Lifestyle

Agata Kulesza: mimo cierpienia mogę powiedzieć, że jestem wdzięczna, że to wszystko się zdarzyło

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
14 października 2022
Agata Kulesza, fot. domena publiczna/Jarosław Roland Kruk
 

Jej rozwód nie należał do łatwych. Gwiazda po czterech rozprawach sądowych w 2020 roku rozwiodła się po 23 latach małżeństwa z operatorem filmowym Marcinem Figurskim. Zeznania składała m.in. córka małżonków Marianna i przyjaciółki Kuleszy: Agnieszka Suchora i Katarzyna Nosowska. Agata Kulesza podczas rozwodu konsekwentnie milczała. Jej prawnik powtarzał dziennikarzom, że nie będzie komentowała swojego życia prywatnego. Dopiero teraz, po dwóch latach od rozwodu, przerwała milczenie.

W wywiadzie opublikowanym w „Twoim Stylu” odniosła się do tego, jak znosiła komentarze plotkarskich mediów, które w tym czasie opisywały ze szczegółami jej skomplikowaną relację z mężem. To musiało być dla niej szczególnie trudne, ponieważ z Figurskim spędziła ponad połowę swojego życia. Agata Kulesza i Marcin Figurski wzięli ślub w 2006 r. Parą byli już 10 lat wcześniej.

Nauczyłam się cierpliwości

„Życie pokazało, że potrafię rzeczy przeczekać. To nie jest fajne, kiedy w trakcie rozwodu jest się na okładkach pism, i to z dodatkiem dziwnych komentarzy. Mogłabym od razu pójść z tym do mediów i opowiedzieć moją wersję. Ale tego nie zrobiłam. Uważam, że na tej metaforycznej wojnie nie trzeba walczyć tą samą bronią, której używa atakujący. Dla mnie cierpliwość to nieschodzenie poniżej swojego standardu, niewikłanie się w przepychanki”, powiedziała w „Twoim Stylu”.

Gwiazda wyznała, że w tym trudnym czasie największym wsparciem była dla niej rodzina i przyjaciele, a szczególnie koleżanka jeszcze z łatwy szkolnej w Szczecinie – Katarzyna Nosowska. Gwiazda podziękowała bliskim za to, że mili czas i chęci, by ją w tym trudnym czasie rozwodu wysłuchiwać, bo ona bardzo tego potrzebowała. Kulesza powiedziała, jak się czuła na początku rozwodu:

„A wracając do trudnych emocji, nie chodzi o to, żeby się w nich zatopić i babrać. Trzeba mimo wszystko szukać odpowiedzi na pytanie: jak mogę się sobą zaopiekować? Z doświadczenia mówię: najpierw się leży na podłodze w skulonej pozycji ofiary, ale powolutku da się z tego dywanu wstać”, wyznała.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Agata Kulesza (@agatakulesza_aktorka)

Korzystałam z psychoterapii

Kulesza opowiedziała także, że korzystała w trudnych momentach z psychoterapii krótkoterminowej, która pozwoliła jej przepracować szkodliwe schematy, którym się w życiu poddawała.

„Ja chyba działam według schematu, który mi szkodził. Nie chcę się w to zagłębiać, bo dziś jestem w innym miejscu, ale wtedy musiałam skorzystać z fachowej pomocy. Zgłosiłam się na terapię. Moja była dosyć krótka i to nie ja zadecydowałam o końcu, tylko terapeutka. (…) Odrobiłam pracę domową, nie leniłam się. Intensywnie o sobie myślałam, słuchałam wykładów, czytałam książki. (…) Dzięki tej pracy terapeutka uznała: Pani Agato, za tydzień widzimy się ostatni raz”. (…) Ruszyłam w świat o własnych siłach i dziś jestem szczęśliwa. Warto było przeżyć kilka trudnych lat. Rozwinęłam się jako człowiek. Mimo cierpienia mogę powiedzieć: jestem wdzięczna, że to wszystko się zdarzyło”, czytamy w Twoim Stylu.

