Lifestyle

Trzy letnie spódnice (nie tylko) na lato. Wdzięk, szyk i wygoda – tak chcemy wyglądać!

Redakcja
Redakcja
21 lipca 2021
fot. CoffeeAndMilk/iStock
 

Lato w pełni, playlisty naszpikowane gorącymi rytmami, kolejne zadania z listy „to do” w pracy odhaczane. Myśląc o relaksie i popijając coś orzeźwiającego, pakujemy walizki i zastanawiamy się, co najlepiej zabrać na wczasy czy też kupić na letnich wyprzedażach i co przyda nam się podczas lata w mieście. W czym będziemy najlepiej się czuć i wyglądać. Odpowiedź jest oczywiście banalnie prosta – spódnica, której dopełnieniem mogą być trampki, sandały lub luźne podwiązane na brzuchu t-shirty. Dobra wiadomość – będziesz ją nosić nie tylko latem. Jesienią i zimą włóż do niej ciepłe rajstopy i ciężkie buty, a do tego sweter oversize – look za milion dolarów gotowy. 

Przykładowe stylizacje? Proszę bardzo!

Spódnica Flow

Nasza letnia faworytka. Od poziomu bioder spódnica nabiera zamaszystości, dzięki czemu zyskuje oryginalny charakter i jest bardzo wygodna w noszeniu. Spódnica to również świetna propozycja dla kobiet w ciąży, bowiem ściągająca guma delikatnie podtrzymuje, ale nie uciska brzucha. Wygodna, swobodna propozycja na bose spacery po plaży.

Spódnica w stylu boho

Urocza letnia spódnica to oczywiście klimat boho – samo się nasuwa. Jeśli ponad wszystko cenisz wygodę i kobiecość, to wybór dla ciebie. Najlepiej, żeby była uszyta z oddychającej bawełny. Zwróćcie uwagę na krój – kaskadowo łączące się lekko przymarszczone falbany, przeszyte ażurową taśmą – nadającą spódnicy ultra lekką formę, to strzał w „10”. Żeby nie poszerzała nam sylwetki, w górnej części powinna przylegać do sylwetki. Spódnica Elba to niezastąpiona towarzyszka morskiej bryzy i letnich spacerów promenadą.

Spódnica tiulowa

Myślisz sobie o tiulowej spódnicy – zbyt zdobna, nie na co dzień, może bardziej dla mojej córki? Błąd! Wyjdź z modowej strefy komfortu i odważ się właśnie na ten model. Przypomnij sobie Carrie Bradshow – już? No właśnie. Wbrew pozorom to świetny model – i mówimy z doświadczenia, są w redakcji fanki tego typu spódnic! Ma wiele zastosowań – założysz go na imieniny babci, dobierając fajne płaskie czółenka, założysz na rockowy koncert z martensami, założysz na letni wieczór z przyjaciółkami, dobierając tenisówki, itd. itp.

 

 

***

O marce Anataka: 

Polska marka posiadająca swoje biuro w Łodzi. Współpracuje głównie z lokalnymi szwalniami. Kolekcje Anataki są tworzone z polskich dzianin i tkanin pochodzących z Europy. Firma powstała w 2012 roku z chęci do robienia czegoś wyjątkowego i czystego w swych intencjach. Anataka narodziła się podczas rozmowy przyjaciółek – wspierających się i rozumiejących potrzeby kobiet silnych i nowoczesnych. Nazwa jest wyrazem kobiecego wsparcia. W wolnym tłumaczeniu oznacza „Ania chcę”, bo to właśnie Ania Banasiak, założycielka, miała marzenie, żeby stworzyć markę ponadczasową.


Lifestyle

Krytykuje nasze decyzje, podważa osiągnięcia i sprawia, że czujemy się bezwartościowi. I nazywa siebie przyjacielem…

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
21 lipca 2021
fot. jacoblund/iStock
 

Toksyczni przyjaciele są bardzo często wampirami energetycznymi. Pozbawiają nas energii do działania, pogarszają nasz nastrój. Po spotkaniach z nimi jesteśmy wyczerpani emocjonalnie. – mówi Zuzanna Butryn, psycholożka i psychoterapeutka z Centrum Psychoterapii Sense w Warszawie.

