Lifestyle

Portret Barbie. Od zachwytu po obrzydzenie

Poli Ann
Poli Ann
24 lutego 2019
Fot. iStock/Bojan89
 

Siedzimy na zajęciach. Zaraz rozpoczną się ćwiczenia z nową lektorką. Jesteśmy na pierwszym roku i dopiero poznajemy kadrę. Gadamy, śmiejemy się, jest wesoło. Słyszeliśmy tylko, że ta nowa jest ponoć ostra. Ano zobaczymy. To mój kolejny kierunek. Nie drżę jak młodsze koleżanki, które niedawno zdały maturę i wielkim wysiłkiem dostały się na tę oto prestiżową uczelnię. Ja tu już siedzę czwarty rok. Przymierzam się powoli do magisterki na pierwszym kierunku, a tu dzieciaki dopiero przeżywać będą kolokwia i zaliczenia. Mam już trochę ogłady i niejedno w trakcie mojej kariery studenckiej przeżyłam. Ale to, co za chwilę miało się stać, totalnie mnie zaskoczyło, choć uważałam siebie za osobę bardzo wyluzowaną i tolerancyjną. A jednak, znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono.

Wpada do sali, a raczej wchodzi Ona. W kubkiem kawy w dłoni i wielką torbą imitującą skórę węża. Na niebotycznie wysokich obcasach. Cholera ja uwielbiam szpilki, ale 8 centymetrów to mój Everest, a tu widzę amatorkę tak na oko co najmniej 12. Idzie prosto, zgrabnie. Nogi gołe, choć w październiku daleko do 20 stopni. Opalona mocno (solarium?). Spódniczka mini, akurat zakrywa majtki. Głowę dam, że stringi. Różowe! Obcisła bluzeczka, wcale niechowająca biustu w rozmiarze D-E. Włosy blond, do pasa, idealnie proste (pewnie cały ranek je prostowała). Paznokcie długie, różowe. Makijaż pełny (Jezu, o której ona wstała żeby to zrobić?!). Powiem tak, kopia Dody Elektrody. Z początków jej kariery. Albo jej następczyni, albo rywalka. Cholera wie. I ta oto chodząca Barbie ani myśli siadać z nami tylko pcha się na katedrę. I się przedstawia. Pani doktor XYZ. Że co? Ona i doktorat??? No horyzonty to ona ma. Dwa. Doskonale je widać. Ale żeby doktorat? Jakim cudem ona go napisała z tymi pazurami???
Wszyscy gęby rozdziawione. Faceci jakby nie było się ślinią, babki albo zachwycone, albo jadem się krztuszą. Że jak? Tak na uczelnię? Ta lala chyba sale pomyliła. Do toalety pewnie pędziła, że makijaż poprawić (choć raczej wytrzeć to powinna niż dokładać). Kto ją w takim stroju na uczelnię wpuścił? Uczyć studentów ma? Jak to prowadzić zajęcia? Chyba z technik makijażu i przedłużania paznokci? No bo z czego innego ten doktorat zrobiła? No może jak cycki eksponować i na tych szpilkach się nie wywalić.

Rzeczona lala bez ceregieli, konkretnie mówi o zaliczeniu. Przedmiotu oczywiście. Potem o poruszanych kwestiach w ciągu semestru, kolokwiach i sposobach uzupełnienia nieobecności. Honoruje tylko zwolnienia lekarskie. Na zajęciach liczy się obecność, przygotowanie, aktywność i pozytywne oceny z wejściówek. A te mogą być co zajęcia. Mówi spokojnie przechadzając się po swojej scenie. W tych szpilkach niebotycznych, a jak! Siedzimy na auli i mamy na nią (na lalę rzecz jasna) doskonały widok. Cała jest wystylizowana. Wszystko krzyczy kolorami, ale jest spójne. Pasuje do niej. Jest cholernie seksowna i zastanawiam się, czemu taka ładna kobieta tak manifestuje swoją kobiecość. Grama kompleksów u niej nie widać. Jest pewna siebie, ale nie zarozumiała.

