Lifestyle

„Nie myśl sobie, że teraz będziesz szczęśliwa”, czyli co twój parter chciałby ci powiedzieć, kiedy już się rozstaniecie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 stycznia 2017
Fot. iStock/aydinmutlu
 

Dawno temu, w naszej galaktyce :), powstała strona internetowa, na której można było anonimowo „nawrzucać” swojemu byłemu partnerowi bądź partnerce, wylać swoje żale i wyrzucić ze swojego wnętrza garść negatywnych emocji, okraszonych sporą dawką „jadziku”. Istny Hyde Park dla tych, którzy nie mogą sobie poradzić z rozstaniem. I mimo, że w założeniu skierowano ją przede wszystkim do kobiet, szybko okazało się, że największym powodzeniem cieszyła się wśród… mężczyzn. Po kilku miesiącach projekt zakończono, ale w tym okresie funkcjonowało już kilkanaście innych, stworzonych w podobnym celu: powiedz, to co czujesz i zamknij ten etap. 

Wśród postów, który zaczęły bardzo szybko wypełniać treść pierwotnej strony, pojawiały się:

♥ takie, które dowodziły, że raczej nie poprzedziło ich „rozstanie z klasą”:

„ I tak nigdy cię nie kochałem, bo jesteś zimna i nie potrafisz przyznać się do błędów, ani pracować nad związkiem. Oddaliliśmy się od siebie miesiąc po tym, jak zaczęliśmy być razem, a ty zdradzałaś mnie z kim popadnie.”

„ Zabrałaś mi wszystko, dom, moją kolekcję szkiców, a nawet psa.”

„Wyprowadziłeś się jak tchórz, po cichu, bez honoru i bez klasy, o zdradzie dowiedziałam się od naszych przyjaciół! Nie jesteś mężczyzną.”

„Masz mi oddać wszystkie pieniądze, które zabrałeś z mojego domu odchodząc, albo zgłoszę sprawę na policję.”

„Nie miałeś nawet tyle odwagi, żeby mi powiedzieć, że chcesz się rozstać, wysłałeś tu swoją matkę!”

 ♥ takie, które zdradzały powód rozstania:

„Mam nadzieję, że ona też cię rzuci, jak tylko się zorientuje, że jesteś nierobem, który nie potrafi nawet ugotować herbaty, nie przypalając wody w czajniku.”

„ Gdybym wiedziała, że przelecisz nawet naszą terapeutkę, nie zadawała bym sobie tyle trudu by ją znaleźć.”

„ Nigdy nie miałaś dla mnie czasu, więc znalazłem kogoś, kto sprawił, że poczułem się ważny i kochany.”

„ Nie zerwałeś pępowiny mamusi i nigdy jej nie zerwiesz, oboje jesteście nienormalni.”

♥ takie, które miały na celu wyrzucenie z siebie negatywnych emocji (pomijamy te wulgarne, „dziwne” i zawierające grozby):

„Nie myśl sobie, że teraz będziesz szczęśliwa.”

„Jesteś podła, wredna i brzydka, nienawidzę cię.”

„Kłamałem, kiedy mówiłem, że twoje wiersze są piękne, są tragiczne”.

„Mam nadzieję, że już zawsze będziesz sam, dobrze ci tak”.

„Ty obrzydliwy, męski szowinisto, kiedy o tobie myślę, chce mi się wymiotować”.

„W łóżku byłeś beznadziejny, nic nie potrafisz, nie wiesz nic o kobietach, wszytskie orgazmy udawałam.”

♥ takie, które miały na celu poprawienie sobie nastroju:

„ Z wiekiem robiłeś się coraz bardziej obwisły i coraz gorszy w łóżku, dobrze się stało.”

„Jesteś bardzo podobna do twojej matki, a ja i tak nigdy jej nie lubiłem.”

„I bardzo dobrze, teraz będę miał więcej czasu na rower.”

„Ty  i tak nigdy nie będziesz szczęśliwa, bo nikt nigdy nie spełni twoich wygórowanych oczekiwań.”

„Z wiekiem jesteś coraz brzydsza.”

