Lifestyle Psychologia

O święta naiwności… Uważaj, komu w co wierzysz

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
17 maja 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Są tacy, co wierzą we wszystko. W szkole miałam koleżankę, która z wielkiego zdziwienia rozdziawiała buzię za każdym razem, gdy kolega wmawiał jej, że jego dziadek  był pierwszym człowiekiem, który wylądował na Księżycu. Dziwiła się, ale wierzyła. No przecież tak jej powiedział kolega, dlaczego miałby zmyślać? Nawet w trakcie konfrontacji z rzeczywistością skłonna była przyjąć, że to Amerykanie przekręcili nazwisko Arabski na Armstrong. O ile jeszcze w dzieciństwie takie podejście bywa urocze i zabawne, zbytnia naiwność w życiu dorosłym sporo komplikuje.

– Idę się pouczyć z kolegami, będę późno – powiedział 20 -letni syn mojej sąsiadki mijając nas na korytarzu. – Idź synku, idź – uśmiechnęła się ona tłumacząc, że chłopak jest przemęczony przez te studia. No naprawdę ma tyle roboty, że brak mu czasu na odpoczynek. Kiedy wraca z tych spotkań z kolegami, to w zasadzie tylko pada jak długi na łózko i ona musi go rano budzić, żeby w ogóle zdążył na zajęcia…

Jakiś czas potem, wracając od przyjaciółki spotkałam go przy bramie, kiedy usiłował trafić kluczem w otwór zamka . –Uczyłem się z kolegami – wyjaśnił mi z marszu zionąc nieprzyzwoitą dawką alkoholu, ziół orientalnych i damskich perfum. Pół roku później zmienił kierunek studiów, a sąsiadka tłumaczyła mi, że to wszystko wina tego przeładowanego programu. Kiedy następne sześć miesięcy później żenił się przymusowo, by w niedługim czasie zostać pełnoprawnym tatusiem, była święcie przekonana, że dziecko nie jest jego. Przy takiej ilości nauki, gdzie on by miał tam jeszcze czas na dziewczyny?!

Znajoma czeka na przelew. Już kilka miesięcy czeka. Przyjaciółka zwraca jej pieniądze za ostatni miesiąc wynajmu mieszkania. Ale ciągle coś się dzieje. A to awaria banku, a to Internet wyłączyli w trakcie wykonywania transakcji, a to były nagłe i pilne wydatki, kiedy wujek okazał się śmiertelnie chory i trzeba było spełnić marzenie jego życia, zanim umrze. Dzięki Bogu nastąpiła remisja i wujek zdążył się nawet ożenić i urządzić huczne wesele. Póki co, wszystko jest u niego w porządku. Odpukać. – Wiesz – mówi moja znajoma – nigdy nie wiadomo, co się może komu przytrafić. Nie, nie wydaje mi się, żeby to było dziwne. K. mówiła, że w tym tygodniu zrobi przelew.

W. ma fajnego męża. Ale naprawdę fajnego: to dusza towarzystwa i jeszcze ma świetny kontakt z dzieciakami. Dlatego W. często zaczyna z nim rozmowy o powiększeniu rodziny. – Oj, kochanie, teraz to nie – mówi jednak on. – Zobacz tyle mam pracy, coraz więcej… I odsuwa się, unika bliskości. Do domu wraca coraz później, coraz bardziej zmęczony i nieskory by wspólnie spędzać czas. – On tak by chciał, żeby niczego nam nie zabrakło. Bierze nawet te wyjazdy weekendowe i prowadzi szkolenia. Trudno, zaczekam – zwierza mi się W. Czeka już dwa lata. Uparcie ignoruje sygnały, o których mówią jej znajomi. – Widziałem twojego męża w sobotę w sklepie. Był z jakąś blondynką. Znasz ją? – mówi jej przyjaciel. – To niemożliwe – upiera się W. – W sobotę Piotrek był na szkoleniu w Lublinie. Przysyłał mi link do strony z hotelem, w którym nocował.

