Lifestyle

Rozwiązanie konkursu „Piękno jest kobietą”

Redakcja
Redakcja
9 grudnia 2015
Fot. Flickr / Tenderness / CC BY
 
Nasze piękno nie jest definicją z encyklopedii. „Piękno jest kobietą” – cudownie udowodniłyście, że o tym pamiętacie! Dziękujemy za każde zgłoszenie do konkursu, za każdą pochwałę, uwielbienie i podziękowanie, które złożyłyście swoim ciałom i duszom. Jesteście cudowne! Razem ze sponsorem nagród – firmą Holbex życzymy wam jeszcze więcej kobiecego piękna i z największą przyjemnością ogłaszamy wyniki konkursu :).

Nagroda I stopnia

Natalia Tasika-Lech
Marta Śliga
Karolina Woźniak
Natalia Skolarus
Marta Kasprzyk

5 x zestaw nagród, składający się z:

Kuracji VITAPIL®: VITAPIL® Profesjonalny Lotion oraz VITAPIL® tabletki (60 tabl.)

image001Bestsellerowej książki Krzysztofa Gojdzia „Zatrzymać czas. Sekrety medycyny estetycznej”

Nagroda II stopnia

Iwona Dłubała
Monika Chyczewska
Ania Śniosek
Aga Karbownik
Natalia Kowalska

5 x zestaw nagród, składający się z: Kuracji VITAPIL®: VITAPIL® Profesjonalny Lotion oraz VITAPIL® tabletki (60 tabl.)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Laureatów prosimy kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników. Prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody (imię i nazwisko, adres i nr telefonu) na adres e-mail: kontakt@ohme.pl. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj


Lifestyle

„Nigdy ci nie wybaczę, że zostawiłeś mnie i mamę”. Tylko, że to przez nią nie mam kontaktu z synem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 grudnia 2015
Fot. iStock / ejwhite
 

Czekam, kiedy mój syn do mnie przyjdzie i będę mógł mu wytłumaczyć, że to nie ja go zostawiłem, że to jego matka odeszła, a ja nie miałem możliwości kontaktu z nim.

Artur jest sam. Nie potrafi zaufać żadnej kobiecie, zbudować normalnej relacji. – Ewa zostawiła mnie z dnia na dzień. Wyjechałem na szkolenie, a kiedy wróciłem po tygodniu, zastałem pusty dom. Bez zabawek syna, bez jego rzeczy. I bez rzeczy Ewy. Został tylko list, w którym tłumaczyła, że już dłużej nie może tak żyć, że się dusi i że musi odejść. – Usiadłem i nie wiem, ile czasu gapiłem się w ten list. Nie wiedziałem – dzwonić czy nie. O co do cholery chodzi, to jakiś idiotyczny żart? Podczas rozmowy Ewa powiedziała, że wszystko już napisała w liście, nie chce do tego wracać. Kiedy Artur spytał, co z Bartkiem, dała syna do telefonu. – Nie umiał jeszcze mówić, powtarzał tylko „tata”. A ja byłem 600 kilometrów od niego.

Dobrze nam razem było

Artur poznał Ewę na wyjeździe w góry. Pracowała w czasie wakacji w jednym ze schronisk. – Spodobała mi się, bo choć miała zamożnych rodziców, to jednak dorabiała sobie w czasie studiów – wspomina Artur, w którego w domu nigdy się nie przelewało. Mama woźna w szkole, tata starszy, schorowany, na rencie dorabiał jako stróż, kiedy czuł się lepiej.

Pisali do siebie listy. To nie był jeszcze czas łatwo dostępnego internetu. – Potrafiłem wydzwonić całą kartę podczas jednej naszej rozmowy. Padało, wiało, a ja pod tą małą budką telefoniczną – opowiada. Mieszkał nad morzem, pracował na kutrach rybackich. Ambitny, pracowity. – Kiedy Ewa do mnie przyjechała po raz pierwszy, byłem wniebowzięty. Zakochaliśmy się w sobie już w tych listach, rozmowach. Ewa kończyła studia. Spędzała czas u do Artura, kiedy tylko mogła. – Wynajmowałem mieszkanie, kasy za dużo nie miałem, a Ewa studiowała w Gdańsku, więc nie było specjalnie problemu z tym, żebyśmy mogli się spotykać. Kiedy obroniła pracę magisterką oświadczył się jej, zaproponował, by zamieszkali razem.

Ewa dostała pracę w miejscowej szkole. – Dobrze nam razem było. Ewy rodzice naciskali na ślub. Cóż, nie byłem ich wymarzonym zięciem, ale z córką jedynaczką walczyć nie chcieli.