Klaudia Kierzkowska: Czym jest przyjaźń?

Zuzanna Butryn: Definicje przyjaźni są naprawdę różne. Jednak ta najbardziej uniwersalna, to po prostu twierdzenie, że przyjaźń jest bliską więzią, która powstaje między dwojgiem ludzi. Relacja ta zawsze powinna być oparta na zaufaniu, życzliwości i szczerości. W przyjaźni możemy być sobą, nikogo nie musimy udawać. Nie boimy się mówić o sobie, swoich odczuciach, problemach, trudnościach, w obawie, że zostaniemy ocenieni i skrytykowani. Przyjaźń to wolność bycia sobą w relacji z drugim człowiekiem.

Jaka powinna być prawdziwa przyjaźń?

O zdrowej relacji między przyjaciółmi możemy mówić wówczas, kiedy obie strony szanują swoją przestrzeń, dają sobie prawo do decydowania o sobie, nie narzucają stylu życia. Przyjaciel często spełnia funkcję wspierającą, szczególnie wtedy, kiedy  pojawiają się kłopoty. I to właśnie trudne sytuacje często weryfikują jakość naszych relacji. W prawdziwej przyjaźni nie ma rywalizacji, jest za to wzajemny doping do realizacji marzeń i celów. Taka dobra, przyjacielska relacja jest bezwarunkowa, tolerancyjna. Dla przyjaciela liczysz się jako człowiek. I co ważne, czujesz się dobrze i swobodnie w jego towarzystwie.

W przyjaźni częściej powinniśmy brać czy dawać?

W prawdziwej przyjaźni powinna działać zasada wzajemności. Co to oznacza? Raz jestem dawcą, a raz biorcą. Jeżeli relacja przyjacielska jest jednostronna i czerpie z niej tylko jedna osoba to śmiało można powiedzieć, że ma ona charakter toksyczny. W trudnej sytuacji życiowej przyjaciel wymaga większej atencji, jednak pamiętajmy o tymczasowości tych stanów. Możemy zaproponować przyjacielowi pomoc w wyborze specjalisty, na przykład psychoterapeuty, który pomoże mu pokonać trudności.

Jednak ryzykowne w przyjaźni bywa wchodzenie właśnie w terapeutyczną rolę dla swojego przyjaciela, która może dawać wrażenie tej jednostronności relacji. „Ja daje – ty tylko bierzesz, nie ma tu miejsca dla mnie.”

Możemy mieć kilku prawdziwych przyjaciół czy to raczej jedna zaufana osoba?

Tutaj nie ma reguły. Możemy mieć kilku przyjaciół, z którymi tworzymy „paczkę”. Czasem wystarczy nam jeden zaufany i prawdziwy przyjaciel. Wszystko uzależnione jest od naszych indywidualnych potrzeb, pragnień, marzeń. Jednak niewątpliwie bliższe relacje z innymi są dla nas dużym wsparciem społecznym, którego potrzebujemy. Przyjaźń to więź, czasem silniejsza niż relacje miłosne. Od miłości bywa trwalsza.

Często, gdy zaczyna nam się coraz lepiej w życiu układać, tracimy przyjaciół. Odniesiony sukces weryfikuje przyjaciół?

Jeżeli tak jest, to najprawdopodobniej w naszym otoczeniu pojawiały się nieodpowiednie osoby. To nie byli prawdziwi przyjaciele. Zazdrość toksyczna nie jest komponentem  prawdziwej przyjaźni. Zapewne na przestrzeni naszego życia będziemy czuli, że czegoś komuś zazdrościmy. Nie ma w tym nic złego. Przyznanie się do takiej emocji nie dyskwalifikuje. Ważne jednak by przyjrzeć się emocji, wyciągnąć z niej wnioski, zobaczyć jakie są nasze potrzeby czy pragnienia. Jeżeli bliska nam osoba znika z naszego życia, tylko dlatego, że wiedzie się nam lepiej – praca nad tym leży wyłącznie po jej stronie.

Przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa? Czy od takiej relacji niedaleko już do miłości?

Oczywiście, że jest możliwa. Aczkolwiek jak w każdej bliższej relacji, może się zdarzyć, że jedna strona coś poczuje do drugiej. Warto być uważnym na własne emocje w takim układzie. Znam przypadki, kiedy osoba wolała się przyjaźnić z kimś kogo kocha niż tworzyć związek. Byłaby to atrapa związku, a dla osoby zakochanej niezwykle raniące doświadczenie.

Bywają oczywiście też relacje miłosne, które zaczynają się właśnie od przyjaźni. Taki związek ma bardzo solidne podstawy. Znamy się dobrze, rozumiemy, znamy swoje lepsze i słabsze strony i co ważne – wszystkie je akceptujemy. Czasem wystarczy mała iskra, namiętność i relacja przyjacielska przeradza się w związek.

A miłość bez przyjaźni jest możliwa? Czy wtedy nie ma racji bytu?

Relacja to różne etapy. I o ile w pierwszej fazie zakochania ten brak przyjaźni nie będzie przeszkadzał, to potem może być trudniej. Istnieje małe prawdopodobieństwo, aby związek przeszedł do kolejnej fazy związku kompletnego, kiedy to opadają najsilniejsze mocje i zaczynamy dostrzegać swoje wady i zalety. Przyjaźń i wzajemna fascynacja drugą osobą odpowiada za utrzymanie się związku. Jako przyjaciele szanujemy się, lubimy spędzać ze sobą czas, dajemy sobie wzajemne wsparcie i w każdej sytuacji możemy na siebie liczyć.

Niestety przyjaźń często wpływa na nas destrukcyjnie. Czym jest toksyczna przyjaźń?

Wydawać by się mogło, że toksyczna relacja i przyjaźń to wyrażenia przeciwstawne. Jednak niekiedy zdarza się, że relacje przyjacielskie stają się toksyczne. Należy bacznie obserwować emocje, które pojawiają się po spotkaniach z przyjacielem. Jeżeli za każdym razem, zamiast wrażenia dobrze spędzonego czasu, czujemy smutek i przygnębienie, to mamy wyraźny sygnał, że przyjaźń nosi znamiona toksycznej relacji. Toksyczni przyjaciele są bardzo często wampirami energetycznymi. Pozbawiają nas energii do działania, pogarszają nasz nastrój. Po spotkaniach z nimi jesteśmy wyczerpani emocjonalnie. Destrukcyjna więź często wiąże się z wewnętrznym rozdarciem, strachem, a także brakiem pewności, że możemy w pełni komuś zaufać. Boimy się poważnych rozmów i zwierzeń, z góry zakładając, że bliska osoba wykorzysta przeciwko nam wszystko, co zostało jej powiedziane w tajemnicy.

W relacji mającej cechy toksycznej odczuwamy umniejszanie naszych sukcesów przez przyjaciela. Bezwzględnie krytykuje on nasze decyzje, podważa wszystkie osiągnięcia i sprawia, że czujemy się bezwartościowi. W efekcie przestajemy wierzyć we własne możliwości i powoli zamykamy się w sobie. Jednocześnie odnosimy wrażenie, że jesteśmy wykorzystywani. Toksyczny przyjaciel zwykle nie ma dla nas czasu, zwłaszcza w sytuacjach, gdy zwracamy się do niego z prośbą o pomoc. Za to sam chętnie korzysta z naszych rad i regularnie prosi o różnego rodzaju przysługi.

Jakie emocje towarzyszą nam jeśli tkwimy w takiej toksycznej relacji?

Toksyczna relacja nas osłabia. Sprawia, że czujemy się mniej wartościowi. Musimy wciąż udowadniać, że zasługujemy na uwagę przyjaciela, co nas bardzo wyczerpuje. Możemy czuć się po prostu zmęczeni, stale oceniani, krytykowani.

Jak poradzić sobie z taką sytuacją? 

