Lifestyle

Nie jestem już dzieckiem! Dlaczego u licha chowam się w toalecie przed własną matką?! „Rodzice są za starzy, by ich wychowywać”

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
22 października 2015
Fot. iStock/AkilinaWinner
 

Jest niedziela, piękne nadmorskie miasto, obiad u mamy.  Przyszło parę ciotek. Gdzieś w połowie obiadu uciekam do łazienki. Stamtąd piszę rozpaczliwe SMS-y  do koleżanek z pracy. „Chwila i zwariuję. Zabierzcie mnie do mojej codzienności. Ciotka A. mówi, że nie powinniśmy mieć domu, bo kto będzie nam kosił trawnik i to tyleeee roboty,  ciotka B., że po co nam pies, ciotka C…. aaaaa. Ratunku, zaraz zabije je wszystkie. Nie wspominam o mamie, która poucza mnie w kuchni: „Bądź miła dla A., zapytaj B. o coś tam”. I nieustanne: „Kochanie, ty tak dużo pracujesz”.

Koleżanki współczują,  piszą:  „Rozumiemy, też tak mamy”. „Dłuższy pobyt z rodzicami to grozunia, koszmarek, wracaj już”. Albo:  „Jak tak źle, siedź sobie w tej toalecie jeszcze z godzinę. Możesz być w końcu chora, prawda?”.

Uff. Na szczęście niedziela się kończy. W drodze do domu, w samochodzie włączam głośno muzę (nikt mi nie mówi, że to wrzaski – chociaż jadę z Synem i Mężem), bałaganię (nikt mnie nie poucza) i w ogóle robię, co chcę. Oddycham z ulgą. A potem zaraz myślę. WTF? Jestem dorosła już od dawna, czemuż to zachowuję się jak nastolatka, która musi przed naukami starszych  zamykać się w łazience?

„Z moją mamą to jest jeszcze gorzej”, wyznaje przyjaciółka (36 lat, dwoje dzieci, bardzo zaradna i samodzielna). „Przyjeżdża do mnie i od początku teatralnie wzdycha. „Jesuuuuuu, jaki tu bałagan. Jak ty tak możesz żyć? Nie przeszkadza ci to?”. „Co te dzieci jedzą na śniadanie? Naprawdę TYLKO kanapki im dajesz? Ech…. ci dzisiejsi rodzice…”.

Przysięgam, u przyjaciółki nie ma żadnego bałaganu, przyjaciółka ogarnia dzieci i można powiedzieć o nich sporo, ale na pewno nie to, że chodzą głodne lub jedzą byle co. „No i wiesz, mama potem jest u mnie tydzień, sprząta, gotuje, zadręcza mnie, a ja po prostu nie mam sumienie być dla niej niemiła”.

Inna opowiada, że mama jest najgorszym sędzią jej macierzyństwa: „Dlaczego moja wnuczka jest tak lekko ubrana?” – pytanie zawisa w powietrzu i wisi sobie tak chwilę, bo przecież mama nie oczekuje szczerej odpowiedzi, która brzmiałaby mniej więcej tak: „Bo JA matka uważam, że jest dość ciepło. Poza tym twoja wnuczka umie już mówić. Nie sądzisz, że powiedziałaby, że jest zimno?” Nie, taka odpowiedź nie zadowoliłaby rodzicielki. Bo przecież mama tak naprawdę chce powiedzieć: „Ubierz ją, do cholery! Wiem lepiej od ciebie”. Mama „wie lepiej” różne rzeczy: jakie dziecko powinno mieć włosy, na jakie zajęcia dodatkowe chodzić, o której iść spać. Uff.

I naprawdę wielu z nas nie ma rodziców potworów, nie ma potworów ciotek. Oni to wszystko robią z TROSKI ( brr, przeklęte słowo).

Z TROSKI czepiają się: naszej kobiecości („Kochanie, co to za sukienka?”), związków („Hmm, i naprawdę do ten?”), macierzyństwa (o, gdybym zaczęła o tym pisać, nie skończyłabym do wieczora), pracy (za dużo pracujesz, za mało, za dużo zarabiasz, za mało”), wyborów (domów, mieszkań, podłogi, parapetów, kuchni etc, wakacji etc).

