Lifestyle

Piękne Anioły – piękni ludzie, którzy zmieniają świat dzieci znajdujących się w ciężkiej sytuacji

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
1 czerwca 2017
Fot. Facebook/PIękne Anioły
 

Koce zimą w oknach, grzyb na ścianach, spanie na gołym betonie, marzenia o własnym łóżku i półce, na której będą znajdować się tylko i wyłącznie ich rzeczy. Tak wygląda rzeczywistość wielu dzieci w Polsce, którym rodzice nie są w stanie zapewnić odpowiednich warunków do życia i rozwoju. Do drzwi takich rodzin, często mieszkających w zapuszczonych budynkach gospodarczych bądź starych oborach, pukają Oni – Piękne Anioły. To ci, którzy chcą dać dziecku nadzieję na to, że jego życie może być kolorowe i radosne. Chcą mu pokazać, że nie musi już dłużej stać na przerwach z boku ze spuszczoną głową i ma prawo do cieszenia się dzieciństwem bez poczucia wstydu. I chyba tylko oni wiedzą, jak własne łóżko i kolorowe ściany przywracają dzieciom chęć do życia i wiarę w dobro.

Dać dzieciom kolorowy świat

Raz trafili do „domu” w okolicach Nowego Sącza, którym dla matki z dziećmi był stary, rozpadający się budynek gospodarczy. Bez ogrzewania, bez wylewek betonowych. Kobieta uciekła od męża przemocowego z czterema córkami i jedną siatką, nie zdążyła wziąć nic więcej ze sobą. Nie miała mebli, pościeli i podstawowych przedmiotów. Na podłodze rozłożyła pocięte kawałki gąbki budowlanej. Zadbała, żeby każda z dziewczynek miała swoje łóżko. O grubości 5 centymetrów, na zimnym betonie. Nie było to ani wygodne, ani odpowiednie dla dzieci. Tej rodzinie pomógł Zakład Karny. Dyrektor zgłosił ją do Pięknych Aniołów, które ruszyły wyremontować budynek. Pomogli więźniowie. Wszyscy ciężko pracowali. Ale każdy wiedział, że właśnie zmienia czyjeś życie, a dzieci wreszcie będą miały normalne warunki. Dzięki ich pomocy dziewczynki dostały nowe łóżka i już nie muszą spać na betonie. – My nie chcemy, żeby dzieci ponosiły winę za błędy rodziców – mówi Katarzyna Konewecka-Hołój, prezes stowarzyszenia Piękne Anioły.

Fot. Facebook/Piękne Anioły

Fot. Facebook/Piękne Anioły

Kiedyś pomogli rodzinie, której nie było stać nawet na łóżko. Rodzice przynieśli starą, wysłużoną wersalkę, z której wychodziły sprężyny. Matka zaklejała je grubą taśmą, bezskutecznie. Trójka maluchów musiała w nocy uważać, żeby się nie skaleczyć. Nie stać ich było na nowe meble, dlatego urządzili pokój tym, co znaleźli na śmietniku bądź dostali od kogoś. Śpią na tym, co ktoś już uznał za nienadające się do spania. A dla nich to jedyna możliwość zapewnienia dzieciom minimalnych warunków do funkcjonowania. Piękne Anioły wyremontowały im pokój. Ściany pomalowali na kolorowo, przywieźli nowe łóżka i pościel.

– My nie działamy w sferze dziecięcych marzeń – podkreśla pani Kasia. – Jesteśmy wszędzie tam, gdzie dziecko nie ma warunków, by się prawidłowo rozwijać. W pokoju dziecka musi być miejsce do wyspania się, do nauki i do zabawy. Jeśli te warunki nie są spełnione, wkraczamy – dodaje.

