Lifestyle

Trzy przekonania, które pomogą uratować każdy związek

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
12 listopada 2021
Fot. iStock/Marco_Piunti
 

Przekonania to nasze subiektywne opinie o otaczającej nas rzeczywistości, ludziach, których spotykamy. Przekazujemy je sobie z pokolenia na pokolenia, nie zawsze są prawdziwe, ale wpływają na nasze życie. Mogą dodawać nam siły, ułatwiać wiele spraw, a mogą też być, jak kula u nogi. O takich przekonaniach mówimy, że są ograniczające.

Jakie są ograniczające przekonania dotyczące związków? Na przykład od mamy i babci słyszałyśmy, że „mężczyźni to dranie i zawsze odchodzą” albo od ojca, że „kobietom nie można ufać, bo…”. Są też inne przekonania, które negatywnie wpływają na nasze relacje. Na przykład uważamy, że ważne jest tylko „ja”, nie należy wybaczać, czy zanadto się otwierać.

A co z dobrymi przekonaniami? Wybrałam trzy. Są kołami ratunkowymi relacji, ale tylko pod warunkiem, że dwójce ludzi zależy na związku i żadne nich nie jest narcyzem.

Racja drugiej osoby jest tak tak samo ważna, jak moja racja

Nasz największy błąd? Wydaje nam się, że możemy drugą osobę przekonać do naszych racji. Wręcz musimy to zrobić, żeby z nią być. Ale po co właściwie? Przecież nie chodzi o to, żeby ktoś przyjął nasz punkt widzenia, to się zwykle nie udaje. Chodzi o kompromis.
W kłótniach nie warto mówić: „Nieprawda, to ja zmywam częściej!”. Albo: „To ja się bardziej staram”, czy „mylisz się, dzieci należy wychowywać właśnie tak, wiem to”. Chodzi o to, żeby z dwóch racji stworzyć jedną, wspólną, którą oboje będziecie mogli zaakceptować.

Ludzie nie chcą nas skrzywdzić, mają różne potrzeby

Zauważyłam, że bardzo często podejrzewamy innych o złe intencje. Podejrzewamy sąsiada, znajomego, nawet obcą osobę w sklepie (na pewno się pchał, bo chciał nam zrobić na złość).

Podejrzewamy również naszych partnerów.

Natomiast patrząc na to z punktu widzenia psychologii większość z nas nie chce źle, nie chce również intencjonalnie zranić drugiej osoby– po prostu każdy z nas walczy o zaspokojenie własnych potrzeb, które często są sprzeczne z potrzebami innych.
Zrozumienie tego redukuje wiele niepotrzebnego napięcia. Jeśli mój partner powiedział coś lub zrobił coś, co mnie zraniło to najprawdopodobniej zrobił to, bo myślał o sobie. Dość słabe, ale nic więcej. On nie jest okrutny.

Dlatego dobrze jest rozmawiać z bliską osobą o swoich potrzebach, bo często agresja, złość, czy atak wynikają z tego, że potrzeby są niezaspokojone, a my nie umiemy wyrazić tego wprost.

Ważne jest dzisiaj, przeszłości już nie ma.

Życie przeszłością to największy błąd, jaki popełniają ludzie będący w stałych związkach. Większość naszych kłótni to wypominanie. Pary z precyzją godną dziennikarza śledczego wymienia szczegół za szczegółem. Bo w maju 2017 roku spojrzałaś na X, ty pisałeś z Y, nie pomogłaś mi w tym i w tym, a ty mi w tamtym. Uwielbiamy dodawać też nic nie znaczące, za to obciążające słowa: „bo ty zawsze”, „nigdy”.

Tymczasem problemy dobrze jest rozwiązywać na bieżąco. Jeśli natomiast decydujemy się z kimś być mimo, że nasz kiedyś skrzywdził– nie możemy mu tego wypominać. Gdy to robimy, siłą rzeczy zbliżamy się do katastrofy. Nikt nie lubi być atakowany, obwiniany i osądzany, szczególnie za rzeczy, które wydarzyły się dawno.


Lifestyle

Jest! Zwiastun „And just like that” trafił do sieci. Carrie i dziewczyny wracają!

