Kuchnia Lifestyle Uroda Zdrowie

5 deserów banalnie prostych w przygotowaniu, które możesz jeść na diecie

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
3 maja 2017
Fot. iStock/GlobalStock
 

Dbając o linię nie musisz rezygnować z pysznych deserów. Jeśli masz ochotę na coś słodkiego, sięgnij po jedną z naszych propozycji. Są to zdrowe desery o obniżonej kaloryczności, którymi śmiało możesz zastąpić ciasta, ciastka i batoniki. Ich spożywanie na pewno nie zniweczy twoich wysiłków, a nawet pomoże ci przetrwać kurację odchudzającą bez większego bólu. Jedz na zdrowie i przy okazji gub zbędne kilogramy.

Aksamitny mus czekoladowy

Tajemnicą tego delikatnego musu jest awokado, który nadaje aksamitną konsystencję. To źródło wielu cennych składników, dlatego koniecznie musi znaleźć się w diecie osób dbających o linię. Naukowcy dowiedli, że pomaga w zrzuceniu zbędnych kilogramów. Osoby, które jadły połówkę awokado codziennie, mieli o 28 proc. mniejszą ochotę jeść w ciągu kolejnych pięciu godzin.

Składniki: 1 awokado, 1 banan, 4 łyżki kakao, 3 łyżki oleju kokosowego, 100 ml mleka migdałowego.

Wszystko zblenduj, wlej do miseczki i schłodź. Przed podaniem przystrój np. malinami.

Jedna porcja zawiera 220 kcal.

 

Pieczona gruszka

Pyszny deser na ciepło. Gruszki ułatwiają trawienie, zawierają wiele cennych składników. Są źródłem błonnika, który zapobiega wzdęciom i zaparciom. A przy tym są słodkie. Dlatego nic dziwnego, że mogą być alternatywą dla niezdrowych słodyczy.

Składniki: 1 gruszka, cynamon, kilka sztuk ulubionych orzechów

Przekrój gruszkę na pół, usuń nasiona. Posyp cynamonem. W otwory po nasionach wsyp orzechy. Piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez 30 minut.

Jedna porcja (połówka) zawiera 80 kcal.

 

Czekoladowo-bananowe sushi

Banany są skarbnicą potasu, który obniża ciśnienie krwi. Zawierają wszystkie najważniejsze witaminy – A, C, E, K oraz te z grupy B. Nie brakuje w nich także błonnika oraz składników mineralnych – magnezu, fosforu i wapnia.

Składniki: 1 banan, gorzka czekolada, pokruszone pistacje

Zanurz owoc w czekoladzie, umieść na talerzu i posyp pistacjami. Podziel na kawałki sushi i włóż do lodówki. Możesz jeść pałeczkami.

 

Ciasteczka na spodzie z jabłka

Dietetycy zgodnie podkreślają, że jabłko jest nieodłącznym elementem diety odchudzającej. Wspomagają trawienie, dostarczają mnóstwo cennych składników. Oczyszczają organizm i regulują florę bakteryjną jelit.

Składniki: 1 jabłko, masło orzechowe, orzechy, rodzynki

Pokrój jabłko w plasterki (może być ze skórką). Posmaruj je masłem orzechowym i posyp orzechami oraz rodzynkami.

 

Sorbet z mango w 5 minut

Deser banalnie prosty w przygotowaniu. Możesz zrobić sorbet z mango lub z innych ulubionych owoców. Wybrałyśmy mango, ponieważ należy do najzdrowszych owoców na świecie i jest pyszny. To źródło błonnika oraz witamin, które wpływają nie tylko na nasze zdrowie, lecz także na urodę np. witamina A i E, które korzystnie działają na kondycję skóry.

Składniki: mango (lub inne owoce)

Włóż owoce do zamrażalki. Zostaw je do momentu, aż się dobrze zmrożą. Następnie zblenduj je do uzyskania aksamitnej masy. Sorbet jest gotowy do spożycia.

 

Jak widać dbanie o linię nie musi wiązać się z rezygnacją ze słodkich deserów. Nasze propozycje są banalnie proste w przygotowaniu, zdrowe i poprawiają stan naszej skóry. Gubienie zbędnych kilogramów może być naprawdę przyjemne i smaczne.


 

Źródło: dailymail.co.uk

 


Kuchnia Lifestyle Uroda Zdrowie

A może zamiast ze sobą walczyć, łatwiej byłoby kilka naprawdę banalnych rzeczy odpuścić?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 maja 2017
Fot. iStock/Sjale
 

„Jeny, jak mnie denerwuję te jego skarpetki w sypialni”.