Remont pokoju przywraca wiarę w lepszą przyszłość

Piękne Anioły pomagają tym, których los nie oszczędza lub, gdy dorośli nie mają możliwości podjęcia pracy zawodowej. – Wyciągamy rękę do tych wszystkich, którzy udowodnili, że sami chcą zawalczyć o lepszą przyszłość i dla siebie, i dla swoich dzieci. Tam jesteśmy zawsze – mówi pani Prezes. – Są to rodziny z różnymi problemami, głównie jednak z terenów wiejskich. Tam, gdzie dawniej ci ludzie w miarę samodzielnie funkcjonowali, w latach 90-tych i prowadzili drobne rolnictwo, z którego się utrzymywali i nie korzystali z pomocy opieki społecznej. To gospodarstwo dawało im utrzymanie. W tamtym czasie nastolatkowie, którzy pomagali rodzinom w tych małych gospodarstwach rolnych, nie zdobyli wykształcenia, bo nie było im to potrzebne. Od rana do wieczora pracowali w polu, na roli. I teraz oni mają ok. 40 lat, mają już swoje dzieci, ale niestety rolnictwo  podupadło, bo jak wiadomo przetrwali tylko najwięksi z tej dziedziny – dodaje.

Smutne jest, że są to osoby, które nie umieją odnaleźć się w nowej rzeczywistości. – I teraz dodatkowo oprócz dzieci, mają oni także na utrzymaniu swoich zniedołężniałych rodziców. Dlatego kwestia pójścia do pracy przez oboje rodziców jest niemożliwa. Bo zawsze ten jeden musi doglądać gospodarki – tłumaczy. Właśnie takie rodziny zgłaszają sądy rodzinne, pracownicy socjalni. To są rodziny, które walczą o zmianę swojej sytuacji i chętnie współpracują z ośrodkami. Próbują coś robić, aby ich sytuacja się polepszyła.

Fot. Facebook/Piękne Anioły

Fot. Facebook/Piękne Anioły

Trudna sytuacja w rodzinie wpływa na dzieci i ich psychikę. – Zawsze mamy takie sytuacje, że te nasze dzieci są wyizolowane od grona rówieśników, są nieobyte z dobrami materialnymi. Dla nich te pokoje są takimi pokojami, jakich one nigdy nie widziały. Dla nich to jest taki kosmos we własnym domu – mówi pani Kasia. – Dzieciaczki też mają udział w remoncie. Pomagają , angażują się. My się ich pytamy, co lubią, jakby chciały mieć urządzony pokój. Ale one najczęściej nie potrafią odpowiedzieć, bo nie widziały nigdy pokoi, jakie chciałyby mieć. Nie chodzą do kolegów, bo się wstydzą – dodaje. Ale najczęściej proszą o kilka rzeczy. Pościel, własną półkę, na której będą tylko i wyłącznie ich skarby.

Dla tych rodzin remont jednego pokoju jest początkiem zmian. – Świetną filozofią jest to, że remontujemy tylko jedno pomieszczenie. Chcemy, żeby to był początek zmian w życiu tych ludzi. W 80 proc. przypadkach ten nasz remont idzie dalej. Mieliśmy taki przypadek, że rodzice taką zmieloną kredę rozdrobnioną we wrzątku pomalowali ściany i sufit. Do tego zrobili wzorki na tych ścianach. Zaprosili nas do siebie i chcieli nam zrobić niespodziankę – opowiada ze wzruszeniem.

Pokoje pełne złych wspomnień

Wiele z tych dzieci w młodym wieku zostało doświadczonych przez życie. – Chłopcy mieli po 4 i 5 lat jak zostawiła ich mama i poszła w świat – opowiada. – Mieszkali w wiejskiej chatce. Ojciec opiekował się nimi, pomagała babcia. W zeszłym roku tata na ich oczach dostał ataku serca. Zmarł na ich rękach. Oni pozostali w tym domku z traumą nie tylko po stracie rodziców, lecz także z traumą tego pomieszczenia, w którym z tatą się bawili, jedli, spali – pani Kasia jest poruszona ich historią. – Oni nawet nie chcieli wchodzić do niego. Ale musieli, bo to była typowa malutka, wiejska chatka. Odnowiliśmy im ten pokój, pokolorowaliśmy. Po raz trzeci zaczynają nowe życie. To będzie taki tylko ich świat w tym pokoju – tak właśnie zmieniają świat Anioły.

