Uroda

5 najbardziej absurdalnych pomysłów na wybielanie zebów

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
30 czerwca 2016
wybielanie
Fot. iStock / Moncherie
 

Niejedna z nas marzy o białym uśmiechu jak z amerykańskiej reklamy. Życie jednak reklamą nie jest i barwa naszego uzębienia często odbiega od wymarzonego ideału.

Kolor zębów jest nam dany w prezencie od Matki Natury. Zależy on przede wszystkim od równowagi między przeziernością (prześwitywaniem) szkliwa a nasyceniem barwy zębiny. Im jesteśmy młodsze, tym jaśniejsze zęby mamy. Na ich jasność wpływa fakt przyjmowania różnych lekarstw, dbałości o zęby, palenia papierosów, spożywania kawy, herbaty czy zabarwiających szkliwo soków. Naturalnie, żadna z nas nie jest skazana na zasłanianie uśmiechu dłonią, dzięki dostępności na rynku specjalnych past wybielających oraz zabiegów w gabinetach dentystycznych. Innych metod, poza regularną i dobrze przeprowadzoną higieną, lepiej nie polecać!

Istnieją metody wybielania, na myśl, o których dentyści łapią się za głowę

Jeśli wpadnie wam do głowy pójście po kosztach i złapanie się za najtańsze i najgorsze z możliwych propozycji dla wybielania zębów, lepiej odpuście. Są metody, które nie tylko nie wybielą waszego szkliwa, ale zniszczą to, co do tej pory było w całkiem niezłej formie.

Tego lepiej nie próbujcie!

1. Proszek do pieczenia plus soda oczyszczona

Owszem, i jednym i drugim specyfikiem da się wyczyścić zagrzybiałe fugi w łazience, rozjaśnić poszarzałe tkaniny, przetkać zatkany odpływ oraz upiec ciasto, ale wybielić zęby… Niekoniecznie! Soda wykazuje silne działanie bakteriobójcze i oczyszczające, przez co możemy znaleźć ją w  paście do zębów, jednak dodano ją tam w bezpiecznych ilościach. Natomiast już maczanie szczoteczki w sodzie czy proszku do pieczenia, przyczyni się wybitnie do osłabienia szkliwa, narażając jednocześnie na wystąpienie przebarwień.

2. Sok z cytryny

To kolejny, trochę bardziej ludzko brzmiący sposób na rozjaśnienie szkliwa. Jednak cytryna nie wpłynie na poprawę jego wyglądu, a poprzez zawartość w niej kwasów owocowych, uszkadza szkliwo, przyczyniając się do wystąpienia przebarwień.

3. Węgiel aktywowany (lub z ogniska)

Węgiel wbrew swojej smolistej barwie wykazuje silne właściwości oczyszczające. Przy okazji osadu, ściera także szkliwo, czyniąc zęby wrażliwymi.

4. Solą w zęby

Maczanie szczoteczki w kryształach soli kuchennej i szorowanie nią zębów nie wybieli szkliwa. W pierwszej kolejności porani dziąsła, a następnie uszkadza je. Sól lepiej zostawić sobie na kanapki.

5. Truskawkowe studio

Chyba najmniej znany, ale równie tani, jak wyżej wymienione, sposób na (wcale nie) biały uśmiech. Ryzykanci, zamiast jadać te pyszne owoce, czyszczą ich połówkami zęby, licząc na rozjaśniające działanie kwasów owocowych, obecnych w truskawce. Sposób raczej bezpieczny choć nieefektywny i krótkotrwały — wszak sezon na truskawki się kończy- i smaczny.


źródło: www.ofeminin.pl


Uroda

Plażowicze z piekła rodem. 10 nadmorskich koszmarów, których nie chcesz spotkać na urlopie

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 lipca 2016
Fot. iStock
 

Długo czekałaś na wymarzony urlop, od miesięcy ćwiczyłaś z Chodakowską, by na plaży bez kompleksów zaprezentować się w nowym kostiumie, wreszcie nadeszło lato – można jechać! Morza szum, ptaków śpiew, jasne słońce i gorący piasek – masz zamiar wypocząć, opalić się na mahoń i mieć super wakacje. Pod warunkiem, że twojego odpoczynku nic nie zakłóci – i wcale nie mówimy tutaj o chimerycznej pogodzie nad Bałtykiem! Bo na plaży człowiek człowiekowi potrafi być prawdziwym koszmarem, a savoir vivre to dla niektórych coś zupełnie obcego.

