Lifestyle

„Maksymalne rabaty” i „niezwykłe okazje” – jak się nie dać nabrać na Black Friday radzi dr Mateusz Grzesiak

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 listopada 2022
mateusz grzesiak black friday
 

Już w najbliższy piątek czeka nas kolejny Black Friday czyli zakupowe szaleństwo. Czy naprawdę czekają nas „maksymalne rabaty”, „niezwykłe okazje” i „jedyne takie niskie ceny”? Jak się nie dać zwariować a przede wszystkim jak nie dać się oszukać? O tym m.in. rozmawiamy z dr. Mateuszem Grzesiakiem, psychologiem, wykładowcą i konsultantem.


Czarny piątek – czy to tylko kolejna modna data z USA, którą zaadoptowaliśmy w naszym kraju czy rzeczywiście jedyna szansa, żeby zrobić zakupy najtaniej?

Black Friday w USA ma wieloletnią tradycję i tam faktycznie klienci mają możliwość upolowania upragnionych artykułów w super atrakcyjnych cenach. Dzień ten przypada zawsze w pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia i uważany jest za początek sezonu zakupowego przed Bożym Narodzeniem. To też najbardziej dochodowy dzień dla handlu w całym roku.

Polska oczywiście skorzystała z tej świeckiej, amerykańskiej tradycji i od lat mniej lub bardziej udanie wciela w życie. Podstawowa różnica jest w jakości promocji. W USA rabaty sięgają 80 czy 90 procent, w Polsce 60-70 to już maksimum. Na rynku amerykańskim przecenie poddawany jest cały asortyment, w Polsce są to pojedyncze, najczęściej najmniej chodliwe towary, albo – w przypadku atrakcyjnych produktów – do sprzedaży wystawianych jest kilka egzemplarzy; tylko po to, by wykorzystać ten fakt w reklamie. Słyszmy w radio, że super odkurzacz, o którym zawsze marzyliśmy, w danej sieci jest zrabatowany do 70%. Nie wiemy jednak, że sklep wystawił tylko 5 sztuk z magazynu. Reszta czeka na „normalną” cenę, po Black Friday. Ale jak już przyszliśmy na zakupy, nie chcemy wyjść z pustymi rękami, więc łapiemy się na inną „okazję”, nie zawsze przemyślaną. Dzieje się tak, ponieważ nie chcemy czuć się stratni.

Czym spowodowane są te różnice?

Mniejszą konkurencyjnością na polskim rynku, w porównaniu do rynku amerykańskiego. W  Polsce wiele sklepów traktuje Black Friday nie jako czyszczenie magazynów, jak to się dzieje w USA tylko okazję na ściągnięcie klientów do sklepu. Zdarzały się przypadki, kiedy sklep podnosił ceny przed Black Friday tylko po to, żeby potem reklamować się przecenami rzędu 60-70 a nawet 80%. Gdyby w USA wyszło to na jaw, dany supermarket byłby „zbanowany”.

Jak się zatem nie dać oszukać?

Tu pojęcie oszustwa można traktować w dwóch kategoriach. Po pierwsze – żeby nie dać się oszukać sprzedawcom należy wcześniej, kilka tygodni przed Czarnym Piątkiem zrobić porządny research, zarówno jeśli chodzi o ceny w danym sklepie jak i między innymi sieciami handlowymi. Czasem różnice są naprawdę duże. Warto też pamiętać, że nawet jeśli kupujemy towar w promocji wciąż mamy prawo do negocjowania ceny, zwłaszcza jeśli robimy większe zakupy. Jeśli sklep nie jest elastyczny cenowo – zawsze można negocjować dodatkową darmową usługę, jak transport czy montaż. Po drugie, nie dać się oszukać… samemu sobie. Nie jesteśmy powściągliwi w zakupach, jak np. Skandynawowie. Poza tym bardziej zwracamy uwagę na cenę niż na jakość, w związku z czym kupujemy częściej, gdyż produkty gorszej jakości szybciej się niszczą, psują, zużywają. Dlatego najpierw należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dany produkt jest nam naprawdę potrzebny, czy nie kupujemy go tylko dlatego że nam się podoba, podczas gdy w domu mamy już kilka takich samych, albo ma dobrą cenę. Zalecam także porównanie opinii użytkowników co do jakości danego produktu. No i warto określić sobie maksymalny budżet jaki chcemy poświęcić na zakupy.

Co mówią naukowcy na temat naszych nawyków zakupowych?

