Lifestyle Psychologia

Przyjaźń dobra czy toksyczna? Ludzie, których należy unikać

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
27 kwietnia 2016
Przyjaźń dobra czy toksyczna?
Fot. Flickr / eflon / CC BY
 

Przyjaźń ma w sobie coś z miłości, dzieli się na te same fazy – usłyszałam ostatnio.Coś chyba w tym jest. Rozglądam się wokół. Jedna z moich przyjaciółek nie odzywa się ze swoją przyjaciółką od paru tygodni. Poszło o pracę. Konkretniej o to, że jedna nie pomogła drugiej. „Dlaczego mam jej pomagać” mówi A. „Dlaczego ona zawsze myśli o sobie?” mówi druga z takim samym przekonaniem. Jedna historia dwie wersje. I nie, nie są to nastolatki. Kobiety po trzydziestce.

O takiej przyjaźni mówimy, że jest w kryzysie (fazie rozpadu?). Zupełnie jak w miłosnej relacji. Wzajemne oczekiwania i nadzieje, które spełzły na niczym. Pamiętam jakiś czas temu moja przyjaciółka i tamta były zgranym duetem. Pożyczały sobie pieniądze, wspierały się w małżeńskich kryzysach i w sprawach zawodowych też. Ufały sobie Dziwnie patrzeć na ten rozpad.

Dorota Minta, psycholog powiedziała mi niedawno, że trafia do niej dużo kobiet rozczarowanych relacjami z innymi kobietami. Bo tamta zawiodła, okazała się nie taka. Podobno z przyjaźnią jest jak z miłością nie tylko z powodu tych samych faz (zauroczenie, stabilizacja, konfrontacja z oczekiwaniami, rozpad lub pogłębienie fazy stabilizacji). Również dlatego, że w przyjaźni też chcemy zaspokoić jakieś swoje potrzeby, wypełnić deficyty.

To też dlatego podobno inaczej rozumiemy przyjaźń. Ktoś komu zabrakło bezwarunkowej akceptacji od matki, oczekuje, że da mu to przyjaciółka, podobnie jak wsparcie. Inni z kolei oczekują od przyjaciela słowności i stabilności, bo tego nie dostali w dzieciństwie. W dorosłym życiu budują więc relacje, która zaspokoi dawne potrzeby.

Nieźle to analityczne;-) Ale jakiś czas temu usłyszałam od znajomej, że zaczęła uciekać, gdy przyjaciółka stała się osaczająca. Ale co robiła? – spytałam. Chciała się za często spotykać, a mi to pasowało to tylko do czasu. Znajoma wprost przyznała że jej matka była osaczająca. Osaczająca ( jej zdaniem) przyjaciółka to już za dużo. Tylko, że może nie chodziło konkretnie o tą osobę tylko o emocje, które odżywały. Podobne zachowania budzące nieprzyjemne wspomnienia, a przez to działające jak płachta na byka.

Fajnie znać te swoje ograniczenia, bo wtedy łatwiej rozumiemy co się w naszych przyjaźniach dzieje. Dlaczego chcemy uciekać, dlaczego odsuwamy się, dlaczego przeżywamy, że ktoś się odsunął. W końcu dlaczego coś nas drażni.

Moja najlepsza przyjaciółka B. mówi czasem: jesteś jaka jesteś, znam cię na wylot i akceptuję każdą twoją część nawet, gdy jest dla mnie trudna. Taka przyjaźń to największy dar i warto o nią dbać. Choć tak często zapominamy…

Cechy prawdziwej przyjaźni to…

– wsparcie
– empatia
– szacunek
– sympatia
– otwartość
– szczerość
– asertywność
– zaufanie
– lojalność
– dyskrecja

A jakich ludzi unikać na milion procent? Z jakimi się nie przyjaźnić.

To lista typów, które kiedyś znalazłam:

Mędrzec: zawsze ma rację. Mało mówi o sobie, głównie słucha. Czujemy się przy nim jak niesforne dzieci. No znów źle. Typ mędrca uwielbia odsuwać się w trudnych chwilach. Nazywa to dorosłością i dystansem, a to często po prostu brak wsparcia.