Mój jest ten kawałek piasku

Czyli znany już wszem i wobec parawaning. Walka o kawałek piasku bywa zacięta, a rozkładanie parawanów i kopanie dołków dla całej rodziny jest niczym stawianie zasieków i tworzenie wałów obronnych. Mój jest ten kawałek piasku i biada każdemu, kto naruszy wyznaczone terytorium! Z drugiej strony, nie ma się co dziwić, jak świat światem każdy z nas marzy o własnym M…

Miłosne igraszki

Wprawdzie jeden z popularnych drinków nazywa się „Sex on the beach”, ale niech nie będzie to dla nikogo motywacją i zachętą do działania. Środek plaży, z dzieciakami bawiącymi się na brzegu, rodzinami odpoczywającymi na kocyku i tysiącem obcych osób dookoła, to z pewnością nie jest miejsce na ćwiczenia z zakresu sztuki kochania i publiczne manifestacje swojej witalności. Jeśli komuś za gorąco, lepiej przenieść się w bardziej ustronne miejsce, tym bardziej, że i strażnicy prawa na takie zachowania nie patrzą przychylnie.

Rodzicielski luz

W wakacje, wiadomo, zasad jest mniej, luz, blues i ogólne rozpasanie. I popieram, każdemu należy się odpoczynek i nieco spuszczenia z tonu, ALE! Gdy dzieciaki sypią piachem, biegają po rzeczach innych osób, oblewają wodą, drą się jak opętane, ryczą wniebogłosy, biją inne dzieciaki lub niszczą czyjąś własność, to na litość boską, odklej się rodzicu od koca, przerwij swój słoneczny smażing i zareaguj! Urlop, czy nie, z obowiązku wychowania dziecka nikt cię nie zwalniał.

Fot. iStock/ Imgorthand

Fot. iStock / Imgorthand

Disco Polo live

„Weselny klimat, tak się zaczyna, jest biały welon, a w nim dziewczyna” – taka piosenkę pamiętam z ostatnich wakacji nad Bałtykiem (potem było coś o świni, wódce i tłustym bicie). Piosenki disco polo nad morzem atakują zewsząd – w lokalnych restauracjach, sklepikach, na straganach przy promenadzie – i trudno od nich uciec. Współplażowicz z małym, ale głośnym radyjkiem jest prawdziwym utrapieniem, zwłaszcza, gdy wasze muzyczne upodobania są zupełnie inne. Wyjścia są dwa: możesz poddać się disco-atmosferze i razem z rudą tańczyć jak szalona albo uciekać jak najszybciej i jak najdalej. Z doświadczenia wiem, że wszelkie negocjacje i prośby sensu nie mają.

Publiczny pedicure

Doceniam dbałość o higienę i estetykę stóp, ale szaleństwa z obcinaczem do paznokci, nożyczkami i pilniczkiem nie pasują mi do obrazu sielskiego, leniwego dnia na plaży. Lepiej takie rzeczy załatwiać przed wyjściem z domu, niż siedząc na kocyku strzelać w ludzi leżących obok odłamkami paznokci.

Była plaża, jest śmietnisko

Bo kosz za daleko, bo nie ma go wcale, bo wiatr zwiał papierek, bo to naturalne, szybko się rozłoży- wytłumaczeń można znaleźć wiele, jednak śmiecenia na plaży nie usprawiedliwia nic. Niektórzy są tak sprytni, że nie poprzestają na zwykłym zostawieniu papierków, ale swoje śmieci głęboko zakopują. A potem ty rozciągasz się leniwie na kocu, a pod plecami zamiast piasku czujesz butelkę, puszkę i karton po soku. Zgroza!

Morska toaleta

„Mamo, siku!” – woła kilkuletni chłopczyk. „Idź szybko do wody” odpowiada mu mama. Takie dialogi to nic nadzwyczajnego, bowiem gro plażowiczów traktuje morze jak wielką łazienkę. Ot, stanę tam, gdzie woda sięga do pasa i nie zważając na kąpiących się obok i pobliskie toalety na skraju plaży, załatwię swoje potrzeby. To się nazywa pełna symbioza z naturą!

Głośne Polaków rozmowy

Polityczne dysputy, rubaszne żarty i ploteczki z osobistego podwórka niemal wykrzyczane na pół plaży, to jeszcze nic złego. Najgorsze są głośne komentarze dotyczące obserwowanych osób. O pupach, biustach, niedopasowanych strojach, figurach, postępowaniu wobec dzieci i partnerów, fryzurze, tatuażach i widocznych bliznach – dla gapiących się i obgadujących nie ma tematów tabu. Ja mam dla takich osób jeden komentarz – nie twój interes, pilnuj własnego kocyka!

