Lifestyle

„Pan kazał dziewczynce zlikwidować konto na Facebooku, zostawić telefon w domu. Tak dziś werbują sutenerzy”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
7 września 2022
fot. Vladimir Tsokalo/Unsplash
 

– W Internecie nikt nie jest bezpieczny. Pośrednicy  w handlu ludźmi wynajdują dziewczynę, która nie jest do końca zadowolona z tego, co ma w domu, rozbudzają jej marzenia, wchodzą w romantyczne związki. Znałam też przypadek dziewczynki, która dokonała inwersji na islam, choć nie miała jeszcze osiemnastu lat – mówi Irena Dawid Olczyk, prezeska i współzałożycielka Fundacji La Strada działającej przeciwko handlowi ludźmi i niewolnictwu.

13 tysięcy osób zaginionych rocznie. Tak mówią statystyki. Dużo z nich dotyczy porwania młodych kobiet, dziewczyn i wywożenia ich do pracy zagranicę?

Rzadziej niż kiedyś. Natomiast w latach 90 tych transfer Polek, na przykład, do Włoch to był przemysł. Pośrednik podpisywał kontrakt z klientem, brał zaliczkę za to, że dostarczy dziewczyny i musiał się ze zobowiązania wywiązać. A dziewczyny umówione na wyjazd czasem się wycofywały. Wtedy dochodziło do porwań przypadkowych osób. Pamiętam, jak do Polski trafiła Rumunka, mówiła po angielsku, francusku. Została uprowadzona z dyskoteki ponieważ była podobna do dziewczyny, dla której przygotowano paszport.

Głośny był też przypadek dwóch zaginionych przyjaciółek, które bawiły się na festynie pod Warszawą. Nigdy nie zostały odnalezione, nie znaleziono też ich ciał. Do końca nie wiadomo co się stało, ale jedna z hipotez mówiła, że zostały wywiezione albo zamordowane. Mówiło się, że znały się z synem miejscowego komendanta posterunku i najprawdopodobniej on był w to zamieszany.

Straszne. Ale zamordowane?

Może dla zatarcia śladów? Porwanie to sytuacja przemocy, czasami wymyka się spod kontroli.

Dlaczego tych przypadków teraz jest mniej?

Dziś naprawdę trudno przetrzymywać człowieka tak, aby całkowicie odciąć go od świata zewnętrznego. Nawet jeśli ktoś porwie dziewczynę do prostytucji, zabierze jej telefon, to w końcu i tak przyjdzie klient ze smartfonem i ona będzie mogła napisać, zadzwonić po pomoc. Wcześniej zdarzało się, iż ludzie nawet po całych latach niewoli nie wiedzieli, w jakim kraju są przetrzymywani. Kiedy udało się im nawiązać kontakt telefoniczny, rozpoczynała się walka o ustalenie miejsca, z którego dzwonią. Czasami musieliśmy prosić takiego człowieka, aby spróbował dotrzeć do tabliczki z nazwą miejscowości i ją przeliterował. Co też bywało trudne, gdyż nie wszyscy znali alfabet łaciński. Czasami opisywali charakterystyczny budynek.

Dzisiaj łatwiej jest też wejść do prostytucji niż z niej wyjść. Miałyśmy przypadek kobiety po trzydziestce, która znajdowała się w trudnej, choć nie tragicznej sytuacji życiowej. Zarabiała bardzo mało, a chciała się wyprowadzić z dotychczasowego mieszkania, bo stała się ofiarą stalkingu sąsiada. Problem polegał na tym, że nie miała pieniędzy na nową kaucję. Stwierdziła, że przez weekend będzie pracować w prostytucji. Kiedyś, wiele lat temu brała już pieniądze za seks. Faktycznie zarobiła pięć tysięcy i w niedzielę wieczór już się chciała z tego wylogować, ale ponieważ była atrakcyjna, bystra sutenerzy chcieli, żeby została w seksbiznesie. Trafiła do nas, bo się przestraszyła, że nie pozwolą jej odejść, ale dostała fachową pomoc, postawiła sutenerom twardo granice i dali jej spokój.

