Lifestyle

„Mam 40 lat i spierd… sobie życie”. Nie chcesz tak kiedyś powiedzieć? Pracuj na to życie już wcześniej

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
19 maja 2016
Fot. iStock / lzf
 

Spotkałam się kilka dni temu z przyjaciółkami. Rocznik 1976, kilka trochę starszych. To była czterdziestka jednej z nas. Czułam się co najmniej jak bohaterka filmu „Dziewczyny z kalendarza”, czy „Zmowa pierwszych żon”. Kto widział, ten wie. Część z nas piła wino, bo właśnie weszła na drogę luzu i braku kontroli, część zieloną herbatę, bo wreszcie weszła na drogę kontroli (ja).

Pomyślałam, zresztą wszystkie to powiedziałyśmy, jak bardzo różni się życie kobiet czterdziestoletnich. Są wśród nas mężatki, kobiety mające romanse i takie, które nigdy na romans by sobie nie pozwoliły. Mężatki szczęśliwe, mniej szczęśliwe.  Rozwódki, singielki, które dopiero teraz zakładają rodziny. Jest wśród nas nawet A., która związała się z 20 lat młodszym facetem.

Jesteśmy dowodem na społeczne przemiany, dowodem, że modeli kobiecości jest dziś bardzo dużo. Ale jesteśmy też dowodem, że dojrzałość jest siłą, wsparcie kobiet jest siłą.

Nasza czterdziestolatka płakała, że „schrzaniła sobie życie”. Niedawno porzuciła męża, bo dowiedziała się o jego trwającej latami zdradzie. Brr. Siedziałam i myślałam: „Kurde, a miało nie być banalnie”. W naszym życiu miało nie być.

Wszystkie miałyśmy zrobić wielkie kariery, urodzić kilkoro dzieci, mieć świetnych mężów, cudowne domy

Wiadomo, każda dwudziestolatka WIE, że jej życie będzie inne. Wspaniałe. Każda czterdziestolatka WIE, że życie bywa jak rollercoaster. To, co wydało się najbardziej stabilne okazuje się jak domek z kart i odwrotnie. I nie chodzi nawet o związki. O wszystko. Czy to źle? Nie. Przypominałam sobie, jak zaraz po urodzeniu mojego syna, siedziałam z wózkiem na placu zabaw i myślałam. „Boże, to już koniec. Moje życie się skończyło. Wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, pewnie urodzę drugie, weźmiemy kota, psa, ech… cudownie, ale…”. Uśmiecham się dziś do tamtej dziewczyny, bo przecież zaraz czekała ją życiowa rewolucja. I to właśnie wtedy, gdy myślała, że każdy dzień będzie już wyglądał tak samo.

Tak więc, nie martw się, jeśli się nudzisz. Życie zapewni ci miliony rozrywek, których nawet się nie spodziewasz. Miliony emocji, zdarzeń.

Tak czy siak doszłyśmy podczas tego spotkania (kilkanaście bab w okolicach czterdziestki, więc to nie przelewki), że choć dojrzała kobieta żadnych rad nie daje, to jednak kilka powinna dać. „Gdybym ja to wiedziała wcześniej…” powtarzały niektóre z nas.

Nie wiedziałyśmy, Ty też nie wiesz. Nikt nie wie. Ale…

Pracuj

Dwadzieścia lat życia zastanawiałam się, czy moja obsesja niezależności to jest głupota czy jednak mądrość. Życie ze mnie zakpiło, bo dziś to mąż zarabia więcej ode mnie. Ale ja czuję, że wciąż się czaję, mogę więcej. To się zaraz, już za chwilę stanie. 🙂 Nawet powiedziałam wczoraj koleżance, że czuję nadchodzącą rewolucję.

Wiem, że mogę na nią czekać– jednak pracuje 20 lat. Potrafię nie spać po nocach, potrafię być pokorna (no w miarę), wiele znoszę, szybko ( w miarę) się uczę.  Nie będę pisać, trudno, zrobię coś innego.