Przylepa: Inaczej symbiotyczny. Potrzebuje nieustannego kontaktu i wsparcia. Chce cię mieć na milion procent i jeszcze więcej. Gdy się oddalasz, zachowuje się jak porzucone dziecko.

Wścibski: Kocha jak mówisz. Niekoniecznie o sobie, ale głównie o innych. Znasz wszystkie szczegóły z życia jego bliskich i niebliskich.

Gwiazda:  Ona tylko chce błyszczeć na twoim tle. Typ narcystyczny nigdy nie szuka prawdziwych przyjaciół. Inne kobiety są potrzebne tylko po to, by czuć się przy nich lepiej. To Ja ma powodzenie, to Ja jestem lepsza. Jak rozpoznać taką osobę? Po prostu to poczujesz. Konkretniej poczujesz się jak rozdeptany Kopciuch.

Maruda: Zawsze coś jest nie tak. Wiadomo, bywamy na różnych etapach życia, ale maruda jest zawsze na niewłaściwym etapie.

Rywal: Nie, to nie jest przyjaźń. To jest rywalizacja o to kto ma lepszego męża, samochód, dzieci. Rywalka nigdy nie zdaje sobie sprawy, że to robi. Po prostu czujesz się po kontakcie z nią jak wyżęta ścierka. Zero prawdziwości tylko teatr kto ma lepiej.

Zagadka: Nigdy nie powie szczerze jakie ma do ciebie zastrzeżenia. Będzie kumulować milion emocji, a  w końcu odwróci się na pięcie. Gorzej niż w najgorszym związku. „Coś się stało?”, „Nie, nic się nie stało”. Potem okazuje się, że stało się wszystko. Z takich przyjaźni wyczołgujesz się jak z najgorszych związków. Po prostu nie wiesz co zrobiłaś. 

Przeanalizowałam te typy i ze zgrozą pomyślałam, że bywałam przynajmniej częścią z nich. Ale BYWAŁAM. Wszyscy mamy kryzysy, gorzej, gdy jesteś w nierównej relacji dłuższy czas. Po co ci to? Nie lepiej znaleźć osobę przy której będziesz po prostu sobą.

Być przy kimś sobą – na wagę złota dziś.


Lifestyle Psychologia

„Bo ona….”. A Wy?! Najczęstsze błędy mężczyzn na początku znajomości

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
27 kwietnia 2016
„Bo ona....". A Wy?! Najczęstsze błędy mężczyzn na początku znajomości
Fot. Pexels / Stock.tookapic / CC0 Public Domain
 

– I  wtedy, gdy już byłem tak podniecony, że wreszcie mogę jej dotknąć, gdy prawie odleciałem zobaczyłem na jej piersi… włos.  To był koniec. Zmyłem się pod byle pretekstem – rzekł A.

– Włos? – zdziwiłam się.

– Tak. Włos – znów zawiesił głos. – To było obrzydliweeeee. Gdy wymawiał słowo „obrzydliwie” twarz zmieniła mu się w straszliwym grymasie.

Hmm. Nie to, żebym miała na piersi włosy, bo nigdy nie miałam, ale jednak poczułam się zdezorientowana. Zauważyłam więc rzeczowo.

– Może miała problemy hormonalne.

– Ohyda – wykrztusił.

Hmm. Pan Łamacz Serc. Brad Pitt wersja polska. Spojrzałam na niego życzliwie, acz trzeźwo. Włosy w nieładzie, zęby pozostawiające wiele do życzenia. Czy on zwariował? Właśnie opowiedział mi o pięknej dziewczynie, studentce ASP do której wzdychał miesiącami. „Kobieta ideał” mawiał o niej.  Pół roku zajęło mu zdobywanie jej, szalał za nią, a potem jeden mały włosek go odstraszył?!!

To ja chyba nie mogłabym mieć żadnego kochanka, bo każdy miał coś na piersiach.

Kocham te wymagania facetów. Na studiach koledzy robili sobie rankingi. Ta 10 , ta 8, ta 7. Baa, rankingi robili nawet w mojej pracy. Bardzo byli wymagający, a sami dosięgali co najwyżej kategorii 8. Nie dość, że ma być w ładna, seksowna to jeszcze jaki ma mieć charakter. Silna i słaba jednocześnie. Ciepła i zimna czasem. Zrealizowana zawodowo, ale nie pracoholiczka. Wysportowana, ale nie maniaczka. Bystra, ale nie przecież bardziej od niego. Ambitna, ale bez przesady.

