Lifestyle

„Naprawdę nie mam nic przeciwko LGBT+, ale zauważyłam, że w klasie mojej córki obciachem jest być heteroseksualnym. Czy nasze dzieci zwariowały?”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 września 2021
fot. bojanstory/iStock
 

Ty pytasz, my znajdujemy specjalistę, który odpowie na wszystkie twoje wątpliwości. Przeczytaj list Krystyny, której córka zastanawia się, czy jest biseksualna, homoseksualna, a może panseksualna. A mama martwi się, czy ona nie robi tego pod presją grupy rówieśniczej.

Droga redakcjo,
Mam dylemat, moja szesnastoletnia córka zwierzyła mi się, że eksperymentuje ze swoją seksualnością. Zastanawia się, czy jest biseksualna, homoseksualna, a może panseksualna. Długo na ten temat rozmawiałyśmy. Córka opowiedziała mi, że ma przyjaciółkę, która jest zdeklarowaną lesbijką i że ta dziewczyna zapytała ją, czy chciałaby z nią chodzić za rękę. Córką zgodziła się. Potem zgodziła się na pocałunek. Nie sprawił jej on wielkiej przyjemności, ale też nie odrzucił. Córka opowiadała mi o tym w wielkiej tajemnicy. Chciałabym być dobrze zrozumiana, że ja naprawdę nie mam nic przeciwko LGBT+, ale zauważyłam, że w klasie mojej córki dziś obciachem po prostu jest być heteroseksualnym. Bycie panseksualną jest cool. Bycie lesbijką jest cool. Bycie niebinarną jest cool. Bycie heteroseksualną dziewczynką już nie jest cool. Przyznam, że okropnie się tym wszystkim denerwuję.

Krystyna

Co powinien zrobić rodzic, który odkryje, że córka całowała się z przyjaciółką?

– Najlepiej nic, bo to jest jej sprawa. Natomiast jeżeli młody człowiek ma potrzebę zwierzenia się, to należy go wysłuchać. Jeżeli coś nas zaniepokoi np. przemoc lub presja, to trzeba zdecydowanie interweniować. Pamiętajmy też, że relacja dziecko – rodzic to jest relacja aseksualna i nie powinniśmy sobie nadmiernie w to życie intymne wchodzić. Powiem tak: „Nie pakujmy się z butami w życie intymne dzieci”. W takiej sytuacji możemy zadać jedno pytanie: Czy wszystko jest w porządku i czy dziecko nie potrzebuje jakiegoś naszego wsparcia?” Oczywiście mówimy tu o starszych nastolatkach, czyli osobach po 15 roku życia. Kontakty seksualne młodszych dzieci powinny nas żywo interesować, bo tam istnieje ogromne ryzyko nadużyć i są one niezgodne z prawem. Dzieci dziś mówią wprost swoim rodzicom: „Jestem poliamoryczna”, „Jestem panseksualny”.

Nasza czytelniczka twierdzi, że wśród nastoletnich dzieci wielu dziś deklaruje nieheteronormatywność. To chyba jest moda?

– Nie wiem. Mam jednak taką myśl, że dziś dzieciaki chętniej przyznają się beztrosko do rzekomej nieheteronormatywności seksualnej, bo w ten sposób testują swoich rodziców. Moda modą, ale…pamiętajmy, że część z naszych dzieci (mniej więcej co dziesiąte!) naprawdę jest nieheteronormatywna. To znaczy, że ma odmienną orientację lub tożsamość płciową i warto mieć tego świadomość, by być gotowym do okazania akceptacji.

Czy taka wielość możliwości określenia swojej seksualności jest czymś, co powinno nas rodziców cieszyć?

