Lifestyle

„Obyś cudze dzieci uczył”, czyli byśmy we wrześniu bardziej wyrozumiali dla nauczycieli byli

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 czerwca 2016
Fot. iStock / BraunS
 

Nie wiem, kto bardziej czekał tym razem na zakończenie roku szkolnego – ja, moi synowie, czy nauczyciele. Wiem jedno, cieszę się, że ten dzień w końcu nadszedł i że za chwilę zaczniemy wakacje.

Czyli skończymy z porannym wstawaniem, robieniem śniadań na szybko, oczami na zapałki i poganianiem. „Wstawajcie, jest późno” to chyba przez rodziców szkolnych dzieci (choć przedszkolnych pewnie też) powtarzane w ostatnich tygodniach zdanie.

Skończy się wożenie na zajęcia pozalekcyjne, na pilnowanie rytmu dnia, żeby ze wszystkim zdążyć. I nawet to, że ja tych wakacji nie zaczynam, bo przecież nadal pracuję nie odbiera mi dzisiaj radości.

Chodzę i śpiewam z moimi dzieciakami „Pitagoras bądźcie zdrów” i mam wrażenie, jakbym to ja właśnie miała zaraz odebrać świadectwo, rzucić je w kąt, wciągnąć na tyłek strój kąpielowy i polecieć nad jezioro. Naprawdę. Cieszę się jak dzieciak, że to koniec i teraz to już tylko dwa miesiące laby.

Zaraz ktoś westchnie i powie: „No tak, dwa miesiące, to nauczyciele odpoczywają”. Wiecie, wśród moich znajomych, tak się składa, jest dość spora część uczących nie swoje dzieci. I ja sobie myślę, że oni w równym stopniu jak nasze dzieciaki na te wakacje zasługują.

Nie, to nie są ludzie, którzy narzekają, że ciężko, że kasa średnia, że nikt ich nie docenia. Nie, oni przez 10 miesięcy w roku zapieprzają codziennie do szkoły, pracują w domu, dokształcają się i pomimo ograniczeń systemu chcą coś tym dzieciakom od siebie dać (tak, wiem, że nie wszyscy mają takie podejście”.

Bo nic w szkole nie wkurza mnie tak, jak ograniczenia. Bo brak pieniędzy na zajęcia, bo brak kasy na nowe komputery, bo program wykonać trzeba, a jak jeszcze gdzieś trafi się nawiedzony dyrektor, dla którego wyniki, a nie dzieci i ludzie to sprawa priorytetowa, to ogólnie przekichane. I jeszcze  nauczyciele z końcem roku właściwie nie wiedza na czym stoją, co ich za chwilę czeka. Czy zlikwidują gimnazja, czy matura czasem nie będzie się odbywać w styczniu, by uczniowie mogli przed studenckim naborem wnosić zastrzeżenia do jej wyników (tak, ot pomysł rządu) i czy nie przywitają ich inne pomysły rządu podejmowane na szybko, a nie do końca zdaje się przemyślane.

Ale myślę też sobie o nauczycielach, którzy w końcu też odpoczną, nie tyle od naszych dzieci co od nas – rodziców. To chyba jednak my bywamy ich największą bolączką. Bo jesteśmy często:

– sfrustrowani, bo chcielibyśmy, żeby to jednak szkoła naszym dzieckiem się zajęła i je wychowała, a kiedy tak się nie dzieje, pierwsi bijemy na alarm, lecimy ze skargą (niczym uczniowie), grozimy, szantażujemy

– niezadowoleni, bo przecież to wina nauczyciela, że nie do końca umiał wyjaśnić zawiłości wiedzy, stąd słabsza ocena naszego dziecka, a przecież chodziliśmy, prosiliśmy, by po raz piąty mógł sprawdzian poprawić.