Po zajęciach zbieramy na się na patio. Jedni palą, inni piją kawę, ktoś leci na ksero. Temat mamy jednak jeden. Lalka. No wprawiła nas w osłupienie. Myślałam, że mało rzeczy w życiu mnie zaskoczy, a tu proszę, niespodzianka. Barbie, bo natychmiast dostała taką ksywkę, wzbudziła wszystkie możliwe emocje. Od zachwytu po obrzydzenie. Oczywiście część męska naszej grupy stwierdziła, że przynajmniej oko nacieszą jak zajęcia będą nudne. A dziewczyny jak to baby albo chwaliły jej buty, torebkę, bluzkę, spódniczkę, fryzurę, makijaż, paznokcie, figurę, opaleniznę i włosy. Lub też nie pozostawiły na niej suchej nitki. Nie zabrakło nadgorliwej, co to do dziekana pismo już kroiła, że to nie wypada, aby taka osoba prowadziła zajęcia ze studentami. Dziewczę z kompleksami chyba, co to kariery w liceum nie zrobiło.

Zajęcia z Barbie mieliśmy codzienne i każdego dnia mogliśmy podziwiać, tudzież krytykować jej outfit. A ten był osobliwy. Drapieżny, seksowny na granicy kiczu. Barbie intrygowała. Nie była mdła. Zajęcia prowadziła świetnie. Znała się na swoim fachu. Wiedzę miała ogromną. Umiała ją przekazać i wyegzekwować. Można było się spierać o jej strój i krzykliwy makeup, ale nie o kompetencje. Te były tak wysokie jak szpilki, w których zasuwała po uczelni. Każdego dnia w innych. Jezu ile ona tego w szafie ma? Ja rozumiem 5, w porywach do 8 par szpilek, ale Barbie miała ich kilkadziesiąt. Z dziewczynami zachodziłyśmy w głowę jaką ma garderobę. Osobny pokój chyba albo i całe mieszkanie. Takie co najmniej 50-metrowe. No przecież nie kawalerkę. Barbie była bystra, świetna pamięć (dwa języki biegle), inteligentna. Tak!!! Jakimś cudem okazało się, że można być inteligentną lalką i to się nie wyklucza!!!