Myślałem, że…

… bardziej szczęśliwym być nie można

– Chcieliśmy mieć dziecko. Gdy okazało się, że Ewa jest w ciąży – szalałem ze szczęścia. Boże, nieba bym jej przychylił, tak bardzo ją kochałem…  Jeszcze przed porodem Ewa zaproponowała, by jej babcia u nich zamieszkała. Chciała mieć pomoc pod ręką, zwłaszcza, gdy Artura nie było przez dwa, trzy dni. – Zgodziłem się bez wahania, myślałem nawet, że to dobry pomysł. Wiadomo, że kobiety lepiej się znają na tych wszystkich rzeczach. Urodził się Bartek. – Ukochana żona, cudowny syn. Jakbym unosił się nad ziemią.

Dzisiaj, kiedy o tym myśli, z tamtych uczuć nie pozostało nic. Nie ma ukochanej żony, która była dla niego całym światem. Nie ma też obok syna. Bartek nie chce go znać.

– Bartek rósł, babcia dzielnie pomagała, ale też chętnie wtykała swoje trzy grosze w nasze życie. To powodowało spięcia między nami. Kiedy mały skończył pół roku zasugerowałem, że pomoc babci jest już niepotrzebna. Ewa nie odzywała się do mnie przez kilka dni. Kiedy po raz kolejny usłyszałem: „Ale babcia mówi…” nie wytrzymałem. „Nasza rodzina albo babcia”, postawiłem ultimatum. Ewa na drugi dzień spakowała siebie, Bartka i babcię. Powiedziała, że pojedzie  pociągiem i przy okazji odwiedzi rodziców.

Mówiłem…

… nie można mieć wszystkiego

Nie było jej dwa tygodnie. Wróciła uśmiechnięta, odprężona, przywiózł ją znajomy jeszcze z czasów szkoły średniej. – Zawoziłem ją do teściów, kiedy chciała. Zostawałem dwa dni i wracałem do pracy. Wiedziałam, że lubi tam być, że Bartkowi krzywda się nie dzieje. Potrafili być u teściów nawet miesiąc. Nie chciałem się kłócić.

Ewa coraz częściej wspominała, że mogliby zmienić mieszkanie na większe, że chciałaby nową lodówkę, że na zakupy pojechałaby do galerii do Gdańska. – Mówiłem jej, że przecież odkładamy pieniądze na mieszkanie, że nie stać nas na szaleństwa, że dopiero się dorabiamy, nie można mieć wszystkiego.

Powiedziałem, że…

…będę czekać

Podczas szkolenia do Bartka zadzwonili sąsiedzi zaniepokojeni, że nie widzieli Ewy i Bartka kilka dni. – Przez telefon powiedziała mi, że pojechała do rodziców. Kiedy wróciłem do domu, okazało się, że wyjechała na zawsze.

Ewa nie miała zamiaru wracać. Kiedy Artur pojechał zobaczyć syna, musiał wynająć sobie pokój w hotelu. – Dostałem dziecko w drzwiach u teściów. Poszliśmy na plac zabaw, na obiad, gofry. Wygłupialiśmy się i śmialiśmy, musiałem oddać go do 18-tej. Ewa nie chciała ze mną rozmawiać. Na drugi dzień rano zadzwoniła jej mama, że Bartek jest chory i nie mogę go wziąć. I że to moja wina, bo pewnie był za długo na dworze. Nie będę cytował, co cisnęło mi się na usta. Próbowałem porozmawiać z Ewą, umówiliśmy się na kawę. Ale ona była taka sztywna. Pytałem, co dalej, jak ona to sobie wyobraża, co mogę zrobić, żeby do mnie wróciła razem z Bartkiem. Dałem jej czas. Powiedziałem, że będę czekać.

Kilka tygodni później Ewa złożyła pozew o rozwód. – Dzwoniłem do Bartka. Czasami udało mi się go usłyszeć, częściej jednak było, że śpi, że jest u kolegi, że się kąpie. Miałem nadzieję, że jadąc do sądu dogadamy się, że Ewa do mnie wróci, że damy sobie szansę. Tymczasem sąd orzekł rozwód na pierwszej rozprawie. Co do opieki nad dzieckiem uznał, że Bartek powinien być przy matce. Artur zgodził się na polubowne i między swoją już była żoną ustalenie kontaktów z synem. – Nie było mnie stać na adwokata, zresztą wtedy nawet o tym nie myślałem. Sama podróż kosztowała mnie już sporo. Myślałem, że ustalimy coś, jakieś konkrety.

Nie mogłem…

… co tydzień czy dwa jeździć 600 kilometrów

-Przez ostatnie trzy lata widziałem syna może z cztery razy. Dzisiaj Bartek ma osiem lat. Kiedy zadzwoniłem rok temu w Wigilię usłyszałem, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Wcześniej bywało tak, że podczas rozmowy ze mną pytał: „Mamo, a mogę to tacie powiedzieć?”. Nie mogłem co tydzień czy dwa jeździć 600 kilometrów, wynajmować pokoju w hotelu, żeby przez kilka godzin widzieć się z synem. I jeszcze do tego alimenty… Kiedy proponowałem, żeby Bartek przyjechał do mnie na kilka dni, słyszałem, że nie można dziecka narażać na taki stres, że jest za mały, żeby teraz zostawić go bez mamy.

