Lifestyle

Powinnaś się wstydzić! Serio? Co robi z nami wstyd

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 października 2016
Fot. iStock / Petar Chernaev
 

Nie lubimy tego uczucia. Gdy się pojawia, płoną policzki, nie potrafimy skleić poprawnie sensownego zdania. Niezależnie od przyczyny, wstyd wpędza nas w zakłopotanie, czasem w poczucie winy. Sprawia, że nie łatwo jest przejść spokojnie obok sytuacji, która go wywołała. 

Uczucie zawstydzenia jest jednym z najgorzej przez nas tolerowanym. Odkrywa nasze słabe strony, nieumiejętność wybrnięcia z trudnej sytuacji.

Przyczyn zawstydzenia może być wiele. Począwszy od kłamstwa, na którym ktoś nas złapał w prywatnej rozmowie, skończywszy na publicznej kompromitacji, gdy dociera do naszej świadomości, że to, co zrobiliśmy/powiedzieliśmy, nie spotkało się z powszechnym zrozumieniem. Wstyd jest reakcją obronną na zagrożenie dla poczucia godności, ale trudno myśleć o nim inaczej, niż ze ściskiem w sercu, nie chcąc nigdy więcej wracać do upokarzającej chwili.

Reakcje na zawstydzające sytuacje 

Każda z nas, przynajmniej raz w życiu, była w tej mało komfortowej sytuacji. Reakcje na wstyd są różne. Możemy chcieć zapaść się pod ziemię, zmienić temat, a nawet unikamy miejsc i osób, które kojarzą się nam z przykrą sytuacją. A już najbardziej, chcielibyśmy o tym zapomnieć i nie ma w tym nic dziwnego.

Nie przyznajesz się do błędu

Trudno jest przyznać się do błędu głośno, a jeszcze trudniej zrobić to na forum publicznym, i powiedzieć — sorry, przepraszam, to moja wina. Mało komu „przepraszam” przechodzi przez gardło spokojnie, tym bardziej że wiąże się to z pewnym wycofaniem ze swoich słów, czynów, a taki krok do tyłu nie jest łatwy. Trochę brakuje nam krytycyzmu wobec siebie i zamiast spojrzeć chłodnym okiem, szukamy winnych wokół, choćbyśmy mieli wskazać, że za wszystko odpowiada np. złośliwość rzeczy martwych. „Coś” się zepsuło, rozlało, przez „coś” nie zostało wykonane zadanie. Wycofujemy się ze strachu, by nie narazić na szwank zagrożonego honoru. Widmo porażki tak nas przeraża, że wolimy iść w zaparte i ryzykować relacją z innymi, byleby nam samym włos z głowy nie spadł. W końcu, co złego, to nie my. Osoby pewne siebie nie mają tego problemu — potrafią przeprosić, bo pozwala im na to wewnętrzna siła.

Odkładasz konfrontację na później

Szczególnie dzieje się tak, gdy czeka cię zadanie, na którym kiedyś zdążyłaś się rozczarować, któremu nie podołałaś. Popełniać błędy jest rzeczą ludzką, ale niechęć przed ponownym odczuwaniem wstydu powoduje, że wolisz nie dotykać znów tego samego tematu, nie narażając dumy na szwank. Twoje samopoczucie jest ważniejsze od potrzeby stawienia czoła wyzwaniu, co pozwala czuć się bezpiecznie, ale bardzo ogranicza. Owszem, poczucie ulgi, że nie trzeba z czymś się mierzyć jest kojące, ale chwilowe, a odkładanie rzeczy na przyszłość potrafi całkowicie odebrać motywację do działania.

