Lifestyle

Co mówi o mężczyźnie jego zarost

Redakcja
Redakcja
22 czerwca 2018
Fot. iStock/Lorado
 

Zdania jak zawsze są podzielone, bo jedne z nas lubią brodatych mężczyzn, inne tych gładko ogolonych, a część nie toleruje wąsów. Cóż, ale to kwestia gustu, a jak wiadomo – o gustach się nie dyskutuje. Za to możemy porozmawiać o tym, co zarost mówi o mężczyźnie.

Pełna broda

Pełna broda często wywołuje w nas wrażenie mądrości, ponieważ bardzo często w przeszłości do akademiccy wykładowcy nosili brody. Jest trochę tajemnicza, a jej popularność w ostatnich latach spowodowała, że najbardziej męscy wydają się nam być faceci z pełnym zarostem. Cóż, pamiętaj, że część z nich w brodzie znalazła sposób na schowanie swoich kompleksów i udawanie trochę kogo, kim nie są.

Kozia bródka

Taki zarost świadczy o człowieku, który utknął w przeszłości. Taka broda świętowała swoją popularność w połowie lat 90-tych, czas najwyższy na zmiany, jeśli mężczyzna, którego znasz nadal jest wierny koziej bródce.

Lekki zarost

Nosi go ten, kto jest pewny swojej wartości. Trochę niechlujny wygląd nijak mu nie szkodzi, co więcej dodaje uroku i on doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Uważaj – to może być łamacz kobiecych serc.

Wąsy

Podobno wąsy nosi ten, który jest nieco zarozumiały. Były one najmodniejsze w latach  70., kiedy nabrały seksualnego charakteru – były wąsy, wąsy porno, a potem wąsy homoseksualne/biseksualne Obecnie faceci, którzy je noszą, są po prostu pewni siebie. Często charakteryzuje ich duże poczucie humoru i dystans do siebie.

 

 

Gładko ogolony

W czasach, kiedy częściej można zobaczyć mężczyzn z zarostem niż gładko ogolonych, ci drudzy należą do typu, który niewiele lubi zmieniać w swoim wyglądzie i życiu. Jest uporządkowany i liczy, że kiedyś wróci moda na twarz bez zarostu.


źródło: Huffington Post

 


Lifestyle

Po zdradzie czas ma konsystencję budyniu – nie potrafisz określić początku ani końca, czujesz ból, który nie mija

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 czerwca 2018
Fot. iStock/lekcej
 

Jest wieczór, ale dzień i noc zlewa się mi w jedno. Spędziłam kilka ostatnich godzin w stanie, który trudno mi określić. Nie wiem nawet czy płakałam, bardziej trwałam w jakiejś dziwnej pozycji w kompletnej, bolesnej ciszy. Wiesz, jak to jest, kiedy cisza boli? Kiedy sekundy, minuty, godziny mijają, przepływając przez twoje palce, a ty nawet ich nie zauważasz? Czas ma wówczas konsystencję budyniu, nie sposób go pochwycić, nie sposób wyznaczyć mu jakiś początek i koniec.

Wczoraj odszedł ode mnie człowiek, z którym byłam dziesięć lat. Odszedł z moją przyjaciółką. Na jednym wdechu poinformował mnie, że zdradza mnie z nią od roku, że planują dziecko, którego ja nie mogłam mieć. Jak policzek w twarz uderzyła mnie świadomość, że oto nagle, z dnia na dzień zostaje sama. Że oszukiwano mnie przez ponad dwanaście miesięcy, to jest nokaut najgorszy z możliwych, ze strony dwóch najbliższych mi osób, którym ufałam bezgranicznie. Nie rozumiem tego, co się dzieje ze mną i wokół mnie.

Sobota, minęły cztery dni

Wstałam dziś z łóżka z poczuciem, że równie dobrze mogłabym tego nie robić. Usiadłam na jego brzegu i poczułam każdym fragmentem mojego ciała ból tak okrutny, że skuliłam się z powrotem i zacisnęłam powieki. Słońce bezdusznie prześwitywało przez żaluzje. Jakim prawem świeci tak bezczelnie, beztrosko w moje okna?

