Lifestyle

„Przepraszam, czy ja muszę oglądać pana zwiędłego penisa?”. Skąd się bierze różnica między facetami a kobietami

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
23 sierpnia 2019
Fot. iStock
 

Polska jest zasikana. Wiem, temat mało popularny i raczej będący tabu, ale z wakacyjnych obserwacji to jedno z najbardziej wkurzających mnie spostrzeżeń.

Sika się wszędzie. W parkach, na wydmach, ba nawet na plaży mamy wysadzają swoje dzieci, skutecznie bądź nie, zakopując mocz w piasku. Na wydmach, w lasach, przy drogach co i rusz można zobaczyć faceta z wystawionym fi*tem, który sika tuż przy samochodzie – a jakże. Na szlakach w górach, pod sklepami, w wejściach do kamienic, a nawet na klatkach schodowych.

Tak, wiem. Toalety drogie albo ich mało. Za sikanie czteroosobowej rodziny – jednorazowe, musimy zapłacić nawet 12, jeśli nie 20 złotych w różnych osikanych kurortach. Tylko to nie uprawnia nas do sikania wszędzie, gdzie popadnie i uwaga – chodzi przede wszystkich o płeć męską. Panowie, naprawdę to, że macie penisy i sikacie na stojąco nie upoważnia was w żaden sposób do obnoszenia się z tym wszem i wobec.

Sytuacja. Jesteśmy na kajakach. Robimy postój na jednej z polan przygotowanych dla kajakarzy. W oddali widać toi toia. Siedzimy sobie przy stole, na ławkach, jemy kanapki i nagle widzimy – ja i moje dzieci – jak jeden gość ze swoim synem idzie w stronę toalety. Tylko, że do niej nie dochodzi. W odległości jakiś 80 metrów od nas (to naprawdę nie jest daleko), stojąc tyłem, załatwia swoje potrzeby, a syn idzie oczywiście w jego ślady. Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła mu uwagi, pytając, czy naprawdę muszę spożywać drugie śniadanie obserwując, jak on sika. Spojrzał oczywiście zdumiony i słowem się nie odezwał. Jestem naiwna, więc mam nadzieję, że następnym razem nie będzie obnosił się ze swoim penisem w obecności tłumu ludzi, bo oczywiście nie byliśmy tam sami.

Mam znajomą, która idzie jeszcze dalej. Nie może się nie zatrzymać, gdy widzi sikającego przy drodze faceta. Naciska hamulec, zatrzymuje się i pyta, czy naprawdę musi oglądać jego zwiędłego penisa i czy tak trudno jest zrobić kilka kroków i wejść do lasu, skoro nie może wytrzymać do następnej stacji benzynowej? Stała ostatnio w korku. 500 metrów za nią stacja, 500 metrów przed nią także. Z auta wysiada facet, wyciąga z bagażnika mapę (fajnie), podaje ją pasażerowi – kobiecie (sic!), staje przy barierkach i co? I sika. Znajoma oczywiście wysiadła z auta, padło standardowe: „Czy ja muszę oglądać pana zwiędłego penisa”, po czym wytłumaczenie, że tuż za i tuż przed znajdują się stacje benzynowe, których stan toalet naprawdę nie pozostawia wiele do życzenia, jeśli w ogóle można coś im zarzucić. Facet oczywiście spojrzał jak na wariatkę, ale– znowu moja i znajomej naiwna nadzieja, że następnym razem dwa razy się zastanowi niż odleje gdzie bądź.

