Lifestyle

Naprawdę uważacie, że zapalenie zniczy i wirtualny udział w proteście przeciwko śmierci Kacpra coś zmieni? A może jego śmierć mało kogo obchodzi?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 września 2017
Fot. iStock/Sage78
 

Czytam od kilku dni o śmierci 14-letniego Kacpra. Czytam i serce mi pęka, bo młody chłopak prawdopodobnie zaszczuty przez swoich rówieśników zdecydował się na tak tragiczny krok.

Jako matka nie jestem w stanie wyobrazić sobie, nawet nie próbuję myśleć, co czuje mama dziecka, które odebrało sobie życie. Jak bardzo wyrzuca sobie, że nie zdołała go ochronić, choć przecież nie siebie powinna obarczać winą za to, do czego doszło.

Tymczasem śmierć jej ukochanego dziecka stała się pożywką dla politycznej areny, ochłapem rzuconym w zgłodniały tłum, który chłopcem, który odebrał sobie życie, zaczął się przepychać, dyskutować i dowodzić swoich politycznych racji.

Ale czy ktoś odrobił lekcję po śmierci śmierci chłopca. Czy ktoś pomyślał, co tak naprawdę ta śmierć znaczy i jeśli już się zdarzyła, to może warto wyciągnąć z niej wnioski, może warto pochylić głowę, usiąść na chwilę i dopuścić do siebie myśl, co teraz zrobić, by do tej tragedii nie dopuścić.

Jasne, można teraz udowadniać, że edukacja szkolna stoi na zerowym, jeśli nie ujemnym poziomie tolerancji, że dzieci nie uczy się poszanowania praw drugiego człowieka, że w podstawie programowej brak elementów dyskusji nad innością, różnorodnością. Podręczniki do Wychowania do Życia w Rodzinie krzyczą jedną słuszną według władzy ideologią, że jedyne i normalne to heteroseksualne małżeństwo z dziećmi, które antykoncepcję opiera na kalendarzyku małżeńskim.

Nie ma w edukacji przestrzeni do rozmowy, do wyjaśniania wątpliwości, odpowiedzi na czasami głupie (bo to prawo wieku) pytania, głupie tylko z perspektywy dorosłego.

Można organizować manifesty pod Ministerstwem Edukacji Narodowej, palić znicze. Okazywać solidarność z ofiarami homofobii i mówić głośno o tym, że homofobia w naszym kraju ma się dobrze. A nawet bardzo dobrze, jeśli posłowie zasiadający w sejmie i reprezentujący społeczeństwo mówią publicznie, że śmierć nastoletniego Kacpra to wina środowisk lewicowych, które pokazują dzieciom złe wzorce. Przepraszam, trudno mi o szacunek dla pani Pawłowicz, nie rozumiem jej języka nienawiści, tak jak nie rozumiem języka nienawiści wielu z rządzących.

Homofobia w naszym kraju ma się dobrze nie dlatego, że o niej mówimy, ale dlatego, że jesteśmy społeczeństwem nietolerancyjnym, który uwielbia problemy zamiatać pod dywan, ale solidaryzować się w protestach, manifestach i zapalaniu zniczy. Cały czas mamy nadzieję, że jeden i wyjątkowy Robert Biedroń uleczy nas z homofobii, że on jako jedyny pokaże, że można być „fajnym gejem”, który nikomu nie robi krzywdy, ale jeszcze pomaga. To dużo jak na jednego człowieka, to zdecydowane przecenienie jego możliwości.

Jesteśmy nietolerancyjni, choć nie chcemy tak o sobie myśleć. Boimy się inności. Jesteśmy krajem, w którym dobrze ma się antysemityzm, homofobia i wiara, że my to naród wybrany, stworzony do wyższych celów, gdzie żaden uchodźca zadomowić się nie ma prawa.

Nie zapaliłam wirtualnego znicza dla Kacpra, nie kliknęłam „wezmę udział” w jakiejkolwiek demonstracji będącej manifestem, że nie wszyscy jesteśmy homofobami i że język nienawiści obecnie publicznie używany jest tym, którego brzydzę, jak mało czego na tym świecie.

