Lifestyle

Przepis na dobry dzień? Poranny detoks!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
21 września 2016
Przepis na dobry dzień? Poranny detoks!
fot. iStock/knape
 

Dzień pełen radości i sukcesów to kwestia czegoś więcej niż wstania z łóżka prawą nogą. Kilka pierwszych godzin po przebudzeniu jest zapowiedzią kolejnych kilkunastu godzin, trochę jak Nowy Rok dla kolejnych dwunastu miesięcy. Być może to najwyższy czas, żeby urozmaicić swoją poranną rutynę o coś więcej niż kolejne drzemki włączane ze złością. Zamiast wyciszać alarm, pozwól sobie na poranny detoks! Gwarantujemy, że poczujesz się lepiej.

Na dzień dobry – woda z cytryną 

Picie szklanki wody zaraz po przebudzeniu stało się już legendą, którą każda z nas wypróbowała choć raz. W końcu to nic nie kosztuje, a ma przynosić ogromne efekty! Jest jednak kilka szczegółów, o których zapominamy. Po pierwsze – woda musi być przegotowana i ciepła. Po drugie – z sokiem z cytryny. Dlaczego właśnie tak? W ciągu nocy organizm traci płyny, gdyż następuje proces detoksykacji organizmu.  Brzmi strasznie, ale to naprawdę dobra rzecz! Dzięki szklance wody zaraz po przebudzeniu, uzupełniamy braki w płynach, a dodatkowo dostarczamy potasu, magnezu i wapna. No dobrze, po co jednak ta cytryna? Choć wykrzywia nam usta, jest pełna naturalnych dóbr! Sprawia, że wątroba produkuje więcej enzymów, a co za tym idzie – lepiej radzi sobie z toksynami. Dodatkowym atutem, przemawiającym za dodawaniem soku z cytryny do porannej porcji wody jest jej działanie na system immunologiczny, który wzmacnia. Czy to nie wystarczające argumenty?

Zakręć się! 

Poranny trening brzmi jak próba zabójstwa, szczególnie że nie mogłabyś pospać godzinki dłużej? Wystarczy, że poświęcisz kwadrans ze swojego snu na rozciąganie w łóżku (tak, nie musisz się z niego ruszać!) i na kilka minut jogi. Specjaliści polecają skupienie się na pozycjach zwanych „twist”. To właśnie dzięki nim pobudzamy układ trawienny, a co za tym idzie – pozbywamy się toksyn z organizmu. Wiele nieprawidłowości związanych z trawieniem wywodzi się ze stresu. Poranna dawka ćwiczeń, które rozluźnią mięśnie i uspokoją oddech, wyciszy nas i przygotuje na trudy kolejnego dnia.  Przy okazji sprawi, że układ trawienny zacznie lepiej funkcjonować, a ty pozbędziesz się uczucia dyskomfortu.

Suchy masaż 

Masaże kojarzą nam się z relaksacyjnym wieczorem, najlepiej we dwoje! Poranki są stworzone dla suchych masaży, które przeprowadzamy za pomocą szczotek z miękkim włosiem lub tych specjalistycznych, przeznaczonych do masażu. No dobrze, ale jakie z tego korzyści poza relaksem? Suchy masaż pobudza pracę naczyń krwionośnych, a w wypadku tego przeprowadzonego szczotką – likwiduje stare komórki i pomaga skórze się regenerować. Efekt? Skóra wygląda na świeżą, świetlistą, a przy okazji ty czujesz się zdecydowanie lepiej i pewniej! Ważne aby pamiętać, że masaże muszą być przeprowadzane na suchej skórze jeszcze przed kąpielą czy prysznicem – tylko wtedy uda nam się uzyskać odpowiedni efekt.


źródło: MyDomaine.com

Poranny detoks!


Lifestyle

Meżczyzno, dorośnij! 5 sygnałów, że spotykasz się z „dzieciuchem”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 września 2016
Oto 5 oznak, że spotykasz się z dzieciuchem:
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / / CC0 Public Domain
 

Wizja mężczyzny jako chłopca, który nigdy nie dorasta, to w naszej kulturze żadna nowość. Zaskakuje bardziej to, że jakimś dziwnym sposobem wydaje nam się ona romantyczna, bywa, że nawet seksowna, a my same kochamy powtarzać, że faceci to po prostu „duże dzieci”. Niestety, zbyt często same płacimy za tę męską dziecinadę wysoką cenę, bo związek z „dzieciuchem” ma swoje konsekwencje.