Fot. Facebook/Piękne Anioły

Fot. Facebook/Piękne Anioły

Są też tacy rodzice, którzy korzystając z tego, co posiadają, chcą dać dzieciom przytulny i kolorowy pokój. Wykorzystują to, na co ich stać. Prezes stowarzyszenia wspomina, jak jedna matka chciała zakryć grzyba, który zaatakował ściany i sufit. Kupiła na wyprzedaży rolkę tapety i zaklejała nią ścianę. A ta się co chwila odklejała. Ale matka ciągle ją doklejała. Walczyła, żeby ten pokój wyglądał jako tako.

Sytuacja tych rodzin nie sprzyja rozwojowi dzieci. Nie mają one warunków do normalnego funkcjonowania i nauki, nie osiągają dobrych wyników. – W domu nie ma hasła „biurko”. Najczęściej siedzą w kuchni, przy jednym stole, bez odpowiedniego oświetlenia – tłumaczy prezes. I aż ciężko uwierzyć, że takie warunki panują w XXI wieku.

Dlatego Piękne Anioły każdemu dziecku dają biurko i lampkę. Pewna dziewczynka była tak zadowolona z nowego oświetlenia, że nie potrafiła nawet opisać słowami, co czuła. To, w jaki sposób dotykała kolorowy materiał, wyraził najwięcej, a jej wzruszona twarz oddała wszystko. W nowym pomieszczeniu dzieci nabierają chęci do nauki.

Jak na ziemi pojawiły się Piękne Anioły

Pomysł założenia stowarzyszenia, którego celem jest zmienianie świata dzieci, narodził się u pani Kasi przypadkiem. Zamieszkała wraz z rodziną w podkrakowskiej wsi. Zimowym popołudniem wracała do domu. Na przystanku zobaczyła dwoje dzieci, które czekały na autobus. Było bardzo zimno, więc zapytała się czy ich nie podwieźć. Jechali polnymi drogami, aż podjechali pod ich dom, który domem ciężko było nazwać.

– Była to drewniana chata, z popękanymi i pozaklejanymi szarą taśmą oknami, drzwi były zamknięte na rygiel, zero dymu z komina. Byłam wstrząśnięta – wspomina.Porozmawiała z koleżanką, która znała tę rodzinę. Okazało się, że uciekli z domu, matka od męża przemocowego i zamieszkali w opuszczonym budynku gospodarczym przeznaczonym do rozbiórki.

Pani Kasia postanowiła im pomóc, zorganizowała zbiórkę, która okazała się sukcesem. Wtedy znajomi zaczęli ją namawiać, aby założyła fundację. Jednak ona miała wątpliwości. – Postanowiłam, że założę fundację, jeśli jakaś gwiazda się zaangażuje – wspomina pani Kasia. Kupiła kilka gazet i za pośrednictwem Facebooka wysłała wiadomości. Odpowiedziała jej Anna Czartoryska, która do dziś wspiera Piękne Anioły.

Fundacja działa od 2013 roku i pomogła setkom rodzin i przede wszystkim dzieciom. Teraz to jednak oni znaleźli się w potrzebie. – Nie działa nasza strona internetowa. A bez niej nie dotrzemy do osób, które mogłyby nam pomóc lub którym my możemy – mówi pani Kasia. I ma nadzieję na to, że znajdzie się ktoś, kto także im pomoże. Strona internetowa znajduje się tutaj.

Zapraszamy także na profil stowarzyszenia na Facebooku

 


Lifestyle

10 letnich nawyków, które powinnaś stosować przez cały rok

Redakcja
Redakcja
2 czerwca 2017
Fot. iStock / lechatnoir
 

Z wytęsknieniem czekamy na długie i gorące dni, które przynoszą upragnione chwile wytchnienia podczas urlopu. Niezależnie dokąd się udajemy, letni czas zawsze powinien kojarzyć się tak samo przyjemnie. Słońce, muzyka, dobre jedzenie i bajeczne widoki. Nawet gdy nie wybieramy się na rajską plażę, i tak będzie pięknie!