Moje koleżanki, które są zawodowo niezależne są silniejsze. Niezależność zawodowa pomogła im przy rozwodach, pomogła w małżeńskich kryzysach, pomogła też, gdy ukochany mąż tracił pracę czy chorował. To ogromne obciążenie dla rodziny, gdy zarabia tylko jedna osoba. Gdy tylko jej dochody mają znaczenie. To też ogromne obciążenie dla faceta– o czym już rzadko mówimy.

Są, oczywiście,  momenty, gdy kobieta zarabia mniej, ale bezpieczniej, gdy wie, że ten czas się skończy.

Zdarzyć się może naprawdę wszystko.

Dziś jedna z naszych przyjaciółek się rozwodzi. Jej mąż trzyma kasę. Trzyma wszystko. Ona ma czterdzieści lat i zachowuje się jak dziecko we mgle. Patrzę i nie wierzę. Była najlepszą studentką, być może najbystrzejsza z nas. Pamiętam, uczyłyśmy się do kolokwium– ona nawet nie musiała dokładnie czytać książek. Wystarczy, że je przejrzała.

Dlaczego dziś to ona szuka pracy u mnie? To niesprawiedliwie.

Ale nie poświęcaj życia na pracę

Jedna z czterdziestolatek mówi do drugiej: „Pamiętasz, wtedy się między nami popsuło? Kompletnie mnie olałaś, olałaś mnie nawet, gdy mnie rzucił X. i błagałam, żebyś się ze mną spotkała”. „Jezu, gdzie ja wtedy pracowałam?”” mówi ta druga. Kompletnie nie pamiętała. Hmm, ciekawe, poświęciła rok życia i emocje przyjaciółki, jasne, trochę histeryczne, dziś to wiemy. Ale wtedy?

Czy serio warto zniszczyć się dla pracy, której się potem nie pamięta. Tak, teraz myślisz, że to praca jedyna, jest szansą, rozwojem. No cóż….;-)

Wiadomo, są wyjątki. Są sytuacje, gdy nie mamy wyjścia. Koleżance, która ma dwoje małych dzieci i bezrobotnego męża nie powiem: pracuj mniej. Czasem się nie da. Ale warto codziennie zadawać sobie pytanie: czy muszę? Gdzie jest koniec takiego życia? Czy daję sobie prawo do tego, by ten koniec widzieć?

Nie poświęcaj dziecka dla mężczyzny

M. miała romans, gdy jej córka miała dwa lata. Ups. Odpłynęła kompletnie dla innego faceta. Zamiast bawić się z córką, spotykała z tamtym ( rodzinie mówiła, że jedzie w delegacje), często nawet przy dziecku myślała o tamtym. I co? Faceta nie ma, a M. wciąż myśli ile rzeczy ją omijało.

Matkom łatwo wpaść w poczucie winy, szczególnie potem, gdy dzieci dorastają. Pamięta się każdy błąd, niedopatrzenie. Jeśli facet jest tym właściwym, zrozumie, że nie masz dla niego 100 proc. czasu. Zrozumie, że nie masz go wcale. Poczeka.

Niczego nie poświęcaj dla mężczyzny (nieodpowiedniego)

Kilkanaście kobiet, każda chociaż raz zakochana w nieodpowiednim facecie. I rany, to się nigdy nie udało. Czy wszystkie możemy się mylić? Jasne, nieodpowiedni może być dla innej najlepszy. Nie chodzi o to, że on jest zły w ogóle. Ale może nie kocha nas, może nie jest dojrzały, gotowy?

Jeśli facet mówi „nie wiem”, „nie jestem gotowy”– to wie co mówi . Ufajmy temu. Jeśli to pokazuje– powinnaś wiedzieć to ty. Żyj „tu i teraz” jeśli nie umiesz skończyć, ale nie dawaj z siebie zanadto. Większość zranionych kobiet czuła, że to nastąpi. Większość rozwodów kończy się, bo ludzie latami tkwili w iluzji. Iluzja jest najbardziej zgubna.

Pierwsza i święta zasada zdrowej miłości: bez poświęceń.