Nigdy nie powinniśmy się poddawać i pozwalać się źle traktować. Musimy wyznaczać granice. Co to oznacza? Nie wstydzimy się powiedzieć głośno, jak dane zachowanie na nas wpływa, co nam to robi. Jak nam szkodzi. To niełatwa sprawa. Często boimy się, że kiedy powiemy o swoich emocjach, bliska osoba nas odrzuci. To błąd, jeżeli nasze emocje nie będą respektowane, taka relacja tylko nas skrzywdzi. Bądźmy na to uważni.

Rozwiązaniem nie jest koniecznie rezygnacja ze znajomości. Zawsze można popracować nad tym, aby taką relacje uleczyć, naprawić. To ciężka praca, która wymaga chęci obu stron. Współpracy, wzięcia odpowiedzialności i refleksji osoby, której zdarza się krzywdzić.

Co zrobić, by nie stać się ofiarą toksycznej przyjaźni?

Być uważnym na to, co się czuje. Obserwować nie tylko emocje, ale także ciało, które również bardzo często wysyła nam sygnały mówiąco o tym, jak czuje się w danym układzie. Masz migrenę po każdym spotkaniu z przyjaciółką? Może to właśnie coś w tej relacji generuje ten somatyczny objaw. Nie lekceważmy takich symptomów.


Lifestyle

Wspieranie chorego działa na niego jak kolejne lekarstwo

Redakcja
Redakcja
21 lipca 2021
fot. KatarzynaBialasiewicz/iStok
To udowodnione: chory, który ma wsparcie rodziny i przyjaciół lepiej reaguje na leczenie i szybciej wraca do formy, niż osoby tego rodzaju pomocy pozbawione. Mało tego, poczucie, że nie jest się samemu w zmaganiu się z chorobą, ma czasem większe znaczenie niż medyczna terapia.

Pacjent leżący na łóżku szpitalnym, otoczony skomplikowaną aparaturą, podłączony do różnych przewodów, rurek i kroplówek pośród narastającego tłumu innych chorych, zestresowany i spanikowany do granic wytrzymałości, ma coraz większe poczucie bycia przedmiotem na przesuwającej się nieubłagalnie taśmie w wielkiej fabryce produkcyjnej. Przekazywanie choremu najczęściej zdawkowych informacji podawanych w pośpiechu, nierzadko hermetycznym i niezrozumiałym żargonem językowym przez sprawujący nad nim opiekę personel medyczny na pewno nie ułatwia radzenia sobie z chorobą i nie sprzyja procesom zdrowienia, nie mówiąc już o obniżeniu tolerancji na coraz bardziej agresywną i toksyczną terapię – to fragment rozdziału książki o holistycznej opiece onkologicznej autorstwa onkologa dr Janusza Medera z warszawskiego Instytutu Onkologii.

A niestety, tak wygląda rzeczywistość wielu pacjentów, którzy chorują na raka. Szczególnie trudne jest w tym wszystkim poczucie samotności i niezrozumienia.

Z badań ankietowych, które przeprowadzono na dużych grupach zarówno pacjentów, jak i lekarzy i pielęgniarek, na pytanie, co jest największym problemem dla chorych na raka zdecydowana większość przedstawicieli białego personelu wymieniała: przewlekłe zmęczenie, silne bóle, nudności i wymioty oraz wiele innych dolegliwości związanych z leczeniem przeciwnowotworowym. Pacjenci najczęściej dawali natomiast inną odpowiedź: upokorzenie oraz naruszanie wolności i godności człowieka.

Stąd nasze wysiłki, by w szkoleniach, które organizujemy jako Polska Unia Onkologii, zawsze było miejsce na aspekty psychoonkologiczne. Uczymy, w jaki sposób psychicznie wspomagać chorego i jego najbliższych, jak przekazywać trudne informacje, rozmawiać na niełatwe tematy. Ale i tego, jak pełnić rolę lekarza: nie możemy przecież płakać razem z chorym, ale dodawać mu sił w walce z chorobą, pomóc zaakceptować tę trudną sytuację. A nierzadko nawet wytłumaczyć, że rak nie jest karą za jakieś grzechy, ale chorobą, pewnym doświadczeniem życiowym, z którego trzeba wyciągnąć wnioski – pisze w książce dr Meder.