Nie pozwalasz sobie na kolejny błąd

Dążysz uparcie do ideału, próbując kontrolować wiele spraw profilaktycznie. Niestety, trudno jest przewidzieć wszystko, co może cię spotkać, a dążenie do perfekcji i odmawianie sobie prawa do pomyłek a tym samym chwili zawstydzenia, wykańcza i pozbawia sił. Trwając cały czas w sztywnych ramach i pilnując się na każdym kroku, zapominasz o jednym — sama siebie ograniczasz, choć nie można być na tyle idealnym, by nikt cię nie skrytykował i zawstydził.


źródło: psychocentral.comcharaktery.eu


Lifestyle

Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego co może dać ci… futerko między nogami!

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
6 października 2016
Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego co może dać ci... futerko między nogami!
Fot. iStock / M_a_y_a
 

Jesień zagrała z nami w nierówne karty, i tak z tropikalnego słońca września wskoczyła w październik z przytupem. W kaloszach, wełnianym szaliku i z parasolką nasuniętą na późną, działkową opaleniznę. Kiedy czujesz się samotnie, jest ci wyjątkowo zimno, albo najprościej w świecie potrzebujesz sympatycznego futerka między nogami (świntuchy! Nie tego futerka!), przeczytaj co może dać ci zwierzę w domu. Dla niezdecydowanych mężów, opornych rodziców i nieprzekonanych współlokatorek – kilka powodów, dla których powinno się poważnie rozważyć decyzję o przygarnięciu do serca psa. Albo kota. Albo najlepiej jednego i drugiego.  

Nikt nie słucha tak uważnie, jak pies

Jeżeli nie masz komu opowiedzieć o przełomie w historii miłosnej ulubionej bohaterki wieczornego serialu, z kim podywagować o podjętych decyzjach i kogo się poradzić czy sukienka w wyciskane rąby jest jeszcze w trendach – pies to coś dla ciebie. Idealnie wczuwa się w wypowiadanie zdania, o ile odpowiednio je zaintonujesz. Jak zaczniesz do tego płakać i popiskiwać jak ulatujące z balona powietrze, pies pokręci łbem na wszystkie strony, po czym wskoczy ci na kolana. Wzrusz gwarantowany.

Wyjście ewakuacyjne

Jeżeli nie wiesz, jak się wyplątać z nudnej imprezy, a wypity alkohol zamiast ratować podjęte konwersacje, coraz mocniej ciągnie cię do łóżka, wstajesz i oznajmiasz, że Mańkowi zaraz pęknie pęcherz, a Lusia nie jadła od 15:00. Z głowy! To są tak mocne argumenty, jak „Sorry, ale wstaję do pracy o piątej” i „Przepraszam, ale muszę nagrać ostatni odcinek Sułtanki Kosem na DVD”. Z takimi armatami nikt nie ma prawa polemizować.

Grzejnik

Dla przypadków bardziej jesiennych, preferujących ciepły szlafrok, kapcie z puszkiem i wino. Tych, które umiłowały koty, a najdalej gdzie się po pracy wybierają, to ręką po parapecie zeskrobując zziębnięte futerko pokryte wilgocią. To właśnie oni wchodzą w perfekcyjną symbiozę z funkcją grzania. Jeżeli nie masz jeszcze milusińskiego, a poważnie się nad tym zastanawiasz, pamiętaj, że już za chwilę możesz mieć pod kołdrą nieskoordynowaną ruchowo farelkę, która jest w stanie okazać miłość. Dużo miłości. Dodatkowo bardziej uzdolnione przypadki mruczą, co przy pełnym relaksie może wepchnąć cię w hipnozę. Kuszące, nieprawdaż?

Swat

Pies, kot, cokolwiek, co daje się wyprowadzić na smyczy, jest idealnym narzędziem w pielęgnowanych przez singli jesiennych planach zmiany stanu cywilnego. Nie oszukujmy się! Kochamy się przytulać do kogoś ciepłego szczególnie, gdy za oknem zimno, a pies może i grzeje, ale nie zagra z nami w scrabble. Dlatego oprócz zwierząt poszukujemy miłości, a czworonożny druh idealnie się do tego nada. Długie spacery wokół bloku potencjalnego męża, przypadkowe spotkania na górce za szkołą, skrupulatnie planowane zbiegi okoliczności. Kto tego nie przerabiał, niech pierwszy rzuci kamień.

Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego co może dać ci... futerko między nogami!

Fot. iStock / Yuri_Arcurs

Polepszacz nastroju

Częściej się uśmiechasz, kiedy widzisz wyciućkane i obdarte ze skóry szpilki w butach za marsjańskie dolary. Porcję wołowiny wcale nie tańszej niż te szpilki, odmrażanej przez noc na kuchennym blacie, którą właśnie żongluje kot pod zlewem w kuchni. Wtedy to raczej śmiech przez łzy, ale bywa zabawniej. Na przykład, kiedy o czwartej rano milusiński zaczyna bawić się dużym palcem u stopy, grzechotką z pozytywką waszego niemowlaka albo zasłoną w sypialni, nie dając wam spać. Kiedy to wy wychodzicie do pracy z worami pod oczami wielkości jutowych toreb na ziemniaki, spogląda z satysfakcją zakopany w pieleszach łóżka. Waszego łóżka. I te dzwoneczki na szyi, kiedy biegają maraton na pięćdziesiąt kilometrów z salonu do kuchni, z kuchni do sypialni, z sypialni do pokoju dzieci. Przed wschodem słońca… Zaraz po tym, jak próbowały zeżreć wasz duży palec u stopy. No, nie fajnie? 😉

Miłość bezwarunkowa

Zwierzę, przykład bezwarunkowej miłości. Tu się nie ma co malować z samego rana albo, co zabawniejsze, nie trzeba ścierać oka, zanim pójdzie się spać. Na spokojnie, bez stanika możesz sunąć przez metry mieszkania, chuchać po piwie prosto w nos i kruszyć w pościeli paprykowymi chipsami na potęgę. Nic nie ma prawa popsuć tej relacji. To się po prostu nie ma prawa nie udać. Mało tego. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że im więcej okruszków, tym większa miłość. Układ idealny!

Uleczy skołatane nerwy – udowodnione naukowo!

Głaskanie uspokaja. Podobno. Zaraz obok dotykania damskich piersi, co udowodnili już starzy, dobrzy amerykańscy naukowcy. Więc skoro masz już co dotykać, ewentualnie na co patrzeć, to według nauki tak zwane „mizianie” powinno doprowadzić cię do pełni szczęścia. Rytmiczne ruchy wyzwolą w twoim organizmie pokłady oksytocyny, hormonu miłości, który z kolei zmniejszy wydzielanie kortyzolu, powodującego stres i niepokój. Domowa terapia na wyciągniecie ręki. Idealna na jesień i na resztę życia.

Jeżeli jeszcze nie macie na sobie butów i płaszcza, nie stoicie w blokach startowych po psa, to nie wiem na co czekacie. Uratujcie siebie na nadchodzące życie. Dajcie pożyć komuś, kto na was czeka. Więcej o adopcjach dowiecie się w schroniskach dla zwierząt w każdym mieście. W razie pytań, pozostaję do dyspozycji. Tymczasem uciekam wypieścić Mariana. Mariana kota z wesela.


Lifestyle

„Samotne matki w moim pięknym kraju nic nie są warte, tylko z nimi problem. I nikogo nie obchodzi, że mają coraz mniej sił…”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
6 października 2016
"Samotne matki w moim pięknym kraju nic nie są warte, tylko z nimi problem. I nikogo nie obchodzi, że mają coraz mniej sił..."
Fot. iStock / sapozhnik

Mój ukochany kraju mlekiem i miodem płynący!