Jedna moja koleżanka, psycholog mawia: „Ale co ty się przejmujesz i na siłę udowadniasz swoją rację? Co to jeden obiad? Kilka dni? Odpuść, uśmiechaj się, przecież wiesz co robić. Rodzice są za starzy, by ich wychowywać”.

Wróćmy do sceny z obiadu.

Ciotka: Nie powinniście mieć domu, to tyle pracy, nie macie czasu… (ocena, jej opinia)

Zainteresowana: Ciociu, to TY uważasz, że nie powinniśmy mieć domu, bo to tyle pracy. JA uważam inaczej.

Niby – według psychologa– odpowiedź dobra, bo wyrażamy własne zdanie. Oddzielamy fakty od opinii ciotki. Z drugiej strony zaraz może pojawić się milion pytań i pretensji ze strony ciotki („Oczywiście, że uważasz inaczej, nigdy nie byłaś odpowiedzialna, ja znam się lepiej, w końcu tyle przeżyłam”), atmosfera się pogorszy i… po co to? Ech, po co?

Czy nie lepiej się uśmiechnąć i to zbagatelizować. Niech sobie ciocia (mama, babcia, tata, każdy) myśli, co chce. Przecież WY wiecie lepiej, co jest dla was dobre. To jest tak oczywiste, że po co w ogóle o tym mówić. A mamy żyć lekko, a nie w napięciu, prawda?

Może gdyby każdy z nas wziął sobie do serca rady mojej koleżanki psychologa, nie byłoby takiego stresu podczas rodzinnych obiadów, kolacji etc… No cóż, rodzice i osoby od nas starsze myślą, że wciąż jesteśmy dziećmi, my wiemy, że tymi dziećmi nie jesteśmy. Jak tu znaleźć stałe porozumienie?

I tak się można mądrzyć, mądrzyć dopóki sami jesteśmy w roli córek i synów.

Dość zaskakujące to uczucie, gdy nagle… (oj długo to wypieramy) widzimy, że sami pouczamy swoje dzieci.Dlaczego ty NIGDY?”, „Czy to takie trudne”, „Jak można mieć w pokoju taki bałagan, czy tobie to nie przeszkadza?”. Auć. :). Jeśli ktoś bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.

Ja chyba przeproszę się z mamą i ciotkami, bo wczoraj darłam się na syna: „Czy to takie trudneeeeeeee nauczyć się matematyki”. Dobre, doprawdy. Jakbym sama była matematycznym talentem. To ja chyba następnym razem powiem mamie, że ma rację. Niech będzie jej dobrze i przyjemnie:) Niech czuje się ważna. Może za 30 lat moje dziecko też mi pozwoli tak pomarudzić i wybaczy męczące wtrącanie. Przecież ja to będę robiła z TROSKI. Może nie będę miała za wiele do roboty poza pouczaniem jego, partnerki, dzieci… (o ile będzie je miał. Ale błagam, błagam o jedno. Niech Bóg mnie chroni przed zadaniem pytania: „Ale dlaczego nie masz dzieci, chciałabym już zostać babcią”).

Kochajmy swoich rodziców, wybaczajmy im pouczania. I nie pouczajmy swoich dzieci.

Ot taka myśl na środę.


Lifestyle

Rezygnować z podróży, nie kochać, nie zmieniać się. 20 rzeczy, których nie wypada robić przed siedemdziesiątką!

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
26 października 2015
Fot. iSTock / kieferpix
 

Wpadł mi niedawno w ręce tekst. „Po trzydziestce nie wypada”. Słowo, zgubiłam gdzieś dystans. Nie wypada? Przeczytałam więc tekst dokładnie, bo może nie wypada nienawidzić na przykład, ranić innych, wygłaszać teorie na każdy temat. Ale skąd. Nie wypada położyć się bez makijażu (WTF?), za bardzo krzyczeć,  mieć nieprzespanej nocy ( z powodu alko) i…. Nie twierdzę, że to jakiś prestiż mieć nieprzespaną noc z powodu procentów, ale czy trzydziestka to jakaś magiczna data po której nasze ulubione słowa powinny brzmieć: burka, grób, koniec?! Auć!