Na zajęcia przygotowana, nie do zagięcia, choć złośliwe laski próbowały sprawdzić jak daleko sięga wiedza pani doktor. Ano daleko. Dalej niż się spodziewaliśmy. Musiała być dobra w swojej dziedzinie. O wiele lepsza od innych, bo wygląd ją od razu dyskwalifikował. Zapewne musiała umieć dwa, ba, trzy razy więcej, żeby nikt nie powiedział, że ocenę dostała za cycki. Biła na głowę wszystkie skromniutkie panie magister i doktor, przemykające po uczelni w szarych garsonkach, białych bluzeczkach z żabotem i na obcasie co najwyżej 5-centymetrowym, uczesane gładko w koczek, bez grama makijażu, a jeśli już, to z okiem muśniętym tuszem, a ustami błyszczykiem nude. Wzbudzała miliony kontrowersji. Jakim cudem rektor ją przyjął? Ano pewnie miała mocne papiery. Stylu nie zmieniała, więc chyba taką ją zaakceptowali, choć jak to konserwatywna starszyzna wydziału wytrzymała to nie wiem. Zaufanie zdobywała wiedzą i charyzmą. Miała swoje zdanie. Mocne argumenty. I nie mam tu na myśli już zawartości stanika. Miała taki styl, a nie inny i po jakimś czasie wiedzieliśmy, że jeśli ktoś jej nie akceptuje, to tylko i wyłącznie jego problem. Barbie ewidentnie nie wpisywała się w stereotyp pracownika naukowego i co z tego? Musi? No musi do cholery ginąć w szarym tłumie, jeśli ma ochotę na brokatowy sweterek, skórzane, obcisłe spodnie i kozaki za kolano? Turkusowe, dodam (gdzie ona kupuje takie rzeczy do jasnej Anielki?). No nie. Mnie zdobyła wiedzą i kompetencją. Aż wstyd, że tak szybko i łatwo ją zaszufladkowałam. To było takie proste. Ładna blondynka z za ostrym makijażem nie ma wstępu przecież na uczelnię, nie? Ma siedzieć w salonie fryzjerskim albo w solarium, i być jego wizytówką. Bo więcej przecież w życiu z takim wyglądem nie osiągnie. Chromolę zatem takie stereotypy!!! Niech sobie rektor ma zielone włosy, dziekan nosi dresy, a Barbie stroi się codziennie. Co mi do tego jak wygląda, skoro swoją robotę wykonuje świetnie? A kto mi broni zasuwać po uczelni w kusej kiecce i szpilkach z różową torebeczką na łańcuszku? Tylko i wyłącznie moje ograniczenia! Moja głowa i poprawność, bo przecież nie wypada, nie przystoi. A wyśmiewać i obgadywać kolorowe ptaki wolno? Mamusia dała przyzwolenie? Bo jak się wyróżnia to zły znaczy się. Uważać trzeba, bo zarazi może. Ludzie będą gadać. Śmiać się będą, o Jezu!!!
Sama wpadłam w pułapkę stereotypów. Szybko wyciągnęłam wnioski i zganiłam za takie proste postrzeganie świata. Z Barbie zajęcia miałam całe studia. Fenomenalna babka i nie mówię tu o jej wyglądzie. Bo jak powiedziała pewna bardzo mądra kobieta, laureatka Nagrody Nobla:

„Łatwo jest być piękną kobietą, wystarczy para szpilek i kuse sukienki.
Ale żeby być wielką kobietą musisz ubrać mózg w charakter, osobowość i odwagę.”

I dla mnie ta nasza Barbie była po prostu w jakimś sensie wielka.


Lifestyle

„Chciałabym Ci dać gotowy przepis na to, jak być kobietą szczęśliwą i spełnioną, ale taki niestety nie istnieje”. List do Córki

Poli Ann
Poli Ann
8 marca 2019
List do córki
Fot. iStock
 

Droga Córeczko,

Kobietko Kochana chciałabym Ci tyle o byciu kobietą opowiedzieć. Tyle pokazać, nauczyć i przed tyloma rzeczami ostrzec, uchronić. Ale chyba łatwiej wyrazić to wszystko słowem pisanym, które przeczytasz jak dorośniesz, zachowasz i mam nadzieję weźmiesz do serca.

Chciałabym Ci dać gotowy przepis na to, jak być kobietą szczęśliwą i spełnioną, ale taki niestety nie istnieje. Pozwól zatem, że udzielę Ci kilku rad, z których być może zrobisz użytek i wykorzystasz w pogoni za szczęściem.

Rada nr 1: Bądź zawsze sobą

Nie graj nikogo. Nie zmieniaj się na siłę, dla poklasku. Jeśli ktoś Cię nie lubi to jego strata i problem. Nie musisz udowadniać komuś, że jesteś warta jego przyjaźni i miłości. Bo jeśli ktoś takich dowodów oczekuje, to nie jest materiałem na prawdziwego przyjaciela ani partnera.

Rada nr 2: Kochaj siebie

Twoje ciało niedługo zacznie się zmieniać. Chwilę to potrwa zanim osiągnie określony kształt. Daj mu czas. Nie katuj się dietami. Jedz rozsądnie i zdrowo. Ćwicz. Doceniaj krągłości. Zobaczysz na jak piękną kobietę wyrośniesz.