– Dzieciaki mają dziś takie same dylematy, jakie my myśleliśmy przed laty. Tylko że oni mają więcej możliwości definiowania swojej seksualności. Mogą określać się nie tylko jako hetero, homo i biseksualne, ale też aseksualne, panseksualne, poliamoryczne… Z jednej strony to dobrze, bo to jest ulga dla osób, którym kiedyś wydawało się, że są jedynymi „odmieńcami” na całym świecie, z drugiej może robić nieco zamętu. Pamiętam, jak Robert Biedroń opowiadał, że w młodości miał takie poczucie, że jest jedyną nieheteronormatywną osobą na całej kuli ziemskiej. Więc ta wielość i różnorodność może przynosić przynosi ulgę, ale może też powodować zawieruchę.

Co przez to rozumiesz?

– Dziś po prostu łatwo się pogubić w tej autodefinicji. I to mnie trochę niepokoi, tym bardziej że w Polsce nie ma edukacji seksualnej, która mogłaby być elementem wsparcia, pomocą w definiowaniu rozumieniu seksualności.

Dlaczego młodzi ludzie mogą się w tym pogubić?

– Nastolatki zadają sobie pytanie: „Kim ja jestem?” To jest duże, ważne pytanie, bo często młody człowiek nie wie, kim jest. Na wielu płaszczyznach, nie tylko tej psychoseksualnej. Pracując z młodzieżą, która ma problem z tożsamością płciową lub orientacją psychoseksualną, widzę, że wielu z nich czuje wielką i głęboką potrzebę określenia swojej psychoseksualności. Nie zawsze mam przekonanie, że potrzebują tej wiedzy dla siebie, często chcą zadowolić dorosłych.

Od młodych bowiem oczekujemy dziś, że będą wiedzieć natychmiast, na jakie studia chcą iść, jaki zawód wykonywać i z kim sypiać. A oni tego zwyczajnie często jeszcze nie wiedzą i moim zdaniem warto tego nie pospieszać. Warto dać im czas. Amy rodzice, możemy zrobić tylko tyle: bądźmy blisko, rozmawiajmy, wspierajmy, budujmy relację, zachowujmy spokój i nie nakładajmy presji.


Aleksandra Dulas: edukatorka seksualna i terapeutka traumy na stałe współpracująca ze Stowarzyszeniem Fabryka Równości. Ukończyła studia w Centrum Studiów Podyplomowych i Szkoleń SWPS na kierunku: Seksuologia Kliniczna oraz Interwencja Kryzysowa. Autorka programu edukacji seksualnej dla młodzieży realizowanego przez Fundację SPUNK. Studiowała socjologię i etykę na Uniwersytecie Łódzkim. Terapeutka traum i uzależnień certyfikowana w Londynie przez Michelle Shapiro. Nauczycielka WOS i etyki, inicjatorka zmian w edukacji. Od 18 lat pracuje z młodzieżą.

fot. Joanna Tarnowska


Lifestyle

Sylwia na spotkaniach zawodowych włączała wibrator, dla Tomka oglądanie porno było jak słuchanie muzyki, Agnieszce partner seksoholik zniszczył życie. Jaka jest cena seksoholizmu?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 września 2021
fot. dannikonov/iStock
 

Podobno średnio osiemnaście razy dziennie myślimy o seksie. Oni myślą o nim dużo częściej. Okazuje się, że około pięć procent populacji cierpi na seksoholizm. To oznacza, że w Polsce mamy prawie dwa miliony seksoholików. Mijamy ich każdego dnia na ulicy. Seks zniszczył ich związki, rodziny, kariery, przyjaźnie. Seksoholicy tworzą bardzo hermetyczne środowisko, do którego trudno przeniknąć i o którym się nie mówi. Udało się to Wiktorowi Krajewskiemu, który opisał historie jedenastu osób w nowej książce „Seksoholicy”, Prószyński i Ska.


