Lifestyle

Ojcowie naszych córek, przestańcie udawać, że to nie wasza sprawa. Jest kilka rzeczy, które jesteście im winni

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 czerwca 2016
Fot. iSiock / golero
 

Piątkowe popołudnie, mały sklep spożywczy i rodzina z dwójką nastolatków: bardzo poważna mama, bardzo roześmiany tata, wysoki syn i córka w szortach odsłaniających pośladki. Dziewczyna próbuje doradzić matce: – Weź ten groszek, ostatnio próbowałam w sałatce i był pycha. Zobacz, te pomidory też były dobre, miałam ostatnio w szkole do kanapki. I kozi ser, do kaczki byłby super.

Uwagi córki mama przyjmuje z lekkim uniesieniem brwi, potem tylko wydyma eleganckie usta. Ani słowa. Lekceważenie. Pytanie: „To które mięso, jak myślisz?” kieruje natomiast w stronę syna, wpatrującego się namiętnie w kawałek schabu. Wiadomo. Facet zdecyduje najlepiej.

Zrezygnowana nastolatka siada w końcu kącie sklepu, po turecku i po cichu. Wyjmuje telefon. Czas oczekiwania na rodziców wypełni jej przeglądanie Facebooka.  Ojciec, w modnych letnich butach i z zakłopotaną miną klepie ją po plecach. – No wiesz, jaka mama jest. Musi mieć po swojemu. – Taaa – w głosie dziewczyny słychać wiele: i rezygnację i bardzo nieudolnie udawaną obojętność. I żal. Na chwilę łapię jej spojrzenie, błyskotliwe, ironiczne, smutne. Potem już myślami jest gdzieś daleko. Ojciec ucieka wzrokiem w półki z konserwami. Woli święty spokój niż (przez chwilę) napiętą atmosferę. Woli zrezygnować niż zawalczyć. A przecież nastoletniej córce mógłby dać tak wiele.

Drogi tato dziewczyny w szortach w kwiatki, i wy, ojcowie innych dziewczyn, które wkrótce staną się kobietami:

Stańcie czasem po „jej” stronie

Żeby wiedziała, że to co mówi i czuje jest równie wartościowe jak słowa innych członków rodziny. Nie pozwólcie jej wątpić, że ma prawo wyrazić własne zdanie, że uczestniczy na równych prawach (lub na takich samych prawach jak swoje rodzeństwo) w podejmowaniu decyzji dotyczących domowych spraw. W tym wieku ma się już swoje poglądy.

Okażcie jej miłość

Bezwarunkową. Nie karzcie jej za gwałtowność emocji, nie moralizujcie. Rozmawiajcie. Zainteresujcie się tym, co ona czuje. Nie zrażajcie się odstraszającą miną i wzrokiem bazyliszka. Choć może myślicie, że jest inaczej, ona chce mówić o swoich uczuciach, chce także by ktoś jej wysłuchał.

Spędzajcie z nią więcej czasu

Nie odwracajcie wzroku, gdy pokazuje wam na ekranie swojego smartfonu zdjęcia ulubionych muzyków, za którymi szaleje. Nie powiecie mi chyba, że i wy nie zbieraliście plakatów „rockowych” dziewczyn. Zabierzcie ją na rower i pogadajcie o tym, co czyta. Możecie być zdziwieni jak bogaty jest jej świat.

Drogi tato, przestań bać się swojej żony

Bo chcesz, czy nie, twoja córka wybierając w przyszłości partnera będzie się w jakimś stopniu wzorować na waszym związku. Chyba nie marzysz o tym, by związała się z bezpłciowym pantoflarzem?

I nie pozwól innym lekceważyć swojej córki

Niech wie, że ma w tobie wsparcie. Jasne, w dorosłym życiu będzie musiała umieć obronić się sama. Ale do tego potrzebne je poczucie wartości, które dziś budujesz w niej także ty. Więc nie pozwalaj uciszać jej, gdy wyraża swoje zdanie, albo gdy chce zabrać głos w sprawie, która jej dotyczy. Choćby nawet chodziło o pomidory.

