Lifestyle

Różne nazwy, ten sam schemat. W teorii możesz wszystko, praktyka jednak, strzela ci z liścia w twarz. O grupach na Facebooku

Anika Zadylak
Anika Zadylak
1 lutego 2017
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
 

Kiedy bezmyślnie, klikałam kolejne zaproszenia do coraz to innych grup na FejsBogu Wszechmogącym, czy innych forach, nie zgadłabym, w co się pakuję. Okazało się, że owszem, należeć do nich możesz. Ba! Ty nawet, możesz coś skomentować czy zapytać, ale… No właśnie, ale uważaj, bądź czujny i ostrożny. Zanim choć pomyślisz, czy aby nie zostawić tam jakiegoś swojego śladu, prześpij się z tym.

Tego, że do różnorakich grup należę – a ściślej – należałam, nie będę się wypierała. W Internecie zresztą, nic nie ginie. Net pamięta dłużej nawet, niż do końca naszych dni. Na swoją obronę mam tylko to, że w natłoku zajęć, nie do końca się w tę część Internetu zagłębiałam. Czasem mi coś na tablicy wyskoczyło, nie przywiązywałam uwagi. I przyszedł ten dzień, kiedy przyszło mi do głowy, spróbować. No zwyczajnie, wejść na jedną z tych obcych jak się okazało planet i zapytać. Po to zresztą istnieją, żeby się wspierać, coś doradzić, podzielić doświadczeniami. Czasem, sprzedać w dobrej cenie lub korzystnie, wymienić. Ponieważ jestem posiadaczką kotów wybrednych i wiecznie sfochowanych, które jedzą co im pasuje, nie ważne ile kosztuje i z jakiej jest półki. Zapytałam. Jedno zdanie napisałam, co sądzą o karmie takiej i takiej. Nawet bez wzmianki, że ją stosuje. Nawet, że znam kogoś, kto tym karmi swoje zwierzaki. A potem, czytałam z wypiekami na twarzy i stanem przedzawałowym, że jestem mordercą. Że powinno mi się te moje dwie kotki, zabrać jak najszybciej, zanim je wykończę. Żebym sama sobie, to żarła i patrzyła, jak puchnę i gnije. I szybko do weterynarza, bo może jeszcze jest szansa na ratunek. Siedziałam wgnieciona w ścianę. Długo, zanim oprzytomniałam. I na swoje nieszczęście, poszłam dalej.

Albowiem znalazłam na swej drodze, kilka krętych ścieżek. Różne nazwy, ten sam schemat. W teorii możesz wszystko, praktyka jednak, strzela ci liścia w twarz.

1. Jemy zdrowo i bez mięsa. I rozdajemy… kosmiczne porady.

 Nie jestem wegetarianką, tylko nie jem mięsa. Z różnych powodów. Moja córka jest weganką, za to syn stuprocentowym mięsożercą. Gotuje czasem na trzy garnki, nie widzę problemu. Siadamy do stołu razem, nie zaglądamy sobie w talerze. Wchodzę na grupę dla bezmięsnych, bo szukam przepisu na pasztet z ciecierzycy. Przeglądam posty, coś tam nawet widzę o żywieniu, polecaniu produktów. Ale częściej jednak coś, co mnie zmiażdżyło. Dziewczyna pyta, czy ryba to mięso. Sama się nad tym, milion razy zastanawiałam. Chyba tylko jedną odpowiedź znalazłam, że była na temat. Reszta to hejt, pouczania, że dupa z niej, nie wegetarianka.

Zaraz po tym, chłopak wrzuca fotkę z potrawą wege, w tle widać dwie męskie dłonie. Ktoś głupio żartuje, że randka z ukochanym. I się zaczyna. Dwa obozy, jedni gejów bronią, drudzy szydzą. Nikt, nie słucha autora zdjęcia, że post nie o tym a w tle jego brat.
 W nadziei czytam dalej, szukam czegoś o wegetarianach. Znajduje poradnik. Dziewczyna zadaje pytanie, w które aż nie wierzę. Ona nie je mięsa i nie tknie go nigdy a on, jej przyszły mąż, 3 lata zaręczeni, jednak nie dał się przekonać. I co teraz. Zostać, czy dać spokój? Czytam tylko dwa pierwsze komentarze, że nie ma co się oszukiwać, że lepiej teraz niż potem płakać. I, że takie przypadki się nie zmieniają, po co sobie życie marnować.
 Tyle, to nie na moje nerwy. Wiem, może zwyczajnie źle trafiłam. Dlatego, idę dalej.

2. Forum prawnicze, czyli porady i bezpłatne konsultacje. Profesjonalne(?).

W informacji czytam, że to miejsce, gdzie można przyjść praktycznie z każdym kłopotem, na który jest paragraf. Kto zapyta, otrzyma odpowiedź. Fachową i rzetelną, wsparcie i wskazanie drogi. Myślę sobie, spoko inwestycja. Czasem trzeba coś na szybko albo zwyczajnie, na adwokata nie stać. Przeglądam, co tam serwują. I na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda na normalne. Ktoś pyta, wiele osób odpowiada. I nie znajduje głupot ani wyzwisk. Zagłębiam się bardziej i doznaje oświecenia. Na forum prawniczym, takich prawdziwych znalazłam dwóch. Napisali, że to miejsce, to kpina. Bo oto owszem, możesz opowiedzieć szerokiemu gronu odbiorców, co ci dolega i kto cię ściga. W zamian oni, zwykli ludzie, którzy mieli z tym jakąś styczność, albo wiedzą, że sąsiad miał. Czy też, zasłyszeli w telewizji, mówią ci, co zrobić. Jedynym ryzykiem jest to, że najwyżej się nie uda albo się okaże, że taka luka prawna, nie istnieje. Czasem, gdy masz szczęście, to możesz usłyszeć coś bardziej fachowego. Od studenta prawa lub pani, która chwilę prawnikiem była ale coś tam się podziało, i już nie jest. Wiedza natomiast, została, więc się dzieli.