Dla odpowiedniego mężczyzny, który też cię kocha, poświęcaj dużo

No chyba, że to poświęcenie dla mężczyzny, który wiele zrobił dla ciebie. I za to dam się pokroić. Dbaj o właściwego faceta, którego spotkałaś na swojej drodze. Bo kiedyś będzie ci przykro, że tego nie zrobiłaś. Bo pomyślisz: spieprzyłam ten związek. Dużo znam takich kobiet, które żałują.

A nawet jeśli z nim zostaniesz, on z tobą– będą budzić cię wyrzuty sumienia. Dlaczego nie zrobiłam dla nas wszystkiego? Czy on nie odejdzie? Czy jest szczęśliwy ze mną? Czy nie zasługuje na kogoś lepszego?

Nie rób sobie tego. Jeśli spotkałaś odpowiedniego faceta– kochaj go. Jeśli nie jest odpowiedni– rzuć go, po prostu.

Zawsze wybieraj dziecko (przynajmniej, gdy jest małe)

O tym już pisałam wyżej. Bądź dobrą matką skoro zdecydowałaś się na macierzyństwo.

Nie mów: zrobię to później

Później zawalczę o podwyżkę, pójdę pobiegać, schudnę, rzucę używki. Zrób to w momencie, gdy pojawi się pierwsza myśl. Najwyżej opracuj plan. Tak to stracisz czas, a i tak dojdziesz do tego samego punktu. Tylko już milion razy bardziej wkurzona. I sfrustrowana. Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj.

Kochaj rodziców (i wybaczaj im)

Bo czas mija szybciej niż myślimy. A pewnych rozmów nie da się nadrobić. A gdy ktoś choruje już nie myśli się o żalu. Myśli się o miłości.

Oczywiście, nie mówię o sytuacji, gdy rodzice zrobili nam naprawdę krzywdę.

Dbaj o siebie

W końcu czterdziestka to nowa dwudziestka, prawda?:)

Zanim podejmiesz jakieś działanie – zastanów się czy prowadzi ono do celu… twojego celu

Święte słowa. Inaczej będziesz się miotać ileś lat, udawać sama przed sobą. Patrzyć z zazdrością na tych, którzy poszli tam, gdzie chcesz iść ty.

Na to też szkoda czasu.

I tak dojdziesz w końcu do tego momentu, gdy pomyślisz: „Co ja, k…, tutaj robię. Przecież moje marzenia są gdzie indziej”.

I jasne, są tacy, którzy w wieku czterdziestu lat mówią: No cóż. Już jest za późno, życie to wybory, raz podjęte– trzeba się ich trzymać. Życie to zobowiązania, układy, obietnice. Za późno, za późno, za późno.

Ale na nic nie jest za późno. Szczególnie w wieku czterdziestu lat.

„PIEPRZYĆ KAŻDE ZA PÓŹNO”. I to mówię ja, czterdziestolatka już w sobotę. Ale życie jednak bardziej mija niż zawraca i po prostu szkoda czasu. Szkoda czasu marnować chwile. I marnować cokolwiek.

Jeśli masz dwadzieścia lat– nie marnuj tym bardziej:)


Lifestyle

Dlaczego zdradzamy? Dlaczego lądujemy w łóżku z kimś, z kim nie spędziliśmy ostatnich lat życia, z kim nie mamy dzieci?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 maja 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz
 

„Poznałam kogoś” – mówi przyjaciółka. Wiedziałam, że coś się święci, bo zazwyczaj nie wpada tak nagle bez większego powodu o 21:00 na wino. Ona, 37 lat, dwoje dzieci, mąż od 12 lat. Nowy kolega w pracy. Czarujący i cholernie przystojny. „Nie mogę się skupić, przestać o nim myśleć” – wyrzuca z siebie. „Nie wiem, co się ze mną dzieje”. Nalewa kolejny kieliszek wina. Nie widziałam jej dawno w takim stanie. Próbuję racjonalizować: „Ale chcesz coś zrobić? Doszło do czegoś między wami?”. Po prostu bawili się wspólnie na służbowej imprezie, ale tak wiem, jest taki rodzaj chemii, który przyciąga i którego kompletnie nie jesteśmy w stanie kontrolować.