Taka jestem ci wdzięczna, za tę biedę jaką przyszło mi klepać. Za obrazki codzienne ze sklepu osiedlowego, gdzie matka trójki dzieci odkłada na półkę butelkę z mlekiem, bo jeśli dziś je kupi, to jutro nie będzie miała na chleb. Za to, że codziennie stoję przed dylematem czy zapłacić rachunki, czy kupić leki umierającemu synowi. Dziękuję ci za każdy telefon od komornika, który coraz bardziej zaciska pętle wokół mej szyj, bo choćbym się zesrała, dwoiła i troiła, nie wyrabiam finansowo. Dziękuje ci za brak spokoju, za poniżanie do granic możliwości, gdy wychodzę z MOPS-u z kwitkiem, bo słyszę, że przekraczam kryterium dochodowe. I za te bezsenne noce ci dziękuję, gdy po raz setny liczę wydatki i nijak nie chcę mi wyjść nawet na równo. Tylko zawsze na minus i zawsze na coś zabraknie. Bo samotne matki w moim pięknym kraju nic nie są warte, tylko z nimi problem. I nikogo nie obchodzi, że mają coraz mniej sił i same nie wiedzą, ile jeszcze zdołają wytrzymać.

Mój kraj debatuje nad tym, kto zasadził brzozę i wydając grube miliony szuka teorii spiskowych. Mój kraj, całymi dniami siedzi w sejmie i zajmuje bzdetami, i pojęcia nie ma, że tacy ludzie jak my, w ogóle istnieją. Że za jedną dietę szanownego pana posła mogłabym kupić węgiel na całą zimę, dach trochę połatać, dzieciom buty kupić. On o tym nie wie, bo w restauracji daje kelnerowi 50 zł napiwku, za które ja mogłabym zrobić dwa obiady, dla całej rodziny. Jakim cudem? Bo mój kraj mnie tych cudów nauczył, by z dziećmi przeżyć za 30 zł dziennie. Ale oni, nie mają o tym zielonego pojęcia,  bo już dawno zepchnęli nas na margines społeczny. Do slamsów, gdzie ktoś sprayem napisał: – Chciałaś mieć suko bachory, to sobie radź.  Mój kraj łaskawy każe mi stawiać się z dzieckiem na Komisje Orzekania o Niepełnosprawności i walczyć. Walczyć jak lwica udowadniając, że moje nieuleczalnie chore dziecko potrzebuje tych pieniędzy, które mój ukochany kraj oferuje. I poniżam się, błagam i kajam przed szanowną komisją, żeby przyznała nam te całe 480 zł renty. I słyszę przy wyjściu, że za rok mam tu przyjść ponownie, bo może akurat mój syn cudownie ozdrowieje i nie będzie już potrzebował tego ogromu pieniędzy.

I rzygać mi się chce, i płakać jednocześnie, gdy słyszę od znajomych, że  mój kraj w pizdu zostawili, wyjechali, i teraz w końcu żyją jak ludzie. Nie zastanawiają się w markecie, czy jeśli dziś zrobią na obiad mięso, to jutro będą mieli chociaż na cienką zupę. Nie kupują swoim dzieciom jogurtów dwa razy w tygodniu i to najtańszych, bo na codzienny taki  rarytas ich nie stać. I na wymioty mnie zbiera, gdy czytam komentarze, że wszystkie kobiety, które wyszły niedawno na ulice, powinno się spalić na stosie. Bo zamiast rodzić, to się buntują, chcą wyboru wedle własnego sumienia. A mój kraj ma sumienie dawać matkom z niepełnosprawnym dzieckiem 80 zł na rehabilitacje? Czy mój kraj z Wiejskiej adoptował choć jedno zdeformowane i siłą urodzone dziecko. Gdzie przy porodzie za wszelką świętość, obarczona grzechem niewybaczalnym, że pomyślała o aborcji, umiera matka na stole operacyjnym. Pytam, gdzie leczycie swoje dzieci, panie posłanki? Bo na pewno nie w obskurnym, zadłużonym szpitalu, który nie posiada na stanie nawet respiratora, gdzie 15-letnia Ola, umierała w męczarniach. Dusiła się kilka godzin i błagała resztkami sił o śmierć. A na wakacje gdzie jeździcie? Bo dla nas wakacje to blady strach, gdy zdajemy sobie sprawę, że trzeba będzie kupić książki do szkoły, co roku nowe, bo tak sobie ktoś tam mądrze wymyślił. Żeby nabić kasę drukarniom i całej reszcie wyciągając bez skrupułów z mojego, obdartego portfela.