I dowiaduję się, że długów spłacać nie trzeba, wystarczy się dobrze parę lat ukrywać. Że komornika, można załatwić jednym kwitkiem. I  jak, wyłudzić od firm ubezpieczeniowych parę groszy. Pomyślałam, że świat oszalał, dostałam zaćmy i po prostu, zabłądziłam. Bardzo mocno, dlatego szybko wyszłam.

3. Sprzedam, kupię, zamienię a wszystko miło i uczciwie. Doprawdy?

Myślę sobie, tu odetchnę a może sobie nawet humor poprawię, nowymi trampkami. Przecież tu same damy, jedne sprzedają, drugie kupują, jeszcze inne wymieniają. I owszem, nie zawiodłam się, znalazłam kilka fajnych okazji. Niestety, mój wzrok zawiesił się niepotrzebnie, na czymś innym. Białe futerko, ktoś wystawił. A ściślej dziewczyna, która miała je na sobie raz, i chcę odsprzedać. Ale nie ta kurteczka, mnie tak zatrzymała tylko ilość komentarzy. Myślę, pewnie licytacja, kłócą się, bo każdy je chce. I z takim myśleniem, powinnam się oddalić. Zostałam jednak i czytam, że jak ona mogła! Co jej te króliki zrobiły, że im gardło poderżnęła i ze skóry obdarła? No jak ona śmiała w tym, do ślubu iść? Ukochany normalny czy upośledzony? Jedna z komentujących, przyznała się na swoją zgubę, że sama miała buty z węża. Ta od futerka mogła odetchnąć na chwilę, bo teraz przenieśli się, na tę drugą. Dowiedziałam się nawet, czytając coraz to nowe powiadomienia, skąd pochodzą węże. I ile ich wyginęło, według statystyk. I, że za to powinno się zamykać. Tę panią, która takie obuwie posiadała, również. I, że obie, ta od buta też, powinny natychmiast wylecieć z grupy. Więc ja po cichutku, nie udzielając się wcale, sama poszłam. Bo wierzyłam, że jeszcze nie wszystko stracone.

 4. Powiemy ci jaką jesteś matką i czy w ogóle, powinnaś nią być.

Tu dowiesz się, czy urodzić w domu, czy prywatnej klinice. I ok. Oraz, który wózek czy fotelik do samochodu, będzie lepszy. To też ,bardzo przydatne. Tu również, mamy nastolatków, opowiedzą, jak u nich przechodziły kolejne etapy buntu. Temat zawsze na czasie. Jeszcze o tym, co też fajne, gdzie znaleźć dobre place zabaw i tanie ciuchy. Tu dowiesz się również, że już dawno, powinnaś się powiesić, bo taka jesteś wyrodna. Że skoro tyle schudłaś po porodzie i to tak szybko, to pewnie skalpel. Albo głodzisz siebie, więc też dzieciaka. Lub po prostu ćpasz.

Jeśli nie masz ciężkiej sytuacji, czytaj: posiadasz męża, udane życie, własnie się przeprowadziliście na swoje. I nie daj Boże – godzisz macierzyństwo z pracą i miłością, dobrze ci radzę. Od razu, sama siebie zbanuj. Albo udawaj kogoś innego, inaczej zginiesz.
Nie polecam również, wychylania się z niestandardowym wychowaniem, czymś normalnym ale dla większości ” mamusiek” patologicznym. Podciąganym, pod zastraszanie MOPS-em czy inną instytucją. Nie kłamię. Widziałam, na własne oczy. Lincz w biały dzień.
I najgorsze – kto powinien posiadać dzieci, a komu, nie wolno nawet o nich pomyśleć. Obdzieranie z wszelkich złudzeń i marzeń. I to traktowanie kobiet, które mówią głośno, że macierzyństwo im nie służy. Szczerze, że nie chcą i są z tym szczęśliwe. Czytasz kawałek i od razu, trzaskasz drzwiami. I nie chcesz wracać. Takie miejsca, nie powinny istnieć.

5. Po co do lekarza czy innego weterynarza. Najsłynniejszy doktor świata i jego odłamy

Chyba nawet nie dawno, o tym pisałam, że Doktor Google wie wszystko. Najlepiej, szybko i bez stresów. Bez dzwonienia i wykłócania się, o skierowanie. Bez wychodzenia z domu i wysiadywania, w najdłuższej kolejce świata. Bez oglądania wykrzywionej gęby wkurzonego lekarza, bo mu NFZ gówno płaci. Za to, wymaga. Wpisujesz kilka objawów, jeden klik i już wiesz. Jak moja córka, którą bolała szyja, coś jej strzelało. Sprawdziła i ze łzami w oczach oznajmiła, że ma raka jąder. Wspomniany doktor, diagnozuje często i trafnie, za to bardzo boleśnie. Jedni, pozazdrościli innym i tak powstały grupy, leczące zwierzęta. Nie, weterynarza tam nie uświadczysz, za to ekspertów i fachowców, cały tłum. Uświadomią cię, czym nie karmić absolutnie. Pod groźbą, odebrania kotów. Albo doradzą, czy lepiej ze schroniska czy kupić. Tylko już tu przygotuj się, że obrońcy schronisk,bywają różni. Czasem psychopatyczni i mówię to, z ogromnym bólem. Może unikaj, zaangażowania w rozmowę.

To co mnie, przeraża jednak najbardziej. Widzisz filmik, na którym przepraszam ale schodzi piesek po zabiegu. Piana z pyska, drgawki, charczy. A laska go nakręca, wrzuca na tę grupę i pyta – Przeczekać jeszcze, czy jednak szukać lekarza, bo mam dość daleko? Jakbym łopatą dostała. Łzy mi lecą i czytam pod zdjęciem, jak muchomory po deszczu rosną rady.
Żeby go kocykiem przykryć, bo pewnie wyziębiony. Albo, że zwyczajnie się boi pewnie. Kilka mądrzejszych, zasugerowało chociażby telefon do lecznicy. Oczywiście w finale, pies zdechł. Laska wystawiła czarno białe zdjęcie kundla, a wszyscy stawiali świeczki z nawiasów. Amen?
Było jeszcze kilka drastycznych fotografii, z równie głupimi pytaniami i nie dałam rady. Wy też, nie próbujcie. Albo uważniej niż ja, patrzcie, w co klikacie „ok”.