A zanim przyjdzie nam trwać we wspomnieniach o boskim lecie kolejny rok, dobrze jest wypracować sobie nawyki, które podtrzymają na duchu i przybliżą miłe wspomnienia.

Letnie nawyki, które powinnaś stosować przez cały rok

Zanim ze smutkiem spostrzeżesz, że lato mija, możesz zaczarować je w wielu codziennych rzeczach. A wtedy nie tylko skorzystasz z ciepłej pory jak najlepiej, ale łatwiej przetrwasz zimne pory roku, które ani myślą nas tak rozpieszczać, jak wakacyjny czas.

1. Korzystaj z relaksu

Tak, to wcale nie jest łatwe, gdy wracasz z urlopu i codzienność zaprasza do kieratu. Ale gdy poświęcisz relaksowi przy swojej ulubionej czynności kilka dłuższych chwil, skorzystasz podwójnie przez cały rok. Nie tylko zaznasz tak potrzebnego wyciszenia, ale i zbudujesz tradycję mądrego odpoczywania. Przecież chwile dla siebie potrzebne są nie tylko latem.

2. Znajdź czas dla przyjaciół

W wakacje znacznie częściej się z nimi spotykasz, a przecież wspólnie poszaleć można nie tylko na plaży, ale i na śniegu zimą. Nie zawsze możesz się z nimi spotykać, ale warto dbać o codzienny kontakt. Jeśli jesteś zawalona pracą, sprawdź wcześniej wolne dni w swoim kalendarzu i dopasuj je do drugiej osoby. Pielęgnowana przyjaźń procentuje przez całe życie.

3. Pamiętaj o olejku na włosy

Olejki do włosów znakomicie sprawdzają się latem, chroniąc czuprynę przed nadmiernym odparowywaniem z niej wody. Ale gdy promienie słoneczne nie przypiekają tak mocno, nadal pamiętaj o nich. Nawet zimą pełnią one ważną funkcję dla włosów, zmiękczając i nabłyszczając je oraz sprawiając, że będą one bardziej wytrzymałe na uszkodzenia.

4. Pamiętaj o pedicure

Skoro o manicure pamiętasz przez cały rok, o pedicure również powinnaś zadbać. Przecież nie jest tak, że stopy zasługują na uwagę jedynie latem. Mocno zaniedbane stopy z odciskami czy grzybicą, będzie trudniej wypielęgnować do sandałków. Za to miękka skóra oraz zbadane paznokcie poprawią samopoczucie i dodadzą pewności siebie, choć tylko ty i partner będziecie je widzieć.

5. Stosuj środki odstraszające kleszcze

Jeśli myślisz, że mieszkasz w mieście i problem kleszczy w ciągu roku cię nie dotyczy, jesteś w błędzie. Kleszcze polują na żywiciela, czyli ciebie, przy temperaturze powietrza powyżej 7-10°C, czyli od połowy marca do końca listopada. Spotkać je możesz nie tylko w lesie, ale nawet na skwerkach czy zwykłych trawnikach, warto więc pamiętać o zabezpieczeniu skóry przed nimi także poza latem.

Fot. iStock / g-stockstudio

Fot. iStock / g-stockstudio

6. Używaj kosmetyków z filtrami

Kolejna sprawa, o której po prostu musisz pamiętać cały rok. Słońce poza sezonem letnim nie operuje intensywnie, ale nie oznacza to, że nie szkodzi skórze. Szczególnie niebezpieczne są promienie słoneczne odbijane w śniegu, które sprawiają, że skóra narażona jest na uszkodzenia i szybciej się starzeje. Filtry na twarz, ciało, włosy oraz okulary z odpowiednimi filtrami stosuj całe lato.

7. Poznawaj nowe miejsca

Utarło się, że najlepsza pora na wycieczki i poznawanie nowych miejsc to lato. A przecież wiele miejsc umożliwia wędrówki i zachwyca także jesienią czy wczesną wiosną. Wtedy też wiele atrakcji jest po prostu tańszych. Podróże kształcą i relaksują, więc nie zostawiaj ich sobie jedynie na te wyczekiwane dwa tygodnie letniego urlopu.