Znajoma poszła dalej. Uknuła teorię, po rozmowie z profesorem urologii, że cały problem z facetami polega na tym, że oni nie trzymają moczu. Dziewczynkom się mówi: „wytrzymaj”, „poczekaj”. A chłopcy? Sikaj gdzie popadnie, pod drzewem, krzaczkiem, na trawkę, pod słupem ogłoszeniowym. Gdy chłopiec krzyczy: „Mamusiu, chcę siku!”, ta ochoczo ściąga mu majtki i pozwala się załatwić w miejscu, w którym niemal stoi. Kobietom powtarza się, żeby ćwiczyły mięśnie Kegla. Ale dlaczego tylko kobietom? Że faceci niby tych mięśni nie mają? Otóż mają i tak samo jak my, mogliby je ćwiczyć. Ale po co. Facet nie musi „wytrzymać”. On sika, gdzie popadnie i to przenosi się później na jego życie. Bo zobaczcie. Facetom, jak się coś nie podoba, to rezygnują, odpuszczają, zmieniają pracę, rozwodzą się, mają romanse, jak żona im się znudzi. A kobiety? Kobiety muszą wytrzymać. Jak z tym sikaniem. My wytrzymujemy, gdy gnoi nas pracodawca, gdy kolega z pracy podszczypuje i czyni niestosowne uwagi, gdy koleżanka wbija nóż w plecy, gdy matka chora, gdy komuś trzeba pomóc, chociaż samej tej pomocy potrzebujemy. To „wytrzymaj” wkodowuje nam się w mózg i przenosi na niemal wszystkie obszary naszego życia. Czy ktoś kiedyś wam powiedział: „a sikaj gdzie chcesz”, albo: „lej pod tym drzewkiem?”. Nie. I to jest ukryta pod grubą warstwą moczu jedna z teorii różnic między kobietami a facetami.

Dlatego, drogie panie matki, ciotki, babcie, koleżanki, przyjaciółki. Nauczcie swoich małych mężczyzn wytrzymywać. Wtedy może świat zacznie wyglądać trochę inaczej i mniej śmierdzieć. Dziękuję za uwagę.


Lifestyle

To nie histeria, ktoś znowu rozpalił ogień pod wielkim kotłem. Jestem wściekła w swojej bezsilności

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
29 stycznia 2020
Fot. iStock / Claudiad
 

Jestem wściekła. Wściekła z bezsilności. Chcę krzyczeć i drapać. Chcę, żeby mój krzyk i krzyk wielu ludzi dotarł tam gdzie powinien, do tych, którzy jeszcze nie są skażeni, którzy tkwią w zawieszeniu, nie zajmują żadnego stanowiska, uważają, że ich to nie dotyczy.

Minęły dwa dni od uroczystości w Auschwitz. Dwa dni temu wszyscy w mediach społecznościowych podawali sobie słowa Mariana Turskiego – ocalałego z obozu, który mówił, że Auschwitz nie spadło z nieba, dreptało małymi kroczkami. Mówił: “Przenieśmy się na chwilę myślami, wyobraźnią we wczesne lata 30. do Berlina. (…) I oto jednego dnia w tych wczesnych latach 30. na ławkach pojawia się napis: „Żydom nie wolno siadać na tych ławkach”. Można powiedzieć: nieprzyjemne, nie fair, to nie jest OK, ale w końcu jest tyle ławek dookoła, można usiąść gdzieś indziej, nie ma nieszczęścia. (…)

Potem w pływalni pojawił się napis: „Żydom zabroniony wstęp do tej pływalni”. Można znów powiedzieć: nie jest to przyjemne, ale Berlin ma tyle miejsc, gdzie można się kąpać, tyle jezior, kanałów, prawie Wenecja, więc można gdzieś indziej.

Jednocześnie gdzieś pojawia się napis: „Żydom nie wolno należeć do niemieckich związków śpiewaczych” (…) Potem pojawia się napis i rozkaz: „Dzieciom żydowskim, niearyjskim nie wolno bawić się z dziećmi niemieckimi, aryjskimi”. Będą się bawiły same. A potem pojawia się napis: „Żydom sprzedajemy chleb i produkty żywnościowe tylko po godzinie 17”. To już jest utrudnienie, bo jest mniejszy wybór, ale w końcu po godzinie 17 też można robić zakupy”.

Niemal sto lat temu – wcale nie tak dawno, wszyscy zaczęli przyzwyczajać się do myśli, że można kogoś wykluczyć, stygmatyzować, alienować. I kiedy my z takim namaszczeniem przekazywaliśmy sobie te słowa, podkreślając: “Nie bądźmy obojętni”, radni łódzkiego sejmiku przegłosowali  Samorządową Kartę Praw Rodzin, promowaną przez Ordo Iuris, która jest wypadkową dotychczasowych deklaracji stref wolnych od LGBT. Co to oznacza?  Że całe województwo łódzkie dołącza do strefy wolnej od LGBT, do strefy wykluczenia, alienacji i stygmatyzacji. Widzieliście już żółte tabliczki przy wjeździe do niektórych miejscowości? Tabliczki, które informują, że pedałów, lesb, transseksualistów i innych dziwadeł nie przyjmują, że oni nie są mile widziani, że jak pojawią się w mieście, to ryj im obiją, wyzwą, a pani w sklepie może odmówić im sprzedaży chleba?

