Lifestyle

„Ty byłaś z przypadku, a twój brat dla towarzystwa”. Trudne relacje z rodzicami

Anika Zadylak
Anika Zadylak
3 sierpnia 2016
Trudne relacje z rodzicami
Fot. iStock / Todor Tsvetkov
 

Marta i Adam są już dorosłym rodzeństwem. Czy kiedykolwiek zdecydują się na macierzyństwo? Patrzą na siebie i uśmiechają ironicznie. Marta odwraca głowę i patrzy gdzieś przed siebie, twarz jej pochmurnieje, zupełnie jakby oglądała kadr ze strasznego filmu. I słyszę jak łamiącym głosem opowiada, że gdy miała 13 lat i podczas kolejnej kłótni z ojcem zapytała, czy w ogóle ją kocha to  usłyszała, że  ona jest dzieckiem z przypadku a jej brata, zrobili dla towarzystwa.

– Mieszkaliśmy na pięknej, willowej dzielnicy. Trzy auta, ogromny dom, wszystko na pozór wręcz idealnie. Ot, dzieci z bogatego domu, tatuś biznesmen, mamusia właścicielka sieci drogich perfumerii. Mieliśmy wszystko – markowe ubrania, najnowsze modele telefonów, kasę na wycieczki szkolne. Wszystko na pokaz, bo na głupią colę ze znajomymi trzeba było żebrać. Wiecznie tylko słyszeliśmy, że kredyt sam się nie spłaci, że jesteśmy darmozjadami, na których oni muszą zapieprzać od świtu do nocy. A siostra płakała do poduszki, że wolałaby mieć tak, jak jej jedyna przyjaciółka. Skromnie, ale za to miłości aż po sufit. I zrozumienia, i ciepła, i tyle wsparcia od mamy. A u nas, na zewnątrz do sąsiadów czy nauczycieli w szkole, było pięknie. Rodzice sprawiali wrażenie ludzi normalnych, dbających o ciepło ogniska domowego. Śmieje się z tego, bo chyba jedynym był ten kominek w salonie, przy którym nigdy nie usiedliśmy razem. Potrafili sprawiać pozory, sam bym się nabrał, gdybym nie wiedział, co tak na prawdę dzieje się, gdy zamkną się drzwi. Albo gdy wiedzą, że nikt nas nie widzi. Bo czasem mieli gest i zabierali nas ze sobą, gdy jechali odpocząć do jakiegoś wypasionego hotelu z basenami. I tam też nam się obrywało, że chwili spokoju przez nas nie ma. Jakbyśmy byli rozkrzyczanymi, wiecznie czegoś chcącymi rozpieszczonymi bachorami. A ja nawet nie pamiętam, kiedy i czy w ogóle ojciec mnie przytulił.

– Mama jak gdzieś razem wychodziłyśmy, była taka o jakiej zawsze marzyłam. Uśmiechnięta, ciepła i dobra. To były te momenty, gdy potrafiła pogłaskać mnie po głowie, lub przedstawiać komuś, mówiąc – A to moja śliczna córeczka. Ale to były tylko, bardzo ulotne chwile. Za drzwiami naszej wspaniałej posiadłości, wracała bolesna rzeczywistość. Nie usprawiedliwiam jej już, choć długo to robiłam. Bo widziałam jak ojciec potrafił jej przyłożyć tak, że zatrzymywała się na ścianie. Jak wyzywał ją od najgorszych i w oczy chwalił, z kim, jak i gdzie ją zdradził. Jak płakała skulona w łazience, nakładając na posiniaczoną twarz tony podkładu. I jak chwilę potem, robiła mu ulubione danie na kolacje, nalewała wina do kieliszka i siadała z nim do stołu. Schodziliśmy na dół i siadaliśmy z nimi. A ona  patrząc na niego tak, jakby oczekiwała aprobaty, zaczynała nas upokarzać. Nigdy nie zapytałam, dlaczego tak robiła. Dlaczego pozwalała sobą pomiatać i nas tak traktować. Dlaczego, robiła to samo co on. Przepraszam, że powiem to głośno ale jedyne co mi przychodzi do głowy, to kasa. Matka pochodziła z tzw. normalnej rodziny. Nie było biedy, ale też się nie przelewało. Gdy poznała ojca, bardzo odżyła. On zawsze miał duże pieniądze. I gdy tak na to patrzę teraz, to chyba też zawsze szukał takiej posłusznej, szarej myszy jak ona. Takiej złaknionej uczuć, którymi od święta ją obdarzał.  I pragnącej  płynności finansowej, jakiej nigdy wcześniej nie miała. Każdym kosztem, nawet naszym.

