Lifestyle

HUNT RUN

Midoblog
Midoblog
21 lipca 2016
 

Tytuł może mało błyskotliwy, ale uwierz mi – zawiera w sobie wszystko. Nawet jeżeli nie wiesz do końca z „czym to się je”, to też idealne zrozumienie tematu. Ja właśnie do takich ludzi należałam (mogę już o sobie mówić w czasie przeszłym). Teraz już dokładnie, dosadnie i na własnej skórze dowiedziałam się czym jest zagadkowy Hunt Run.

Ale może zacznę od początku. Jeżeli nie czytałeś Biegnąc pomagam  napiszę, że cel biegu był bardzo szczytny – pomoc dla małego Oliwierka. Na początku tylko tyle wiedziałam, to mi w zupełności wystarczyło. Dopiero z czasem zaczęły do mnie docierać hasła – bieg z przeszkodami, bieg „hardkorowy”, bagna, czołganie się w rurach. Uwierz mi, że mój strach osiągnął takie apogeum w piątek,  jak przed obroną pracy magisterskiej (co najmniej). Dawno więc nie czułam takiego strachu i ciężko było mi sobie z tym poradzić.

Dookoła wszyscy pocieszali. Ale wybaczcie (Ci którzy to mówili), jakoś do mnie nie przemawiały, aż tak bardzo, słowa „dasz radę” od osób, które już brały udział w podobnych biegach, które na co dzień ćwiczą kilka godzin, które biegają, jeżdżą na rowerach, pływają…

No naprawdę… a ja

  • ostatnio zrobiłam sobie dwa tygodnie przerwy
  • nigdy nie przebiegłam więcej niż 9 km
  • nie należę do osób, które lubią pływać (chociaż zdarza mi się)
  • nigdy nie właziłam do rur, ani innych zakamarków, bo boję się ograniczonej przestrzeni
  • nigdy nie wspinałam się po górach, tak stromych, żeby liny były potrzebne

To by było tak w skrócie. Więc jednego możesz być pewny – bałam się jak… no wiesz.

_MG_1516

Jedyne, co mnie pocieszało to myśl, że nie biegnę sama. Całą trasę biegłam z moją połówką. Trasę, która okazała się troszeczkę dłuższa niż planowana – 10 kilometrów zamieniło się w prawie 15.

Pierwszych kilka metrów i od razu skok do zimnej wody. Niby super, bo upał straszliwy, ale jakoś tchu nie umiałam złapać. A serce waliło, jak oszalałe. W ustach sucho, ledwo łapałam oddech. Na szczęście, po czołganiu się, spacerze z oponą na ramieniu, wejściach na szczyt po to, żeby zaraz zejść  i zjeżdżalni wodnej dotarłam do „wodopoju”. Pierwszy kryzys minął i już było tylko lepiej. Uwierzyłam, że mogę dać radę. Przeszkody, mimo, że dla moich 165 cm wzrostu ogromne, pokonywałam z pomocą obcych, ale jakże serdecznych ludzi. Nawet, jeśli było to kosztem ich czasu.

_MG_1599_MG_161313557766_477866395756586_3248614679694150029_n13557903_477882892421603_2072720532279068645_n13592202_477881849088374_5875991654866550831_n13592446_477877819088777_6360546208301665882_n13528739_477887702421122_4470658154391851683_n

Rozmowy po drodze uświadomiły mi, że to „najgorsza” edycja. Najtrudniejsze podejścia zostały wybrane  właśnie w tym roku. Więc chyba mogę być podwójnie dumna.

_MG_1679

I niczego nie żałuję! Biegłam przede wszystkim dla Oliwiera i dla siebie. Pokonałam własne lęki i słabości. Nie będę udawać, że było łatwo. Ale naprawdę było cholernie warto!

_MG_1705_MG_1698

 


Lifestyle

PORANNA KAWA Z PODCASTEM W TLE

Midoblog
Midoblog
2 sierpnia 2016
 

Dzisiejsza chwila na poranną kawę zamieniła się w kilka godzin. Nawet nie wiem kiedy i jak ten czas zleciał. Za to wykorzystałam go bardzo pożytecznie.

Ostatnio przekonuję się, jak niekończącą się skarbnicą wiedzy jest internet. Wystarczy tylko mądrze szukać. Dziś odkryłam PODCASTY. Mam nadzieję, że nie wyjdę na wielka ignorantkę, ale naprawdę nigdy wcześniej to określenie nie obiło mi się o uszy. I takim oto sposobem spędziłam czas na szukaniu definicji i poznaniu nazwy, która nic mi nie mówiła.

Co się kryje pod nazwą?

Nazwa oczywiście pochodzi ze Stanów.

