Lifestyle

Przestań gadać do moich cycków, czyli najbardziej irytujące rzeczy, jakie facet robi w związku. TOP 12

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
18 lutego 2022
fot. Enes Evren/iStock
 

Panowie, kochamy was. Naprawdę. Ale poważnie, nie tylko wy macie  powody do narzekania. Nie jesteście święci i serio,  nie wystarczy wasze „bycie”, żebyśmy skakały z radości i całowały was po stopach. W założeniu  miało być 8 zachowań, ale niestety nie dałam rady. Jest 12, a i tak pewnie coś można by dorzucić.  

1. Dla zasady jesteście przeciw

Niezależnie od tego, czy jesteś na pierwszej randce, czy jesteś żonaty od 25 lat, wydajesz się mieć problemy z zaangażowaniem. Wszyscy wiemy, jak niektórzy faceci odmawiają zaangażowania się w związek, ale nawet ci, którzy się jednak decudują, nie mogą zobowiązać się do najbardziej podstawowych rzeczy. Przykład: często staram się nakłonić męża do podjęcia określonej czynności w określonym czasie, ale on woli mieć jeszcze jakąś opcję. Na przykład, kiedy proszę go, żeby po obiedzie obejrzał ze mną odcinek serialu (jeden!), który właśnie wspólnie zaczęliśmy, on mówi, że nie jest pewien, że może wolałby poleżeć z  telefonem/koniecznie coś zrobić w komputerze/wyjść na siłownię. Grr.

2. Masz podwójne standardy (ale udajesz, że nie)

Wiesz o czym mówię. Będziesz nalegać na jakąś zasadę w związku lub w domu (nie jedz w łóżku, schowaj buty, wyciągaj włosy z odpływu itp.), ale będziesz ją łamać i twierdzić, że to całkowicie w porządku. Na przykład oczekujesz, że wysłucham twojej historii o problemach w pracy, ale nie możesz odwdzięczyć się tym samym. Jasne, będziesz trochę udawać na pierwszych randkach, ale kiedy już mnie masz, bardzo szybko zapomnisz, jak słuchać. Dobra  rada dla nas, kobiety: mów tylko tyle, ile masz do powiedzenia i pomiń konkretne szczegóły, chyba że zapyta.

3. Myślisz, że mam okres za każdym razem, gdy okazuję negatywne emocje

Kobiety, podobnie jak mężczyźni, są naładowane hormonalnie na różnych poziomach w ciągu miesiąca. Kobiety są też z natury bardziej emocjonalne niż mężczyźni (ogólnie – ale po obu stronach jest wiele przykładów czegoś przeciwnego). Ale zakładanie, że kobieta ma okres za każdym razem, gdy jest wkurzona, zdenerwowana lub w inny sposób nieprzyjemna, to po prostu przesada i umniejszanie  moich uczuć. Przestań.

„Zaraz urwą mi się cycki”, czyli o czym myślą kobiety w trakcie pozycji od tyłu

4. Rozmawiasz z moimi cyckami

To denerwujące, ale oczywiście może też być zabawne. Może i mężczyźni są biologicznie zaprogramowani, aby interesować się i „sprawdzać” potencjał reprodukcyjny kobiety… Niemniej, gdy następnym razem będziesz rozmawiał z kobietą, wiedz, że patrzy na twoje oczy i oczekuje choćby minimalnego kontaktu wzrokowego. Zachowaj wpatrywanie się w jej biust na ukradkowe spojrzenia, kiedy odwróci wzrok, dobrze?

5. Gazy,  bekanie, spluwanie (czasami publicznie)

Wiemy, że wszyscy pierdzą i bekają, ale nie chcemy tego wąchać, słyszeć ani o tym myśleć – a zwłaszcza nie publicznie. I, poważnie, kolego, po prostu panuj nad sobą. Przestań.

6. Poprawianie genitaliów (znowu, czasami publicznie)

Nie wiem, jak chodzisz z zewnętrznymi genitaliami, współczuję ci. Mimo to nie daje ci to pozwolenia na otwarte sięganie i manewrowanie wokół swojego interesu, gdy jesteśmy w  miejscu publicznym. To samo dotyczy drapania, gdy ludzie patrzą. Bądź dyskretny, do cholery. Wyobraź sobie, że kobiety chodzą po ulicy, drapiąc się w okolicach krocza. Dobra, przestańcie to sobie wyobrażać.

7. Wybiórcze słuchanie (ulubione tematy: jedzenie, seks i ty)

Można ci powiedzieć, że musisz wynieść śmieci i wyprowadzić psa, ale jedyne, co słyszałeś, to „Wychodzę na kilka godzin, więc masz czas na wegetowanie przed PlayStation”. Czy to dlatego, że nie chcesz tego robić? Czy nie interesuje Cię to, co mam do powiedzenia? Owszem, kobiety są zdecydowanie bardziej szczegółowe i wyraziste w rozmowach niż mężczyźni, ale czy w ogóle nie umiesz słuchać?  Wskazówka dla moich koleżanek: mężczyźni znacznie chętniej słuchają wszystkiego, co masz do powiedzenia, jeśli możesz skojarzyć to z jedzeniem, seksem lub czymkolwiek, co jest bezpośrednio związane z nimi i ich zainteresowaniami.

