Lifestyle

Pieczarka królową antyrakowej diety? Wystarczy jedna dziennie!

Redakcja
Redakcja
4 maja 2021
Pieczarki - właściwości dla zdrowia, przepisy
Fot. iStock
 

Okazuje się, że zaledwie 18 g grzybów – np. jedna średniej wielkości pieczarka – pozwala zredukować ryzyko raka nawet o 45 proc. Zdaniem naukowców, choć pieczarka jest najbardziej dostępna, w walce z rakiem mogą pomóc nam wszystkie (jadalne) grzyby.

W wyniku analizy 17 badań nad rakiem, które przeprowadzano w latach 1966-2020, pod kątem ich związku ze spożywaniem grzybów, udało się ustalić, że wystarczy jeść zaledwie 18 g grzybów, żeby zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka aż o 45 proc. Co ciekawe, im większa ilość grzybów w diecie, tym ryzyko zachorowania bardziej spada.

Autor badania John Richie, profesor nauk o zdrowiu publicznym i farmakologii w Penn State Cancer Institute wskazuje na szczególnie interesujący związek, jakim okazuje się ergotioneina, która ma unikalne właściwości antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Co ważne, ludzie nie są w stanie samodzielnie go zsyntetyzować. Tutaj, jako najbardziej „wypełnione” ergotioneiną wskazał grzyby shitake i boczniaki.

Kiedy jednak badano konkretne rodzaje raka, naukowcy zauważyli najsilniejsze powiązania z rakiem piersi. W badaniu z 2009 roku opublikowanym w czasopiśmie „International Journal of Cancer” wykazano, że włączenie pieczarek do diety zmniejsza ryzyko raka piersi o 60 proc. W 2016 roku istotną ich rolę odkrył dr Shiuan Chen. Podczas sympozjum endokrynologicznego w Australii naukowiec wskazał, że pieczarki zawierają naturalne inhibitory aromatazy wykorzystywane w terapii zwalczania raka piersi u kobiet i prostaty u mężczyzn. Według jego opinii 100 gramów grzybów to zalecana porcja u pacjentów onkologicznych.

Pieczarka to najpopularniejszy i najczęściej spożywany grzyb na świecie, jednak naukowcy podkreślają niebagatelną rolę wszystkich jadalnych grzybów i zachęcają, do korzystania z ich różnorodności i włączania ich do codziennej diety.

Właściwości zdrowotne pieczarek:

  • zmniejszają apetyt, hamują wchłanianie tłuszczów
  • ekstrakt z pieczarek ma właściwości antynowotworowe
  • obniżają ciśnienie i poziom cholesterolu we krwi
  • wzmacniają odporność
  • są naturalnym źródłem witaminy D
  • oraz kwasu foliowego (floacyny)

Lifestyle

Nie najwyższe, ale najpiękniejsze. Oto jeden z najpiękniejszych zakątków Bieszczad

Redakcja
Redakcja
4 maja 2021
 

Chociaż to Caryńska robi zazwyczaj na wszystkich największe wrażenie, trzeba uczciwie przyznać, że najpiękniejszą bieszczadzką połoniną jest Bukowe Berdo. Te widoki!

Z Bukowego widać wszystko, od połączonego z nim Krzemienia przez Halicz i Rozsypaniec, bliską na wyciągnięcie ręki Tarnicę, Szeroki Wierch, Połoninę Caryńską i Rawki aż po Wetlińską. Nawet odległy, leżący po ukraińskiej stronie i najwyższy w Bieszczadach Pikuj odcina się cieniem na horyzoncie.

Cały świat można ogarnąć wzrokiem i jeszcze trochę więcej! Latem oszałamia zapach traw i rozgrzanej ziemi, jesienią kraśnieje jarzębina, której krzewy porastają zagajnikami zbocza, jakby ktoś tu i tam garść czerwonych korali sypnął.

Można się zakochać od pierwszego wejrzenia! Każda połonina w Bieszczadach ma własną osobowość, własny charakter. W każdej co innego się widzi, każdą inaczej pamięta. A Bukowe jakby ze wszystkich to, co najlepsze, wzięło, by dodać sobie urody!