Aż 70% decyzji zakupowych to tzw. owczy pęd, czyli kupujemy to, co kupią inni. 85 % decyzji zakupowych jest zupełnie nieświadoma. Nie wiadomo więc dlaczego kupujemy, czym się kierujemy, czy to kolor czy określona cena. Wpływa też na nas chociażby licznik, typu: dziś ostatni dzień super promocji, zostało tylko x godzin do końca. Daje to efekt pilności, który wywołuje w nas decyzję zakupową tu i teraz. Ważna jest też płeć, choć nie tak oczywista. Z jednej strony 80% zakupów domowych robią kobiety, choć z drugiej strony branża motoryzacyjna wyliczyła, że w ich przypadku ponad 70% kobiet decyduje o zakupie danego samochodu. A przecież to branża tradycyjnie kojarzona bardziej z mężczyznami.

Zapewne każdy mężczyzna czytający teraz te słowa jest pewien, że jest w pozostałych 30%?

Oczywiście, bo z drugiej strony każdy z nas uważa, że on się nie da oszukać. To jest tzw. Iluzja ponadprzeciętności, kiedy każdemu się wydaje, że jest przygotowany, świadomy. Tymczasem tak funkcjonuje nasz mózg.

W takim razie – w Black Friday należy siedzieć w domu, nie chodzić po sklepach, wyłączyć Internet, żeby nas nie kusiły zakupy online?

Wręcz przeciwnie – skorzystać z szansy do zrobienia potrzebnych zakupów po lepszych cenach. Zachęcam by włączyć myślenie analityczne, być świadomym, zrobić listę zakupową, porównać ceny, a przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ja naprawdę tego potrzebuję. Warto pamiętać też o jeszcze jednym – obecnie sieci handlowe kuszą nas zakupami z powodu szalejącej inflacji: wydaj dziś, bo za chwilę te pieniądze nie będą nic warte. Cóż, w przypadku, kiedy inflacja sięga 18% trudno zbić ten argument, ale jeśli mamy nadmiar pieniędzy warto zainwestować w siebie, w swoją wiedzę, edukację, ciało, w zdrowie. Niekoniecznie w kolejny, jeszcze większy telewizor.

 


Lifestyle

W czym tkwi sekret masażu Kobido?

Redakcja
Redakcja
23 listopada 2022
Masaż kobido
Fot. iStock/Masaż kobido – Masaż kobido
 

Masaż Kobido zyskuje coraz większą popularność w Polsce. Korzystają z niego chętnie zarówno młode osoby, jak również dojrzałe szukające na przykład alternatywy dla inwazyjnych zabiegów medycyny estetycznej. Efekt wizualny w postaci bardziej wypoczętej, promiennej i wyglądającej młodziej twarzy to istotna korzyść płynąca ze stosowania regularnie masaży Kobido, ale nie jedyna. Dlaczego chętnie korzystamy z tego modnego masażu?

Czym jest masaż Kobido?

Japoński masaż twarzy, znany również pod nazwą Kobido, to naturalne podejście do dbania o piękny i zdrowy wygląd. Tu nie ma miejsca na skalpel czy interwencję chirurga plastycznego, a jego siła wywodzi się z tradycyjnych technik masażu pochodzących z kultury azjatyckiej. Rytuał ten jest uznawany za jedną z najbardziej zaawansowanych i kompleksowych technik masażu twarzy na świecie.

Jest to masaż, który przy regularnym stosowaniu i prawidłowym wykonywaniu ma szansę pomóc nam nie tylko uzyskać efekt młodziej wyglądającej skóry. Może również pomóc nam m.in. w zmniejszeniu obrzęków twarzy, poprawieniu jej owalu i kondycji skóry, łagodzeniu skutków migren czy bruksimzu, poprawie jakości snu, oczyszczenie zatok czy redukcji stresu. Korzyści wynikających z jego stosowania jest wiele, gdyż jest to masaż tkanek głębokich, składający się z różnych technik masażu, które oddziałują zarówno na tkanki, powięzi, mięśnie i przyczepy mięśniowe. Atutem głębokiego masażu twarzy jest jego kompleksowe działanie. Kluczowa jest jednak znajomość anatomii przez specjalistę, który wykonuje nam masaż twarzy. Rytuał masażu odbywa się według określonych reguł i poszczególnych, odpowiednio dobranych etapów.

To bardzo kompleksowa i zaawansowana metoda masażu, która obejmuje złożone techniki manualne. Ich główną cechą jest zarówno powolność i głębokość, jak i szybkość oraz precyzja zarazem. Warto jednak nadmienić, że zabieg ten nie powinien wywoływać bólu, chociaż szybkie ruchy rąk mogą wywoływać odczucia na jego granicy. Nigdy efektem zabiegu nie powinny być siniaki czy otarcia naskórka. – tłumaczy Witold Pyrkosz, specjalista terapii manualnych twarzy.

