Dom i wnętrze Lifestyle

Mamo, tato to jest ładne! Czy warto inwestować w design dla dzieci?

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
14 października 2015
Mamo, tato to jest ładne! Czy warto inwestować w design dla dzieci?
 

Ten tekst mogłabym skończyć jednym słowem, warto! Jesteście czy nie jesteście przekonani? Dlaczego warto inwestować w design dla dzieci?

Wcale nie chodzi o to, aby wydawać kosmiczne pieniądze na drogie, designerskie gadżety ale żeby zwracać większą uwagę na rzeczy, którymi otaczamy nasze dzieciaki. To my w dużej mierze kształtujemy ich gust, postrzeganie świata, wrażliwość na to, co piękne i warte uwagi.

Wykorzystajmy to.

Czy warto inwestować w design dla dzieci?

Zawsze byłam zwolennikiem nietuzinkowych rozwiązań, poszukiwań, chodzenia pod prąd także we wnętrzarstwie. Jednym z lepszych przykładów dobrego projektowania dla dzieci są wciąż firmy skandynawskie (tak, ta najpopularniejsza żółto niebieska sieciówka też!) gdzie dominuje prosta forma, użyteczność, oszczędność w fakturach i kolorach na rzecz naturalnych materiałów i ekologicznych rozwiązań.

Doskonale rozumiem tęsknotę za kolorem, za sielskością, chęć stworzenia dziecku bajkowego wnętrza, szczególnie rozumiem to w odniesieniu do rodziców, którzy sami urodzili się w szaro – burej „poprzedniej” epoce. Mieszkaliśmy w bloku z szarej płyty wieczorynka raczyła nas Uszatkiem i Kolargolem (które dziecko potrafiło to wymówić !?),  chłopcy mieli przynajmniej „resoraki”, dziewczynki jeden rodzaj lalki (był tylko jeden odlew czy co!?) różniącej się jedynie peruką i kolorem sukienki z falbanami. Koszmarek tych dziecięcych lat sprawia, że w dzisiejszym, kolorowo plastikowym świecie zabawek przesadzamy, kupujemy za dużo i za często pozbawiając tym, według mnie, kreatywności w zabawie, chęci kombinowania, tworzenia o dobrym guście nawet już nie wspominając.

Moje dzieci dostały kiedyś taką pozytywkę z owieczką, owieczka po naciśnięciu mówiła „beee beee” i śpiewała piosenkę o beczeniu głosem godnym klienta izby wytrzeźwień. Wyzwaniem było przebywanie w tym samym pokoju z taką zabawką. Dobrze, że znudziła się po dwóch dniach kiedy wysiadły baterie i owieczka zamilkła na wieczność.

To samo dotyczy mebli. Co myśli rodzic, który daje się nabrać na hasło typu „pokój rośnie razem z dzieckiem” – matko jedyna, jaka szkoda chciałoby się krzyknąć! Przecież gusta, potrzeby, opinie zmieniamy wiele razy w ciągu naszego życia. Dlaczego więc chcemy zafundować naszemu dziecku to samo łóżko, stołeczek, komodę od niemowlaka do osiemnastki !? Lekka przesada, kiedy przewijak zamienia się w biurko do odrabiania lekcji nie sądzicie?

Przemyślmy lepiej takie zakupy. Nauczmy się krok po kroku jak selekcjonować dostępne na rynku meble, dodatki, zabawki dla najmłodszych. Może najpierw pooglądajmy dobre blogi, zainspirujmy się kimś jeśli sami mamy problem z podejmowaniem takich decyzji.

Zamiast wielkiej naklejki Puchatka lepszy byłby plakat lub reprodukcja pierwszych, rysowanych, czarno białych ilustracji do „Chatki Puchatka” – pamiętacie jakie były piękne ?

Zrezygnujmy z lampy w kształcie auta, księżniczki, żaby. Zabawki i tak wypełnią tą przestrzeń, dodatki i meble dziecięce powinny być jak najbardziej neutralne, powinny wtapiać się w otoczenie a nie przytłaczać. Wywalmy dywan z obrazkiem laleczek czy bajkowej postaci jeśli pod spodem mamy piękny parkiet. Drewno jest ciepłe i zawsze piękne. Omińmy szerokim łukiem dział tapet w markecie budowlanym! Chcielibyście zasypiać mając przed oczami tuzin Kłapouchów!? Serio?