Kulesza wielka gwiazda

Agata Kulesza jest jedną z najwybitniejszych polskich aktorek. Mogliśmy ją podziwiać w rolach pierwszoplanowych w takich filmach jak Róża, Ida, 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy, za które otrzymała Polskie Nagrody Filmowe Orły. Teraz możemy ja oglądać w TVN lub Player w serialu Skazana”.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Twój STYL (@twojstylpl)


Lifestyle

Wtedy ją zobaczyłam. Goliła głowę, by budzić litość i pożyczać pieniądze. Niby na życie, a naprawdę na hazard

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 października 2022
"Mama zamieszkała w osobnym pokoju, ojciec i tak gwałci ją raz w miesiącu. Kiedy miałam sześć lat mówiłam, że nie chcę ojca alkoholika"
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

Zobaczyłam w niej swoją przyszłość. Przestraszyłam się, dzięki Bogu! Miała ogoloną głowę. Mówiła wszystkim, że ma raka, a tak naprawdę… No właśnie. Ale zacznę od początku. Jestem uzależniona od hazardu i alkoholu, chociaż moja terapeutka twierdzi, że to nie jest takie proste. Mam uzależnienia krzyżowe i zachowania kompulsywne, osobowość lekową i maskowaną tym wszystkim latami depresję. Co to wszystko oznacza?

Kiedy byłam małą dziewczynką, odkryłam, że jak najem się porządnie na noc, to łatwiej mi usnąć. Całe dzieciństwo czułam potworne napięcie. Bałam się. Odstawałam od grupy rówieśniczej. Wstydziłam się biedy i ojca alkoholika. We wszystkim czułam się gorsza. Ale za dzieciaka oczywiście nie miałam bladego pojęcia, co z tym zrobić, do kogo iść po pomoc. Nie wiedziałam nawet, że istnieje ktoś taki jak psycholog czy terapeuta. Więc robiłam różne rzeczy, które pomagały mi czuć się lepiej. Najpierw więc jadłam bez opamiętania i łykałam garściami proszki przeciwbólowe. Pamiętam, że potrafiłam spałaszować tyle czekolady za jednym posiedzeniem, że robiło mi się niedobrze i wymiotowałam. Potem już wymiotowałam z poczucia winy, bo bardzo tyłam.

Jako nastolatka odkryłam papierosy i alkohol. Sporo piłam pod koniec liceum i przez całe studia. Wszyscy wtedy sporo pili, bo to jest taki czas, kiedy – jak to się mówi – młodzież musi się zabawić. Nikt nie widział w tym nic niebezpiecznego. Tyle że moje koleżanki po studiach odstawiły alkohol, najczęściej kiedy zaszły w ciążę. A ja… chodziłam z małpkami do pracy. Wszystko z lęku, czy na pewno dam radę.

Wielkie miasto i hazard

Nie radziłam sobie w tym momencie życia za bardzo. Rozstałam się z chłopakiem. Zamieszkałam w dużym mieście, w którym nie miałam przyjaciół. Zarabiałam średnio, a musiałam za to opłacić wynajmowaną kawalerkę i jeszcze się jakoś utrzymać. Z podziwem i zazdrością patrzyłam na koleżanki w pracy, które zawsze miały zrobione paznokcie i świetne ciuchy. Skąd one na to biorą hajs? – pytałam siebie. Jak znajdują czas, by zawsze wyglądać jak spod igły? Czułam się przy nich jak jakaś ostatnia życiowa niedorajda.

Kilka razy poszłam do kasyna. Wiedziałam, że to nie jest zabawa. Chciałam rozmnożyć pieniądze. Raz wygrałam kupę szmalu i kupiłam sobie za to naprawdę fajne ciuchy. Ale najczęściej przegrywałam, co nakręcało mój problem z alkoholem. Swój wstydliwy nawyk próbowałam ukrywać. Początkowo byłam w tym bardzo skuteczna. Wracałam do rodziców na wieś i mówiłam, że podwyższyli mi czynsz. Prosiłam ich o kasę, choć parę stów. Próbowałam namówić, by sprzedali mój kawałek ziemi po dziadku. Najpierw mi nawet dawali pieniądze, ale z czasem coraz mniej chętnie. Najbardziej naiwna była natomiast moja babcia, która chyba zawsze najmocniej mnie kochała. Ona potrafiła mi oddać każdy grosz ze swojej emerytury. A ja – wstyd mi się do tego przyznać – szłam z tym, by odegrać się. Kiedy przegrywałam, poczucie winy dosłownie mnie zabijało. Piłam więc jeszcze mocniej, jeszcze bardziej i częściej, by o tym zapomnieć. Aż któregoś dnia dowiedziałam się, że babcia nie żyje. Wtedy dotarło do mnie, że nigdy już nie zdołam jej przeprosić.