Nie uwierzyła nawet wtedy, kiedy jej mama, a jego teściowa pokazała zrobione telefonem zdjęcie, na którym zięć obejmuje ową blondynkę ramieniem w kawiarni nieopodal domu rodzinnego W. – To pewnie ta nowa koleżanka z pracy, może się gorzej poczuła – skwitowała, jak zwykle zdziwiona.

Nie wiem, czy to jeszcze naiwność, czy też rozpaczliwa próba wypierania, że coś lub ktoś może być zupełnie inne niż byśmy chcieli, niż wierzyliśmy do tej pory. Wiem tylko, że prędzej czy później życie w takiej iluzji rozpadnie się w końcu na setki kawałków.  Co z tej katastrofy wyniknie? Dla jednych ból, rozczarowanie i mądrość, wiedza o tym, że zaufanie to kwestia bardziej doświadczenia niż chęci. Dla innych ból, rozczarowanie i ostrożność… do następnego razu.


Lifestyle Psychologia

Stara miłość nie rdzewieje…

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 maja 2016
Stara miłość nie rdzewieje
Fot. iStock / South_agency
 

Odnaleźli się po latach. Oboje w stałych związkach. On miał z żoną dziecko, mieszkanie na kredyt i nadzieję na spokojną przyszłość razem. Ona właśnie się zaręczyła, była szczęśliwa i zakochana. Myślała o wyjeździe za granicę. Z narzeczonym, oczywiście.

Impuls, ukłucie w sercu, poczucie jakby cały świat stanął w miejscu. I to pulsowanie w skroniach, przyspieszony oddech. A przed oczami obrazy: pierwsze wakacje, pierwsze wspólnie wynajęte mieszkanie. Wyjazdy do jego rodziców i narty w Szczyrku. Tyle zapamiętała z momentu, w którym zobaczyła go ponownie, 6 lat po rozstaniu. Jeszcze tylko to diabelne pytanie: czy podejść? Wyręczył ją. Podszedł pierwszy.

– Gdybym mogła cofnąć czas – mówi D. – odwróciłabym się i pobiegła jak najdalej. Dlaczego? Bo fakt, że J. ponownie stanął na jej drodze skomplikował wszystko. Dosłownie wszystko. Przynajmniej w jej życiu. Uczucie odżyło. Najpierw to były tylko emocje. Żal (że on ma obrączkę na palcu, że w torbie niósł paczkę pieluch), zachwyt (że wygląda jeszcze lepiej niż kiedyś, że zmężniał, świetnie mu z tą brodą), rozpacz (że nie umalowała się dziś starannie, że przełożyła wczorajsze farbowanie włosów).

Rozmowa? Był serdeczny (radość), uściskał ją (znów żal – to był wyraźnie przyjacielski uścisk). Nie zaprosił na kawę, nie zapytał o numer telefonu. Spytał tylko, co u niej, jakie zmiany w życiu i pogratulował pierścionka. Powiedział, że właśnie wprowadzili się z żoną do mieszkania na sąsiednim osiedlu. A potem pożegnał się jak z dobrą przyjaciółką.

Czego właściwie się spodziewała? Więc chciałaby wiedzieć, czy i on poczuł na jej widok to ukłucie i jakby rozlewające się w środku zimno. Najwyraźniej jednak nie poczuł. Odszedł sobie do tej swojej żony i niemowlęcia od pieluch. D. za to wróciła do domu jak w transie. Na próżno K. (narzeczony) martwił się i pytał, czy chora, czy coś się stało, czy może szefowa znowu robi problemy z  projektem. „Nie, nie” – usłyszał tylko i odpuścił na wyraźną prośbę, że chce być sama. Pocałował ją w głowę (nie, no naprawdę mógłby sobie w TAKIM momencie odpuścić te czułości, już i tak czuła się idiotycznie) i wyszedł pobiegać z psem. A ona usiadła do komputera. Drżącymi palcami wystukiwała w wyszukiwarkach jego imię i nazwisko.