„Jestem ciągle młoda, piękna, jestem silna i wartościowa. Zasługuję na kogoś lepszego niż ty.”

Źle się to czyta, prawda? Ale nie traćcie nadziei. Z czasem zaczęły się pojawiać również takie posty, które przywróciły autorce strony wiarę w ludzi.

Oto kilka z nich:

„Przepraszam, że nie zrobiłem wszystkiego, by cię zatrzymać. Dziękuję, za te wszystkie lata, które mi dałaś”.

„Zawsze pozostaniesz w moim sercu, zawsze będziesz częścią mnie”.

„W którąkolwiek pójdziesz stronę, bądź szczęśliwa.”

„Jesteś wspaniałym facetem, życzę ci wiele szczęścia z twoją ukochaną”.

„Dziękuję ci za nasze piękne, wspaniałe dzieci.”

„Nie wyszło nam, trudno. Chcę, żebyś zawsze pamiętała, jak bardzo jesteś wyjątkowa”.

Kiedy kończy się miłość, związek, relacja, która wypełniała całe nasze życie, trudno powstrzymać emocje na wodzy. Cokolwiek teraz czujesz, gdzieś na świecie jest ktoś, kto czuje i myśli tak jak ty…

 

 


Lifestyle

W tej historii nie ma katów, nie ma zbrodniarzy, maltretujących swoje dzieci. Jest ciężkie życie, zbyt ciężkie dla dorosłego

Anika Zadylak
Anika Zadylak
20 stycznia 2017
Fot. iStock / Imgorthand
 

Dzieciństwo to huśtawka aż do nieba i piaskownica, w której jedyna wojna, to ta o wiaderko. To latawiec puszczany na łące za domem i rower, w którym tata naprawi zepsuty łańcuch. I jeszcze bajki, czytane przez mamę i taplanie się w kałuży, gdy rodzice nie widzą. Dzieciństwo to czas, w którym nie trzeba przejmować się niezapłaconymi rachunkami, pustą lodówką i debetem na koncie. Gdzie noc zapowiada kolorowe sny,a świt, grzanki z miodem i szkolny autobus. To czas beztroski, radości i braku znajomości znaczenia słowa „martwić się”. To obdrapane kolano, pierwsza szkolna miłość i marzenia o koncercie swojego idola.

Dominik ma 10 lat i niczym nie wyróżnia się od swoich rówieśników. Jest chyba nawet nieco wyższy, niż jego koledzy. Jest też dużo smutniejszy, ma bladą cerę i często powtarza, że życie jest trudne. Tak, ten dziesięcioletni chłopiec, mówi też, że nie chce żyć. Wokół jego szyj widnieje duża, sina bruzda. To od sznura, na którym kilka tygodni temu, usiłował się powiesić. Bo miał za sobą ponad 10 lat, ciężkiego życia, które nie miało  nic wspólnego z dzieciństwem.

W miejscowości, w której o mało nie doszło do tragedii, wszyscy twierdzą wspólnie, że nie wiedzą dlaczego  Dominik to zrobił.

– Pani, to zwyczajna rodzina jest. No fakt, ciężko im, bo to jeden syn zmarł na raka dwa lata temu a z nieuleczalną chorobą, zmaga się też pan Romek, tata Dominisia. Bieda jest, aż piszczy, ale czysto i schludnie. Ten mały zawsze taki zadbany, dopilnowany, kanapki do szkoły miał i książki na czas. My się sami nieraz dziwiliśmy, jak oni sobie radę dają, przecież ciągle pod górkę.  Ale chłopiec  grzeczny jest bardzo, cichy, spokojny. Zawsze mówił dzień dobry i odpowiadał, jak się go zagadało. No fakt, z dzieciakami z podwórka to on się nie bawił za często, chyba wcale. I może faktycznie, tak cichutko mówił, jakby osłabiony był. Ale na pewno, tego jesteśmy pewni, nikt mu ani tam w domu,  ani nigdzie krzywdy nie robił.