Rada nr 3: Miej odwagę mieć własne zdanie

Broń go, niekoniecznie za wszelką cenę. Broń, gdy uznasz to za koniecznie. Nie bój się go wyrażać. Rób to kulturalnie, ale stanowczo.

Rada nr 4: Nie krzywdź

Bądź dobra dla siebie i innych. Traktuj ludzi z szacunkiem, nawet jeśli ich nie lubisz. Chciałabym, abyś zawsze mogła dumnie spojrzeć sobie w twarz. Pamiętaj dobro prędzej czy później wraca. Zawsze!!!

Rada nr 5: Popełniaj błędy

Masz do nich prawo. Nie ma ludzi nieomylnych.  Grunt byś się do błędów umiała przyznać i wyciągnęła z nich wnioski!!!

Rada nr 6: Wierz w siebie

Jesteś piękna, mądra i niepowtarzalna. Nie zapominaj tego. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Piękno jest na zewnątrz, ale i wewnątrz. Dbaj o nie. Rozwijaj się, ucz, podróżuj. Pielęgnuj urodę i  kondycję. Wszak w zdrowym ciele zdrowy duch:)

Rada nr 7: Dbaj o zdrowie

Ono jest bardzo ważne. Nie zaniedbuj badań. Rób je regularnie. Nie forsuj się. Znajdź odskocznię od stresu. Pracuj by żyć, a nie żyj, by pracować. W życiu najważniejsze jest życie.

Rada nr 8: Słuchaj intuicji

Ona Cię poprowadzi. Czasem irracjonalna da Ci podpowiedź, pomoże lub uratuje. Coś o tym wiem 🙂

Rada nr 9: Kochaj całym sercem

Walcz o miłość, gdy trzeba, ale nie buduj jej na czyimś nieszczęściu. Takie fundamenty są kruche. W miłości nie zapominaj o sobie, swoich potrzebach i zainteresowaniach. Zachowaj swoją przestrzeń. Ona pozwoli Ci kochać w pełni i nie zatracić siebie.

Rada nr 10: Rozpieszczaj się

Życie składa się z małych przyjemności. Nie żałuj sobie drobiazgów, które dadzą Ci radość. To one często są nieodzownym elementem kobiecości.

Rada nr 11: Miej dystans do samej siebie i do spraw, na które nie masz wpływu

Nimi się nie przejmuj. Pamiętaj idealnych ludzi nie ma, a czasem warto jest pośmiać się z siebie samej. Przecież śmiech to zdrowie. (patrz rada nr 7).

Rada nr 12: Bądź po prostu szczęśliwa

Znajdź klucz do własnego szczęścia, wsłuchaj się w siebie i dąż do celu, ale nie po trupach. Żyj z uśmiechem na ustach, ale czyń tak, by nikt przez Ciebie nie płakał.

Moja Kochana, mogłabym tych rad wypisać więcej. Póki co, te uważam za najważniejsze. Weź sobie je do serca i żyj! Żyj pełnią życia, szczęśliwie, radośnie, i mądrze.

Twoja Mama 


Lifestyle

Portrety kobiety zakochanej

Poli Ann
Poli Ann
21 lutego 2019
Fot. iStock / Vasyl Dolmatov

Kiedy rozglądam się dookoła i widzę zadurzone kobiety to dziw mnie bierze, ile są w stanie wytrzymać w imię miłości. Do jasnej ciasnej! Na ile kompromisów idą, najczęściej wbrew sobie tylko po to, by nie być samemu, udowodnić światu, że dla miłości warto cierpieć, by ludzie nie gadali, by nie przynieść rodzinie wstydu jak się rozwód weźmie, by dzieci miały pełną rodzinę albo by nie wylądować na ulicy?! Tego „by” jest znacznie więcej. Tyle, ile nieszczęśliwych w związkach kobiet. Kobiet zakochanych ślepo, ufnie, beznadziejnie.