6. Jak być fit, ciągle młodą i pełną wigoru, bez katorgi i wyrzeczeń.

Tu byłam najkrócej. Owszem, kwiatki się zdarzały, w postaci sportowej i sensownej porady, czy fajnie i z głową, skomponowanej diety. Częściej jednak możesz się jedynie dowiedzieć, że ogólnie rzecz biorąc, to kłamczucha z ciebie. Wystarczy, że wrzucisz popularne tam zdjęcia „przed” i „po”. Foto shop to najłagodniejsze. Pewnie to fota, sprzed lat. Albo się wspomagałaś i to niczym legalnym. Na końcu, po przeprowadzonym śledztwie, dojdą do wniosku, że to nie ty. To znaczy ta gruba tak, ale ta odchudzona wersja, już nie.

Dowiedziałam się również, że wszystko co mam w lodówce to zło, że to dziwne, że jeszcze nie świece w ciemności.Jeśli chcę być smukła, umięśniona, zdrowa i na czasie, zaczynam dzień od świtu. Żeby przed zwykłą, domową bieganiną i pracą, zacząć dzień od serii ćwiczeń. A na śniadanko, wodą z plastrem limonki. Szał! I zostałam wyśmiana za buty do biegania. I nie chodziło o to, że nieodpowiednie. Tylko,  że wieśniackie. Bez metki.
Wyszłam szybciej, niż tam zajrzałam. Lubię o siebie dbać, uprawiam sport, staram się nie jeść byle czego. Mogę być takim samym ekspertem, jak one. Ale chyba, podziękuję.
Pewnie mi się oberwie, za stronniczość. Pewnie, przyjdą obrońcy, w co wierzę, fajnych stron i miejsc, gdzie ludzie wiedzą, po co została stworzona dana grupa. Po prostu, chwilowo mam dość. Zniechęciłam się, zmęczyłam a nawet wystraszyłam.  I mimo tego, że na pewno  trafię w końcu gdzieś, gdzie będę chciała przebywać, to dziś was ostrzegam! Bo co się raz zobaczy…


Lifestyle

Rozbiera kobiety, by zobaczyły jakie są piękne. Jola Lewicka: „Nie ma znaczenia jak wyglądasz, ale jak o sobie myślisz, że wyglądasz.”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 lutego 2017
Jola Lewicka
Arch. prywatne/Jola Lewicka
 

Rozbiera kobiety, by zobaczyły jakie są piękne. W przebieralniach w jej salonach z bielizną kobiety najpierw nienawidzą swoich ciał, a potem płaczą… Z żalu, z oczyszczenia, ze szczęścia. Chciałaby, byśmy akceptowały swoje ciała w pełni świadomie. Bo nasz związek z ciałem, to jak związek z facetem. Bez miłości i totalnej akceptacji siebie niczego nie da się zbudować. Jola Lewicka, to ona pierwsza w Polsce mówiła o brafftingu i kochaniu swojego ciała.

Ewa Raczyńska: Wszystkie kobiety uważasz za ładne?

Jola Lewicka: Tak, wszystkie kobiety są ładne. Ale pamiętaj, że piękno to nie jest to, jak wyglądasz, tylko jak czujesz siebie, jak siebie widzisz, czy nadajesz pięknem, czy nadajesz akceptacją czy kompleksami? Czy nadajesz tym, że siebie nie lubisz, czy tym, że siebie lubisz? Bo to, czym nadajesz, uczy ludzi, jak mają ciebie traktować, pokazuje, jak mają ciebie odbierać.

Czyli?

To opiera się na jednej prostej zasadzie. Ktoś mówi: „Aha, to jest ta, co siebie lubi, to my ją będziemy lubić”, „A to ta, co myśli o sobie, że jest brzydka. W sumie fakt, chyba jest brzydka”. Ta co ma wiele kompleksów – nadaje nimi, przez pryzmat tych kompleksów widzą ją ludzie. Jeśli myślisz o sobie „jestem gruba”, inni odbiorą ciebie jako „tą grubą”. To bardzo proste. Powiedz, czy ktoś zauważyłby, że mam grube łydki, gdyby to było moim kompleksem? Na pewno! Byłabym dwoma grubymi łydkami, bo taki sygnał bym wysłała, bo o tym bym mówiła, gdyby nie to, nikt by nawet na te twoje łydki uwagi nie zwrócił.

Więc wracając do twojego pierwszego pytania, uważam, że piękno trzeba odkryć w sobie. Trzeba się nauczyć swojego wyglądu. Nie ma znaczenia jak wyglądasz, ale jak o sobie myślisz, że wyglądasz. Bo my rodzimy się kompletni, wyglądamy dobrze, wszystko z nami jest ok, jesteśmy jacy jesteśmy, tylko nasz mózg z biegiem czasu zbiera oceny, krytyki, opnie innych. Na tej podstawie tworzymy obraz w swoim mózgu, tego, jak wyglądamy. Na podstawie słów innych…

Który ma się nijak do tego, jak wyglądamy naprawdę?

Właśnie! Możesz być bardzo ładna fizycznie, ale możesz mieć w głowie zupełnie inny obraz siebie przez to, co zebrałaś w życiu od rodziny, koleżanek, ukochanego, ludzi, którzy ciebie nie lubią, nie lubią też siebie. Zwłaszcza ci ostatni będą cię oceniać, będą ci sprzedawać swój niefajny punkt widzenia i wyrzygają się tym na ciebie. Możesz być ładna, ale w głowie sobie wykreujesz, że wcale tak nie jest.