„Mogę go o coś prosić 10 razy, a on jakby nie słyszał”.

„Mówi, że zaraz coś zrobi i na gadaniu się kończy”.

Oj pewnie każda z was dopisałaby tu po swoim własnym zdaniu pod tytułem: „co mnie wkurza w moim partnerze”. Bo, że nas wkurza to normalne. Pytanie tylko, czy to wkurzenie przeszkadza nam w codzienności? Czy walka bądź co bądź z wiatrakami oznacza, że coś się dzieje z naszym związkiem, czy może z nami?

Przecież doroślejemy, dojrzewamy, zmieniamy się, a obok nas jest nieustannie ten sam mężczyzna. No może wkurzać, może irytować, zwłaszcza, gdy on nie zmienia się tak, jak my byśmy tego oczekiwały. I jasne, że można z tego zrobić tragedię, rwać włosy z głowy, czepiać się na każdym kroku. Warto postawić sobie jednak pytanie, nie: czy jest szansa, że on się kiedyś zmieni, tylko: dlaczego to ja tej zmiany chcę. Przecież wszystko zaczyna się od nas.

„Dlaczego MNIE to wkurza”, „Dlaczego MNIE to irytuje”, „Dlaczego to JA nie mogę zaakceptować w nim pewnych cech”. Ale nim zrobicie wgląd gdzieś głęboko w siebie warto też zdać sobie sprawę, że są rzeczy w związku, z którymi nie powinniśmy walczyć, tylko odpuścić. O ile łatwiej by się nam żyło, gdybyśmy zamiast szykować się na kolejną bitwę, po prostu odpuszczali.

Na przykład?

Wynoszenie śmieci

Ha! Zaskoczeni? Tak, to banał, ale przypomnijcie sobie ile kłótni, albo wzajemnej niechęci miało źródło w tych przeklętych śmieciach. Nikt nie lubi ich wynosić, każdy unika jak ognia. Ale kłótnia o śmieci? Przyznacie, że już sam powód brzmi jak absurd. No więc, nie walczmy o wynoszenie śmieci. Czy nie lepiej usiąść i ustalić: słuchaj wynosimy każde z nas po tygodniu na zmianę. Od poniedziałku do niedzieli ty, później ja. I zobaczcie – wszystko jasne, jeden powód do walki mniej. Niby nic nie znaczący? Ale spróbujcie choćby tę najmniejszą rzecz w waszym życiu zmienić.

Planowanie

Ty się umówiłaś z przyjaciółkami, a on ci komunikuje, że na kolację wpadną jego rodzice. Albo ty wymarzyłaś sobie wspólny weekendowy wypad, a okazuje się, że on wziął godziny w pracy za kumpla. I wojna gotowa. Ile razy ze sobą walczyliście o wasze plany, to znaczy o plany każdego z was osobno? Kiedy nagle okazywało się, że macie zupełnie odmienny pomysł na wieczór, na weekend, na urlop? Ty czujesz się ignorowana, bo on cię nie pytał, czy coś masz w planach, on się wścieka, bo każesz mu jego plany zmienić. A wszystko znowu opiera się na tej oklepanej komunikacji. Jeśli my nie powiemy, że idziemy z przyjaciółkami do kina, to skąd on ma wiedzieć, że w ten sam wieczór nie może zaprosić szefa na kolację. A tak często po prostu zapominamy poinformować o tym, że się z kimś umówiliśmy, że coś zaplanowaliśmy. Co by się stało, gdyby to zmienić?

Pranie

„Bo ja ciągle piorę jego gacie!” – w tym komunikacie jest wszystko. To, że on mnie nie szanuje, że czuję się jak jego służąca, że nie chcę być panią od prania i sprzątania. Z praniem jest trochę tak jak z wynoszeniem śmieci. Nikt tego nie musi robić, ale to my kobiety jakoś czujemy się za to odpowiedzialne. I ok, dopóki nas to nie mierzi, możemy sobie prać, sprzątać, wynosić śmieci. Gorzej, gdy pranie okazuje się punktem zapalnym. Dlaczego?? Czy naprawdę chcemy walczyć o to, żeby on zaczął prać swoje brudy, czy może pod tym konfliktem jest jednak coś głębiej ukryte?