Naucz ją, że świat nie kręci się tylko wokół niej

Dzieje się coś niezwykłego, gdy uświadomimy sobie, że wszechświat nie obraca się wokół nas. Nie jesteś tu po to, żeby usuwać spod jej stóp wszelkie przeszkody, ale by nauczyć ją jak być silną i rozumieć, że nie zawsze musi mieć rację.

Nie traktuj jej jak obiekt erotyczny i ucz, że nie musi ulegać presji

Nie oburzaj się. Czternastolatka to jeszcze dziecko, nawet jeśli ma już piersi. Jesteś świadkiem seksistowskich żartów, niestosownych przytyków? Reaguj. Nie zachwycaj się z dumą jej zgrabną figurą, ale tym, jaka jest mądra. Podpowiedz, że nie musi się malować, nie musi nosić tak krótkich spodenek,by być wyjątkowa. Że wyjątkowość jest w niej.

Nie mówcie mi, że to nie wasza- ojców- sprawa. Ilu z was spojrzało z oburzeniem na rozchichotane, skąpo ubrane i wulgarne, prowokujące nastoletnie dziewczyny? A ilu ujrzało w nich zagubione i rozpaczliwie zabiegające o uczucia – czyjeś córki? Zanim osądzisz, pomyśl czy zrobiłeś wszystko, by twoja nastolatka była inna.


Lifestyle

Jak u diabła przetrwać ten piłkoszał?!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
11 czerwca 2016
Fot. iStock / itsmejust
 

Z każdej strony patrzy na ciebie Robert, w lodówce czeka piwo bez glutenu, a na szafce kolejna biografia piłkarza. Nawet jeżeli kochasz piłkę nożną, a Biało-Czerwonych widzisz z trofeum, kolejny miesiąc może stać się jednym z najtrudniejszych w ciągu roku. Czy istnieje sposób, żeby bezboleśnie przeżyć EURO?

Ograniczone zaufanie

Trzeci raz z rzędu zagramy w tej prestiżowej imprezie, co tylko dodaje ogromu optymizmu, bo przecież „do trzech razy sztuka”!  Pod wodzą trenera Adama Nawałki, piłkarze grają jak natchnieni, dodając wiary, która mogłaby przenosić góry. W piłce nożnej, tak jak wszędzie, obowiązuje jednak zasada ograniczonego zaufania. Nie kupuj telewizorów do każdego pokoju, licząc na to, że Nasi wejdą do półfinału. Leo Beenhakker, który jako pierwszy wprowadził Polskę do EURO, uspokajał kibiców słynnym „step by step”, więc krok po kroku, a (może) będzie finał! (I zwrot pieniędzy za telewizory)

Plan, a raczej jego brak

Jeżeli chciałaś wyciągnąć swojego faceta na grzyby, ryby czy romantyczny wypad nad morze, przygotuj się na odpowiedź, że jedynym wypadem o jakim marzy, jest ten do Francji. Jeżeli piłka nożna cię nie interesuje, a sama wizja polubienia jej brzmi jak najgorszy koszmar, przeznacz ten czas dla siebie. Optymiści powiedzą, że masz go do 10 lipca, pesymiści natomiast dadzą ci go do 21 czerwca. Tak naprawdę czas na jogę, naukę gotowania, pisanie czy malowanie masz do połowy lipca, bo każdy mecz jest ważny!

Ania Lewandowska i kulki mocy

Brownie z buraka? A może pudding chia z jagodami goi? Legenda głosi, że potęga polskiej reprezentacji zaczyna się w kuchni Państwa Lewandowskich. Żona Roberta to nie tylko kolejna WAGs (z ang. WAGs- wifes and girlfriends – żony i dziewczyny sportowców), ale sportowiec, dietetyk i trenerka Polek. Po jednym z wielkich meczy Lewego, Ania pochwaliła się „kulkami mocy”, dzięki którym Robert strzelił cztery bramki w pięć minut! Może zamiast kolejnej twarzy piłkarza w domu, tym razem na opakowaniu chipsów, napoju lub czegokolwiek niezdrowego, pora na kuchenne rewolucje w twoim wykonaniu? Każdy fan doceni przekąskę w stylu Lewego, a ty nieźle zapunktujesz!