Ale może też być odwrotnie.

I oby tak było jak najczęściej. Bo możesz być mniej atrakcyjna fizycznie, ale za to mieć w sobie tyle akceptacji dla siebie, tyle zrozumienia i miłości, że będziesz pięknem w tym ciele, które jest. Bo miłość jest tu kluczowa. Gdy się nią zalejesz będziesz piękna, bo kochane ciała zawsze pięknieją. I tego nie zatrzymasz.

Ten, kto siebie lubi, jest ładny. Tyle tylko, że to lubienie, to jest praca, którą musimy wykonać.

Przecież każdy z nas może w sobie dostrzec coś odbiegającego od ideału. Ideały nie istnieją poza naszą głową. Bycie idealną, ładną, wiecznie młodą, zdrową , chudą i najmądrzejszą i najlepszą we wszystkim – nie jest prawdziwe. Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, bycie prawdziwą i bycie sobą jest najlepsze. To nie ma nic wspólnego z posiadaniem doskonałego ciała.  Nie mam wpływu na ciało, które dostałam, na jego proporcje, zbyt krótkie nogi, proste włosy , za duży biust, za mały nos, ale mam wpływ na to, jak będę z nim funkcjonować.  Mogę je zobaczyć, zaakceptować, pokochać i się nauczyć z nim być. Stworzyć relację ze swoim ciałem, najlepszy związek na świecie,  być w nim, słuchać go, zadawać mu pytania i ufać, co ono do nas mówi . Ciało się z nami komunikuje. Nie okłamuje nas. Musimy nauczyć się ufać swojemu ciału, jak ono się czuje z innymi ciałami. Ciało jest świadome i nas wspiera, kiedy mamy z nim relację. Gdy go nie słuchamy i traktujemy jak niewolnika, szybko da znać, że mu się to nie podoba.

Arch. prywatne/Jola Lewicka

Arch. prywatne/Jola Lewicka

To trudne, bo my często jesteśmy jednym chodzącym kompleksem.

Zobacz, opowiem ci taką rzecz. Otóż kobiety, które zoperują sobie ciało, cały czas myślą o sobie, jak sprzed operacji. To, że powiększysz sobie piersi, nie znaczy, że czujesz się ładna. Kobiety, które sobie zoperowały piersi, przychodzą do mnie i mówią: „Poproszę biustonosz, który mi powiększy piersi”. Rozumiesz? One w głowie mają obraz siebie sprzed operacji – zrobiłam sobie operację, ale tak naprawdę nie mam dużych piersi, cały czas mam małe. Kompleks zostaje. Jest oczywiście druga grupa, którym faktycznie operacje plastyczne pomagają, wyzbywają się swoich kompleksów, nabierają pewności siebie i akceptują w pełni swoje ciało. Nie zadręczają siebie i innych kompleksami.  Z nimi tak jest, że im więcej o nich mówimy, tym większe się stają, dłużej z nich wychodzimy. Jakby były karmione naszymi opowieściami.

Pokazujesz kobietom, że są piękne?

Odkrywam je, rozbieram z tych wszystkich kompleksów i mówię, że wszystko jest w porządku, że to jak wyglądają, jest dobre, prawdziwe i że wszystko z nimi jest ok. Uczę je podążać za zmianą ciała, starzeć się z nim, być ze łzami, bólem, smutkiem, mieć gorszy dzień, nie być ciągle w pełnym makijażu, zestrojone i perfekcyjne. Uczę być  nie-idealną-młodą- modelką. Proszę, żeby patrzyły na siebie w lustrze, z miłością, to jak wyglądają dziś, nie kiedyś i nie jak by chciały wyglądać w przyszłości i nie tak, jak wyglądają ich koleżanki i kobiety z pierwszych stron gazet. Uczę, aby o tym jak wyglądają nie dowiadywały się od innych – z krytyki czy pochwał – tylko od siebie. Żeby budowały siebie, same mają wiedzieć kim są i jak wyglądają. Można to zrobić, wiesz. I wtedy krytyka nie powala nas na nogi i pochwała nie informuje czy jesteśmy ok. Bo my już siebie znamy – bez pomocy innych. To może być tylko wartość dodana do tego co już wiemy. To daje prawdziwą wolność bycia w swoim ciele i życiu.

Są rzeczy, których w naszym ciele nie da się wypracować. Nie da się oszukać na przykład czasu.

Dlaczego chcemy oszukiwać czas, czy to da się w ogóle zrobić i po co? Kto potrzebuje, abyśmy oszukiwali czas oprócz nas samych? Dlaczego nie możemy podążać za czasem i cieszyć się nim. Kiedy przybywa nam zmarszczek, to i przybywa mądrości. Dlaczego nie możemy być piękne i dobrze się ze sobą czuć w każdym wieku i w każdej wadze? To jest piękne, kiedy każda z nas jest inna, wyjątkowa, prawdziwa, kiedy mamy odwagę pokazać siebie.

Wszystkie chcemy mieć ciało modelki, a to jest zawód, a my mamy inny zawód,  inną rolę i inne zawody  sobie wybrałyśmy w tej rzeczywistości.

Gdzie uznałyśmy, że  trzeba być piękną i młodą i mieć idealnie ciało? Kto nam to powiedział? Zobacz na mężczyzn – oni uważają że wszystko z nimi jest ok, nieważne jak wyglądają – uważają, że są super i nic tam nie trzeba zmieniać, mają piękną akceptację swojego ciała, po prostu w nim są cały czas. Nie zadręczają nas opowieściami, że coś z nimi jest nie tak. To bardzo inspirujące. Są wolni w swoim ciele. Nie maja tylu kompleksów i wstydu, dobrze się bawią.

