Lifestyle

Stylistka radzi: zrób sobie przegląd szafy, to prawdziwy detoks. Wystarczy osiem kroków

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
6 lutego 2021
Fot. iStock/wundervisuals
 

Czasem warto jest zajrzeć w głąb szafy, takie zaglądanie jest tożsame z wejrzeniem w głąb siebie. Dobrze nam zrobi taki remanent. Niektórzy nazywają go przeglądem szafy, ja uwielbiam słowo detoks. Przegląd brzmi zbyt trywialnie. Jakbyśmy miały przejrzeć swoje fatałaszki.

W przeglądanie nie jest wpisane rozliczenie się z przeszłością, pozamykanie pewnych rozdziałów życia. Przecież to właśnie na końcu detoksu czeka nas nagroda: uczucie ulgi, prawdziwy triumf tożsamy z poczuciem zwycięstwa. To, ile w trakcie detoksu zostanie usuniętych wspomnień, a ile przy tym zdołamy wyrzucić toksyny, to już wiemy tylko my sami. Zazwyczaj, żegnając ubrania, żegnamy jakiś etap swojego życia.

Po co mi tyle ubrań? Jak to znajomo brzmi. Dlaczego nie potrafię wyrzucić swoich jeansów pamiętających czasy liceum? Przecież nawet ręki bym tam teraz nie zmieściła. No i jeszcze ta sukienka, którą miałam na pierwszej randce z mężem. Nie ważne, że męża już nie ma. Nieważne, że miejsca na nowe sukienki też nie ma. Ważna jest ta sukienka, którą zgniotłam i upchałam w głąb szafy, tak żeby wspomnienia nie dotykały za często.

Z każdym detoksem jest tak samo, trzeba się do niego przygotować. A co najważniejsze, jeśli chcemy uporać się z toksynami zalegającymi w naszej szafie, to musimy chcieć coś zmienić. Zawsze najtrudniej jest zacząć, bo wszystko zaczyna się w naszych głowach, a poczucia uwalniającej ulgi nie można kupić. Ona rodzi się w nas i budzi nas do życia.

To jak w takim razie przejąć kontrolę nad swoją szafą?

Nie bagatelizuj tego. Podejdź do detoksu swojej szafy, jak do projektu, który czeka na wykonanie.

Z detoksem szafy jest dokładnie tak, jak z projektem. Im dłużej go odkładasz, im dłużej z nim zwlekasz, tym ciężej jest wziąć się w garść i zabrać do pracy. Zawsze znajdziesz tryliard zastępczych zadań, byleby tylko do swojej szafy nie zaglądać.

Dlatego działaj! Właśnie teraz czytając ten tekst, zaplanuj dzień detoksu. Najlepiej planować go z samego rana, kiedy masz najwięcej energii. Tak więc zapisz w kalendarzu, że np. w przyszłą sobotę od godziny 10.00-15.00 zajmujesz się tajnym projektem o nazwie „Detoks”.

Uprzedź domowników, żeby nikt ci nie przeszkadzał. Potrzebujesz fajnej muzyki, lustra, kilka worków na śmieci lub pudeł i dobry nastrój! On jest tutaj kluczowy.

Jeżeli czujesz, że to cię przerasta, to zadzwoń do przyjaciółki lub przyjaciela, albo zwróć się o pomoc do profesjonalisty – osobistej stylistki, która będzie doskonale wiedziała jak rozprawić się z twoją szafą.

Zakładając, że działasz sama lub z przyjaciółmi u boku, to przyda ci się instrukcja samodzielnego detoksu swojej szafy.

1. W pierwszej kolejności przygotuj miejsce, najlepiej z lustrem

Z doświadczenia wiem, że lepiej jest składować rzeczy w jednym miejscu niż biegać po całym domu.

2. Jak masz już swoje miejsce, to wyjmij z szafy/szuflad wszystkie swoje rzeczy i przenieś je właśnie do tego magicznego miejsca

Rzeczy pogrupuj na: doły/góry/swetry/sukienki/odzież wierzchnią/buty/dodatki/bieliznę/piżamy/ rzeczy po domu.

3. Mając już wszystko pod ręką, odłóż rzeczy:

z dziurami/przetarciami/ dziurami po molach/ nadgryzione zębem czasu/sprane/niechlujne/zżółknięte etc.