Kiedyś takie rzeczy były właściwie niemożliwe.

Teraz też zmieniła się technika werbowania. Dzisiaj bardziej jest to namawianie, obiecywane. Szukaniu osoby podatnej psychicznie, w gorszym momencie emocjonalnym. O wiele łatwiej, sprawniej i szybciej dociera się też do potencjalnych ofiar. Warto o tym pamiętać. Internet to miejsce, w którym nikt – nawet osoba bardzo czujna, świetnie wykształcona – nie może czuć się całkowicie bezpieczna. Musimy też uważać na dzieci, bo znam przypadek, gdy pan kazał zamknąć czternastoletniej dziewczynce profil na Facebooku, zostawić w domu telefon, wsiąść do autobusu i jechać do niego – jeśli ktoś wie, jak zacierać ślady to może to skutecznie zrobić – przynajmniej na krótką metę.
A sutenerzy wiedzą. Wynajdują dziewczynę, która nie jest do końca zadowolona z tego, co ma w domu, rozbudzają jej marzenia, wchodzą w romantyczne związki. Znałam też przypadek dziewczynki, która dokonała inwersji na islam, choć nie miała jeszcze osiemnastu lat.

Irena Dawid-Olczyk, fot. Mateusz Motyczyński

Czy dzwonią Ukrainki, szukają pomocy?

Rzadko. W ogóle mało osób z Ukrainy korzysta ze wsparcia psychologicznego, czy telefonów zaufania. Tymczasem w internecie trwają łowy. Zdarzają się oferty pracy zupełnie nieadekwatne do wieku czy wykształcenia. Na przykład pojawiają się ogłoszenia, że ktoś szuka osób bez wykształcenia do przeprowadzania konsultacji psychologicznych on-line. Wystarczy 18 lat i znajomość ukraińskiego. Trochę podejrzane, prawda?

We Wrocławiu na początku sierpnia zaginęła 16– latka, bardzo ładna dziewczyna Kateryna Diadiova, nie ma z nią żadnego kontaktu, co jest bardzo niepokojące. Rodzice wydali pieniądze na agencje detektywistyczną, a policja ma najczęściej podejście: |”zakochała się i wróci”, a ślady stygną, nie da się ich później odtworzyć.

Wszyscy też wiedzą, że są problemy z ukraińskimi nastolatkami.
Oni od 16 roku życia mogą samodzielnie wyjeżdżać, zaczynać studia. W Polsce są wepchnięci do pieczy zastępczej, są tym oburzeni i robią wszystko, żeby tego uniknąć, ich rodzicom też się to nie podoba. Mogą więc wspierać dziecko w unikaniu tego rozwiązania. Tylko co się wtedy dzieje? Taka osoba będzie szukać pracy na czarno, może stać się ofiara nadużyć.
Dziewczyny mogą zgadzać się na prostytucję, żeby przetrwać trudny, kryzysowy czas.

Znam seksworkerki, które mówią: to tylko praca…

Też takie znam, ale jednak większość nie wie do końca na co się decyduje. Szczególnie te bardzo młode.

Jakie są jeszcze przypadki wykorzystywania ludzi?

Ktoś komuś zabrał paszport, nie chce zapłacić po zbiorach albo płaci minimalną stawkę. Ktoś mówi Ukraince, że państwo za nią nie płaci i ona ma teraz pracować na rzecz gospodarstwa domowego. Ponad siły. W mieszkaniach, gdzie przygarnięto Ukrainki jest też bardzo różnie. Choć o tym wiemy, skala seksualnych ataków nie jest znana, bo gwałty są rzadko zgłaszane, ale to nie dotyczy tylko Ukrainek. Tak jest niestety na całym świecie. Kobiety wciąż boją się zgłaszać zgwałcenia, z obawy przed oceną rodziny, bliskich, ale też policji.