Według psychologów, małżeństwo z zasady przynosi więcej korzyści mężczyznom (większe poczucie szczęścia, lepsze zdrowie fizyczne i psychiczne i lepsza sytuacja materialna) niż zamężnym kobietom (w naszym wypadku dorównanie panom pod względem tych korzyści zależy już bezpośrednio od jakości naszych związków, a nie od samego faktu zamążpójścia).

Zastanów się, czy jesteś akurat z kimś, kto wymaga nieustannej opieki i troski, czy z kimś, na kim możesz polegać… To, co czasem wydaje się zabawne i seksowne, w końcu stanie się nieznośną przeszkodą nie do przeskoczenia. A kiedy pewnego dnia obudzisz się z poczuciem osamotnienia ze swoimi obowiązkami, finansami i dziećmi, będzie ci naprawdę ciężko.

Oto 5 oznak, że spotykasz się z dzieciuchem:

1. Musisz po nim sprzątać

Dosłownie i w przenośni. Może to zabrzmieć bardzo prozaicznie: zbierasz po swoim partnerze porozrzucane wszędzie ubrania i papierki po przekąskach? To prawdopodobnie ponosisz też odpowiedzialność za o wiele „grubsze” sprawy, takie jak niespłacone pożyczki, niedopełnione obowiązki, niezałatwione sprawy. Jesteś pierwszą, która tłumaczy, stara się zrozumieć, załagodzić konflikty, rozwiązać problemy. JEGO problemy. Znajdujesz wymówki, żeby zracjonalizować jego niedojrzałe zachowanie. Zatrzymaj się i pomyśl: to jest przecież dorosły człowiek, dlaczego to wszystko robisz?

2. Rozmowa o dzieciach albo o stabilizacji przyprawia go o lęk

Przez jakiś czas zgrabnie tych tematów unika. Potem w jego oczach zobaczysz panikę i chęć ucieczki. Jeżeli jesteście ze sobą już dłuższy czas, a ty nie nadal właściwie nie wiesz, jak i czy on w ogóle wyobraża sobie waszą wspólną przyszłość, jego zachowanie jest po prostu dziwne. Zasługujesz na szczerą rozmowę i szacunek. Na to, żeby wiedzieć jaki właściwie jest jego stosunek do ciebie i waszego związku. Nie daj się dłużej zwodzić.

3. Nieustannie na niego narzekasz i przypominasz mu o różnych rzeczach.

Słyszysz to, sama, ten dokuczliwy ton drażni również ciebie. Ale czujesz, że jeśli nie przypomnisz mu o tym, co musi zrobić to się z tego nie wywiąże. Ciągle odkrywasz, że czegoś nie dopilnował. Często czujesz rozczarowana i zawiedziona, bo jeśli ty się za to nie weźmiesz, nic nie wychodzi z waszych wspólnych planów i zobowiązań. Szczera rozmowa o tym, co ci przeszkadza w waszym związku, „blokuje” go.

4. Unika poważnej rozmowy

Ponieważ macie wiele problemów, próbujesz doprowadzić do konfrontacji. Do poważnej rozmowy jednak nie dojdzie. On obróci wszystko w żart, albo zmieni temat. Ostatnią rzeczą, jakiej chce „dzieciuch” to konfrontacja.

5. Jego zainteresowania i przyjaźnie są niedojrzałe.

Kiedy spotyka się z przyjaciółmi zamienia się w nastolatka. Nie obce są mu ryzykowne, niedojrzałe zachowania. Nie zna umiaru jeśli chodzi o alkohol. Mężczyźni, którzy nigdy nie dorastają, nie umieją przeprowadzić z kobietą naprawdę interesującej rozmowy. Wszystko, co potrafią, to uroczy flirt.  Okazuje się, co zaskakujące, że to bardzo skuteczna metoda.

Im bardziej „dziecinny” jest twój mężczyzna, tym bardziej „matczyna” stajesz się ty w  jego obecności. Wiem, że trudno odpuścić, jeśli czujesz, że to ten jedyny, ale pomyśl: chcesz być matką, czy partnerką?