Kupmy za to piękne krzesło, jakąś replikę kultowego projektu. Po co? Żeby oswajać dziecko z dobrym projektowaniem, z pięknymi przedmiotami, których wciąż jest za mało w całym tym zalewie plastikowego kiczu. Po co wydawać swoje pieniądze na rzeczy, które po roku, dwóch znudzą się, opatrzą czy najzwyczajniej w świecie rozwalą.

Zadbajmy o piękną lampę, dobrej jakości tkaniny, poduchy, koce. Inwestujmy w piękne, drewniane zabawki, dzieciaki często nie potrzebują obrazkowej instrukcji, żeby wykreować ciekawe budowle z klocków.

Piękny może być pojemnik na kredki, wieszak na ubranie czy nawet kosz na papierowe śmieci zrobiony w emaliowanego wiadra. Nie bójmy się też eksperymentów z malowaniem ścian (pod warunkiem, że pozbędziecie się żółtej tapety z kłapouchym!) pomalujmy te ściany jakoś ciekawie, czarno białe pasy – czemu nie!? Ostra zieleń – bardzo proszę. Tablicówka czy farba magnetyczna daje jeszcze większe pole do popisu dzieciakom, mogą same bawić się w dekorowanie i pozwalajmy im na to jak najczęściej. To zaprocentuje, stworzy dobrą bazę do dalszych poszukiwań, do zabaw z dobrym dziecięcym designem, do życia w ŁADNYCH, stylistycznie spójnych wnętrzach. Zaufajcie dzieciakom.

Do dzieła rodzice! Odwagi.


Dom i wnętrze Lifestyle

Kochajcie mnie wszyscy! 15 zasad niepoprawnej konformistki

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
14 października 2015
Fot. iStock
 

Jesteś krytykowana i to cię boli? Wciąż słyszysz, że robisz coś nie tak i powinnaś brać przykład z innych? Kiepska matka z ciebie, bo czasami chcesz wychowywać inaczej? Inni wiedzą lepiej, co masz robić ze swoim dzieckiem? A może jesteś bezwzględna w pracy i po trupach osiągasz swój cel? Może cierpisz na chorą ambicję? Zaniedbujesz partnera, bo jesteś zbyt skupiona na sobie? Słaba żona z ciebie? Zakochana w sobie? Egoistka jedna.

Nie słyszałaś, jak inni tak mówią o tobie? Albo miałaś szczęście, że do ciebie nie dotarło albo też jesteś jedną na milion, o której źle się nie mówi. Reszta słyszała. Słyszy codziennie. Za każdym razem, gdy podejmie decyzję inną, niż podjęłaby większość. Za każdym razem, gdy zrobi coś dla siebie. Weźmie pod uwagę swoje potrzeby. Wyszarpnie sobie coś dla własnego celu. W ciągu sekundy znajduje się w ogniu krytyki zarówno kobiet jak i mężczyzn, którzy lepiej wiedzą: a) co powinna zrobić, b) jak ma żyć, c) kim być. W momentach kryzysowych (np. gdy podejmuje ważną dla siebie decyzję: zmienia pracę, partnera lub kolor włosów) ilość krytycznych głosów wokół zamienia się w hałaśliwy tłumek. Głośno skandują: „Nie masz prawa”, „Nie powinnaś”, „Nie wolno ci”. Presja jest tak ogromna, że nie wie co robić.

Jeśli to jest o tobie i masz szczerze dość nieustających krytycznych głosów, mam dla ciebie przepis, który pomoże ci wyzwolić się z tej sytuacji. Już nikt nigdy nie skrytykuje twojego zachowania. Będziesz miała święty spokój i upragnioną konformistyczną ciszę.