Tyle że na Bukowe najkrócej idzie się z Mucznego, a tam trochę trudniej się dostać niż na Przełęcz Wyżną, Wyżniańską, do Berehów, Ustrzyk Górnych albo Wołosatego. Po wielkiej obwodnicy między Wetliną i Ustrzykami Górnymi nawet przed sezonem i po nim krążą kilkuosobowe busy (celowo nie używam słowa „kursują”, bo to mogłoby sugerować jakiś rozkład jazdy, którego tu nie ma). Na tej trasie kierowca zawsze zbierze komplet pasażerów, nawet jeśli czasem będzie musiał chwilę poczekać, aż wszystkie miejsca będą zajęte.

Z Wołosatem jest trochę gorzej, a Muczne to już po prostu koniec świata. Bieszczadzkie busy to bardzo wygodny środek transportu. Można złapać na drodze, zamówić przez telefon i nie trzeba płacić za parking. Jednak do Mucznego najlepiej jechać samochodem przez Ustrzyki Górne, Bereżki (nie wieś, ale punkt na mapie), Pszczeliny (wieś) i Stuposiany (osada), godząc się z tym, że będzie trzeba schodzić tą samą drogą, którą się weszło, a więc poprzestać na Bukowem i Krzemieniu, choć można byłoby pokusić się o sąsiednie szczyty i zejść do Wołosatego albo Ustrzyk Górnych.

Tylko po co się spieszyć? Mamy czas. Możemy z czystym sumieniem poświęcić cały dzień na Bukowe (jest tego warte!), drugi na Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec (z Wołosatego), trzeci na przejście przez Szeroki Wierch ku Tarnicy (z Ustrzyk Górnych). W tym momencie najlepiej spojrzeć na mapę i przypatrzyć się szczytom, które przysiadły kręgiem wokół głębokiej Przełęczy Goprowskiej, czyniąc ją podobną do korony. Jest tu ni mniej, ni więcej tylko sześć najwyższych bieszczadzkich gór:
Tarnica (1346 m n.p.m.), Krzemień (1335), Halicz (1333), Kopa Bukowska (1320), którą szlak tylko trawersuje, Szeroki Wierch (1315) i Bukowe Berdo (1311). To jakby sześć siódmych korony naszych Bieszczadów, bo w polskiej części jeszcze tylko Wielka Rawka przekracza tysiąc trzysta metrów.

A skoro już mamy mapę pod ręką, warto trochę nad nią podumać, bo myśląc o wycieczce w tę okolicę, zawsze staniemy przed jakimś interesującym dylematem. Wyruszamy z Wołosatego żółtym szlakiem na Tarnicę i zatrzymujemy się na Przełęczy Władysława Krygowskiego (tego samego, który napisał drugi z kolei przewodnik po Bieszczadach). Możemy teraz przejść Szeroki Wierch i zejść w Ustrzykach Górnych. Możemy iść na Krzemień i Bukowe, a następnie zejść w Mucznem albo Bereżkach (jeśli tylko mamy pewność, że ktoś nas stamtąd zabierze!). Możemy przejść pod Kopą Bukowską, przez Halicz i Rozsypaniec i wrócić do Wołosatego koszmarnie dłużącym się asfaltem. Możemy wreszcie po prostu posiedzieć sobie na Tarnicy i wrócić do Wołosatego najkrótszym żółtym szlakiem. Co kto lubi! A ponieważ wejście od Mucznego (powiedzmy, że dogadaliśmy się z kimś, żeby nas tam zawiózł, i nie musimy wracać tą samą drogą) postawi nas przed równie licznymi możliwościami, na jednej górskiej wycieczce w tych okolicach z pewnością się nie skończy. Tyle, jeśli chodzi o topografię.