– Ja się starałem buntować, zwrócić ich czy czyjąś z zewnątrz uwagę, że u nas wcale nie jest tak kolorowo, jak by się wydawało. Uciekałem, sprawiałem spore kłopoty w szkole, brałem narkotyki. To w końcu tatuś uruchomił znajomości i wsadził mnie do poprawczaka. Całe nasze osiedle współczuło rodzicom. Bo tacy dobrzy, kochani, ciężko pracują żebym wszystko miał, a ja taki niewdzięczny, tylko wstyd przynoszę. Siostra nie wytrzymywała nerwowo, okaleczała się, miała dwie próby samobójcze, o których wiedziałem tylko ja. Oni w tym czasie balowali w kurorcie, bez nas, bo po co na urlop balast zabierać. Mówili, że już za dużo lat mamy, żeby z rodzicami, jak malutkie dzieci się ciągać. A ja wtedy miałem może 15, Marta trzy lata mniej. Gdy kiedyś siostra poprosiła o psychologa, mama ucięła  jednym zdaniem, że jeszcze tego brakowało, żeby ludzie gadali, że ma dzieci psychiczne. O święta Bożego Narodzenia, niech mnie nawet pani nie pyta, nienawidzę tych wspomnień. Nie było opłatka, choinki, stołu przy którym babcie i dziadkowie. Nie było wspólnych kolęd i wypatrywania pierwszej gwiazdki. Oni zabawiali się osobno, ja z siostrą w osobnych pokojach. Nie chcę więcej o tym mówić, to chyba nadal boli. I zawsze już będzie. Do ojca nie mam żalu, w moich oczach zawsze był bezdusznym tyranem, dla którego byliśmy zbędnymi przedmiotami. Do matki, będę go miał zawsze. Wybrała wygodę, zamiast własnych dzieci. No bo jak można inaczej pomyśleć o kobiecie, która stoi i patrzy na to, jak jej mąż bez większego powodu, pomiata ich córką po całej kuchni, wyrywając jej z głowy garść włosów. I nie robi z tym nic. Potem ta córka znika, przepada bez wieści na długie godziny, a ona – matka włącza się do poszukiwań, zmuszona postawą przyjaciółki, nie z własnej inicjatywy.  A gdy wieczorem, zrobiło się już bardzo zimno i ciemno, a mojej siostry nadal nie było i ktoś zasugerował zgłoszenie na policje, ojciec wycedził przez zęby, że chyba nas wszystkich popierdoliło. Poszła to wróci.

– Tak było. Siedziałam skulona, z żyletką w dłoniach. I marzyłam. Marzyłam o tym, żeby okazało się, że szukają mnie oboje, że się o mnie boją. Marzyłam o chwili, gdy widzę ich biegnących do mnie, ze łzami w oczach. Jak kucają przy mnie i otulają, żeby mnie ogrzać. Zabierają do domu, ciesząc się, że żyje, że nic mi nie jest. I, że od tamtej pory wszystko się zmienia. Tata jest tatą, a mama mamą. Rozumie pani?  Ale znalazła mnie przyjaciółka z bratem. Jak zwykle. Matka tylko zapytała, czy jestem z siebie zadowolona a ojciec, żebym lepiej na dwa dni, poszła mieszkać do koleżanki.  Bo patrzeć już na mnie nie może, tyle nerwów przeze mnie zjadł przecież. Gdy od niej wróciłam, zachowywali się tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. I znowu było „normalnie”. Na zewnątrz bajka, cudowna rodzina a w środku koszmar i chłód, który zamroził moje serce.