Francja elegancja

Nawet jeżeli miłość do piłki nożnej wyssałaś z mlekiem matki, uroda piłkarzy wcale ci nie przeszkadza. Nie ma co oszukiwać, piłkarze to przystojne chłopaki! Sport i moda to pełna symbioza. W polskiej kadrze pod tym względem króluje Grzegorz Krychowiak. 26-latek grający w hiszpańskiej Sevilli słynie ze swojej miłości do mody, choć jak sam podkreśla, lubi się po prostu dobrze ubrać i do tego samego zachęca swoich kolegów. Kilka miesięcy temu  „Krycha” zamieścił zdjęcie w płaszczu z futrzanym kołnierzem, chwilę później nawiązała się gorąca dyskusja między nim a prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej – Zbigniewem Bońkiem, który dopytywał czy „męskich nie było”. Piłkarz nie pozostał jednak dłużny i oznajmił, że Prezes nie jest jeszcze gotów na wspólne zakupy w Paryżu. Może jednak zamiast zakupów, wystarczy wycieczka po garderobie Krychowiaka, która zajmuje całe piętro jego hiszpańskiego domu?

Messi?

Chcesz zabłysnąć, pochwalić się swoją wiedzą w męskim gronie, więc rzucasz, że najlepszym piłkarzem EURO 2016 i tak zostanie Messi. Jeżeli nie chcesz wysłuchać wykładu na temat pochodzenia tego przystojnego piłkarza, lepiej uciekaj! (Albo zaproponuj kulki mocy!) Lionel Messi urodził się w Argentynie i to właśnie ten kraj reprezentuje. Wielokrotny zdobywca Złotej Piłki (najważniejszej nagrody dla piłkarzy, przyznawanej przez FIFA) jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, którzy grają jak natchnieni. Jeżeli jednak chciałabyś z klasą wybrnąć z wpadki o jego udziale w EURO, do końca czerwca trwa Copa America – południowoamerykański odpowiednik naszych Mistrzostw Europy. W  tym roku, po raz pierwszy w historii jest on rozgrywany poza Ameryką Południową – w Stanach Zjednoczonych.

Łączy nas piłka

Jeżeli 90 minut, a już nie daj Boże 120 i jeszcze trochę na rzuty karne, to dla ciebie za dużo,   przeznacz te kilkadziesiąt minut na zagłębianie się w… kulisy naszej reprezentacji! Od kilku lat, PZPN funduje kibicom filmy zakulisowe. To właśnie dzięki nim, cała Polska dowiedziała się, że Kamil Grosicki oszalał przez „Oczy zielone”, Wojciech Szczęsny gra na pianinie, a najlepszym izotonikiem stosowanym przez większość piłkarzy jest po prostu mieszanka wody, cytryny, miodu i pieprzu cayenne.

„Łączy nas piłka” to kanał prowadzony przez Łukasza Wiśniowskiego, który każdy dzień zgrupowania spędza ‚śledząc’ kadrowiczów ze swoją kamerą sportową. To jedyna okazja, żeby przekonać się, jacy tak naprawdę są nasi piłkarze bez błysku fleszów, sloganów reklamowych, hektolitrów potu, a czasem i makijażu na potrzeby sesji zdjęciowej czy spotu reklamowego.

Biała sukienka i czerwona szminka

Każde kibicowanie polskim reprezentacjom to okazja do wykorzystania barw narodowych w outficie, który pochwaliłby sam wcześniej wspomniany Krychowiak! Wianki na głowach, niczym pełnoprawne Słowianki, koszulki z godłem, a może biała sukienka? Pewnego Francuza zapytano, na co najbardziej czeka w związku z EURO w jego kraju. Ten bez wahania odpowiedział, że liczy na przyjazd pięknych Polek.