Wiesz, czego ja bym chciała nauczyć kobiety? Że my nie mamy być piękne i doskonałe, że to co idealne jest nudne. Kiedy i dlaczego uznaliśmy, że w naszym życiu musi być pięknie, przyjemnie. Nawet robiąc sobie zdjęcia, chcemy na nich pokazać tylko szczęście. A przecież my też bywamy smutne, zmęczone, upracowane, i wku*wione, i zajechane i takie nijakie. Jesteśmy i zabawne, i mądre, i mamy fajną energię przy dzieciach i zwierzętach I jesteśmy piękne, gdy szykujemy się na jakieś wyjście i kiedy chodzimy w podkoszulku po domu . To wszystko jesteśmy my, dlaczego chcemy pokazywać tylko jedną część nas samych. Kiedy to sobie wymyśliliśmy? Że tylko idealne nadaje się do pokazywania?

A powiedz, nie byłoby fajnie, gdybyśmy dały sobie przyzwolenie, by pokazywać całe nasze życie, kiedy jestem brzydka, kiedy jestem stara i zła? Ja mam 49 lat i oczywiście, że umiem sobie zrobić zdjęcie, żeby wyglądać 10 lat młodziej, ale ja chciałabym się zestarzeć razem ze swoim ciałem. Nie udawać kogoś, kim nie jestem, po prostu dać sobie przyzwolenie na bycie starą i pomarszczoną. Tak samo pozwolić sobie na przytycie, czy na to, że jestem za chuda i że mam gorszy czas w swoim życiu.  Dać sobie przyzwolenie na siebie: taka jestem, tak wyglądam dzisiaj. Jestem ze sobą, ze swoim gorszym dniem, łzami, smutkiem, stresem i tym, że sobie dziś nie radzę. Ale żyję, to nie będzie trwało wiecznie, jutro będzie nowy dzień i mam szansę coś z tym zrobić. Wrócą moje siły do życia. Niektórzy ludzie lubią być smutni i udręczeni – wtedy się czują dobrze – tak naprawdę wtedy są szczęśliwi. Pozwólmy im takimi być. Bez ocen.

Zastanawiasz się czasami, dlaczego patrzymy na innych ludzi myśląc, że ona ma fajne ciało, fajne nogi?

Z żalem, że my takich nóg, czy takiego ciała nie mamy?

Tak jest! A przecież to kompletnie bez sensu, bo chcąc mieć włosy jak tamta blondynka, a nogi jak pani ze sklepu, to wtedy  siebie nie widzimy, nie wspieramy,  tracimy kontakt ze sobą, w ogóle nie jesteśmy w swoim ciele. Ciebie tu w środku nie ma, nie chcesz zaakceptować tego, co masz i kim jesteś.   Dlaczego nie rozmawiasz ze swoimi włosami: „Kurde włosy dostałam najgorszą wersję włosów, wiem, ze już nigdy nie będziecie inne, ale was nie chcę”. A włosy zdziwione odpowiadają: „Ale my już tu jesteśmy, już tego nie zmienisz, przestań nas okładać batem całe życie”.

Możemy próbować. Farbować, obcinać, doczepiać…

No tak, ale po co?  Chcemy być młode, chcemy wyglądać młodo, ale co nam to daje. Dlaczego nie pozwalamy ciału się zmieniać. Dlaczego gwałcimy nasze 40-letnie ciało, żeby wyglądać jakbyśmy miały 25 lat? Dlaczego nie kochamy naszego ciała, tylko je katujemy. Uwierz ono kiedyś się za to zemści, bo my traktujemy ciało jak niewolnika, który ma nas tylko słuchać a my nie słuchamy go wcale, nawet na niego nie patrzymy i nie wiemy w ogóle czym jest?  A to jest związek, związek, jak z facetem, relacja, gdzie obie strony mają się komunikować, akceptować, dawać przyzwolenie na bycie takimi jakim jesteśmy.

Znajoma usłyszała kiedyś podczas jakiś warsztatów: „Czy przytulasz swoje ciało?”. Była zaskoczona, bo nigdy w ten sposób o swoim ciele nie myślała.

No właśnie. Bo my nie zwracamy uwagi na nasze ciało. A przecież, żeby wyrazić to, co czujesz, co myślisz – potrzebujesz do tego ciała.  Mowa ciała jest najważniejsza, ma być spójna z tym co chcesz powiedzieć. To ona decyduje o naszych najważniejszych wyborach życiowych. Jeśli jesteś mądra i nie używasz ciała, nie jesteś przekonująca, ludzie myślą, że pierdzielisz farmazonyCiało musi być z tobą w harmonii z Tobą, pomoże ci pokazać Ciebie, będzie cię wspierać. Nasze ciało to dar. Musimy je traktować z miłością.

Myślimy, że przytulenie to to, co może nam dać ktoś inny,  ktoś kto nas kocha. Ktoś z zewnątrz. Oczekujemy tego nawet, że ciepło, czułość, szacunek, honorowanie i miłość to przychodzi od kogoś, kto ma nam to zrobić, za nas.

A tymczasem to my mamy sobie zrobić to same. Dać sobie to wszystko, bo mamy to w sobie, z tym się rodzimy. Dajmy morze miłości dla rodziny, zwierząt, świata.  Obdzielamy tym wszystkich,  tylko nie siebie.  Często nikt tego nie potrzebuje, nawet męczymy tym innych,  zniewalamy, uzależniamy od miłości, abyśmy tylko mieli komu ją dawać. A potem się wkurzamy, że nie wraca.

A chodzi o to, żeby siebie zalać tą miłością, a wszystko inne się ułoży, na końcu będzie szczęście i przyciągniemy fajnych ludzi do siebie. Takich, co też siebie kochają i będą wkładem do naszego życia.

Jak to się ma do związku z facetem?

Zobacz jak wiele energii tracimy na opowiadanie o swoim CIELE i FACETACH.

Jak to mamy zrobić, żeby CIAŁO schudło i jak to zrobić żeby FACECI nas kochali, się nami zachwycali i byli tacy jak sobie to w głowach poukładałyśmy. A najlepiej „zrobili nam życie i miłość”. Jakie to  ogromne obciążenie i roszczenie. Nie mają być wolni i spełnieni. My nie chcemy być wolne i spełnione. Oni mają „święty” obowiązek się tym wszystkim zająć. Za nas. Jak bym była na miejscu facetów – to bym po prostu uciekała, jak najdalej.