Natomiast porwania kobiet do nierządu, na przykład z granicy, to bardzo nośny temat od początku wojny. Ale nie do końca tak jest.
Zagrożenie handlem ludźmi jest wprost proporcjonalny do migracji i kryzysu. Jakiś czas temu zadzwonił do mnie znajomy z Kijowa z pytaniem, czy w Polsce naprawdę jest tak niebezpiecznie. A problem polega na czymś zupełnie innym. Kobiety są w stanie dokonywać dużo bardziej niebezpiecznych wyborów niż normalnie. Proszę wyobrazić sobie Panią Wierę z niedużej miejscowości na Ukrainie, która siedziała w kuchni i pokazywała sąsiadkom, że pan poznany „w telefonie” zapraszał ją do Emiratów. Śmiały się, że przecież nie pojedzie do Emiratów, jeszcze z dzieckiem. Teraz Wiera siedzi w Sieradzu, jest przestraszona, nie zna polskiego. Pan dalej składa jej tą propozycje i jest większa szansa, że z niej skorzysta. Dużo prościej zmanipulować osobę w obcej przestrzeni, mówiącą w innym języku. Tą, która czuje się niepewnie, jest w niekomfortowej sytuacji, boi się przyszłości. Wtedy zdjęcia willi z basenem mogą przeważyć.

Młode dziewczyny są szczególnie podatne. Inny pan zaprosił trzy dziewczyny do Norwegii, dojechała jedna z nich. Stosował wobec niej przemoc, ale pozostałe dwie i tak były zdecydowane do niej dołączyć. Nastolatki przez wojnę nie przestają być nastolatkami. My wiemy, kiedy coś jest nie w porządku. Młodzi nie mają wiedzy i doświadczenia. Spotykają się z manipulacją. Inni mówią im to co chcą usłyszeć. Pozornie dostają wsparcie. „On zapamiętał, kiedy mam urodziny, to było takie miłe” mówiła dziewczyna doświadczająca przemocy.

Fundacja La Strada: Joanna Garnier, członkini zarządu i współzałożycielka, Anna Cieślak – ambasadorka, wolontariuszka i trenerka, Irena Dawid-Olczyk – prezeska i współzałożycielka Fot. Mateusz Motyczyński

Kiedy oferta pracy powinna zaniepokoić?

Jeśli trzeba szybko do tej pracy wyjechać, jeżeli umowa jest podejrzana – powinna być po polsku, należy nam się nasz egzemplarz. Powinniśmy zachować czujność, gdy płaca jest zawyżona, sprawdzać, czy dokładnie jest wyszczególnione, ile za co dostajemy. Ile jest potrącane za zakwaterowanie. A gdy już dojdzie do rozmowy, czy otrzymujemy jasne odpowiedzi na wszystkie pytania.
Jak jeszcze można się ustrzec przed oszustami i handlem ludźmi?

Powinniśmy znać adres, personalia osoby prywatnej, do której jedziemy. Mieć kopię umowy o pracę, umówić się z rodziną i przyjaciółmi na stały kontakt potwierdzający, że wszystko jest w porządku. W niepewnej sytuacji warto się umówić na hasło ratunkowe: jeśli zadzwonię do ciebie i powiem, że wszystko tu jest super, świetnie, ale przeszkadza mi, że nie umieją gotować ziemniaków, to będzie sygnał, że jest źle, powiadom policję albo taką organizację jak La Strada. My w La Stradzie mamy 27 lat doświadczenia, wiemy, kiedy należy kontaktować się z policją, kiedy z konsulatem, a kiedy szukać odpowiedniej organizacji.

Ile osobom pomagacie rocznie?

Bezpośrednio ponad 200 osobom w kłopotach. Do tego dochodzą odbiorcy informacji profilaktycznych, młodzież do której docierają pogadanki. I wciąż pomagamy kolejnym, bo to nie są tylko liczby, ale konkretne osoby. Pamiętam pewną młodą dziewczynę zmuszaną do uprawiania prostytucji, gdy udało się jej uwolnić, musiała zeznawać przed sądem kilkanaście razy, a do tego jej dokumentację medyczną ujawniono w mediach. Straciła jakiekolwiek zaufanie do instytucji i osób pomagających, włączając w to psychologów. Tylko z nami miała kontakt.