Może wspólne kibicowanie w pubie czy strefie kibica to dobra okazja do zabłyśnięcia niczym Natalia Siwiec cztery lata temu?

EURO spoko!

Gdybyś jednak kochała piłkę nożną, zaopiekuj się koleżankami, które dopiero próbują zrozumieć ten fenomen. Sport łączy ludzi, choć czasem niemiłosiernie ich dzieli. Cokolwiek się nie stanie, „biało-czerwone to barwy niezwyciężone”, a jak nie tym razem, to następnym!


Lifestyle

„Jestem zdrowa, sprawna, inteligentna. Nie ma dla mnie pracy”. Przezroczyste po pięćdziesiątce

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
11 czerwca 2016
Fot. Pexels / Unsplash / CC0 Public Domain

Ma za sobą pięćdziesiąte urodziny, ma dzieci i wnuki, chciałaby już odpocząć a musi zaczynać od początku. Straciła pracę na kilka lat przed emeryturą. – Może trochę pochorujesz i pójdziesz na rentę, może coś jeszcze znajdziesz – słyszała na pocieszenie.

Nie chce chorować. Chce pracować. Przyzwyczajona do niezależności finansowej, do codziennego wychodzenia z domu, do rytmu pozwalającego na podział dnia, tygodnia, roku, z wyczekiwaniem na urlop. Kilkanaście lat w jednej firmie, kto mnie przyjmie?

– Może masz jakiegoś znajomego?

– Mam znajomych. Lubią moje ciasta, chwalą mój ogród. Ale na pewno nie przyjmą mnie do pracy, od nich zaczęłam poszukiwania.

Trzeba się zarejestrować… Szukać, czytać, dzwonić, prosić

Nie spać zbyt długo. Rano jest więcej ogłoszeń. O dziesiątej są już nieaktualne. Trzeba wstać, ogarnąć się. Nie płakać, rodzina nie musi widzieć łez. Zresztą oni nie mają czasu. Wychodzą rano, wracają późnym popołudniem. Pytają, jak minął dzień, szykują ubrania na jutro.

Urząd Zatrudnienia jest po to, by urzędnicy mieli robotę – stwierdziła po drugiej czy trzeciej wizycie, z której nic nie wynikało. Została zarejestrowana. Jej zadaniem było zgłaszać się co kilka miesięcy, informować o sytuacji. Czas płynął, już nie wstawała tak wcześnie, szukanie ogłoszeń przez internet nie miało sensu. Była zdesperowana, ale nie aż tak, by podjąć pracę ponad siły, za pensję nie pozwalającą godnie żyć. Mogę stać przy zmywaku kilka dni, ale przecież to do końca zrujnuje mój kręgosłup – tłumaczyła, gdy ktoś pytał, jak idzie szukanie pracy.

Rozchorowała się i poszła do szpitala…

Pierwszy raz głośno, obcej osobie, pielęgniarce przeprowadzającej wywiad, musiała powiedzieć, że jest bezrobotna. Bez prawa do zasiłku, który właśnie się skończył. Dostała dwa tygodnie zwolnienia. Pani jest bezrobotna to i tak pani więcej nie potrzebuje – usłyszała. Pracujący dostają na to samo trzy miesiące. Kiedy wyszła ze szpitala, czekało na nią wezwanie na szkolenie z urzędu pracy. Mogła nie iść, wrócić do lekarza i prosić o zwolnienie, ale pomyślała sobie, że na szkoleniach się siedzi, jakoś wytrzyma a to może być dla niej szansa.

Od pierwszego dnia czuła się rozczarowana. Okazało się, że miała się tam nauczyć pisać cv, prezentować na rozmowie kwalifikacyjnej, odpowiednio ubierać i zachowywać. Czy ja jestem ograniczona intelektualnie, ktoś mnie tego musi uczyć? – oburzyła się, opowiadając w domu przy kolacji o swoim dniu.

Szkolenie trwało aż tydzień. Tylko nie było dedykowane tej grupie wiekowej. Nie nosimy zbyt wysokich obcasów, nie malujemy się krzykliwie, nie perfumujemy zbyt mocno, wiemy, jak ubrać się do pracy, nie trzeba nas tego uczyć. A przebieg rozmów kwalifikacyjnych w sklepie czy w barze wygląda inaczej niż w korporacji.