Opowieść Sylwii, uzależnionej od seksu

„Kilka, co ja mówię, kilkadziesiąt razy dochodziło do sytuacji, że zmyślałam, że mam awarię w pracy, jakąś nagłą sytuację i muszę szybko wyjść z rodzinnej imprezy, żeby podjechać do biura. Tyle że nie było żadnej podbramkowej sytuacji, po prostu mój fuck buddy napisał do mnie, że właśnie teraz ma wolną godzinę i chęć wybzykania mnie na wszelkie możliwe sposoby. Moje uzależnienie w pewnym momencie doprowadziło do tego, że kiedy wychodziłam z domu, wcześniej umieszczałam w sobie miniwibrator. Działał na Bluetooth, czyli można było nim sterować za pomocą telefonu. Siedziałam z bliskimi, z rodziną czy na zebraniu w pracy i uruchamiałam tę zabawkę niby pod pretekstem, że muszę sprawdzić maile. Gdy wibrator się włączał, czułam ulgę. Jakbym wdrapała się w męczarniach na stromą górę i nagle mogła usiąść, żeby odpoczęły mi nogi. Alkoholik pewnie porównałby to z ulgą, jakiej doświadcza, gdy budzi się rano po nocnej libacji i bierze łyk alkoholu, żeby zabić kaca”, opowiada Sylwia lat 34.

Historia Agnieszki, której seksoholizm zmarnował życie

„Wiem, że może nie powinnam wchodzić w jego skrzynkę z wiadomościami, ale to było silniejsze ode mnie, bo czułam, że tam jest coś, co on ukrywa. Nie spodziewałam się jednak, że za chwilę przeczytam to, co przeczytałam. Nie jestem w stanie powiedzieć, z iloma dziewczynami mój mąż korespondował na komunikatorze. Sto? Dwieście? Tysiąc? Lista wiadomości ociekających seksem nie miała końca. Miałam wrażenie, że on prowadzi te rozmowy od początku naszej znajomości. Weszłam w pierwszą lepszą wiadomość. Na zdjęciu nadawcy była atrakcyjna blondynka. Mogła być w wieku zbliżonym do mojego. Gdy czytałam, co mój mąż pisał do niej, oniemiałam. Obiecywał jej, że będzie traktować ją jak swoją własność. Że ich spotkanie będzie ociekać perwersjami. Do ich konwersacji dołączona była cała masa zdjęć mojego męża prężącego się przed lustrem w naszej łazience. Wiele fotografii przedstawiało jego penisa we wzwodzie. Ona też chętnie dzieliła się z nim podobnymi zdjęciami. W którymś momencie rozmowa schodziła na temat spotkania. Data, godzina, miejsce. (…) Zabolało. Bardzo”, opowiada Agnieszka, 39 lat.

Fragmenty wywiadu Wiktora Krajewskiego autora książki ” Seksoholicy” konsultujemy z doktor Agatą Loewe, psychoterapeutką, seksuolożką i założycielką Instytutu Pozytywnej Seksualności.

Zajmijmy się terminem „seksoholizm”. Co oznacza?

Ludzie szukają ujścia dla swoich lęków społecznych, cywilizacyjnej depresyjności. Sięgają po narkotyki czy inne substancje chemiczne, są pracoholikami, zakupoholikami, uprawiają hazard, obsesyjnie liczą kalorie czy przybraną na siłowni masę… Osoby, które kompulsywnie sięgają po seks, załatwiają sobie ujście niezałatwionego psychologicznego czy psychiatrycznego problemu. Wiele osób w dzisiejszych czasach ma zaburzenia lękowe lub depresyjne i próbuje je rozładować między innymi poprzez seks. (…)

Seks ma ogromną funkcję dawania ujścia napięciom i uzyskiwania szybkiej przyjemności. W dużym uproszczeniu, ale tak to właśnie wygląda.

Seksoholizm niesie ze sobą jakieś problemy?