Tym rzeczom mówimy NIE. Tych rzeczy się pozbywamy.

*zmechacone swetry postaraj się uratować golarką.

4. W tym kroku zajmiemy się rzeczami, których nie lubisz. Tak więc ubrania, których:

nie darzysz sympatią/w których źle się czujesz/które cię gryzą lub powodują, że chcesz natychmiast wrócić do domu-odkładasz (tak wiem, że niektóre z nich pewnie mają metki lub nigdy w nich nie byłaś). Grzecznie je odłóż do oddania/wstawienia w komis/sprzedania.

*W tym kroku pozbywamy się także ubrań od teściowej, których nigdy nie założysz. Pa, pa niechciane ubrania.

Zobacz, jak dobrze ci idzie! Ile miejsca przybyło. Zaraz okaże się, że w stercie rzeczy odnalazłaś coś nowego.

Po godzinie 12:00, jak na damę przystało, możesz nagrodzić się lampką wina za ogrom wysiłku, jaki włożyłaś! Pamiętaj, że ty nie tylko robisz porządek w swojej szafie (on jest jedynie skutkiem ubocznym).

Ty właśnie pracujesz nad swoim lepszym samopoczuciem, nad swoim nowym wizerunkiem, nad swoim wyglądem!

A zatem na zdrowie.

5. Kolejny krok to przyjrzenie się rzeczom, które zostały (te rzeczy są w dobrym stanie, i dobrze się w nich czujesz).

Przyjrzyj się tym rzeczom, każdej po kolei i odpowiedz sobie na pytania:

  • Czy to jestem ja?
  • Czy to jest sukienka dziewczynki czy kobiety? Tak chciałby widzieć mnie mój partner, czy ja chciałabym tak wyglądać?
  • Tutaj zaczynamy prace nad artykuowaniem twojego JA.
  • Jak Ja chcę wyglądać?
  • Jak chciałabym, żeby widzieli mnie inni?

Podpowiedzi:

Może chciałabyś wyglądać bardziej kobieco lub dziewczęco? Chciałabyś zbudować wizerunek silnej i niezależnej kobiety? A może jesteś na początku swojej kariery i chciałabyś wyglądać bardziej biznesowo? Chcesz ocieplić swój wizerunek lub wyglądać poważniej?

A może chciałbyś wyglądać młodziej, promienniej, bardziej świeżo. Chciałbyś zacząć ubierać się bardziej modowo? Podrasować swój styl? Czy bardziej intelektualnie? A może chcesz wyszczuplić swoja szafę, pozbywając się tych zbędnych warstw? Chciałabyś wreszcie zacząć pokazywać swoją sylwetkę? A może chcesz wyglądać seksownie?

Zapisz wszystko, co przyjdzie ci do głowy na kartce. Twoje odpowiedzi pomogą ci w podjęciu decyzji. A twoja intuicja podpowie ci, czy te falbanki zostawiamy, czy jednak żegnamy.

A nie mówiłam, że detoks szafy to zaglądanie w głąb siebie?

6. Skoro już wiesz, jak chcesz wyglądać, a twoja szafa znacząco się skurczyła, to teraz nadszedł czas na przymierzanie

Zobacz, czy rzeczy, które zostały, pasują do twojej sylwetki, do twojego typu urody. A mówiąc w skrócie: zobacz czy rzeczy, które zostały, dobrze na tobie leżą. Zobacz, czy dobrze w nich wyglądasz. Jeśli masz wątpliwości, to zrób sobie zdjęcie. Zdjęcia nie kłamią!

Ważne jest to, żebyś przymierzała gotowe zestawy ubrań. Dzięki temu będziesz wiedziała, czego ci brakuje. Czasami jest tak, że nie nosimy jakichś rzeczy, bo po prostu brakuje nam t-shirtu albo nie mamy na nie pomysłu.

Zrób zdjęcia gotowych zestawów na sobie. Pomoże ci to o nich pamiętać i unikniesz znanego nam wszystkim problemu „nie mam co na siebie włożyć”.

7. Zapisz rzeczy, których brakuje w twojej szafie

To będzie twój drogowskaz przy kolejnych zakupach.

8. Poszerzaj swoje horyzonty i szukaj modowych inspiracji

To ci pomoże w zestawianiu rzeczy na różne sposoby.