– z poczuciem niesprawiedliwości, że nasze dziecko zostało zbyt surowo potraktowane, że z pewnością nauczyciel niesłusznie ocenił zachowanie, czy stopień zdobytych wiadomości naszego dziecka. Że się uwziął, że faworyzuje, że nie próbuje wejść w konflikt i rozwiązać go z korzyścią dla pokrzywdzonych (wśród których, z pewnością jest nasze dziecko)

– rozczarowani, bo rozczarowuje ich system, szkoła nauczyciele, bo nikt nie dostrzega, że dziecko ma talent, który w szkole powinien zostać odnaleziony, to nic, że ani rodzic ani dziecko z tego talentu sobie sprawy nie zdają, no ale, gdzie jak gdzie – w szkole powinni się na nim poznać.

Nie jesteśmy łatwymi partnerami do współpracy. Jesteśmy roszczeniowi, złośliwi i atakujący. Jakbyśmy nauczycielom naszych dzieci chcieli się „odwdzięczyć” za wszystkie krzywdy szkoły, których my doświadczyliśmy. Za szkołę, której nie lubiliśmy, za nauczycieli, którzy nas wyhamowywali i traktowali niesprawiedliwie, za krzywdy, której naszym często obiektywnym zdaniem doświadczyliśmy

Nauczyciel naszych dzieci, to nasz wróg i na pewno chce tym dzieciom zrobić krzywdę. Do tego darmozjazd, który teraz będzie się przez dwa miesiące byczył. A gdyby tak spojrzeć dziś na tego nauczyciela z jego perspektywy, ubrać się tak trochę w jego garnitur? Chcielibyście być na jego miejscu? Przez 10 miesięcy walki z nami rodzicami, z  systemem i dziećmi, które nie ma co ukrywać też popalić dają. Bo nie szanują autorytetów, bo w domu mówi się przy dziecku „ona (ta nauczycielka” jest powalona/głupia/niepoważna”, a ono przyjmuje to jak pewnik i brak szacunku jest dla niego czymś normalnym. Bo potrafi powiedzieć nauczycielowi „i co mi zrobisz”, a on nic zrobić nie może.

Eh.. to mnie wakacyjnie naszło na przemyślenia. Więc może dlatego z okazji zakończenia roku szkolnego życzę dzieciom – żeby poczuły wakacyjnego bluesa, tę beztroskę i radość lata. Żeby nawiązały wakacyjne przyjaźnie, doświadczały tysiąca nowych rzeczy.

Rodzicom – żeby złapali dystans, i żeby choć przez chwilę tez poczuli się dziećmi i cieszyli z wakacji, i żeby ich myśli nie zajmowało jedynie: „gdzie upchnąć moje dziecko na kolejny tydzień” i jak dożyć do września.

A nauczycielom, by za dwa miesiące spotkali wypoczętych i zdecydowanie bardziej wyrozumiałych rodziców.


Lifestyle

Dekalog ponętnych ust. Błyszczyk, to za mało! Wypróbuj te sztuczki

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
24 czerwca 2016
Fot. iStock / gilaxia
 

Ponętne usta to niewątpliwy kobiecy atrybut. Rzadko kiedy pomijamy je w codziennej pielęgnacji, bo jeśli nie nakładamy na nie odżywczych balsamów, to przynajmniej przy nakładaniu kremu nawilżającego na twarz, profilaktycznie i je także maźniemy. Ale by usta były nie tylko suche i popękane, ale pięknie zaznaczone, należy im się dodatkowa pielęgnacja i porządnie nałożona pomadka.

Jeśli do tej pory pociągnięcie ust błyszczykiem było dla ciebie szczytem finezji i szaleństwa, choć raz przekonaj się, że i ty wyglądasz rewelacyjnie w kolorze na ustach.

Błyszczyk to za mało! Wypróbuj sposoby na idealny wygląd ust

1. Peeling

Jeden, dwa razy w tygodniu, wykonaj obowiązkowo złuszczenie skóry ust. Wykonuj to bardzo delikatne, najlepiej z użyciem peelingu cukrowego lub też domową wersją peelingu — odrobiną cukru wymieszaną z miodem o oliwą.Możesz również wykonać masaż warg nawilżoną szczoteczką do zębów. Po peelingu natłuść usta, np. pozostaw na nich miód do samego rana, lub użyj gotowego balsamu.