Redakcja
Redakcja
12 listopada 2021
fot. Instagram Sarah Jessiki Parker
 

Ciąg dalszy losów dziewczyn z „Seksu w wielkim mieście”, 10-odcinkowy serial „And just like that”, zobaczymy już 9 grudnia. A raczej zaczniemy oglądać, bowiem stacja HBO nie zamierza wrzucić od razu całej serii – będzie udostępniać po jednym odcinku w 10 kolejnych czwartków. Dość nietypowe podejście, ale wiadomo – podtrzymanie zainteresowania mają tym samym zapewnione.

Pierwsze informacje na temat planowanej kontynuacji serialu „Seks w wielkim mieście” pojawiły się w styczniu. Ku uciesze fanów, wieści te szybko potwierdziła w mediach społecznościowych odtwórczyni głównej roli, Sarah Jessica Parker. Od tamtej pory internauci z zapartym tchem śledzą kolejne doniesienia z planu „And Just Like That…”. Wiemy już, że w produkcji pojawi się znakomita większość uwielbianych przez widzów bohaterów – do swoich słynnych ról prócz Parker powrócą m.in. Kristin Davis, Cynthia Nixon, Chris Noth, David Eigenberg, Willie Garson i Evan Handler.

Fabuła ,,And Just Like That…” to dalsze losy trzech przyjaciółek: Carrie, Mirandy i Charlotte, które mierzą się z trudami… życia po pięćdziesiątce. Akcja serialu toczy się późną wiosną w Nowym Jorku, a jeden z wątków dotyczyć ma trwającej pandemii koronawirusa.

Nie wiemy zbyt wiele o tym, co się wydarzy w serialu, fabuła jest pilnie strzeżona. Natomiast działania promocyjne zakrojone są na ogromną skalę. Mamy mieszkanie Carrie do wynajęcia, sukienki na aukcjach, samą Sarah Jessikę Parker na okładkowej sesji w grudniowym numerze „Vogue”. I to zapewne nie koniec atrakcji.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez SJP (@sarahjessicaparker)

Wiemy też, że jednymi z bohaterów będą… ikoniczne wręcz stylizacje bohaterek, a zwłaszcza słynącej z imponującej garderoby Carrie Bradshaw. Sarah Jessica Parker ujawniła, że jej stroje będą zawierały archiwalne elementy, skrupulatnie kolekcjonowane przez nią na przestrzeni lat.

„Nadal mam te wszystkie rzeczy w swoim magazynie. Meble, ubrania, dodatki – wszystko spakowane, posegregowane i opisane zgodnie z porą roku, odcinkiem i sceną. Zachowałam każdą pojedynczą rzecz” – zdradziła czterokrotna zdobywczyni Złotego Globu. Do ulubionych modowych artefaktów aktorki należą m.in. strzyżone futro z pierwszego sezonu serialu i słynne kobaltowe czółenka od Manolo Blahnika, które podarował jej bohaterce Mr Big prosząc ją o rękę.

Od chwili pojawienia się pierwszych zdjęć z planu, emocje publiczności sięgają zenitu. A najgorętsze dyskusje toczą się wokół… wyglądu głównych bohaterek.

 

 


Lifestyle

Jak oszczędzać forsę i być eko? 15 świetnych rad nałogowej „oszczędzaczki” do zastosowania od razu

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
12 listopada 2021
fot. Ridofranz/iStock

Pamiętałam taką scenę sprzed wielu lat z moich wakacji, kiedy byłam jeszcze na studiach i podróżowałam z plecakiem po Turcji. Miałam bardzo mały budżet i jeżdżąc po świecie na niewiele było mnie stać. Spotkałam wtedy na szlaku brytyjską rodzinę z dwójką małych dzieci. Kiedy wysiadaliśmy z autobusu w miejscowości Goreme, ojciec tej rodziny powiedział: „Poszukajmy fajnego taniego noclegu, bo ja nie lubię wydawać kasy”. Powiedział to silnym głosem, bez najmniejszej nuty wstydu. Ja, wychowana w komunie, nigdy bym się do tego tak otwarcie nie przyznała. Brak kasy to był wtedy u nas jednak wstyd!

Myślę, że dziś już tak nie jest. Czasy są coraz trudniejsze i wiele osób musi zacząć liczyć pieniądze, oszczędzać, zastanawiać się nad każdym wydanym pieniądzem. Powiedziałabym, że dziś oszczędzanie to nowy trend, bo coraz więcej osób nie chce tracić życia pracując od rana do nocy w korporacjach, by było ich stać na wszystko. Szukają więc sposobu, by żyć bliżej swojej rodziny, bardziej slow, a mniej majętnie. Coraz częściej uświadamiamy sobie, że pieniądze to naprawdę nie wszystko. I stare powiedzenie, że one szczęścia jednak nie dają, dociera do nas ze zdwojoną siłą. Ale jak żyć oszczędnie? Każdy ma to swój patent.