Artur wysłał kartki. Dzwonił w każde święta, przy każdej okazji. Kiedy nie mógł być na urodzinach, więc wysłał prezent. – Ewa mówiła, że będą na wakacjach nad morzem. Ale nigdy nie podawała konkretnej daty, zawsze to tydzień w tą lub w tamtą, kiedy dzwoniłem okazywało się, że właśnie z tych wakacji wrócili do domu. Kiedyś usłyszałem, żebym sobie odpuścił wysyłanie tych kartek, bo na co to komu. „Dziecinada”, mówiła.

Ojciec Bartka mówi, że od początku był na straconej pozycji. Dziecko wywiezione 600 kilometrów od niego, brak możliwości stałego kontaktu. – Nie mogłem go wziąć do siebie, zmusić Ewy, by zamieszkała bliżej. Pozostały tylko cotygodniowe rozmowy przez telefon.  Ewa ułożyła sobie życie. Jest z facetem, który kilka razy przywoził ją od teściów do domu. Wiem, że Bartkowi jest tam dobrze. Że ma normalny dom. Ewa ma to co chciała, faceta z kasą, który spełni każdą jej zachciankę. Wiem też, że jej nowy mąż jest dobry mojego syna. Teraz ona jest w ciąży. Może to pozwoli na częstsze kontakty z Bartkiem – łudzi się Artur.

Będę czekał…

… wtedy mu wszystko wytłumaczę

Kilka miesięcy temu Ewa zadzwoniła mówiąc, że potrzebuje zgody Artura na zrobienie paszportu Bartkowi. Powiedziała, że jeśli nie przyjedzie, to wniesie sprawę do sądu o odebranie mu praw rodzicielskich. – Nie miałem wyjścia. Mówiła, że potrzebuje paszportu, bo chcą jechać na wakacje za granicę. A gdyby chciała wyjechać z nim za granicę na stałe, to i tak nie miałbym nic do gadania.

Zobaczył ich na korytarzu urzędu. – Bartek tak wyrósł. Nie podszedł się przywitać. Podpisałem wymagane papiery. „Bartek”, powiedziałem, a on wykrzyczał przez cały korytarz: „Nigdy ci nie wybaczę, że zostawiłeś mnie i mamę” – Artur płacze… Kiedy się uspokaja mówi: – Czekam na dzień, kiedy on w końcu do mnie przyjedzie, kiedy zapuka, choćby miało to być za 20 czy 30 lat. Będę czekał. Wtedy mu wszystko wytłumaczę. Mam wyrok sądu, listy od jego matki, gdzie pisała, że Bartek nie może się ze mną spotkać, bo jest chory, na obozie, albo w kiepskim nastroju. Mam maile z prośbą o spotkania z nim. I list. List, który zostawiła mi jego matka, a który zaczynał się od słów: „Odchodzę od Ciebie…”

W przypadku 96% rozwodzących się par, sąd ustala miejsce pobytu dziecka przy matce. Jeszcze do niedawna, kiedy rodzice nie mogli porozumieć się w sprawie opieki nad dzieckiem, ograniczano prawa rodzicielskie jednemu z nich, a raczej nie jednemu, tylko ojcu. Rzecznik Praw Dziecka apelował, by pamiętano o prawie dziecka do opieki obojga rodziców. Podkreśla się, że dorośli są dla dziecka, a nie dziecko dla dorosłych. Tyle w teorii. Praktyka jednak w większości wypadków wygląda zupełnie inaczej. Znam kilka historii, kiedy ojcowie słyszeli: „Jak nie zgodzisz się na wysokość alimentów i warunki rozwodu, to uwierz – zrobię tak, że dziecko nie będzie chciało cię widzieć…”


Lifestyle

W tym szaleństwie jest metoda! Czyli krótki poradnik prezentowy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 grudnia 2015
Fot. iStock / zahar2000

Dzwoneczki już się rozdzwoniły, w radiu wesoło pobrzmiewa „Last Christmas”, a świąteczne iluminacje biją po oczach w mniejszych i większych centrach handlowych. Dzieci zaczęły przygotowania do jasełek, a listy do Mikołaja zostały już dawno niezgrabnie zapakowane w pobrudzone i zatłuszczone łapkami waszych pociech koperty. To już, za chwilę! Szaleństwo świątecznych zakupów ogarnia nas jak co roku, a w telewizji nie brak bezlitosnych podsumowań. „W te święta na prezenty świąteczne przeciętny Polak wyda…” – usłyszycie. Cóż, tradycja… A gdyby tak, wprowadzić kilka, drobnych zmian?

