Lifestyle

O co w tym szaleństwie chodzi? W pogoni za Pokemonami. Witamy w XXI wieku!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
26 lipca 2016
fot. iStock/MOF
 

Jeszcze kilka tygodni temu wszyscy zastanawiali się, jak zmotywować dzieciaki do wyjścia z domu. I tak oto stał się cud, bo nagle w parkach, na ulicach czy w centrach handlowych pojawiły się chmary młodych ludzi… z telefonami przed twarzą. Pokemon Go wprawia w osłupienie każdego, kto usłyszy o nowym pomyśle na spędzanie czasu. I tak jak w kreskówce, od której wszystko się zaczęło, tak i teraz małe i większe dzieci dostają swoje pierwsze pokemony.

No dobra, nie ma co się oszukiwać – sama oglądałam Pokemony. Ba! Nawet mój pierwszy pierścionek zaręczynowy, który dostałam w wieku sześciu lat, zamiast diamentu miał tego żółtego stworka. Ależ to były czasy! Każdy chciał ruszyć w świat i niczym Ash zdobywać wszystkie pokemony, a dodatkowo poznawać świetnych ludzi i zwiedzać piękne miejsca. Wystarczyło poczekać kilkanaście lat i voila! Teraz każdy może być trenerem pokemonów, mieć swoje pokebole i urządzać turnieje. Brzmi kosmicznie, co? Witamy w XXI wieku!

Może to właśnie stąd wziął się szał na chodzenie z telefonem przez miasto i wirtualne łapanie kreskówkowych postaci? W końcu dostajemy szansę na spełnienie dziecięcych marzeń, a jak wiadomo nie od dziś, to najlepsza motywacja do wyjścia z domu. 90% moich znajomych korzysta z osławionej aplikacji, ja jednak nie uległam, co uczyniło ze mnie dość obiektywnego obserwatora. Przez cały dzień spędzony ze swoją przyjaciółką, ogromną fanką Pokemon Go, chodziłyśmy po mieście z włączoną aplikacją, która dzięki użyciu GPS-a i Google Maps, wskazywała nam drogę do najbliższego pokemona. Nachodziłyśmy się nieźle, a przy okazji odwiedziłyśmy kilka miejsc, w których już dawno nie byłyśmy, ale czego nie robi się dla nowego nabytku! Najdziwniejsze było chyba ściganie pokemonów przy kapliczkach i cmentarzach, chociaż chyba tylko na mnie robiło to jakieś wrażenie, bo dzieciaki nie miały żadnych skrupułów.

Mam naprawdę mieszane uczucia co do tej gry. Ludzie rzucają pracę, żeby zawodowo zbierać pokemony, przestają myśleć o bezpieczeństwie, czego najlepszy dowód mamy w Polsce. W Lublinie jeden z graczy został pobity, bo w nocy wyszedł na spacer „nabijać level”. Wiecie, całe szczęście, że to szaleństwo przypadło akurat na wakacje. Pomimo, że już od kilku lat w szkolnej ławie nie zasiadłam, potrafię sobie doskonale wyobrazić, co by się działo na lekcjach, kiedy nagle przy nauczycielce pojawiłby się squirtle czy inny bulbasaur (tak, to nazwy pokemonów, ostrzegałam, że oglądałam całą bajkę!). Zgoda, obecność młodzieży na ulicach jest nieporównywalnie większa do tej, która miała miejsce przed premierą Pokemon Go, do tego spotykając się przy PokeStopach zazwyczaj nawiązują nowe znajomości, wymieniając się informacji na temat ewolucji czy miejsca, w którym znaleźli najciekawsze okazy. Zawsze to coś, prawda?

Skoro dzięki fabularyzowanej grze miejskiej wszyscy ruszają tyłki z kanap, nikt nie powinien marudzić. Jest jednak w tym wszystkim jakaś tęsknota za siedzeniem na placu, czy jak wolicie na dworze lub polu. Można było siedzieć godzinami, nic ci nie groziło, a do tego co chwilę pojawiały się nowe osoby, które chciały dostać się do trzepaka. Fajnie było! Spotkałam się już z opinią, że Pokemon Go jest początkiem wydostawania dzieci z domu i zachęcania ich do spędzania czasu na świeżym powietrzu. No i bardzo dobrze, ale pytanie na ile to pomoże? Aktualnie mamy pokemonowy boom, który nie potrwa pewnie za długo, a poza tym nawet jeżeli na „polowanie” idziemy całą grupą i tak wszyscy mają wzrok wbity w telefony.

