekimi (np. szef. niby nic, a jednak mocny wpływ). Czasem wynika po prostu z nas.  Chaos to brak kierunku, psychiczne napięcie, żal. Powód chorób, frustracji. To jest też czas, gdy możemy bardzo dużo złych rzeczy powiedzieć. Podjąć decyzję, których będziemy żałować. Naszym wrogiem jest impulsywność i właśnie ten niszczący burdel w głowie.

Jak rozpoznać, że jesteś w chaosie?

– Nie masz siły wstać z łóżka (często).

– jak już wstajesz, masz głębokie poczucie, że to nie ma za wielkiego sensu (często)

– widzisz od razu bałagan. Bałagan w przestrzeni, ale niekoniecznie. Ileś nieuporządkowanych spraw, relacji, ileś rzeczy do wykonania, których wykonywać nie chcesz (bardzo często).

– czujesz całe spectrum emocji– lęk, niepokój, poddenerwowanie ( b.często).

– masz żal do bliskich ludzi ( prawie zawsze).

– zaczynasz gorączkowo działać, bo nauczono cię, że działanie to jest moc. Zrobisz skalpel, przebiegniesz 10 km i wszystko mija. Szczerze mówiąc– niekoniecznie. Po zrobieniu skalpela jesteś mniej więcej w tym samym miejscu tylko lepiej się czujesz.

– wieczorem masz poczucie, że przeżyłaś ten dzień, nawet dość aktywnie, jednak nic poza tym.

Dwa dni temu oglądałam z synem piątą część Star Wars „Imperium kontratakuje”. Kocham sceny z mistrzem Yodą. Cierpliwość, spokój, opanowanie, jak najmniej działań, gdy jesteś w czasie chaosu. Pomyślałam, że filozofia Yody jest idealna dla ludzi, którzy znajdują się w trudnym momencie życia.

To idealny moment, by do swojego życia wprowadzić wtedy zasady minimalizmu. Kiedyś jedna terapeutka powiedziała mi: „Człowiek, gdy się denerwuje powinien mówić dziesięć razy wolniej i robić dziesięć razy mniej rzeczy”.

Poniżej porady mojej przyjaciółki, królowej spokoju, minimalistki, matki trójki dzieci, która WSZYSTKO ogarnia. Ale nie, nie ogarnia biorąc na siebie milion rzeczy.

– Naucz się odpuszczać– mówi zwykle. Banał, ale spróbuj odpuścić pogrążona w emocjach, gnana przez impulsy i pragnienia.

Gdy jesteś w kryzysie:

Po pierwsze: nie oszukuj się

Że w nim nie jesteś. Nie poświęcaj czasu na kompulsywne działania, które mają przekonać ciebie i innych, że wszystko jest w porządku. Nie jest w porządku. Jest ci źle. A teraz zadaj sobie pytanie: dlaczego. No trudno, może musisz przyznać, że jesteś sfrustrowana w związku, może w pracy, może ze sobą.

Po drugie posprzątaj w szafie

Gdy wpadałam do mojej przyjaciółki i widziałam, że sprząta  wiedziałam, że nadchodzą zmiany. „Zbędne ubrania to dowód, że nie chcemy rozstać się z przeszłością”. Ta sukienka, w której byłam na pierwszej randce z nim ( on już dawno poszedł do diabła), zaczęłam rodzić, byłam szczęśliwa. I tak nasza przestrzeń to słodziutki i dobijający chaos. Zamiast być „tu i teraz” jesteśmy wszędzie. Czyli nigdzie.

Po drugie: posprzątaj w kuchni i w łazience

Moja przyjaciółka w kuchni mam minimum. Żadnych bibelotów, garnuszków, kieliszeczków, i miliarda innych rzeczy, które na przykład w moim domu moszczą sobie słodko przestrzeń. Zawsze powtarza: „Dużo rzeczy wzmaga chaos”.