Spóźnianie się

Sprawa dotyczy sytuacji, kiedy on wychodzi z kumplami, czy na kolację służbową. Mówi, że będzie później, ale to później nie wiadomo, kiedy nastąpi. A ty się denerwujesz, budzisz się, próbujesz się do niego dodzwonić. I nic. Cisza. I ty masz poczucie, że wychodzisz na kontrolującą go na każdym kroku psychopatkę. Kiedy on w końcu wraca ciskasz gromami, wściekasz się i nie odzywasz przez co najmniej jeden dzień. A niech wie, a co. Akurat u mnie ta walka trwa nieustannie. I chociaż wiem, że muszę powtarzać, że się martwię, żeby tylko dał znać, że nie będzie o północy tylko o czwartej nad ranem, to nic z tego. On i tak o tym nie pamięta… Wrrrr. A ja nie potrafię przestać się martwić i snuć katastroficznych wizji. Ale spróbujcie, może w waszych związkach się uda zażegnać to zarzewie konfliktu.

Wspólny czas

Bo zawsze dla kogoś z was jest go za mało. Za mało czasu, za mało poświęcania sobie nawzajem uwagi. „Wszyscy inni są ważniejsi ode mnie” – wyrzucamy z siebie pewnie zdecydowanie zbyt często, ale niestety równie często słusznie. Bo w natłoku spraw i obowiązków, czujemy się zaniedbane, niekochane, ignorowane. Moja przyjaciółka po kolejnej wojnie o wspólny czas ustaliła, że dwa razy w tygodniu choćby się waliło i paliło piją wspólnie poranną kawę, i co najmniej raz jedzą razem kolację. Sprawdziło się. Co więcej, nagle w ogóle zaczęli bardziej zwracać uwagę na wspólnie spędzany czas i o niego dbać.

Teściowie

To jak niekończąca się wojna. Możesz wygrać jedną bitwę, ale wiesz, że za rogiem czai się kolejna. Bo tak już jest. Bierzesz sobie męża z całym jego rodzinnym grajdołkiem, który, jak wiemy, bywa różny – czasami naprawdę różowy, a czasami bez kija nie podchodź. I co nam da walka? Że teściowa zła, że nasza matkę odwiedzić powinniśmy. Rety, aż głowa puchnie od planowania roku tak, by żadna ze stron nie poczuła się pokrzywdzona. Inna sprawa, że ta sytuacja krzywdzi wasz związek i powoduje narastającą niechęć. Może czas usiąść i to przedyskutować? Ustalić jakieś wspólne zasady, postawić na nowo granice, żeby taki powód jak teście nie był przyczyną waszych walk?

I gdyby tak odpuścić w tych kilku kwestiach. Przedyskutować na spokojnie, podjąć wspólne decyzje i odpuścić… Machnąć ręką, bo mamy to ustalone, więc nie będę się już więcej tym nakręcać. No chyba, że nadal chcecie posiadać zarzewie konfliktów… Ale to już sytuacja na zupełnie inny temat.


Kuchnia Lifestyle Uroda Zdrowie

„Jesteś jak twoja matka!”. Czego nie mówić podczas kłótni. Czasami naprawdę lepiej ugryźć się w język

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 maja 2017
Fot. iStock/stsmhn

Wiadomo, że nie ma związków bez kłótni, a jeżeli już ktoś mówi, że się nie kłóci, to ja bardzo przepraszam, dla mnie jest tam jakiś problem z komunikacją. Bo przecież nie sposób nie wyrzucić z siebie negatywnych emocji, nie sposób udawać, że wszystko jest w porządku i nic – kompletnie nic nas nie drażni i nie wkurza. Ja przynajmniej nie znam pary, która od czasu do czasu nie ma ostrej wymiany zdań.

I nie ma co się korygować, kłótnie pozwalają nam lepiej zrozumieć siebie nawzajem, pokazują, na czym nam zależy, co warto by było zmienić, w którą stronę pójść, by związek wszedł na wyższy poziom. Ale bywają też kłótnie, które kompletnie nic nie wnoszą do naszego życia, w których obrzucanie się argumentami niczym nie podpartymi, jest kompletnie bez sensu i wyczerpuje emocjonalnie przynajmniej jedną ze stron, nie prowadząc do konstruktywnych rozwiązań.

A przecież w złości potrafimy wykrzyczeć masę nieprzyjemnych rzeczy. Dlatego może czasami warto ugryźć się w język i dwa razy pomyśleć niż chlapnąć coś, czego będzie się żałowało.