Jakbyśmy tę ogromną porcję energii zainwestowały w SIEBIE, po prostu , zajęły się w końcu sobą, swoim rozwojem, zbudowaniem siebie, bez biadolenia i roszczenia męczenia siebie i wszystkich wokoło, to nasze życie byłoby wolne, szczęśliwe i piękne, po prostu.

W relacji z CIAŁEM i w relacji z FACETAMI chodzi o to samo.

Mamy w niej być ciągle obecne, być prawdziwe, takie jakie jesteśmy bez udawania, ciągle mieć ze sobą kontakt, widzieć być świadomą, i ufać sobie, temu co czujemy o innych.

Po pierwsze mamy być w CIELE.

Co się dzieje jak opuszczamy ciało? Kiedy opuszczamy ciało? Jak jesteśmy w emocjach, lękach, kompleksach, ograniczeniach, ocenach, stresie, oczekiwaniach, roszczeniach, projekcjach, kiedy uciekamy do swoich myśli, marzeń, tęsknot, wyobrażeń, wspomnień, jesteśmy w swoje „głowie”, „mózgu”  kiedy się upijamy, objadamy, bierzemy narkotyki, wyłączamy z rzeczywistości, nie chcemy czuć. Nie dajemy rady tu być, doświadczać, podejmować decyzji. Nie ma nas w ciele. Nie widzimy i nie możemy nic zrobić. Nie możemy  brać udziału w tym, co się dzieje. Często mówimy, że „sparaliżowała mnie ta sytuacja, nie mogłam nic zrobić, stałam jak porażona prądem”. Czyjaś krytyka mnie kompletnie „rozwaliła”, albo czyjś zachwyt mnie zawstydził, że nie mogłam być sobą, pokazać siebie lub obronić siebie, powiedzieć swojego zdania. Kiedy się bardzo zakochamy, kochamy kogoś bardziej niż siebie – tracimy siłę, siebie, swoją czujność, prawdziwość, rezygnujemy z siebie. Często w sytuacji intymnej z mężczyzną – nie jesteśmy obecne w swoim ciele, myślimy o czymś innym, co się wydarzyło danego dnia lub co zrobimy potem, zamiast być totalnie obecne i doświadczać  wspaniałości i magii ciała. Emocje nas z niego wyrzucają. Mamy się wtedy zmusić i totalnie i jak najszybciej powrócić do siebie. Mamy do siebie „gadać”, że chcemy tu być  teraz i doświadczać tego co się dzieje, teraz i jak najszybciej.

Jak jesteśmy w ciele, wszystko ma sens. W łóżku, w pracy, w domu, na każdym spotkaniu i w każdej rozmowie. Bycie obecnym w ciele to największy FUN tego życia.

Arch. prywatne/Jola Lewicka

Arch. prywatne/Jola Lewicka

W relacji  i z ciałem i z facetem musisz się nauczyć komunikować wprost. Bez emocji , jak z przyjacielem, kumplem szczerze, bez założeń, pretensji, projekcji, roszczeń i oczekiwań. Zadawać pytania, interesować się  i słuchać opinii, ciągle. Rozmawiać na tematy „trudne”, nieprzyjemne, nie unikać, udawać i okrywać. Mieć odwagę wyrazić swoje zdanie, bez telenoweli, nie oceniać. Zadawać pytania – jak się czuje, co chce dziś porobić , co chce zjeść, na co ma ochotę. Jak się czuje moje ciało w obecności innego ciała. Nieważne co kto mówi, ufać temu jak się czuje moje ciało, słuchając tego co wyraża inne ciało. Zadawać pytanie czy to jest prawda, co słyszę? Jeśli prawda – moje ciało czuje się lekko, jeśli nie – ciężko.  I ufać temu. I tak wydarzy się to, co ma się wydarzyć. Nie ukrywać przed sobą tego co jest, bo wtedy nie możesz tego zmienić.

Moja koleżanka, stylistka, przytyła, kiedy zrobiłam jej zdjęcie, na którym to było widać, rozpłakała się i miała pretensje do mnie, że jej nie powiedziałam, że jest taka duża. Tak bardzo nie chciała siebie widzieć, tyle energii włożyła, żeby to ukryć ubraniami i nie była gotowa, żeby o tym usłyszeć i to znieść. Zrobiła mnie winną tego, co zobaczyła. Przez jakiś czas nie byłyśmy koleżankami, teraz wiem że projektuje ubrania i pracuje z kobietami PLUS SIZE. Odnalazła się w tym, zobaczyła siebie i przekuła to na biznes.

Pamiętaj, aby dać CIAŁU i FACETOWI pozwolenie na bycie tym, kim naprawdę jest. Zobacz swoje ciało – jak mogę z nim być i czuć się najlepiej, jak to jest. Dlaczego chcę z nim być i dlaczego on chce być ze mną.  Pozwolić im być sobą.  Niech będzie prawdziwy, zamiast być miły. Dać przestrzeń do pokazania siebie, zamiast go przerabiać i zmieniać i wymyślać, jakie to ma być albo nie być. Powiedzieć ciału POKAŻ SIEBIE , bądź takie jak jesteś. Jak ciało nie chce być wychudzone to nie katuj go, zapytaj jak chce wyglądać dzisiaj, co da mu dobre samopoczucie i jak możesz z nim być.

Zobacz, jak facet jest PLAYBOEM, dobrze się bawi i nie chce zobowiązań, a my chcemy z niego zrobić cichego tatusia,  który pokocha nasze koleżanki i wartości rodzinne, spokojny dom i zakupy i żeby się naszym pomysłem na życie zachwycał– to nie chcemy go widzieć takim, jakim on jest naprawdę – chcemy go przeflancować do innego życia, naszego, nie jego. On tego nie chce, proponuje dobrą zabawę, a my mamy już listę gości na nasze wesele. Nasze projekcje na temat ciała i faceta – nie pozwalają nam widzieć. Damy im role, które muszą przyjąć, żebyśmy my były szczęśliwe, tyle tylko, że na końcu nikt szczęśliwy nie jest.

