Lifestyle Psychologia

Rozwód rodziców – blizna na całe życie? Odejście na własnych warunkach jest lepsze niż trauma związana z tęsknotą za ukochaną osobą

Redakcja
Redakcja
10 grudnia 2020
Fot. istock/SrdjanPav
 

Jasne, jako dziecko miałeś podwójne urodziny, podwójne święta i podwójne prezenty, ale potem dorastasz i mierzysz się z tym, co wpływa na ciebie w bardzo realny i podstępny sposób. Zajmie ci dużo czasu, zanim zdasz sobie sprawę z tego, że niektóre z twoich zachowań, reakcji emocjonalnych i  przekonań były produktem ubocznym dorastania w rozbitej rodzinie.

Kiedy twoi rodzice rozwodzą się, gdy jesteś dzieckiem, przydarzy ci się kilka rzeczy:

  • przez większość czasu czujesz się niepewnie;
  • zachowujesz dystans od większości ludzi;
  • masz trudności z emocjonalnymi konsekwencjami wynikającymi z braku obecności jednego z rodziców.
  • Chodzisz z jednego domu do drugiego i nie wiesz, jak to jest przebywać jednocześnie ze wszystkimi ludźmi, których kochasz. Nie jesteś jeszcze na tyle dorosły, aby zrozumieć, że ktokolwiek odejdzie – wróci, że znowu go zobaczysz. Za każdym razem, gdy wychodzisz z domu taty, czujesz się samotny, mimo, że potem spędzasz trzy dni u mamy. Przez cały czas tęsknisz za jednym z rodziców.

Kiedy doroślejesz, nie mówisz o swoich „rodzicach”. To „mama” i „tata”. Nigdy „rodzice”, bo przecież oni nie są razem. Gdziekolwiek jesteś, nigdzie nie czujesz się u siebie.  Jeśli jesteś w jednym miejscu, nie możesz się doczekać się, aż będziesz mógł wyjść. Nie zostajesz na dłużej. Nie przywiązujesz się, ponieważ jeśli się przywiążesz, zostaniesz zraniony. Nauczyłeś się doceniać ludzi w danej chwili, ale gdy znikają z pola widzenia, starasz się o nich nie myśleć. To nie oni, to ty. W ten sposób się chronisz.

Nie uwierzysz w miłość tak po prostu. Twoja droga do miłości jest bardzo długa. Ogarnia cię strach przed zobowiązaniem. Ludzie odchodzą. Wiesz, że to prawda. Więc ty odejdź pierwszy. Bo odejście na własnych warunkach jest lepsze niż trauma związana z tęsknotą za ukochaną osobą. Poza tym wszystko, co dobre, się kończy. Po co czekać, aż twój świat się zawali?

Będziesz uzależniony od zmian, ponieważ jest to rodzaj życia, do którego przywykłeś. Jesteś w tym dobry. Pozostawienie za sobą czegoś lub kogoś i szybki bieg po coś „następnego” to twoja strefa komfortu. Ciągła zmiana jest wpisana w twoją codzienność. Pozostawanie na dłużej w jednym miejscu jest dla ciebie zbyt trudne, męczące. Możesz poczuć się zbyt dobrze i nie mieć się na baczności, gdy zaczniesz pozwalać ludziom zbyt mocno przenikać do twojego życia i wypełniać te wszystkie rysy i pęknięcia. Jeśli ktoś stanie się częścią ciebie, oznacza to, że możesz go stracić. Możesz za nimi tęsknić. A na to nie chcesz sobie pozwolić. Ilość emocjonalnych deficytów, których doznałeś w dzieciństwie, wystarczy na całe życie. Kochanie kogokolwiek oznacza, że ​​możesz zostać silnie zraniony przez tę miłość, a to oznacza ryzyko, którego nie jesteś skłonny podjąć.

Pomyślisz, że ten rozwód nie mógł cię tak bardzo dotknąć. Byłeś przecież dzieckiem. Teraz wszyscy się rozwodzą… Ale kiedy pomyślisz o tym z większą uwagę,  zdajesz sobie sprawę z tego, jak bezbronny byłeś wtedy. Może miałeś dwa, sześć lub dziesięć lat i nie pamiętasz wszystkich kłótni, cierpienia, trzaskania drzwiami… Pod tym względem może oszczędzono ci traumy bezpośredniego doświadczenia tego, co oznacza rozpadająca się rodzina. Ale to właśnie o ten brak pamięci chodzi… Brak jakiegokolwiek trwałego wspomnienia o posiadaniu rodziny – twojej rodziny. Może twoja mama lub tata albo nawet oboje ponownie weszli w związki i zbudowali sobie nowe życie. Nawet jeśli tam pasujesz, nawet jeśli byłeś częścią ich życia, nigdy tak naprawdę nie czułeś, że ta nowa rodzina jest twoja. To nie jest twój dziadek. To nie jest twoja ciotka. Nigdy nie miałeś wyboru, nie pozwolono ci zdecydować. Całe życie będziesz już tęsknił za czymś, czego nigdy nie miałeś.