Wsparcie pomaga w mierzeniu się z najtrudniejszą chorobą

Zachodzą jednak zmiany w podejściu do pacjenta. Całymi latami dominowało tzw. paternalistyczne – lekarz jawił się jak niemal wszechmocna osoba, która z wyżyn własnych kompetencji decydowała o losie pacjenta. Jednak coraz większa liczba lekarzy dostrzega, że warto być partnerem dla pacjenta. Prawo zresztą wymaga, by lekarz przekazywał pacjentowi wszystkie informacje dotyczące jego stanu, możliwości leczenia i rokowania, a zwolnić go z niego może w praktyce wyłącznie pacjent.

Prawdą jest, że jako lekarze mamy zawsze zbyt mało czasu na rozmowę, wyjaśnienie wątpliwości pacjenta i jego bliskich, bo przytłacza nas rosnąca liczba chorych i biurokracja. Jednak nawet w tym zagonieniu lekarz, który chce, zawsze znajdzie chwilę na taką rozmowę: czasem wystarczy ciepły gest, słowo otuchy, uśmiech – ocenia dr Meder.

I podkreśla, że w procesie leczenia najważniejsze jest to, by postrzegać człowieka holistycznie, zarówno w sensie fizycznym, psychicznym jak i duchowym, widzieć w nim nie tylko kolejnego pacjenta, ale i człowieka z jego emocjami i uczuciami.

Zachorowanie na nowotwór jest dla każdego człowieka punktem zwrotnym w życiu. Chorowanie w samotności wydaje się szczególnym cierpieniem. Nie chodzi jedynie o prozaiczną pomoc w codziennych sprawach typu zakupy, posprzątanie domu czy przewiezienie do lekarza. O to zawsze można kogoś poprosić. Myślę, że najtrudniejsza jest cisza, niemożność podzielenia się z bliskimi swoimi myślami, przytulenia, serdecznej rozmowy czy wspólnego zapomnienia o chorobie – tak mówi inny onkolog, prof. Jacek Jassem, który kilka lat temu doświadczył tego osobiście, sam bowiem zachorował na nowotwór.

Miał to szczęście, że jego bliscy okazali mu niezwykłe wsparcie.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak to jest ważne, dopóki sam nie zachorowałem. Ogromną pomocą było też dla mnie wsparcie przyjaciół. Okazało się, że mam ich znacznie więcej niż myślałem, że potrafią mnie wspierać w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałem. Zorganizowali na przykład specjalny wieczór, podczas którego odśpiewali kilka kapitalnych, skomponowanych specjalnie dla mnie utworów. Wielkiej pomocy udzielili mi także współpracownicy, odciążając od wielu obowiązków. Można by powiedzieć, że przy takim wsparciu, to można chorować! – śmieje się dziś prof. Jacek Jassem.

Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia.

Pomysł na Dom Chorych na Raka

Wsparcie powinna mieć każda osoba, u której zostaje zdiagnozowany rak, bo w takiej sytuacji ciężko jest poradzić sobie z emocjami i stresem. Jednak są osoby, które wokół siebie nie mają nikogo. Rodziny wielokrotnie nie są w stanie dać pełnego wsparcia – mówi Elżbieta Kozik, Prezes Polskich Amazonek Ruchu Społecznego.

Znając potrzeby chorych onkologicznie Amazonki wpadły na pomysł wybudowania przy Centrum Onkologii w Warszawie pierwszego Domu Chorych na Raka. Ideą pomysłu było zabezpieczenie osób nie posiadających bliskich, by po leczeniu szpitalnym umieścić ich w Domu Chorych na Raka, zapewnić pełną opiekę rehabilitacyjno-psychologiczną i stąd wysyłać na zabiegi terapeutyczne do szpitala.

Projekt opracowany był we wszystkich szczegółach i wydawało się, że są duże szanse na realizację. Niestety, plan budowy Szpitala Południowego przekreślił nasze plany. Nie dostałyśmy działki budowlanej. Domu o którym marzę, w którym chorzy byliby zaopiekowani i czuli się bezpiecznie na razie jednak nie będzie – ubolewa Elżbieta Kozik.