Poprawianie urody za pomocą preparatów medycyny estetycznej. Co dajemy sobie wstrzyknąć?

Na czym polega masaż wywodzący się z japońskiego rytuału piękna?

Masaż Kobido składa się z kilku etapów. Najpierw wykonywany jest demakijaż, następnie głęboki masaż relaksujący oraz drenaż limfatyczny. Kolejnymi etapami są fazy liftingująca i modelująca a po nich rozbudowana akupresura twarzy. Zabieg kończy masaż chłodnymi kulami solnymi i oklejaniem taśmami (facetapingiem). Każda sesja zawsze rozpoczyna się od delikatnych ruchów, które mają zrelaksować i odprężyć masowaną osobę. W kolejnej fazie terapeuta przechodzi do masażu karku i barków. W ten sposób poprawia się krążenie krwi w skórze twarzy i szyi, dzięki czemu skóra zaczyna się regenerować. Następnym etapem jest drenaż limfatyczny, który ma bardzo istotne znaczenie w całym masażu.

Manualny drenaż limfatyczny to rodzaj masażu uciskowego, który oddziałuje na układ chłonny. Pobudza i usprawnia krążenie chłonki, czyli limfy w organizmie oraz poprawia motorykę całego układu limfatycznego. Podczas drenażu manualnego stosowane są specjalne techniki i chwyty terapeutyczne. Zazwyczaj jest to kombinacja ruchów okrężnych, obrotowych, pompujących i czerpiących. Co ważne siła nacisku podczas drenażu limfatycznego powinna być zawsze dostosowywana do okolic ciała i stanu osoby, którą masujemy. – wyjaśnia Witold Pyrkosz, specjalista terapii manualnych twarzy.

Dzięki zastosowaniu w trakcie całego masażu twarzy różnych, złożonych technik manualnych i pracy na głębszych warstwach skóry, tkanek podskórnych i tłuszczowych, jak również powięzi i mięśni, można uzyskać bardzo pozytywne efekty w poprawie wyglądu twarzy. Jeśli chcemy poprawić bez skalpela wiotkość skóry, odżywić ją i ujędrnić to masaż Kobido może nam w tym efektywnie pomóc. Wskazaniem do korzystania z masażu jest także zlikwidowanie napięć mięśniowych w obrębie głowy, szyi i karku, jak również redukcja stresu czy radzenie sobie z objawami bruksizmu. Przy regularnym korzystaniu z masaży głębokich twarzy u doświadczonego specjalisty terapii manualnych, możemy spodziewać się wielu pozytywnych i zaskakujących efektów. Te, które często zauważają osoby stosujące masaż Kobido to m.in. poprawa konturu twarzy, ujędrnienie i zdrowszy wygląd skóry, spłycenie zmarszczek oraz bruzd mimicznych, zmniejszenie opuchlizny i zniwelowanie worków pod oczami, jak również złagodzenie bóli głowy. Pozytywny wpływ tego masażu na wygląd i samopoczucie odkryto kilkaset lat temu w Japonii. W Polsce od kilku lat coraz częściej o nim słyszymy, a część z nas już miała okazję z niego skorzystać i przekonać się w czym tkwi jego moc.


Lifestyle

Tęczowy pocałunek – na czym polega ta niezwykle intymna łóżkowa zabawa?

Redakcja
Redakcja
23 listopada 2022
kochanek doskonały
fot. KovacsAlex/iStock

Człowiek uczy się całe życie. Dzisiaj na przykład dowiedziałam się o „rainbow kisses” i chyba nie chciałam tego wiedzieć. Czym jest więc „tęczowy pocałunek”? Na początek powiemy tyle, że nie ma nic wspólnego z osobami LGBT+ i w zasadzie nie do końca jest jasne, dlaczego został tak nazwany. 

Czym jest tęczowy pocałunek?

Według definicji rainbow kiss (ang. tęczowy pocałunek) to pocałunek w parach heteroseksualnych – między kobietą, która w tym czasie ma menstruację, a jej partnerem. Do rainbow kiss najczęściej dochodzi, kiedy para stosuje pozycję tzw. 69, czyli uprawia miłość oralną. W momencie, kiedy mężczyzna osiąga orgazm w ustach kobiety, para całuje się, mieszając krew menstruacyjną z nasieniem.