A jednak wykazała się nieprawdopodobną wręcz wolą przetrwania i po pewnym czasie odbudowała swoje życie. To właśnie o tej młodej kobiecie i innych jej podobnych myślę mierząc się z kolejnymi dramatami ludzkimi. Dzięki niej przypominam sobie, że człowiek może dokonać rzeczy naprawdę niesamowitych.

Kobiety, z którymi współpracujecie …

Od dwudziestu dwóch lat współpracujemy z naszą siostrzaną organizacją w Kijowie. Znamy też osobiście ze wspólnych projektów kobiety z organizacji w miastach Zachodniej Ukrainy. Odpowiadamy na każdą ich prośbę czy zapytanie. Wiemy, że w tej trudnej sytuacji robią co mogą. Czasami strach zapytać jak się mają. Wiec pytamy tylko, czy im czegoś nie trzeba.

 

Irena Dawid-Olczyk – prezeska i współzałożycielka Fundacji La Strada w lipcu br. została uhonorowana przez Departament Stanu USA za walkę z handlem ludźmi. Nagrodę przyznano m.in. w uznaniu dla jej niezwykłego przywództwa w bezpośredniej pomocy ofiarom handlu ludźmi. Jedną z takich ofiar jest właśnie bohaterka poniższej historii.


ZBIERAMY PIENIĄDZE DLA WONDERFUL

Kiedyś miała na imię Wonderful. Ale ono nie pasowało do jej życia w Afryce. Przynajmniej od momentu, kiedy, niepełnoletnią, krewni postanowili wydać za mąż. Wcześniej miała być poddana zabiegowi usunięcia warg sromowych. Przerażało ją to. Bała się bólu, ale też małżeństwa, którego nie chciała. Marzyła o spokoju, wolności i karierze wokalistki. Uciekła z Sierra Leone z dwiema  siostrami,  ale na jej drodze stanęli handlarze ludźmi. Tak trafiła do  La Strady. Był marzec 2019 roku, a ona miała tylko szesnaście lat. Jednak ci którzy ją poznawali w Polsce mówili, że jej dobra energia jest niewiarygodna. Wonderful. Wesoła, uśmiechnięta, widząca w życiu plusy.

Dwa lata temu okazało się, że jest bardzo chora. Zaczęło się od wymiotów, silnych bólów głowy, był szpital, w końcu diagnoza. Okazało się, że powodem koszmarnego samopoczucia są krwawienia do mózgu. Jej naczynia krwionośne nie były szczelne. Potrzebna była operacja, choć lekarze od razu zastrzegli, że jej konsekwencją może być paraliż.

Ale Wonderful się na nią zdecydowała. Półtora dnia przed pójściem do szpitala dostała wylewu.

Dziś wymaga poważnej rehabilitacji, tylko tak będzie mogła samodzielnie funkcjonować. Niczego bardziej nie pragnie, chce żyć, cieszyć się i spełnić swoje marzenia o śpiewaniu.

Jeśli możecie, wesprzyjcie Wonderful wpłacając pieniądze na jej leczenie. Liczy się każda złotówka…. Tak niewiele trzeba, żeby kogoś uszczęśliwić.

LA STRADA FUNDACJA
28114020620000275584001036
PL28114020620000275584001036
BREXPLPWXXX

Bądź na bieżąco: https://www.facebook.com/Fundacja.La.Strada/


Lifestyle

Kandelabr – jak wygląda? Wady i zalety tej fikuśnej pozycji seksualnej

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
6 września 2022
fot. Studio4/iStock

Kandelabr to jedna z mniej znanych pozycji seksualnych, która wymaga od kobiety dużej sprawności fizycznej. Bywa określana mianem włoskiego żyrandola lub pozycji odwróconego jeźdźca. Jak wygląda pozycja kandelabr? Komu sprawi największą przyjemność?

Kandelabr – czym jest?

Kandelabr to miłosna pozycja, która ze względu na konfigurację ciał podczas zbliżenia nazywana jest włoskim żyrandolem. Niektórzy dostrzegają w niej wieloramienny i rozłożysty świecznik. Jak zatem wygląda? Partner, ze złączonymi nogami leży na plecach. Delikatnie ugina stopy tak, by dotykały podłoża. Kobieta kładzie się na nim, ale nie całym ciałem, plecami skierowanymi do jego twarzy. Ciężar ciała opiera na rozstawionych po bokach ciała mężczyzny rękach i nogach. Plecy kobiety mogą opierać się na torsie partnera, jednak reszta ciała musi pozostać „w powietrzu”. Z pewnością, pozycja kandelabr wymaga od partnerki dużej sprawności fizycznej i dobrej kondycji.