Przestawiam subiektywny poradnik i jestem bardzo ciekawa Waszych pomysłów. Bo oszczędzanie może być jak hobby i pasja. Pasja, by mniej śmiecić na tej planecie i żyć bardziej ekologicznie. Pasja, bo dzięki mniej konsumpcyjnemu życiu, stajemy się bardziej uważni na ludzi, na ich potrzeby. Pasja, bo bez pędu za codziennością, możemy bardziej zadbać o siebie, o swoje zdrowie i odpoczynek.

  1. Na początku mojego oszczędzania zadałam sobie pytanie: czy samochód jest mi naprawdę potrzebny? Doszłam do wniosku, że nie. Odchowałam już dziecko, które trzeba było wozić do lekarza i na zajęcie pozalekcyjne. Pracuję w domu on-line.  Samochód stał się mi potrzebny do robienia zakupów i wyjeżdżanie na wakacje. Nie chciałam więc trzymać pod domem najbardziej ekskluzywnego „koszyka na zakupy”, za którego ubezpieczenie musiałam płacić rocznie 2 tysiące złotych. Pomyślałam, że to bez sensu i go sprzedałam. Jeśli potrzebuję dokądś pilnie pojechać, wynajmuję w mieście samochód na minuty. Stoją ich dziesiątki na moim osiedlu. Nigdy nie musiałam szukać dalej niż 800 metrów.
  2. Robiąc zakupy, coraz częściej zaglądam na te najniższe półki. Wiadomo, że na wysokości oczu stoją w sklepie pudełka kolorowe. Kasze pakowane po 100 gram w oddzielne plastikowe woreczki. Po co mi to? Na dole stoi kasza opakowana nieatrakcyjnie. Tańsza o połowę, a zakładam się, że tak samo dobra, jak i nie lepsza.
  3. Przymierzam się też do zakupu kubeczka menstruacyjnego. Koleżanki, które go już mają, bardzo sobie chwalą. Twierdzą tylko, że trzeba metodą prób i błędów znaleźć kubeczek, który będzie pasował. Żegnajcie podpaski, zaśmiecające naszą planetę. To mój plan na najbliższy czas.
  4. Od dawna nie chodzę do supermarketów. Wybieram bazar, na którym rolnicy sprzedają swoje warzywa. Jest o niebo taniej i przyjemniej, bo zawsze można o czymś ciekawym porozmawiać z panią, która handluje kapustą kiszoną i z panem, który z własnej fermy przywozi jajka.
  5. Nie robię już takich hurtowych zakupów, jakie robiłam trzy razy w miesiącu, gdy pracowałam od rana do nocy w korporacji. Byłam tak zmęczona, że nie wchodziło w grę kupowanie codziennie po trochu, a o godzinie 18.00 i tak już na bazarze nikogo już nie było. Przyznaję i biję się w piersi, że jeszcze kilka lat temu część jedzenia lądowała w moim koszu. Dziś robię mniejsze zakupy i nie marnuję jedzenia prawie wcale.
  6. Mam też czas, by wszystko staranniej poukładać w lodówce i uwierzcie, że te babcine sposoby działają. Sałata zawinięta w ręcznik papierowy, rzodkiewki umyte i poukładane do słoiczka, zawijanie ogonków bananów folią aluminiową, by nie ciemniały. A jeśli już ściemnieją, pieczenie z nich chleba bananowego. Mnóstwo mam tych patentów kulinarnych, mogłabym pisać o tym bez końca. Próbowałam nawet zbierać obierki, mrozić je, a potem gotować z nich wywar warzywny, ale tu przyznam się, że poległam, bo brak mi konsekwencji i jednak obawiam się, że tuż pod skórką zbierają się nawozy sztuczne. Nie potrafię się przemóc.
  7. Mój ulubiony sposób spędzania wakacji to namiot. Zawsze tak było. Serio, nie ściemniam. Po prostu ponad wygodę przedkładam kontakt z naturą. Uwielbiam kłaść się o zmroku i wstawać z pianiem kur, wychodzić przed namiot bosą stopą, dotykać nią zroszonej trawy. No po prostu uwielbiam. Ale, żeby nie było, że tylko tak spędzam wakacje, czasem jednak pozwalam sobie na wykrochmaloną białą pościel i nie pogardziłabym, gdyby ktoś zaprosił mnie do SPA.