8. Ruszaj się

Ruch potrzebny jest przez cały rok. Latem ruszasz się najwięcej, bo po prostu sprzyja temu czas, długie dni i piękna pogoda, ale nawet zimą aktywność fizyczna jest nie do przecenienia. Będziesz zdrowsza i w lepszej kondycji. I będziesz mogła zapomnieć o akcji zrzucania tłuszczyku wiosną, bo przy całorocznym ruchu, tego tłuszczyku nie będzie.

9. Nie rezygnuj z owoców i warzyw

Podczas gorących miesięcy jemy więcej warzyw i owoców, których jest wysyp i są tańsze, niż poza sezonem. Poza tym chce się nam czegoś lekkiego, a nie mięs czy zawiesistych sosów. Warto sięganie po „zieleninę” praktykować cały rok, bo organizm potrzebuje takiej różnorodności. Dzięki warzywom i owocom poprawi się zdrowie i uroda, łatwiej też będzie utrzymać szczupłą sylwetkę. Postaw na soki robione w domu i sięgaj po jak najmniej przetworzone produkty.

10. Nawadniaj się

Zawsze o tym pamiętaj, bo odpowiednie nawodnienie organizmu to podstawa zdrowia. Pić należy nie tylko podczas upałów, ale podczas każdej innej pogody. Np. jesienią i zimą przebywanie w ogrzewanych pomieszczeniach, picie dużych ilości kawy może odwadniać organizm i spada wydolność i koncentracja, pojawiają się m.in. bóle głowy czy przesuszona skóra. Wypijanie na raz litra wody nie da większych korzyści, więc najlepiej pić łykami ok. 8 szklanek dziennie, aby stale nawadniać organizm.


 

źródło: www.huffingtonpost.compurestyle.pl


Lifestyle

Ela Hübner: „Stereotyp kobiety 50- letniej, o której niektórzy myślą w kategoriach „próchna wyżartego przez korniki” trochę runął”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 czerwca 2017
Fot. Magdalena Treber

Niektórzy twierdzą, że dla kobiety wszystko, co wspaniałe w życiu zaczyna się wtedy, gdy przekroczy ona 40-tkę, inni przesuwają tę granicę jeszcze śmielej wzwyż. O tym, jak zmienia się nasze postrzeganie kobiecego wieku „średniego” i dlaczego kobiety i mężczyźni po 50-tce zaczynają się „mijać”, rozmawiam z Elą Hübner, autorką bloga „Fajna baba nie rdzewieje”.

Anna Frydrychewicz: Co dziś oznacza słowo starość? Wydaje się, że ten przedział wiekowy ciągle się przesuwa?

Ela Hübner: Światowa Organizacja Zdrowia wyznaczyła jako przedział starości wiek 65 lat, ale teraz to idzie już chyba w kierunku 70-tki!

Ale przecież dużo młodsze kobiety, te „50 plus”, zaczynają być już troszkę „niewidzialne”…

I to  właśnie było dla mnie inspiracją do rozpoczęcia pisania bloga. Trzy lata temu w Newsweeku pojawił się artykuł Anny Szulc „Babeczki nie babcie, czyli chce się żyć po 50-tce”. Na okładce zdjęcie Agaty Młynarskiej –  wtedy przed 50tką. Był to okres, w którym media szeroko opisywały jej „spektakularną metamorfozę”, bo wyglądała bardzo atrakcyjnie. Nagle okazało się, że stereotyp kobiety 50-letniej, o której niektórzy myślą w kategoriach „próchna wyżartego przez korniki” trochę runął.

Nagle okazało się, że kobieta „50 plus” może być piękna?