Porzućmy jednak na chwilę moje sceptyczne podejście, bo może naprawdę jest się z czego cieszyć. Po pierwsze, dzieci wychodzą z domu, także te większe i całkiem dorosłe. Po drugie, poznają swoją okolicę, bo czasem naprawdę trzeba się nachodzić, żeby zdobyć swojego wymarzonego pokemona. No i po trzecie, chyba najważniejsze – dzięki PokeStopom zawierają znajomości z najmniejszą pomocą Internetu. Ten ostatni punkt jest o tyle ważny, że człowiek jako istota społeczna potrzebuje do życia innych ludzi, a ograniczając się do aplikacji randkowych, Facebooka czy Snapchata w prawdziwym życiu trudno rozpocząć rozmowę.

Kiedy zaczyna się dyskusja o poprawności Pokemon Go zdania są naprawdę podzielone. Jedna z moich redakcyjnych koleżanek podrzuciła temat podobnej gry, choć mającej walory edukacyjne. Questing uczy historii, geografii i ciekawostek dotyczących regionu. Może to jakaś alternatywa dla tych, którzy do Pokemon Go nie potrafią się przekonać? W końcu w tym wypadku użycie telefonu podczas spaceru jest zdecydowanie uzasadnione! Ja chyba i tak zostanę zwolenniczką spacerów, podczas których komórki zostają w domu, a jeżeli już nam towarzyszą, ich jedynym zastosowaniem jest robienie zdjęć. Bo z komórkami na spacerze jest dokładnie tak jak z Pokemon Go – wszystko jest dla ludzi, ale trzeba znać umiar, żeby nie zrobić krzywdy sobie i innym.


Lifestyle

Zakończyć związek definitywnie, czy dać sobie prawo do przyjaźni z byłym partnerem?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 lipca 2016
Fot. iStock/Bogdan Kosanovic
 

– Nigdy więcej, bye! – powiedziała na odchodnym moja koleżanka swojemu (od kilku minut) byłemu mężowi wychodząc z sali rozpraw. – Nigdy więcej, cześć! – odpowiedział jej on. I jeśli nawet, błądząc w tej samej okolicy natknęli się na siebie zupełnie przypadkowo, natychmiast odwrócili wzrok. Oboje zamknęli ten etap swojego życia w ten sam sposób: definitywnie. Oboje postanowili: żadnej przyjaźni, żadnego kontaktowania się, żadnych życzeń, telefonów ani e-maili na święta.

„Więc zablokowała jego numer i poprosiła: „żyj tak, jakby mnie nie było”.”

Ala rozwiodła się z mężem pół roku temu. Od tego czasu starannie omija wszystkie miejsca, które odwiedzali razem. Wyczyściła swoją skrzynkę pocztową z wiadomości od niego, na strych zaniosła albumy ze wspólnymi zdjęciami. Odmalowała ściany w sypialni, wyrzuciła podwójne łóżko, na którym razem spali. Jedyne, czego jeszcze nie wymazała z pamięci to jego numer telefonu. Ale pracuje nad tym. – To dziecinada – mówią jej przyjaciółki. – Będziesz udawać, że te trzy lata razem nie istniały?

Nie było między nimi dramatów, nie było rozstania w potoku łez i wśród wzajemnych wyrzutów, nie było oskarżeń, czy słów nienawiści. Oddalali się od siebie krok po kroku, systematycznie. Ślub wzięli właściwie w panice próbując „ratować” związek, na nowo się do siebie zbliżyć. Nie pomogło. Pewnego dnia usiedli przy stole w kuchni i powiedzieli sobie, że to się nie uda. Że może za bardzo się spieszyli, że za bardzo chcieli, by wszystko było między nimi idealne, tak jak to wesele na 100 osób w drogiej restauracji i mieszkanie urządzone przez projektanta wnętrz. – Nic z tego nie będzie – powiedzieli oboje. A jednak… Ona czuje, że jego obecność w jej życiu nawet ta znikoma jest nie do zniesienia. Nawet jeśli miałyby to być tylko zdawkowe rozmowy przez telefon. Więc zablokowała jego numer i poprosiła: „żyj tak, jakby mnie nie było”.

„Krążą wokół siebie, przez co żadne z nich nie ułożyło sobie życia z nikim innym”

Kasia i Marcin rozwiedli się dwa lata temu. Oboje twierdzą, że decyzję o ślubie podjęli zbyt wcześnie, zbyt pochopnie. Nie dogadali się. Kasia chciała mieć dzieci, Marcin wolał podróże. Zaczęły się wyrzuty, żale, płacze. Postanowili: nie będziemy ze sobą szczęśliwi. Mimo rozstania, utrzymują ze sobą stały kontakt. Czasem wychodzą gdzieś ze wspólnymi znajomymi. Nie unikają buziaków na przywitanie, zdarza im się do siebie zadzwonić, radzić się siebie w ważnych sprawach. Od czasu do czasu umawiają się do kina, razem spędzili ostatniego Sylwestra. Siostra Marcina twierdzi, że stale „krążą wokół siebie”, przez co żadne z nich nie ułożyło sobie życia z nikim innym.