Pytam ich o plany na przyszłość, o relacje z rodzicami teraz, gdy są już dorośli. I słyszę, że mama chwali się studiami Marty i tym, jaka jest zaradna. A ojciec jest tak bardzo dumny z Adama, mówi o nim „mój wspaniały syn”. Słyszę też, że rzadko tam bywają, unikają spotkań. Pytani o to, jakimi chcą być rodzicami dla swoich dzieci,a odpowiadają niemalże jednocześnie, że żadnymi. Bo tak bardzo się boją powielania zachowań wyniesionych ze swojego domu, że wolą nie ryzykować. I nie krzywdzić, niewinnych istnień.


Lifestyle

Ile razy wołałam do siebie w złości: „Gdyby nie dzieci, już dawno by mnie tu nie było!”

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
3 sierpnia 2016
Ile razy wołałam do siebie w złości: "Gdyby nie dzieci, już dawno by mnie tu nie było!"
Fot. iStock / Zoran Zeremski
 

W erze drukarki 3D do produkcji zamienników kości, w czasie podróży galaktycznych, półrocznego dziecka uprawiającego surfing i buldoga deskorolkarza, związki – to nadal temat nie dający ujarzmić się żadnym mądrym głowom i wynalazkom w galopującym świecie, który widział już chyba wszystko.  Co więc zrobić w związku nieszczęśliwym, nieudanym, ale ciągniętym jak ciężki, cygański tabór bez jednego koła dla zaspokojenia głośnych wyrzutów sumienia i cudzych potrzeb – odszedłbym, ale mamy dzieci. Zostawiłabym go, ale on sobie beze mnie nie poradzi. Gdzie jest cienka granica działania pod pozorem zdrowego rozsądku, a kiedy należy się zatrzymać i zacząć nareszcie myśleć o sobie?

Po pierwsze zatrzymaj się, odetchnij i zastanów się, czy naprawdę rozstanie to jedyna opcja

Bez większego wysiłku znajdujemy w swoim otoczeniu kogoś, kto wpisuje się w definicję nieszczęścia najczystszej postaci. Patrzysz, jak codziennie schnie jak niepodlewany storczyk, a i jego druga połowa czerpie z duetu tyle, co nic. I o ile chciałoby się powiedzieć – spakuj torbę przyjacielu, zdejmij nieświeżą poszewkę z kołdry w sypialni, złóż w kostkę, zamknij dobrze drzwi, a klucze zostaw pod wycieraczką, o tyle czasem wręcz nie wypada, bo kto byłby na tyle odważny, żeby doradzać rozstanie, kiedy w tle bawią się ich dzieci?

Będąc singlem moje decyzje były jak pospieszny z Łodzi do Warszawy. Może i nie zawsze punktualne, ale jak się już rozpędziły, nie stawały ani w Koluszkach ani w Żyrardowie. Jako kobieta spełniona zawodowo, poszukiwałam też dopełnienia u boku idealnego mężczyzny, więc przesadzone oczekiwanie na cud w związku nie miał najmniejszego sensu. Nie wierzyłam w lepsze czasy albo motyw „wychodzonej ścieżki”. Nie dałam sobie wmówić, że im więcej uwagi sobie poświęcimy na docieranie, tym silniej będziemy się kochać w przyszłości i tym bardziej będziemy dla siebie dobrym wyborem. Gówno prawda. Dobry to mógł być seks, ale przypominam, że do seksu wcale nie trzeba podpisywać umowy na wieki wieków krwią ze wskazującego palca, przynajmniej ja takiej nie chciałam. Jak mnie Matka i Ojciec stworzyli, dając mi wygląd taki, a nie inny i wstępne poglądy, dali również osobowość.

Kształtowałam ją w sobie wystarczająco dużo lat żeby wiedzieć, że ten czy inny aspekt w nim irytował mnie na tyle, że nie dałabym sobie z tym rady i nie chciałabym z takim aspektem żyć. Osobowość  kapryśna z natury i niezdecydowana jak powinna, nie wyobrażała sobie gonienia za białym królikiem do usranej śmierci – to za mną miano gonić…  Nie dopuszczałam do siebie możliwości marnowania czasu przy kimś, za kim nie wskoczyłabym w ognisko i nie podżyrowała wysokiego kredytu na Maybacha in blanco. To miało być tzw. pie*dolnięcie, a jeżeli go nie było i włosy nie stawały mi dęba za każdym razem, kiedy musnął swoja rękę o moją – nie widziałam żadnego sensu ciągnięcia tej historii dalej. Cześć i czołem, tam są drzwi, już mi się nie chce.