W tym roku akcję „Mikołaj” rozpoczynamy wcześniej

Zacznijmy od najprostszej: koniec z bieganiem za prezentami z wywieszonym językiem, aż do ostatniej chwili! Przecież co roku obiecujecie sobie, że to już ostatni raz, prawda? No więc postanowione: dziś, najpóźniej jutro przygotowujemy listę podarunków. No i rozpoczynamy łowy. Spokojnie, bez nerwów odhaczamy na naszej liście kolejne pozycje. Jest jeszcze czas na znalezienie ewentualnych zamienników albo, jeśli jest taka potrzeba, sprowadzenie prezentu z dalekiego kraju (kto wie o czym marzy ciotka…?).

Świąteczna loteria

Ten pomysł może początkowo nie wzbudzić waszego entuzjazmu. Jesteśmy dorośli, ale przecież tak jak dzieci kochamy dostawać prezenty! Wierzę jednak w wasz finansowy rozsądek. Jeśli macie liczną rodzinę, obdarowywanie wszystkich upominkami może szybko doprowadzić niejeden portfel do ruiny. I nie szkodzi, że przez te najbliższe, świąteczne dni stołujecie się u rodziców, cioć i wujków czy przyjaciół. Wałówka skończy się równie szybko jak skończyły się wasze oszczędności… Rozwiązaniem jest świąteczna loteria. Zróbcie karteczki z imionami członków rodziny, ustalcie kwotę za jaką kupujecie podarunek. Niech każdy kupi tylko jeden prezent. Ale niech to będzie prezent wyjątkowy!

Z loterii wyłączamy dzieci, one jako uprzywilejowane, mają prawo do odrobinę większej liczby upominków. Pielęgnujmy ich wspomnienia z tego wyjątkowego okresu, gdy wiara w Mikołaja, smak słodkich pierniczków i czas spędzony z najbliższymi buduje w ich sercach wyjątkową atmosferę magii i ciepła.

Wybór prezentu

Trudna sprawa, zwłaszcza jeśli całkiem niedawno twoja rodzina powiększyła się o, na przykład, całkiem spore „mężowskie” skrzydło. Wujka Zdzicha na oczy nie widziałaś, a Babcię Lodzię podziwiałaś na zdjęciu jako seksowną dwudziestkę. Twoja wiedza o nich jest znikoma, a chciałabyś podarować im coś wyjątkowego. Najpiękniejsze prezenty to te przemyślane, dane prosto z serca Takie, które świadczą o naszej życzliwości lub uczuciu – brzmi prawda stara jak świat. Nie martw się. Jeśli wylosujesz Babcię Lodzię lub wujka Zdzicha, zadaj mężowi lub komuś znajomemu z jego rodziny takie oto przykładowe pytania:
1. Czy wujek Zdzich sprawia sobie czasem „drobne przyjemności” czy jest raczej oszczędny?
2. Czego potrzebuje?
3. O czym marzy?
4. Co sprawia, że czuje się dobrze?
5. Jakie prezenty daje innym?

Założę się, że przynajmniej jedno z tych pytań skieruje was na właściwie tory. W ostateczności, znajdźcie pośrednika i zapytajcie wprost, inaczej nietrafiony świąteczny prezent będzie się kurzył na półce lub wyląduje w piwnicy.

I jeszcze tylko jedna sprawa…

Bożonarodzeniowa atmosfera wpływa na was kojąco, krążycie więc po sklepie wrzucając do koszyczka jeszcze to śliczne mydełko w kształcie bombki i zupełnie niepotrzebny zestaw pod prysznic z dozownikiem – aniołkiem. A potem ten flakonik z wodą kolońską, co wam się akurat kojarzy z tą piosenką, bo grali ją zawsze w radio kiedy byliście mali i Wigilie spędzaliście u dziadków… Pamiętajcie, to tylko dobrze przemyślana strategia marketingowa (pisaliśmy o nich tu). Miejcie się na baczności i nie róbcie „spontanicznych” zakupów pod wpływem chwilowej nostalgii.

Życzę wam udanych i przemyślanych zakupów. A może sami tworzycie prezenty dla najbliższych? Jeśli tak, napiszcie do nas koniecznie. Zainspirujmy się wzajemnie!


Zobacz także

Nie porzucaj! Porzucając członka rodziny, zasługujesz na to, by potraktowano cię tak samo!

Robert Biedroń

Robert Biedroń: „Ludzie oczekiwali, że znajdę sobie dziewczynę, że będę miał dzieci. Że nie będę głośno mówił, że jestem gejem”

Buduję MOCne Kobiety! Z wdzięczności za to, kim dzisiaj jestem!