Puszczanie dymka

Zapewne puszczanie dymka przy szumie morskich fal i pod ciepłymi promieniami słonecznymi jest przyjemne, ale – uwaga!- nie dla każdego. Gdy leżymy tak koc w koc, parawan w parawan, młodzi, starzy, grubsi i chudsi, z dziećmi, z psami lub solo, pomyślmy o sobie nawzajem. Rozumiem, że nałóg, że się nie da nie palić i nawet mewy, piasek i muszelki nie pomogą o fajkach zapomnieć, ale czy naprawdę nie można na te kilka chwil nikotynowego zaciągnięcia odejść na bok? Czy nie można petów zgrabnie po plażowaniu zapakować i wyrzucić do kosza, zamiast zakopywać je w piasku i zostawiać dla potomnych?

Zabawa z procentami

Do abstynencji nikogo namawiać nie zamierzam, jedynie proszę o umiarkowanie i zachowanie chociaż minimum klasy. Zimne piwko za parawanem to nic złego, pod warunkiem, że nie będzie to od razu sześciopak, który z miłych, sympatycznych i rozluźnionych turystów zamieni nas w pijanych, irytujących i głośnych natrętów. A potem zamiast słonecznego selfie, które można wrzucić na fejsa i miłych wspomnień z wakacji, zostaje nam wstyd, hańba i wyrzuty sumienia.


Uroda

Nie narzekaj, że masz pod górę, kiedy zmierzasz na szczyt. #KobietyBiznesuRakiety

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
30 czerwca 2016
#KobietyBiznesuRakiety
Fot. Archiwum prywatne

Pamiętam swoją drogę do zdobycia szczytu Kilimandżaro. Po intensywnych przygotowaniach wspólnie z przyjaciółkami wyruszyłyśmy na wyprawę. Na ostatnich odcinkach trasy warunki pogodowe były trudne, a zmęczenie dawało się we znaki. Co chwila jedna z nas była gotowa się poddać. Wtedy pozostałe dodawały otuchy i motywowały do dalszej drogi. Myślę, że ta wyprawa jest najlepszą metaforą drogi, którą przeszłam budując własny biznes. Podejmowanie wyzwań,  pokonywanie przeszkód, działanie zespołu.   

Mój biznes jest oparty na mocnych podstawach, a konkretnie… na stopach. Prowadzę sieć klinik podologicznych FootMedica, zajmujących się diagnostyką, specjalistyczną pielęgnacją i leczeniem stóp. Niewiele z nas zdaje sobie sprawę, że w ciągu życia stopy okrążają kulę ziemską średnio trzy razy. Pracują każdego dnia, nawet wtedy, gdy jesteśmy na urlopie. Co ważne, mają wpływ na postawę naszego ciała, stawy i kręgosłup.

Przypominamy sobie o nich tuż przed latem, gdy chcemy pokazać się w lekkich sandałkach i wtedy, gdy zaczynamy odczuwać dyskomfort, a wreszcie ból. Moim celem jest propagowanie wiedzy, że stopy są podstawą naszego ciała i należy o nie dbać przez całe życie.

Jak wszystko się zaczęło?

Zanim otworzyłam sieć gabinetów podologicznych FootMedica przez ponad 15 lat pracowałam w działach usługowych dla największych międzynarodowych firm m.in. IBM. Zdobyłam bogate doświadczenie w zarządzaniu dużymi projektami. W pewnym momencie poczułam, że w pracy brakuje mi czynnika ludzkiego. Chciałam widzieć rezultat swojej pracy na własne oczy oraz zadowolenie klienta, a to w konsultingu nie jest tak powszechne. Pomysł na biznes przyszedł zupełnie naturalnie. Tematyka zdrowotna jest mi bliska od najmłodszych lat. Moi rodzice są lekarzami, a siostra doktor rehabilitacji od lat zajmuje się diagnostyką i leczeniem stóp. Po gruntownym przeanalizowaniu pod kątem biznesowym sensu stworzenia sieci gabinetów podologicznych, uznałam, że to jest to, czego na polskim rynku brakuje.

Oficjalne otwarcie kliniki FootMedica poprzedziły skrupulatne przygotowania. Po pierwsze bardzo dokładnie przyglądałam się gabinetom podologicznym na świecie. Podologia od lat jest obecna w krajach Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych, gabinety podologiczne są tak powszechne jak gabinety dentystyczne w Polsce. U nas jest stosunkowo nową i mało rozwiniętą dziedziną. W początkowym okresie dużo podróżowałam, przyglądałam się rozwiązaniom za granicą, uczestniczyłam w targach branżowych i konferencjach. Chciałam, aby to miejsce było nowoczesne i odpowiadało na potrzeby pacjentów kompleksowo.