(…)

Skoro już zawędrowaliśmy w te okolice, muszę to powiedzieć, bo takiego gadania nigdy dosyć
– bieszczadzkie połoniny wydają się łagodne, niewysokie, niestrome, ale to jednak góry! A góry trzeba szanować. Nieczęsto się o tym słyszy, bo o tutejszych sprawach mówią i piszą przede wszystkim tu, a nie w całym kraju, ale i te góry niejedną już duszę zabrały. Starczy poczytać o akcjach ratunkowych, by przekonać się, że i tu trzeba nosić ze sobą plecak, bo pogoda może nas bardzo zaskoczyć. Ta zła i ta pozornie dobra, ponieważ w kłopoty można wpaść nie tylko z powodu zimna, ale i upału. Idąc w góry, lepiej zostawić w domu pewność siebie, by nie musiały nas uczyć pokory.

Bywaliśmy na Tarnicy rok po roku, a właściwie częściej, bo czasem i na wiosnę się weszło, i na jesieni. To najwyższy szczyt w polskich Bieszczadach z widokiem prawie tak rozległym jak z Bukowego, a uroku dodaje mu krzyż, postawiony na pamiątkę wycieczki Karola Wojtyły z początku lat pięćdziesiątych. Bywaliśmy tu w chłody, w upały i kiedy wczesny śnieg leżał na przełęczy – i nigdy nawet deszcz nas nie pokropił. Ale za którymś razem złapała nas na Tarnicy ulewa, która w mgnieniu oka zmieniła szlak w rwący potok, a zaraz potem stłukł nas grad wielkości czereśni.

A wszystko to w końcu gorącego czerwca. Prawda, trochę za długo zwlekaliśmy, widząc ciemne chmury zbierające się po ukraińskiej stronie. Nie zdążyliśmy więc jeszcze zejść ze szczytu,
kiedy powiało chłodem, zapachniało deszczem i po chwili dogoniła nas ściana wody. Na dole łąki pod Tarnicą były białe, jakby przyprószone śniegiem. Grad topniał i spływał po nich, tworząc po drodze zaspy. Czegoś takiego nie widziałem nigdy wcześniej ani nigdy potem.
Wynikła jednak z tej przygody i pewna korzyść, bo dowiedzieliśmy się, że nie ma nieprzemakalnych plecaków ani pokrowców (o tym, że nie ma czegoś takiego jak nieprzemakalna kurtka, dowiedzieliśmy się już wcześniej). Od tej pory zawsze całą zawartość plecaków umieszczaliśmy w grubych workach na śmieci.


Lifestyle

„Nie jesteśmy już w stanie rozwijać się dłużej jako para” – najdroższy rozwód świata

Redakcja
Redakcja
4 maja 2021

Po 27 latach małżeństwa Bil i Melinda Gates opublikowali tweet z informacją, że ich związek dobiegł końca. „Nie jesteśmy już w stanie rozwijać się dłużej jako para” – wyjaśnili we wspólnym oświadczeniu. Poprosili także o spokój i przestrzeń dla swojej rodziny, gdyż zaczynają „nawigować” po nowej rzeczywistości.

„Po wielu przemyśleniach i pracy nad naszym związkiem podjęliśmy decyzję o zakończeniu naszego małżeństwa” – czytamy Bill Gates w tweecie. „W ciągu ostatnich 27 lat wychowaliśmy troje niesamowitych dzieci i zbudowaliśmy fundament, który działa na całym świecie, umożliwiając wszystkim ludziom prowadzenie zdrowego i produktywnego życia”.

Po tym, co o tym małżeństwie powiedziała Melinda Gates przy okazji 25. rocznicy ślubu, można było wysnuć wniosek, że to nie był łatwy związek. Bill w jej opowieściach jawił się bowiem jako pochłonięty pracą i lekturami geniusz. Nie oznacza to jednak, że związek był nieudany. Wręcz przeciwnie.

Melinda dołączyła do firmy Microsoft w 1987 r.  Bill powiedział w filmie dokumentalnym, który można zobaczyć na Netfliksie: „Bardzo się o siebie troszczyliśmy i były tylko dwie możliwości: albo się rozstaniemy, albo się pobierzemy”. Melinda powiedziała, że przyłapała Billa – to dużo o nim mówi – spisującego na tablicy listę „wady i zalety zawarcia związku małżeńskiego”. Wyjaśniła, że to nie był dylemat, który dotyczył jej osobiście, a tylko tego, czy Bill da radę, przy swoim trybie życia i pracy, stworzyć rodzinę i być w niej obecny.