I gwoli wyjaśnienia. Nie mam lat dwudziestu, o życiu sporo wiem. Zaliczyłam wzloty i upadki. Wciąż upadam i się podnoszę. Jestem partnerką i matką, pracuję, i jak napisałam w opisie mojego bloga, wyklikuję o tym, co widzę oraz słyszę wokół.

Portrety kobiety zakochanej

Oto galeria portretów kobiet zakochanych. Rozpoznajecie przyjaciółkę, sąsiadkę, kuzynkę, mamę, ciotkę, babcię, panią ze sklepu, koleżankę z pracy, a może samą siebie?

Zuzanna – Kobieta Zdradzona, Paulina – Pani Domu, Bożena – Kobieta Bita, Karolina – Kochanka Męża / Partnera, Wiesława – Kobieta Współuzależniona.
Która z nich jesteś?

Zuzanna – Kobieta Zdradzona

Zuzanna ma 35 lat, męża, pracę, mieszkanie na kredyt i dwójkę dzieci. Do tej pory przeświadczona, że jest chyba szczęśliwa. Idealnie przecież nigdy nie jest. Zdradę męża odkryła oczywiście przez przypadek, bo zawibrował jego telefon i przychodzące wiadomości od niejakiej pani Joli wcale nie były służbowe, i bez podtekstów. Były jednoznaczne, ociekały erotyzmem i wskazywały na dłuższą już relację.

Oczywiście najpierw jest złość ogromna. Szał, miliony pytań. Potem smutek, rozpacz i pewność siebie na poziomie minus sto. Zuzanna grozi rozwodem, chce unicestwić panią Jolę i obsesyjnie kontroluje męża. Bo ten obiecał, że romans zakończy, ale nieufna żona telefon sprawdza. Laptop też. Żąda haseł do poczty i fejsbuka, i rozlicza z każdej minuty spóźnienia.

Ciuchy niewiernego wącha. Z wydatków też każe się spowiadać. Od męża nie odchodzi, choć na każdym kroku grozi bolesnym rozwodem. Panicznie boi się być sama. Chce, by dzieci miały ojca.

Daje mężowi drugą szansę, ale nie przebacza i nie zapomina. Ciągle drży, czy on kogoś na boku nie ma i mimo, że łatwiej, by było rozstać się, to tego nie robi. Męża nadal kocha, ale nie jest w związku szczęśliwa.

Mąż poprzepraszał, kwiatów nakupował, ale po jakimś czasie przestaje ją nosić na rękach. A Zuzanna tego oczekuje, skoro tak łaskawie przy nim została. On nie rozumie o co jej chodzi i kłótnia gotowa. Godzą się w łóżku, ale w związku nadal jest ich troje, bo Zuzanna ciągle myśli, czego nie miała, skoro mąż skoczył sobie w bok. I tak żyje z dnia na dzień zbyt słaba by zapomnieć lub  odejść.

Paulina – Pani Domu

W języku polskim Paulinę można określić mianem „kury domowej”. W języku niemieckim jest inne pojęcie „Hausfrau” – pani domu. Ono nie stygmatyzuje kobiety, które z różnych powodów zajęły się domem.

Paulina właśnie taką żoną jest. Wykształcona świetnie postanowiła odłożyć karierę na potem i zająć się dziećmi. Mąż nieźle zarabiał, mógł się rozwijać, a ona chowała córkę i bliźniaków. Z trójką dzieci, urodzonych w odstępie 17 miesięcy, się nie nudziła. Było co robić. Nadal jest. A do pracy nie szła, bo bez doświadczenia zarabiałaby mniej niż wynajęta przez nich opiekunka.

Mąż robił awanse, zapewnił im utrzymanie, a ona stworzyła ciepły dom. Gdy dzieci były już w szkole średniej, chciała iść do pracy, ale mąż przekonał ją, że nie warto. Zresztą gdzie by poszła? Co z tego, że na studiach miała pierwszą lokatę? Jak doświadczenia nie miała wcale. A jemu już na dyrektorskim fotelu nie bardzo się widziało mieć żonę kasjerkę, sekretarkę lub w najlepszym wypadku nauczycielkę.