Bliska sąsiadka rodziny Dominika, podkreśla stanowczo

– Matka całe dnie harowała, żeby dom utrzymać i koniec z końcem związać. Nie raz widać było światło w kuchni, aż do nocy się paliło. Pytałam ją nieraz, czy Romek, mąż jej się źle czuł, że nie spała. A ona temu małemu rzeczy cerowała albo szyła nowe, żeby się z niego w szkole nie śmiali. Jej mąż to też dobry chłop jest, tak na pogrzebie pierwszego syna płakał, mało mi serce nie pękło. Teraz jak to wspominam, to łzy się do oczu cisną. W Dominika zapatrzony jest, zresztą ona też, najważniejszy dla nich jest. To  chyba takie normalne, że my rodzice byśmy dla swoich dzieci zrobili wszystko, wszystko oddali i poświęcili. Ja sama teraz po nocach nie śpię, swoją córkę pilnuję, żeby i jej coś takiego do głowy nie przyszło. Wypytywałam ją trochę, czy może mu ktoś w klasie nie dokuczał, to patrzyła na mnie z wyrzutem, bo Dominik to fajny kolega. Zawsze się z każdym podzielił, do nauczycieli nie pyskował, długopis pożyczył. Chłopcy go wołali na mecze szkolne, mówili, że najlepszy bramkarz jest, że każdy go w drużynie chciał mieć. Boże drogi, taki dzieciak. Skąd on wiedział, że line tak trzeba zawiązać, że w ogóle coś takiego zrobić. Pani sobie wyobraża co ta matka czuła, gdy weszła nad ranem do jego pokoju? Na kaloryferze się powiesił, na takiej lince co do prania. Jak go wynosili, z karetki pielęgniarz aż się trząsł. Łzy mu leciały jak grochy, dorosły facet, a nie mógł się powstrzymać. Taki mały dzieciak, tyle problemów rodzicom narobił, bo ich teraz przecież prokurator szarpie. Ale nawet te panie z MOPS’u bronią tej rodziny, przecież tam bywają często, widzą jak jest. Może go coś opętało? Nie chcę tu domysłów snuć, bo to straszna tragedia dla matki i ojca. Chyba największa, kiedy twoje dziecko żyć nie chcę i samo się na to życie targnie. Może tym bratem starszym, co im umarł się tak przejął? Może w tych internetach, coś wyczytał. Kto to wie. Najważniejsze, żeby zdrowy do chałupy wrócił. Oni się już dość tam wszyscy całe życie wycierpieli.

Dom, brak pracy, choroba w rodzinie a czasem śmierć, problemy finansowe, to rzeczy, które się po prostu się dzieją. Żyjemy w bardzo niepewnych czasach, samo staranie się niekiedy ponad siły,  zwyczajnie nie wystarcza. Jesteśmy rodzicami, którzy muszą zrobić wszytko, żeby nasze dziecko miało co zjeść, żeby nie marzło zimą, żeby było na leki, kiedy się rozchoruje.

To, o czym tak łatwo się mówi, jest nierzadko zbyt ciężkie do wykonania. Zaczynają się problemy ze snem, czasem jakaś sprzeczka, bo nerwy z bezsilności po prostu puszczają. I wydaję nam się, że jeśli czegoś nie mówimy głośno, kiedy coś skrzętnie ukrywamy, to jest niezauważalne. Że tego nie ma, że nikt nie ma prawa tego dostrzec. A najgorsze jest to, że pozwalamy sobie myśleć, że kilkuletni dzieciak, niczego nie rozumie. Nie pojmuje, że rodzice, zmagają się ze strasznymi problemami.

Dzieci widzą i czują mocniej, niż niejeden dorosły człowiek. Nie rozumieją tego, co się w okół nich dzieje, ale to zauważają. Boją się i nikomu o tym, nie mówią. Zaczynają myśleć, że są winne, że gdyby ich nie było, nie byłoby też połowy zmartwień. Nie mówią nikomu nic, żeby nie dokładać, żeby jeszcze dodatkowo nie obciążać…

I choć bardzo starają się być „dorosłe” nadal są tylko dziećmi.

Niemożliwe jest to, żeby potrafiły podnosić ciężar, jakim właśnie  jest dorosłość i macierzyństwo. Czują się samotne, zagubione, nawet niechciane, choć nikt nigdy im tak nie powiedział. Myślą, że ich odejście, przyniesie ulgę, że tylko tak mogą pomóc.