2. Nadmiar połysku i zupełny mat nie każdej służą

W pierwszym przypadku nadmiernie lejące się usta mogą wyglądać wulgarnie, a matowe nijako. Wybieraj pomadki delikatnie nawilżające, które odżywią usta nie błyszcząc się nadmiernie.

3. Postaw na odpowiedni odcień pomadki

Blada skóra polubi szminki w odcieniu róż, ciemniejsza współgra z brzoskwiniowym odcieniem. Cerze oliwkowej odpowiadać będą usta z kolorem z palety brązów.

4. Odnajdź swoją czerwień

Każda z nas choć raz miała w swojej kosmetyczce czerwoną szminkę. Piękną, klasyczną i zmysłową. Wybierając swój odcień czerwieni pamiętaj, że:

  • na bladej skórze dobrze prezentuje się wiśnia, koral lub intensywny pomarańcz.
  • naturalnie różowe wargi komponują się z różowym lub malinowym odcieniem.
  • ciemne usta i karnacja współgrają z odcieniami cegły i wina.

5. Ciemne barwy zostaw nocnym marom

Fioletowe czy czarne pomadki nadają niezdrowy odcień cerze. Jeśli lubisz ciemne kolory na ustach, zadbaj o to, by miały one cieplejszy odcień np. czerwieni wiśni.

Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain

6. Konturówka nie jest przeżytkiem

Ale nie chodzi o przerysowany makijaż, w którym konturówka i szminka wyraźnie się gryzły. Idealna powinna mieć odcień ust, i powinna służyć do obrysu tylko łuku na górnej wardze i uwypuklenia na dolnej. Dzięki temu szminka będzie trzymała się dłużej nierozmazana.

7. Aplikuj od środka

Jeśli zależy ci na delikatnym kolorze na ustach i naturalnym efekcie makijażu, aplikuj pomadkę od środka i rozcieraj ku zewnętrznym kącikom, bez aptekarskiej dokładności.

8. Cmok w chusteczkę

Gdy na twoich ustach wyląduje już szminka, weź chusteczkę i odciśnij na niej jej nadmiar z warg. Następnie nałóż kolejną warstwę i językiem lub chusteczką przetrzyj wewnętrzną stronę ust, by zetrzeć resztki pomadki, która lubi zostawiać ślady na zębach.

9. Większe, czasem znaczy lepsze

Małe usta można powiększyć delikatnie odpowiednimi trickami. Możesz dodać im objętości nakładając swój płynny korektor pod oczy, na wgłębienie ponad linią ust. Należy go rozetrzeć, aby rozjaśnić okolicę wargi. Następnie środek ust pociągnij delikatnie błyszczykiem.

10. Pędzelek cię poprowadzi

Jeśli do tej pory nie korzystałaś z pędzelka, zmień to z dwóch powodów. Po pierwsze, łatwiej jest umalować usta pędzelkiem, który pozwala na dokładniejsze dozowanie pomadki na ustach. Sztyftem trudniej jest ja dozować. Drugi, o ile nie ważniejszy powód, to fakt, że pędzelek jest bardziej higieniczny i można go umyć, pozbywając się bakterii.


źródło: kobieta.gazeta.pl


Lifestyle

Pozwólmy facetom dorosnąć! Mężczyzna też może być samodzielny

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 czerwca 2016
Fot. iStock / Geber86

EKSPERYMENT: „Pozwólmy facetom dorosnąć”

ZAŁOŻENIE: mężczyzna może być samodzielny

GRUPA BADANYCH: wstępnie mężczyźni w stałych związkach

UCZESTNICZĄCY: partnerki badanych

CEL DO OSIĄGNIĘCIA:

Masz dość niańczenia swojego faceta. Miewasz wrażenie, że jesteś jak jego matka, która musi go pilnować na każdym kroku, a stwierdzenie, że oprócz własnych dzieci, masz jeszcze jedno dorosłe w domu, przestało cię nie bawić? Weź udział w eksperymencie. Może to pozwoli uwolnić się odpowiedzialności za twojego partnera. Bo to, że cały czas bierzesz odpowiedzialność za to, czego on mógłby nie zrobić gdybyś ty nie dopilnowała jest bezdyskusyjne.