Z drugiej strony szukałam miejsc wsparcia dla początkujących przedsiębiorców. Uczestniczyłam w programie Biznes w Kobięcych Rękach, dzięki któremu brałam udział w wartościowych merytorycznie warsztatach, współpracowałam z mentorką oraz miałam możliwość nawiązania długofalowych relacji.

Pod górkę

Zdobycie szczytu Kilimandżaro wiązało się z podjęciem dużego wyzwania i pokonywania swoich słabości z każdym kolejnym krokiem. W  prowadzeniu własnego biznesu jest podobnie. Na początku największym wyzwaniem było dla mnie wejście w zupełnie nową branżę. Musiałam zejść z pozycji eksperta, osoby, która doradza innym. To wymagało ode mnie pokory, stawiania pytań, szukania odpowiedzi i nieustannego uczenia się. Poczułam się tak, jakbym dopiero była na początku drogi zawodowej.

Jak się okazało dużym wyzwaniem było również to, o czym w korporacji niejednokrotnie marzyłam – samodzielne podejmowanie decyzji. W korporacji niejednokrotnie musiałam konsultować swoje decyzje z przełożonym, osobą z działu prawnego czy finansowego. Często mi to ciążyło, ponieważ chciałam podjąć decyzję szybko. Teraz we własnej firmie wszystkie decyzję muszę podejmować sama: od najdrobniejszych do najbardziej strategicznych. To nie jest takie proste…

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Satysfakcja z objętej drogi

Największym wyzwaniem, ale zarazem największą satysfakcją w prowadzeniu własnego biznesu jest zespół.  Poczucie, że tworzysz coś od początku, widzisz jak kształtuje się zespół, jak ludzie uczą się razem funkcjonować, pracują nad wspólnym celem. Ogromną satysfakcję czuję, gdy widzę zadowolonych pacjentów, wychodzących od nas. To jest ten element ludzki, którego brakowało mi
w pracy w korporacji. Poczucie, że to, co tworzę ma bezpośrednie przełożenie na ludzi, na ich zdrowie i samopoczucie. Największą motywacją dla nas, dla zespołu, jest zadowolenie pacjentów. Cieszę się, gdy otrzymuję informacje od pacjentów, że zespół jest bardzo dobry, że jakość naszych usług jest na wysokim poziomie i że z przyjemnością do nas przychodzą.

Dużą radość daje mi też fakt, że działa nasz element edukacyjny. Ludzie zaczynają rozumieć, że stopa to podstawa, fundament  naszego ciała i że jej stan ma przełożenie na kolana, biodra, kręgosłup.

Jak zdobyć szczyt? Moje wskazówki

Znów odniosę się do metafory zdobywania szczytu: najważniejsze, to mieć wyznaczony konkretny cel, który wytacza kierunek drogi. Teraz wiem, że gdy jestem przekonana o słuszności czegoś, to już jestem w połowie drogi.  Daje mi to napęd do działania, a wszystkie przeszkody, które pojawiają się wówczas na mojej drodze są do pokonania, bo mam przed sobą swój wymarzony cel i wiem do czego dążę. Pokonanie tych przeszkód, tylko przybliża mnie do realizacji celu.

W głowie mam wspomnienie zdobycia szczytu Kilimandżaro. Pamiętam tę radość i satysfakcję, kiedy wraz z przyjaciółkami tam dotarłam. Wierzę, że podobnie jest z moją firmą. Wraz z moim zespołem zmierzamy wciąż w górę.


kobietyrakiety-350pxProwadzisz własną firmę? Opowiedz nam o niej! Ruszamy z akcją #Kobiety biznesu Rakiety

Chcesz pokazać innym, że chcieć to móc, a ty sama jesteś kobietą, która ze swoim biznesem wystartowała jak rakieta?

Napisz do nas koniecznie na adres kontakty@ohme.pl. Na naszym serwisie i namamopracuj.pl opublikujemy najciekawsze historie. Akcja #Kobiety biznesu Rakiety trwać będzie od 10. maja do 8. czerwca.

Prosimy, by przesyłając swoją historię załączyć oświadczenie:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me. Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora akcji swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

MP_logo_RGB_horizontal_color


Więcej na temat serwisu www.portal-medica.pl odnajdziecie na ich stronie firmowej oraz w portalu społecznościowym Facebook. 


Zobacz także

Wyjdź pojeździć na rowerze

Dzień #3. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Sposób na rozszerzone pory

Genialny, domowy sposób na rozszerzone pory. Efekt jest błyskawiczny i nie wydasz na to złotówki!

„Make your own story in life”. Bynamesakke, czyli jak kreować swój wizerunek, a nie ślepo podążać za trendami