Jeśli uważasz, że jesteś w związku z partnerem, który jeszcze nie wydoroślał, zrób krok w tył i zastanów się, co motywuje Cię do pozostania w takim związku. Można obawiasz się, że jeśli przestaniesz go kontrolować, nie dostajesz tego, czego od niego chcesz. A może myślisz, że nie jest wystarczająco dobra, aby dostać coś lepszego?…


Lifestyle

Kiedy wydaje ci się, że już nie masz siły wstać… Uda się, bo w głębi, w środku siebie wiemy, że warto walczyć o siebie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 września 2016
Kiedy wydaje ci się, że już nie masz siły wstać... Uda się, bo w głębi, w środku siebie wiemy, że warto walczyć o siebie
Fot. iStock / Dzhulbee

To miał być tekst zupełnie o czymś innym. To miał być tekst o tym, że kobieta słysząc: „jesteś silna”, „co cię nie zabije, to cię wzmocni” ma prawo do słabości. Ma prawo załamać się, powiedzieć: „dłużej już nie dam rady”, „poddaję się”. Każda z nas ma do tego prawo bez względu na to, ile razy słyszała, że jest podziwiana, że jest fajterką, wojowniczką, że inni odpadliby przy niej w przedbiegach…

Ale przychodzi moment, kiedy masz dość. Tak zupełnie. Gdy przychodzi jedna z najgorszych nocy w twoim życiu, gdy musisz podjąć trudne decyzje, zmierzyć się  z tym, co się spotkało i powiedzieć: „już dłużej nie mogę, poddaję się”.

O tym miał być ten tekst. Ale wyszłam z domu, musiałam wyjść na godzinę. I spotkałam właściwie przypadkiem, choć w przypadki rzadko kiedy wierzę, dziewczynę. Kobietę. Piękna. Gęste włosy, ciemny blond, cudowna cera, i takie mądre oczy. Nie chciało mi się wierzyć, gdy powiedziała, że ma 31 lat. Wyglądała zdecydowanie młodziej.

Półtora roku temu zakończyła leczenie. Rak płuc. Część chorego płuca przyklejona do aorty… Bez operacji – tylko chemia. Zaczęła opowiadać, choć widziałyśmy się pierwszy raz w życiu… i to „przypadkiem”.

Miała 29 lat, gdy dowiedziała się o chorobie. „To był tylko suchy kaszel, który nie dawał mi spokoju”. Dwa lata wcześniej urodziła córeczkę. Z in vitro. Z mężem nie mogli mieć dzieci. Przeszli przez wszystkie badania, trafiali do różnych klinik, na różnych lekarzy, także za granicą. Tak bardzo pragnęła być mamą… Nie wytrzymała, poszła do wróżki. „Nic nie miałam do stracenia. Tyle wydanych pieniędzy, mąż jeździł do Niemiec do pracy, żeby było nas stać, na tę ciążę, na to dziecko”. Wróżka podała jej nazwisko lekarza, wskazała klinikę. Zaryzykowali. Z siedmiu jajeczek jedno udało się zapłodnić… Ciąża rozwijała się prawidłowo. Wydawało się, że wszystko co najgorsze było już za nimi. „Myślałam tylko o tym, że to już koniec – lekarzy, badań, oczekiwań i pielęgnowania nadziei, która omal nie umarła”. Po ciąży, przyjmowanych hormonach postanowiła zadbać o siebie. Schudnąć. Jeździła rowerem, straciła 15 kilogramów, tuliła w ramionach swoją córkę i wierzyła, że teraz ich życie będzie już tylko lepsze.

Rak płuc… Jednego płuca. Uratowała ją dobra kondycja, która wzmocniła zdrowe płuco zdolne unieść ciężar trzymania jej przy życiu. „Powiedzieli, że mam miesiąc, że nic się z tym nie da zrobić, żebym pożegnała się z córką, pozałatwiała wszystkie swoje sprawy. Dzwoniłam do znajomej z prośbą, żeby sprawdziła nasze ubezpieczenie. Mówiłam jej: „Został mi miesiąc, nie mogę ich zostawić bez niczego” i myślałam tylko o tym, jak mój mąż da sobie radę z córką, z życiem w pojedynkę….