Ona też niczego niepotrzebnego nie kupuje.  Jeden krem, jeden puder, jeden tusz. Po co więcej? Nie wiem, u niej w domu czuje spokój, u mnie jest przytulniej, ale wszystko wibruje.

Po trzecie: wypowiadaj jak najmniej słów

Na swój temat, i na temat innych. Gdy pogrążasz się w chaosie, nie emanuj tym tylko przyjmij postawę obserwatora. Nie szamocz się, bo tylko tracisz energię.

Czasem bezruch jest największą siłą. Trudno uświadomić sobie to w dzisiejszych czasach.

Po czwarte: zadaj sobie pytanie co jest dla ciebie największą wartością. Bądź szczera, choć ta szczerość może cię zaskoczyć

Nie może wszystko być dla ciebie ważne” mów moja przyjaciółka, gdy mówię, że ważna jest rodzina, i praca, i przyjaciółki. „A co jest najważniejsze?” pyta. Bo wszystko to nic. Jak się okazuje to trudne pytanie, bo co jeśli mamy dzieci, a odkryjemy, że najważniejsza jest wolność. Słabo, co?

A wcale nie słabo, mawia ona. Bo oszukiwanie się to źródło wytracania energii. Wydaje ci się, że musisz mieć rodzinę, a wcale jej nie chcesz, robić karierę, a wcale tego nie chcesz. Wybrać priorytety to już bardzo dużo. I nie oznacza od razu rewolucji. Oznacza jednak wyciszenie. Bo nie gonisz za wszystkim. Bo wszystko to nic, wiadomo

Po piąte: oczyść przestrzeń z ludzi

Z niepotrzebnych „przyjaźni na fb”, miłych rozmów o niczym ze współpracownikami, wysłuchiwania, wspierania i rozumienia każdego. Zachowaj wobec ludzi postawę życzliwą, ale nie nadskakującą. – Ileż to ci energii pochłania– mówi surowo moja przyjaciółka.

Cóż, pochłania.

Po szóste: zrezygnuj z udowadniania

Sobie, że innym, że jesteś dobra. Że możesz. Że się nadajesz. Że zasługujesz. Nie wiem jak to jest, ja się szamoczę i szarpię, ona ma swój stan zen i po prostu wszyscy wiedzą, że jest fajna, mądra, zna się na tym, co robi. Może więc naprawdę nie ma co się szarpać?

Może więc nie ma co mówić sobie: od jutra będę się odchudzać, uczyć angielskiego, będę  stanowczą matką i tak dalej, i tak dalej.

Może lepiej powiedzieć sobie: od jutra się zdystansuje. Dziesięć razy pomyślę zanim coś powiem i zrobię. Od jutra spróbuję zrozumieć, o co mi w życiu naprawdę chodzi.


Lifestyle

5 cech energetycznego wampira. Spotykasz go, uciekaj

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
15 stycznia 2016
Fot. iStock / alexeyrumyantsev

Kilka dni temu byłam z koleżanką na spotkaniu służbowym. Dotarła do nas nowa osoba. Po pięciu minutach wymieniałyśmy się tylko spojrzeniami. „To wampir” napisała mi ukradkiem SMS.  Przypomniałam sobie spotkanie z dawną niewidzianą znajomą. Ponad dwie godziny rozmowy. Nie, przepraszam, jej monologu. W połowie zaczęła boleć mnie głowa i kręgosłup. Miałam wrażenie, że cała energia jaką miałam rano uchodzi ze mnie w tempie światła. Po „kawie” dosłownie doczołgałam się do samochodu. „Ratuj” zadzwoniłam do przyjaciółki. Po tym spotkaniu służbowym byłam mniej więcej w podobnym stanie. Musiałam uciec na spacer z psem, do lasu. Dopiero tam odzyskałam równowagę. Pomyślałam: „Boże, dobrze, że ja nie już pracuję na stałe z żadnym energetycznym wampirem. Oszalałabym”.