Widzisz faceta i bach. Wpadasz po szyję, po końcówki włosów. Możesz udawać, mówić sobie, że to nic. Ale to on śni ci się w nocy, o nim myślisz, gdy otwierasz oczy. Może ci się wydawać, że twój związek jest dobry, że ok, może trochę sfatygowany, ale jednak bezpieczny. Mąż cię wkurza, tobie nie chce się z nim czasami gadać, ale jednak jesteście razem. I nic złego się nie dzieje. Dopóki nie stanie na drodze ktoś trzeci. Dla kogo tracisz głowę.

Dlaczego? Dlaczego zdradzamy? Dlaczego lądujemy w łóżku z kimś, z kim nie spędziliśmy ostatnich lat życia, z kim nie mamy dzieci? Z kimś kogo właściwie nie znamy?

Bo nie mamy już siły na rozwiązywanie konfliktów?

Na dyskutowanie, kłótnie, tłumaczenie? Jesteś zmęczona sytuacją ciągłego napięcia, oczekiwania na kolejny wybuch, na wylewanie sobie wzajemnych pretensji. Nie chcesz już widzieć w jego oczach zirytowania, a w swoich nie chcesz zobaczyć rozczarowania. Kochanek to ktoś, z kim się nie kłócisz, z kim nie dyskutujesz, czy stać was na kolejny drogi gadżet, na jego widzimisię. W tej jednej chwili, w tej godzinie, kiedy jesteś z nim, rozluźniasz się, puszcza stres, głowa przez chwilę jest zajęta tylko tobą i nim, a nie awanturą o to, że ktoś znowu zapomniał odebrać dzieci. To inna czasoprzestrzeń. Takie odreagowanie wszystkiego co pełne złości i gniewu w twoim życiu. Przy nim się uśmiechasz i nie myślisz, co zrobić na kolację, żeby nie usłyszeć: „znowu to samo”.

Bo nie dajemy sobie rady z brakami w związku?

Brak czułości, rozmów, wspólnie spędzanego czasu, zrozumienia. Mówisz: „Kochanie przytul mnie”, i on przytula, ale tylko wtedy, gdy o to prosisz, gdy mówisz, choć powtarzasz, że tego potrzebujesz, on o tym zapomina. Szybciej złapie cię za cycki lub tyłek, niż przytuli tak po prostu, żebyś poczuła się bezpiecznie. A tu nagle zjawia się ktoś, kto daje siebie całego. Kto reaguje na to co mówisz, chce wiedzieć, kiedy ci dobrze, co może zrobić, żeby było jeszcze lepiej. Słucha, rozmawia, czujesz się ważna i doceniana. Zdrada uzupełnia te dziury, które są w związku, a których nie da się już tak łatwo załatać, a może ty już nie chcesz ich łatać, już cię to zmęczyło. Bo to jak syzyfowa praca.

Bo tak bardzo chcieliśmy, by nasze małżeństwo nie było takie, jak naszych rodziców?

Wydaje się, że wszystko jest dobrze. Twój ojciec był przemocowcem? Alkoholikiem? Zdradzał matkę? Był wiecznie nieobecny? Pracoholik, który nie miał czasu dla dzieci? Tymczasem twój mąż jest zupełnie inny, zawsze sobie obiecywałaś, że mężczyzna, z którym się zwiążesz, nie będzie w ogóle podobny do twojego ojca. I nie jest. I zaczyna cię to uwierać. W końcu to rodzice dali ci przykład związku – pełnego emocji, rozchwiania, awantur. Twój jest spokojny, za spokojny. Nawet nie wiesz, kiedy zaczynasz szukać adrenaliny, tych emocji, które towarzyszyły ci w dzieciństwie. To często zupełnie nieświadomie wpycha nas w ramiona kochanków, i nie umiemy zrozumieć dlaczego tak się dzieje…

Bo potrzebujemy potwierdzenia naszej atrakcyjności?