Piękna, atrakcyjna, inteligentna, o szerokich horyzontach, że może mieć dużo do powiedzenia. A kobiet 50 plus często się nie dostrzega, tak jak skarżyły się bohaterki tamtego artykułu. Dojrzała kobieta może  być fantastyczna, ale mężczyźni nie zauważają już jej na ulicy. Ona nie „łapie” ich spojrzeń. A to jest jednak dla nas kobiet ważne. Określenie „niewidzialna” było zresztą w użyciu już wcześniej. Annie Proulx, amerykańska pisarka („Kroniki portowe”, „Tajemnica Brokeback Mountain”) opowiadała w wywiadzie, jak po kolejnym rozwodzie, a była wtedy po 50-tce kupiła sobie campera i pojechała poznawać Amerykę.  Przekonała się, że kobieta w pewnym wieku może wejść do baru, usiąść,obserwować ludzi i nikt jej nie zauważy. W ten sposób zbierała materiały do swoich książek.   

Nie ma ról dla aktorek w „pewnym wieku”. Kobiety kończą 40 lat i nie mogą już grać amantek, a ról ciekawych brakuje. Tworzy się pusta przestrzeń.

Myślę, że powoli i ta sytuacja się zmieni. Dojrzałych, pewnych siebie i świadomych swoich potrzeb kobiet jest coraz więcej i będzie ich tylko przybywać. Jednocześnie będzie wzrastać zapotrzebowanie na takie bohaterki. Coraz więcej protestów w tej sprawie w Hollywood, więc myślę, że wiatr zmian będzie wiał coraz mocniej. Ja należę do pierwszego pokolenia transformacji ustrojowej. W 1989 roku miałam 23 lata. Jestem więc z  generacji, która wychowała się w PRL-u, ale dziś ma już nowe nawyki, nowy sposób myślenia, dbania o siebie. Większość moich koleżanek to szczupłe, zadbane dziewczyny. Inteligentne kobiety, które chodzą do teatru, czytają książki, są aktywne. Taka jest i moja rzeczywistość, a niestety stereotypów na nasz temat, na przykład w reklamach, nie brakuje. Jak ten, kiedy 50tka kupuje maść na stawy, żeby dobiec do wnuka. Ona  jako ktoś inny niż tylko babcia w ogóle się nie liczy. Dlaczego nie pokazać jak smaruje się tą maścią, żeby iść na tańce i jakiegoś fajnego faceta poderwać? Albo przebiec maraton. Mamy dość tego stereotypowego postrzegania kobiet dojrzałych. Nikt nikogo nie namawia do rezygnowania z opieki nad wnukami, ale prosimy o to, żeby dać nam też pożyć naszym własnym życiem. Najpierw wychodzimy za mąż, mamy „na głowie” rodzinę. Później pojawia się oczekiwanie, że zajmiemy się tymi wnukami. A za chwilę będziemy musiały się zająć starszymi rodzicami, być może też teściami, a wreszcie mężem, bo też będzie potrzebował opieki. A gdzie jest miejsce dla nas samych? Przecież my też mamy swoje potrzeby i chcemy mieć swoje życie.

W dzisiejszych czasach starsze osoby łamią te stereotypy na potęgę! W zeszłym roku zrobiłam wywiad z dziewczynami, które pojechały na obóz rockowy (Lucciola Ladies Rock Camp) uczyć się grać na gitarze basowej i na perkusji,. Jedna z nich miała 69 lat, druga 65. Są super aktywne, mają masę zainteresowań, zwiedzają Polskę i świat. Znam też ludzi z Dancingu Międzypokoleniowego (inicjatywa Pauliny Braun). Chodzą na tańce, uczą się w akademii dj-skiej, biorą udział w reklamach, jeżdżą po Polsce, organizują spotkania, a mają po 70 i więcej lat. Chcę więc powtórzyć: wnuczki to bardzo miła sprawa, ale chodzi o proporcję, o równowagę.

Podobno po 50-tce kobiety coraz częściej odchodzą od partnerów, bo budzi się w nich świadomość, że potrzebują zmian.

