Lifestyle

Nie możesz zerwać z nałogiem? Zamień papierosy na coś mniej szkodliwego. Trzy propozycje

Redakcja
Redakcja
9 września 2021
fot. itakdalee/iStock
 

Oczywiście idealnie byłoby nie korzystać z używek, ale nie zawsze i nie dla każdego jest to tak łatwe, jak brzmi. Pozostaje zastosować metodę pośrednią i zdecydować się na potencjalnie mniej szkodliwe dla naszego zdrowia rozwiązania.

Jeszcze nie tak dawno, bo zaledwie kilka lat temu, zdeterminowani, by rzucić papierosy, palacze do pomocy mieli plastry, gumy do żucia lub tabletki nikotynowe. Niestety nie sprawdzały się w każdym przypadku. Dziś palący nałogowo zyskali więcej możliwości – pojawiły się papierosy elektroniczne, a potem podgrzewacze tytoniu, na które według danych przeszło aż 57 procent konsumentów, którzy chcieli rzucić lub ograniczyć palenie klasycznych papierosów. Dopiero e-papierosy w znaczący sposób były w stanie zastąpić tradycyjnego papierosa, a także pomagały w rzuceniu palenia.

Zdecydowana większość badań międzynarodowych mówi jasno: e-papierosy i tzw. podgrzewacze tytoniu są potencjalnie mniej szkodliwe o około 90- 95 proc. w porównaniu do tradycyjnych papierosów. Nie zawierają one najbardziej toksycznych dla naszego zdrowia substancji smolistych.

Istnieje niestety wiele błędnych przekonań na temat alternatyw, którymi posiłkować się mogą palacze walczący z nałogiem. Jednym z najpopularniejszych mitów jest założenie, że wszystkie alternatywy są „papierosami elektronicznymi” , podczas gdy tak naprawdę wśród alternatyw jest wiele kategorii produktów. Wyróżnia się tu m.in. e-papierosy (tzw. vapour products) oparte na liquidach, produkty do podgrzewania tytoniu, a także saszetki tytoniowe, czyli najmniej szkodliwy spośród tych produktów.

e-papierosy

E-papierosy działają na zasadzie inhalatora – nikotyna dostarczana jest do organizmu w procesie odparowania specjalnego płynu, nie dochodzi tu więc do spalania tytoniu, a wydzielany aerozol ma znacznie mniejszą zawartość substancji toksycznych. W podgrzewaczach dochodzi (jak wskazuje sama nazwa) do podgrzania tytoniu, jak w tradycyjnym papierosie. Używanie e-papierosów, jako mniej szkodliwe od tradycyjnego palenia, uznały już 24 międzynarodowe organizacje, wśród których są instytucje zdrowia publicznego z Wielkiej Brytanii, Francji, Kanady, Niemiec, czy Australii. E-papierosy (jak np. dostępne rynku Vuse ePen) okazały się nie tylko skuteczne, ale też zdecydowanie mniej szkodliwe dla palacza. Zdaniem kilkudziesięciu instytucji zdrowia publicznego na świecie, redukują o 90-95 procent szkodliwy wpływ palenia na zdrowie, bo nie wydzielają dymu. A jak wiadomo, to właśnie dym jest odpowiedzialny za znakomitą większość chorób odtytoniowych.

podgrzewacze tytoniu

Na rynku poza e-papierosami, pojawia się coraz więcej alternatyw dla klasycznego papierosa, jak np. podgrzewacze tytoniu nowej generacji. Jak działają? Urządzenia tego typu nie spalają, a jedynie podgrzewają tytoń wysokiej jakości. Dzięki temu palacz doświadcza uczucia porównywalnego do tradycyjnego palenia, ale dostarcza swojemu organizmowi dużo mniej szkodliwych substancji. Do najnowszych rozwiązań tego typu należy glo hyper +. Urządzenie zostało gruntownie przebadane, do tej pory przeprowadzono na nim 44 testy behawioralne, 164 analizy chemiczne, 46 badań klinicznych i 75 testów określających wpływ na komórki organizmu.