*Dobrze jest podzielić szafę na rzeczy, które zakładasz w sezonie jesień/zima/wiosna/lato. Dzięki temu rzeczy po prostu ci nie zbrzydną.

Daj koniecznie znać jak ci poszło. Trzymam za ciebie mocno kciuki!

Marta PożarlikMarta Pożarlik, czyli Pani od Wizerunku. Od trzech lat współpracuje ze złotymi tarasami. Gościnnie udziela porad modowych w Dzień Dobry TVN. Stylizuje sesje zdjęciowe. Pracuję nad wizerunkiem celebrytów i aktorów. Jest osobistą stylistką Małgorzaty Ohme. Prowadzi liczne szkolenia wizerunkowe dla firm, doradza klientom biznesowym i indywidualnym. Napisała darmowego e-booka „Jak nie zdziadzieć w domu”. Martę znajdziecie na Facebooku i Instagramie. 

 


Lifestyle

Flying Daisy: O osobie, z którą lecimy, musimy wiedzieć wszystko. Życie stewardessy na pokładzie samolotu rodziny królewskiej w Arabii Saudyjskiej

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
6 lutego 2021
Flying Daisy
Fot. Archiwum prywatne
 

– Przygotowania zaczynają się już na trzy godziny przed startem samolotu. Spotykamy się z załogą i przypominamy sobie wszystkie procedury bezpieczeństwa. O osobie, z którą lecimy, musimy wiedzieć wszystko. Jaka jest jej ulubiona kawa czy herbata. Ile słodzi, co lubi jeść, a za czym nie przepada. Dorota, wielu znana jako Flying Daisy, jest stewardessą VIP na pokładzie samolotu rodziny królewskiej w Arabii Saudyjskiej.

Klaudia Kierzkowska: Skąd pomysł na wybór tego zawodu?

Dorota / Flying Daisy: Pomysł zrodził się bardzo dawno temu, a dokładniej podczas mojej pierwszej podróży samolotem, którą odbyłam mając chyba pięć lat. Leciałam z rodzicami do Tunezji i właśnie wtedy zakochałam się w samym etapie podróży – w byciu w samolocie. Na stewardessy patrzyłam jak na kobiety godne podziwu, zrobiły one na mnie ogromne wrażenie. Wtedy też pomyślałam, że kiedyś chciałabym być właśnie taka jak one. Jednak wiadomo, byłam wtedy małą dziewczynką. Później poszłam do szkoły, jednej, drugiej. Świeżo po maturze zaczęłam zastanawiać się – co ze sobą zrobić. Jakie studia rozpocząć? Wybrałam psychologię, ale o swoich marzeniach nie zapomniałam. W międzyczasie poszłam na swoją pierwszą w życiu rekrutację do linii lotniczych.

Rekrutacja do linii lotniczych to tradycyjna rozmowa rekrutacyjna?

Zdecydowanie nie. Myślałam, że skoro zostałam zaproszona na rozmowę, to będzie to spotkanie jeden na jeden. A tu przyszły jakieś tabuny ludzi, na moje oko z 200 osób. Poszłam na żywioł, ale ku mojemu zaskoczeniu przeszłam jeden etap, drugi, trzeci  i udało się. Miałam wtedy 19 lat i choć byłam młoda, to absolutnie nie żałuję, że podjęłam taką decyzję. Weszłam w to i zaczęłam pracę. Psychologię kontynuowałam jeszcze przez niecałe trzy lata, ale przez nieobecności spowodowane lotami, a następnie wylotem na stałe za granicę, było ciężko, dlatego zawiesiłam studia. Mam jednak nadzieję, że kiedyś uda mi się do nich wrócić.

Fot. Archiwum prywatne

Aktualnie jesteś stewardessą VIP na pokładzie samolotu rodziny królewskiej w Arabii Saudyjskiej. Brzmi dumnie! Jak tego dokonałaś?

Jeśli chodzi o linie komercyjne w Polsce przeszłam naprawdę dużo. Moja praca przypadła na bardzo niestabilny okres, kiedy to jedne linie powstawały, a drugie upadały. Ludzie migrowali, zmieniali miejsce zatrudnienia. Nie ukrywam, było to męczące. Niestabilność rynku lotniczego w Polsce i namowa mojej przyjaciółki przyczyniły się do tego, że przeszłam do linii z Emiratów Arabskich.