Tak, znam te statystyki. Pokazują, że w tej chwili liczba rozwodów rośnie najszybciej w grupie „50 plus” i to z inicjatywy kobiet. Mają dość wiecznej obsługi, lekceważącego traktowania i zdrad albo nie chcą czekać, aż partner się zmieni, obudzi się, aż mu się będzie chciało.

Ale to jest taki moment, kiedy kobieta zdaje sobie sprawę, że „albo teraz albo nigdy”?

To jest moment, w którym kobieta dostrzega, że nie ma szansy na poprawę danej sytuacji. Nie chodzi tu o desperację. Proszę sobie wyobrazić: jest pani z partnerem, zależy pani na nim, ale życie ucieka, a mamy je jedno i na przykład jeszcze jakieś 20 lat przed sobą. A on już „uwiądł”: umysłowo, energetycznie. Tymczasem kobiecie, która już odchowała dzieci, uwalnia się energia, bo ma więcej czasu dla siebie. I może zacząć wszystko to, czego do tej pory nie mogła. Ale jej mężczyzna bardzo często już za nią nie nadąża albo lekceważy jej pragnienia. „Mijają się”. Dla niego zawsze ważna była praca, zasuwał, żeby „rodzina miała dobre życie”. Zużył całą swoją energię. Jego partnerka, mimo, że też często pracowała na dwóch etatach, bo jeszcze miała dom na głowie, to jednak  tryska witalnością, kreatywnością, pomysłami. Kobiety mają w sobie więcej siły. Choć zdarza się, że mężczyźni dostrzegają, że warto za tą kobietą podążać, bo ona robi coś ciekawego i dzięki temu można samemu też coś ciekawego przeżyć.

Ona jest motorem?

Tak, a on na tym korzysta. To jest fajne. To ma sens i służy obojgu partnerom, bo robią coś razem, a to wzmacnia związek. Mogę jeszcze dodać, że to w moim pokoleniu nastąpił efekt „wyzwolenia się” i on postępuje, zatacza coraz szersze kręgi. Widzę to, obserwuję, jak babcie mówią swoim wnuczkom „Ale ty to masz dobrze, możesz to i owo, za moich czasów to nie było możliwe”. I często ta babcia pod wpływem wnuczki otwiera się na nowe myślenie, zaczyna się inaczej ubierać, założy czerwoną apaszkę, staje się pewniejsza siebie, znajduje sobie hobby. Nie wiem do końca, jak wygląda świadomość kobiet w małych miasteczkach, bo tam są zupełnie inne uwarunkowania, ale mam sygnały, że i tam dojrzałe kobiety zaczynają „chcieć więcej”. Bardzo mnie to interesuje. Nie chcę opisywać sytuacji kobiet 50+ tylko z perspektywy Warszawy czy innych dużych miast, bo to nie ma sensu. Wręcz przeciwnie, jestem ciekawa, co tym z kobietom z mniejszych miejscowości w duszach gra. Wiem, że te dusze bywają bardzo bogate.  

Fot. Ida Strzelczyk, Sound of Shutter

Fot. Ida Strzelczyk, Sound of Shutter

Obserwowała Pani internetową nagonkę na Brigitte Macron?

Oczywiście. Nie chce mi się nawet myśleć o wszystkich tych określeniach typu „Pierwsza babcia”, bo to zwyczajnie głupie jest. Napisałam ostatnio na blogu, że „Dała nam przykład madame Macron, jak zwyciężać mamy”, ponieważ mam nadzieję, że jej pojawienie się na scenie międzynarodowej i to w tak spektakularnej roli zapoczątkuje rewolucję w postrzeganiu kobiet dojrzałych

Trochę nam wynika z tej rozmowy, że „równym” partnerem dla kobiet dojrzałych stają się mężczyźni nieco młodsi. Bo skoro rówieśnicy osiadają na laurach…

Moi rówieśnicy niespecjalnie interesują się kobietami w swoim wieku, bo oni szukają młodszych partnerek. Zaś niektórzy panowie, tacy koło 60-tki i dalej  zaczynają się rozglądać za „opiekunką”. Nie wiem, czy dla wielu kobiet dojrzałych jest to rola, którą są zainteresowane. Chcą mieć w mężczyźnie partnera, żeby razem iść przez życie i cieszyć się wspólnymi przeżyciami, a w razie czego mieć oparcie, ale WZAJEMNE!  Kobietami około 50-tki interesują się panowie z przedziału „60 – 70”.  Są panie, którym odpowiada sporo starszy partner, ale to już zależy od osobowości, potrzeb. No i formy tego pana . .