Przesadzam? Serio? Auschwitz tuptało małymi kroczkami. Narastała nienawiść i niechęć – to jedno, ale nieme przyzwolenie całej rzeszy ludzi sprawiło, że nie sposób było tego zatrzymać, tej narastającej fali agresji, przemocy. Ci, którzy stali z boku nie zrobili NIC. Tak jak my dzisiaj. Milczymy. Bo to temat niewygodny, bo może faktycznie coś jest na rzeczy, bo może to całe LGBT zagraża naszym dzieciom, bo za całą tą “ideologią” kryją się zboczeńcy i pedofile. STOP. Nie dajmy się zgnieść tej szerzącej nienawiść propagandzie.

Pomyślcie, że to dotyka wasze dziecko. Być może ono nie jest gejem, lesbijką, ale może ma koleżanki i kolegów homoseksualnych. Może kiedyś, za kilka lat na studiach zostanie dotkliwie pobite na rynku jakiegoś miasta za to, że “prowadza się z pedałami i pewnie lubi ruchać małe dziewczynki i chłopców”. Nie, nie odwracajcie głowy, nie zatykajcie uszu, nie uśmiechajcie się pod nosem uznając to za histerię.

Boję się o moje dzieci, o to w jakim świecie przyjdzie im żyć. Że być może za chwilę usłyszą, że ci, którzy chcą się uczyć języków obcych to zdrajcy ojczyzny, że może znowu tych chcących się kształcić będzie się uważać za zagrażających niepodległości ojczyzny. Mają myśleć o tym, żeby stąd wyjechać, nie zostawać w kraju, w którym jesteśmy obojętni, bo wydaje nam się, że to nas nie dotyczy?

Rozmawiacie z dziećmi o nas, o kolorowym społeczeństwie, które zawsze takie było. Zawsze wszyscy się różniliśmy w światopoglądzie, wyznaniu, w swojej seksualności. Na wielu poziomach. Uczycie swoje dzieci, żeby nie były obojętne? Żeby reagowały, gdy komuś dzieje się krzywda, gdy ktoś dziś obok nich jest prześladowany przez rówieśników? Mówicie im, że hejt w sieci jest żadną drogą do fejmu? Czy może mówicie, że lepiej się nie wtrącać i “od problemów trzymać się z daleka”? A może nic was nie interesuje poza ocenami, słupkami rankingów i możliwością wzrostu waszej wypłaty?

Chcę krzyczeć. Chcę by słowa Mariana Turskiego były wypisane na wszystkich możliwych murach naszych miast. By zamiast żółtych tabliczek, pojawiły się te z napisem “Nie bądźmy obojetni”. Auschwitz nie spadło z nieba… Sami sobie zgotowaliśmy taki los. Ktoś ponownie rozpalił ogień pod wielkim kotłem.

 


Lifestyle

„Dziecko, kiedy ty sobie życie ułożysz?”. Serio, naprawdę ktoś dziś jeszcze myśli, że kobiecie facet potrzebny jest do szczęścia?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
12 sierpnia 2019
Fot. Casarsa/Casarsa

Mam znajomą. Świetna babka, po 40-tce. Ma dorosłą już córkę. Aktyna zawodowo, robiąca wiele dobrego dla innych, zaangażowana społecznie, typowa aktywistka. Spotykamy się i słyszę: „No ręce mi opadają, czy ty wiesz, że moją mamę ciągle jeszcze sąsiadki pytają: a czy Kasia ułożyła sobie życie?”. Ułożyła sobie życie, czyli znalazła faceta, jakby przy boku którego mogła jedynie odnaleźć szczęście. Kaśka córkę wychowywała sama. 20 lat temu znalezienie w stolicy mieszkania dla samotnej matki graniczyło z cudem. „Będziecie mieszkać w trójkę?” – padało pytanie, a gdy właścicielka lokum słyszała, że nie, że Kasia sama z córką, od razu się wycofywała, jakby facet był gwarantem spokoju w domu i płatności za czynsz. Nożesz. No dobra, ktoś powie – 20 lat temu, samotne matki były, ale się nie wychylały, nie chciały robić kariery, przeprowadzać się ze wsi do miasta. Raczej licząc na wsparcie rodziny chciały zapewnić poczucie bezpieczeństwa swoim dzieciom.