I właśnie wtedy rozpoczęła się moja przygoda z Bliskim Wschodem, która, nie ukrywam, pomogła mi w osiągnięciu celu. Miałam wieloletnie doświadczenie, jeśli chodzi o linie komercyjne, później pracowałam w Dubaju, a dalej jakoś poszło. Nabrałam doświadczenia, które ma kluczowe znaczenie, jeżeli chcemy zmienić pracę na linie prywatne.

W rekrutacji na stewardessę rodziny królewskiej liczyła się także znajomość kultury i obyczajów. W tak restrykcyjnym kraju jakim jest Arabia Saudyjska, dużym plusem było obcowanie już wcześniej z tymi klimatami i kręgami kulturowymi. Oczywiście wiązało się to z bardzo długim procesem przygotowania mojej osoby. Wchodziłam drzwiami i oknami, wysyłałam CV przez 9 miesięcy. Każdego dnia szukałam ofert pracy w liniach prywatnych – poprawiałam swoje CV, robiłam sesje zdjęciowe, doszkalałam siebie. 9 miesięcy ciężkiej pracy zakończyło się sukcesem – otrzymałam propozycję pracy jako stewardessa rodziny królewskiej.

Wnętrze króla samolotów – Boeinga 777, na pewno robi wrażenie. A może się mylę?

Wnętrze jest niesamowite, to fakt. Za pierwszym razem jak weszłam do samolotu byłam naprawdę zaskoczona. Nie zdawałam sobie sprawy, że samoloty mogą tam wyglądać. Gdzieś tam miałam wiedzę na temat takiego prywatnego samolotu, w którym są skórzane fotele, a wnętrze jest eleganckie, luksusowe. Jednak to, co zobaczyłam w tym przypadku, zaparło mi dech w piersi.

To jest pałac, w którym są pokoje z obrazami, rzeźbami. Oddzielna jadania, sypialnia, biuro, miejsce dla gości. Wszystko jest z najwyższej półki, na podłodze są dywany, a na stołach świeże kwiaty. To na pewno nie jest typowy samolot. Owszem jest część taka „bardziej uboga”, która również wygląda bardzo ładnie. To klasa economy, w której bardzo często latają po prostu bagaże, które nie zmieściły się w cargo, nawet w tak dużym samolocie. (śmiech)

Fot. Archiwum prywatne

Domyślam się, że przygotowania do takiego lotu niejednego mogą zaskoczyć.

To na pewno. Przygotowania zaczynają się już na trzy godziny przed startem samolotu. Spotykamy się z załogą i przypominamy sobie wszystkie procedury bezpieczeństwa. Główna stewardessa zadaje nam szczegółowe pytania dotyczące tego, jak w danej sytuacji byśmy się zachowały – pożar, atak serca itd. Następnie przechodzimy do części serwisowej. Omawiamy serwis, przypominamy menu na dany lot,  a dań zawsze jest naprawdę wiele. Ponadto musimy znać preferencje każdego VIP-a.

Preferencje VIP-a? Brzmi tajemniczo.

O osobie, z którą lecimy, musimy wiedzieć wszystko. Jaka jest jej ulubiona kawa czy herbata. Ile słodzi, co lubi jeść, a za czym nie przepada. Przed danym lotem z konkretnym VIP-em wszystko utrwalamy. Później każda z nas przechodzi do swojej pozycji, bo na samolocie mamy też podzielone pozycje. Trzy kuchnie, a w każdej z nich poszczególne osoby, oczywiście są też pozycje na kabinie, czyli przy bezpośrednim obsługiwaniu rodziny królewskiej.

Każda z nas przygotowuje swoje stanowisko pracy. Najwięcej zadań do wykonania jest w kuchni – to co otrzymujemy od cateringu musimy poprzekładać do salaterek, włożyć do pieca. Wszystko musi być gotowe i poukładane, tak żebyśmy miały później odpowiedni “flow serwisu”. Absolutnie nie może być tak, że nie wiemy co robić i co gdzie jest. Oczywiście osoby, które pracują na kabinie, muszą przygotować stanowisko dla VIP-a. Przy głównym siedzeniu powinny znajdować się jego ulubione rzeczy – przykładowo krem do rąk, owoce, kwiaty. Wszystko przed startem musi być przygotowane na tip top.