Oto 15 zasad życiowych, które wyprostują twoje życie

  1. Masz być podobna do innych. Masz stać w szeregu i się nie wychylać.
  2.  Masz nie być lepsza. Jeśli o to pytasz, to nie zrozumiałaś punktu pierwszego. Taka sama nie znaczy lepsza.
  3. Masz się poświęcać. Dla kraju, miasta, rodziny, partnera i dziecka. Jeśli nie rozumiesz dlaczego, to znaczy że nie zrozumiałaś punktu pierwszego i drugiego.
  4. Masz rezygnować. Przeczytaj punkt 3. i rozwiń. Rezygnować ze swoich pasji. Ambicji (to na pewno! To zawsze jest w sprzeczności z punktem 1, 2 i 3). Z podróży. I marzeń. Najlepiej zapytaj innych, czego powinnaś potrzebować.
  5. Masz dostosować swoje marzenia do możliwości. Innych, nie swoich.
  6. Masz nie prowokować sukcesami. Jednym słowem unikaj słowa: „sukces” jak ognia.
  7. Nie chciej więcej. Więcej znaczy gorzej.
  8. Zrozum wreszcie, że szklanka jest do połowy pusta. Zawsze warto na coś lub kogoś ponarzekać. Byle nie na siebie.
  9. Ucz się od innych umiejętności negatywnego oceniania. To najlepsza terapia na niską samoocenę. Jakbyś zapomniała: Ty taką masz!
  10. Przepraszaj za fajne rzeczy, które uda ci się zrobić. Stosuj atrybucję zewnętrzną czyli „ Eee tam, miałam dobry dzień” albo „To był czysty fart”.
  11. Wbij sobie do głowy, że twoje osiągnięcia nigdy nie są powodowane twoimi talentami. Jakimi talentami? (zapomniałaś o punkcie 1?!)
  12. I nigdy, przenigdy nie mów o sobie dobrze. Ba, nawet niech ci taka myśl nie przechodzi przez głowę. Im więcej samodyscypliny w samoocenie, tym mniej rozczarowań.
  13. I pamiętaj, że każda forma samozachwytu jest przejawem pychy. A pycha prowadzi do alienacji społecznej. Lud cię przepędzi jak Jagnę ze wsi w „Chłopach” Reymonta..
  14. Więc jeśli chcesz być lubiana przez WSZYSTKICH, chcesz czytać o sobie same wspaniałe rzeczy, chcesz wygrywać konkursy na najbardziej sympatyczną Kobietę Roku, to naucz się tych zasad jak Mazurka Dąbrowskiego.
  15. I wyślij go wszystkim tym, których pragniesz nawrócić na właściwą drogę, bo żyją w błędzie, podobnie jak ty kiedyś.

No i..? Jesteś gotowa? Nieee? To mam smutną wiadomość. Wszystko zostanie po staremu. Ba, może być nawet gorzej, bo możesz jeszcze osiągnąć sporo sukcesów w życiu. Nadal będą otaczać cię ludzie, którzy będą mówić o tobie źle. Będzie ich może nawet więcej. Będą cię oceniać, pouczać i krytykować. Będą zapędzać do stada.

A ty naucz się z nimi żyć żyjąc po swojemu. Odsiewaj co niepotrzebne (większość) i rób, co ci serce dyktuje. Wróć do domu i przestań słuchać innych. Wiesz, co masz robić. A przede wszystkim wiesz, czego masz NIE robić.

A wybór masz prosty. Możesz uszczęśliwiać innych albo możesz uszczęśliwić siebie.

Nie martw się czasami udaje się to łączyć. Na emeryturze 🙂


Dom i wnętrze Lifestyle

Alimenty? A co mi zrobisz, jak ci nie zapłacę? Dłużnicy alimentacyjni śmieją się w twarz swoim dzieciom i byłym partnerkom

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 października 2015
Alimenty? A co mi zrobisz, jak ci nie zapłacę? Dłużnicy alimentacyjni śmieją się w twarz swoim dzieciom i byłym partnerkom
Fot. Pixabay / jarmoluk / CC0 Public Domain – Alimenty? A co mi zrobisz, jak ci nie zapłacę? Dłużnicy alimentacyjni śmieją się w twarz swoim dzieciom i byłym partnerkom

Byli mężowie czy partnerzy często za nic mają odpowiedzialność wobec swoich dzieci. Biorą rozwód z żoną, synami i córkami. Odchodzą i czują się panami świata. A rząd i przepisy jeszcze ich w tej pewności utwierdzają. Alimenty? „A co mi zrobisz, jak ci nie zapłacę?”.