NIM ROZPOCZNIESZ EKSPERYMENT

1. Upewnij się, że twój partner jest pełnoletni, że może sam o sobie decydować, nie cierpi na żadne zaburzenia, które mogą powodować jego ubezwłasnowolnienie. Jeśli masz wątpliwości wyślij go do lekarza na badania. Upewnij się, że z pamięcią jest wszystko w porządku. Bo choć nie pamięta, że miał dzieci odebrać z zajęć, to jednak terminy meczy reprezentacji Polski pamięta doskonale.

2. Sprawdź słuch. Najlepiej znajdź moment, kiedy jest zajęty bardzo własnymi sprawami. Wtedy lekko przyciszonym głosem poproś go na przykład by powiesił pranie. Nie żeby zupełnie cicho, bo wtedy zarzuci ci, że fałszujesz jego wyniki w eksperymencie. I też nie krzycz, bo wtedy my uznamy wyniki za naciągane. Ot po prostu, delikatnie poproś o wyrzucenie śmieci, odkurzenie, czy zrobienie kolacji dzieciom. Nie reaguje? Być może faktycznie nie dosłyszy, a ty jak głupia powtarzasz mu przez telefon spokojnym głosem: „kochanie proszę kup kilogram ziemniaków”, o czym on notorycznie zapomina, a może nie słyszy.

Żeby się upewnić tym samym tonem głosu spytaj: „kochanie masz ochotę na zimne piwo?”. I czekaj na reakcję. Jeśli zareaguje wiesz, że jego słuch ma włączoną funkcję wybiórczą, którą zdecydowanie należy zlikwidować.

3. Dobrze by było sprawdzić jeszcze sprawność ruchową. Bo może się okazać, że jednak coś z nogami się dzieje i dlatego robi wszystko tak wolno. I to wcale nie jego wina, że na wykonanie jakieś prośby musisz czekać z dwa tygodnie, aż sama się za to bierzesz, bo już brak ci cierpliwości o powtarzać w nieskończoność ci się nie chce.

Może coś z rękami? Że zakupy za ciężkie i wstydzi się przyznać, czemu połowy produktów zapomina. Bo ciężkie i poradzić by sobie nie mógł.

Nie ma się co śmiać. Może kondycja słaba i serce wali jak młotem, gdy ma z dziećmi na spacer wyjść. A może ma lęk wysokości, a ty mu każesz na taborecie żarówkę wymieniać, a już nie daj Boże ledową żarówkę.

Wszystko trzeba wziąć pod uwagę. Ale jak sam wstaje samodzielnie z łóżka, potrafi sam zjeść, ubrać się i wyjść do pracy, to raczej powodów do niepokoju mieć nie powinnaś.

Jeśli sprawa jest jasna, wszystkie parametry badanego zostały sprawdzone, czas przystąpić do części głównej i skrupulatnie spisywać swoje spostrzeżenia.

ZADANIA:

Cel eksperymentu to dowiedzenie, że facet, którego z wieloma rzeczami musisz pilnować, a najlepiej wyręczyć, co by nerwów nie tracić, może jednak być samodzielny. Cóż, eksperyment wymaga twojego zaangażowania. Zacznij od najprostszych rzeczy.