I Paulina, dziś koło pięćdziesiątki, szczupła, zadbana czuje do męża żal. Że jej nie wypchnął z domu, nie poparł, nie zmobilizował, żeby się rozwijała w innej dziedzinie niż dom. Największy żal ma zaś do siebie, że była za miękka, zbyt posłuszna, może wygodna, że nie poszła do pracy. Że kochała za mocno wszystkich innych, a siebie tak niewystarczająco.

Bożena – Kobieta Bita

Dziś jej jeszcze nie uderzył. Bożena się krząta po domu cichutko, by męża nie rozjuszyć. Ma 37 lat. Jest niewysoka, trochę pulchna. Ma ładną buzię.

Chłopcy poszli na dwór. A ona robi żeberka, ulubione danie męża. Może go tym udobrucha. Jej nastroje są labilne. Czasem ma dość, chce wszystko rzucić, powiedzieć teściom, że te siniaki to nie od upadku na rowerze, uderzenia o kant stołu, parapet czy drzwi szafy. Potem przychodzi strach. Paraliżujący.

Bo dokąd pójdzie?
Gdzie będzie mieszkać?
Skąd weźmie pieniądze?
Co powie rodzinie i w szkole chłopców?
A jak mąż się wścieknie, znajdzie ją i zabije?

Przecież nie jest taki zły. Trochę nerwowy, ale ją kocha. Mówi jej to często, nawet jak ją ciągnie za włosy po podłodze. Ostatnio tak jej krzyczał, że tak ją  kocha, a ona go celowo do szału doprowadza. Bożena też go kocha. Szczególnie, gdy on śpi słodko albo kiedy ma dobry humor. Wtedy kupuje jej kwiaty, a chłopcom słodycze. Jest tak normalnie. No przecież nie jest tak źle. Nie ma idealnych rodzin. Ona zaciśnie zęby i wytrzyma, by chłopcy mieli pełny dom. Siniaki znikną, a mąż na pewno się kiedyś uspokoi i jeszcze ją doceni.

Póki co na paluszkach idzie przykryć go kocem, patrzy nań z miłością i zmienia bluzkę z krótkim rękawem na długi, by śladów jego odciśniętych palców wczoraj na jej przedramieniu nie było widać.

Karolina – Kochanka 

Karolina. 25 lat. Bardzo atrakcyjna i ambitna. Dojrzalsza od rówieśniczek. Pragnie mieć mężczyznę, założyć z nim rodzinę. Wśród kolegów ze studiów nie szuka. Są tacy infantylni.

Poza tym już znalazła. Zakochała się. Kocha. Całą sobą. On jest miłością jej życia. Jeszcze pół roku, może rok i będą razem. Bo on bierze rozwód, a jego żona to taka zołza, że na pewno będzie utrudniać i dziećmi pogrywać.

Karolina jest jego miłością, tyle razy jej to mówił, więc poczeka. Na takiego faceta warto. Jest na każde jego zawołanie. Do niego dostosowuje plan dnia, tygodnia i miesiąca. Jest przyjaciółką, kochanką, doradczynią. I niedługo będzie żoną. Musi być cierpliwa, bo on na ostatni przed rozwodem urlop córeczki chce zabrać. Potem remonty pokojów im zrobić, zanim do szkoły wrócą. I na Święto Zmarłych z żoną jechać do jej mamy, żeby zawału kobieta nie dostała. A na Boże Narodzenie dla dziewczynek chce być w domu, żeby traumy nie miały.

Karolina kocha i czeka już drugi rok. Zawsze cierpliwa i wyrozumiała, silna swoją miłością wierzy, że to czekanie zostanie wynagrodzone. Przecież kilka miesięcy jej nie zbawi. Szkoda, że minęło ich ponad 24, a pozew nadal niezłożony.