Mówi, że i tak do więzienia go nie wsadzą   

Ola ma dwoje dzieci, pracuje w “budżetówce”, właśnie zaczyna swoją walkę o alimenty. Jej partner, ojciec dzieci odszedł do innej kobiety. Odszedł to może nie jest dobre słowo, bo Ola nadal mieszka z nim, dziećmi i jego matką. – Nie jesteśmy już razem od niemal roku. Nie mam środków, żeby wynająć dla siebie i dzieci choćby kawalerkę, dlatego mieszkamy w jego mieszkaniu. On nie pracuje, to znaczy pracuje na czarno, ale stałej pracy nie ma od czterech lat. Wystąpiłam o alimenty i… dostałam od naszego państwa w twarz.

Ola o pomoc zwróciła się najpierw do Funduszu Alimentacyjnego wspierającego kobiety, które nie otrzymują alimentów od ojców dzieci. Fundusz wypłaca 500 złotych na dziecko, jeśli nie zostaje przekroczony próg dochodowy w wysokości 725 złotych na członka rodziny. Ola przekroczyła o sto złotych. Po pomoc zgłosiła się więc do komornika, który rozkłada ręce, bo jej były partner formalnie nie ma żadnych środków na utrzymanie, nie ma z czego ściągnąć od niego pieniędzy. – Nikogo nie interesuje, że z mojej wypłaty muszę spłacać długi męża, jego karty kredytowe, z których korzystał, gdy nie pracował. W połowie miesiąca zostaję niemal bez pieniędzy, oglądam każde dziesięć złotych, zanim je wydam. A były mi mówi, że nie będzie płacić, bo jego kolega też nie płaci i jakoś nikt do więzienia go nie wsadził  – opowiada Ola, której pomaga na szczęście matka partnera. – Ona kupuje jedzenie dla dzieci, odbiera córkę z przedszkola, kiedy jestem w pracy. Sama spłaca zadłużenie syna w spółdzielni.

Najgorsza jest bezsilność. Ola chciałaby uwolnić siebie i dzieci z tej sytuacji, zacząć od nowa, normalne życie, ale dopóki nie uzyska alimentów, nie stać jej na to. Zarabia 2400 złotych i spłaca długi byłego partnera, który nie bierze zupełnie odpowiedzialności  za utrzymanie swoich dzieci.

Udowadniam przed sądem, że on pracuje, nic to nie daje

Były mąż Joanny jest dłużny 180 000 złotych alimentów. Ma z Joanną dwoje dzieci. Nie płaci od pięciu lat. – To jest ogólnie nieprawdopodobna historia. On znał wyrok sądu w sprawie alimentów na dwa miesiące przed jego ogłoszeniem. Pospieszył się ze złożeniem wniosku do komornika, tak się dowiedziałam. Złożyłam skargę na sąd, tę sprawę wygrałam. Co z tego, skoro były mąż przedkłada PIT-y z zerowym dochodem – opowiada Joanna dodając: – Sprawa  jest zgłoszona oczywiście do komornika, który  nie wykazuje jakiekolwiek inicjatywy, co niestety jest standardem. Proszę sobie wyobrazić, że mój były mąż dostał 60 000 złotych od ubezpieczyciela za jakieś problemy zdrowotne, ale komornik tego nie zauważył i nie ściągnął zadłużenia.

Asia podkreśla, że dłużnicy alimentacyjni są bezkarni. – Mieszkanie dla byłego męża wynajęła jego mama. Tyle tylko, że ona ma 1800 złotych emerytury,  a wynajem kosztuje 3000 złotych. Była teściowa rzekomo utrzymuje swojego syna, jego nową kobietę i ich dziecko. Przecież to paranoja.

Joanna zbiera dowody na to, że jej mąż pracuje, wskazuje nawet miejsce jego pracy, pracodawcę. Nikt jednak nic z tym nie robi. – Nie ma tu współdziałania Urzędu Skarbowego, ZUS-u, przecież to oni w pierwszej kolejności powinni sprawdzić tego, kto na czarno zatrudnia pracownika. Joanny mąż wpłaca na jej konto na poczet alimentów 50 złotych co pół roku. Dla sądu to dowód, że jednak się stara.