Na wejście pasażerów musimy mieć przygotowane gorące i zimne ręczniki do wytarcia rąk, arabic coffee – specjalną mieszankę kawy z kardamonem i do tego daktyle. Jednak wszystko to, co zostało wyłożone na kabinę, przed startem musimy szybko zabezpieczyć. Po starcie zaczynamy przygotowania do serwisu.

Rodzina królewska słucha wydawanych przez stewardessy poleceń typu: proszę usiąść i zapiąć pasy, spodziewamy się turbulencji?

Wszystko uzależnione jest od powagi sytuacji. Zwykle takie informacje dostajemy od pilotów. W przypadku delikatnej, nie zagrażającej w żaden sposób turbulencji, nie zwracamy rodzinie królewskiej uwagi. Owszem, jeśli turbulencje będą duże informujemy, że spodziewamy się czegoś takiego, i że dla bezpieczeństwa waszej wysokości zalecamy usiąść i zapiąć pasy. Jednak my absolutnie nikogo nie możemy do niczego zmusić. Jeśli książę będzie chciał chodzić po kabinie, to tak zrobi.

Jakie zasady obowiązują stewardessy na pokładzie samolotu rodziny królewskiej?

Zasad jest mnóstwo. Obowiązuje nas oczywiście cały protokół dyplomatyczny, w którym określone jest między innymi, jak mamy się zwracać do danych głów państw. Cały czas podlegamy zasadom i procedurom. Nie możemy absolutnie przeszkadzać VIP-om. My jesteśmy taką niewidzialną asystą na samolocie. Coś musi być zrobione na pokładzie np. sprzątnięta popielniczka – my ją zabieramy, myjemy, oddajemy czystą, ale w taki sposób, by nie przeszkadzać. Robimy to niezauważalnie. Jesteśmy takimi niewidzialnymi duchami na pokładzie samolotu.

Pierwszy lot z rodzina królewską – towarzyszył Ci stres?

Owszem, ale miałam oparcie w załodze. Atmosfera panująca na pokładzie była fantastyczna, na pewno o wiele mniej stresująca niż niekiedy w liniach komercyjnych. Wszyscy byli wyrozumiali, mili, każdy wspierał.

Gdzie najchętniej lata rodzina królewska?

Do Stanów Zjednoczonych – to na pewno. Ponadto w sezonie jachtowym odwiedzają Lazurowe Wybrzeże, a do Paryża, czy Londynu latają oczywiście na zakupy.

Fot. Archiwum prywatne

Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych masz czas dla siebie? Możesz zwiedzać, chodzić na zakupy?

Poniekąd tak, poniekąd nie. Cały czas muszę być do dyspozycji, bo nigdy nie wiem, kiedy będziemy wracać. Czasami ktoś z anturażu od księcia powie, że zostajemy tydzień albo dwa, ale rzadko kiedy tak jest. To raczej takie przypuszczenia, które z reguły się zmieniają. Musimy być do dyspozycji, bowiem jak coś się wydarzy np. pogrzeb w rodzinie, to wszyscy wracają już następnego dnia.

Zdarzają się loty tzw. asapy (red. ASAP (as soon as possible) – jak najszybciej możliwe), gdzie w ciągu godziny muszę się zebrać i być gotowa do pracy. Dlatego też mogę się oddalić na okrąg godziny. Owszem, mam czas do dyspozycji, ale wiąże się to cały czas ze sprawdzaniem telefonu służbowego, maila.

Jak wygląda życie Polki w Arabii Saudyjskiej?

Na pewno życie wygląda inaczej niż w Polsce. Moja obecność w Arabii wiąże się z poznaniem kultury i reguł tam panujących. Jednak w przeciągu trzech ostatnich lat, od mojego przylotu tutaj, nastąpiło dużo zmian – kobiety mogą prowadzić samochód, zaczęły się koncerty, pojawili się pierwsi turyści. Jeszcze nie tak dawno Arabia była krajem o wiele bardziej zamkniętym. Obecnie wszystko zmierza w kierunku krajów Emiratów Arabskich..

W Arabii Saudyjskiej mieszkam w miejscu dedykowanym przyjezdnym – tzw. “Compoundzie”, w którym nie obowiązują mnie wszystkie panujące w tym kraju zasady. Przykładowo na ulicę mogę wyjść w szortach, nie muszę zakładać abaji.

