Lifestyle

Szary Domek

Midoblog
Midoblog
8 lutego 2016
 

Jako dziecko nie kojarzę, żebym lubiła czytać. Raczej wręcz przeciwnie – czytanie kojarzyło mi się z przymusem sięgania po lektury, przy których najczęściej zasypiałam. Do dziś pamiętam, jak po kilku stronach „W pustyni i w puszczy” najzwyczajniej w świecie „odpływałam”. Powoli zaczęło się to zmieniać z wiekiem i zapewne z tym, że byłam coraz bardziej świadoma tego, co chcę czytać, a nie to, co mi ktoś narzuca. Jedyny okres, który najzwyczajniej w świecie pochłaniałam z zapartym tchem, to literatura wojny i okupacji. Może – na pewno dlatego, że był szczery i prawdziwy do bólu. Dziwne, ale nie lubię fantastyki, romansów, czy też powieści. Wolę przeczytać coś, co daje mi do myślenia, co mogę odnieść do rzeczywistości, co więcej coś, co może mnie  czegoś nauczyć. (Pewnie w taki sposób również przejawia się mój umysł ścisły).

Nasza domowa biblioteczka Ann się powiększa. Szukam pozycji książkowych z przesłaniem. Tak wiem, z każdej bajki wypływa jakiś morał, ale ja nie o tym. Chodzi mi o to głębsze dno, o mądrość, o piękno wewnętrzne, o empatię. Ciężko to nawet teraz ubrać mi w słowa. Ale myślę, że jeżeli sięgnięcie po pozycję, o których tu wspominam, sami zrozumiecie.

W naszym zbiorze pojawiła się kolejna – „Szary Domek”. Książka pożyczona, ale już przeze mnie poszukiwana – Ann chciałaby ją dostać od Zajączka.

image

„Szary domek” autorstwa Katarzyny Szestak wywarł na mnie ogromne wrażenie. Jest po prostu piękną, ciepłą książką. A historia Szarego Domku –  bajeczna. Szczerze przyznam, że wszelkie słowa nie są w stanie oddać, co czuję, kiedy ją czytam, co tak naprawdę spowodowało, że doczytywałam historie, nawet jak Ann już głęboko spała. Jak ja to mówię – czyta się ją od tak, po prostu, kartki obraca się jedna za drugą, nie myśląc ile czasu nam to zajmuje. Zresztą co tam czas. Autorka swoimi opisami wprowadziła mnie w taki stan, że czasem miałam wrażenie, że dokładnie widzę, jak Domek wygląda w środku, a nawet czuję zapach deszczowej herbaty.

image

Opowiadania są przepełnione ciepłem, spokojem, dobrocią. Szary Domek poszukuje mieszkańca, prawdziwego przyjaciela. Mizernie wygląda, bo tęskni… tęskni za kimś bliskim. Autorka wspaniale ukazuje jego uczucia.

Opowieść uczy odpowiedzialności za drugą istotę, a co więcej pokazuje, jak różni jesteśmy, jak różne istoty są dookoła nas. Akceptacja odmienności nawet dla nas dorosłych bywa trudna, a co dopiero dla dzieci. Pojawia się więc Noc, która, kiedy tylko pojawia się w Domku, odpoczywa i śpi. I srebrny wilk, który jest artystą i pisze piękne wiersze, także o Domku, jednak potrzebuje wolności i lasu. Zjawia się również wiedźma, jednak pobliscy mieszkańcy się jej boją, bo jej nie znają, więc przepędzają ja z Domku. I gdyby nie ostatni mieszkaniec – Niszczydom, Domek nigdy nie przekonałby się kto jest tuż obok niego, a właściwie, kto od zawsze mieszka w nim….

image

Tej nocy do Szarego Domku przyszło szczęście. I wcale nie z powodu czterolistnej koniczynki czy guzika albo nawet podkowy. Przyszło, bo Domek miał najlepszych na świecie przyjaciół”

P.S. Książka „Szary Domek” otrzymała nagrodę w konkursie „Piórko 2015. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci” pod honorowym patronatem pana Marka Michalaka, Rzecznika Praw Dziecka. Więcej na stronie piorko2015.


Lifestyle

Spotify

Midoblog
Midoblog
18 lutego 2016
 

Czy zebra może stracić paski? Jakie pytania zadaje dociekliwy mrówkojad? I kim jest Dziobak?

Ostatnie zasypianie kończymy właśnie słuchaniem bajek. Dzięki Bogu, nie wylądowaliśmy na końcu świata i dociera tu internet. Z pomocą przychodzi nam spotify. Z aplikacją tą zaprzyjaźniłam się już jakiś czas temu. Na początku oczywiście korzystałam z dostępu darmowego, z czasem wprowadzono dostęp rodzinny i dzięki temu mam dostęp do wszystkiego bez reklam. Te reklamy niby nie są uciążliwe, jednak z czasem, zwłaszcza przy zasypianiu mogą znacząco utrudniać życie.