8. Bycie wielkim dzieckiem, gdy jesteś chory

Nie znam wielu mężczyzn, którzy nie są gigantycznymi dziećmi, gdy są chorzy. Myślę, że to tylko część tego, kim są, a może najczęściej są to mężczyźni, których mamusie opiekowały się nimi szczególnie, gdy byli chorzy. Uwaga, chłopcze. Nie mam nic przeciwko opiece nad tobą, gdy jesteś chory, ale całe to jęczące dziecko? Nie! Po prostu bądź słodki, dziękuj mi za wszystko, co dla Ciebie robię. A potem zamknij usta, zamknij oczy i zdrzemnij się, do cholery. Mam na głowie nie tylko twoje gile i kaszelek.

9. Oglądanie się za innymi kobietami

Posłuchajcie. Może i kobiety za dużo myślą, za bardzo się troszczą i często zbyt mocno starają się być idealne. Ale może to po części dlatego, że doskonale zdajemy sobie sprawę, że patrzycie na inne baby? Wiemy, że jest to część Waszej męskości i nic na to nie możecie poradzić. Kobiety nigdy nie będą całkowicie OK z tym, że gapicie się na inne kobiety. Ale dobra wiadomość: jest kilka rzeczy, które możecie zrobić, aby złagodzić ten cios w nasze ego (tak, też je mamy). Róbcie wszystko, byśmy tego nie widziały, a jeśli was złapiemy, zróbcie lub powiedzcie coś, abyśmy poczuły się zbudowane. Trzymajcie za rękę, obejmijcie ramieniem – powiedzcie, o ile jesteśmy ładniejsze. Nawet, jeśli to ma być tylko żart…

10. Wysyłanie dickpicków (zdjęć genitaliów)

Mimo że większość żonatych facetów nie wysyła niechcianych zdjęć penisów, niektórzy z nich to robią. Robi to też naprawdę wielu samotnych idiotów. Jako zamężna kobieta otrzymałam zaskakującą ilość zdjęć penisów od prawie nieznajomych. Jestem mężatką i mam 40 lat. Nie wyobrażam sobie, przez co przechodzą moje samotne koleżanki. Nie wysyłajcie nam zdjęć swojego penisa ani żadnej innej nagiej części ciała, chyba że o to poprosimy. Nie jesteśmy tak stymulowane wizualnie jak wy i szczerze mówiąc, niektóre kobiety uważają penisy za niezbyt atrakcyjne. (NIEKTÓRE kobiety)

11. Pakowanie nas w te „dziewczęce” szufladki (ponieważ jesteśmy ładne, seksowne)

Koleś, to, że jestem blondynką i lubię się ubierać w sukienki, nie oznacza, że ​​jestem głupia lub gorsza od ciebie. Nie mogę uwierzyć, że muszę to powtarzać – mamy rok 2022, do cholery. Ale jeszcze raz przypomnę: nie mieścimy się w zgrabnych, stereotypowych pudełeczkach. Jesteśmy jak cebula, ale mniej śmierdząca, mamy warstwy. To, że twoja dziewczyna lub żona akceptuje swoją kobiecość, nie oznacza, że ​​nie jest mądra. A może jest mechanikiem i codziennie wraca do domu brudna? Nadal może być seksowna i kobieca. Tylko dlatego, że kobieta jest mamą, która pracuje w domu, nie oznacza, że ​​siedzi i je cały dzień cukierki. Chciałabym zobaczyć, jak próbujesz robić to, co ona robi przez cały dzień, a mimo to masz czas na spokojne zrobienie kupy. Żartuję. Cóż, w pewnym sensie.

12. Niezauważanie niczego. Nigdy. Dosłownie

Nie ma znaczenia, czy pomalowałam salon, czy całkowicie zmieniłam fryzurę. macie ten rodzaj wkurzającej nieuważności na codzienność, że zwyczajnie nie zauważacie najdrobniejszej zmiany. Po prostu tak macie.


Lifestyle

Plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki? No ludzie! Długo jeszcze będziemy tego słuchać?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
28 października 2021
fot. Surachet99/iStock

– Katecheci mówią, że homoseksualizm to choroba, którą można leczyć m.in. elektrowstrząsami albo wycięciem macicy, że tampony noszą tylko zboczone dziewczyny, które nie potrafią wytrzymać bez niczego w pochwie. Że jeżeli mąż chce seksu, to żona musi się zgodzić. Że plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki, a tabletki antykoncepcyjne zabijają zarodki – mówi aktywistka Klaudia Szubert, która na co dzień przygląda się najróżniejszym szkolnym… „nieprawidłowościom” w kwestiach równości czy seksualności. 