A później urodziły mi się dzieci i światopogląd budowany przez wieki zawalił się od pierwszego wrzaśnięcia Młodej  na porodówce. Życie przewartościowało zarówno to po co jak i dla kogo żyję. Wszelkie wytatuowane z tyłu głowy odpowiedzi, wyśmiało w głos. Odkąd zostałam matką, rodzicem, moje dumne i butne podejście do świata, moje – dam sobie rade, a jak się nie podoba to spadaj, spuściło się samo jak powietrze ze zwietrzałego balona.

Mapą i drogowskazem stały się oczy dziecka. Mina zatroskana przy układaniu puzzli z wyziębłą, bajkową królową Elzą,  kiedy już miałam ochotę zakładać pantofelki, pakować Ojcu koszule w worki na śmieci i wyprowadzać, wołała do nas przeszywająco – nie róbcie nic głupiego Mamo i Tato. Ja tu jestem, a to, co wami teraz targa, jest nic warte w stosunku do rozmiaru przewinienia, jakim będzie koniec. Macierzyństwo naprawiło relacje z otaczającym światem, ale i nie raz już wyciągało spod wody i mnie i Ojca dzieci, kiedy dryfowaliśmy sobie na stawie wzajemnych oskarżeń w butach z betonu.  Tu się nie ma co oszukiwać – nadal mamy góry i doliny, nadal żyjemy jak reakcja dolanej zimnej wody do gorącego oleju.  Ale podświadomie kochamy siebie tak bardzo, że radzimy sobie z tym, a wycisza nas nierzadko właśnie fakt, że musimy się postarać dla dzieci. Ile razy wołałam do siebie w złości: „Gdyby nie dzieci, już dawno by mnie tu nie było!”.

Dobrnąłeś do końca mojej historii? Teraz przekalkuluj swoją

Nie, ja nie namawiam na znęcanie się nad własnymi uczuciami i zmuszanie do trwania na siłę. Istnieją bowiem takie związki, których ratować nie ma sensu, a wasza chora relacja więcej psuje, niż naprawia, już na pewno nie pomaga w żaden sposób waszym dzieciom. Istnieją takie rodziny, w których odejście dałoby więcej dobrego tym szeroko otwartym oczyskom układającym Elzę, niż oszukiwanie się i wyrabianie fałszywych wzorów w domu, który dla kogoś ma być potencjalnym przykładem. Macierzyństwo ma uspokoić i zracjonalizować myślenie. Macierzyństwo nie ma założyć kajdan i więzić w imię wyższej idei.

Na chłodno usiądźcie jeszcze raz i zastanówcie się, czy przypadkiem nie wychowacie szczęśliwszych ludzi, kiedy sami wrócicie do szczęścia. Wyobraźcie sobie zawsze, że to co pokazujecie w domu, zachowania, jakimi się kierujecie i wartości, są jak kalka, która odciska grube litery w małych głowach z tym samym nazwiskiem co wasze.  Mając wątpliwości, czy potomstwo uczy się od ciebie tyle, ile dudnią mądre głowy dookoła, i że jesteś jego encyklopedią w dwustu tomach, odwróć się czasem w biegu i zobacz, jak córka karmi swoją lalkę piersią zupełnie tak, jak ty karmisz jej brata. A teraz zastanów się ile razy patrzyło na was, kiedy robiliście coś niemądrego. Mało kształcącego. Głupiego. Coś, czego nigdy nie chcielibyście dziecku przekazać. Właśnie dlatego jesteś w obowiązku, by walczyć i właśnie dlatego masz prawo przestać, kiedy czujesz, że tak będzie lepiej.

W całej tej sytuacji to nadal ty pełnisz najważniejszą funkcje oficera do wychowania. Więc nie popsuj tego. Zastanów się co dalej. Na spokojnie.