W aplikacji tej znajdziecie dokładnie wszystko.

BAJKI

ale nie tylko. Ogólnie znajdziecie bogata ofertę audio book’ów. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło „polska wersja językowa”. Jedynym minusem słuchania audio book’ów na spotify, jest fakt, że aplikacja nie zapamiętuje, w którym momencie skoczyliśmy słuchanie. Ale szczerze, jak dla mnie to nie stanowi żadnego problemu. Zreszta i tak najwiecej to bajek słuchamy, ale to oczywiste.

IMG_4768 (1)

SZUM

Ostatnio byli z nami na weekend znajomi, którzy do usypiania dziecka używają suszarki. Ogólnie określane jest to mianem „białego szumu”. I jakie było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że na spotify znajdziecie sporo utworów do wyboru, wystarczy wpisać „baby sleep” czy też „white noise”.  Wówczas możecie znaleźć szumy zarówno naturalne, jak i generowane syntetycznie. Żałuje, ze w tamten weekend nie wpadłam na pomysł, by poszukać tego dla znajomych. Jest to na pewno o wiele łatwiejsza forma, jak nie najłatwiejsza, dostępu do szumów – zwłaszcza na wyjeździe, bo przecież smartfon towarzyszy nam (praktycznie) zawsze.

KOŁYSANKI, PIOSENKI i oczywiście RYBKA MINI MINI

to nasz priorytet, jeżeli chodzi o załączanie spotify. Ann to po prostu uwielbia. Poza tym, nie potrzebujemy kupować żadnych płyt i w każdej chwili mamy dostęp do ulubionych utworów.

IMG_4770 (1)

Coś dla mnie….

Po pierwsze „Listy przebojów”, których słucham w każdej wolnej chwili, a zwłaszcza podczas sprzątania – dzięki temu jestem na czasie i wiem czego się słucha. Kiedy jestem wymęczona, padnięta i mam doła, jak krater, klikam w „nastrojowa” i znajduję wszystko, czego mi potrzeba. Oprócz tego znajdziesz tu kategorię party, pop, trening, rock czy też alternatywna, country, metal. Więc naprawdę jest w czym wybierać. A jeżeli jesteś kobietą, okey mężczyzna też wchodzi w grę, w każdym bądź razie osobą ćwicząca w domu, możesz zajrzeć do zakładki trening. Ja teraz jestem na przymusowym odpoczynku od crossfit (niestety), więc staram się tu, w górach, wykonywać treningi. I tym razem spotify sie przydał – rownież muzykę trening crossfit tu znalazłam.

IMG_4766 (1)

IMG_4767 (1)

Jednym słowem – dla każdego coś miłego. I zapewniam Cię, że odkryjesz w tej aplikacji jeszcze wiele więcej.

A teraz już odpływam, słuchając „do snu”….


Lifestyle

Koniec semestru

Midoblog
Midoblog
15 stycznia 2016

Jak zapewne wiesz, jestem nauczycielką. Zawód, jak każdy inny. Można by tak powiedzieć. Chociaż, jak każdy inny ma swoje niuanse, komplikacje i ciemne swoje strony. I właśnie taka zbliża się wielkimi, ogromnymi krokami.

 

Koniec semestru.

Szczerze przyznam – nie cierpię tego okresu czasu. Nie ze względu na masę papierów, sprawozdań, uzasadnień, opinii, wniosków do dalszej pracy. To jest do przeżycia (mimo, że wszystko robi się na sam koniec, kiedy wszystko już jest wiadome czarno na białym – wcześniej, nawet ci najbardziej sumienni mogą tylko pomarzyć, żeby cokolwiek podsumowywać). Z jednego najprostszego względu – wystawianie ocen. Niestety, dla mnie to nic przyjemnego. Niejednokrotnie – nic oczywistego.

