Go to content

Nie zawsze potrzebujemy dobrej rady. Czasem najbardziej leczy czyjaś obecność…

Co dzieje się między dwojgiem ludzi, kiedy na chwilę przestajemy udawać, że wszystko mamy pod kontrolą? „Godzina serca” Irvina D. Yaloma prowadzi do odpowiedzi prostej, a jednocześnie zaskakująco trudnej: potrzebujemy prawdziwego kontaktu. Nie tylko rad, diagnoz i rozwiązań, ale kogoś, kto naprawdę nas zobaczy.

Są takie chwile, kiedy człowiek nie potrzebuje kolejnej rady. Nie potrzebuje pięciu kroków, techniki oddechowej ani listy rzeczy, które powinien zrobić ze swoim życiem. Potrzebuje, żeby ktoś usiadł obok i naprawdę go zobaczył.

To jedna z najważniejszych myśli Godziny serca Irvina D. Yaloma i jego syna Benjamina. Yalom, po sześciu dekadach pracy terapeutycznej, zaczyna przyglądać się swojej profesji z perspektywy człowieka, który sam doświadcza starości, słabnącej pamięci, straty ukochanej żony i coraz wyraźniejszej świadomości własnej śmiertelności.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

I właśnie wtedy wraca do tego, co w terapii — i w życiu — może być najważniejsze.

Nie technika, ale relacja

Yalom wielokrotnie powtarza swoją zawodową mantrę: „To relacja ma działanie terapeutyczne”. Nie oznacza to, że terapia nie potrzebuje wiedzy, metod czy doświadczenia. Chodzi raczej o to, że żadna z tych rzeczy nie działa w próżni. Zanim człowiek odważy się naprawdę opowiedzieć o sobie, musi poczuć, że po drugiej stronie jest ktoś, kto go nie ocenia i nie próbuje natychmiast naprawić. W książce Yalom określa siebie jako „towarzysza podróży” — kogoś, kto może nieco lepiej rozumieć drogę, którą wspólnie podążamy. To bardzo mocna metafora terapii. Dobry terapeuta nie idzie przed nami z mapą i nie mówi: „Tędy”. Idzie obok.

Najtrudniejsze jest pozwolić się zobaczyć

Bliskość jest jedną z naszych podstawowych potrzeb, ale jednocześnie bardzo się jej boimy. Żeby naprawdę być z drugim człowiekiem, trzeba bowiem pokazać coś prawdziwego: lęk, wstyd, złość, bezradność, czasem własną słabość. Dlatego tak często chronimy się za kontrolą, żartem, perfekcjonizmem albo pozornym spokojem.

Yalom pokazuje, że podczas terapii właśnie te sposoby ochrony mogą stać się ważnym materiałem do pracy. Nie tylko to, co pacjent opowiada o swoim życiu, ale również to, co dzieje się pomiędzy nim a terapeutą w tej konkretnej chwili. „Tu i teraz” nie jest więc jedynie techniką terapeutyczną. To uważność na relację, która właśnie się wydarza. Możemy mówić o wszystkich naszych związkach, a jednocześnie pokazać swój sposób bycia w relacji już w pierwszych minutach rozmowy.

Być może najbardziej potrzebujemy tego, żeby ktoś był naprawdę obecny

W jednej z historii pacjentka po spotkaniu z Yalomem napisała, że najważniejsze było dla niej to, że od samego początku był „głęboko skupiony na mnie, zupełnie obcej osobie”. Dodała: „Rzadko doświadczam tego w życiu codziennym”.

Trudno o bardziej współczesne zdanie. Żyjemy w świecie nieustannego kontaktu, a jednocześnie chronicznego braku uwagi. Możemy być dostępni dla setek osób, a jednak bardzo rzadko mieć poczucie, że ktoś naprawdę nas słucha. Może właśnie dlatego tak porusza doświadczenie bycia zauważonym.

Nie ocenionym.
Nie naprawianym.
Nie porównywanym. Po prostu zauważonym.

A potem przychodzi pytanie o czas

W Godzinie serca temat relacji splata się z czymś jeszcze trudniejszym: przemijaniem. Yalom coraz częściej patrzy na śmierć nie jak na abstrakcyjną ideę, ale jak na coś, co dotyczy jego własnego życia. Nie próbuje jednak udawać, że znalazł sposób, by ten lęk usunąć. Zamiast tego formułuje pytanie, które brzmi jak esencja całej książki:

„Najważniejszym pytaniem wydaje mi się to, jak najlepiej przeżyć czas, którym dysponujemy”.

Może więc nie chodzi o to, żeby przeżyć bez lęku. Może chodzi o to, żeby mimo lęku być bliżej życia. Powiedzieć komuś, że go kochamy. Zostać chwilę dłużej przy rozmowie. Zapytać naprawdę, a nie tylko z grzeczności. Pozwolić sobie czasem nie mieć odpowiedzi. I być obecnym, kiedy druga osoba potrzebuje, żeby ktoś po prostu z nią był.

Bo Godzina serca jest książką o psychoterapii, ale im dalej w nią wchodzimy, tym bardziej okazuje się książką o czymś znacznie bardziej uniwersalnym: o tym, jak trudno i jak bardzo potrzebujemy spotkać się z drugim człowiekiem naprawdę. I być może właśnie dlatego warto ją przeczytać.

Polecenie redakcyjne

Udostępnij