Myślałam o chłopcu, 14-latku, który być może czuł, że jest inny, którego zaszczuli rówieśnicy przypierając go do muru, który nie wytrzymał presji… Nie wytrzymał nietolerancji, okrucieństwa kolegów. Wyobrażam sobie chłopca, który wracał do domu i nie był w stanie wyrazić tego wszystkiego, co się w nim dzieje, który nie potrafił zbuntować się, wykrzyczeć, że to nie fair, że oni nie mają racji, że nikt nie ma prawa tak traktować drugiego człowieka. I myślę o jego mamie, która jest świadkiem kupczenia tragedią jej rodziny, gdzie śmierć jej syna – największa z tragedii, jaka może zdarzyć się matce, z jednej strony ma dla każdego z nas znaczyć wiele, a z drugiej dla wielu jest pustym sloganem wykorzystywanym do publicznych rozgrywek.

Jestem mamą dwóch chłopców. Chłopców, którzy mogli być oprawcami Kacpra, a mogli być samym Kacprem. Każdy z nich, każdy z waszych synów czy córek mogli stać po jednej ze stron. Kto z was zapalających znicze na Facebooku, plujący przez lewę ramię czytając słowa posłanki Pawłowicz i powołujący się na Roberta Biedronia usiadł i porozmawiał ze swoim dzieckiem?

Kto pogardliwie spoglądający w stronę minister Zalewskiej i jej przypisujący poniekąd winę za to, co się wydarzyło, opowiedział swoim dzieciom o Kacprze?

Kto z was usiadł i uczciwie powiedział: „Ten chłopiec popełnił samobójstwo być może dlatego, że koledzy nazywali go pedziem, ciotą, bo zachowywali się wobec niego obscenicznie”.

Kto z was wytłumaczył swojemu dziecku, że „pedał”, „Żyd”, „ciota” i „down” to słowa, które krzywdzą? Które skierowane do ich kolegów mogą trafić na kogoś, kto nie będzie umiał sobie z tym poradzić. Kto wytłumaczył,że wyśmiewanie się z kolegi na wuefie tylko dlatego,że jest grubszy może też doprowadzić do tragedii? Kto w końcu powiedział swoim dzieciom, że każdy, KAŻDY z nas zasługuje na szacunek, na zrozumienie? Że tolerancja dla innych, jest tolerancją dla różnorodnego świata i że nikt nie może czuć się lepszym tylko dlatego, że nosi markowe buty, ma najnowszy model telefonu, biega szybciej od kolegów, a dla słabości nie ma przyzwolenia.

Mój młodszy syn, 9-latek, powiedział: „Mamo, ale dlaczego?”. Dlaczego koledzy mu dokuczali, dlaczego on odebrał sobie życie? Może dlatego, że takich pytań zabrakło, że brakuje rozmów w naszych domach, że unikamy tematów trudnych, a słowo „samobójstwo” nie przechodzi nam przez gardło przy dzieciach, podobnie jak homoseksualizm czy uchodźca. A przecież to jest częścią naszego wspólnego życia, tragedie, które się wydarzają są udziałem nas wszystkich. Więc może zamiast używać śmierci Kacpra jedynie do publicznego wyrażania swojego sprzeciwu wobec homofobii i piętnowania nietolerancji obecnego rządu, powinniśmy usiąść każdy ze swoim dzieckiem i opowiedzieć mu o chłopcu, który odebrał sobie życie, być może dlatego, że w kilku domach zabrakło rozmowy o tym, kim jest gej, Żyd, dziecko z zespołem Downa, gdzie nikt nie wytłumaczył, że wyśmiewanie i upokarzanie drugiego człowieka jest czymś bardzo złym, bardzo… I może doprowadzić do ogromnej tragedii. Gdzie my jako rodzice chcemy wierzyć, że nasze dziecko nie jest okrutne, i nie dokucza, ale czy mamy tego pewność?

Zacznijmy od siebie i od naszych dzieci. Tego mnie nauczyła śmierć Kacpra, do której nigdy nie powinno dojść…


Lifestyle

Worki pod oczami to nie zawsze jedynie defekt kosmetyczny. Mogą być objawem poważnej choroby

Redakcja
Redakcja
25 września 2017
Fot. iStock/robertprzybysz
 

Dbając o skórę twarzy zazwyczaj przykładamy także wagę do wyglądu okolic wokół oczu. Codzienna pielęgnacja jest ważna, ponieważ zasinienia wokół oczu, przedwczesne zmarszczki czy worki pod oczami, nie tylko psują efekt makijażu ale i dodają nam lat. Co więcej, najczęściej bagatelizowane worki pod oczami mogą być sygnałem ze strony organizmu o istnieniu poważnej choroby.