Miałam kiedyś klienta, który uprawiał seks, z kim popadnie. Zdawał sobie sprawę, że podoba się transseksualnej dziewczynie, która świadczyła usługi seksualne za pieniądze. On podobał jej się tak bardzo, że nie chciała od niego zapłaty. Uprawiał z nią seks ze względu na jego dostępność, mimo że czuł później do siebie obrzydzenie, bo osoby trans nie były w jego kryteriach piękna i orientacji seksualnej. Pojawiał się w nim wewnętrzny zgrzyt, czy jest gejem, osobą biseksualną, a może osobą trans. Wszystko mu się pomieszało i sam nie wiedział, co się z nim dzieje. Opisywał to doświadczenie jako odczucie, jakby możliwość uprawiania seksu przejęła nad nim kontrolę, bez znaczenia, z kim i z jakimi konsekwencjami. W jednym z twoich wywiadów mamy postać kobiety, która uprawia seks z bezdomnym. Rozmawiasz też z mężczyzną, który miał podobną historię z osobą niebinarną w Tajlandii. Te przypadki pokazują, że ich chęć seksu jest tak ogromna, że nie myślą o tym, co stanie się po, jak będą się z tym czuli. Uprawiają seks, a dopiero później pojawia się poczucie winy i wstyd.

To z czego te osoby czerpią przyjemność, skoro później pojawia się w nich obrzydzenie do samych siebie?

W ich przypadku chodzi o realizację swojego popędu, a nie o dojście do orgazmu. Są przypadki osób, które masturbują się przez siedem czy dziesięć godzin i nie kończy się to orgazmem czy ejakulacją. U mężczyzn orgazm i ejakulacja zazwyczaj idą w parze, ale nie muszą. Dla tych ludzi przyjemność nie jest punktem odniesienia. Seks służy temu, żeby się wyżyć, spuścić napięcie. Masz nadzieję, że dzięki seksowi zniwelujesz stres, rozładujesz się i ci przejdzie. Okazuje się, że tak nie jest i paradoksalnie seks sprawia, że jesteś jeszcze bardziej nabuzowany.

Tak jak osoby sięgające po alkohol. Piją i trudno im powiedzieć: „koniec”. Wszystko zależy od definicji seksu i na podstawie indywidualnej normy możemy stwierdzić, co jest zdrowe
seksualnie, a co nie.

Agata, wyjaśnij mi, czemu ludziom łatwiej się przyznać do uzależnienia od alkoholu niż od seksu?

Łatwo jest wywołać wstyd w Polsce. Często widzę w swoim gabinecie klientów, których moje pytania zawstydzeni każdym seksem. To pomyśl o tym, co czują osoby, które mają podobnie, tylko jeszcze realizują fantazje, które u nich samych powodują ogromny wstyd. Od najmłodszych lat słyszymy, że musimy się szanować, że nie możemy się puszczać, że nie powinniśmy być wyjątkowo otwarci, czyli cieszyć się seksem. To jest jeden z powodów, dla których brudny seks staje się pociągający. Jest w seksuologii kategoria erotyzacji wstydu. Robisz rzeczy zakazane, żeby się lepiej poczuć. Czy tak finalnie jest? Niekoniecznie.
(…)

Seksoholik musi cały czas szukać nowych seksualnych bodźców?

Trafiają do mnie osoby z autodiagnozą seksoholizmu po innych terapiach. Sztandarowym przykładem jest mężczyzna, którego żona przyłapuje na zdradzie. Terapeuta siedzi i dziwi się, że skoro są szczęśliwym małżeństwem i jego żona jest piękna, po co on to robi. Ano właśnie robi, bo tam w środku jest poczucie pustki, które trzeba zapełnić i dostarczyć sobie wystarczającej ekscytacji.

Taki człowiek, dla którego seks to rodzaj wyżycia się, ma szansę nauczyć się czerpać przyjemność z seksu?

Tak. Wymaga to wykonania pewnego wysiłku i wiąże się z ogromną determinacją i zmianą stylu życia. Musisz przywrócić w sobie czucie i zejść z koncentracji z jednego obiektu, jakim jest penis czy łechtaczka. Akt seksualny musi przestać być aktem rozładowania. Praca z osobą, której seks wymyka się spod kontroli, jest rodzajem rehabilitacji seksualnej. Oczywiście, możemy mówić o abstynencji seksualnej. Bohater jednego z wywiadów zdecydował się na to.

Obawiam się jednak, że taka decyzja może okazać się nie do końca skuteczna, bo istnieje możliwość, że przyjdzie chwila, gdy puszczą wszelkie hamulce. I wtedy może wydarzyć się coś, czego się po sobie nie spodziewaliśmy. Warto szukać sekspozytywnych terapii, które uczą łączyć seks z bliskością i negocjowania swoich własnych pryncypiów zdrowia seksualnego.