Jak wygląda tryb pracy stewardessy rodziny królewskiej?

Dwa miesiące pracy – miesiąc wolnego. Zawsze przylatuję wtedy do Polski, do rodziny. To jest czas tylko dla mnie, czas odpoczynku, regeneracji. Mogę robić w tym czasie, co chcę, byleby wrócić na rotację.

Stewardessa rodziny królewskiej jest spełnieniem marzeń, czy masz jeszcze jakieś ukryte?

Marzę o lepszej rotacji – przykładowo miesiąc pracy – miesiąc wolnego. Jednak na chwilę obecną zawodowo osiągnęłam to, co sobie założyłam.


Lifestyle

Intymność buduje się nie tylko w wieku dwudziestu i trzydziestu lat… za każdym razem jest tyle nowego do odkrycia

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
5 lutego 2021
Fot. iStock

„Świat intymności buduje się nie tylko w wieku dwudziestu i trzydziestu lat, ale przez cały związek. Wabi się i flirtuje z partnerem, utrzymuje napięcie. W każdym momencie naszego życia jesteśmy inni, inaczej reagujemy. Czyli za każdym razem jest tyle nowego do odkrycia” – zapraszamy na #RozmówkiNieobyczajne – o seksie i nie tylko, damsko-męskie pogaduchy. Odcinek 6

Melisandra: Szukałam bielizny dla siebie w ulubionym butiku. Trochę dla partnera, a i trochę dla siebie. Lubię się czuć seksi pod ubraniem i mieć coś… o czym ja tylko wiem, co mam, a on dowie się, odkrywając przypadkowo😉…

Marcin Michał Wysocki: Wyobrażam sobie… Zazdroszczę mu tej niespodzianki, choć osobiście nie jestem jakimś fanem tego typu akcesoriów w miłości (innych jak najbardziej😊). Raczej, po takim odkryciu, kręciłaby mnie świadomość, że musiałaś to zaplanować; że mnie pragnęłaś już wtedy, w sklepie. Hmm. Myślisz, że nas facetów tak naprawdę podniecają te wymyślne desu, erotyczne elementy garderoby i gadżety? A może zwyczajnie reagujemy na seksowną bieliznę albo ulubiony zapach, traktując je jedynie jak sygnał do zbliżenia?

Melisandra: Perfumy, bielizna, szpilki. To nie musi być, jak dzwonek inkasenta, teraz już można😉. Jedna ze słynnych śpiewaczek operowych miała nad wejściem do swojej sypialni żarówkę. Gdy się świeciło na zielono, to pan był zaproszony. Jak na czerwono… to wiesz. Ja sobie tego nie wyobrażam, to jakby wykastrowanie intymności. Sex to spontan, a nie ustalanie, co i jak… Dla mnie to droga donikąd. Chyba fajnie być zaskakiwaną?

MMW: Oj tam, oj tam! Może nie jak dzwonek inkasenta, ale czasem wysyła się przecież delikatne (lub nie) sygnały, że się ma ochotę? Dla kogoś, to może być porozumiewawcze spojrzenie, dla innego zapach albo zwilżenie warg…

MelisandraZnajomy mi opowiadał, że marzy o pilocie do kobiety… czyli on ma pilota i go naciska, a kobieta… małego heheszka w środku i… od razu wariuje z rozkoszy😊.

MMW: Ależ droga Meli, takie rozwiązanie istnieje i to od dawna! Używałem tego z powodzeniem nawet na duuużą odległość. Aplikacja na telefonie współpracująca z urządzeniem zdanie. Idealne rozwiązanie podczas delegacji albo nawet krótszej rozłąki, gdy ukochana po gorącym weekendzie musiała pójść w końcu do pracy, a ja nie mogę jej pozwolić, żeby oddała się jej bez reszty. Coś musi zostać dla mnie. Najśmieszniej, gdy go włączam niespodziewanie, podczas jej służbowego spotkania. Niezły ubaw. Zresztą kara za to bywa sromotna, gdy mam konferencję wideo, a ona jest w pobliżu i postanawia się odegrać… Muszę Ci to koniecznie pokazać! A Ty koledze😊.