Nie wymyślajmy sobie swojego CIAŁA i FACETA w naszej pokręconej „głowie”. Dajmy im przestrzeń na pokazanie siebie. Niech będą prawdziwi zamiast mili i idealni.  Wtedy mogą być wkładem do naszego życia, innym niż to sobie wyobraziłyśmy, lepszym, piękniejszym, magicznym.

Ostatnia ważna rzecz – w związku i w ciele chodzi o dobrą zabawę, nie o umęczenie, udręczenie i skazanie siebie na niewolę, więzienie, prawda? Ważne, żebyśmy czuli się dobrze w swoim towarzystwie, lekko, żebyśmy mieli radość z przebywania ze sobą, jak dwóch dobrych kumpli na wakacjach.

Tak samo jest z ciałem – jeśli kochasz i akceptujesz, to się dobrze bawisz nawet w swoim towarzystwie, wspierasz się sama , nie  osłabiasz siebie, nie wybierasz przeciwko sobie, nie wykluczasz siebie z wyborów i nie zadręczasz się kompleksami! Jesteś w swoim ciele i życiu i cieszysz się z prostych rzeczy.

Żeby to było takie proste, jak o tym opowiadasz…

To nie jest wcale takie trudne. Po prosu trzeba się obnażyć.

Obnażanie jest przeciwieństwem stawiania barier. Im więcej barier postawisz, tym bardziej będziesz udawać kogoś, kim nie jesteś. Skąd to wiem? Bo ja w swoim życiu byłam już świetną panią biznes woman, idealną żoną i matką, pięknie ubraną panią Panią  Bra Lady Li PARIE , udawałam, że sobie radzę i że jestem silna. A taka nigdy nie byłam. Chciałam zaimponować innym. A tak naprawdę nikogo to nie obchodziło, każdy był zajęty swoim życiem.

Nie byłam idealną matką, nie wyszły mi małżeństwa, w interesie zdarzały mi się porażki. Miałam taki moment w swoim życiu, kiedy myślałam, że nikogo nie kocham,  nie kochałam siebie i przestałam czuć. Byłam jak kamień.

Wszystko się zmieniło, kiedy już tak się umęczyłam, że przestałam udawać, kiedy nie miałam już siły być kimś, kim nigdy nie byłam. I wiesz, kiedyś ktoś mi powiedział: „Jak będziesz prawdziwa, to będziesz najlepsza. Nie będziesz musiała grać i udawać, będziesz taka jaka jesteś i na udawanie nie będziesz tracić energii”.

I tak zrobiłam.  Tyle energii mi szło na udawanie i robienie tego, co było oczekiwaniem innych Pamiętam swoje wystąpienie przed jakimiś ważnymi ludźmi. To był fatalny dzień, czułam się kiepsko, nie miałam siły, pojawiła się trema, byłam zmęczona, przepracowana, niedospana i było mi źle. Miałam poczucie, że jeszcze nie zaczęłam, a to już koniec, już czułam się przegrana. I patrzę na tych ludzi, jak siedzą tacy naburmuszeni i zastanawiają się, co taka pinda będzie im o cyckach opowiadać. Więc zaczęłam od tego, że mam kiepski dzień, że to był dla mnie trudny tydzień, dlatego poprosiłam aby mnie wsparli – wyciągnęłam do nich rękę o pomoc – „Nazywam się Jola Lewicka, uczę ludzi kochać ciało, moje ciało dziś oczekuje wsparcia, bo wiem, że wspierane ciało da z siebie wiele”.

I udało się. To była taka energia, emocje i dreszcze.

A kiedyś bym „zgwałciła” siebie. Stała ze smutnymi oczami i udawała szczęśliwą. Tymczasem obnażyłam się. I wcale nie było łatwo, była to dla mnie trudna lekcja, pokazałam ludziom, że jestem w tym momencie słaba. Ale to było prawdziwe, tylko to działa.

Co zmienia się w kobietach, kiedy zaczynają kochać swoje ciało?

Wariują. Jak polubisz swoje ciało, to już nie ma odwrotu. Ta miłość daje ci taką siłę, taką obecność. Musisz przejść krok po kroku przez cztery etapy: najpierw zobaczyć swoje ciało, następnie zacząć o nim dobrze myśleć – powoli, krok po kroku, zaakceptować je i pokochać. I kiedy pokochasz swoje ciało, zaczynasz przyciągać inne zajebiste ciała i kobiet i mężczyzn. Nie przyciągasz tego, co złe, tylko to, co dobre. Łatwiej ci poznać faceta, masz więcej sukcesów w swoim życiu zawodowym, jak siebie akceptujesz. Wiesz dlaczego? Facet to widzi, wie, że nie będzie musiał cię pocieszać i mówić ci na każdym kroku, że jesteś piękna. Bo ty to wiesz. Nie będziesz marudzić, nie będziesz gasić światła podczas seksu, tylko pytać, jaki kolor bielizny masz dziś  wybrać. Pojawiają się ludzie, z którymi masz fun i oni będą wkładem to twojego życia.

„Oferta” którą „nadajesz” jest piękna,  przyciąga takie same „oferty”

Nie będzie jęczeć, że jesteś na diecie, gdy zabierze cię na kolację. Nie będziesz zazdrosna o inne kobiety, bo będziesz znać swoją wartość.

