Uroda

Latem łatwo o przesuszone włosy. Poznaj skuteczne sposoby na ich ochronę i regenerację

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 sierpnia 2016
przesuszone włosy
Fot. iStock / valentinrussanov
 

Lato to idealny czas na dopieszczenie skrywanej w czasie chłodnych miesięcy pod warstwą ubrań skóry. Niezdrowo jest jednak godzinami wylegiwać się na słońcu bez odpowiedniego zabezpieczenia skóry kosmetykami z filtrem. Podobnie rzecz ma się z włosami, które podobnie jak skóra, latem potrzebują uwagi i ochrony przeciwsłonecznej.

Należy pamiętać o tym każdego dnia, podobnie jak o intensywnej regeneracji, która należy się przesuszonym przez słonce pasmom.

Co szczególnie szkodzi włosom latem?

Słońce i wysokie temperatury powietrza negatywnie wpływają na stan włosów. Wysoka temperatura rozchyla łuski włosa, promieniowanie ultrafiltrowanie wnika w jego głąb i niszczy budujące je białka. Ich struktura zostaje uszkodzona, co uwidacznia się w wyglądzie pasm — stają się łamliwe i przesuszone, wypłowiałe. Zresztą nie tylko słońce szkodzi włosom, ponieważ negatywny wpływ na ich kondycje ma również kontakt ze słoną morską wodą, czy chlorowaną wodą z basenu, które wysuszają włosy. Poza tym woda działa jak soczewka skupiająca promienie UV, więc na plaży niszczące działanie jest jeszcze intensywniejsze.

Proste sposoby na ochronę włosów

1. Nakrycie głowy. Zakładanie na głowę chusty, kapelusza czy czapeczki z daszkiem, skutecznie ochroni przed działaniem promieni słonecznych, chroni także przed udarem. Warto pamiętać o tym podczas dłuższych wypadów podczas słonecznej pogody.

2. Stosuj kosmetyki z filtrem. Sprawdzą się lekkie kosmetyki np. mgiełki, które zawsze można mieć pod ręką. Najlepiej, by poza filtrami, zawierały one również filtrów zawierają składniki nawilżające, odżywcze i regenerujące, np. ceramidy, witaminy A, B, E, F, H, olej jojoba, kolagen morski czy olejek makadamia.

3. Związuj włosy przed kontaktem z wodą. Najlepiej w wysoki kok, tak aby miały one jak najmniejszą styczność ze słoną wodą. Po skończonej kąpieli nie wykręcaj ich ani nie szarp ręcznikiem, pozwól im wyschnąć pod cieniem np. plażowego parasola.

4. Susz włosy w domu. Często aż kusi, by wyjść na upał z mokrymi włosami. Lepiej jednak tego nie robić i wysuszyć je w domu, jeśli nie w sposób naturalny, to chłodniejszym nawiewem suszarki. Mokre włosy są bardziej narażone na uszkodzenia a znajdująca się na nich woda wyparowuje pod wpływem promieni słonecznych i może powodować przesuszenie.

5. Pozwól odpocząć włosom od farbowania i rozjaśniania. Same te zabiegi działają wysuszająco na pasma, a gdy dodamy do nich działanie słońca, szkody mogą być jeszcze większe, także pod postacią szybko płowiejącego koloru na włosach.

Postaw na kosmetyki z regenerującymi i wzmacniającymi składnikami

Gdy wracasz z plażowania, myjąc głowę korzystaj z kosmetyków intensywnie regenerujących. Szampon, jak i odżywka czy maseczka stosowana na włosy, powinny nie tylko najpierw usunąć zabrudzenia, ale także odbudować nadwyrężoną kondycję włosów. Najlepiej, by w kosmetykach znajdowały się składniki takie jak:

  • Keratyna. Jest ona białkiem, najważniejszym budulcem włosów, a także skóry i paznokci. Działanie promieni słonecznych sprawia, że ulega ona zniszczeniu a włosy osłabieniu. Przy wykorzystaniu kosmetyków z keratyną, uzupełniane są jej ubytki we włosach, a one same zyskują blask i odporność na łamanie i rozdwajanie się końcówek.
  • Olejek arganowy. Świetnie nawilża, odżywia, regeneruje i chroni przed promieniowaniem słonecznym dzięki wysokiej zawartości kwasów omega i antyoksydantów. Uzupełnia niedobory ceramidów we włosach z powodu zawartości fitosteroli. Jeśli obawiasz się użycia zwykłego olejku i obciążenia nim włosów, skorzystaj z delikatniejszych odżywek czy fluidów z dodatkiem tego olejku.
  • Pantenol. Czyli prowitamina B5 wpływa na wzrost i kondycję włosów.
  • Biotyna. Witamina B7 wzmacnia włosy, zapobiega ich nadmiernemu wypadaniu.
  • Kolagen. Od niedawna stosowany także w kosmetykach do pielęgnacji włosów, jest białkiem odpowiadającym za nawilżenie włosów od środka.

Domowe kuracje na przesuszone włosy

Mając do dyspozycji kilka zwykłych kuchennych produktów spożywczych, można samodzielnie wyczarować odżywkę, która w znakomity sposób i zupełnie naturalnie wpłynie na ich nawilżenie.

1.Maseczka miodowo-jajeczna

Potrzebujesz do niej:

  • łyżki naturalnego, płynnego miodu
  • jajko

Wymieszaj dokładnie oba składniki i nałóż je na całą długość włosów. Załóż foliowy czepek i okręć głowę ręcznikiem, by włosy w cieple lepiej przyswoiły cenne składniki. Po 30 minutach spłucz odżywkę.

2. Maseczka z oliwy

Potrzebujesz do niej:

  • 3 łyżki oliwy
  • żółtko jajka
  • łyżeczki soku z cytryny

Wymieszaj składniki i jak nałóż na włosy, pod czepek z folii.  Po 30 minutach spłucz.

3. Maska z płatków owsianych

Potrzebujesz do niej:

  • 2 łyżki płatków owsianych
  • 3-4 łyżki ciepłego mleka
  • łyżka oleju migdałowego
  • kilka łyżek naturalnego jogurtu

Namocz płatki owsiane w ciepłym mleku, aby nabrały objętości. Dodaj do nich kilka łyżek jogurtu naturalnego i łyżkę oleju migdałowego, aby powstała papka. Maseczkę nałóż na suche włosy, po 20-30 minutach spłucz i umyj głowę szamponem.


źródło: ofeminin.planwen.plporadnikzdrowie.pl


Uroda

Sygnały, które świadczą, że twój związek zmierza w niewłaściwą stronę. Bądź uważna

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 sierpnia 2016
10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie, a szkoda…
Fot. iStock/PeopleImages
 

Zawsze mówią, że coś czuły, że był jakiś niepokój, jakiś sygnał, że intuicja im podpowiadała, że ten facet nie do końca jest tym wymarzonym… A później było już ciężko im się wycofać. Bo dzieci, bo kochały, bo liczyły na to, że uda się go zmienić, że on wcale tak nie myśli, wcale nie ma ich za nic, że przecież mówił, że kocha.

Dobrze wiecie, że to błędne koło. Kiedy on pierwszy raz uderzy, szarpnie, podniesie rękę – spakuj się, wyjdź, skończ to, mówią wszyscy ci, którzy nie wiedzą, jak to jest być w związku z przemocowcem. Reagujemy, kiedy bije, a można było dużo wcześniej.

Rozmawiałam dzisiaj z jedną z moich bohaterek, którą mąż bił. Zakończyła się właśnie jej sprawa rozwodowa, czeka na papier, żeby uwierzyć, że naprawdę się uwolniła, choć on zabrał jej wszystko – godność, pewność siebie, jej ubrania, rzeczy, które kupiła jeszcze przed ślubem. Ona została z niczym, ale dzisiaj jest silniejsza. Mówi: „Ewcia, ile wycierpiałam, wiem tylko ja”. Długo rozmawiałyśmy, bo to cudowny człowiek i mądry. „Kobiety trzeba ostrzegać, trzeba im pokazywać, że ich związek zmierza w złą stronę, żeby nie musiały przeżywać tego wszystkiego, co ja przeżyłam” – mówiła.

Przemoc w związku może się pojawić nagle, ale wcześniej zawsze można zauważyć sygnały ją zapowiadające.