Brzydko wyglądające worki pod oczami najczęściej zrzucamy na karb niedosypiania i przemęczenia, przyczyn ich powstawania jest jednak więcej. Z tych najbardziej błahych można wymienić niehigieniczny tryb życia, nadużywanie alkoholu, palenie papierosów, odwodnienie, nadmiar słońca oraz soli w diecie. Im więcej lat upływa, tym bardziej problem się uwidacznia. Opuchlizna pod oczami, która występuje rano, może wiązać się z gorszą pracą układu limfatycznego, który nie radzi sobie z szybkim usuwaniem wody i toksyn, szczególnie w pozycji leżącej. Worki pod oczami, którym często towarzyszom zasinienia skóry, są również wynikiem istnienia chorób innych, niż związanych bezpośrednio z oczami, których nie wolno bagatelizować.

4 medyczne przyczyny powstawania worków pod oczami

1. Problemy z nerkami

Podpuchnięcia pod oczami wynikają przede wszystkim z zatrzymania wody w organizmie. Dochodzi do tego w przypadku wielu  chorób nerek i nadnerczy, które rozwijają się po cichu, nie dając jasnych objawów. Gdy do tego dochodzi  obrzęk dłoni, stóp, ból w okolicy pleców lub pod żebrami, który nie nasila się podczas ruchu, uczucie ciągłego zmęczenia, podwyższone ciśnienie krwi, częste oddawanie moczu w nocy, zmiana jego koloru lub zapachu, należy sprawdzić stan nerek.

2. Problemy z sercem

Podpuchnięte oczy mogą świadczyć o zaburzeniach krążenia. Szczególnie powinny niepokoić, gdy towarzyszom im obrzęki dolnych części ciała.

3. Choroby tarczycy

Worki pod oczami mogą towarzyszyć niedoczynności tarczycy. Gdy dochodzi do tego przewlekłe zmęczenie, wahania masy ciała, sucha skóra, chandra, nieregularna praca serca, problemy trawienne, spadek libido, problemy z odczuwaniem zimna, warto wybrać się do endokrynologa. W chorobach tarczycy obrzęk może dotyczyć nie tylko okolicy oczu, ale całej twarzy.

4. AZS i alergie

Opuchnięte okolice oczu mogą pojawić się przy alergicznym kontaktowym zapaleniu skóry, przy alergicznych nieżytach nosa, a także przy atopowym zapalenie skóry (AZS). Jeśli workom pod oczami towarzyszy także świąt, dobrze jest umówić wizytę u alergologa.


 

źródła: zdrowie.gazeta.plwylecz.to


Lifestyle

6 zachowań, którymi utrudniasz sobie życie, choć o tym nie wiesz

Redakcja
Redakcja
25 września 2017
Fot. iStock / Viktor_Gladkov

Dobrych rad i pomysłów na szczęśliwe życie jest wiele, a i tak każdy z nas wybiera po swojemu, w jaki sposób chce żyć. Ci, którzy posiedli klucz do szczęścia twierdzą, że poza zwykłym fartem i splotem dobrych zdarzeń, swoje powodzenie opierają na ciężkiej pracy, pozytywnej energii i dobrym ludziom, którymi się otaczają. 

Nawet jeśli dobro samo do kogoś przywędruje, nie oznacza to, że nie trzeba nic więcej robić, aby je zatrzymać. Co więcej, w sytuacji życiowej passy, każdy z nas może nieświadomie dokładać niechlubną cegiełkę do tego, że szczęście rozprasza się i trudno jest dostrzec pozytywne rzeczy.

Sami działamy na własną niekorzyść

W dodatku na własne życzenie pomniejszamy to, co wydaje się takie zwyczajne, a jednak jest wielką wartością samą w sobie. Szczęśliwa rodzina, zdrowie, powodzenie w pracy często doceniamy dopiero w chwili, gdy dzieje się coś, co burzy stabilizację. Nieświadomie zatrzymujemy się w pół drogi i zamiast czerpać z życia garściami, z wątpliwością przyglądamy się temu. Nawet niespodziewany spadek po stryjecznym wuju, nie będzie jawił się jako gwiazdka z nieba, jeśli zamiast wdzięczności za pamięć, będziesz zamartwiać się, że trzeba dopełnić formalności i jeszcze podatek zapłacić. To, co osiągamy w życiu i to, co nam z niego ucieka, w ogromnej mierze zależy od odpowiedniego nastawienia i idącego za tym działania.