Lifestyle Psychologia

Chociaż jesteś dorosła, to ja wychowuję twojego syna. W jego oczach to ja jestem mamą, a nie babcią

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 grudnia 2020
Fot. iStock / Ridofranz
 

Jest mroźny, zimowy poranek. Zaglądam do pokoju Franka. Śpi spokojnie, pogrążony w jakimś sennym marzeniu o przygodach w świecie z klocków LEGO. Ten ostatni zestaw dostał od Ciebie. Zresztą, ciągle obsypujesz go prezentami, jakbyś chciała mu wynagrodzić to, czego dać mu nie możesz: spokojny dom, miłość, czułość. Zachowujesz się bardziej jak starsza siostra niż jak mama. A w jego oczach to ja jestem mamą, a nie babcią.

Ta ciąża zdarzyła się przez przypadek. Lekarz powiedział ci, że nie możesz mieć dzieci. Kiedy test pokazał dwie kreski, pomyślałaś, że to zwykła pomyłka. Długo nie chciałaś dopuścić do siebie myśli o tym, że jednak będziesz miała syna. Myślę, że twój stosunek do niego narodził się właśnie wtedy i nadal nic się nie zmieniło. Jak zareagowałaś? Dla Ciebie to był koniec świata. Pamiętam, jak płakałaś w moich ramionach, jak wydzwaniałaś do przyjaciółek. Poród był dla Ciebie traumą, pierwsze miesiące z Frankiem w domu również. Potem po prostu on został, a ty zaczęłaś wracać do siebie… Nie tęskniłaś za nim, nie dzwoniłaś nerwowo z pytaniem, czy wszystko u nas w porządku. Chciałaś jak najszybciej wrócić do dawnego życia. Co miałam zrobić?… Zostawić Ci dziewięciomiesięczne dziecko pod drzwiami?

Dziś twój syn mieszka ze mną, a Ty  zabierasz go do siebie od czasu do czasu – na kilka dni, na weekendy, na wakacje. Opieka nad nim Cię męczy, bo nie masz instynktu macierzyńskiego. Tak bardzo przyzwyczaiłaś się do myśli, że nigdy nie będziesz mamą… Dla Ciebie Franek jest bardziej zabawką, chwilowym przerywnikiem, a nie stałą w twoim życiu. Nie jest to dla mnie łatwa świadomość, choć tutaj chłopiec jest spokojny i szczęśliwy.

Kim jestem – babcią, czy mamą? W jego oczach babcia to mama… To Ty pojawiasz się w jego życiu czasem, z doskoku. W przedszkolu Franek nie rozumie, dlaczego wszystkie dzieci rysują serduszka na portretach swoim mam. Jego całe życie jest tu, ze mną. To ja jestem przy nim, kiedy choruje, kiedy ma zły humor, kiedy jest smutny i wesoły. To ja wiem, co Franek najbardziej lubi i jaka jest jego ukochana bajka. To ja czytam mu wieczorem, do poduszki, ja chodzę z nim na spacery i place zabaw. To ja odprowadzam Franka do przedszkola, gotuję mu obiady i piekę owsiane ciasteczka. To ja jestem jego domem…

Dobiegam 50-tki. Rozwijam swoją firmę, mam swoje marzenia i plany. Jestem coraz starsza. Nie wiem jak poradzę sobie z dorastającym nastolatkiem… Często o tym myślę i ogarnia mnie strach. Czy kiedyś dojrzejesz do odpowiedzialności za swoje własne dziecko? Czy  poczujesz, że on jest Twoim dzieckiem?

Ostatnio podarowałam Kacperkowi kotka. Szybko stali się najlepszymi przyjaciółmi. Lubię patrzeć z jaką delikatnością Franek obchodzi się ze swoim pupilem, jak się nim opiekuje, jak o niego dba. Chciałabym doczekać momentu, w którym spojrzysz na syna z taką miłością i czułością, z jaką on patrzy na swojego pupila.



Zobacz także

Czasem lepiej wybrać łatwiejszą drogę…

40 rzeczy, za które zapominamy być wdzięczni. Nie zapomniałeś o czymś ważnym?

Nie wypada życzyć „smacznego”. To po prostu gafa