Czasy jednak się zmieniają. Znam masę fantastycznych kobiet, które radzą sobie w życiu same. Samodzielne, nie samotne, tak wolą o sobie mówić. Ogarniają dzieci, pracę, swoje pasje. Świetnie wyglądają, są szczęśliwe, choć nie jest im łatwo i tego też nie ukrywają. Czasami mają dość, są zmęczone, zrezygnowane, ale podnoszą głowę i ruszają w codzienność za chwilę odnajdując źródło swojej energii i chęci życia. Dlatego kompletnie nie rozumiem pytania w stylu: „Kiedy ty sobie dziecko ułożysz w końcu życie”. Uwierzcie, wiele z mężatek i tych pytających chciałoby mieć tak poukładane życie, jak kobiety, o których piszę, jak Kaśka, która owszem, pewnie chciałaby poznać fajnego faceta, ale nie jest to jej nadrzędny cel w życiu. Kobieta naprawdę do szczęścia nie potrzebuje mieć chłopa przy swoim boku. Kiedy w końcu wszyscy to pojmą. Już dawno większość z nas zrozumiała, że życie w pojedynkę, także z dzieckiem u boku, nie jest skazaniem nas na porażkę, na wieczną rozpacz, na wyrywanie sobie co rano włosów myśląc o tym, ile rzeczy mamy do załatwienia i marzeniu o tym, że może właśnie dziś na białym koniu przyjedzie rycerz i nas uratuje i pozwoli nam ułożyć sobie życie. Serio? Naprawdę kobieta samotna, to kobieta nieszczęśliwa? Nieporadna życiowo? Taka, która nie wiem, koła sama nie wymieni w samochodzie? A jak nawet nie wymieni, to nie zna numeru na pomoc drogową? Albo nie ma przyjaciół, którzy by jej pomogli? My naprawdę umiemy same wymienić żarówkę w kuchni, zadzwonić po hydraulika, co więcej nierzadko zarabiamy więcej od faceta, który wykazywał przez chwilę chęci do wspólnego życia.

I naprawdę do szczęścia takiej Kasi, Monice, Agacie czy Agnieszce nie potrzeba typa, którego by trzeba było w domu obsługiwać. Podawać obiadek, prać gacie i edukować w zakresie wychowania dzieci, żeby nie był jedynie gburem i ignorantem. Wiem, nie wszyscy faceci tacy są i całe szczęście, bo wtedy w ogóle byśmy żyły same, ale niestety wielu z tych, od których kobiety odchodzą albo którzy wybierają kochankę zamiast żony, to zwykłe dupki. Wygodni panowie, którzy uważają, że są pępkiem świata i że kobieta powinna być im wdzięczna, że ją wybrali i zabrali do swojej jaskini, choć sami już na polowanie dawno nie chodzi.

Już dawno minęły czasy, kiedy „ułożenie sobie życia” było synonimem małżeństwa. Kobiety świetnie radzą sobie same nie dlatego, że nikt z nimi nie może wytrzymać, ale dlatego, że faceci nas do tego zmusili. Jeśli masz do wyboru życie w domu z troglodytą, który burknie, beknie, z łaską odbierze dzieci ze szkoły, albo życie, gdy wszystko i tak ogarniasz, ale na głowie masz jedną osobę mniej, to na co się decydujesz?

Drogie zamartwiające się o życie kobiet, które u boku na stałe nie mają faceta, nie martwcie się, one sobie świetnie radzą, dokonują wyborów, ponoszą ich konsekwencje z pełną świadomością. Rozwijają się, są szczęśliwe, spokojne, wiedzą, na kogo mogą liczyć, a na kogo już dzisiaj nie. Mają swoje dobre życie, a jeśli pojawi się kiedyś facet na tyle wartościowy, że wpuszczą go do swojej codzienności, to on będzie prawdziwym szczęściarzem, a nie ona.