Płaci rocznie 400 złotych, nic nie mogę zrobić

Iwona ma trójkę dzieci. Od dwóch lat walczy, by były mąż wywiązywał się z obowiązku płacenia alimentów. 1400 złotych miesięcznie. Przez ostatni rok otrzymała 400 złotych, tym samym były mąż związał jej ręce do podejmowania jakichkolwiek działań. – Można na podstawie artykułu 209 kodeksu karnego złożyć zawiadomienie do sądu o niewypłacaniu alimentów. Tyle tylko, że w tym artykule zawarte są dwa kryteria, które stanowią o wydaniu wyroku na korzyść matki – mówi Iwona.  Jedno kryterium dotyczy braku jakichkolwiek środków do  zaspokojenia dzieciom podstawowych potrzeb. – Wobec tego kryterium ja nie powinnam moich dzieci karmić, ubierać i posyłać do szkoły, a choćbym miała sobie wypruć żyły wiadomo, że zrobię wszystko, by zapewnić im to, czego potrzebują – tłumaczy Iwona. Drugie kryterium, to kryterium uporczywości, które zakłada, że ojciec dzieci nie wykazuje żadnych chęci do płacenia alimentów i nie zajmuje się dziećmi. – Mój mąż zapłacił mi 400 złotych w ciągu roku, tym samym pokazał, że jednak wykazuje chęci. To daje mu argument przed sądem i dowód, że jego niepłacenie nie jest uporczywe. Iwona została współzałożycielka  Stowarzyszenia Poprawy Spraw Alimentacyjnych „Dla naszych dzieci”.

Alimenty? A co mi zrobisz, jak ci nie zapłacę? Dłużnicy alimentacyjni śmieją się w twarz swoim dzieciom i byłym partnerkom

Fot. Pixabay / jarmoluk / CC0 Public Domain

Chcemy poprawić prawo alimentacyjne

Stowarzyszenie zawiązało się rok temu i skupia kobiety walczące z dłużnikami alimentacyjnymi, ale nie z nimi bezpośrednio, bo wiedzą, że to walka z wiatrakami. Walczą o zmianę prawa. – Wy dziennikarze chcecie zawsze naszych historii, a one wszystkie są do siebie podobne – mówi Iwona, współzałożycielka Stowarzyszenia. – Schemat zawsze jest ten sam – tłumaczy. – Jest rozwód, rozstanie. Tatuś na początku zapewnia, że wszystko będzie dobrze, po czym nie rozwodzi się tylko z żoną, ale także ze swoimi dziećmi.  Kobieta najczęściej na początku jest w szoku, nie wie co robić, dopiero po otrząśnięciu się zaczyna walczyć.

Iwona opowiada drogę kobiety, która zostaje sama z dziećmi (96% osób starających się o wypłatę alimentów, to kobiety). Kiedy sąd zasądza alimenty, a te na konto jednak nie wpływają, ona udaje się do Funduszu Alimentacyjnego, o którym coś tam słyszała. Jakież jej zdziwienie, kiedy nie uzyskuje wsparcia od Funduszu, gdyż przekracza dochód na jednego członka rodziny, którego próg wynosi 725 złotych.  Cóż, idzie dalej. Do komornika. Od niego dowiaduje się, że były mąż nie ma stałej pracy. Firmę przepisał na brata, auto na kochankę. Nie ma nagle żadnego majątku. Nie pracuje. Jest nawet zarejestrowany jako bezrobotny. Kobiecie pozostaje jeszcze złożenia doniesienia na podstawie przywołanego już artykułu 209 kodeksu karnego, ale po przykładzie Iwony wiadomo, że i tak nie łatwo cokolwiek uzyskać. – Komornicy traktują nas po macoszemu. Oczywiście są naprawdę chwalebne wyjątki, ale większość nie zajmuje się naszymi sprawami , zbyt mało zarabiają na dłużnikach alimentacyjnych – mówi Iwona. – Moja znajoma ma pięć wyroków sądu, na podstawie których jej były mąż powinien zapłacić alimenty. I co z tego? Skoro teoretycznie on nie ma żadnych dochodów? Jedna z kobiet opowiada historię znajomej. Jej były mąż dostał wyrok pozbawianie wolności. Okazało się jednak, że w więzieniu nie było dla niego miejsca. – Wraz z kolegami śmieje się jej w nos.