No i jeszcze musi się wstrzelić w odpowiedni moment w życiu. Tak, żeby on był gotowy, wiadomo.

Mężczyźni, których znam (wolni, po rozwodzie) są jak znudzeni sułtanowie. Ta nie, bo źle się uśmiechnęła, ta za często pisze, ta za mało, ta chce mnie poznać z mamą. Tamta ma za małe dziecko (odpada), tamta dziecko za duże. Źle otwiera wino, złe wino pije, nie podoba mi się grymas jej twarzy, coś dziwnego ma ze skórą. Nie, to nie są wymysły mojej głowy tylko rzeczywistość. Święta czasem nie przejdzie tego sprawdzianu (co ja mówię, święta nie przejdzie go na pewno, bo za słaba w łóżku).

Kochani, najdrożsi mężczyźni,

Wy oczywiście myślicie, że jesteście idealni. Wspaniali, godni uwagi, najlepsi.

To ja specjalnie dla was przepytałam kilka znajomych mi kobiet, atrakcyjnych i fajnych, jak one was odbierają. Może jak sami tyle wymagacie musicie wiedzieć, że też co nieco powinniście poprawić.

Po pierwsze… przestańcie na pierwszych randkach wygłaszać wasze od czapy poglądy polityczne. „Niech się geje pier…. w domu”, „Utłuc lesby” to tylko niektóre z hitów waszych kolegów. I wy się potem dziwicie, że ona nie odbiera i znika z FB?

Po drugie… spójrzcie czasem krytycznie w lustro. Te mokasyny, te skarpety. Nie żebyśmy były małostkowe, ale nie wszystkie lubimy jak gość wygląda jakby wyszedł ze starej szafy.

Po trzecie… w drugą stronę też bez przesady. Przesadna dbałość odstrasza. Odżywka na paznokciach?? Dziesięć kremów do twarzy?

Po czwarte… nauczcie się słuchać. To wielka sztuka. Niewielu z was ma ją opanowane. Ona opowiada: „Miałam wypadek na skuterze w Tajlandii”, a on…. „A wiesz, ja też miałem i wtedy…. i tu opowieść na setkę wiadomości na fesie”. Ratunkuuu, milczenie jest czasem złotym, a uważność w cenie

Po piąte… obsesja na punkcie ciała. Jak każda obsesja jest zła. A jeśli już mieć jakieś obsesje to może na puncie swojego mózgu? I to ulepszać?

Po szóste… nie bądźcie małostkowi. To nie jest fajne, gdy idziecie do Chińczyka kupujecie obiad i… czekacie aż ona zapłaci. Albo mówicie: „O tym razem zapłacę, byłem ci winny 22 zł”. Nie chodzi o to, żebyś płacił zawsze, my też chcemy to robić, ale ta skrupulatność przy rozliczaniu rachunków jest żenująca. Czy my liczymy ile wody zużyjecie u nas w wannie?

Po siódme… w ogóle małostkowość jest straszna. Nie chcemy słuchać, że ta wstrętna dziwka M. pożyczyła od was 10 złotych, zmieniła pracę i nie oddała.

Po ósme… przestańcie rozsiewać wokół siebie negatywną energię. Rozgryzłyśmy to, większość was zachowuje się tak, gdy jest spięta. Niepotrzebnie uważacie, że męskość to gburowatość. Nie, nie lubimy tego. Spinamy się i myślimy: „buc, po co mi to”.

Po dziewiąte… nie obiecujcie nie wiadomo czego. Zajebistego seksu, wyjazdu, przygody. Nie potraficie zrealizować obietnic – nie deklarujcie ich.

Po dziesiąte… za chwilę to jest za chwilę. Nie za godzinę. Więc jeśli mówicie: „poczekaj minutę, zaraz napiszę” to nie dziwcie się, że po pół godziny zasypiamy i potem już nie odpowiadamy na wiadomości.