–  Kasia zawsze będzie dla mnie ważną osobą – mówi Marcin. Na razie, póki oboje są wolni, taki układ nikomu nie przeszkadza. Ale co będzie, gdy Kasia się z kimś zwiąże, a nowy partner nie zaakceptuje bliskich relacji Kasi z byłym mężem? Czy nowa partnerka Marcina nie będzie zazdrosna o jego częsty kontakt z byłą żoną? Czy rozwód definitywnie zakończył ten związek?

Psycholodzy twierdzą, że każdemu rozstaniu w ważną osobą w naszym życiu powinna towarzyszyć swego rodzaju żałoba, która pozwoli nam do końca pożegnać dawną miłość i uspokoić swoje emocje z nią związane, poukładać w myślach i w sercu wydarzenia, które wywróciły nasze życie do góry nogami. Ala właśnie przeżywa swoją żałobę. Marcin i Kasia właściwie jeszcze się nie rozstali.

W jaki sposób poznać, czy masz już za sobą „pozwiązkową” żałobę? Na pewno nie jesteś jeszcze na tym etapie, jeśli:

1. Myślisz, że moglibyście do siebie wrócić

Twoje marzenia, fantazje krążą wokół wspólnych chwil, wspominasz z żalem i nostalgią to wszystko, co było dobre. W wyobraźni widzisz szczęśliwy powrót i wspaniałe zakończenie. Wybielasz i idealizujesz.

2. Zdarza ci się porównywać nowo poznanych mężczyzn do byłego partnera

Idziesz na spotkanie, siadasz naprzeciwko niego w kawiarni. Rozmawiacie, wydaje ci się, ze nawiązaliście nić porozumienia, aż tu nagle… Twój były mąż jakoś ładniej odkładał tę łyżeczkę. I miał lepsze pojęcia o tym, czy o tamtym. On by tego nie powiedział. Nie zaśmiałby się w ten sposób…

3. W głębi duszy czujesz, że były partner nadal jest ci bardzo bliski

Tak właściwie, ciągle go kochasz, czujesz, że jesteś z nim uczuciowo związana. Cierpisz z tego powodu, że nie jesteście już ze sobą blisko. To nie jest moment ani na poszukiwania nowej miłości, ani na przyjaźń z nim. Ciągle jeszcze przed tobą dużo pracy, głównie w sferze emocji. Daj sobie czas.

4. Wydaje ci się, że odstraszasz od siebie nowo poznanych mężczyzn

Bo jego energia w postaci twoich myśli o nim, nie pozwala ci się otworzyć na nowe znajomości. Ba, ona nawet nie pozwala ci się otworzyć na siebie i swoje potrzeby!

Przyjaźń z byłym mężem czy partnerem to kwestia delikatna i trudna. Żeby była możliwa, trzeba wielu sprzyjających czynników, ale przede wszystkim spokoju w sercach obu stron.


Lifestyle

10 sygnałów, że masz szczęśliwe życie (nawet jeśli teraz tego nie czujesz)

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 lipca 2016
fot. iStock/nensuria

W życiu bywają lepsze i gorsze momenty. Czasem wydaje nam się, że właśnie doświadczamy osobistego końca świata. Nic i nikt nie jest w stanie nas pocieszyć, tak ogromną wagę przywiązywaliśmy do czegoś czego już nie ma, tak wyjątkowa była dla nas relacja, która właśnie się skończyła. Jak wówczas odnaleźć spokój i równowagę? Jak przetłumaczyć sobie, że szczęście i spełnienie to droga, a nie jakiś konkretny cel? Przede wszystkim pora nauczyć się doceniać to wszystko, co masz.

10 znaków, że masz szczęśliwe życie (nawet jeśli teraz tego nie czujesz)

1. Masz pracę, którą lubisz

Praca zajmuje w naszym życiu ważne miejsce, poświęcamy jej wiele czasu, energii, bywa, że emocji. Choć być może nie odkryłeś jeszcze swojej wymarzonej ścieżki kariery, choć wahasz się, co tak naprawdę chcesz robić, zawsze staraj się podejmować takie obowiązki, które sprawiają ci przyjemność. Lub przynajmniej odnajduj w pracy, którą wykonujesz, pozytywne strony. Zmień perspektywę, dostrzegaj takie „szczegóły” jak mili współpracownicy, życzliwy szef, dobra odległość od domu.