Chłonęła każdą informację jaką znalazła. Zazdrośnie przeglądała zdjęcia. Nie było ich dużo: kilka z urlopów, jedno ze ślubu, jedno przedstawiające J. całującego niemowlęcą rączkę. Jakie to wszystko było dziwne: patrzeć na niego, niegdyś tak bliskiego, jedynego, teraz kiedy już nie należy do niej. Kiedy swoją historię pisze z kimś innym i ona absolutnie nie ma na to żadnego wpływu.

Dziwne, bardzo nieprzyjemne uczucie, patrzeć na ICH ślubną fotografię. I na nią, tę jego żonę. D. rozpaczliwie starała się znaleźć w jej twarzy czy figurze jakiś mankament. Nie udało się, dziewczyna wyglądała na bardzo sympatyczną osobę. D. postanowiła więc po prostu jej nie lubić. Wyłączyła komputer, nalała sobie kieliszek wina. Kiedy K. wrócił do domu i zaniepokojony przyszedł dopytać jak ona się czuje, udała, że śpi. Ale tej nocy nie zmrużyła oka. Była pewna, że znów kocha. A może nigdy nie przestała kochać, chociaż to ona zdecydowała o rozstaniu? Przez następny tydzień rozważała wszystkie „za i przeciw” odnowieniu kontaktu z J. . Myśli o K. odrzucała. Drażnił ją, przeszkadzał bez wyrzutów sumienia myśleć o J.. Już nie był tym najwspanialszym, jedynym.

Kubeł zimnej wody nastąpił ósmego dnia. Zobaczyła J. z żoną i dzieckiem, w parku. Uśmiechnęła się szeroko, wymieniła uściski dłoni i dojrzała w jego spojrzeniu na żonę czułość z jaką na nią, na D. nigdy nie patrzył. A może patrzył, ale bardzo dawno temu. Odeszła szybko. W domu rozpłakała się w sypialni. K. nie pytał o nic. Przytulił ją tylko mocno i głaskał po głowie (cholera, czy on musi być taki dobry?!). Miesiąc później D. odwołała ślub.

Stara miłość nie rdzewieje? Nie róbmy z tej „ludowej mądrości” zasady. Może nie chodzi tutaj tyle o uczucie, co wspomnienie o nim? O sentyment za czasem, kiedy być może nie mieliśmy jeszcze za sobą tylu życiowych rozczarowań. O idealną wizję przeszłości, za którą czasem skrycie tęsknimy? Powiecie pewnie, że związkowi, w którym nie brakuje miłości, akceptacji i zrozumienia nic nie zagrozi, nic go nie rozbije.  Prawda jest jednak taka, że pewnych emocji nie da się przewidzieć. Tak uważa D., która była pewna, że nic nie rozdzieli jej z narzeczonym, że jej miłość do niego jest jak skała. Dziś, dwa lata po tym wydarzeniu znowu jest z K. ale, jak mówi, potrzebowała czasu by na dobre wyleczyć się z poprzedniej miłości, zamknąć ten rozdział definitywnie.


Lifestyle Psychologia

Najgorzej, to jak się ktoś przylepi… Jak uporać się emocjonalnym pasażerem na gapę

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
11 maja 2016
Fot. iStock / petrunjela

Zadzwoniła tuż po 9-tej i tonem najbardziej naturalnym na świecie oznajmiła mi, że oczekuje w tym tygodniu wspólnego wyjścia na kawę. Potem, przez dwadzieścia minut wtajemniczała mnie w swoje rodzinne tajemnice prosząc o poradę i opinię. – Czy jej teściowa miała prawo postąpić w taki sposób? Czy jej mama zareagowała tak, jak trzeba?  

Nie, to nie moja przyjaciółka. Panna „Przylepka”, którą poznałam raptem wczoraj, w gronie znajomych. Ledwo wymieniłyśmy uścisk dłoni, a już zostałam jej powiernicą, najlepszym kompanem i życiowym doradcą. Zaproszenie do znajomych na Facebooku wysłała mi jeszcze podczas rozmowy o swoim pierwszym mężu, a kiedy poszłam do toalety zapisywała sobie mój numer telefonu (koleżanka dała wspaniałomyślnie, widząc jak się świetnie razem dogadujemy).