Kiedyś w to nie wierzyłam, ale oni naprawdę istnieją. Wampiry energetyczne, które pozbawiają nas sił. Spotkanie ich równa się kiepski humor, zmęczenie, ból głowy.  Dobrze, że nie znam ich też w życiu prywatnym. Ale przecież wampir może z nami mieszkać, może być nasza matką, ojcem czy koleżanką.

Ja go rozpoznać? Poniżej pięć najważniejszych cech. Często idą w parze, ale nie muszą.

Za dużo mówi

Z  jego ust wylewa się słowotok. Często towarzyszy temu głośny i pewny ton. Bębenki w uszach pękają. W towarzystwie tej osoby modlisz się, żeby wydarzyło się coś, co sprawi, że ona choć trochę się zatrzyma w tym oratorskim pędzie.

Ale nic, nic nie działa. Opowiada ci ze szczegółami historię swojego życia, o tym co robi teraz. Każda anegdota ma tysiąc anegdot pobocznych. Mówi, mówi, mówi. A ty czujesz, jak zapadasz się w sobie.

Czy warto poświęcać czas na historie, które w połowie nas nie interesują?

Nie słucha

Jego w ogóle nie interesuje, co masz do powiedzenia. Czasem zdobędzie się, żeby powiedzieć: nie masz racji. I to tyle z jego skupiania uwagi na tobie. Nie masz racji, bo…. i znowu milion argumentów, anegdot, któremu często towarzyszy taki początek: „Bo ja”. W życiu nie wciśniesz się z wątkiem o sobie, nawet jeśli próbujesz.  Jesteś po prostu widownią dla jednego aktora. Tak właśnie było ostatnio z moją znajomą. Przysięgam, przez ponad dwie godziny rozmowy nie zapytała co u mnie słychać.

Czy warto spędzać czas z kimś, kogo my  same kompletnie nie interesujemy?

Wypytuje

To inny typ wampira. Punktem wspólnym jest to, że też go nie interesujesz.

Interesuje go natomiast co tam w twojej firmie (bo jest, na przykład, konkurencyjna), co wśród wspólnych znajomych. Czujesz się jak na przesłuchaniu u bardzo natarczywego i wiercącego dziurę w brzuchu detektywa.

Czy warto poświęcać czas osobom, które traktują nas jak Radio Wolna Europa?

Ocenia

Wszystko i wszystkich. Nieustannie. Ta głupia, że się rozwiodła, ta ma beznadziejną sukienkę, buty, męża i samochód. Nawet czyjś pies może być przedmiotem dyskusji (bo jest za bardzo rozpuszczony na przykład). Szczerze mówiąc to boisz się odwrócić, bo doskonale wiesz, że jeśli tylko się odwrócisz to staniesz się przedmiotem tego oceniania.

Czy warto marnować chwilę na ludzi, których celem jest tylko ocenianie innych?

Narzeka

Polska nie taka, życie nie takie, praca nie taka, dzieci, mąż. Małe pytanie: co słychać i otwiera się pudło marudy. Gdy w końcu próbujesz podsunąć jakieś rozwiązanie dramatu, słyszysz: „Nie da się”, „To niemożliwe”, „W życiu nie ma tak lekko”. Uciekaj, jeszcze chwile, a sama uwierzysz, że na nic nie masz wpływu.

Czy nie szkoda energii na osoby, które nigdy nie widzą dobrych rozwiązań?

Podcina skrzydła

„Jesteśmy już stare”, „Jesteśmy biedne”. „Myślisz, że to ci się uda? Nie sądzę”, „No próbuj, ale czeka cię ciężka droga”, „Powinnaś inaczej się ubierać”, „Jak ty wychowujesz dzieci”. I tak dalej.

Może zamiast patrzeć, jak ktoś obcina ci nożycami skrzydła, pofruniesz gdzieś indziej? W kierunku osoby, która daje ci moc?

Tak, wiem, być może każdy z nas miał etap, że był wampirem. Warto jednak się wystrzegać takich zachowań i unikać takich ludzi.

Dla własnego zdrowia psychicznego.

Pięknego weekend. Bez towarzystwa wampirów energetycznych.