Wiesława – Kobieta Współuzależniona

Wiesia ma 23 lata. Imię zawdzięcza babci. Kiedyś go nie znosiła. Dziś uwielbia, bo dzięki niemu poznała Vlada. Władka znaczy się, który zaczepił ją na fejsie właśnie ze względu na staromodne imię. Są razem od dwóch lat. Studiują. W sumie to tylko ona, on od kilku miesięcy nie chodzi na zajęcia, bo nie jest w stanie. Znowu była impreza i zaćpał. Ćpa niemal codziennie. Miewał przerwy. Nawet dwutygodniowe się zdarzały, obiecywał, że przestanie, ale potem były czyjeś urodziny, imieniny, zły dzień. Okazja zawsze się znalazła. Kasę na dragi ma od rodziców. Oni nie znają jego zainteresowań, a że mieszkają daleko, to syna nie odwiedzają.

Zresztą Vlad najpierw brał mądrze, jak to określał. Kontrolował to. Obecnie bierze prawie każdego dnia. Nie jest wybredny. Kasę pożycza, czasem ukradnie. Wiesia nie raz się odgrażała, że go zostawi, że powie jego rodzicom, że nie pożyczy mu kasy więcej. Nawet raz odeszła. Po tygodniu wróciła. Bo błagał, bo ją kocha, bo jest mu potrzebna. Faktycznie jest. Robi mu kanapki, pranie i prasowanie. Sprząta jego wymiociny z podłogi, myje, nakrywa kocem, gdy znów ma syndrom. Nawet dziekankę mu załatwia. Kryje go na uczelni.

Kocha go bardzo. Czuje się taka potrzebna. Trochę ją uwiera, że mimo tylu obietnic, Vlad nie zrywa z nałogiem. W sumie to oboje są uzależnieni. On od białego proszku i skrętów, a ona od niego.

Takich zakochanych kobiet jest mnóstwo, prawda? Założę się i pewnie wzbogacę się suto na tym zakładzie, że każda z nas zna którąś z nich albo słyszała o znajomej znajomej sąsiadki z drugiego piętra, która w miłości się zatraciła do tego stopnia, że zgubiła po drodze samą siebie.

A może któraś z Was jest ślepo zakochaną kobietą i może przejrzy na oczy lub przegląda się właśnie w lustrze żałując swojego poświęcenia????

Bo w miłości przecież chodzi o to, by stawać się lepszym, uszczęśliwić drugiego człowieka, dbać o jego potrzeby i nie zatracić w tym wszystkim siebie. I tak sobie myślę, ile jest jeszcze takich siłaczek, dźwigających cały świat na ramionach, dzielnie znoszących zdrady, razy, brak wsparcia i szacunku, uzależnienia, zależność finansową ? Które miłość do niego/rodziny stawiają ponad wszystko? Nawet ponad siebie? W których relacjach miłość tak naprawdę zastąpiła niemiłość.

Tylko że one tego nie dostrzegają, bo granica między miłością a niemiłością jest bardzo cienka. Niewidzialna wręcz. Tak zakochana kobieta nie zauważa, kiedy gubi samą siebie, kiedy daje wszystko nie otrzymując w zamian nic lub dostając jedynie okruchy. Niemiłość skrada się po cichu, jest ledwie wyczuwalna, często mylona z egoizmem, bo najczęściej kobieta zgani siebie za to, że w związku czegoś w ogóle oczekuje. Niemiłość wysysa powoli energię, a radość życia zastępuje smutkiem.

Niemiłość to ciągła walka, z gruntu przegrana, bo nie można walczyć o coś, czego nie ma…*


* Portrety kobiety zakochanej zostały zainspirowane artykułem Małgorzaty Ohme, jaki przeczytałam niedawno, stąd pozwoliłam sobie użyć pojęcia „niemiłość”.