saszetki nikotynowe

Umieszczone zostały na opracowanej przez naukowców tzw. skali obniżania ryzyka (przedstawiającej poziom ekspozycji konkretnych produktów na toksyny) jako mniej szkodliwe od wszystkich alternatyw dla tradycyjnych papierosów poza nikotynową terapią zastępczą, czyli wspomnianymi gumami i plastrami. Konsumenci od niedawna mają dostęp do nowego produktu na rynku – doustnych saszetek nikotynowych. Na polskim rynku można spotkać saszetki VELO, które umożliwiają dostarczenie nikotyny w różnych stężeniach, ale bez wytwarzania substancji smolistych, a także bez żadnych zapachów. I co najważniejsze – nie zawierają tytoniu. Jest to rozwiązanie prawie w 100 proc. mniej szkodliwe od klasycznych papierosów, o czym powinni pamiętać palacze, którzy szukają drogi rozstania z nałogiem. Wiadomo – najlepiej porzucić wszelkie używki, ale jeżeli wydaje się to zbyt trudne, warto postawić na potencjalnie mniej toksyczne rozwiązania – tym bardziej, że saszetek nikotynowych można używać dyskretnie, właściwie w każdym miejscu, bez szkody i dyskomfortu dla innych.

 

 

 


Lifestyle

Nowy rok szkolny. Dzieci płaczą, skarżą na hałas na szkolnych korytarzach. I wcale nie cieszą się ze spotkań z kolegami

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 września 2021
fot. MilosStankovic/iStock
 

Psycholog dziecięcy Agnieszka Gola zleca rzeczy proste – cierpliwość, wyrozumiałość i zachowanie spokoju. Mówi: – To naturalne, że maluch, który dopiero się do czegoś adaptuje, w domu wpada w furię i płacze. Nie dziwię się też, że uczniowie czują się teraz jak zombie. Też się tak czuję, kiedy idę do centrum handlowego przed świętami (śmiech). Podczas pandemii nasz układ nerwowy był mniej pobudzany, bo odcięliśmy go od wielu bodźców. Wszyscy potrzebujemy we wrześniu czasu na adaptację.

Oh!Szkoło: Pomóżmy dzieciom znów dobrze poczuć się w szkole. Akcja z nagrodami! ❤ 

1 września część naszych dzieci pobiegła do szkół jak na skrzydłach. Spragnione kontaktów rówieśniczych w końcu chcą być w grupie. Ale są też dzieci, które źle czują się w szkole i przedszkolu. Wracają do domu i płaczą. Jak je zrozumieć?

– Poprzedni rok dla wszystkich był pełen zmian. Te dzieci, które miały trudności w funkcjonowaniu społecznym i były bardziej nieśmiałe czy lękowe, mogą jednak dziś oceniać czas nauki zdalnej – jako bardziej dla siebie korzystny. One miały wtedy mniej stresujących wyzwań, rzadziej musiały wchodzić w interakcje społeczne i nie były wywołane na forum klasy do odpowiedzi. W domowym zaciszu czuły się pewniej. Zawsze też zostawała możliwość wyłączenia kamery w niekomfortowej sytuacji. Dlatego niektórym to „domowe życie” pozornie sprzyjało. Mówię jednak POZORNIE, bo izolacja pogłębiała trudności, zamiast rozwijać kompetencji społeczne. I to są te dzieci, które dziś najbardziej cierpią, płaczą po powrocie do domu ze szkoły.

Co my rodzice możemy robić? Czekać aż łzy same przestaną lecieć i aż dziecko przyzwyczai do szkolnej rutyny?

– Dla każdego z nas ta sytuacja jest nowa. A to, co nowe może budzić lęk i wymaga poznania. Dajmy więc sobie wszyscy do tego prawo. Uczniowie potrzebują czasu na adaptację, która nie polega na tym, że racjonalnie i szybko przetłumaczymy im, jak od dziś będzie wyglądało ich życie. Każde dziecko jest inne. Akceptujmy indywidualne predyspozycje do zmiany. Nie oczekujmy od wszystkich uczniów podobnych zachowań, to droga donikąd. Mózgi naszych dzieci na nowo muszą przyzwyczaić się do funkcjonowania w hałaśliwym otoczeniu rówieśników i do jasno wyznaczonych zasad nauczania stacjonarnego.

Myślę, że dziś mnóstwo dzieci po leniwych wakacjach i nauce on-line, utraciła swój dawny schemat, który dawał przewidywalność i poczucie bezpieczeństwa. Trudno się temu dziwić, bo przecież zdalne nauczanie trwało półtora roku, a to bardzo długo! Bądźmy wyrozumiali i cierpliwi. Dla części uczniów ten początek szkoły będzie trudny i przynajmniej kilka tygodni zajmie im przyzwyczajenie się na nowo do rzeczywistości.

A jeśli dziecko po powrocie z przedszkola płacze, wpada w furię?