To jak wygląda? – spytała zdenerwowana pani psycholog, gdy ktoś się odważył powiedzieć, że to szkolenie to daremny trud i wyrzucanie pieniędzy.

Spotykamy się z pracodawcą gdzieś w korytarzu lub na zapleczu, zazwyczaj okazuje się, że praca jest na dziesięć lub dwanaście godzin dziennie, a zatrudnienie na pół etatu. Na koniec mówią nam, że potrzebują ludzi młodszych, ze statusem ucznia lub studenta albo kogoś z orzeczeniem o niepełnosprawności – ktoś wyjaśnił.

– Najtrudniej jest dostać się na rozmowę z żywym człowiekiem. Wiek odstrasza, skoro zaczęłam pracę w stanie wojennym to jasne, że młoda byłam dawno temu. Gdybym miała możliwość pokazania się, jestem przecież zdrowa, sprawna, zadbana, dobrze wyglądam, może wtedy by się udało.

Prowadząca zajęcia miała jeszcze półgodzinną prezentację, z której wynikało, że należy godzić się na każde warunki i najniższe wynagrodzenie, byle tylko pracować. Może w młodości, gdy sił wystarcza i całe życie przed człowiekiem, ale czy pani wysłałaby swoją matkę do rozdawania ulotek w nocy pod pubem?

I takie szkolenia właśnie mnie obrażają i poniżają – stwierdziła jedna z uczestniczek. Nikt mnie nie spytał czego oczekuję, czy potrzebuję tych durnych testów psychotechnicznych. Wolałabym się nauczyć czegoś konkretnego, jakichś umiejętności, które mogłabym wpisać do cv. Przychodzę do domu z tymi materiałami a mąż się pyta, czy uczyli nas rysować szlaczki! Gdybym nie miała motywacji do podjęcia pracy to by mnie tu nie było, leżałabym na kanapie i oglądała seriale.

Nic na to nie poradzimy, kazali nam to musimy się szkolić – ktoś inny usiłował zażegnać spór.

Siedziała wśród tych ludzi mając przed sobą czytnik z jedną z najstarszych powieści Kinga. Nawet się nie kryła z lekturą. Nie brała udziału w zajęciach. Była najbardziej bierną uczestniczką. Patrzyła na nich myśląc – byłam taka sama. Jeszcze zbuntowana, jeszcze gotowa współpracować, układać piramidę potrzeb, przeprowadzać rozmowy kwalifikacyjne z koleżankami z lewej i z prawej strony. Pełna wiary w siebie, aktywna, energiczna. Jak nie jutro to za tydzień, jak nie cały etat to choć pół. Dojazd na drugi koniec miasta – nie problem. Żeby się tylko załapać, a potem szukać czegoś lepszego.

Dziewięćset złotych za miesiąc pracy bez gwarancji pracy na stałe. Pierwsza od trzydziestu lat prośba do męża – daj mi na autobus. Nie zrozumiał, myślał, że nie ma drobnych. Oferta z urzędu zatrudnienia – roznoszenie posiłków po biurach i firmach. Siedem złotych za godzinę. Ale i tak nie została przyjęta.

– Pani jest na to za delikatna – stwierdziła właścicielka baru. Była delikatna. Przecież pomyślała: „za stara”.

linia 2px

Klarka Mrozek awtaraKlarka Mrozek

Blogerka. Wierzy, że dobro zawsze powraca. Kocha koty. Mieszka na wsi. Uważa, że w każdym wieku można coś zacząć od nowa.


Zobacz także

Nie obwiniaj innych za to, jak wygląda twoje życie. Weź odpowiedzialność za własne wybory

Przewodnik dla opornych: jak zmienić toksyczne myślenie

Chatka pełna śmiechu jest bogatsza niż pałac pełen smutku. 25 buddyjskich mądrości, które pozwalają nam lepiej żyć