Trudno jest złapać miłość do ciała. Ale jak tego nie zrobisz, jesteś niekompletna, nie będziesz szczęśliwa. Nie bój się SIEBIE , tylko na siebie patrz, po prostu, codziennie, z miłością, słuchaj, buduj  i wspieraj siebie. Przypomnij sobie, co jest w Tobie innego, wyjątkowego,  pięknego, co Cię wyróżnia.  To jest interesujące dla świata. Jak masz odwagę pokazać siebie, to jesteś najlepsza, inspirujesz. Bądź w ciele, jak skała, i używaj go do wyrażenia siebie. Ono będzie cię wspierać, jest świadome, czuje, mówi, wie i widzi. Jak masz ciało, to masz wszystko.

 


Lifestyle

Zmęczenie psychiczne. Kiedy brak ci energii i sił do życia

Karolina Krause
Karolina Krause
1 lutego 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic

Przychodzą w życiu momenty, gdy zwyczajnie nie mamy siły na to, by wstać z łóżka. Zebrać się w sobie i iść dalej. Zmęczenie psychiczne może wynikać z wielu różnych powodów. Niezależnie od tego, czy są to problemy w domu, w pracy, czy w naszym związku, jego skutki dotykają nas równie dotkliwie. Choć różni się to nieco od fizycznego zmęczenia, nasze ciało podlega stałej kontroli ze strony umysłu, co może wywołać u nas także fizyczne objawy. Jak więc rozpoznać, że mamy do czynienia z psychicznym zmęczeniem i sobie z nim radzić?

Spadek energii wraz z wiekiem

Gdy patrzymy na dzieci bawiące się na placu zabaw, automatycznie zazdrościmy im tej energii. Zastanawiamy się, czy my także mogłybyśmy ją w sobie znaleźć, zamiast szukać jej na dnie dziesiątego już kubka z kawą. Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak! Choć to normalne, że zbiegiem lat tracimy nieco z naszego wigoru. Z wiekiem przybywa nam bowiem sporo stresów i zmartwień (kredyt, opieka nad rodzicami, czy wychowywanie dzieci), które skutecznie odbierają nam energię do działania. A odpowiedzialność zaczyna nas przygniatać.

Zmęczenie umysłowe

Gdy do i tak przeładowanego kotła dodamy jeszcze silnie stresujący bodziec (zmianę pracy, kryzys w małżeństwie, czy nadmiar obowiązków), który wymaga od nas zwiększonego zaangażowania przez dłuższy czas, możemy doprowadzić swój organizm do przemęczenia. Stajemy się wówczas bardziej emocjonalni, nerwowi, a nasz umysł zaczyna płatać nam figle. Coraz częściej nachodzą nas zaćmienia umysłowe, zapominamy o drobnych szczegółach, o których zwykliśmy pamiętać, co tylko jeszcze bardziej zaognia problem.

Objawy fizyczne

Jako, że nasze ciało podlega stałej kontroli ze strony umysłu, z czasem do powyższych trudności dochodzą także objawy fizyczne. Tracimy ochotę na to, by cokolwiek zjeść, dokuczają nam nawracające migreny, a mimo chronicznego zmęczenia, nie jesteśmy w stanie zmrużyć oka choć na chwilę.

Ciągłe problemy ze snem doprowadzają w końcu do tego, że rano nie możemy podnieść się z łóżka, a błędne koło nie chce się zatrzymać.

Paradoks związany ze zmęczeniem

Zmęczenie jest, czymś funkcjonalnym – chroni nas przed wykonywaniem nadmiernego wysiłku. Jednakże nasze ciało okazuje się być równie wrażliwe na zbyt małą dawkę aktywności w naszym życiu. Więc choć w trakcie zmęczenia psychicznego najczęściej nie chce nam się nic robić, paradoksalnie powinniśmy podjąć się większej aktywności fizycznej, by się z tego otrząsnąć!

Co jeszcze powinniśmy zrobić, by przerwać błędny krąg utraty energii?

Zasięgnij porady lekarza

Jeśli doskwiera ci uporczywe zmęczenie, powinnaś jak najszybciej skonsultować się z lekarzem. Zmęczenie może być bowiem objawem czegoś znacznie poważniejszego, dlatego dobrze jest wykluczyć ewentualne choroby.

Zmień swój sposób myślenia

Skupiając się na swoim zmęczeniu i jego objawach, tylko pogarszasz sprawę. Zamiast tego postaraj się zająć czymś swoją uwagę, albo jeszcze lepiej poćwicz lub zrób coś się, co sprawia ci przyjemność.

Działaj!

Zwiększ swój poziom aktywności fizycznej. Pamiętaj jednak, aby robić to stopniowo.

Uważaj na to, co jesz

Niektóre pokarmy sprawiają, ze czujemy się osowiali i powodują późniejszy, nagły spadek cukru w organizmie. Zadbaj o to, by jeść regularnie, w ten sposób utrzymasz stały poziom energii.

Ogranicz kofeinę

Zbyt częste picie kawy paradoksalnie odbiera nam energię.

Nawadniaj się

Pij przynajmniej 1,5 litra wody dziennie.

Rób przerwy

Jeśli czujesz, że twoje oczy same się zamykają i czerwienią podczas pracy przy komputerze, to znak, że powinnaś zrobić sobie przerwę. Zwiększysz wydajność swojej pracy, gdy choć na chwilę się od niej oderwiesz: pooddychasz świeżym powietrzem i rozciągniesz swoje ciało.

Przejmij kontrolę nad stresem

Przewlekły stres wywołuje w nas objawy zmęczenia, ale istnieje wiele sposobów, aby sobie z nim radzić. Takich jak chociażby joga, czy medytacja.


 

Źródło: dailyvibes.orgpsychologytoday.com


Zobacz także

Radość Życia

10 kroków, dzięki którym zadbasz o swoją Radość każdego dnia!

Dlaczego ciągle wierzymy, że KOBIETY głosu nie mają? No ku*wa mają. Może czas najwyższy w końcu go użyć

Mogę być ojcem dla moich córek

„O jaka piękna dziewczynka, mamusia pewnie jest dumna” i wtedy zapada cisza… Nikt nie wierzył, że mogę być ojcem dla moich córek