  1. Nie pytaj czy nastawił budzik i nie włączaj swojego tylko po to, żeby on do pracy się nie spóźnił. Ty możesz pospać choćby 15 minut dłużej? Wykorzystaj to. Przestań się martwić, czy on wstanie. Szturchać go, wstawać i robić kawę co by zapach go z łóżka wytargał. Leż tak długo jak możesz, a on. Cóż. Mówi, że jest samodzielny.
  2. Nie prasuj mu koszuli na ostatnią chwilę, kiedy sama już jesteś spóźniona. Jego czas ciebie nie interesuje, bo przecież ty zawsze masz czas, żeby jego obsłużyć. Koniec. Basta. Powiedz: „Nie mam czasu, nie mogłeś wcześniej o tym pomyśleć. Przepraszam, muszę lecieć”. Uwierz – nic mu się nie stanie, a jak pójdzie w pogniecionej koszuli… To nie twój problem. Naprawdę.
  3. „Nie ma chleba?” – pyta on ze zdziwieniem, a ty spokojnym głosem mówisz: „Prosiłam, żebyś kupił wracając z pracy” i tym razem, kiedy znowu nie kupił, nie poleciałaś szybko do przyosiedlowego sklepu. Dzieciom dasz płatki, kupisz im wyjątkowo drożdżówkę w drodze do szkoły, a sama zjesz jakąś sałatkę w pracy. Jest szansa, że tego wieczoru on jednak chleb kupi, a jak nie tego, to kolejnego.
  4. Zapomnij, gdzie położyłaś zapasowe kluczyki, gdy on zapomni, gdzie dał swoje. Nie wyciągaj z szuflady, nie mów, gdzie są. „Wiesz co, zupełnie nie pamiętam” powiedz spokojnie, zamiast jemy dawać zapasowe, które są tymi, które zgubił dwa dni temu – i tak w kółko.
  5. Nie dzwoń w panice do teściowej składając jej życzenia i tłumacząc go, że on dziś ma ważne spotkanie i dłużej w pracy i że prosił, żeby życzyć co najlepsze, ale zadzwoni jutro, bo dziś może do końca dnia nie zdążyć. Daj spokój. Złóż życzenia od siebie i dzieci. A on? Niech się tłumaczy sam, w końcu przypominałaś.
  6. Nie tłumacz go przed dziećmi, że zmęczony, że nie ma siły, że trochę źle się czuje, że wiesz, że obiecał, ale coś mu wypadło. Przestań spełniać obietnice, które on dzieciom złożył. Obiecał zabrać je po południu na basen – zapomniał? Ty ich nie zabieraj. To jego obietnica, jego niedotrzymane słowo. Że dzieciom przykro? Zabierze je na lody, albo do kina. Z ojcowskiego danego słowa, niech się ojciec wywiązuje, nie ty.
  7. Nie płać za niego rachunków. Płacisz, bo wiesz, że on zapomni, że znowu wyłączą mu telefon, że Internet odłączą w domu i jak on będzie pracował wieczorem. No, ale jak będziesz go wyręczać, to on nigdy nie nauczy się o to zadbać. Ustaliliście, że rachunki płaci on. I tyle. On, nie ty. Pamiętaj. Wystarczy, ze ty ogarniasz dzieci i dom. Niech on za coś też będzie odpowiedzialny.

Nie wyszukuj mu skarpetek do pary, które pogubił, nie sprawdzaj, czy jego ubrania nadają się już do prania, czy jeszcze nie, nie rób za niego rzeczy, które on zobowiązał się wykonać. Hej, jest dorosły. W końcu przed eksperymentem sprawdziłaś jego poziom zdolności do samodzielności.

Przestań mu matkować i być przedłużeniem jego mózgu, pamięci, zdolności psycho-ruchowych. Postaw na samodzielność. Daj mu się sprawdzić, udowodnij, że naprawdę jest zdolny do wielu rzeczy, z których nie zdawał sobie dotąd sprawy.

Bo może okazać się, że nagle nauczył się prasować, odkładać klucze, dokumenty zawsze w to samo miejsce, że nie zapomina już co kupić w drodze do domu, a nawet przejął na siebie płacenie wszystkich rachunków. I z dziećmi ma lepszy kontakt, zajmie się nimi, a ty możesz wyskoczyć w tym czasie na basen. Ooo i wakacje zaplanował. Kochana – to już naprawdę sukces.

Chcesz wziąć udział w eksperymencie. Włącz w obieg codzienności podane zadania. Wyślij ma swoje spostrzeżenia. A my ogłosimy wyniki eksperymentu.

CZAS TRWANIA EKSPERYMENTU: tyle, ile będzie potrzeba do usamodzielnienia się partnera.

Powodzenia!


Zobacz także

Dziewczyny, czekałyście na to całe życie! Czyli jak firma BIC wprowadziła na rynek długopisy dla kobiet

5 sygnałów, które świadczą o tym, że potrzebujesz emocjonalnego oczyszczenia

Jest mi dziś cholernie wstyd. Jest mi wstyd za rodziców