A ten troszkę młodszy?

Tak, jak najbardziej. Czasem spotyka się 50 -letnich chłopców, a czasem 30-latków nadzwyczaj dojrzałych. Nie ma reguł. Liczy się porozumienie dusz, umysłów. Są kobiety, którym zależy jedynie na porozumieniu ciał. Ale wiele z nas ceni sobie jednak komplet.

Kobieta dojrzała, to jaka?

Mnie się wydaje, że chodzi o dystans do siebie, o samoakceptację tego kim jestem, tego co się dzieje w moim ciele z upływem czasu. Świadomość, że to jest normalna sprawa. Jasne, szkoda, że pojawiła się nowa zmarszczka. Ale się na tym nie skupiajmy. W kobietach dojrzałych kocham dystans do świata, ich spokój. Mam dużo młodszych koleżanek. I widzę, że na pewne problemy reagują bardzo emocjonalnie, są niepewne siebie, przerażone. Potem spotykam moje rówieśniczki i widzę zupełnie inny poziom reakcji, właśnie ten cudowny dystans.  

Marzę o tym momencie, kiedy to nadejdzie.

To się zaczyna po 40- tce. Dużo większy kryzys emocjonalny przeżywałam, kończąc 40 lat, bałam się, co się stanie. Na „50-tkę” czekałam z radością. Mówiłam jej: „no chodź, pokażmy co potrafimy razem”.

Jaki jest najlepszy wiek dla kobiety?

Każdy, w którym dobrze się czuje w swojej skórze. Życie po 40- tce i później ma szereg zalet, nie należy go postrzegać jako końca świata.

Nie gońmy na siłę młodości?

Nie gońmy, bo efekt może być odwrotny. I nie pomoże młodszy partner, coraz krótsze spódniczki czy botoks. Samoakceptacja i nowoczesny, pogodny styl życia działają dużo lepiej. Nawet jeśli od śmiechu dostaje się zmarszczek.


Fot. Ida Strzelczyk, Sound of Shutter

Fot. Ida Strzelczyk, Sound of Shutter

Ela Hübner, blogerka lifestylowa 50+.  Z zawodu tłumaczka, z zamiłowania obserwatorka życia i jego aktywna uczestniczka. Warszawianka od urodzenia, lubi swoje miasto za energię, która inspiruje do działania. Dużo podróżowała i mieszkała przez kilka lat poza Polską. Lubi książki, kino, sport oraz podróże bliższe i dalsze. Dorosły syn wyfrunął z gniazda. Otwarta na ludzi, optymistka o pogodnym usposobieniu. Lubi patrzeć na świat z dystansem i humorem. Blog Fajna Baba Nie Rdzewieje jest jednym z marzeń, które spełnia po 50tce. Pisze dla kobiet w wieku, w którym paniom mija ponoć „termin przydatności do użycia”, choć one same wiedzą najlepiej, ile jeszcze w nich życia, energii, planów i pragnień. I teraz wreszcie mają czas, aby się tym zająć. Blog zachęca do antykorozyjnego stylu życia, aby na tej „trzeciej zmianie” jak najdłużej zachować zdrowie, dobrą formę i młodość ducha.


Zobacz także

„Tak, jestem sama. Nie przeszkadza mi to. Że niby oszukuję, bo co innego miałabym powiedzieć? Grubo się mylisz”

Zasługujesz na to, co najlepsze. Akcja świąteczna: „A co ty byś sobie podarowała w prezencie?”

Dr Iliana Ramirez: Bądźcie odważne i zaufajcie intuicji! Prawdopodobnie pozwoli wam podjąć najlepsze decyzje