Jak każdego ranka od tamtego dnia, wróciła do mnie myśl, o wszystkim co się stało. Jak każdego ranka, przeżyłam to wszystko jeszcze raz, od początku. Przypomniałam sobie każdego jego słowo, w myślach odegrałam każdą z sytuacji, których wcześniej nie rozumiałam, a teraz zaczęły mi się układać w całość. Zaciskam mocno powieki. Czuję, jak mocno są spuchnięte. Nie chcę czuć. Nie zasypiam, wciąż trwam.

8 dni później

W pracy szefowa poprosiła mnie na rozmowę. Zamknęła drzwi, poprosiła, żebym usiadła. Łzy popłynęły same. Niepohamowane, niekończące się. Było mi wstyd. Wyjąkałam niewyraźnie „mój mąż odszedł, zostawił mnie dla mojej przyjaciółki, będą mieli dziecko”. Więcej nie byłam w stanie.

Objęła mnie. Poczułam, że rozumie. Wzięłam kilka dni urlopu, kupiłam nowe buty.

Pierwszy raz pomyślałam, że sobie z tym poradzę. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie w tej chwili. Ale za jakiś czas stanę na nogi, dzięki wszystkim tym ludziom, którzy mnie kochają, którym na mnie zależy. Pojechałam do rodziców. Powiedziałam im. Tata wziął mnie za rękę, długo nie mówił nic. Mama płakała po cichu, obok. Zostałam na noc. Pierwszy raz od tygodnia przespałam całą noc.

14 dni i 7 godzin później

Przyszedł kryzys. Wróciły wszystkie wspomnienia. Otworzyłam album z naszego ślubu, obejrzałam wszystkie zdjęcia z urlopów, z wakacji. Usiadłam na łóżku i pomyślałam, że powinnam zmienić pościel, bo ta wciąż pachnie nim. Ale nie jestem jeszcze na to gotowa. Nie potrafię nawet dotknąć jego poduszki, za każdym razem, gdy ścielę łóżko, omijam ją, przykrywam grubym kocem.

Mama dzwoniła jak co wieczór sprawdzić, jak sobie radzę. Grałam twardzielkę, nie przyznałam się. Kiedy się rozłączyła, znów wszystko we mnie rozpadło się na kawałki. Wciąż nie potrafię być dzielna dla siebie. Dla innych tak, ale nie dla siebie. Ból znów rozdarł mnie na pół. Płakałam na podłodze, długo. Potem zasnęłam.

Dziś zadzwonił, napisał wiadomości. Chce zabrać jakieś swoje rzeczy, tyle zdążyłam przeczytać na ekranie telefonu. Potem skasowałam jego numer. Nie wiem dlaczego, przecież to bez sensu, przecież znam go na pamięć. Ale to trochę tak, jakbym kasowała go ze swojego wnętrza. Na chwilę ulżyło.

Miesiąc później

Zaczynam planować. Spłatę kredytu, wakacje, spotkania z przyjaciółką, moje 36-te urodziny. Chciałabym powiedzieć, że życie, ale jeszcze na to za wcześnie. Są wciąż kawiarnie, do których nie chodzę, ścieżki, którymi nie kroczę, bo za bardzo przypominają mi jego, nas. Myślę o niej, dużo. Wiem, że nie chodzi tylko o dziecko, bo przecież braliśmy pod uwagę adopcję. Chodzi o to, że ona jest ode mnie lepsza. Ona jest dla niego. Nie miałam z nią szans.

Poprosiłam przyjaciół, by pomogli mi wynieść łóżko z sypialni. Zostawiłam na nim wszystko tak, jak w dniu, kiedy on odszedł. Zamówiłam nowe, z jasnego drewna. I materac, i kolorowe poduszki. Muszę zająć czymś myśli.

Dwa miesiące później

Odebrałam. Odruchowo, mechanicznie. Umówiliśmy się, że przyjdzie, kiedy mnie nie będzie, potem klucz zostawi w skrzynce. W ten weekend, kiedy ma zabrać swoje rzeczy, wyjadę nad morze. Chcę być bardzo daleko, tak się boję, że go poczuję, wyczuję jego obecność. Zabija mnie świadomość, że wejdzie do mojego mieszkania.