Spowiedź alkoholiczki. Kobiety piją w samotności, w nagrodę, nie upijają się… zawsze wierzą, że nie mają problemu

Terapia dla uzależnionych

Czy to coś we mnie zmieniło? Nie, nie zmieniłam niczego. Zazwyczaj w połowie dnia pracy schodziłam do samochodu, by tam ukradkiem napić się wiśnióweczki. Odczekiwałam dziesięć minut i miałam nadzieję, że nikt nie zauważa, że wracam do biurka w zupełnie innym stanie emocji. Pomyliłam się, po kilku miesiącach wezwano mnie do działu HR i odbyła się długa, żenująca dla mnie rozmowa, w której trakcie obiecałam, że pójdę na terapię. Byłam tym tak wystraszona i zawstydzona, że szybko znalazłam terapeutkę, a ona skierowała mnie na terapię grupową dla uzależnionych.

Tam zobaczyłam ludzi naprawdę zniszczonych przez lata brania narkotyków, picia alkoholu, przegrywania pieniędzy. Wśród nich była ona: kobieta po czterdziestce, choć na pierwszy rzut oka oceniłam ją na dużo starszą. Smutne oczy, szara skóra, trzęsące się dłonie. Widać, że niedawno odstawiła alkohol, bo jeszcze była na głodzie i wyglądała jak trzęsąca się galareta. Jednak to dzięki niej wróciłam do żywych. A tak naprawdę dzięki historii, którą opowiedziała.

Łysa kobieta

Nie mogę dzielić się szczegółami, bo w grupie terapeutycznej obowiązuje zachowanie tajemnicy. Mogę tylko powiedzieć, że w tej kobiecie zobaczyłam siebie. Zobaczyłam swoją przyszłość za lat piętnaście. Ona opowiadała, że hazard i alkohol już tak ją upodliły, że zaczęła golić głowę i udawać przed przyjaciółmi i bliskimi, że zachorowała nowotwór. Wszystko po to, by wywołać w nich litość. Wszystko po to, by wyłudzić pieniądze na alkohol, a przede wszystkim na hazard.

Najbardziej mnie jednak poruszyło, że ta kobieta była tak bardzo samotna. Dzieci się od niej odwróciły. Nikt z rodziny nie chciał już jej niczego pożyczać, bo wiedzieli, że nie odda. Ta kobieta wyglądała jak katastrofa. Choć nikt jej już nie wierzył, dalej goliła głowę, by choć od nieznajomych dostać odrobinę zainteresowania.

Po pierwszej godzinie terapii przeraziłam się i postanowiłam wziąć się w garść. A nie jest to łatwe. Jestem dopiero na początku tej drogi. Kiedy nie piję, natychmiast zaczynam się objadać. Jeśli powstrzymuję się od hazardu, wybucham w najmniej spodziewanych sytuacjach gniewem. W domu leżę i płaczę w poduszkę, bo nie wiem, jakim cudem mam spłacić wszystkie długi. Jak ja mogłam do tego dopuścić?

Uzależnienia czy kompulsje

Moja terapeutka twierdzi, że od seksu i hazardu nie można się uzależnić. To jest po prostu coś, co ona nazywa — kompulsjami. Mówi mi, że za kompulsje łatwiej jest wziąć odpowiedzialność. Bo uzależnienie to choroba i z tym mi będzie trudniej. Wiem też, że powinnam zamienić swoje toksyczne zachowania na inne sposoby radzenia sobie z trudnymi emocjami. Najczęściej ludziom pomaga sport, np. bieganie. Próbowałam — u mnie to nie działa. Zapisałam się na basen – to mnie jakoś koi. Nadal szukam innych sposobów, by radzić sobie z tsunami lęku.

Najbardziej jednak pomaga mi na razie terapia. Grupy nie oszukasz! Te wszystkie rozmowy z trzeźwymi narkomanami i alkoholikami są dla mnie jak deska ratunku. Czuję, że nie jestem sama, że wiele osób przeżywa niemal dokładnie to samo.

Tylko ta kobieta… Już nigdy nie pojawiła się na grupie. Czasem o niej myślę. Była dla mnie jak czarny anioł. Była jak osoba zesłana przez Istotę Wyższą, bym w końcu przejrzała na oczy. Tyle że ona gdzieś realnie istnieje. Czy ktoś jej pomaga radzić sobie z nałogami? Czy nadal goli głowę, by żebrać u ludzi o uwagę? Chciałabym, że wróciła. Chciałabym jej pomóc.



Zobacz także

Karolina Malinowska

Karolina Malinowska: „Co kupić osobie, która ma wszystko? A jak coś chce, to idzie i sobie kupuje? To mnie denerwuje”

prezent

Prezent dla kogoś, kto ma już wszystko

Kilka ważnych lekcji, które otrzymasz tej jesieni w oparciu o twój znak zodiaku. Jesienny horoskop