Powoli przestajesz się spotykać z przyjaciółmi

Wiadomo, miłość wiele przysłania, to jej chcemy poświęcać jak najwięcej czasu, spędzać każda wolną chwilę z ukochanym. I czasami sobie myślisz: „Ona mi zazdrości”, kiedy przyjaciółka wyrzuca ci, że nie masz dla niej kompletnie czasu. Ale przyjrzyj się uważnie, czy to, że nie spotykasz się ze swoimi przyjaciółmi, znajomymi to rzeczywiście twój wybór? Czy nie słyszysz: „Nie idź, ja chcę z tobą pobyć” za każdy razem, gdy mówisz, że umówiłaś się z przyjaciółkami. Czy nie jest tak, że on ma zawsze kontrpropozycję, gdy chcesz spotkać się ze znajomymi? „Kupiłem bilety do kina”, „chciałem z tobą spędzić ten wieczór” – niby miło, ale czy on nie ogranicza twoich spotkań, nie separuje cię od ludzi, z którymi wcześniej lubiłaś spędzać czas?

Staje się zazdrosny i zaborczy

Kto nie słyszał, że odrobina zazdrości w związku nie zaszkodzi? Odrobina – to ważne. Może zacząć się od niewinnych uwag, ale kiedy przychodzi moment, kiedy on czepia się sukienki, którą zakładasz na wspólne wyjście, każda impreza kończy się awanturą, jeśli rozmawiasz z innym niż on mężczyzną, to warto się zastanowić, dokąd to zmierza. Potrafi rozpętać aferę o faceta, któremu powiedziałaś „cześć” na ulicy. Otacza cię ramieniem, kiedy tylko spotykacie znajomych, daje wszystkim do zrozumienia, że jesteś z nim, a kiedy próbujesz z kimś porozmawiać na boku, zaraz cię do siebie przywołuje. Jedna kobieta powiedziała mi kiedyś: „Dopiero jak od niego uciekłam, znajomi mówili, że nie byłam sobą – skulona szara myszka na kanapie, która z nikim nie rozmawiała. A ja nawet tego nie zauważałam”.

Czujesz się nic nie warta

On wie wszystko lepiej, on podejmuje decyzje, każda twoja propozycja jest wyśmiewana, bagatelizowana. „Kochanie, co ty tam masz w tej główce, zostaw lepiej, ja to załatwię”. Nagle okazuje się, że nie umiesz nic postanowić, ze wątpisz w swoje możliwości, że mówisz: „Ty lepiej zdecyduj”. A on chętnie z tego przyzwolenia korzysta. Przyjaciółka patrzy na ciebie z niedowierzaniem, gdy pytasz: „Myślisz, że dobrze robię”, bo zawsze wiedziałaś, czego chcesz. To nie jest tak, że on jest głową, mózgiem waszego związku. On osłabia twoją pewność siebie, wiarę w swoją wartość. To dlatego tak trudno później odejść, bo przecież kto mi pomoże, jestem nic nie warta… Przerwij to szybko. Proszę.

Grozi, że się zabije

Gdy mówisz, że odchodzi, że tak dłużej nie możesz, on zaczyna się szantażować. Mówi, że bez ciebie nie wyobraża sobie życia, że jesteś jego jedyną miłością, a w końcu, że jak go zostawisz, to popełni samobójstwo, że na pewno sobie coś zrobi. Boisz się, że tak naprawdę może się stać. Poza tym, on tak obiecuje, że się zmieni. I faktycznie zmienia się, na tydzień, może miesiąc, a później wszystko wraca do koszmarnej normy. On jest dorosły, on bierze odpowiedzialność za własne życie, nie ty. Nie pozwól, by niszczył ciebie.

Czujesz się winna

Masz poczucie, że każda awantura, kłótnia (może jeszcze brak przemocy), to jednak twoja wina. Gdybyś się nie odezwała do tego chłopaka, gdybyś jednak ziemniaki dłużej pogotowała, gdybyś domyśliła się, że on chciał zjeść dzisiaj coś innego, gdybyś wróciła szybciej do domu, zamiast rozmawiać z koleżanką przed firmą… Przyjrzyj się sobie? Jak często każdy jego wybuch usprawiedliwiasz swoim zachowaniem? Niczemu nie jesteś winna. W normalnym, dobrym związku nikt nie wyzywa cię od nieudaczników, śmieci, dziwek, kiedy przychodzi 15 minut później do domu z pracy.