W kłótni nie powinniśmy mówić nigdy tych kilku rzeczy:

Jesteś jak twoja matka/twój ojciec

Oj wiemy, że to może zaboleć. Mamy świadomość, że takie rzucone pod wpływem emocji oskarżenie trafi w czuły punkt partnera. Bo za tym zdaniem może kryć się a) po pierwsze wszystko to, co najgorsze w naszych rodzicach, czego w nich nie lubiliśmy i o czym oczywiście wolelibyśmy nie pamiętać, b) to po drugie – obraża naszych rodziców, bo wiemy, że oni nigdy nie rozmawialiby ze sobą w ten sposób, nie kłóciliby się na tak bezsensowne argumenty. Tak czy siak – po tych słowach nikogo nie powinno dziwić trzaśnięcie drzwiami.

Nieważne, wszystko jest w porządku

Unikanie kłótni, nie wyrażanie swojego gniewu, tłumienie go, powinno być dla każdego ostrzeżeniem. Co to za związek, w którym obawiasz się powiedzieć, co myślisz, w którym korygujesz się, żeby się nie złościć? A przecież to właśnie w związku powinniśmy móc być sobą, powinniśmy być akceptowani tacy, jakimi jesteśmy, powinniśmy czuć się bezpieczni wyrażając swoje zdanie choćby niezgodne z opinią partnera.

Co ty mówisz, to absurd!

Nawet jak tego nie powiesz głośno, to ile razy podczas kłótni tak pomyślisz? W ten sposób kompletnie nie przyjmujesz, co partner chce ci powiedzieć, obojętnie czy się z tym zgadzasz, czy nie. Kiedy ona mówi: „Zachowałeś się jak dupek”, a on uważa to za kompletną bzdurę – do czego doprowadzić ma ta kłótnia. Cały ambaras polega na tym, żeby pochylić się nawet nad takimi słowami i zastanowić się, skąd taka opinia? Przyjąć krytykę na swój temat, a może i wyjaśnić daną sytuację.

No jasne, świetnie

Sarkazm nie jest dobrym doradcą podczas kłótni. To raczej pasywno-agresywne podejście do kłótni. Zamykanie buzi drugiej osobie, tym „świetnie”, umniejszanie jej słów, problemów. Taka postawa przede wszystkim budzi nieufność i powoduje zamknięcie się na siebie… A to nie jest dobra droga.

Uspokój się!

Czy kiedykolwiek w kłótni to zdanie przyniosło zamierzony efekt? Czy druga strona naprawdę się uspokoiła, czy może stało się zupełnie odwrotnie? „Uspokój się” działa jak płachta na byka: „A niby dlaczego mam się uspokoić?!? Jestem spokojna!” i talerze idą w ruch. Każdy ma prawo wyrazić swoje emocje, także gniew, rozładować to, co w nas siedzi.

Bo ty nigdy/bo ja zawsze

Skoro ona nigdy nie okazuje uczuć, a on zawsze pozostawia po sobie bałagan, to po co ktoś ma się zmieniać? Przecież już wszystko jest jasne, kiedy twierdzimy, że nie ma szans na zmianę, kiedy nie dostrzegamy, że druga strona się jednak stara, że coś w sobie zmienia. Nie szukamy rozwiązania, raczej chcemy zamknąć temat i zranić, pokazać, że my jesteśmy lepsi. Tylko, czy po takiej kłótni lepiej się czujemy?

To może powinniśmy się rozstać

Uwielbiam ten argument. Najgorsze w nim jest to, że to klasyczny szantaż emocjonalny, manipulacja. Bo to zawieszone podczas kłótnic rozstanie jest tylko groźbą, nierealną, a jednak groźbą, na zasadzie: „Jak będziesz się tak zachowywać, to ciebie zostawię”. Na litość boską – to jak kłótnia dzieci w przedszkolu: „Nie dasz mi tej zabawki, to nie będę cię lubić”. Może lepiej pomyśleć nad konstruktywnym rozwiązaniem wspólnych problemów niż grozić, że się ucieknie, bo związek nie spełnia naszej wizji idealnego życia. Cóż, kłótnie są wpisane w nasze relacje, czy tego chcemy, czy nie.


Zobacz także

Rak zaprezentował mi się jako SZANSA. Jako okazja na to, by całkowicie zmienić swoje życie

Dagmara Skalska: „Dlaczego chcesz wierzyć, że życie to walka?”

Po pięciu latach związkowa sielanka się kończy! Naukowcy nie mają wątpliwości