– To naturalne, że maluch, który dopiero się do czegoś adaptuje, musi potem mieć swój wentyl dla ujścia emocji. Dam przykład. Często zdarza się, że w przedszkolu pani mówi mamie, że wszystko było super z jej synkiem, pięknie zjadł, ładnie się bawił, a w domu nagle… chłopiec zaczyna płakać, wpadać w złość lub histerię. To jest zupełnie naturalne odreagowanie. Dlatego punktem wyjścia jest zrozumienie, a następnie szukanie sposobów odreagowywania nadmiaru emocji i napięcia. Warto też zadbać o rodzica, aby miał on zasoby do odpowiadania na emocje dziecka.

Jakie „wentyle” pomagają dziecku odreagować emocje?

– Tu odwołam się do kreatywności rodzica i do znajomości własnego dziecka. To może być spacer, plac zabaw, wycieczka rowerowa, wyjście na lody, wspólne rysowanie, zabawa w szkołę czy inne przyjemne aktywności.

WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE! 

Co robić, jeśli młody uczeń nie chce wstawać rano?

– Na pewno nie pomaga przekonywanie go: „Nie wygłupiaj się, przecież będzie fajnie!” Zarówno my dorośli, jak i dzieci nie lubimy, gdy ktoś bagatelizuje lub umniejsza nasze uczucia i komunikaty. Każdy ma prawo do tego, by mu się czasem czegoś nie chciało. Możemy więc powiedzieć rano: „Rozumiem, że jest ci trudno wstać. Mnie też się czasami nie chce iść do pracy, też wolałbym dzisiaj pospać dłużej. Musimy jednak oboje przyzwyczaić się, że teraz tak już będzie. Obiecuję, że pośpimy sobie dłużej w sobotę i w niedzielę”.

Nastawmy budzik o 10 minut wcześniej, jeśli wiemy, że tak szybko nie dobudzimy wszystkich domowników do szkoły. To może być bardzo trudne, zwłaszcza w przypadku nastolatków, które mają zegar biologiczny tak nastawiony, że później zasypiają i później chcą wstawać.

Czy dzieci mogą też obawiać się kontaktów ze swoimi kolegami?

– Wracając do szkół, dzieci martwią się o swoje relacje rówieśnicze: „Czy moi koledzy zmienili się? Czy nadal będą mnie lubić? O czym ja w ogóle będę z nimi rozmawiać? A jak nie powiem nic mądrego?” To naturalne lęki, bo dla dzieci i nastolatków grupa rówieśnicza jest bardzo ważna, to dziki niej budują swoją tożsamość, akceptację i samoocenę. Zamiast bagatelizować i umniejszać takim zmartwieniom, warto by rodzic słuchał i mówił, że jeżeli czegoś nie znamy albo dawno gdzieś nie byliśmy, kogoś nie widzieliśmy, to naturalnie możemy czuć się onieśmieleni i niepewni. To da młodemu człowiekowi nową perspektywę myślenia – że nie tylko on mierzy się takimi zmartwieniami, a poczucie niepokoju i lęku dla wszystkich ludzi na świecie jest czymś naturalnym.

Nastolatków słuchajmy, wspierajmy i akceptujmy. Pytajmy, czego im potrzeba, albo co może im pomóc poczuć się lepiej. Młodszym możemy dać wskazówki – uczmy jak zainicjować rozmowę, np. zapytać nowego kolegę w klasie, co robił w wakacje? Dajmy znak, że jesteśmy obok gotowi wspierać. Po jakimś czasie poziom lęku u dziecka powinien spaść, bo przecież najbardziej boimy się tego, co nieznane i tego, co jest w obszarze naszych wyobrażeń. Później zwykle okazuje się, że nie było tak strasznie.

Rodzice opowiadają mi, że ich synowie i córki skarżą się też, że chodzą po szkole jak zombie. Ich organizmy odzwyczaiły się od świateł, bodźców i krzyków?

– Nie dziwię się, że uczniowie czują się teraz jak zombie. Też się tak czuję, kiedy idę do centrum handlowego przed świętami (śmiech). Podczas pandemii nasz układ nerwowy był mniej pobudzany, bo odcięliśmy go od wielu bodźców. Dzieci owszem dostarczały sobie więcej impulsów wzrokowych, bo dużo korzystały z komputerów, ale zaniedbaliśmy inne sfery, a szczególnie ruch. Maluchy przez wiele miesięcy funkcjonowały w dziwnym i nienaturalnym dla siebie otoczeniu. Młodsze dzieci uczą się głównie przez działanie, a ruch to ich podstawowa potrzeba rozwojowa. Wszyscy niezależnie od wieku potrzebujemy ruchu. Chociażby, żeby pobudzać produkcję norarenaliny, która odpowiada m.in. za motywację do działania. W porównaniu z domowym zaciszem środowisko szkolnych korytarzy jest mocno chaotycznym otoczeniem. Uczniowie biegają, ocierają się o siebie i krzyczą.