Znacie „panny Przylepki”? Oplatają swoją chęcią zaprzyjaźnienia się tu, teraz i natychmiast i nie zwracają uwagi na delikatne próby zdystansowania się od tej próby zamachu na nasza prywatność. To sytuacja trudna i delikatna, zwłaszcza dla kogoś, kto tak jak ja nie posiada w sobie wystarczających pokładów asertywności i nie przerwie w porę tych zacieśniających się więzów.

Jak rozpoznać Przylepkę:

Brak dystansu

Od pierwszych chwil znajomości Przylepka jest przekonana, że odnalazła w tobie swoją bratnią duszę. W związku z tym, bez skrępowania opowie ci o swoich najbardziej intymnych problemach, od razu wtajemniczy w życiowe dramaty, oczekując oczywiście, że stoisz po jej stronie (niezależnie od tego, że w ogóle nie masz pojęcia o czym mówi).

Intensywność kontaktu

Przylepka chce być blisko. A raczej musi stworzyć sobie to poczucie, że jest z tobą blisko. Więc dzwoni ciągle, chce się spotykać, podczas większych spotkań nie odstępuje na krok. To smutne i krępujące jednocześnie. Przecież chcesz dobrze, czujesz, że może rzeczywiście w jakiś sposób jesteś tu potrzebna, żałujesz Przylepki, a chwilę potem jak się zdenerwujesz (wewnętrznie), że masz dość, ogarniają cię wyrzuty sumienia.

Nie słucha, ale chce być wysłuchana

Bo niby prosi cię o radę, ale i tak postąpi jak to ona uważa za słuszne. Ciebie potrzebuje głównie jako publiczności i dla naładowania sobie energetycznych bateryjek. Zauważysz to dość szybko: czego byś nie powiedziała, pokiwa z podziwem i aprobatą głową i szybko zmieni temat.

Efekt „energetycznego wampira”

Kontakt z Przylepką sprawia, że odczuwasz zmęczenie jeszcze zanim odbierzesz od niej telefon i z obawą myślisz o spotkaniu tête-à-tête. W skrajnych przypadkach uciążliwość Przylepki wzbudzi w was nawet mordercze instynkty.

Zawiązywanie koalicji

Przylepka musi czuć, że łączy was porozumienie, że myślicie tak samo. Więc bez skrępowania przedstawi ci milion sytuacji, w której
pewna osoba” ją zawiodła i będzie oczekiwać, że od teraz nie lubicie jej tak samo. Uważaj, bywa, że ta opowieść to w pewnym sensie przestroga przed tym, co się stanie, jeśli odwrócisz się od Przylepki…

Jak sobie poradzić z „Przylepką”

W okrutny i niepozostawiający wątpliwości sposób, że nie jesteście najlepszymi przyjaciółkami, a wasze spotkanie nie zostało zapisane w gwiazdach. Nie udawaj, że czujesz sympatię, jeśli to litość. Znajdź w sobie siłę i traktuj Przylepkę ze zdrowym dystansem.

Powiecie może zaraz, że to nieludzkie, że w życiu trzeba być życzliwym, że nigdy nie wiadomo, kiedy komuś drugiemu nasze uważne ucho może uratować życie (dosłownie). Wiem, ale zauważyłam taką prawidłowość, która polega na tym, że z reguły to ja wymagam ratunku i wyciągania za uszy z tej dziwnej relacji. Przylepka zaś przeniesie po prostu swoją uwagę i sympatię na inny obiekt, a mnie zaliczy w poczet nietrafionych emocjonalnie inwestycji. Moja przyjaciółka mawia wówczas w takich sytuacjach: – O, „ogonek” ci się wreszcie odczepił.

Dam wam dobrą radę: nie hodujcie Przylepek. Jeśli wyczuwacie instynktownie, że jakaś kręci się właśnie wokół, czekając na cokolwiek co mogłyby zinterpretować jako ciche przyzwolenie, jasno określajcie granice tej znajomości. Przylepki wkrótce pójdą dalej, ale zabiorą za sobą masę waszej energii i zostawią poczucie, że mało w was człowieczeństwa.