„Ksiądz puścił 12-latkom fragment horroru „Egzorcyzmy Emily Rose”

„Antykoncepcja hormonalna jest współczesną formą kamieniowania kobiet”

„Kiedyś poroniłam i dziś modlę się do ulepionej laleczki”

„Pewnie to zauważacie, że dzieci, które nie chodzą na religię, są bardziej niegrzeczne i niemiłe od was….”

„Jeśli wypisze pani córkę z religii, zniszczy jej pani życie”

„Menstruacja to płacz macicy, w której znów nie zagnieździło się życie”

Co jakiś czas nagłówki krzyczą o kolejnej szokującej wypowiedzi katechety. Plemniki jako zamknięte duszyczki i kobieta, która musi mieć coś w pochwie wstrząsnęły mną na tyle, że w mgnieniu oka pojawiły się wspomnienia z zajęć wychowania do życia w rodzinie oraz… nauk przedmałżeńskich.

Tutaj warto zaznaczyć, że jedne i drugie odbywałam jako osoba pełnoletnia! Pierwsze dlatego, że „za moich czasów” nie było w szkole podstawowej takich zajęć, a katechetkę miałam jak się okazuje zupełnie normalną (dziś już nienormalną, żeby była jasność). WDŻ pojawił się dopiero kiedy byłam w klasie maturalnej, zajmował ze cztery godziny w semestrze na dziewiątej godzinie lekcyjnej w środę. Z podziałem na chłopców i dziewczęta! Zajęcia prowadziła pani Bernadetta, matka czworga dzieci, przykładna katoliczka, członkini rady parafialnej. Skąd wiem? Bo tak się przedstawiła.

I ona mówiła nam, 19-letnim ludziom, że podniecanie się jest złe. Że młodzi ludzie, którzy się spotykają, 80 proc. czasu poświęcają na podniecanie się, a resztę na seks. Miała wykresy, które obrazowały fazy podniecenia u chłopaków i u dziewczyn – kompletnie różne. Kazała nam to przerysowywać do zeszytu. Na kolejnej „lekcji” pokazywała nam jak używać podpaski. Rozdała po jednej. Przypominam mniej uważnym, że byłam w klasie maturalnej. Każda z nas miesiączkowała już co najmniej sześć lat.

Przeczuwałam, że to będzie jakaś gruba akcja, te zajęcia, więc naprawdę rzetelnie prowadziłam zeszyt. Szkoda, że go nie zachowałam…

Kolejna lekcja – film. Film o kobiecie, która terminowała ciążę kilka razy. Nie pamiętam ile, wybaczcie. Dużo. I ona w końcu się nawróciła. Chodziła po łąkach, nadawała swoim nienarodzonym dzieciom imiona. Wszystko w dusznej atmosferze, z dziwną ścieżką dźwiękową, kolorystyką. Irracjonalne i przerażające. Dość, że minęło 21 lat, a ja pamiętam te obrazki niemal ze szczegółami.

Na kolejne zajęcia już nie poszłam. Ani nikt z mojej klasy.

Kilka lat spokoju. Po nich nauki przedmałżeńskie. Zastanawialiśmy się, gdzie na nie iść, żeby oszczędzić sobie przypałów. Padło na kościół akademicki, dla studentów. No co mogło pójść nie tak? Otóż wszystko.

Czego się tam dowiedziałam?

  • jak to jest trzymać w dłoni abortowany płód
  • jak rozciągliwy jest śluz w różnych fazach cyklu
  • że mężowi nie wolno przeszkadzać kiedy wraca z pracy
  • że jeżeli mąż chce seksu, to żona musi się zgodzić
  • że jak się nie będę starała, malowała, gotowała, to nie mogę mieć pretensji, jeśli mąż mnie zleje
  • że do księdza zawsze można przyjść, jeśli mąż nie będzie mógł

Można pośmieszkować, ale powyższe zagadnienia to tylko kropla w morzu. Więcej nie wytrzymaliśmy. Nie wróciliśmy tam.

Szkoda, proszę państwa, wielka szkoda, że to wciąż tak wygląda. Nie każde dziecko czy nastolatek ma to szczęście, że o wszystkim może porozmawiać szczerze i bez tabu z rodzicami. Nie każda dziewczynka jest przygotowana na okres, nie każdy chłopiec potrafi się ustawić do tego w odpowiedni sposób. Znacie historie kobiet, które nie wiedziały, że są w ciąży niemal do porodu. Znacie kobiety, które nigdy nie były u ginekologa. Znacie obiegowe opinie, że można zajść w ciążę od siadania na kolanach czy seksu oralnego. Znacie historie dzieci gwałconych przez dorosłych, które nie mają pojęcia, co się dzieje, bo nikt im nie powiedział, że ich granice są święte. Znacie kobiety, maltretowane przez mężów, które nawet w kościele słyszą, że muszą to wytrzymać. W imię Boga. Że każdy ma swój krzyż.

Na Boga!!! Czy nie powinnyśmy nad tym zapłakać? Czy nie powinnyśmy zrobić wszystkiego, co w naszej mocy, żeby to się wreszcie skończyło? Żeby nikt nie wciskał naszym dzieciom kitu o zabłąkanych duszyczkach-plemiczkach?