Od niej wciąż odebrać nie umiem. Pisała maile, SMS -y. Dziwne słowa. „Wybacz”, „zrozum”, „miłość mojego życia”. A co z moim życiem? Z moją miłością? Czy była mniej ważna, mniej istotna? Wciąż nie umiem zrozumieć. Może kiedyś przyjdzie dzień, kiedy będę mogła na spojrzeć na nich, razem. I na ich dziecko. Ale nie zrobię tego, póki nie będę gotowa. Nowe łóżko sprawuje się świetnie. Pachnie nowym życiem i niczym więcej tylko jasnym drewnem. Kocham ten zapach. Jestem coraz bliżej wolności.

4 miesiące później

Dziś przyszedł pozew rozwodowy. To dobrze. Dobrze jest czuć, że to się zbliża do jakiegoś końca. Nie mogę już dłużej trwać w tym zawieszeniu. Status zdradzonej żony mocno uwiera, ogranicza. Jestem przecież kimś więcej. O wiele więcej.  Zaczynam głębiej oddychać. Wciąż boli, wciąż nie mija. Wciąż czuję złość, niesprawiedliwość. Ale wczoraj pomyślałam, że jeszcze kiedyś w moim życiu wydarzy się coś pięknego. I to wcale nie musi być miłość.

 


Lifestyle

„Co z tego że mam cellulit, sadło tu i tam, obwisłe cycki…To moje ciało i zrobię z nim co będę chciała”. Dziennikarka szczerze o tym, jak wygląda

Redakcja
Redakcja
22 czerwca 2018
Fot. Screen z Instagrama /Madebyrudavlog

Niewiele znam kobiet, które w pełni akceptuje to, jak wygląda. Nawet jeśli mówią, że tak jest, to mam ochotę powiedzieć: „To zdjęcie w stroju kąpielowym, jakie ci teraz zrobię, wrzuć na Facebooka czy Instagrama”. Cóż, to chętnych byłoby z pewnością zdecydowanie mniej. I nie jest to ani hipokryzja czy cwaniactwo. To smutny obraz presji, której ulegamy. Okej, akceptuję swoje ciało, ale nie jestem gotowa na to, co inni mają do powiedzenia na jego temat. Dlatego tak ważne są wszystkie przejawy wsparcia dla kobiet, pokazania, że nikt nie jest idealny wbrew temu, co pokazują media, okładki gazet i zdjęcia w Internecie.

Być może dlatego Anna Maksymiuk-Szymańska, czyli Made by Ruda – dziennikarka, blogerka modowa i autorka książek o szyciu i projektowaniu ubrań, zdecydowała się umieścić na Instagramie swoje zdjęcie w jednoczęściowym stroju kąpielowym opatrzone bardzo osobistym komentarzem. O tym, że nie było jej łatwo pokazać siebie w takiej odsłonie – szczerze przyznaje, ale jak sama podkreśla – nie jest idealna i nigdy nie będzie, czas to zaakceptować. Wielkie brawa!