I nie chcę tu narzekać. Od tego jestem daleka. Bardziej chodzi mi o to, żebyś (jeżeli jesteś rodzicem) spojrzał na oceny swojego dziecka z troszkę innej perspektywy. W dzisiejszych czasach, kiedy z pomocą wychodzi nam librus (dla niewtajemniczonych e-dziennik zawładnął większością placówek edukacyjnych) mogłoby się wydawać, że wystawianie ocen to przysłowiowy „pikuś”. Zaiste. Zwłaszcza, jeśli masz średnią ważoną = każda ocena ma swoją wagę. Sprawdzian – oczywiście, że najważniejszy, więc największej wagi. Ale sprawdzianów jest najmniej. Więc, które z ocen są najbardziej istotne i najlepiej wpływają na ocenę? Zapewne kartkówki, zadania domowe, aktywność. Uczeń nie jest aktywny – cóż trzeba sprawdzić zadanie. Dyskomfort pojawia się wtedy, kiedy jeden uczeń ma ocen aż 16 (bo aktywny ponad przeciętność) a drugi raptem 8. Przy czym ten drugi ma praktycznie same 4 i 5. Pierwszy zaś, nieciekawe oceny ze sprawdzianów (czytaj dwójki) ale robi zadania dodatkowe, przynosi „kaktusy” (zadania trudne). Widzę, że się stara. Że chce. Że mu zależy. Cóż, jak się okazuje ( i tego jestem całkowicie pewna) nie każdy też potrafi pisać sprawdziany. Bo stres, bo nie jest pewny, więc woli nie napisać nic. Czasem najzwyczajniej nie potrafi skupić myśli. I w taki oto sposób pojawiają się sytuacje, w których mam jeden wielki dylemat. Bo jeden ma średnią 4,75, więc „piąteczka” jak nic, a drugi 4,60… i co? Wtedy muszę się rozdrobnić. Ale i tak nie czuję się z tym dobrze. I uwierz mi, niestety nieraz mam wrażenie, że oceny w ogóle nie są sprawiedliwe. No dobrze – ja to wiem. Nasza skala od 1 do 6 (przy czym 6 oznacza naprawdę wybieganie ponad przeciętność, ponad podstawę programową) oznacza, że mamy skalę tylko do 5 dla standardowego, przeciętnego ucznia (jeżeli pozwolisz, że tak to nazwę). Stanowczo za mało mamy ocen i możliwości. Tym bardziej, że nie ma czegoś takiego jak 4+ czy 5- na semestr. Tak po drodze i owszem, takie oceny pojawiają się w dzienniku, ale też nie zawsze są oczywiste. I, drogi rodzicu pamiętaj jedno – piątka piątce nierówna. I niejeden nauczyciel ma poważny dylemat przy wystawianiu ocen. Nikt nie chce ucznia skrzywdzić, czy też mścić się na nim poprzez ocenę.

Poza tym, chciałabym, żebyś popatrzył też inaczej na oceny swojego dziecka. Nie trzeba być ze wszystkiego dobrym. Uczniowie później ściągają, spisują zadania z internetu (dziś każde zadanie łącznie z numerem strony z książki możecie znaleźć w internecie, niestety nie zawsze odpowiedź jest poprawna) bezmyślnie, tylko dla oceny. Ich jedynym celem jest dobra ocena, nieważna droga do niej. Czasem odpuść. Masz na to czas zwłaszcza, jak dziecko chodzi jeszcze do podstawówki. Nie przekładaj wszystkiego na oceny, które tak, jak piszę nie zawsze są adekwatne do wiedzy. Pomyśl, że ocena dopuszczająca zaczyna się od 31% a kończy na 54%. Odpowiednio uczeń, który uzyskał 8,06 pkt na 26 i ten, który ma ich o 6 więcej nadal ma ocenę dopuszczającą. Notabene, jak uzyskać 0,06 punktu, skoro zazwyczaj dajemy ewentualnie 0,5 ?(!)

Na próbnym sprawdzianie szóstoklasisty jedna uczennica straciła (tylko) cztery punkty z angielskiego, jednak to już było (tylko) 90% i jednocześnie jest to już ocena dobra (bardzo dobra jest od 91% sic!). Pamiętajcie to tylko ocena. Czasem za bardzo się na niej skupiamy. A przede wszystkim, bardzo Cię proszę drogi rodzicu nie skupiaj się na tych najgorszych ocenach. Jeżeli Twoje dziecko przyjdzie z kilkoma ocenami, czy nawet tylko dwoma i będzie to 5 i 1 to porozmawiaj ze swoim dzieckiem najpierw o tej piątce. Doceniaj. Chwal. Otwieraj jego umysł na poszukiwania, ciekawość świata.

Ja nie mam wyjścia, muszę się skupiać na ocenach. Dla mnie są wyznacznikiem wszystkiego. Ale o wiele ważniejsze dla mnie jest myślenie, jeżeli wiesz co mam na myśli. Dlatego czasem średnia ważona to tylko mała podpowiedź dla mnie.

Powodzenia wszystkim dzieciakom na kolejny semestr. Już od poniedziałku!

image

P.S. Chwalę się. Taki drobiazg cudowny. Na swojej drodze spotykam cudowne dzieciaki.