A gdyby tak to odwrócić? Są rzeczy, których nie wypada robić przed…. hmm, powiedzmy siedemdziesiątką. Nie wiadomo czy po siedemdziesiątce wypada, ale wcześniej – nigdy w życiu. NIGDY. Nie, nie po to, żeby ktoś uważał, że jesteśmy dobrze wychowani tylko, żeby nam było łatwiej, milej, szczęśliwiej. I ludziom, którzy żyją obok nas również. Żeby mieć energię, moc i po prostu radość!

Tak więc zupełnie nie wypada:

1. Używać fraz: „nigdy się nie zmienię”, „starych drzew się nie przesadza”. Może naprawdę starych nie, ale średnie a i owszem.

2. Za dużo wspominać. Snuć przeszłe opowieści,  wyświetlać nieustannie jakieś filmy w głowie i nie mieć przez to czasu na nowe. Będzie na to czas w bujanym fotel (o ile się w taki kiedyś zaopatrzymy).

3. Mówić: „Nigdy już sobie nikogo nie znajdę”. Smętnie to brzmi. Są kobiety, które wielką miłość znalazły grubo po pięćdziesiątce (znam osobiście bardzo dobrze).

4. Używać zwrotu: „Bo w życiu mi nie wyszło”. Może coś nie wyszło, ale nie w całym życiu, bo ono jeszcze przed nami.

5. Budzić się i od razu stwierdzać: „nie chcęęę tego dnia”, albo „boli mnie tak strasznie głowa”, „okropnie się czuję”. No czasem można, jak jesteśmy chorzy można, ale, żeby prawie codziennie?  Męczące to nie tylko dla nas, ale też dla tych, z którymi się budzimy. Albo spotykamy w pierwszych godzinach naszego dnia.

6. Twierdzić: „Za stara jestem na tę sukienkę”, „No nie wypada kupić mi takiej kurtki”. WTF? Oczywiście, nie musimy biegać w różowych sukienusiach w zielone grochy z kokardą na głowie, ale cała reszta….

7. Rezygnować z podróży. Bo za drogo, bo za daleko, bo po co. Wyjątek: ludzie, którzy szczerze nie znoszą podróżować.

8. Mówić: Ech, nigdy już nie schudnę, za stara jestem, przemiana materii nie ta. Komuś może się nie chcieć schudnąć, to może być trudne. Ale móc to on może z pewnością. I po co rozsiewać energię niemocy?

9. Twierdzić: uniesienia już za mną, seks jest przereklamowany. Zawsze jak to słyszę z ust kobiet, które jeszcze nie umierają – dziwnie się czuje. Jak można tak świadomie rezygnować z tak pięknej i mocnej sfery życia. No chyba, że ktoś jest oziębły seksualnie. Ale to się zdarza rzadziej, niż myśli.

10. Myśleć: „Nic nie osiągnęłam”, „Nie zrealizowałam się zawodowo”. Nigdy nie jest za późno, żeby coś osiągnąć.

11. Uważać, że za późno jest na naukę. Na studia, na zgłębianie tajników nowoczesnej techniki, na języki.

12. Niekonstruktywnie bać się śmierci. Drżeć, wyobrażać sobie, zadręczać i … nie badać się.

13. Zwalać wszystkie obowiązki na nianię, panią do sprzątania. Nie, to nie znaczy, żeby ich nie mieć. Ale słabe jest, gdy mamy dwie ręce, nogi, siłę, zalegamy na kanapie, na manicure, a ktoś na kolanach szoruje nam podłogę.

14. Być niemiłym dla ludzi, którzy mają mniej pieniędzy, są niżej w społecznej hierarchii. (po siedemdziesiątce też nie wypada, ale można to  chyba łatwiej wybaczyć, bo może ktoś ma demencję starczą? Albo jest ciężko chory?)