Nasz partner nie patrzy na nas już z błyskiem w oku. My same patrzymy na siebie z pewną rezygnacją. Na nasze ciało, po porodzie lub dwóch czy trzech, na piersi, które nie wyglądają jak u nastolatki, na zmarszczki wokół oczu. I nagle ktoś mówi: „Jesteś piękna”. I widzisz szczerość w jego oczach, ten zachwyt jest prawdziwy, to zainteresowanie jest naprawdę. Ktoś przygląda ci się z pożądaniem. A ty uśmiechasz się szerzej, idąc bardziej kołyszesz biodrami, unosisz wyżej głowę. Ktoś inny mówi ci: „Ale promieniejesz, stało się coś”. Odpowiadasz, że nic, ale wiesz, że to jego spojrzenie tak cię odmieniło. Chciałabyś słyszeć nieustannie, że jesteś piękna, mieć pewność, że komuś się nadal podobasz, że nie jesteś już tylko matką i zmęczoną żoną. Ale też atrakcyjną kobietą, która podoba się mężczyznom.

Bo życie seksualne jest nudne i mało satysfakcjonujące?

Uczestniczyłam kiedyś w rozmowie, podczas której kolega powiedział: „Kobiety nie nadają się do zdrady”. Kiedy spytałam dlaczego, powiedział, że do zdrady podchodzimy zbyt emocjonalnie, zbyt szybko się angażujemy, a przecież facetom najczęściej chodzi o czysty seks. Tym się różnimy. Co nie znaczy, że kobiety nie zdradzają z tych samych powodów. Także dla samego seksu, dla przyjemności, spełnienia się. Słyszałyście kiedyś o seks-koledze. Takim, z którym tylko chodzimy do łóżka. Który nas otwiera na nowe rzeczy, przy którym nie krępujemy się mówić, co chcemy, a co nam się nie podoba. Długoletni partner przestał już słuchać, już mu się nie chce, woli usiąść przed telewizorem. Tak, kobiety też lubią seks i też może im go w życiu brakować.

Bo tak naprawdę szukamy pretekstu do rozstania?

Zdradzasz i to jest dla ciebie znak, że między wami już wszystko wygasło. Skoro bez skrupułów potrafisz iść z kimś innym do łóżka, to dla ciebie oznacza tylko jedno – koniec związku. Potrzebujesz tej kropki nad „i”, tej pewności, która znajdujesz w ramionach kogoś innego. To jak potwierdzenie, że już nie musisz mieć złudzeń, że tego związku nic nie uratuje. I argument, gdybyś jednak miała wątpliwości. Czy to dobry sposób? Każdy sam musi sobie odpowiedzieć.

Bo tak się stało, po prostu, tak naprawdę przez przypadek?

Przez jeden drink na dużo. Pod wpływem uroku chwili. Nie planowałaś tego zupełnie. W życiu by ci nie przyszło do głowy, że możesz zdradzić, a jednak… Jakaś impreza, wyjazd, spotkanie po latach. Chwila słabości, chęć sięgnięcia po zakazane. Nie wiadomo. Ty też nie wiesz, ale zaraz po masz pewność, że na jednym razie się skończy. Masz taką nadzieję. Naukowcy tłumaczą to genami, hormonami. Zdradę można wytłumaczyć naukowo. Szukać usprawiedliwienia jeśli go potrzebujemy.

Bo się zakochaliśmy?