Pobrali się w 1994 roku na hawajskiej wyspie Lanai, podobno wynajmując wszystkie lokalne helikoptery, aby powstrzymać niechcianych gości.

Bill i Melinda Gatesowie są małżeństwem od 1994 roku, wychowali troje dzieci, mają 130,5 miliarda dolarów i prowadzą filantropijną firmę, która może pochwalić się funduszem 49,8 miliarda dolarów.

Mimo decyzji o rozwodzie małżonkowie zapowiadają, że zamierzają nadal razem pracować w Fundacji Billa i Melindy Gatesów, którą założyli w 2000 roku. „Po wielu przemyśleniach i pracy nad naszym związkiem podjęliśmy decyzję o zakończeniu naszego małżeństwa. Wychowaliśmy troje niesamowitych dzieci i zbudowaliśmy fundament, który działa na całym świecie, umożliwiając wszystkim ludziom prowadzenie zdrowego i aktywnego życia. Nadal podzielamy wiarę w tę misję i będziemy kontynuować naszą wspólną pracę przy fundacji, ale nie wierzymy już, że możemy razem wzrastać jako para w tej kolejnej fazie naszego życia” – napisali Gatesowie na Twitterze.

Melinda Gates pozew o rozwód złożyła w poniedziałek 3 maja. Wnioskuje w nim o rozwiązanie małżeństwa na podstawie umowy o separację. Jak podaje portal Dailymail, Melinda poprosiła we wniosku o wyznaczenie terminu rozprawy na kwiecień 2022 roku, jest jednak prawdopodobne, że rozwód zostanie rozstrzygnięty bez procesu. W umowie o separacji, na którą powołała się żona Billa Gatesa, uwzględniono podobno zabezpieczenie finansowe dla dzieci, a dokument został podpisany przez oboje małżonków, a także przez ich prawników.

Jak się okazuje, Gatesowie nie mają podpisanej intercyzy. I choć w swoim oświadczeniu zapewniają, że ich rozstanie przebiega w zgodzie, to jednak patrząc na to, jaką armię prawników zatrudnili do przeprowadzenia swojego rozwodu, można przypuszczać, że wszystko może się zdarzyć. Melindę reprezentuje zespół czterech prawników z dwóch renomowanych nowojorskich kancelarii: Cohen Clair Lane Griefer Thorpe & Rottenstreich LLP oraz Paul, Weiss, Rifkind, Wharton & Garrison LLP. Natomiast Bill Gates jest reprezentowany przez trzech prawników z Los Angeles z firmy Munger Tolles & Olson. Jeden z nich, Charles T. Munger, to wieloletni współpracownik miliardera Warrena Buffetta, przyjaciela Billa Gatesa.

Głos w tej sprawie zabrała także ich najstarsza córka Jennifer. W swoim wpisie podziękowała m.in. za wsparcie i zaapelowała o uszanowanie prywatności członków jej rodziny.

Na temat rozwodu rodziców wypowiedziała się w social mediach także ich najstarsza córka Jennifer, która swoje oświadczenie zamieściła w relacji na Instagramie. „Wielu z was słyszało wiadomość, że moi rodzice się rozstają. To był trudny okres dla całej naszej rodziny. Wciąż uczę się, jak najlepiej poradzić sobie z tą sytuacją i własnymi emocjami, a także uczuciami pozostałych członków rodziny. Jestem wdzięczna za przestrzeń, w której mogę to zrobić i chcę, żebyście wiedzieli, że Wasze pozytywne słowa i wsparcie są dla mnie ważne” – napisała w nim. Swój wpis zakończyła prośbą o uszanowanie prywatności całej rodziny. „Dziękujemy za zrozumienie naszego pragnienia prywatności podczas przechodzenia przez kolejny etap naszego życia”.

 


Zobacz także

RobbieWi/Pixabay

Dlaczego warto nosić maseczkę ochronną? Powodów jest więcej, niż sądzisz

„To nie te Święta, co kiedyś”. Ludzie, litości! Czy nawet Święta muszą być powodem do narzekań

Jak urządzić mieszkanie? Po swojemu. Kilka prostych rad