Kto dowodzi?

Podczas zbliżenia w pozycji kandelabr partnerzy mogą wykonywać ruchy zarówno do przodu i do tyłu lub do góry i do dołu. Ruchy okrężne zapewniają kochankom lepszą stymulację. W trakcie współżycia zdecydowanie większą aktywnością musi wykazać się kobieta, która gra tutaj pierwsze skrzypce. Partner może pomóc kobiecie podpierając jej biodra i pośladki swoimi rękami. W przypadku, gdy to mężczyzna chce dowodzić, kobieta musi unieść swoje ciało nieco wyżej, tak by dać mu miejsce na ruch bioder.

Pozycja kandelabr sprawia partnerom wiele przyjemności i zapewnia mnóstwo doznań seksualnych. Ze względu na kąt odchylenia ciała kobiety, łatwo pobudzić punkt G, który znajduje się na przedniej ściance pochwy. Partnerka kontroluje siłę i intensywność ruchów, choć i partner może przejąć dowodzenie. Wiele uzależnione jest również od męskich dłoni, które niczym nieskrępowane mogą pieścić ciało partnerki.

Zobacz również: Seks hiszpański – na czym polega? Jak wygląda pozycja na Hiszpana?

Dla kogo?

Na pewno nie dla początkujących kochanków, którzy dopiero poznają swoje ciała. Tutaj potrzebne jest duże zaufanie i znajomość preferencji seksualnych drugiej osoby. Pozycja kandelabr polecana jest kobietom akceptującym swoje ciało, otwartym i pewnym siebie. Te skryte i nieśmiałe nie będą czuły się dobrze. Ułożenie ciał – kobieta na górze, mężczyzna na dole, doskonale sprawdzi się w przypadku par o dużej różnicy wzrostu.

Pozycja kandelabr – zalety

Pozycja określana mianem „włoskiego żyrandola” wyróżnia się wieloma zaletami. To niestandardowa i wyrafinowana forma zbliżenia, która zapewnia partnerom mnóstwo doznań seksualnych. W takim ułożeniu ciał łatwo o pobudzenie kobiecego punktu G. Mężczyzna może pieścić pośladki kochanki, w zamian za co „dostaje” intymny i niezapomniany widok. Ponoć seks w pozycji kandelabr pozwala kobiecie spalić dużo kalorii.

Zobacz również: Na jeźdźca – pozycja seksualna. Jak wzmocnić doznania?

Pozycja kandelabr – wady

W kontekście wad pozycji kandelabr często mówi się o dużej sprawności fizycznej i wytrzymałości wymaganej od kobiety. Zazwyczaj to partnerka wykonuje więcej ruchów, co dla wieku kobiet może okazać się niemałym wyzwaniem. Istotna jest również akceptacja swojego ciała, otwartość i pewność siebie. Pozycja kandelabr nie sprawdzi się w przypadku partnerów lubiących dowodzić i dominować. Tutaj kobieta gra główną rolę, mężczyzna jedynie w pewnym stopniu może przejąć kontrolę nad intensywnością i szybkością ruchów. Zdarza się, że tego rodzaju zbliżenie sprawia ból obojgu partnerom. Kształt pochwy nie zawsze odpowiada takiemu kątowi penetracji. Niekiedy, niedoświadczone kobiety, w wyniku niekontrolowanego ruchu doprowadzają do bolesnej kontuzji prącia.


Zobacz także

Od niego nie usłyszysz „kocham” tak często jak byś chciała. Związek z introwertykiem może być pięknym wyzwaniem, jeśli na to pozwolisz

Jeden blender – wiele możliwości!

Hej, kochana. Przeżyj dobrze weekend i nie daj się złapać w pułapki, które sama zastawiasz. Jak odpocząć i się nie zakopać