Dominik przebywa w dziecięco-młodzieżowym szpitalu psychiatrycznym. Jest skryty  i nad wyraz  grzeczny. Bardzo mało mówi, wygląda przez okno bo wie, że niedługo przyjadą ukochani rodzice. I gdy widzę ich powitanie, to jak rzuca im się na szyję, jak ojciec chłopca podnosi go do góry drżącymi rękami i całuje, już wiem, że w tej historii nie ma katów. Nie ma zbrodniarzy, maltretujących swoje dzieci. Jest ciężkie życie, zbyt ciężkie dla dorosłego. A nie do przejścia wręcz, dla małego chłopca, który zamiast beztrosko grać w piłkę, codziennie patrzy na zmagania rodziców.

Dzieci z podobnymi problemami, jak chłopiec z siną blizną w okół szyi, jest w tym ośrodku znacznie więcej. Mają podcięte żyły, są po płukaniu żołądka, po zażyciu zbyt dużej ilości leków nasennych, mają blizny na całym ciele, bo okaleczanie jest dla nich ucieczką. Lekarze tu pracujący, twierdzą, że samo leczenie i terapie niewiele pomogą, jeśli będą one musiały wrócić do domów, w których po tragedii nic się nie zmieniło. To rodzice, są najlepszym i jedynym lekarstwem. To przed nimi trudna walka o to, żeby ich dzieci, mimo wszelkich przeciwieństw losu, mogły po prostu nimi być.

Wychodząc z ośrodka słyszę skrawek rozmowy Dominika z tatą. Mówił o tym, że nie chce nowego roweru. Tylko żeby mama, przestała płakać w nocy.

 


Lifestyle

Dlaczego się zakochujemy? Jest 12 psychologicznych powodów

Karolina Krause
Karolina Krause
20 stycznia 2017
Fot. iStock

Zastanawiałyście się kiedyś, co sprawia, że pojawiają się nam wypieki na twarzy, czujemy motyle w brzuchu i zupełnie tracimy głowę? Lubimy wierzyć, że miłość ma w sobie coś z magii i nie da się jej wytłumaczyć, za pomocą logicznych argumentów. Na przestrzeni lat psychologowie starali się jednak uchylić rąbka tajemnicy i zrozumieć dlaczego ludzie się zakochują. Okazuje się, że istnieją naukowe powody, dla których się zakochujemy i można je podzielić na trzy główne kategorie: aspekt biologiczny, wpływ naszego wychowania na to, z kim się wiążemy i stopień w jakim zazębiają się osobowości partnerów.

Im bardzie pasujecie do siebie pod względem osobowościowym i im większa zbieżność między waszymi przekonaniami i wartościami, tym silniejsza będzie biologiczna reakcja organizmu, wzmacniająca rodzące się między wami uczucia.

12 psychologicznych powodów, dlaczego ludzie się zakochują:

Dopamina

Wydzielająca się w początkowych fazach związku dopamina sprawia, że czujemy się bardziej szczęśliwi i podekscytowani. Dopamina wprawia nas w dobry nastrój stymulując poszczególne części naszego mózgu. Wyostrza nasze zmysły i często wywołuje nadmierne pocenie. Przez nią widzimy świat w kolorowych barwach i wszystko staje się piękniejsze.

Testosteron

Tym co ośmiela partnerów i popycha ich w ramiona swojej wybranki, jest wydzielający się w trakcie zakochania testosteron. Zwiększa on pożądanie seksualne i dodaje odwagi, przez co chętniej podejmują się ryzyka i wykonują pierwszy krok.

Noradrenalina

Ten neurotransmiter w twojej głowie pomaga ci się skupić, dzięki czemu lepiej zapamiętujesz nawet najbardziej wnikliwe szczegóły na temat swojej sympatii. Może on także być odpowiedzialny za wiele nieprzespanych nocy.
Fenyloetyloamina

Jest kolejnym neuroprzekaźnikiem uaktywniającym się w trakcie zakochania. To on powoduje u ciebie te słynne zawroty głowy, ale może być także powodem braku łaknienia i depresji, jeśli związek nie przetrwa próby czasu.