MelisandraChętnie! A tak w ogóle, to jak chciałbyś widzieć swoją Kobietę na co dzień w domu? Cały czas w bieliźnie, makijażu i szpilkach? …i zawsze chętna do seksu z takim heheszkiem😉. Wolisz partnerki naturalne czy „podrasowane”?

MMW: Co do bielizny, to – jak mówiłem – nie jestem najlepszym przykładem, bo na mnie te koronkowe historie nie działają zbytnio. Był taki dowcip: chcąca zwrócić uwagę męża kobieta, stanęła w drzwiach sypialni w seksownym, czarnym underware, a gość na to: „Co się stało? Mama umarła?”. Jest w tej teatralnej charakteryzacji coś nieprawdziwego, sztucznego; rodzaj mirażu, który kojarzy mi się z fałszem i grą. Byłoby przykre, gdybym musiał przebierać partnerkę, żeby jej pożądać. Okej, powiem szczerze: to raczej świadomość, że kobieta NIE MA nic pod spodem, jest dla mnie najwspanialszym preludium do gry wstępnej. Tyle w temacie.

MMW:  Na co dzień wolę sweet naturę – jeansy, t-shirty, bluza (bez biustonosza rzecz jasna, hahaha). Ale oczywiście my faceci uwielbiamy takie chwile, gdy nasze partnerki odstawią się w szpilki, czarującą sukienkę; pachną bosko i nęcąco. Bo, gdy kobieta sama dobrze się ze sobą czuje i ma poczucie własnego piękna, to emanuje niepohamowanym seksapilem i wzbudza niekłamany zachwyt. Wtedy naprawdę trudno się nie spóźnić na imprezę😉.

MelisandraHa! Mam Cię😊 to jednak trochę teatru i mirażu. Taki esemes „czekaj na mnie w szpilkach i pończochach” lub „bądź w sklepie… w samym płaszczu i w szpilkach” – znasz to?

MMW: Taa… Ale przestań – najlepiej od razu…

MelisandraDla mnie jest to jednak jest teatr wyobraźni, a potem… rozbieranie tego cukierka. Niezwykle erotyczne jest samo przygotowywanie się dla Was. Dobieranie bielizny, pończoch, wpinanie ich do pasa, makijaż, włosy, perfumy… i myśl o tym jak to może na Was zadziałać. Jak piękna koronka może podkreślić nasze kształty i oprawić jak rama najpiękniejszy obraz. To nasza wewnętrzna moc. Nasze ukryte haczyki na Was. Realizujemy Wasze marzenia i fantazje, jednocześnie wiedząc, że tutaj wiele w tym… preludium zależy od nas.

MMW: Ech, rozmarzyłem się tymi obrazami, które przesuwasz z taką lekkością przed oczami mojej wyobraźni. Wielka jest siła słów, bo wszystko jest w naszych głowach… A fantazje, pod warunkiem, że nie sięgają niemożliwego, to najcudowniejszy afrodyzjak. Lepiej nie idźmy tą drogą, Sabo – to znaczy Droga Meli😉.

Ale mam inne pytanie: jak jest z Wami, Melisandro? NIGDY nie słyszałem opinii kobiet, dotyczących seksownego desu u faceta; jego ubioru w kontekście łóżka – a nie, że lubią gości w mundurach czy garniturach. O tym, że pachnie wyśmienicie albo cuchnie, to tak – choć Wy zdaje się czasem lubicie naturalną woń prawdziwego mężczyzny😉. O tym, czy ma kaloryfer czy bojler, też. Ale nie o samych slipach…

Melisandra: Błagam tylko nie do łóżka w samych skarpetkach… hihihi

MMW:  Prawda, hahaha! Tak na marginesie, o tym, co się znajduje w spodenkach, to najczęściej gadają sami faceci, porównując, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebnie rozmiary, zamiast… zwinność, gotowość i wytrwałość, hahaha (ale może pogadajmy o cechach męskości innym razem, ok?).

Melisandra: To jak z bielizną i naturalnością ciała, jak pisałeś. Znam kobiety, które kochają woń drwala i znam takie, że zanim zaproszą do swojej sypialni… ogolą Pana i to nie chodzi o twarz…

MMW: Buahaha! Już to widzę w drugą stronę. Ja też tak chcę! Gdzie się podziało równouprawnienie?

MelisandraA jak z zabawkami w sypialni? Lubisz? Kupujesz partnerce czy też razem wybieracie?