Lifestyle

Nosisz okulary? Ciesz się! To teraz modne!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
3 sierpnia 2016
Nosisz okulary? Ciesz się! To teraz modne!
fot. iStock/ NinaMalyna

Może i w szkole okulary były powodem do wstydu i strachu przed wyzwiskami ze strony rówieśników. Całe szczęście, okres siedzenia w ławkach i targania za sobą ciężkich plecaków mamy już za sobą, a okulary są po prostu modne! Najważniejsze, że w końcu zaczęłyśmy dbać o swój wzrok, a przy okazji podkreślamy swoją osobowość pięknymi oprawkami.

Piękne i wygodne

Okulary są przede wszystkim po to, żeby ułatwić nam dobre widzenie. Niejednokrotnie zmagamy się przecież z poważnymi wadami wzroku, które nie są wcale niczym przyjemnym. Dlatego też warto wybrać takie, które będą perfekcyjnie dopasowane do naszego typu twarzy, ale i do stylu, który na co dzień prezentujemy. Bardzo często najmodniejsze oprawki nie nadają się do ciągłego noszenia, są komfortowe nawet podczas długotrwałego noszenia, nie powodują obtarć i nie spadają z nosa. Tutaj wybór tych odpowiednich niczym nie różni się od wyboru odpowiedniej sukienki – chcesz mieć najpiękniejszą, ale nie zawsze oznacza to, że będziesz wyglądać w niej dobrze lub że będzie ona wygodna. Pamiętaj też, że zaraz obok własnego stylu przychodzi nam podleganie pod dress code, a skoro okulary to część stylizacji (nawet jeżeli stały), także muszą być pod niego dopasowane. Nie bój się pytać o radę optyka! Zazwyczaj salony prowadzą ludzie, którzy świetnie znają się na modzie, a przede wszystkim na kształtach twarzy.

Decydujący kształt

Okulary pomagają odwrócić uwagę od niedoskonałości twarzy, ale jednocześnie mogą sprawić, że przez przypadek znacząco je podkreślimy. Zanim wybierzesz wymarzone oprawki, przekonaj się, jaki masz kształt twarzy, dzięki temu nie zrobisz sobie krzywdy. Najprostszym sposobem jest obrysowanie na lustrze konturu twarzy zmywalnym mazakiem, trochę zabawy nikomu nie zaszkodzi! Kiedy już będziesz miała to za sobą – pora na wybory! I tak oto dla dziewczyn z kwadratowym konturem, najlepsze będą owalne lub okrągłe okulary z wąskimi oprawkami, a nawet bez nich. Optycznie zaokrąglą i złagodzą rysy twarzy. Możesz także pokusić się o oprawki z mocno zaznaczoną górą, dzięki czemu twarz będzie wydawała się krótsza. W przypadku twarzy sercowatej, najlepsze będą okulary z okrągłymi lub owalnymi szkłami, ale za to z cienkimi oprawkami. Ważne jest unikanie grubych, kolorowych i asymetrycznych oprawek. Jeżeli chciałabyś zaostrzyć rysy twarzy – wybierz kanciaste oprawki. Największymi szczęściarami są dziewczyny z owalną twarzą – pasują im wszystkie rodzaje oprawek! Możesz wybierać co tylko chcesz; kanciaste okulary dodadzą ostrości, okrągłe za to złagodzą Twoje rysy. Nie bój się wybierać ekstrawaganckie okulary, przy owalnej twarzy to żaden problem! Okrągłą twarz chcemy optycznie doprowadzić do tej poprzedniej, owalnej. W jaki sposób? Wybierz okulary kwadratowe z cienkimi oprawkami. Będą ci także pasować okulary asymetryczne, zwężające się ku dołowi lub takie z zaokrąglonymi dołami. Unikaj okrągłych okularów, takie mogą spowodować efekty dziecięcej twarzy.

Nosisz okulary? Ciesz się! To teraz modne!