Znam taką parę. Oboje kogoś zdradzili. Z miłości do siebie nawzajem. Zakochali się w sobie. Odnaleźli za późno, kiedy już mieli dzieci, byli w innych związkach. Benjamin Franklin kiedyś powiedział, że gdzie jest małżeństwo bez miłości, tam będzie miłość bez małżeństwa. Podobno ta reguła nie sprawdza się tylko wśród żon bardzo bogatych mężczyzn. One nie muszą kochać swoich partnerów i ich nie zdradzają. Kochają coś innego. Ale tak, powodem zdrady może być miłość. Może jest nią częściej niż nam się wydaje, tylko później brak nam odwagi na postawienie na tę miłość, zostajemy dla dzieci, dla partnera, którego nie chcemy zranić…

Z przyjaciółką otworzyłyśmy drugą butelkę wina. Nic nie mówimy, każda pogrążona we własnych myślach. Czy ona zdradzi? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Ona musi wiedzieć, czy warto, i ile może stracić…


Lifestyle

Co zamiast wody? Spróbuj zrobić sama inne, lekkie napoje pełne smaku i witamin

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 maja 2016
napoje
Fot. Pixabay / jill111 / CC0 Public Domain

Specjaliści zalecają, by pić przynajmniej 1,5 litra wody dziennie, a podczas upałów czy uprawiania intensywnego sportu jeszcze mocniej uzupełniać płyny w organizmie. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być niemałą ilością, jednak nikt nie wymaga, aby całą butelkę wody wypić na raz. Takie działanie nie ma większego sensu, bowiem na siłę wlewana woda, po prostu przeleci przez organizm. A woda popijana małymi porcjami cały dzień, skutecznie nawilży ciało od środka.  

Jeśli kręcicie nosem na wodę, bo taka bez smaku nie zachęca do wypijania większych ilości, spróbujcie samodzielnie zrobić w domu inne, lekkie napoje, które wypijecie z pożytkiem dla zdrowia.

1. Woda owocowa

Czyli połączenie dowolnego owocu z wodą mineralną i kostkami lodu. W zależności od lubianych przez was smaków, możecie dorzucić listki mięty dla orzeźwienia. Domowe wody smakowe to idealna alternatywa dla produktów sklepowych, w dodatku są niskokaloryczne i zawierają witaminy.Więcej inspiracji na smakowe wody znajdziecie tutaj

Fot. Flickr / ppc1337 / CC BY

Fot. Flickr / ppc1337 / CC BY

2. Lekka lemoniada

3 cytryny i 3 limonki wyciśnij do naczynia z litrem wody. W garnku podgrzej ksylitol ze szklanką wody, aby słodzik się rozpuścił. Następnie przelej go do soku, wymieszaj i schłódź. Podawaj z plastrami cytryny i miętą. 

 Fot. Pixabay / Stevepb / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / Stevepb / CC0 Public Domain

 

3. Koktajl arbuzowy

Pół arbuza bez pestek zblenduj do gładkiej masy. Przełóż do dużego dzbanka, zalej wodą i dodaj sok z 2 limonek.

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

4. Bezalkoholowe Mojito

Do wysokiej szklanki wrzuć kilka listków świeżej mięty i 1/2 limonki w plastrach, dodaj łyżeczkę cukru trzcinowego i kostki lodu. Dolej wodę gazowaną. (Jeśli kalorie ci nie straszne, wymieszaj w proporcji 1:1 wodę gazowaną i zimnego Sprite`a).

 Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

5. Kompot

Tradycyjny kompot powraca na stoły podczas obiadów, ale nie tylko. Przyrządzenie jest śmiesznie proste: owoce+woda+cukier, jeśli jest taka potrzeba. Wystarczy zagotować i dobrze schłodzić. Wypróbujcie kompot z sezonowego, kwaskowego rabarbaru, będącego smakiem dzieciństwa wielu z nas.

6. Aryan

To orzeźwiający napój na bazie jogurtu, wody i soli z dodatkiem mięty, bazylii lub melisy. Blenderem wymieszaj szklankę jogurtu naturalnego, szklankę wody mineralnej i 5 listków świeżej mięty. Dodaj sól do smaku, pij mocno schłodzony.

Fot. Pixabay / Foundry / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Foundry / CC0 Public Domain


Zobacz także

Make-up idealny do selfie? Zobacz krok po kroku, jak to robią mistrzowie

Dziękuję ci za to, że mnie rzuciłeś, kiedy tak głupio się w tobie zakochałam. Nie żałuję

Rozwiązanie konkursu „Zabierz Nissana Juke na weekend!”