Długo się zastanawiałam czy dodać to zdjęcie, bo widzę w nim same negatywne rzeczy🙈🤦‍♀️ I właściwie powinnam mieć sama do siebie pretensje, bo tak to jest jak się lubi nadmiar słodyczy a nie chce się ćwiczyć…ale kiedy pojawia się dodatkowych 5kg, na które nie ma się wpływu(tarczyca) to co zrobić? A kiedy do tego dojdą kompleksy i brak akceptacji własnego ciała, to powinnam generalnie siedzieć w domu i nie wystawiać z niego nosa. Ocena innych może drastycznie wpłynąć na nasze życie zwłaszcza, kiedy jest się nastolatkiem a inne dzieci wyzywają Cię od grubasów… Żadna terapia nie jest w stanie tego zmienić dopóki sami nie znajdziemy na to sposobu! Po co to piszę? Całe życie próbowałam pokonać traumę a może i obsesję na punkcie tego jak wyglądam, ale nawet gdy ważyłam 47kg na 1 roku studiów i tak widziałam tylko te złe rzeczy! Kiedy przytyłam w ciąży prawie 20kg z czego 8 w ostatnie 3 tygodnie (tak mi się wszystko zatrzymało) myślałam, że gorzej być nie może…a teraz wiem, że jednak może😂 Ale dopiero teraz zaczynam patrzeć na siebie inaczej. Co z tego że mam cellulit, sadło tu i tam, obwisłe cycki (chociaż te kiedyś sobie zrobie😅itd.🤭)To moje ciało i zrobię z nim co będę chciała i dopiero teraz po 20 latach od podstawówki zaczynam myśleć bardziej łaskawie o sobie samej, ale zapomnieć nie potrafię! Więc jeśli kiedykolwiek postanowisz wyśmiać kogoś ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY, bo możesz kogoś skrzywdzić na całe życie! I to w nas dorosłych teraz leży odpowiedzialność, żeby nasze dzieci wiedziały czym jest szacunek do drugiego człowieka i empatia!
P.s Dedykuję to zdjęcie wszystkim tym osobom, które zawsze myślały, że jestem „idealna” – nie jestem i nigdy nie będę, nikt nie jest, ale olać to 😉 i tym, które zatraciły poczucie swojej wartości! Odnajdźcie w sobie tamto beztroskie dziecko i walczcie od nowa, tak jak ja

 

Długo się zastanawiałam czy dodać to zdjęcie, bo widzę w nim same negatywne rzeczy🙈🤦‍♀️ I właściwie powinnam mieć sama do siebie pretensje, bo tak to jest jak się lubi nadmiar słodyczy a nie chce się ćwiczyć…ale kiedy pojawia się dodatkowych 5kg, na które nie ma się wpływu(tarczyca) to co zrobić? A kiedy do tego dojdą kompleksy i brak akceptacji własnego ciała, to powinnam generalnie siedzieć w domu i nie wystawiać z niego nosa. Ocena innych może drastycznie wpłynąć na nasze życie zwłaszcza, kiedy jest się nastolatkiem a inne dzieci wyzywają Cię od grubasów… Żadna terapia nie jest w stanie tego zmienić dopóki sami nie znajdziemy na to sposobu! Po co to piszę? Całe życie próbowałam pokonać traumę a może i obsesję na punkcie tego jak wyglądam, ale nawet gdy ważyłam 47kg na 1 roku studiów i tak widziałam tylko te złe rzeczy! Kiedy przytyłam w ciąży prawie 20kg z czego 8 w ostatnie 3 tygodnie (tak mi się wszystko zatrzymało) myślałam, że gorzej być nie może…a teraz wiem, że jednak może😂 Ale dopiero teraz zaczynam patrzeć na siebie inaczej. Co z tego że mam cellulit, sadło tu i tam, obwisłe cycki (chociaż te kiedyś sobie zrobie😅itd.🤭)To moje ciało i zrobię z nim co będę chciała i dopiero teraz po 20 latach od podstawówki zaczynam myśleć bardziej łaskawie o sobie samej, ale zapomnieć nie potrafię! Więc jeśli kiedykolwiek postanowisz wyśmiać kogoś ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY, bo możesz kogoś skrzywdzić na całe życie! I to w nas dorosłych teraz leży odpowiedzialność, żeby nasze dzieci wiedziały czym jest szacunek do drugiego człowieka i empatia! P.s Dedykuję to zdjęcie wszystkim tym osobom, które zawsze myślały, że jestem „idealna” – nie jestem i nigdy nie będę, nikt nie jest, ale olać to 😉 i tym, które zatraciły poczucie swojej wartości! Odnajdźcie w sobie tamto beztroskie dziecko i walczcie od nowa, tak jak ja💪 #bitchplease 🤪#akceptujsiebie #madebyruda #mystyles #girlstyle #redheadgirl #wakacje #beach #shoes @mashpl

Post udostępniony przez Made by Ruda (@madebyrudavlog)


Zobacz także

Jak odświeżyć garderobę na wiosnę bez wydawania majątku? Zapytałyśmy o to stylistkę

Muzyka idealna na jesienną aurę gdy za oknem szaro i buro

„Muszę kupić jakiś dobry krem do twarzy” – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zapytaliśmy eksperta, na co zwrócić uwagę