Feromony

Wydzielane przez nas feromony mogą mieć wpływ na zachowanie osób w naszym bliskim otoczeniu. Nasz organizm instynktownie wyczuwa bowiem partnera, z którym potencjalnie moglibyśmy mieć zdrowe potomstwo. Odczuwamy więc większy pociąg by przebywać w ich towarzystwie.

Układ nagrody

Tym co sprawia, że na samą myśl o nowo poznanej osobie miękną nam kolana jest znajdujący się w naszym mózgu układ nagrody. Nagradza on nasze ciało wydzielając odpowiednie hormony szczęścia wtedy, gdy jest odpowiednio stymulowany. Ale może to robić także wtedy, gdy spodziewa się [szeroko rozumianej] zbliżającej się stymulacji.

Wychowanie

Wczesne lata naszego dzieciństwa uczą nas wielu kluczowych kwestii na temat relacji. Czego powinniśmy od nich oczekiwać, jak się w nich zachowywać i jaką rolę będziemy w nich sprawować. Te wczesne doświadczenia oddziałują potem na to w kim się zakochujemy. Jeśli na przykład mieliśmy despotycznych rodziców, na swoich mężów wybierzemy podobne osoby, bo jest to coś co znamy, z czym teoretycznie „jesteśmy w stanie sobie poradzić”.

Wiek rodziców w trakcie porodu

Co ciekawe lepiej reagujemy na tych ludzi, którzy znajdują się w podobnym przedziale wiekowym, w którym znajdywali się nasi rodzice, w momencie naszego urodzenia. Jeśli więc byliśmy późnym dzieckiem, prawdopodobnie chętniej zwiążemy się ze starszym partnerem.

Podobieństwo do rodziców

Pociągają nas faceci, którzy są podobni do naszych rodziców. Jeśli więc nasz ojciec był wysokim blondynem o niebieskich oczach, będziemy miały tendencję do zakochiwania się w blondynach o tym samym kolorze oczu.

Wewnętrzna triada

Psycholog Eric Berne jest zdania, że ludzie dobierają się na zasadzie dopasowania do ich wewnętrznej triady. Jak twierdził, u każdego człowieka występują trzy stany ego (zwane też stanami Ja): Rodzic, Dorosły i Dziecko. Rodzic to rzeczy, których nas nauczono, nasze wierzenia i wartości. Dziecko to wszystko to co dotyczy naszych uczuć, skupia się wokół radości płynącej z zabawy i przebywania w swoim towarzystwie. Dorosły to rzeczy, których sami się nauczyliśmy i koncentruje się na naszej ocenie inteligencji i zdolności partnera. Ludzie, którzy dogadują się między swoimi wewnętrznymi triadami, częściej tworzą długotrwałe i satysfakcjonujące związki.

Wzajemna troska

Każdego dnia wysyłamy sobie wzajemnie krótkie sygnały zabiegając o odrobinę uwagi ze strony naszego partnera. To jak na nie reagujemy może świadczyć o długości trwania naszego związku. Zaspokajając potrzebę uwagi naszego partnera pozwalamy mu bardziej się przed nami otworzyć, jeśli ją ignorujemy zakłócamy równowagę uczuć w związku, doprowadzając do jego upadku.

Atrakcyjność

Badania wykazały, że najbardziej atrakcyjne osoby są bardziej krytyczne w stosunku do wyglądu ich partnerów i są mniej zadowolone z ich wyglądu. Okazuje się bowiem, że częściej pożądamy osób, które są równie atrakcyjne co my sami. Ni mniej ni więcej, po prostu w sam raz dla nas. 🙂


Źródło:powerofpositivity.com


Zobacz także

Klasyczne poalkoholowe wpadki. Dziwne dzieją się rzeczy, kiedy przesadzisz…

Matko, masz w głowie tylko kupki, pieluszki i rzygi. A ja? Ja mam wolność

Ślub w w małym gronie. Miłość była widoczna na pierwszym miejscu. Czy tego spodziewalibyśmy się po Joannie Krupie?