15. Nie czytać książek. Bez komentarza nawet.

16. Zanudzać innych opowieściami o sobie. J.w..

17. Konfabulować. Snuć historie o kochankach, powodzeniu, urodzie, które nie mają nic wspólnego z prawdą (paniom po 70-tce można to naprawdę wybaczyć).

18. Interesować się zanadto życiem innych (kiedyś to może nie będziemy mieli nic innego do roboty).

19. Nie pracować nad sobą i zatruwać innych swoją frustracją. Nie chcesz zmieniać swojego życia, nie zmieniaj – ale nie męcz żalem innych.

20. Nie mieć dystansu. Do tekstu powyżej również:).

P.S: Ten poniedziałek będzie miły, mimo wszystko. Przed siedemdziesiątką, doprawdy, nie wypada snuć katastroficznych wizji.  Nawet jeśli…. Ech, nie wypada o tym mówić.

P.S 2: Przepraszam wszystkich ludzi po siedemdziesiątce. Tak, wiem, to może jest dość tendencyjne. I wy czujecie się tak samo urażeni, jak ja byłam urażona po przeczytaniu tekstu:  „Czego nie wypada po trzydziestce”.


Lifestyle

„Kochana, nie wierz, że on cię nigdy nie porzuci… Ale też nie przejmuj się tym zanadto”. Słowo starszej kobiety do młodszej

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
20 października 2015
po czym poznać kiepskiego kochanka
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain

Być może jestem twoją szefową, sporo starszą siostrą, koleżanką. Podziwiasz, bo robię karierę albo jej nie robię, ale to jest mój wybór na który ciebie jeszcze nie stać, bo podążasz tam gdzie większość.  Żyję jak chcę. No prawie. Mam dzieci, o których ty marzysz, mieszkanie, w którym chciałabyś mieszkać. Mam też doświadczenie. Czasem sporo radości w sobie, czasem mniej. Bo w każdym moim działaniu jest jakieś planowanie. Bo nie stać mnie: „na jakoś to będzie” i bardziej myślę niż czuję. Przynajmniej staram się.

Widzę cię. Roześmianą i taką pewną. Właśnie planujesz swoje fajne życie. Mówisz ze stanowczością, nie znosisz sprzeciwu, często krzyczysz. Nie rozstajesz się z „zawsze” i „nigdy”. Nigdy nie przebaczysz mężczyźnie znudzenia, zaniedbania, zdrady. Przyjaciółkom nielojalności, sobie straconych szans, nadwagi, niedowagi, a przede wszystkim zwyczajności. Zwyczajności w dzieleniu losu. No ba, jesteś inna. Twój związek będzie inny, praca, dzieci…. Przecież ty sama jesteś Inna. Inna niż wszystkie twoje rówieśniczki, oczywiście.

Tak mocno kochasz i tak gwałtowanie nienawidzisz. Dusisz się w szarości, gdzie ja wiję sobie spokojne życie. Z tej  perspektywy „starości” patrzę na ciebie i bolą mnie oczy od samego obserwowania tego tańca.

No cóż, też tam byłam, tam mieszkałam. Stamtąd planowałam życie. Nie chcę pozbawiać cię tej radości z poczucia wyjątkowości, ale opowiem ci gdzie najprawdopodobniej dotrzesz. Ech, miło by było gdybyś się przy tym nie poobijała zanadto, dlatego właściwie o tym piszę, bo choć na początku pomyślisz, że naprawdę zwariowałam i  głupoty wypisuję – to potem może przeczytasz raz jeszcze i uznasz, że to jednak nie był monolog wariatki.

1. Nie ufaj za bardzo mężczyznom

Tak na wszelki wypadek. Nawet jakby on nie był wspaniały i jak wiele obiecywał. Nawet gdy będziesz miała z nim plany, dom, dzieci, koty, rybki, psa, wspólne konto i wakacje. Nawet jak jesteś go pewna i  bardziej niż pewna…. to – to jednak nie ufaj tak do końca. I nie każ mi tego tłumaczyć scenami i obrazkami, po prostu: odrobina dystansu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. No a jeśli już koniecznie musisz wiedzieć to – porozmawiaj z rozwódkami.