Wendasha Jenkins Hall – edukatorka seksualna z Atlanty i założycielka The Sensible Sexpert twierdzi w „Cosmopolitan”, że tęczowy pocałunek, który zwykle zaczyna się w pozycji 69 prawdopodobnie wyewoluował ze staromodnego seksu podczas mentruacji. Hall pyta: „A słyszeliście określenie przejeżdżanie na czerwonym świetle – w kontekście seksu penetracyjnego lub oralnego wykonywanego podczas menstruacji partnera? Rainbow kiss to po prostu jeden stopień wyżej”. I chociaż tęczowy pocałunek z całą pewnością nie jest i nigdy nie będzie najpopularniejszym aktem seksualnym, Hall twierdzi, że to jedna z ofert seksualnych, z której mogą korzystać osoby, dla których płyny ustrojowe są fetyszami. Danyell Fima, współzałożyciel VelvetCo tłumaczy w „Cosmopolitan”, że po prostu niektórzy ludzie lubią bawić się moczem, śliną, kałem, nasieniem lub krwią.

Czy tęczowe pocałunki są bezpiecznie?

Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź: Nie! Dlatego najlepiej bawić się w nie w związkach, w których partnerzy znają się długo i są dla siebie na wyłączność. „Nasienie i krew miesiączkowa mogą przenosić wiele różnych cząstek zakaźnych, takich jak HIV, kiła i zapalenie wątroby”, mówi dla „Cosmopolitan” Heather Irobunda, lekarz medycyny. Dlatego z nieznajomymi lepiej nie ryzykować. Pamiętajcie, że nie wystarczy wykonać jednorazowo test na choroby przenoszone drogą płciową, jeśli regularnie angażujecie się w akty seksualne, takie jak tęczowe pocałunki. Jeśli macie wielu partnerów – powinniście się badać nawet co trzy miesiące.

Ale jak to wykonać technicznie?

Danyell Fima twierdzi, że sztuczka polega na tym, że… „ty i twój partner powinniście skończyć mniej więcej w tym samym momencie, by żadne z was nie musiało zbyt długo trzymać krwi ani nasienia w ustach”. Wynika z tego, że kluczowa jest umiejętność komunikacji w parze. Dodatkowa porada – możecie zacząć to robić w ciemnej pościeli. Białe prześcieradła zostawcie na inne okazje.

To nie jest przygoda na jedną noc

Obopólna zgoda ma kluczowe znaczenie dla każdego aktu seksualnego, ale ten, który obejmuje wymianę krwi i spermy, wymaga dodatkowego poziomu potwierdzenia. Czasem do tęczowego pocałunku może dojść przez przypadek, jeśli np. kobieta dostanie miesiączki w czasie zbliżenia seksualnego. Seksuolodzy jednak są zdania, że jeśli jeden z partnerów ma ochotę na taki eksperyment – nigdy nie powinien działać z zaskoczenia. Warto porozmawiać i spytać otwarcie partnera, czy w ogóle ma na to ochotę, czy chciałby spróbować. Pamiętajmy, że dla wielu osób nawet sama myśl o tęczowym pocałunku sprawia, że zbiera im się na wymioty. Jeśli jesteś właśnie w tej grupie, a twój partnera zaproponuje ci tęczowy pocałunek, warto byś nie reagował/ ła gwałtownym oburzeniem, naganą, oceną.

Hall w rozmowie z „Cosmopolitan” podkreśla jeszcze, że warto normalizować zachowania osób, które chcą angażować się w swoje fetysze i dziwactwa. Ostrzega, że zawstydzanie i wyśmiewania może prowadzić do osłabiania więzi. „Kiedy zawstydzamy partnera, on zaczyna się wycofywać. Robi rzeczy, które go podniecają – potajemnie i unika badań, które chronią wasze zdrowie. Natomiast jeśli jesteśmy otwarci na nawet dziwne (z naszego punktu widzenia) zachowania partnera, możemy czuć się bezpieczniejsi. Nie musimy się oczywiście na nic zgadzać, jeśli nam to nie pasuje. Ale nie wyśmiewajmy, bo sprawimy, że partner „zejdzie ze swoimi fantazjami i pragnieniami do podziemi”. W seksie zasada jest jedna – jeśli nikogo nie krzywdzimy i nie zmuszamy do konkretnych działań to… wolno nam się bawić. A tęczowe pocałunki? Zawsze warto je najpierw przedyskutować.


Zobacz także

Joanna Chmura: „Pierścionki są fajne, żeby nie było, ale dużo fajniejsze są wolne, silne, mądre kobiety”

Tętniak mózgu, czyli żyję na tykającej bombie

Tętniak mózgu, czyli żyję na tykającej bombie. ‘Choroba otworzyła mi oczy, pozwoliła mi się przewartościować. Cieszmy się z małych rzeczy, bo wielkie mogą nie nadejść’

Problem każdego książkoholika – co zrobić z nadmiarem książek na półkach?