Mój kraj ukochany mówi mi: masz dwie ręce, to pracuj. Zarabiaj na utrzymanie dzieci, które przecież są twoje. I po latach poszukiwań, tułaczki i zasiłkach z urzędu, daje ci robotę. Całe trzy czwarte etatu, ze śmieciową umową i całym 1200 zł na konto. Z czego połowę zabierze ci firma windykacyjna, bo się zadłużyłaś, gdy dzieci chorowały, a do gara nie było co włożyć. I wegetujesz, zastanawiając się każdego dnia czym jeszcze obdaruje cię twój kraj ukochany. I nie czekasz długo, bo słyszysz, że zamknęli kolejny oddział w klinice onkologii, bo nie było na remont. Za to wybudowali piękny, nowoczesny budynek, z wysokim standardem, marmurowa podłogą, żeby Trynkiewicz miał gdzie, godnie spędzić resztę życia. I patrzysz, jak powstają, rosną jak grzyby po deszczu, nowe kościoły i pomniki pamięci, i myślisz, czy to ty masz coś z głową, czy to świat oszalał. I wstydzisz się przyznać, że z tego kraju jesteś, bo nie ma miejsca, gdzie nie wytykano by nas palcami i kiwano z niedowierzaniem głową, że to co u nas, dzieje się w cywilizowanym państwie. Bo nie umiem wytłumaczyć, jak to się stało, że matka koleżanki po kilkudziesięciu latach ciężkiej harówy dostała parę stówek renty. Za mało by przeżyć, za dużo żeby zdechnąć. Tak, w tym kraju tacy jak my, zdychają w samotności, obdarci ze złudzeń, pokonani przez bezsilność.

I myślę mój kraju cudowny, gdzie zmiany dobre i żyje się lepiej, że ch*j na mnie kładziesz i tylko czekasz, aż pozbędziesz się balastu, jakim jestem. Bo przecież są ważniejsze sprawy, kolejną tablicę pamięci trzeba gdzieś przymocować i modlić się pod nią. Gdybym nie przestała już dawno wierzyć, też bym się pomodliła. O dar umiejętności transplantacji mózgów, bo gdy się temu wszystkiemu przyglądam, czytam ustawy i przepisy,  to czasem myślę, że w niektórych głowach hula tylko wiatr. I jeszcze może o pełną lodówkę bym się pomodliła i nowe buty na zimę. I  o biurka, żeby dzieci miały miejsce do odrabiania lekcji. I może jeszcze o choć jedną przespaną w tygodniu noc. Bo tylko we śnie, mogę oddychać spokojnie wyobrażając sobie, że żyję w normalnym miejscu. Gdzie w aptece starsza pani nie musi  rezygnować z połowy leków. Bo jest ciężko chora, ale gdy wszystkie kupi, wyrzucą ją z mieszkania, bo nie starczy na czynsz. Dziękuje ci więc mój święty kraju za to, że każdego dnia, dajesz mi wybór. Wegetuj albo się powieś.


Zobacz także

Czyżby kobiety same sobie były winne? Premier uważa, że przemoc domowa występuje w związkach nieformalnych. Jak weźmiesz ślub przestanie się znęcać?

Zostawiłam dla ciebie wszystko, a ciebie nie ma…

Chris Noth oskarżony o gwałt. Sypie się jego kariera i… małżeństwo