  8. Prawie już nie odwiedzam galerii handlowych. Nie dość, że kręci mi się tam w głowie, to wiem, że w takich miejscach zawsze tracę rozsadek i zaczynam kupować rzeczy, których nigdy nie będę nosiła albo używała. To jest jakiś szał, podyktowany chyba rytmem tej dyskretnie zachęcającej muzyki, która płynie z głośników w każdym sieciowym sklepie.
  9. Gdzie się teraz ubieram? Głównie na Vinted. Nie mogę wyjść z podziwu ile, przy odrobinie cierpliwości i sprytu, można tam wyczaić piękności i okazji. Nawet buty tam kupuję, po prostu zaznaczam w filtrach dwa hasła „nowe bez metki” oraz „nowe z metką”. Jeszcze nikt mnie nie oszukał, przychodzą pachnące świeżością i za pół ceny. O dzięki Ci Boże za zakupoholiczki, które tak szybko się rozmyślają i wstawiają te okazje na portale sprzedażowe.
  10. Niedawno też odkryłam, że w moim lumpeksie osiedlowym raz na dwa tygodnie, w poniedziałki, przychodzi nowa dostawa. O godzinie 11.00 ustawiają się przed nim niebotyczne kolejki. Któregoś dnia przechodziłam obok i pomyślałam: „Te baby po prostu zwariowały!” Ale jak weszłam… zwariowałam i ja. Dostawa angorowych, wełnianych, jedwabnych bluzek i sweterków po prostu była oszałamiająca. Kiedy pracowałam w korporacji, nie miałam szansy tego odkryć, bo jak wracałam z pracy, po godzinie 17.00 już wszystko było przebrane.
  11. Przyznam, że piję bardzo dużo kawy, nawet cztery dziennie. Ale odkąd pracuję w domu, mój ekspres do kawy na kapsułki stoi jak obiekt muzealny nieużywany. Nie śmiecę już plastikiem. Wolę kawę z włoskiej kawiarki, takiej którą stawia się na gazie. Jest tanio i ekologicznie.
  12. Uwielbiam się dzielić! Uważam, że to powinno być jedenaste przykazanie: dziel się. Na czym to polega w moim przypadku? Kiedy koleżanka z Sopotu napisała na Facebooku, że wyjeżdża i potrzebuje kogoś, kto przez trzy dni zaopiekuje się jej psami, byłam pierwsza do takiej pomocy. Korzyść jest obopólna, bo przy okazji zwiedzam sobie miasto i mam kilka chwil, by posiedzieć nad morzem.
  13. Kupuję coraz więcej rzeczy przez Internet i zamawiam je do paczkomatu. Kosmetyki, drobne AGD… Serio, tak naprawdę jest szybciej i taniej. W Internecie można też znaleźć dzięki przeglądarce Ceneo rzecz w najbardziej atrakcyjnej cenie.
  14. Czasem udaje mi się skrzyknąć koleżanki na wino i robimy sobie dzień piękności. Jedna z nas potrafi podciąć włos, inna świetnie robi hybrydę, a ja jestem specjalistką od nakładania henny. Po takim dniu wyglądamy jak milion dolarów.
  15. Okazuje się też, że wiele rzeczy potrafię zrobić sama. W tym roku pomalowałam na biało swój pokój. Nie zatrudniłam fachowca i serio, nikt nie skapował się do tej pory, że malowanie wykonała baba. Wygląda perfekcyjnie! A ile miałam przy tym radości i… siłowni za darmo.

Przysięgam, jeszcze trzy lata temu tak nie żyłam, to pandemia pozmieniała moje priorytety. Dlatego jestem bardzo ciekawa, jakie wy macie patenty na oszczędzanie i ekologiczne życie? Oszczędzanie to jednak rodzaj mojego hobby. Chętnie się od was czegoś nauczę. Piszcie!


Zobacz także

Jesteśmy samotne, tak bardzo samotne. Jednak tylko od nas zależy, czy będziemy w tej samotności tkwić do końca

Farba do włosów z Joanny za 12 złotych? Opadły nam szczęki, serio, nie trzeba przepłacać [test redakcji]

słomiany zapał

Chciałam, ale mi nie wyszło (znowu). 6 kroków do pokonania słomianego zapału