2. Doceniasz wartość „małych rzeczy”

Większość ludzi biegnie przez życie na oślep nie zatrzymując się nawet na chwilę, by móc zauważyć i dostrzec piękno i dobro, które ich otacza. Jeśli należysz do tych, którzy od czasu do czasu odnajdują wokół siebie „małe cuda”, jesteś szczęściarzem: potrafisz odczuwać wdzięczność za to, co innym wydaje się zupełnie zwykłe i niewarte uwagi.

3. Żyjesz w zgodzie ze światem

Wiele osób chce, a nawet żąda spokoju. Wszyscy chcą „mieć święty spokój”, ale nie zdają sobie sprawy, że jedyny sposób, by osiągnąć spokój, to praca nad swoim wnętrzem, nad wewnętrzną równowagą. Bez niej nie można żyć szczęśliwie. To nieuchwytne uczucie jest jedną najbardziej wymownych oznak spełnienia.

4. Skupiasz na tym, co możesz zmienić

Nieszczęśliwi ludzie zawsze kurczowo trzymają się tego, czego nie można zmienić, szczęśliwi – starają się sami wpływać na swoje życie. Jeśli zdajesz sobie sprawę, jakich zmian możesz dokonać i podejmujesz w tym celu odpowiednie działania, bierzesz odpowiedzialność za swoje szczęście.

5. Nie obchodzi cię, co myślą inni

Wiele osób nigdy nie rozwinie do końca swoich umiejętności, nie stanie nawet w połowie drogi po swoje marzenia, bo za bardzo przejmuje się tym, jak postrzegają ich inni. Jeśli odrzucisz potrzebę bycia akceptowanym za wszelką cenę i żyjesz według własnych ideałów – jesteś szczęściarzem.

6. Masz dach nad głową

Wydaje ci się dziwne, że czytasz tutaj takie zdanie. Tak bardzo przyzwyczaiłeś się, że masz gdzie mieszkać, że z kranu w łazience leci woda. Że masz co zjeść, w co się ubrać. Myślisz – to banał. To za proste. Ale pomyśl: mogłeś urodzić się w zupełnie innej części świata, tam, gdzie każdy dzień jest walką o przetrwanie, a głód towarzyszy ci od początku istnienia. Mogłeś nie mieć w życiu tych wszystkich sprzyjających okoliczności, które sprawiły, że zdobyłeś wiedzę i umiejętności, zawód i pracę. Mogłeś być kimś zupełnie innym…

7. Jesteś zdrowy

Twoje ciało nie odmawia ci posłuszeństwa, nie zależysz od nikogo. Nie potrzebujesz pomocy, by wstać i pójść do łazienki, nie musisz myśleć o tym, skąd wziąć pieniądze na leki, dzięki którym twój organizm „jakoś” funkcjonuje. Póki nie doświadczymy tego na własnej skórze, nie potrafimy docenić faktu, że jesteśmy sprawni fizycznie i zdrowi.

8. Masz kogoś, komu na tobie zależy

Partnera, przyjaciela, kogoś z rodziny… Samotność i poczucie bycia niezrozumianym przez innych jest w życiu źródłem wielu komplikacji, a nawet chorób. Poczucie, że w chwili słabości masz się do kogo zwrócić o wsparcie to nieoceniony skarb.

9. Dobrze życzysz innym

Bo jeśli życzysz im źle, to tak, jakbyś po trochu, systematycznie działał na własną szkodę. Negatywne uczucia niszczą nas od środka, zabierają nam życiową energię, sprawiają, że zatracamy samych siebie, swoje wartości, ideały.

10. Jesteś nastawiony do życia na „tak”

A we wszystkim, co ci się w życiu przytrafia, potrafisz odnaleźć pozytywne strony. Jeśli mówisz światu i życiu „tak”, one odpowiedzą ci tym samym. Łatwiej będzie zauważyć i wykorzystać nadarzające się okazje, łatwiej będzie odnaleźć bratnią duszę.

Doceń to, co jeszcze przed chwilą mogło wydawać ci się naturalne i banalne. Życie składa się właśnie z tych wszystkich szczegółów, które zbyt często przyjmujemy „ot, tak”, bez wdzięczności. A przecież, gdyby nie one, dopiero byłoby ciężko…


Zobacz także

Chcesz mieć lepsze życie? Umów się z przyjaciółką na kawę! To naprawdę może wiele zmienić – dowiedzione naukowo!

Jutra czasami nie ma. Mamy czas dla swoich rodziców dopiero, gdy umierają

Jeśli buty na obcasie to dowód kobiecej siły i pewności siebie, to sorry – ja wysiadam