Pewna kobieta opowiadając swoją historię powiedziała mi: „Gdybym to wszystko wiedziała…”. Z pełnej energii i optymizmu dziewczyny stała się płaczącą z bezsilności kobietą, która przestała ufać ludziom, bała się, że jak odejdzie to naprawdę będzie nikim. W końcu on tyle razy jej to powtarzał…

Przyjrzyj się swojemu związkowi, mężczyźnie, którego kochasz, a który – wiem, że czujesz to podskórnie – krzywdzi cię. A może znasz kobietę, która w takim związku tkwi? Pokaż jej, że ma prawo do szczęścia, do zadbania i pokochania siebie na nowo.


Uroda

Nieważne co założysz, ważne byś czuła się dobrze

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
4 sierpnia 2016
Fot. iStock/Chris Bernard Photography Inc.

Ile raz słyszałaś co wolno ci założyć, a czego kategorycznie musisz unikać? Bo na to jesteś za gruba, na to za chuda, a do tego twoje cycki mają nieodpowiedni rozmiar. Nic dziwnego, że większość z nas nie uważa siebie za piękne. Gdyby choć raz zamiast „nie zakładaj tego”, usłyszeć „najważniejsze, że ty czujesz się w tym piękna” nasze podejście do ubierania znacząco by się zmieniło.

#WeWearWhatWeWant

Jako kobiety jesteśmy zarzucane sztywnymi regułami. A przecież zasady są po to, żeby je łamać! Przy okazji dbając o siebie i swoje samopoczucie. Z tego samego założenia wyszła dwudziestotrzyletnia blogerka plus size Simone Mariposa. Simone była zmęczona słuchaniem, że nie może wyjść na plażę w dwuczęściowym stroju kąpielowym, bo jest na to po prostu za gruba. I tak oto pojawił się najważniejszy dla krągłych kobiet hashtag w sieci – #WeWearWhatWeWant (nosimy to co chcemy).  –Każda dziewczyna plus size musi znosić potworną krytykę za to, jak wygląda i jak się ubiera. Koniec z tym! Przestańcie sprawiać, że pokazywanie skóry jest nieakceptowalne. Nasza szafa to nasza sprawa! – napisała na swoim blogu Simone.  A to, co zaczęło się dziać po wrzuceniu pierwszego zdjęcia przez blogerkę, przerosło wszelkie oczekiwania. Tysiące polubień, a do tego kobiety, które zaczęły publikować swoje zdjęcia w ciuchach, których teoretycznie nie powinny nosić. Może to początek czegoś dobrego?

Akceptacja siebie 

Doskonale wiem, jak to jest wysłuchiwać kazań na temat tego co wolno a czego nie. Bo wolno przede wszystkim strój wzorowany na habit, zakrywający każdy centymetr ciała. Nikt nie pomyśli o tym, że przy większym biuście najlepszy jest dekolt w kształcie litery V, a jeżeli kochamy swoje nogi powinnyśmy je pokazywać. Kilka tygodni temu kupiłam sukienkę, która może nie do końca pasuje do mojej figury. Miłość jest ślepa i nie widzi przeszkód. Po powrocie do domu przedstawiłam swoją nową zdobycz Ukochanemu. Widziałam, że nie jest do końca zachwycony moim wyborem, pomimo pięknego zamka z tyłu. I wtedy mnie zatkało. –Kochanie, nie podoba ci się, co?Po pierwsze we wszystkim wyglądasz pięknie, a po drugie najważniejsze, że ty czujesz się w tym dobrze.  Przyzwyczajona do fali krytyki za nieodpowiedni ciuch, aż uroniłam łzę. Bo miał rację, najważniejsze to zaakceptować siebie i czuć się dobrze we własnym ciele.