– Wiele z moich znajomych pracuje na dwóch, trzech etatach. Kosztem własnego zdrowia, czasu spędzanego z dziećmi, byleby tylko utrzymać swoją rodzinę, a ci pseudo tatusiowie są kompletnie bezkarni – mówi Iwona. – Im się wydaje, że jak raz na tydzień wezmą dzieci, to są świetnymi ojcami, czym się chwalą wokół.

Kobiety podkreślają, że często byłe teściowe buntują synów: „Nie płać jej, po co. Kup dzieciom coś od czasu do czasu, a nie będziesz jej dawał pieniądze, żeby sobie nowe buty czy torebkę kupiła”. Ale to matki robią zakupy, wożą do szkół, przedszkoli, na zajęcia. One mają obowiązek dbać o swoje dzieci. Co z ojcami? Podobno każde dziecko ma prawo do opieki obojga rodziców.

To przemoc wobec miliona dzieci

Stowarzyszenie Poprawy Spraw Alimentacyjnych  mówi głośno o szokujących liczbach. – Podawane jest, że około 350 000 dzieci nie otrzymuje alimentów. Ale to są tylko te dzieci, którym Fundusz Alimentacyjny wypłaca po 500 złotych, których mamy uzyskują dochód poniżej 725 złotych na członka rodziny. A co z resztą? – pyta Iwona. – Obliczyłyśmy, że koło miliona dzieci jest poza systemem, poza działaniami Funduszu. Nikt im nie pomaga. Te dzieci zostały porzucone dwukrotnie – przez swoich ojców i przez państwo, tylko dlatego, że ich matki zapieprzają i zarabiają więcej – padają mocne, ale prawdziwe słowa.

Kobiety ze Stowarzyszenia, choć pewnie nie tylko jego członkinie, chcą najpierw podwyższenia, a najlepiej zniesienia progu dochodowego w Funduszu. – To nie jest zasiłek, to pożyczka, nie rozumiemy kryterium dochodu. Po pierwsze próg został ustalony w 2007 roku, w tym czasie zostało przez rząd podwyższone podstawowe wynagrodzenia, a w tej kwestii nic się nie zmienia – mówi Iwona. Można pójść dalej i zastanawiać się, ilu polityków nie płaci alimentów, więc być może nie zależy im na jakichkolwiek działaniach w zakresie zmiany przepisów alimentacyjnych. – W tym przypadku lobby sprawców jest silniejsze niż lobby ofiar – komentuje Iwona.

Kobiety po rozstaniach zostają  bardzo często bez pomocy państwa i bez pomocy drugiego rodzica. Jedyne, co im pozostaje to krzyczeć  i wskazywać na problem, który będzie narastał, bo rośnie fala rozwodów. –  Ojcowie się nie poczuwają do płacenia alimentów. Pewien etos mężczyzny i męskiego honoru utrzymania rodziny zniknął – mówi Iwona, choć podkreśla, że zna ojców, którzy zadłużają się, by płacić alimenty, jest to jednak garstka tych odpowiedzialnych.

Nasze dzieci są silne naszą siłą – mówią te, które nie otrzymują wsparcia od byłych partnerów. Dlatego one już nie chcą opowiadać swoich historii. Chcą działać. Stowarzyszenie przygotowało petycję i list do premier Ewy Kopacz o zmianę warunków otrzymania wsparcia z Funduszu Alimentacyjnego. – Nie będziemy siedzieć z założonymi rękami i użalać się nad sobą. Chcemy, by odpowiedzialność za nasze dzieci ponosili także ich ojcowie. Brak środków na ich utrzymanie, to przemoc ekonomiczna stosowana przez mężczyzn wobec własnych dzieci. Ta przemoc jest tak samo bolesna, jak fizyczna, czy seksualna.

Jeśli chcesz wesprzeć tych, którzy walczą z bezkarnością dłużników alimentacyjnych podpisz petycję, którą znajdziesz tutaj. Może w końcu ktoś usłyszy głos kobiet, którym byli partnerzy śmieją się w twarz i nie utrzymują swoich dzieci, choć to ich obowiązek.


Zobacz także

Czujesz się wyczerpana i bez siły? Oto 12 sposobów na poprawę swojego życia

Rozwiązanie akcji „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”

NIE JEDZ, BO TUCZY! Trzy dietetyczne mity, w które wierzymy