Po jedenaste… nie narzekajcie na pracę. To jest nieznośne. Tak, to jest prawda. Lubimy zaradność. Na bliskość jest miejsce później. Na początku oszczędźcie nam szczegółów jaką macie kiepską sytuację, jak któryś szef was wyrolował i w ogóle nie ma miejsca na takie talenty jak wy.

Po dwunaste… fraza: „chodź, postawię ci sok” powinna być zakazana. Podobnie jak: „jak tam?” jako zagajenie na tinderze.

Po trzynaste… jeśli czegoś nie wiecie, nie potraficie, nie macie, nie degradujcie tego. Nie ma nic gorszego niż facet nie biegający, który mówi, że go wkur…. maratończycy, jazda na nartach to wymysł, a ktoś kto ma dobry samochód musi być debilem. My to widzimy.

Po czternaste… spytanie kogoś o drogę bywa czasem zbawienne. Szczególnie, gdy nawigacja nie działa, jest północ i leje deszcz. Ludzie proszą o pomoc. To naturalne.

Po piętnaste… rozumiemy, że rozstanie z eks mogło być trudne, ale nie chcemy tego słuchać. Nie wciąż. Podobnie jak męczące jest złorzeczenie na byłą partnerkę. Szczególnie, gdy to wy ją zostawiliście.

Jeśli to ona was zostawiła, też przestańcie mówić. My doskonale wiemy, że złość wynika ze zranienia.

Po szesnaste… czy tak trudno odstawić płatki do szafki, a puste opakowanie po mleku wyrzucić? Nie, naprawdę lodówka to nie jest dobre miejsce.

Po siedemnaste… gdy rozmawiacie z byłą, nie odchodźcie na bok. Nie ściszajcie tonu. Najwyżej nie rozmawiajcie przy nas.

Po osiemnaste… seks to jest coś więcej niż pięć minut z myśleniem tylko o sobie, a robienie dobrze kobiecie to nie jest mielenie językiem. Piersi też nie ugniatajcie– to okropne uczucie.

Po dziewiętnaste… zapomnijcie o pytaniu. „Dobrze ci? Ale dobrze?”, „Jak było?”.

Po dwudzieste… każde osaczanie jest złe. Szczególnie, gdy znamy się krótko. Sorry, ale nie chce nam się tłumaczyć dlaczego pan w sklepie się na nas patrzył, z kim rozmawiamy, dlaczego tak długo i czy na pewno z koleżanką…

Po dwudzieste pierwsze… jeśli jesteśmy matkami, nie krytykujcie naszego macierzyństwa. Na tym punkcie mamy chyba większą obsesję niż na punkcie wyglądu.

Uff… miło? Tak, tak wiadomo. W byciu blisko chodzi o coś więcej. To dlaczego, w takim razie, wy czepiacie się nas? 🙂


Lifestyle Psychologia

Przyjaźń po rozstaniu? Dobre sobie… Pięć faz, które musisz przejść

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
26 kwietnia 2016
Przyjaźń po rozstaniu?
Fot. iStock / Peeter Viisimaa

Bardzo modne jest ostatnio powiedzenie: „zrób to z klasą”. Z klasą powinniśmy rzucać pracę, instruować podwładnych (to zrozumiałe). Z klasą to i tamto. Z klasą powinniśmy też rozstawać się z byłymi partnerami. Nawet jeśli to oni nas rzucili. Nawet, jeśli po drodze było tornado i trzęsienie ziemi.

Jest taka pani M.. Świat nie widział, żeby puściły jej nerwy. Mąż odszedł do młodszej. Przełknęła łzę, nie spała dwie nocy, zachowała się idealnie. Pomagała mu nawet pakować walizki. Co więcej, dziś wysłuchuje byłego małżonka, opiekuje się jego nowym dzieckiem. Wspaniale, idealnie. „Jesteśmy przyjaciółmi” mówi.

„Przyjaciółmi?!!!”  Gdy on ją zranił? Gdy ona nie przeżyła żadnej żałoby? Gdy się nie wściekła na niego nawet? Czy można przyjaźnić się z kimś kto zawiódł nasze nadzieje? Oszukał nas? Zranił? Serio?

Uff. No jednak nie. Nie wierzę. Zdrowe rozstanie (o ile można mówić o zdrowym rozstaniu) dzieli się na pięć faz. Podobnie jest z każdą stratą.