Nie przesadzaj jednak w drugą stronę, gdy ktoś cię zrani – niechęć do mężczyzn, wrzucanie ich do worka pt. „zło” bardziej zniszczy ciebie niż kogoś innego.

2. Nie ufaj za bardzo kobietom

Są najwspanialszymi przyjaciółkami, szefowymi, koleżankami, ale…. czasem nie są. Albo przestają nimi być. Kochaj je z dystansem. I zgodą, że mogą cię zawieść. Nie, oczywiście, że nie wszystkie. Ale któraś pewnie tak. Lepiej wiedzieć to od razu, niż potem się dziwić:)

3. Nie ufaj za bardzo sobie

Że sama nie zawiedziesz, nie zranisz, nie odejdziesz. Nie oślepi cię, choć na chwilę, chęć kariery, awansu, czy czegoś o czym jeszcze nie masz pojęcia. Nie zrobisz czegoś źle, nie zawalisz. Zrobisz to. Prawie na pewno. I cóż z tego? No nic takiego.

4. Nie przywiązuj się tak do planów

Tak, tak znam teorie coachów. Dzięki planom osiągniesz sukcesy, zbudujesz dom, będziesz miała miłość i…. i tak dalej. Ale lepiej od razu pomyśl: plany planami, a życie się toczy. Nie, nie twoją drogą. Swoją zwykle.

5. Macierzyństwo lub jego brak często cię zaskoczy

Ech, trudno mi  ten punkt tłumaczyć. Ale przypomnij go sobie, gdy już zostaniesz matką, albo świadomie zdecydujesz, że nie chcesz nią zostać.

6. Nie mów, że będziesz inną matką niż twoja mama

Bo tego  nie wiesz. Patrz punkt. 4. A nawet jeśli będziesz zupełnie inna to… no cóż, nie znaczy, że idealna. A raczej prawie na pewno nieidealna. Więc najlepiej w ogóle nie rób sobie ciśnienia. Starać się to jedno, drugie to kurczowo trzymać się wyobrażeń i wariować, że się ich nie spełnia.

7. Opiekuj się rodzicami

Bo choć trudno ci w to uwierzyć, kiedyś zobaczysz ich w szpitalu albo chorych w domu. Zobaczysz ich pomarszczone szyje, ręce – namacalny dowód ich przemijania.

Zobaczysz, jak słabną i dotykają ich wszystkie objawy starości i choroby. Pomyślisz; „Boże, nie zauważyłam”. I nawet nie tylko o zauważanie chodzi. Boleśnie zdasz sobie też wtedy sprawę z twojego przemijania. Z błędów popełnianych, z rozmów nieodbytych i przebaczeń, do których nie miałaś głowy.

Zauważaj  więc prędzej, dbaj i wybaczaj. Człowiek się bardzo później obwinia. Po ci to? Tak, wiem, zupełnie mnie nie rozumiesz. Już zapomniałam, że byłam gdzie ty i nie da się być mądrzejszą na zapas.

8.  Naprawdę jesteś piękna, a mądrzejsza zawsze możesz być

Za ileś lat zobaczysz swoje zdjęcia i pomyślisz: „O co mi chodziło???!!! Przecież byłam super. Ciesz się tym super. I  bardziej dbaj o umysł. Obiecuję, naprawdę wiesz niewiele, powinnaś więcej. Kiedyś będziesz śmiała się z tej „wiedzy”, którą dziś się tak popisujesz, o której mówisz, że jest jedyna słuszna.   

9. Bądź niezależna

Finansowo i mentalnie. Teraz myślisz pewnie, że to takie proste i w ogóle nie rozumiesz tych uzależnionych od mężczyzn kobiet, kobiet pijących, łykających nerwowo proszki czy uzależnionych od pracy  czy perfekcji. Nie rozum ich wciąż, ale prześledź ich drogę i zobacz czy nie idziesz tą samą. W żaden nałóg nie wpada się w pięć minut, każdy pozbawia cię dużej części siebie.

10. Myśl, że piszę głupoty i jestem taaaaka sfrustrowana

To prawo młodości, tak  jak prawem dojrzałości jest widzieć więcej, niż ty widzisz dzisiaj.

Enjoy 🙂