Taka ilość bodźców może szybko przestymulować wrażliwy układ nerwowy. Widocznym efektem tego będzie trudność ze skupieniem się, uczucie zagubienia i chaosu, rozdrażnienia, czy odreagowanie po szkole. Znowu odwołam się do tego, że dzieci potrzebują czasu, żeby nauczyć się na nowo funkcjonować w mocno stymulującym otoczeniu.

Chciałabym tym wywiadem dać rodzicom pakiet podstawowej pomocy, zwłaszcza jeśli ich dzieci wracają dzień w dzień ze szkoły zmartwione i zapłakane! Jak możemy pomóc rodzicom?

– Dla nas dorosłych sytuacja powrotu do pracy jest trudna, a jednak paradoksalnie, wiedząc o tym i tak mówimy swoim zapłakanym czy zniechęconym dzieciom: „Nooo daj spokój, wakacje się skończyły! Chodziłeś już do szkoły i przecież wiesz, jak to wygląda”. Spróbujmy założyć, że owszem powrót do dawnej rutyny jest czymś trudnym, ale jest też czymś przejściowym. Wspierajmy, mówiąc: „Widzę, że jest ci teraz trudno i że się martwisz. Co mogę dla Ciebie zrobić? Jak mogę ci pomóc w tym czasie” albo „Dawno nie byłeś w szkole, to naturalne, że możesz mieć różne obawy. Potrzebujesz czasu, żeby się przyzwyczaić”.

Porozmawiajmy z dzieckiem o tym, co dla niego jest trudne. Wyjaśnijmy, że to okres przejściowy, że nie tylko ono się tak czuje, dajmy nadzieję, że niebawem będzie lepiej i że my jesteśmy tuż obok.

Co możemy zrobić w domu dla naszych zestresowanych dzieci?

– Bądźmy wyrozumiali w tych pierwszych tygodniach, nie skupiajmy się na ocenach. Nie dokładajmy im w tym czasie kolejnych wyzwań i stresów. Nie zasypujmy nadmiarem obowiązków pozalekcyjnych czy nadrabianiem materiału szkolnego z poprzedniego roku. Niech nasze dzieci czują, że mogą zrobić tylko tyle, ile dadzą radę. Pokażmy, że interesujemy się, jesteśmy obok, ale nie przesłuchujmy ich, zwłaszcza jeśli nie mają ochoty opowiadać o swoim dniu w szkole. Warto też dawać im pole do rozwijania autonomii i pomału wdrożyć w obowiązki związane ze szkołą. Oczywiście młodszym możemy trochę pomóc, ale stopniowo wycofujmy się z brania odpowiedzialności za wszystko.

Nie wyręczajmy we wszystkim dzieci, zaufajmy ich możliwościom i dajmy im przestrzeń do zdobywania nowych doświadczeń i popełniania błędów. Taka postawa rodzica da dziecku poczucie mocy i paradoksalnie będzie sprzyjać minimalizacji stresu.

A jeśli kłopotem okaże się nadgorliwy nauczyciel, który chce na szybko sprawdzić wiedzę uczniów wyniesioną z lekcji zdalnych i straszy je sprawdzianami, nadrabianiem i klasówkami?

– O zgrozo! Nie chcę mówić, co nauczyciele powinni albo czego nie powinni, bo to są ich kompetencje i oni, znając swoją klasę, wiedzą często najlepiej, jak postąpić. Jednak chcę podkreślić, że wrzesień powinien być amnestią i adaptacją. We wrześniu fajnie by było zainwestować w działania integrujące grupę, żeby dzieci mogły porobić coś razem, lepiej się poznać i podyskutować o tym, jak się czują. Wrzesień powinien być czasem, by na nowo nawiązać więzi między sobą, ale też z nauczycielami.

Co mogą zrobić rodzice, gdy dziecko twierdzi, że do płaczu doprowadza go konkretny nauczyciel?