MMW: Najczęściej to miła niespodzianka, prezent, który trzeba natychmiast przetestować😉. Oczywiście czasem to świadome eksplorowanie nowych obszarów i wspólne dopasowywanie adekwatnego akcesorium…

MelisandraTeż tak uważam, że to cudowne sprawianie partnerowi przyjemności i odkrywanie nowych obszarów swojej intymności. Wiele kobiet nie zna swoich ciał i reakcji, a co dopiero ma powiedzieć mężczyzna, który gdy się pyta „kochanie co najbardziej lubisz?”, dostaje w zamian dziwny grymas partnerki na twarzy. Cieszy mnie, że coraz więcej par chodzi do sex shopów i wspólnie wybiera heheszki😊. Widać, że nie oszczędzają, a też sprawia im wielką radość wzajemna przyjemność. Jest też coraz piękniejsza bielizna i mega obsługa, która chyba przetestowała już wszystko, więc najlepiej doradzi. Takie miejsca już wyglądają jak najlepsza ciastkarnia, a nie jak kiedyś norka dla samotnych poszukiwaczy kudłatych myśli.

MMW: Cóż, pozostaje mi się z Tobą zgodzić. Każdy z nas ma swoje przyjemnostki, których nie powinien ukrywać przed partnerem, jeśli naprawdę są parą. Ba, wspólnie powinniśmy się tym wszystkim bawić. Jako zwolennik par złożonych z ludzi podobnych (vide poprzedni temat podobieństw i różnic), nie wyobrażam sobie o tym nie rozmawiać, nie fantazjować, nie doświadczać, nie przeżywać wspólnie uniesień, traktując seks jak męczarnię i powinność, której nie podobna robić w takim… tramwaju😊.

MelisandraZgadza się. Odkrywanie siebie, wzajemne staranie się o siebie, to jest najpiękniejszy wstęp to spełnienia, jak wzajemne zaloty, taniec motyli, którego my jesteśmy aktorami i kreatorami. Gra i zabawa, w której my wytyczamy granice. I lubię też, przyznaję się, nie tylko sama wybierać bieliznę, a i też dostawać ją… no bo, przyznasz chyba, że nie ma nic bardziej seksi, niż piękne pudło z kokardą, a tam cudowna, koronkowa bielizna z kuleczkami gejszy… z karteczką „załóż ją dzisiaj dla mnie”. Mrrrrrr…. No powiedz, sam byś założył😉.

MMW: Ja? Chyba zwariowałaś, Meli.

Melisandra: Świat intymności buduje się nie tylko w wieku dwudziestu i trzydziestu lat, ale przez cały związek. Wabi się i flirtuje z partnerem, utrzymuje napięcie. Wiadomo, że są i sprawy codzienne, dzieci i zwyczajne życie, jednak nie dajmy sobie odebrać tego dreszczyku podniecenia i nie wpadajmy w codzienną rutynę, która zabija coś najpiękniejszego co może być, czyli polaryzację między kobietą  a mężczyzną. W każdym momencie naszego życia jesteśmy inni, inaczej reagujemy. Czyli za każdym razem jest tyle nowego do odkrycia.

Matko, jakaś Ty dzisiaj refleksyjna, Meli. To, co? Opowiedzieć Ci o tym zdalnym pilocie do zabaw erotycznych?

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście, to autorski pomysł fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melissandra, czyli ta mityczna która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Fundacja jest szczególnym miejscem dla ludzi, którzy po różnych związkach pragną ponownie doświadczyć szczęścia i znaleźć ukochanego i jedynego partnera. Ludzi, którzy, w czasie organizowanych przez Fundację warsztatów, chcą zrozumieć do czego były im potrzebne poprzednie związki, a potrzeba miłości i zrozumienia staje się ich drogą do światła. Warsztaty są miejscem tak dla singli, jak i dla par, które chcą jeszcze zobaczyć czy coś zostało jeszcze z ich miłości i jak tę miłość odnaleźć.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Zobacz także

Regulamin konkursu „Przygody latającego Zibiego”

O!błędne dyktando, czyli jak wspierać dziecko w nauce posługiwania się poprawną polszczyzną?

15 gwiazd po 40-tce zdradziło, jak dbają o swój wygląd. Jedna z nich zawdzięcza figurę diecie 80:20