„Pod” to skrót od iPoda, „cast” – od „broadcast” czyli transmisja, przekaz. W skrócie można by podcasty określić jako internet do słuchania. Takie radio, w którym sami wybieramy audycję, której chcemy słuchać. Mamy tu również możliwość subskrybowania interesujących nas autorów. Program sam zadba o aktualizację najnowszych odcinków, do których mamy dostęp w dowolnym czasie.

Dla każdego coś mądrego

W sieci każdy znajdzie coś dla siebie. Mnie  ogrom podcastów szczerze zaskoczył, żeby nie napisać przytłoczył. I naprawdę dziwi mnie to, że tak długo żyłam w nieświadomości istnienia tego rodzaju przekazu. Podcasty uczą – możemy uczyć się języka japońskiego (klik), czy szlifować nasz angielski (klik); przekazują spora dawkę wiedzy (m.in. o finansach, edukacji, biznesie, sporcie, grach komputerowych, historii) a nawet motywują do działania.

Polskie podcasty

Jeszcze kilka lat temu polskie podcasty były w powijakach. Owszem, dziś większa część to anglojęzyczne teksty. Jednak liczba tych w języku ojczystym jest coraz większa i coraz ciekawsza. Własną podcastingową platformę uruchomiło Polskie Radio. Część swoich programów w ten sposób udostępnia również TVN24 oraz RMF FM. Zapewne znajdziesz o wiele więcej audycji i stacji, które korzystają już z tej formy przekazu. Ja już teraz mogę polecić dwa, których słuchałam pisząc ten tekst – Jasona Hunta (oczywiście) oraz WiecejNizEdukacja (WNE).

Dlaczego podcasty?

Po pierwsze, możemy wykonywać podczas słuchania inne czynności, jak np spacery, bieganie czy chociażby sprzątanie. Po drugie – audycje możemy pobrać na na telefon i odsłuchać gdziekolwiek jesteśmy. Co więcej, wybieramy sami daną tematykę, na którą właśnie mamy ochotę. Nikt nam niczego nie narzuca. To naprawdę daje nam niesamowity komfort.

Dla mnie najważniejszym aspektem jest uczenie się i teksty motywacyjne. A Ty znajdziesz tu coś dla siebie?

Jak zacząć

Do odsłuchiwania najlepsza jest aplikacja zainstalowana na telefonie. Tu znajdziecie dwa filmiki instruktażowe, jak obsługiwać aplikację i jak wyszukiwać podcastów:

ANDROID:
https://www.facebook.com/groups/wruchusluchampodcastow/permalink/1264428936915347/

iOS:
https://www.facebook.com/ariadna.wiczling/videos/1118635238218106/

Teraz tylko wystarczy wyszukiwać interesujących Cię tematów lub zobaczyć, które podcasty są najpopularniejsze w danej kategorii.

7 dniowe wyzwanie

Lubisz wyzwania? To coś dla Ciebie –  „W ruchu słuchamy podcastów” (klik). Inicjatywa ruszyła wczoraj, ale jeszcze nadrobimy ten jeden dzień. Polscy podcasterzy, w ramach propagowania słuchania podcastów, zachęcają do aktywnego spędzania czasu przy tym. A może odwrotnie? Nieważne. Obojętnie jakby na to nie spojrzeć, łączymy przyjemne z pożytecznym. Zatem miłego słuchania!


Lifestyle

TRZEPAK-FACEBOOK MOJEGO DZIECIŃSTWA

Midoblog
Midoblog
21 lipca 2016

 

Do popełnienia tego wpisu zbierałam się dobrych parę dni. Tak to zazwyczaj bywa, kiedy człowiek sam przed sobą musi się przyznać do błędu. Ale pociesza mnie to, że kto ich nie popełnia. Jak ja to mówię, jedynie ci, którzy nic nie robią (teoretycznie).

Kiedy nadchodzą wakacje, chcę wszystko nadrobić – sprzątanie, układanie rzeczy w szafie, wyrzucanie zbędnych ale i kupowanie nowych (no bo przecież promocje, więc jak tu nie skorzystać). A ponieważ nie chciałam zostawiać Ann u babci czy też dziadka, jeździła ze mną. Później na siłę starałam się szukać logicznych argumentów przemawiających za tym, że aż tak mało pedagogiczne to to nie było. Uwierz mi, że z marnym skutkiem. Dziś sobie mówię „było, minęło”.