System do poprawki

Nawet najlepsi i najbardziej wrażliwi lekarze zaczynają zatracać sens swojej misji i pracy lekarskiej wobec narastającej biurokracji, nakazów i zarządzeń urzędniczych, wydłużających się kolejek i ograniczenia dostępu do niezbędnych procedur medycznych najczęściej w onkologii ratujących życie ludzkie, nie mówiąc już o zapaści kolejnych systemów niewydolnej opieki zdrowotnej, wprowadzaniu limitów ilości świadczeń i coraz większych ograniczeń finansowych – zwraca uwagę dr Meder.

A pacjenci narzekają na trudności z uzyskaniem od personelu medycznego wyczerpujących informacji na temat tego, jak sami mogą wspomóc leczenie.

Po operacji pacjent nie jest edukowany, jak pielęgnować bliznę, jak się odżywiać, jak się rehabilitować. A szkoda, bo to niezwykle cenna wiedza. Uważam także, że każdy chory na raka powinien trafić pod opiekę psychoonkologa, aby pokonać swoje lęki, strachy, demony, które są w głowie. Zamiatanie takich emocji pod dywan nie jest dobrym rozwiązaniem – podkreśla Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum, której mąż zachorował na raka jelita grubego.

Co można podpowiedzieć osobom, które znajdą się w takim położeniu? Ci, którzy taką diagnozę mają za sobą, polecają szukać pomocy w organizacjach działających na rzecz chorych onkologicznie. To nie tylko najlepsze źródło rzetelnych informacji, ale także konkretne podpowiedzi, gdzie szukać pomocy.

Wiadomość o tym, że mój mąż ma raka jelita grubego, spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Ale po rozpaczy, łzach, niedowierzaniu włączył mi się tryb zadaniowy. Powiadomiłam o sytuacji teściową i najbliższą rodzinę. Zaczęłam szukać osób, które mogłyby mi podpowiedzieć, gdzie szukać pomocy, do kogo się zwrócić. Zaczęłam od Fundacji EuropaColon Polska. Wiedziałam, że trzeba działać i to bardzo szybko. W Fundacji dostaliśmy ogromne wsparcie od chwili diagnozy przez kilka tygodni po wyjściu męża ze szpitala dyskretnie nam towarzyszyli. To z Fundacji dostaliśmy różne broszury, cenne informacje, podpowiadano nam, co czytać, co robić, do kogo zwrócić się po pomoc. To od osób z Fundacji dowiedziałam się, jakie informacje przekazywać mężowi, a które pomijać, aby niepotrzebnie go nie stresować na tym pierwszym etapie przed pełną diagnozą – kiedy jest wiele strachu i wiele niewiadomych. Podpowiedziano mi także, gdzie szukać dalszej pomocy, już tej bardziej specjalistycznej – wspomina Elżbieta Brzozowska.

Wszyscy są zgodni co do jednego:  w chorobie ważna jest obecność drugiego człowieka – jeśli to nie może być ktoś bliski, warto poszukać wsparcia gdzie indziej. Im więcej takich wspierających osób chory spotka na swojej drodze, tym łatwiej będzie mu ją przejść.

Z chorobą jest jak z górami: gdy człowiek czuje partnerstwo, braterstwo liny, to nie boi się iść, a gdy tej drugiej osoby nie ma, może być trudno. Jeżeli możesz liczyć na drugiego człowieka przejście tego wszystkiego wydaje się łatwiejsze. Wiem jak to brzmi, ale naprawdę to nie są frazesy. Tysiące ludzi na świecie doświadczają tego samego. Samotna walka może nie jest z góry skazana na porażkę, ale z pewnością jest trudniejsza – mówi Edyta Kruk, chora na raka jajnika.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie/PAP Media-Room


Zobacz także

Droga Matko mojej córki, dziękuję, że ją oddałaś

Nalałam jej wino i powiedziałam, że wszystko się ułoży, choć wcale w to nie wierzę. W końcu od czego są przyjaciółki

Przyłącz się do obchodów Międzynarodowego Dnia Jogi 2018