  In no part of this world would this outfit or these pictures be considered „flattering”. My legs peppered with cellulite, my big arms exposed, my silhouette clung to, the rolls of my side are visible, and the biggest crime of all, my belly outline is visible!!! We have been taught that everything we wear must somehow showcase our body in such a way that meets some sort of „curvy in the right places”, smooth, and firm ideal. That if somehow our bodies look and feel free or different that they do not deserve to be seen. That the real us is too much, that it’s not beautiful. And I wish I could just come out and say, well FUCK FLATTERING!!! And I mean it’s true, but it’s not that easy. We showcase our bodies in unrealistic ways. We photoshop them, we twist and contort them, we stuff them into glorified meat casings that makes us look like stuffed sausages. As if if we are smooth and shaped right we will somehow deserve to be taken seriously, to exist, to be valued, to be noticed. Well I don’t know about you, but even as a stuffed sausage I’m still pretty darn big at over 300lbs. And omg now I’m just big and uncomfortable. And while there is nothing wrong with using shapwear, we also aren’t obligated too. And honestly, while I still struggle with trying to smooth and shape my body and only seeing that as beautiful, I’ve also noticed that when a woman owns it, owns all her curves, even the ones that make her belly look like it has a crater in it, even the ones that dimple her legs, even the ones that roll down her back, I can’t stop looking. Looking at her beauty. Admiring her uniqueness. Seeing the magnificent strength and power she radiates. I see the freedom and celebrate it. It’s a lovely, breathtaking thing really. And I can’t help but ask, why keep playing this game of stuffing and smoothing, maybe I’m missing out on some of the most magnificent beauty there is, being comfortable and free in my own skin. So as my friend and inspiration, @honorcurves constantly challenges us to do, I’ll honor every single curve without shame today. #bodypositive #honormycurves #curves #curvy #vbo #bopo #effyourbeautystandards #louisville #takingupspace #nobs #bigandblunt   Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Melissa (@yourstruelymelly)

Lustro i ty 

W książce Slow Sex. Uwolnij miłość. Hanny Rydlewskiej i Marty Niedźwieckiej znalazłam ćwiczenie, które powinna wykonać każda kobieta. To właśnie fragment o samoświadomości i kochaniu siebie samej zapadł mi w pamięci bardziej niż wszelkie porady dotyczące seksu. Wszystko, co trzeba zrobić to stanąć przed lustrem i patrząc na nagą siebie dotykać powoli każdej części swojego ciała mówiąc, co o niej myślisz. Zupełnie szczerze, bez żadnych zahamowań i zważania na to, co mówią ludzie. Wyniki tego eksperymentu mogą cię naprawdę zaskoczyć. Nigdy nie myślałam, że patrząc na siebie w lustrze, będę potrafiła odnaleźć w sobie tyle odwagi, by szczerze powiedzieć jak bardzo nienawidzę swojego brzucha, ale za to jak bardzo kocham talię. I wiecie co? Wypowiedzenie tego wszystkiego na głos było najlepszą terapią. Słowa nagle uwolniły kompleksy, które tyle lat skrywałam przed całym światem. Takie ćwiczenie powinno być obowiązkiem dla każdej z nas! A gdy zrobisz to już sama, poproś o pomoc swojego partnera, niech on szczerze powie, co myśli o każdej części twojego ciała. Będziesz naprawdę zaskoczona.

Paski, szorty i spódniczki 

Każda z nas nasłuchała się wystarczająco dużo na temat swojego wyglądu. Pora przejść do momentu, w którym najważniejsza jesteś ty sama. Nie to, co mówią inni. Jeżeli masz ochotę założyć krótką, rozkloszowaną spódniczkę – zakładaj! Bluzka w paski? Oczywiście! Tylko pamiętaj, żeby dodać odrobinę głębokiej czerwieni na usta! No i kto to widział, żeby latem nie zakładać szortów?! 90% z nas ma cellulit, to całkiem normalne. Może przyzwyczajenie się do nowego podejścia będzie dość trudne i zajmie ci trochę czasu, ale warto. Naprawdę! Najważniejsze jest to, w czym ty czujesz się dobrze. I nieważne, jaki kolor czy krój ma ciuch, to tylko dodatek, który podkreśla twoją osobowość. Dlatego daj sobie trochę luzu i uwolnij prawdziwą siebie!


Zobacz także

Jak emocje odznaczają się na twojej twarzy i skórze

Odżywka, która nadąży za twoim tempem życia? Wypróbujcie genialną odżywkę do włosów 20 w 1 Czarna Orchidea

CHIC CHIQ

CHIC CHIQ – maseczki inspirowane Ajurwedą