– Jeżeli rodzic widzi, że jego dziecko jest przytłoczone i że nie daje sobie rady, to zachęcam do tego, żeby porozmawiać na te tematy już podczas pierwszego zebrania w szkole. Nie czekajcie! Moim zdaniem największym autorytetem dla dziecka jest jednak jego rodzic. Jeśli sami zrezygnujemy z presji oceniania i sprawdzania, to ono będzie czuło, że ma w nas wsparcie, nawet jeśli nie podoła wszystkim wyzwaniom. Warto powtarzać: „To przecież nie oceny definiują człowieka!”

Może warto zmienić szkołę na mniejszą i na taką, która da radę funkcjonować nawet podczas czwartej fali pandemii? Rodzice twierdzą, że nie uniosą kolejnego zamknięcia szkół!

– Taka zmiana zawsze powinna być przemyślaną decyzją. Warto wziąć pod uwagę przede wszystkim funkcjonowanie emocjonalno-społeczne dziecka, jego relacje i zbudowane już przyjaźnie. Byłabym ostrożna ze zmienianiem dzieciom środowiska rówieśniczego i całego otoczenia, jeśli ono czuje się w nim dobrze. Uczniowie i tak mają teraz wokół siebie wiele nowych sytuacji, bodźców i wyzwań. Ale oczywiście wszystko zależy od indywidualnej sytuacji. Pamiętajmy jednak: jeśli dziecko adoptuje się teraz do jakiejś trudnej zmiany, to zadbajmy o to, by tych zmian było jak najmniej w tym samym momencie.

Ale czasem warto chyba zaryzykować?

– Jeśli uczeń nie odnajduje się w szkole, nie ma dobrych relacji rówieśniczych i uda nam się znaleźć bardziej sprzyjające środowisko dla jego temperamentu i wrażliwości, wtedy nowa szkoła może przynieść wymierne korzyści.

Kilku rodziców mówiło mi też, że po pandemii ich dzieci nagle boją się dotykać poręczy w sklepie i kredek w przedszkolu. Jak radzić sobie z lękami czystościowymi?

– Obserwować, jaki kontekst i wymiar mają takie „czystościowe zachowania”. Może są to postawy przejęte od rodziców, którzy nadmiernie zwracają uwagę na czystość w domu? Przecież dzieci uczą się przez naśladownictwo. A może to wynika, że dziecko doświadczyło choroby na covid kogoś ze swojego bliskiego otoczenia? Jeśli zauważmy, że młody człowiek bardzo stresuje się sprawami czystości, lub te czynności przybierają charakter obsesyjny, to zalecałabym wizytę u psychologa, który przyjrzy się trudnościom i zaleci odpowiednie działania wspierające.

Czy jest jakaś granica, kiedy rodzic nie poradzi sobie sam z płaczem i lękiem dziecka? Kiedy powinniśmy iść do psychologa?

– Kiedy czujemy już, że nasze domowe pomysły są niewystarczające – warto poprosić o konsultację specjalistę. Fachowa wiedza o tym, jakie zachowania są adekwatne do danego etapu rozwoju lub sytuacji, w której dziecko się znalazło, bardzo rodzicom pomaga. To uspokaja. Gdy rodzic jest już w stanie przyjąć emocje dziecka, niejako „pomieścić je w sobie”, to zyskuje siły i łatwiej mu udzielić wsparcia. Dlatego zachęcam rodziców, aby opiekowali się sobą, własnym samopoczuciem i by nie bali się prosić o wsparcie dla siebie lub dziecka, gdy czują, bezradność albo po prostu mają taką potrzebę.


Agnieszka Gola

Psycholog dziecięcy, terapeuta dziecięcy, terapeuta SI. Absolwentka Wydziału Psychologii Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej ze specjalnością Psychologii Klinicznej. Specjalizuje się w psychologii rozwoju dziecka. Od 2009 roku prowadzi terapię psychologiczną dzieci z problemami rozwojowymi (w tym z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu), nieharmonijnym rozwojem, problemami w sferze emocjonalnej i społecznej. Pracuje z rodzicami udzielając konsultacji psychologicznych oraz poradnictwa wychowawczego. Jest certyfikowaną terapeutką integracji sensorycznej. Założycielka Pracowni Rozwoju ETAPY w Warszawie.

Agnieszka Gola



Zobacz także

„Fajny facet” nie musi być dobrym człowiekiem, wybieraj mądrze

Fryzjerskie sztuczki, dzięki którym będziemy codziennie wyglądać jak po wizycie w salonie

ANTYPorada: Jak skutecznie zepsuć Dzień Dziecka naprawdę drogim prezentem