* fragmety tekstu i wywiadu pochodzaąz książki Wiktora Krajewskiego „Seksoholicy”, Wydawnictwo Prószyński i Ska.

Agata Loewe jest terapeutką seksualną i psychoterapeutką, absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie (Psychologia Kliniczna oraz Społeczna Psychologia Stosunków Międzykulturowych) oraz Institute for Advanced Studies of Human Sexuality w San Francisco, gdzie uzyskała tytuł Doctor of Philosophy (PhD). W 2014 roku ukończyła również podyplomowe 4-letnie studia z Systemowej Terapii Rodzin w Ośrodku Szkoleń Systemowych w Krakowie.


Lifestyle

„Żona. Mój wzór i idolka. Nauczycielka życia. Zrozumiałem to późno, ale nie za późno”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 września 2021

To nie jest historia zdrady, uniesienia z inną kobietą, a potem wracania, jak pies z podkulonym ogonem.

Nie zdradziłem nigdy kobiety, z którą jestem już kilkanaście lat.

Ale byłem nielojalny w inny sposób. Nie doceniałem, bagatelizowałem, nie zauważałem.

I nie dlatego, że nie mamy równego podziału obowiązków – mamy i chyba mieliśmy.

Nie dlatego również, że byłem złym ojcem. Nie, ojcem jestem dość dobrym. Piszę dość, bo jednak facet wychowany bez ojca, z silną matką, z matką bohaterką– musi się uczyć rodziny. Miłości, uwagi, obecności.

Gdybym trafił na inną kobietę, być może to by nie wyszło. Być może szamotalibyśmy się w swoim lęku, ranili siebie nieustannie, a potem każde z nas uciekłoby z tego związku z przekonaniem, że gdzieś indziej będzie nam lepiej, będziemy mieli pełnie.

Tak to raniłem ja. Nieuwagą. A ona była.

Dwa lata temu powiedziała, że już dłużej nie może. Że ma poczucie nieustannego dawania energii, a to nie idzie w drugą stronę. Że chce iść na terapię.

Nie rozumiałem. Przecież pracowałem, ogarniałem dom, zajmowałem się dziećmi. Dla mnie wszystko działało. Byłem zły, że się czepia. Myśl o terapii wydała mi się absurdem. Po co rozmawiać z obcą osobą o swoim związku? Ja nawet z bliskimi o nim nie rozmawiam. Po co robić to, gdy wszystko gra.

Ale żona się uparła. Zrobiłem to dla niej.

Czułem opór i bunt, ale jednak to zrobiłem. Te pierwsze spotkania to był jakiś koszmar, czułem się, jak obrzygane gówno, bo ona wylewała na mnie wiadro pretensji. Jakbym rozmawiał z inną osobą, słuchał innej osoby.

Tutaj szacunek dla naszego terapeuty, starszego faceta, doświadczonego. Był jak najlepszy mediator. Pozwolił, żebyśmy nie spłonęli we własnym ogniu.

Trudno opisać dwa lata terapii, nasz upór, żeby nad sobą pracować (tak, mój w końcu też), spotkania na Skypie. Ale teraz jest już inaczej. Naprawdę. Widzę swoje błędy. I dziś doceniam swoją żonę za.

Czułość

Tego jej najbardziej brakowało. Dotyku. Uważała, że pragnę go tylko w seksie. Nie do końca tak było, ale rzeczywiście bliskość fizyczna w codzienności nie była mi specjalnie potrzebna. Chciałem mieć ją w nocy.

Terapia pozwoliła mi zajrzeć we mnie. Wrócić do nieobecności fizycznej ojca i nieobecności emocjonalnej matki – bo ona miała troje dzieci oprócz mnie i pracowała na trzech etatach, żeby nas utrzymać. Nie dawała nam za wiele czułości. Nawet teraz, gdy to piszę, mam w gardle gule – choć nigdy wcześniej nie umiałem o tym gadać.