Mężczyzna, z którym spotykałam się na chemii pewnego dnia obok mnie został wywieziony w czarnym worku… Kobietę, która czekała, żeby się ze mną spotkać w szpitalu podczas kolejnej chemii, zamknięto w izolatce, tak miała wyjałowiony organizm… Następnym razem już jej nie było… Zmarła.

Kiedy widzisz, jak ludzie obok ciebie odchodzą… Nie masz siły walczyć. Kiedy twoja mama mówi tobie: „Wszystko będzie dobrze” to ty masz ochotę krzyczeć: „Nie będzie!” bo jedyne, co czujesz, to tę cholerną bezsilność, że nic nie możesz zrobić, nie możesz tego odwrócić, że nie jesteś panem swojego losu, bo to choroba za ciebie zdecyduje czy dożyjesz następnego dnia.

Ile razy zastanawiałam się, czy wrócę na chemię, czy dotrwam, czy przeżyję kolejny i kolejny tydzień…

Włosy wyciągałam garściami… Były jak popalone, jak u psa, który zrzuca sierść. Mąż obciął mi je nożyczkami, a potem ogolił swoją maszynką. Na łyso… Obok siedziała nasza córka i patrzyła, jak jej mama się zmienia. Chciałam, żeby to widziała, żeby nie musiała przeżyć szoku, że nagle widzi inna osobę. Tego się bałam najbardziej, że mnie nie pozna…”

Powiedziała, że to córka uratowała jej życie. Córka, o którą tak długo walczyła, dla której poświęciła swoje zdrowie, pieniądze. Córka, do której prowadziła droga z upokorzeniem, z błaganiem, modlitwą o to, by w końcu stał się cud. I kiedy ten cud nastąpił, przyszła odpowiedź, dlaczego się stał. „Patrzyłam na nią i wiedziałam, że jestem w stanie tylko dla niej walczyć. Że dla niej chcę żyć. Gdyby jej nie było… pewnie poddałabym się na samym początku. To dzieci wyznaczają sens naszego życia”.

Nie miała w rodzinie przypadków choroby nowotworowej. Lekarze po cichu mówili, że być może długotrwałe leczenie niepłodności wyczerpało organizm, który miał już dość kolejnych leków, terapii… Być może stąd wziął się rak.

„Wiesz, mam świadomość, że ludzie mają różne problemy, ale kiedy doświadczasz tego wszystkiego, takiej tragedii, kiedy ty sama stajesz twarzą w twarz ze śmiercią, i wychodzisz z tej walki zwycięsko, to myślisz sobie – co tak naprawdę ma znaczenie, co stanowi twoją wartość, wartość twojego życia? Czy porażka, nieudane wybory, źle podjęte decyzje to naprawdę powód do tego, żeby przekreślać swoje życie?”. I stałam tak przed nią taką piękną i młodą, i tymi mądrymi oczami… I myślałam o tekście, który zaczęłam pisać przed wyjściem o silnych kobietach, które muszą sobie pozwolić na słabość….

Kiedy wydaje się nam, że spadamy, że już nie ma nic niżej, że tym razem nie uda się nam wyjść silniejszą, mądrzejszą… To przecież wiecie, uda się. Uda się każdej z nas, bo w głębi, w środku siebie wiemy, że warto walczyć o siebie. O swoje życie. Że warto pochylić się nad sobą i odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: „Co do cholery jest w życiu dla mnie najważniejsze? NAJWAŻNIEJSZE?”. I pomimo bólu, pomimo bezsilności i na tę chwilę wiary w lepsze jutro warto podnieść głowę i spojrzeć do góry. „Boję się. Boję się myśleć o chorobie, szukam sobie zajęć, dbam o swoją kondycję. Bo chcę żyć, chcę żyć jak najdłużej”. Tak, życie to najwyższa wartość. Dziękuję, że czasami ktoś mi też o tym przypomina. Że dzisiaj „przypadkiem” mi o tym przypomniano…


Zobacz także

8 związkowych pól minowych, na które trafić mogą nawet najlepsze pary

8 związkowych pól minowych, na które trafić mogą nawet najlepsze pary

Twój były facet mówi: „Zostańmy przyjaciółmi”, uważaj, może być psychopatą

Niezależność emocjonalna – 20 cytatów, które pomogą ci o nią zadbać i o niej pamiętać