Najważniejsze dostrzegać, że coś nie tak, jak być powinno i zmieniać… Tak też zaplanowałyśmy obecny tydzień…

Czas spędzany na dworze

Ostatnie dni staramy się wykorzystywać od rana do późnego wieczora. I mimo wakacji, ja typowa sowa, staram się wstawać w miarę wcześnie. Do południa obowiązkowy spacer. Do akcji przyłączył się rower. Nie wiem czy to późno, myślę, że w sam raz, zważywszy na to, że Ann dotąd jakoś nie ciągnęło do roweru. Nawet biegowy, niestety, sprzedaliśmy, bo leżał w kącie. Ale o rowerze już niebawem. Mam nadzieję, będę mogła podzielić się z Tobą sprawdzoną – skuteczną metodą nauki jazdy dla powściągliwych.

W obowiązkowych codziennych spacerach (z zegarkiem w ręku) utwierdziła mnie ostatnia dyskusja w jednej z telewizji śniadaniowej.

Więźniowie spędzają więcej czasu na dworze niż dzieci

Tak to nie pomyłka ani żaden mój wymysł. Okazuje się, że codziennie więźniowie wychodzą mniej więcej na dwie godziny na deptak. Dwie godziny to wcale nie tak dużo, prawda? To wyobraź sobie, że dzieci spędzają czas na dworze czterokrotnie krócej. Sama byłam zaskoczona. Zaczęłam więc sprawdzać ile my czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Na szczęście zawyżamy tą średnią i godzina przelatuje nam od tak. W najbliższym czasie tym bardziej nie będzie z tym kłopotu – zakotwiczamy się w górach.

Skąd jednak się wzięły takie dane? Szczerze wystarczy sobie przeanalizować normalny dzień po pracy – o której ją kończymy, ile mamy po niej siły i ile jeszcze przeróżnych obowiązków czeka na nas w domu. Nie każdy ma pod domem ogródek, na którym dziecko może bezpiecznie spędzać czas. A to już niestety nie te lata, kiedy można było pozwolić spędzać czas dzieciom samotnie na dworze (oko zawsze trzeba na nie mieć). Więc coś za coś. Albo mamy pięknie wypucowane mieszkanko, w którym wszystko jest idealne albo… Myślę ostatnio, że można to wszystko jakoś połączyć. Zorganizować sobie czas na wszystko. A przede wszystkim na co dzień dbać o ład i porządek w naszych rzeczach. Wtedy z całą pewnością znajdziemy czas na godzinny spacer, czy zabawę na placu zabaw. Uwierz mi z zegarkiem w ręku to wcale nie tak dużo.

Dziecko musi się wyszaleć

Ann, jak każde dziecko ma w sobie niezmierzone pokłady energii. Samo odbudowującej się i nigdy, przenigdy niekończącej. Zapewne, jak każde dziecko. W wakacje, kiedy spędzamy prawie każdy dzień od rana do wieczora razem zauważam to dość dosadnie. Tym bardziej takie wyżycie się na dworze jest strzałem w dziesiątkę.

Dać upust emocjom

W materiale przedstawionym w telewizji wypowiadało się kilkoro więźniów. Jeden mówił, że była by to dla niego największa katorga, gdyby ograniczyli mu czas spędzany na dworze. Jednak najważniejsze, co mi utkwiło w głowie, to słowa „gdyby ktoś ograniczył mi możliwość wyjść, grania w piłkę, biegania, to narastałaby we mnie coraz większa, silniejsza złość”.

Dziecko to nie dorosły. Nawet nam czasem tak trudno opanować negatywne emocje. Nie skazujmy zatem naszych dzieci na to, żeby złe emocje nimi sterowały. Powszechna opinia, że najgrzeczniejsze są dzieci, które potrafią usiedzieć w miejscu, zająć się sobą i być cicho, to wygoda dorosłych. Wystarczy dać dziecku możliwość do swobodnego ruchu, odreagowania. Tworzyć okazje do zabawy i spędzania wspólnego czasu – najlepiej aktywnie. Sami wówczas zobaczymy, że nasze dziecko potrafi być grzeczne a nawet spokojne.

Za naszych czasów, czyli przykład idzie z góry

Na pewno przeglądając różne portale natrafiłeś na poniższe zdjęcia

IMG_6184IMG_6185

 

Czy czasem też nie odnosisz wrażenia (ja jestem tego wręcz pewna), że to były lepsze czasy… i były takie też dzięki naszym rodzicom. Oni nie spędzali wieczorów na facebook’u, insta czy innych mediach społecznościowych. Nie szukali wrażeń w sieci. Spotykali się ze znajomymi naprawdę, a gdy przychodził weekend wyjeżdżali na cały dzień w góry, zamiast do centrów handlowych.  Ktoś powie „to były inne czasy” – zapewne, ale dzisiejsze w ogromnej mierze zależą od nas. I taki przykład przekazujemy naszym dzieciom. Dzieciom, u których coraz częściej diagnozowane są zaburzenia, problemy z radzeniem sobie z emocjami… Musimy być świadomi, że to nie bierze się znikąd.