6 zachowań, którymi utrudniasz sobie życie, choć o tym nie wiesz

1. Jesteś wybitnie zachowawcza

Nie ryzykujesz nigdy i niczym. Wolisz tkwić w bezpiecznym punkcie, niż ryzykować co masz i wykorzystać szansę. Rozsądek to wspaniała cecha, która pozwala przejść przez życie bez większych perturbacji, ale brak odwagi do rozpoczęcia zmian czy sięgania po okazje sprawia, że omija cię coś nowego, być może bardziej satysfakcjonującego.

2. Jesteś niereformowalnym uparciuchem

Przekonanie o słuszności swoich poglądów i wyborów sprawia, że żyjesz w zgodzie ze sobą. Ale ślepy upór stawia cię pod ścianą, której możesz sama nie przesunąć. Upór dla zasady często pozbawiony jest głębszego sensu, bo dyktuje go chęć odegrania się lub po prostu doprowadzenia sprawy do końca, na własnych warunkach, bez względu na konsekwencje.

3. Zazdrościsz innym

Mamy to, na co zasługujemy. Oczywiście to twierdzenie ma pewne wyjątki, ale zazwyczaj stan naszego posiadania zależy od ilości włożonej w to pracy i energii. Nie ma sensu zazdrościć koleżance pięknego mieszkania, na które ona pracuje od rana do nocy na dwa etaty, jeśli sama nie jesteś skłonna do poświęcenia. Nie porównuj się do innych, bo nigdy nie będziesz w identycznej sytuacji jak druga osoba. Poza tym mówi się, że zazdrość jest złodziejem radości, więc tym bardziej nie koncentruj się na to, co mają inni, działaj na własny rachunek.

4. Widzisz świat w czarnych barwach 

Pesymistyczne myślenie niełatwo jest zmienić, ale warto nad tym popracować. Osoby myślące negatywnie, w kategorii „to nigdy się nie uda”, doczekują się często przewidywanej klęski. To jak samospełniająca się przepowiednia. Jak ma ci się powodzić, jeśli podchodzisz do wszystkiego pesymistycznie, z brakiem wiary we własny sukces? W dodatku odpychasz od siebie ludzi, bo nikt nie ma ochoty na towarzystwo osoby, która zabija dobrą energię.

5. Szukasz problemów tam, gdzie ich nie ma

Szukasz dziury w całym i często dopowiadasz sobie rzeczy, które nie zaistniały. Każde spóźnienie koleżanki na spotkanie odbierasz jako uderzenie w twoją osobę, bo domyślasz się, że pewnie zagadała się z kimś innym, zamiast spieszyć się do ciebie. Przez ciągłe „ale” w wielu sytuacjach i podejrzliwość, nie umiesz się zupełnie zrelaksować, bo zawsze coś nie będzie ci do końca pasowało. Nie warto brać wszystkiego do siebie, pewne rzeczy zawsze będą poza twoją kontrolą.

6. Czujesz, że należy ci się wszystko

Zachowujesz się jak diva, która powinna być otoczona szczególną atencją i powszechnym uwielbieniem. Dziwisz się, że rzeczy ważne dla ciebie, nie mają takiej rangi dla innych osób. Oczekujesz w związku z tym, że otoczenie zawsze powinno ci sprzyjać, a przecież życie niesie także niemiłe niespodzianki, i zderzenie z obojętnością czy niechęcią innych, może cię zaboleć. Zejdź na ziemię ze swoimi oczekiwaniami. Często jest tak, że im niżej pochylisz głowę, tym więcej ważnych rzeczy zauważysz.


 

źródło: www.ofeminin.pl


Zobacz także

„Mam 46 lat i zaczęłam studia. My kobiety zasługujemy na wszystko, co najlepsze – w każdym wieku!”

27 niezwykłych filmów kina niezależnego w 48 godzin, nie wychodząc z domu. Nie przegapcie, to już w ten weekend!

9 rzeczy, które zrozumie jedynie najmłodszy w rodzinie