Fot. iStock / S-S-S

Okularnica w makijażu

Bardzo często dziewczyny, które pierwszy raz muszą zdecydować się na okulary boją się, że jednocześnie będą musiały zrezygnować z makijażu oka. Nic bardziej mylnego! Może taki makijaż będzie odrobinę trudniejszy, ale nie znaczy to jednak, że powinnaś z tego rezygnować. Tak samo jak w przypadku zwykłego makijażu, zacznij od cery. Zastosuj trwały fluid, dzięki czemu noski okularów nie będą ścierać podkładu ze skóry. Przy noszeniu okularów niezwykle ważne jest, by dokładnie zatuszować wszelkie cienie pod oczami. Wybieraj kosmetyki o lekkiej konsystencji, które nie podkreślą zmarszczek, ale dadzą efekt świeżej, wypoczętej skóry. No i brwi! Bez względu na to, jakie okulary nosisz powinny być one idealnie wyprofilowane.

Makijaż dla krótkowidza

Minusowe soczewki sprawiają, że oczy wydają się mniejsze. Nie martw się, dzięki makijażowi oczy będą wydawać się naprawdę wyraziste i duże. Zacznij od jasnego cienia tuż pod łukiem brwiowym, dzięki czemu optycznie otworzysz oko. Narysuj cienką kreskę nad linią rzęs i rozetrzyj ją odrobiną cienia w tym samym kolorze. Okulary minusy nie lubią się ze zdecydowanymi kreskami i ostro zaznaczonymi granicami, w zamian wolą płynne przejścia i miękkie linie. Pamiętaj o wybieraniu dobrze napigmentowanych cieni, one są podstawą wyrazistości! Jaśniejsze kolory rozprowadź na całej powiece, a ciemniejszymi zaznaczaj zewnętrzny kącik oka. Blenduj! Rozetrzyj granicę między kolorami, by płynnie przechodziły jeden w drugi. Dolną linię rzęs delikatnie zaznacz ciemniejszym cieniem, ale tak jak poprzednio – staraj się rozcierać linię. W twoim przypadku ważna jest także biała lub kremowa konturówka, którą zrobimy kreskę wewnątrz dolnej powieki, co optycznie powiększy oko. Zakończ tuszowaniem rzęs, najlepiej podkręcającym i pogrubiającym tuszem.

Makijaż dla dalekowidza

Plusowe okulary może i sprawiają, że oczy wydają się większe, ale za to często spuchnięte, a przy okazji uwydatniają wszystkie zmarszczki. Plan? Zadbanie, aby makijaż był bardzo starannie wykonany i sprawienie, by zza szkieł wyglądały na mniejsze i zmysłowe. Narysuj niezbyt grubą kreskę tuż nad linią rzęs. Użyj kredki w stonowanym kolorze: brązie, czerni, graficie. Następnie zaznacz również dolną powiekę, rysując linię od zewnętrznego kącika oka. Płaskim pędzelkiem z odrobiną cienia w kolorze zbliżonym do konturówki delikatnie rozetrzyj kreskę. Wybieraj stonowane, matowe cienie, nigdy perłowe! Bardzo często plusowe okulary sprawiają, że oczy wydają się byś osadzone blisko siebie. Dlatego zacznij od nałożenia jasnego cienia w kącikach i na całej powiece. Następnie nałóż ciemniejszy cień w stonowanym kolorze, zaznaczając zewnętrzny kącik oka, podkreśl także dolną powiekę. Dokładnie rozetrzyj granicę między kolorami, by dodać makijażowi miękkości Pamiętaj o rzęsach! Podkreśl je wydłużającą maskarą, dokładnie rozczesując włoski.

Поработаем! #vscocam #vscosochi #vscorussia #girlinglasses #vscobnw #vscobest

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika M a r i B i r y u k (@donut_doll)

Najważniejsze jest jednak to, żebyś sama poczuła się pięknie w swoich okularach. I pamiętaj, okularnice rządzą światem!

 

 

 

 

 


Zobacz także

Moje, twoje, nasze… Żeby to miłość, a nie pieniądze, była najważniesza

Nie potrzebuję nakazów ani zakazów. Wstydzę się jednego – że okłamałam mojego męża nie mówiąc mu o aborcji

Ta mama może być dla wszystkich przykładem! Zobacz ten poruszający list do nowej macochy jej córki