Uświadomiłem sobie, że to żona, jako pierwsza osoba w moim życiu, dała mi czułość. Bezwarunkową czułość, nie tylko tę fizyczną, ale też psychiczną. Była przy mnie niezależnie od wszystkiego, zawsze tak samo uważna i słuchająca.

Ja raczej byłem jak moja mama:  chciałem załatwiać, działać. To dla mnie było wsparcie. Nie bardzo też umiałem słuchać.

Rodzicielstwo

Była i jest moim przewodnikiem w tym świecie. Jest świetną matką. Czułą, uważną, potrafiącą dać dużo wolności, a zarazem postawić granice.

Patrzę na nią i czasem myślę, że moje rodzicielstwo to błądzenie z zawiązanymi oczami, gdyby nie ona – nigdzie bym nie doszedł.

Nauczyła mnie fajnej miłości do syna – nie dopingowania, ale też odpuszczania. Mówienia o emocjach. Raczej wciąż jestem w tym słaby, ale próbuję. Syn znał ojca tylko jako kompana do piłki, nart, pomocy w matematyce i fizyce. Teraz częściej mi się zwierza, potrafimy się przytulić, co kiedyś wydawało mi się takie… nie wiem, nieistotne. Bo przecież świat męski to działanie.

Pokazuje mi też, jak kochać córkę – co już jest mega wyzwaniem. Nasza córka powoli staje się nastolatką i kiepsko radziłem sobie z nagłą utratą ukochanej córeczki. Teraz po prostu zaczynam ją obserwować i pozwalać na bunt, nie gaszę jej.

Zrozumiałem, że to gaszenie jej to też lęk przed utratą miłości. Bez terapii i mojej żony, w życiu by mi to nie przyszło do głowy.

Dobrą, bezpieczną codzienność

Dla kogoś, kto najpierw drżał przed agresją pijanego ojca, drżał o matkę i młodsze rodzeństwo, a potem drżał, czy ojciec któregoś dnia nie wróci, nie rozwali siekierą drzwi, nie pozabija nas, stabilność to raj.

Wesołe śniadania, rodzinne weekendy, wspólne oglądanie filmów, przewidywalność. Rodzinne święta, gdzie nikt się nie upija, nie ma afer i pretensji.

Moja żona pokazała mi takie życie. Za to jestem jej bardzo wdzięczny.

Rozmowy

Nie miałem słów za coś istotnego. Ale ona mi pokazała, że można gadać, mówić o tym, co się czuje i tak jest łatwiej.

Nie jestem w tym mistrzem, nie będę, ale już nie bagatelizuję tego.

Przyszłość

Przed poznaniem jej były takie momenty, że nie widziałem przyszłości. Nie to, że miałem myśli samobójcze. Raczej przyszłość wydawała mi się szarą plamą, wielką mgłą, w którą muszę wejść, bo nie mam wyjścia. Ale i tak nic nie zobaczę.

Dzięki żonie przyszłość nabrała kształtów. Była naszymi dziećmi, domem, o którym marzyliśmy, wakacjami, nową pracą. Wszystko widziałem i wiedziałem, gdzie mam dojść.

Nawet teraz widzę naszą przyszłość – kiedyś dzieci odejdą, zostaniemy sami, będziemy na wakacje jeździć jesienią, dobrze się razem bawić.

Z nią wszystko jest radosne.

Dziękuję też mojej żonie, że dzięki niej zrozumiałem, że te wszystkie wyżej wymienione rzeczy nie są takie oczywiste. Że na to nie może pracować jedna osoba.

Buziaki K,

Twój M.


Zobacz także

10 sygnałów, że to co czujesz to nie miłość, a uzależnienie

Kobiety to kolory, to radość, i entuzjazm, to siła, to „bo cię kopnę w dupę”, to łzy, emocje. To my malujemy ten świat. Akcja #KobieceSpotkania

Ziemia – planeta ludzi. Byłam raz samotna, na dłużej… O sile dobrej samotności