FAZA 1. Szok i niedowierzanie

Co znaczy w skrócie: To się, k….., nie stało. To sen, koszmar, tylko chwila.

To w tej fazie walczymy o swoją miłość. Jakie, k…., koniec?!!!! On chyba oszalał. Zwariował, ktoś podał mu narkotyki. Rano wróci i powie, że jest tak samo i on przeprasza, że chodziło mu o coś zupełnie innego.

To jest tzw. „nieprzyjmowania”. Inna kobieta???? Inny seks? Te same słowa? Akurat. NIEMOŻLIWE.

To faza, gdy wiele osób próbuje przemówić tej drugiej osobie do rozsądku: „No halo, przecież mnie kochasz. Przecież przeszłość, tamte słowa. Przecież wszystko”. Już widzimy, że Tamten/Tamta (do niedawna nasz/nasza) ma obcy wzrok, jest wycofany nawet jeśli miły i uprzejmy. Ale nie chcemy tego widzieć.

Tak jak nie chcemy widzieć żadnej zmiany w swoim życiu, której my sami nie pragnęliśmy. Zaprzeczamy.

Jak więc możemy szczerze proponować komuś wtedy przyjaźń?

FAZA 2.  Apatia (ew. nadmierna aktywność)

Dwie strony tego samego stanu. Wciąż jeszcze zaprzeczenie, ale już bez udziału tamtej strony. Leżymy na kanapie i oglądamy seriale albo udajemy, że nic się nie stało. Phi. Jest tyle fajnych rzeczy. O, sporty. Świetna sprawa, on nie lubił, ja kocham. O, kursy. O, ludzie.

Świat naprawdę jest taki kolorowy?

Szok po prostu.

Przyjaźń? Brrr. Nie chcę widzieć tego człowieka nigdy więcej.

Faza 3. Złość

To wtedy chcemy zabić tamtą drugą osobę. Zniszczyć jej samochód, rozerwać na strzępy. Chcemy jej wykrzyczeć, że jest najbardziej popier… człowiekiem na świecie. Że kłamca, że oszust, że dureń. Widzimy każdą jego wadę. Mówimy sobie: „O ja idiotka, ja durna”. Ze wstydu chcemy zapaść się pod ziemię. My naprawdę jeszcze wierzyłyśmy, że się uda? Wierzyłyśmy, że jego zachowanie to nieprawda? Szok, niedowierzanie, głupota do potęgi. Złość do niego miesza się ze złością do siebie.

Przyjaźń?!!! Z tym świrem.

Faza 4. Pamiętanie

Panna Nostalgia albo Pan Rzewne Wspomnienie podążają przez świat. Och, ona tak lubiła brukselkę i winogrona. Ech, tę koszulkę mogłabym mu pomóc. Były ląduje na piedestale. Nigdy nikogo nie będziemy tak kochać. Nigdy. Aaaaaa, tamto jezioro, tamten seks, wyjazd, wakacje, ubranie, książka, płyta.

Brrr. Znajomi wołają o pomstę do nieba, a my wciąż powtarzamy tę samą historię. A myślisz, że wróci? Że można spróbować.

Przyjaźń? Oj tak, nie mogę mieć wszystkiego to będę miała coś. Co tam, że ochłap. Idź po rozum do głowy, przyjaźń na tym etapie jest tylko oszukiwaniem siebie. Nadzieją.

Ogarnij się i zawróć z tej drogi.

Faza 5. Akceptacja

Uff, zawsze lądujemy na tym samym etapie. Cudownej planecie zwanej inaczej spokojem i „gówno mnie to obchodzi” wypowiadane nie w gniewie tylko z serca.

O rany, wiosna jest. O, wciąż oddycham. Uśmiecham się. Coooo?!! Serio się uśmiecham. I żyję. Nie umarłam. No proszę.

Przyjaźń? Ale z kim i po co? Z kimś kto jest tylko snem? Po co sen urealniać?

Potem jest długo długo nic (życiem to się nazywa) i można ewentualnie pomyśleć o jakiejś relacji.

Niechże będzie i przyjaźń. Ale wcześniej?!

Kogo my oszukujemy.